• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Walia > Domostwa > Cardiff Bay > Salon
Salon
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
02-08-2025, 21:31

Salon
W centralnej części pomieszczenia stoi duża, wygodna kanapa otoczona fotelami, a na podłodze leży stary, lecz dobrze utrzymany dywan, który dodaje wnętrzu charakteru. Nad kominkiem, w którym pali się ogień, znajduje się półka z mini replikami statków – drobiazgami, które świadczą o pasji właściciela. W drewnianej komodzie, nieco ukryte, znajdują się kolejne modele, starannie wykonane, jakby ktoś poświęcał każdą chwilę, by stworzyć małe arcydzieła. Ściany zdobią marynistyczne obrazy, a okna wpuszczają ciepłe światło, które odbija się od jasnych, nieco sfatygowanych mebli.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#31
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
24
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
23-02-2026, 19:21
Ciotka Boyle strasząc mnie sierocińcem nie była w stanie zmusić mnie do wypicia lekarstw. W siódmej klasie gdy dopadło mnie przeziębienie i właściwie byłam już dorosłą dziewczyną, wylewałam zawartość mikstur do doniczek z roślinami. Ale wystarczył Kenneth i jego stanowcze spojrzenie, abym wypiła to ohydztwo do dna. Nie wiem co mnie bardziej bolało, to że mu pozwoliłam na sobą w tym momencie zapanować czy to, że poddałam się tak łatwo. To z pewnością wina osłabienia, inaczej na pewno tak szybko bym nie oddała oręża. Zielona breja była niedobra, byłam urażona, obrażona i bolał mnie żołądek. Siedząc i oddychając głęboko nie byłam w stanie powstrzymać wymiotów. Tak jak Kenneth powiedział - albo wyrzygam albo nie. Jedno i drugie miało doprowadzić mnie do lepszego samopoczucia. Rzyganie na zielono było najmniej przyjemnym rzyganiem jakie kiedykolwiek mnie spotkało. Jednak gdy skończyłam, kiedy Kenneth wracał ze swoją kawą, faktycznie poczułam się lepiej. Resztki alkoholu, które miałam jeszcze w żołądku opuściły go. Nie zanosiło się na więcej wymiotów, nie miałam już czym. Garnek wylądował znowu na podłodze pod moimi nogami. Sama rozsiadłam się trochę wygodniej w fotelu, podciągnęłam nogi i objęłam rękoma kolana. Było mi zimno. Żołądek nadal bolał, ale faktycznie, było mi trochę lepiej. Obserwowałam Kennetha przez dłuższą chwilę gdy pił swoją kawę. Mrużyłam oczy chcąc skupić na nim swoją uwagę. Było ciężko, czułam się spowolniona i wiedziałam, że to może być wina dymorośli. Ciężko mi się myślało, a ból głowy wcale mi nie pomagał. Z zewnątrz zaczęło docierać jeszcze więcej różnych dźwięków. Większość z nich powinnam być w stanie bez problemu rozpoznać, ale dzisiaj i teraz były dla mnie jedynie mieszaniną dźwięków. Zlepkiem nic nie znaczących odgłosów. I chociaż nie były one głośne, to w mojej głowie dudniły trzy razy bardziej. W pewnym momencie zaczęłam się lekko chichrać pod nosem, patrzyłam rozbawiona na Kennetha, trąciłam go bosą stopą i zgarniając jednocześnie włosy z nadal rozpalonego czoła.
- Powiedz, nie tego się spodziewałeś - stwierdziłam fakt, nawet nie musiał mi odpowiadać. - Ciotka by to skwitowała pewnie jakimś “widziałeś co brałeś” - zaśmiałam się lekko, a śmiech zakończył się syknięciem i skrzywieniem. Zbyt duży ruch brzucha spowodował nagły powrót bólu żołądka. - Nie mam w planach tego powtarzać, a na rum nie spojrzę chyba przez rok - pokiwałam głową.
