• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Zachodni Londyn > Pub "Złoty Dzban" > Piwnica
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
29-08-2025, 09:06

Piwnica
Nie wszyscy goście zdają sobie sprawę z tego, że w podziemiu znajduje się piwnica pubu, która służy nie tylko za magazyn, lecz jest częścią "uroku" Złotego Dzbana. Nie wszyscy mają też okazję, aby się o tym przekonać. Zaraz za przejściem na zaplecze znajdują się drzwi, za którymi kryją się schody prowadzące w dół. Do piwnicy, gdzie odbywają się nielegalne walki, mają jednak wstęp jedynie czarodzieje na specjalne zaproszenie właściciela pubu, Augustusa Rookwooda. Na dole w ponurym korytarzyku znaleźć można kolejne dwie pary drzwi - jedne prowadzą do magazynu, drugie do obszernej, nisko sklepionej sali pozbawionej najmniejszego lufcika, gdzie odbywają się walki na pięści i magiczne pojedynki. Obie sale to bardzo surowe wnętrza, całkowicie pozbawione zdobień. W magazynie piętrzą się skrzynie z butelkami, pudła po materiałach i stare słoiki. W sali walk stoi kilka połamanych krzeseł i obdrapany stół. Na podłodze i ścianach zaschły stare plamy krwi.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Augustus Rookwood
Śmierciożercy
paint me as a villain
Wiek
32
Zawód
właściciel pubu, przestępca, oszust
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
5
16
OPCM
Transmutacja
7
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
15
10
Brak karty postaci
25-01-2026, 17:50
12 kwietnia 1962


