• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Rozgrywka > Mgły czasu > Izba Pamięci > 11.03.1962 | So you wanna play with magic?
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
09-02-2026, 14:00
[Obrazek: bfe2a38c5b16257a9e707a6c134fd5e4.jpg]
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
09-02-2026, 14:08
tw: wulgaryzmy

Kutas. Sprzedajna ciota. Cwel. Lachociąg. Beta. Parówa. Ja go na mecz zapraszam, a ta menda tak mi się odwdzięcza, że mojej dupce mandat wypisuje - co to, to nie. Sandy może i koncertowo dała dupy, to znaczy, oczywiście w przenośni, bo Sandy jest grzeczną dziewczynką i takich rzeczy nie robi, ALE. Wzięła pokpiła sprawę, podpisała druczek, przyjęła naganę wraz z wezwaniem do zapłaty i zapaskudzeniem swojej czyściutkiej kartoteki.
W innych okolicznościach mógłbym czuć dumę - gratulować jej, urządzić przyjęcie z okazji pierwszego udokumentowanego złamania prawa, ale niestety, nie ma tak dobrze. Po pierwsze, za rękę złapali ją na pierdółce. Inny stróż prawa machnąłby ręką, gwizdnąłbym z podziwu dla jej rozłożystej klatki piersiowej, pogroził palcem i tyle - zawinąłby się na posterunek zadowolony, że taka klaczka w ogóle raczyła się do niego odezwać. Na smutnej komendzie opowiadałby potem, że nie wypisał mandatu, bo panna zaoferowała mu rasowe obciąganie, choć każdy by wiedział, że ze wszystkich jego historii, ta nie wydarzyła się najbardziej. Po drugie - w chwili obecnej nasz dług wobec państwa wynosi kilkanaście sykli, których nie mam zamiaru bulić z własnej kieszeni i równie mocno nie życzę sobie, by Sandy nadwyrężała swój budżet na szpileczki i szmineczki na rzecz jakiegoś śmiesznego fajfusa, którego eksżona puściła z torbami.
Titus nie pyta, czego chcę od Ambrose'a - po prostu informuje mnie, że on jedzie na ryby, a Ambrose w tym czasie zajdzie do niego z ciastem od matki i pewnie będzie prasować mu mundur, bo ostatnio coś mu nie pasowało w tym, jak wyglądali razem na patrolu. Nie wnikam w to naprawdę, co tam się dzieje między nimi, ale to, czym się martwię i czym powinien martwić się każdy posiadacze pary cojones (nawet niekoniecznie dużych: po prostu), to szerzona przez Daya propaganda, która facetom wciska w dłoń żelazko. Co dalej? Zacznie się od sugestii zdjęcia prania z suszarki, a skończy na tym, że wszyscy faceci dziennie będą się rozciągać, żeby móc possać sobie fiuta, bo ich panny stwierdziły, że poradzą sobie z tym sami. Mogłem mieć to w pompie i przyglądać się szerzeniu tej niedorzecznej propagandy z równym politowaniem jak piskom kolorowych o szacunek w komunikacji publicznej, ale nie - pan Day wypisując mandat Sandy niniejszym wypowiedział mi wojnę.
Żebyśmy mieli jasność - ja walecznym typem nie jestem. Z armii zdezerterowałbym przy pierwszej okazji, z nadzieją, że moro sprawi, że wśród drzew nagle zrobię się niewidzialny. Udawałbym wieśniaka, pierwszego lepszego pastucha ze szkockim akcentem. Odgryzłbym sobie palca, żeby mnie nie wcielili, nogę połamał, cokolwiek. Ale rzecz tyczy się mojej niuńki oraz sztamy - graby przybitej na ślinę, która już nie obowiązuje. ŁUP. ŁUP. ŁUP. Pięścią walę do drzwi, a kiedy Amborse w końcu otwiera, ładuję się do mieszkania, zamykam za sobą drzwi na zasuwę i stoję przed nim, zaplatając ręce na piersi. Jedno wejście jest zablokowane, jak będzie chciał wiać - może próbować oknem.
– Masz mi coś do powiedzania, co? – popycham go i cofamy się tak w głąb korytarza – Ty miękkim chujem byłeś robiony? Nie wiesz, że nie robi się takich rzeczy? – pytam, a żyłka na moim czole uaktywnia się i niebezpiecznie pulsuje. Czuję wiśniowe ciasto na kruchym spodzie, ale to nie wystarczy, by złagodzić obyczaje. Nawet i czarna kawa tu nie pomoże –Przyznaj się – żądam, już-już zamierzając się na jego gardło. W ostatniej chwili zmieniam zdanie, potrzebuję go przytomnego, a nie wiem, czy się kurwa powstrzymam. Na zachętę pizgam go więc prosto w nos, ciekawe czy z poprzestawianą buźką będzie robić takie wrażenie na damach kolegów.