Mówiłam cicho, był to wysiłek, na który mój organizm nie miał energii. Przy odrobinie szczęścia za parę godzin będę mogła coś zjeść, a wieczorem może nawet będę miała siły, aby się umyć. Czułam, że miałam całe mokre plecy od potu. A pot był albo od wymiotów albo od gorączki. Albo od jednego i drugiego.
Moja stopa wciąż leżała oparta o jego udo, spódnica się podwinęła, ale było mi w tym momencie wszystko jedno. Oparłam głowę o oparcie fotela i na chwilę przymknęłam oczy. Brak światła powodował, że głowa bolała ciutkę mniej. Gdy już trafię do łóżka, to będę leżeć z kołdrą zaciągniętą na głowę. Najlepsza pozycja, wiem co mówię.
- Wiesz - mruknęłam cicho uchylając powieki - wynagrodzę ci to jakoś. Obiecuję… nie taki był nasz układ, trochę… zawalam.
Zacisnęłam usta. Na Kennetha patrzyłam tylko przez chwilę, a potem speszona własnymi słowami spuściłam wzrok. Utkwiłam go na swoich nogach, chcąc zająć czymś ręce przetarłam nagą skórę ud próbując pozbyć się jakiegoś zabrudzenia, które okazało się siniakiem. Nie mogłam sobie przypomnieć kiedy i gdzie się uderzyłam. Byłam prawie pewna, że wczoraj tu go nie było.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#32
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
24-02-2026, 22:18
Organizm Riven postanowił jednak wszystko z siebie wydalić, więc siedział obok i czekał, aż mieszanka, którą marynarze zawsze się raczyli zrobi swoje. Popijał już zimną kawę zastanawiając się czy zrobić sobie kolejną czy poczekać, aż Riven zaśnie i udać się do piekarni po świeże pieczywo. W chlebaku było już pusto, a jeść coś musiał, nawet jeżeli jego Syrena teraz nie powinna niczego spożywać. Uznał więc, że zaczeka zwłaszcza, że chyba najgorsze już minęło, a ta zaczęła rozsiadać się w fotelu. Widział to zamglone spojrzenie i bynajmniej nie było spowodowane pożądaniem w jego stronę, a wziętymi używkami. Rozpalone policzki, lekkie dreszcze - dostrzegał znaki przedawkowania alkoholu i tego jak organizm zaczyna zwalczać efekty uboczne.
Delikatnie ujął w palce jej stopę, którą go trąciła. Skóra była ciepła, miękka, a jednocześnie chłodna na opuszkach palców, jakby wciąż pamiętała kamienną posadzkę, po której przed chwilą przeszła boso. Nie powiedział nic.
Palce przesunęły się powoli wzdłuż podbicia, zatrzymały przy kostce. Kciuk zatoczył leniwe koło, ostrożne, badające, jakby pytał bez słów, czy może. Masował jej kostkę z uwagą, skupieniem, które zwykle rezerwował dla rzeczy ważnych. Ruchy były spokojne, rytmiczne i bez pośpiechu. -Spojrzysz jeszcze nie raz. - Skomentował, wiedząc, że to czcze gadanie osoby, która właśnie leży skacowana i odczuwa boleśnie swoje działania. Przymknęła oczy, zmęczenie robiło swoje.
Przesunął się wyżej, na łydkę. Czuł pod palcami napięcie mięśni, drobne drżenie, które wynikało z chłodu i przeciążenia. Delikatnie uciskał, potem rozluźniał, sunął w górę i w dół powolnym, kojącym ruchem. Jego dotyk nie był zachłanny. Był uważny i cierpliwy. Przyjął jej słowa spokojnie, niemal bez ruchu, jak przyjmuje się falę uderzającą w burtę. Lecz uważnie jej się przyglądał. Zobaczył, jak na moment podnosi powieki, jak ich spojrzenia się spotykają i jak szybko ucieka. Jakby własne słowa zawstydziły ją bardziej niż cokolwiek, co mogłoby paść z jego ust. Widział, jak skupia się na własnych nogach, jak jej dłonie szukają zajęcia. Jak przeciera skórę ud w geście, który miał być obojętny, a był aż nazbyt czytelny. Potrzebowała czegoś, na czym mogłaby zatrzymać wzrok. Czegoś, co odciągnęłoby uwagę od jej słów. Zauważył siniak, zanim ona sama uświadomiła sobie, że to nie zabrudzenie. -Wrócimy do tego jak odpoczniesz. - Odpowiedział w końcu. Patrzył na nią uważnie na zaciśnięte usta, na drobne napięcie w ramionach, na dłonie, które udawały, że zajmują się czymś ważnym. Widział więcej niż ona chciała pokazać: nie poczucie winy, lecz lęk przed tym, że zawiodła, że nie sprostała czyimś oczekiwaniom.