Wskazówki zegara lada moment miały wybić godzinę dwudziestą trzecią. Londyn z wolna pogrążał się we śnie, a przynajmniej ta jego porządniejsza, domowa część. W różnej maści pubach, barach i innych przybytkach, gdzie alkohol lał się strumieniami, dzień właściwie dopiero się rozpoczynał. W głownej sali "Złotego Dzbana" było pełno gości. Czarodzieje i czarownice zajmowali miejsca przy stolikach i barze, nowi klienci ledwie mieli gdzie się wcisnąć, a Maggie ledwo nadążała z napełnianiem szklanek podług woli klientów. Augustus do czasu także stał za barem, nalewając do kufli ciemne i jasne ale, do szklaneczek ognistą whisky, do kieliszków bursztynowego koniaku. Z niektórymi gośćmi wdawał się w krótkie pogawędki, żartował i śmiał się, zachęcając do próbowania niedawno sprowadzonej szkockiej whisky i włoskiego wina. Ledwie spostrzegł, że nastała pora, gdy musiał zostawić rudowłosą barmankę na warcie, ufając, że poradzi sobie z tłumem; czekały na niego inne obowiązki, których większość gości nie była nawet świadoma.
W pewnym momencie kilku mężczyzn stanęło przy barze, szepcząc do Maggie, aby poprosiła szefa; Augustus skończył nalewać piwo do kufla, podał je starszemu czarodziejowi w pomarańczowym meloniku, wrzucił podane przezeń sykle do kasetki, po czym podszedł do mężczyzn. Nikt nie zauważył, gdy ledwie zauważalnie przesunął beczki z piwem, wpuszczając ich na zaplecze. Wiedzieli gdzie mają iść. Po nich pojawili się następni. W sumie naliczył około dwudziestu pięciu osób. Wtedy sam zniknął za drzwiami, zmieniwszy w gabinecie elegancką koszulę na bardziej wygodną bluzę z krótszymi rękawami, po czym zbiegł po schodach do piwnicy. Zza metalowych drzwi rozlegały się głośne śmiechy i rozmowy. Jego klienci zdążyli się już rozgościć. Dlatego kiedy wszedł do pomieszczenia, gdzie odbywały się nielegalne walki, niemal zakrztusił się powietrzem gęstym od papierosowego dymu. Mógłby pokroić je nożem. W nozdrza uderzył go też zapach starej wilgoci, rozlanego bimbru i starej krwi, która mieszała się z wonią ozonu - środku do dezynfekcji.
Przerwał ich rozmowy, wyczarowując krzesło na które wskoczył, aby spojrzeć na wszystkich zebranych z góry. Rozłożył ręce szeroko w witającym geście, śmiejąc się przy tym serdecznie.
- Witam was, witam, drodzy przyjaciele - zawołał, sarkastycznie przyjmując ton jakiegoś urzędasa, który wita wszystkich na otwarciu muzeum. Odpowiedziały mu pomruki i śmiechy, które uciszył gestem. - Zasady wszyscy już znacie, ale powtarzam. Żadnych zaklęć niewybaczalnych. Żadnego ucinania sobie kończyn i podrzynania gardeł. Jeśli któryś krzyczy "dość" albo traci przytomność - walka jest skończona. Żadnych eliksirów, talizmanów i innych magicznych wspomagaczy. Tylko siła własnych pięści. Rozumiemy się? To, co się dzieje pod "Dzbanem", zostaje pod "Dzbanem" - recytował z pamięci zasady, które powtarzał aż do znudzenia. Na wszelki wypadek. To i tak nie uchroniłoby go wcale przed konsekwencjami, gdyby sprawa wymknęła się spod kontroli, lecz Augustus był dziwnie pewien, że zawsze będzie miał ten klub walki pod kontrola. - A jeśli któryś spruje się na psach lub piśnie słowo aurorom, osobiście dopilnuję, by jego własny język go udusił.
Tłum odpowiedział pomrukiem aprobaty. Pod podłogą pubu "Złoty Dzban" nie mieścił się żaden elegancki klub pojedynków dla dżentelmenów. To było miejsce dla tych, którzy nosili w sobie wiele gniewu i energii. Dla tych, którzy uwielbiali adrenalinę i ryzyko. Albo dla tych, którzy po prostu chcieli poćwiczyć dawanie sobie po mordzie.
Rookwood zeskoczył z krzesła i popchnął je pod ścianę. Ruszył między zebranych z ciężką, skórzaną sakwą, a brzęk wpadających doń galeonów był dla jego uszu najpiękniejszą melodią.
- Wpisowe, McLaggen. Chcesz walczyć czy tylko się gapić? — zapytał, wyciągając sakwę do barczystego czarodzieja, poganiając go tym samym do oddania wpisowego. McLaggen zawahał się, lecz czując na sobie ciężar cudzych spojrzeń...
- Walczyć! - warknął tamten, wrzucając kilka złotych monet, działając pod presją tłumu. Augustus uśmiechnął się chciwie. Miał w nosie to, czy młody McLaggen się boi. Jeśli się bał, mógł w ogóle do tej piwnicy nie schodzić.
W kolejnej sakiewce znalazły się skrawki pergaminu, na których każdy napisał swoje nazwisko. Rookwood teatralnie zamknął oczy i sięgnął dłonią, szperając tam chwilę, aż wreszcie wyciągnął dwie karteczki i odczytał głośno nazwiska.
- McLaggen i Smith! - ryknął Rookwood, a odpowiedzieli mu krzykami entuzjazmu i nawoływaniami, aby wywołani czarodzieje weszli do kręgu.
- Zakłady! Przyjmuję zakłady na pierwszą parę! - wołał Rookwood, piórem szybko notując kwoty na kawałku pergaminu. Jego usta wyginały się w szelmowskim, pełnym zadowolenia uśmiechu. Dzisiaj goście dopisali. Wydawali się rozentuzjazmowani, podnieceni. Zaczęli klaskać i niemal dziko krzyczeć, żądając, aby McLaggen i Smith weszli do kręgu.
Gdy pula została zebrana, a Augustus schował sakwę do żelaznej kasety przytwierdzonej do ściany, wskazał na środek pomieszczenia. Krąg wyznaczony był przez wyszczerbione kamienie i białą farbę. McLaggen, najmłodszy chyba spośród wszystkich tego wieczoru, był wysokim, choć nieco chudym młodzieńcem, który pozbył się marynarki i swetra, podwinął rękawy koszuli i stanął na krawędzi kręgu. O większym doświadczeniu w bójkach Smitha świadczył krzywy nos i blizna przecinająca lewą brew. Był to około czterdziestoletni mężczyzna, niższy od młodzika, lecz bardziej krępy i szerszy w barkach. Walka zaczęła się bez ostrzeżenia. Rookwood dał sygnał znienacka i natychmiast został zagłuszony przez doping stojących wokół mężczyzn. Nie było ukłonów ani uprzejmości. McLaggen rzucił się do przodu, ale jego przeciwnik był szybszy. Smith prędko wyprowadził silny cios w prawe ucho McLaggena, który nie zdołał się uchylić. Dopiero jednak pierwsza krew, która polała się z nosa młodzika, wywołała entuzjastyczną salwę śmiechu i krzyków. Augustus obserwował to z drapieżnym uśmiechem. Sam postawił pięć galeonów na Smitha, nie był głupi. Rzadko który świeżak miał na tyle szczęścia, aby zwyciężyć pierwszą walkę.
- Mocniej! Mocniej!- ryczał tłum, gdy Smith powalił McLaggena na ziemię, usiadł na nim okrakiem i zaczął go okładać.
- D-dość! DOŚĆ! - zawył w końcu młodzieniec, próbując się zasłonić, lecz brakowało mu już sił.
Smith zamachnął się jeszcze raz, lecz Rookwood powstrzymał go w porę; doskoczył do niego w kilka sekund, łapiąc na koszulę i rzucając na ziemię.
- DOŚĆ OZNACZA DOŚĆ - ryknął na niego, przypominając mu o zasadach.
Miał ochotę mu przywalić, lecz ostatecznie - do najgorszego nie doszło. Mlody McLaggen pozbierał się z ziemi, inni pomogli mu wstać i śmiejąc się podali mu chusteczkę, którą mógł zetrzeć krew z twarzy.
- No to panowie... Kto następny?! - zawołał Rookwood zbliżając się do sakiewki z imionami.
Na rozliczenie zakładów czas nadejdzie później. Noc była jeszcze młoda.


| zt
Wygramy, a jak nie, to przynajmniej rozwalimy kilka łbów
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 02-02-2026, 13:55 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.