| rzut = 107
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Ambrose Day
Czarodzieje
It's strange what desire will make foolish people do
Wiek
37
Zawód
magipolicjant, dawna gwiazda Quidditcha
Genetyka
Czystość krwi
potomek wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
16
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
12
10
Brak karty postaci
Wczoraj, 04:00
10.03
Wyjec od Daniela przyszedł, gdy Ambrose z napięciem wyliczał szanse Srok z Montrose na zajęcie pierwszego miejsca w brytyjskiej Lidze. Najpierw musieli wygrać ze Zjednoczonymi z Puddlemere, co powinno być banalne. Potem powinni co najmniej zremisować z Jastrzębiami, a potem...
...ze złością rzucił ołówek na stolik, gdy zobaczył przed sobą wyjca. Znał tą czerwień koperty. Bardzo. Dobrze. Ją. Znał.
Zaledwie trzy dni temu wyszedł z domu mamy z mundurem i dywanem i nie wrócił, a ona już wysyłała do niego wyjca? Albo dopiero? I oczywiście robiła to, gdy relaksował się po pracy i myślał o sporcie, bo znała jego rutynę. Z niezadowoleniem wydął usta i z zaskoczeniem zmierzył kopertę wzrokiem, gdy rozgrzmiała głosem Daniela Dodge. Bla, bla, bla. Zawsze było mu się trudno skupić na pojedynczych słowach, gdy ktoś bardzo się emocjonował i krzyczał, a Daniel Dodge bardzo się emocjonował i krzyczał, a Day próbował zapamiętać własne sportowe wyliczenia, więc umknęło mu cośtam o uroku i zrozumiał, że wlepił mandat jego Sandy i płakała. Coś się Dodge'owi pomyliło, to Elliot płakał.
Ambrose westchnął ciężko i wrócił do swoich wyliczeń, myśląc sobie, że będzie pewnie musiał omówić to z Titusem zanim znowu spotkają się z Danielem.
Gdy Titus wrócił do domu, przypomniał sobie, że miał mu coś bardzo ważnego do powiedzenia.
- Jeśli Sroki wygrają ze Zjednoczonymi i zremisują albo wygrają z Jastrzębiami, a Jastrzębie co najmniej zremisują, a najlepiej wygrają z Armatami to mamy szanse na awans, pod warunkiem, że Armaty nie wygrają ze Zjednoczonymi. - oznajmił partnerowi, bardzo z siebie dumny, a potem wyszedł z domu, bo umówił się z Maelle.

11.03
Choć dzień wcześniej Ambrose dosłownie ćwiczył walkę wręcz w sali bokserskiej, to nie spodziewał się tak szybko tego powtórzyć i nie miał wcale takiego zamiaru. Dzisiaj był dzień nóg, więc po wyjściu Titusa na ryby miał w planach polatać na miotle. Najpierw dokończy jednak wyliczenia w sprawie ligi angielskiej, bo Titus podobno miał przeczucie, że wszystko może potoczyć się inaczej. Faktycznie, Ambrose nie uwzględnił potencjalnych kontuzji Roberta... albo jego emerytury, bo to jakiś paradoks, że ten typ grał dalej podczas gdy Day od lat był na sportowej emeryturze.
Gdy ktoś zaczął dobijać się do mieszkania, poczuł ukłucie lęku: co, jeśli to jednak mama? Mama pukała jednak inaczej, więc otworzył drzwi...
Ach, Daniel, wyjec, cośtam.
- Co...? - powitał go z zaskoczeniem, gdy ten go popchnął. - Uspokój się, Dodge. - warknął, bo nie będzie z nim rozmawiał w takich warunkach. - Jakich rzeczy? Nie wiedziałem, że to twoja córka — bo kim innym mogła być moja Sandy? Miła dziewczyna zresztą. - ale to nie zmienia faktu, że prawo to pra- zaczął, ale stracił czujność, bo Dodge wyprowadził cios prosto w jego nos.
Po sekundzie namysłu: Ambrose też wyprowadziłby cios w nos kogoś, przez kogo płakała jego córka, więc gdyby wziął głęboki oddech to byłby w stanie to zrozumieć. Ale zabrakło mu tej sekundy, by odskoczyć. Cios był mocny, w nosie coś trzasnęło i zabrakło mu tchu z bólu i już nie mógł wziąć oddechu (a na pewno nie nosem), więc aż zgiął się, a potem (skoro już był w pozycji zgiętej) ze złością zamachnął (zbyt słabo) na brzuch Daniela. Może i nie wlepia się mandatów cudzym córkom (choć właściwie czemu nie?), ale nie atakuje się gości w domu (nieobecnego) gospodarza!

rzuty
odskok porażka: dostaję 1/8 wartości ciosu czyli 14 obrażeń zaokrąglone w górę
wartość mojego ciosu: 11+20=32, zada 4 obrażeń...
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
Wczoraj, 20:43
Stan zdrowia: 283/287