Powoli się podniósł ze swojego miejsca. -Obejmij mnie za szyję. - Po raz kolejny padło krótkie polecenie. Pochylił się, wsuwając jedną dłoń pod jej kolana, drugą pod plecy. Kiedy uniósł ją w górę, zrobił to tak, jakby nic nie ważyła. Na ułamek sekundy ich twarze znalazły się bardzo blisko. Czuł jej oddech przy własnej szyi. Niósł ją przez pokój powoli, pewnym krokiem. Drewniana podłoga cicho skrzypiała pod jego ciężarem, a później miarowe kroki na schodach prowadzących do pokoi na górze. Drzwi do sypialni uchylił biodrem, nie wypuszczając jej z objęć. W półmroku pomieszczenia jego sylwetka wydawała się jeszcze bardziej wyraźna, jakby odcinała się od reszty świata. Zatrzymał się przy łóżku i przez chwilę nie odkładał jej od razu. Dopiero potem pochylił się niżej i ostrożnie ułożył ją na pościeli. Nie cofnął jednak dłoni natychmiast. Jedna z nich pozostała przy jej plecach, druga przy biodrze, jakby upewniał się, że jest bezpieczna. W końcu wyprostował się i podszedł do okien, aby całkowicie zaciągnąć zasłony i tym samym tworząc mrok w pokoju.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#33
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
24
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
25-02-2026, 18:32
Nawet nie zdawał sobie chyba sprawy z tego, jak jego obecność mi pomagała. Był ostoją, stałym punktem, przy którym mogłabym być po prostu sobą. Nie musieć udawać, pilnować się i hamować. Wiele wspólnie przeżyliśmy, znaliśmy się tyle lat i mimo że bliskość dopadła nas niedawno, to czułam się przy nim tak swobodnie, jakby był tu ze mną od zawsze. Tej czułości się nie spodziewałam, gdy sięgnął po moją stopę. Drgnęłam delikatnie, ale zaraz rozluźniłam się ponownie, co z pewnością mógł poczuć w odpuszczających mięśniach. Masował moją kostkę, gładził skórę łydki. Jego ucisk momentami stawał się mocniejszy, by za chwilę delikatnie odpuścić. Uśmiechnęłam się lekko na jego słowa, z pewnością miał rację i pewnie sięgnę po rum szybciej, niż mi się wydawało. To że teraz na samą myśl dostawałam mdłości nie oznaczało, że będzie tak zawsze. Siedziałam z przymkniętymi oczami przyjmując pieszczotę, pozwalając mu, by sprawił mi przyjemność tym niewielkim gestem.
Moje słowa mnie zawstydziły. Czułam na sobie jego spojrzenie, to skupienie, jakby dokładnie analizował każde moje słowo, każdy mój gest. Patrzył i nie oceniał, a jedynie próbował zrozumieć. Dlaczego padły te słowa, dlaczego odwróciłam wzrok. Dlaczego potrzebowałam skupienia uwagi i zajęcia rąk czymkolwiek innym, byle tylko na niego nie patrzeć. Czytał ze mnie niczym z księgi, a ja nie zamykałam się przed nim. Nie otwierałam się również sama, nie ufałam łatwo. Jednak mógł przewracać kartki jeśli tylko chciał. Gdyby nie chciał, nie dostrzegłby tych niuansów. Ja zdołałam jedynie kiwnąć głową, nic więcej wiedząc, że faktycznie do tego wrócimy. I nie musiałam trzymać go za słowo. Wrócimy szybciej, niż mogłam się tego spodziewać.