Mam cały dzień na przemyślenia i co? Gówno. Sandy śpi przyklejona do mojego boku i gdy tak na nią patrzę, na tę anielską buziunię, na blond loczki rozsypane na wyleżanej poduszce, na paluszek wystający spod kołdry - normalnie robi mi się jakoś cieplej, tak jakbym ktoś raczył we mnie napalić w kominku. Bucha żarem i jest całkiem miło, prawda? No, to nie tym razem. Ona oddycha miarowo, jej klatka piersiowa unosi się pod śliską, morelową koszulą nocną, a mi w głowie ani te koronki, ani ciemne, twarde sutki, tylko pieprzony Ambrose, który chciał wykorzystać moją pannę, a przy okazji wydymać mnie. Od tyłu, na sucho. Zgrzytam zębami, Sandy się wierci, dobrze, dobrze, śpij, mamroczę do niej, a ona coś tam mruczy i odwraca się na drugi boczek. Trąca mnie dupką, to też nie pomaga; wciąż jestem w szoku perfidii Rosiego o zawsze nienagannej fryzurze i wyprasowanych gaciach. Nie idę do niego, żeby rozmawiać, żeby wyjaśniać cokolwiek, o nie, nie. Idę po jego głowę: ciekawe czy obita dalej będzie taka ładniutka, skłonna do otumaniania niewinnych panieneczek. Do mieszkania Titusa wchodzę jak do siebie: on, nie dowierza chyba, że aż tak się tu rozporządzam. Akuku! Wyskakuję jak klaun z pudełka, najpierw mu najebię, a później zjem z jego talerzyka, popiję z jego kubeczka, zdrzemnę się w jego łóżeczku, a na koniec użyję jego szczoteczki do zębów, a grzebieniem podrapię się tam, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę. Tak jak przypuszczam - gnój cofa się, wielce zdziwiony moją ofensywą. Dziwi się też, kiedy mówię, co jeszcze bardziej działa mi na nerwy i przyśpiesza to, co nieuniknione. To nie szach-mat, to wojna na wyniszczenie, tutaj liczą się piony, napompowane mięso armatnie. Czy ci dzisiejsi kadeci są jeszcze w ogóle coś warci?
– Weź nie pierdol – posuwamy się w głąb mieszkania – Sandy mi wszystko wyśpiewała, rozumiesz? – dysząc, chwytam go za fraki, byczek Fernando w ludzkiej formie. – Mówił do mnie takie miłe rzeczy i ja odpłynęłam i potem nie wiem, co było dalej – cytuję piskliwym głosikiem, a mój palec wbija się w jego klatkę piersiową. Góruje nade mną wzrostem. Wagą pewnie też, ale to ja jestem na sterydach “nie z moją dupą takie numery”. – Ty myślisz, że ja jakiś specjalny jestem? – ciągnę swój monolog – Że pozwolę ci ją TAK traktować? I mnie?! KURWA, CO JEST Z TOBĄ NIE TAK? – drę mordę i pryskam kropelkami śliny na jego piękną, nieskalaną myślą mordę. Potrzebuję chwili, tak się zapowietrzam, no i on, kiwając się między moją klatą, a paskudną, żółtawą ścianą, zaczyna mówić. Nie, nie, nie.
– Ani słowa. Ani słowa więcej – uciszam go, a moje pięści to się zaciskają, to rozluźniają, ja, pan niezdecydowany. – Skąd ci w ogóle przyszło do głowy, że ona jest moją…?! – “córką” już nie przechodzi mi przez gardło. Co innego, gdy mała nazywa mnie z tatusiem i to z pełną premedytacją, lecz wykluczającą genetyczną bliskość. – To OBLEŚNE, rozumiesz? ROZUMIESZ?! – potrząsam nim jak świnką skarbonką. – To moja dziewczyna, ty śmieciu – mówię, a jednocześnie startuję do niego z pięścią. Chłop usiłuje odskoczyć, ale za późno, piącha spotyka się z jego nosem, słyszę satysfakcjonujące chrupnięcie, kość rozkosznie przeskakuje, krew się leje, no bravo, bravo, bravissimo. Ambrose’a po tej fandze to powinno złożyć, więc pewnie dlatego ten cios, którym mnie raczy, ledwo czuję. Taki duży facet - żałosne.
– Wiedzą, o tym w policji, co? Że tak sobie rzucasz urokami na prawo i lewo? – dyszę, wyprowadzając kolejny potężny cios, tym razem w jego brzuch. – To był ostatni raz. Ostatni raz, kiedy zrobiłeś coś takiego mojej kobiecie – ostatni raz, kiedy zrobiłeś coś kobiecie, dzieci ma już odchowane, więc zero strat. Zapodaję mu kopniaka w krocze, bo skoro on ugodził w moją męskość, chcę, żeby jego też zabolało. Długo i dosłownie. – Przeprosisz ją, słyszysz?! Napiszesz list, kurwa, kupisz kwiaty i czekoladki, zapłacisz ten pieprzony mandat i nie zbliżysz się do niej więcej, ZROZUMIANO?! Spluwam na podłogę, ja na szczęście nie krwią. Sorry Titus, to nic osobistego.

| cios w brzuch 82+30 =112;  obrażenia = 14
kopnięcie w kroczę 71+30=101; obrażenia = 13
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 17:41 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.