Posłusznie zarzuciłam mu dłonie za szyję i objęłam mocno. Uniósł mnie tak, jakbym była lekka jak piórko. Był silny, mięśnie były na jego ciele dobrze widoczne. Nasze twarze znalazły się na jednej wysokości, a spojrzenia się spotkały. Odchyliłam lekko głowę, moje usta znalazły się przy jego szyi, a ciepłym oddechem musnęłam jego skórę. Opuchniętymi ustami dotknęłam obszaru za uchem, niby niespecjalnie, niewinnie. Kącik ust uniosłam ku górze. W sypialni znaleźliśmy się szybko. Kenneth na chwilę zatrzymał się, jakby wahał się czy mnie odłożyć. W końcu ułożył mnie ostrożnie na poduszkach, a ja z niechęcią puściłam jego szyję. Gdy on zasłaniał okna zaciemniając pomieszczenie, ja zdążyłam zsunąć spódnicę i rozpiąć koszulę. Nie miałam jednak sił, by się z niej w pełni oswobodzić. To nic, w końcu i tak zaraz zasnę, a koszula nie będzie mi w tym przeszkadzać.
- Powinieneś już pójść - powiedziałam cicho.
Obróciłam się na jeden bok, po chwili obróciłam się na drugi. Szukałam ułożenia, w którym mój żołądek nie będzie się buntował. Dłonią sięgnęłam po koc, zaciągnęłam go na siebie. Było mi przeraźliwie zimno, ale mimo wszystko jedną nóżkę musiałam zostawić poza przykryciem. Mrużąc oczy, walcząc z sennością, złapałam jeszcze jego spojrzenie. Jego jasne oczy odbijały światło docierające do nas z korytarza na piętrze.
- Idź, obowiązki na pewno czekają. Nie możemy pozwolić, aby morze i ”Łania” były o mnie zazdrosne - uśmiechnęłam się lekko, na tyle na ile byłam w stanie.
Nie musiałam go siłą zatrzymywać, wiedziałam, że wróci. Tak jak ja mogłam pójść gdziekolwiek indziej, tak wróciłam do niego. Zajmie się swoimi rzeczami, niedługo czekał ich kolejny rejs i statek z pewnością wymagał przygotowań. Musiał się nią zająć, tak jak przed chwilą zajmował się mną.
- Obiecuję się stąd nie ruszać - zaśmiałam się jeszcze radośnie. - Chyba, że... pójdę siku.
Rozbawiona ułożyłam się wygodnie na łóżku kokosząc się przez chwilę. Ostatnie spojrzenie na mojego kapitana, nim odpłynę w daleki rejs w stronę snów i marzeń.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#34
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
25-02-2026, 19:58
Kenneth nie rzucał słów na wiatr. Zbyt dobrze znał ich ciężar. Obietnica była wiążąca. Widział w życiu zbyt wielu mężczyzn, którzy przysięgali wszystko - miłość, powrót, bezpieczeństwo, a potem odwracali się plecami, gdy tylko wiatr zmieniał kierunek. Słowa były dla nich walutą bez pokrycia. On nie należał do tej kategorii. Jeśli coś mówił, to dlatego, że już wcześniej podjął decyzję. Dlatego tak rzadko je składał. Obietnica była zobowiązaniem, a zobowiązanie wymagało działania. Kenneth mógł być hochsztaplerem w interesach, ryzykantem na morzu, człowiekiem, który balansował na granicy prawa i rozsądku. Potrafił blefować, potrafił grać, potrafił uśmiechać się wtedy, gdy w głowie układał zupełnie inny plan. Ale był jeden obszar, w którym nie grał. Była nim odpowiedzialność. Jeśli powiedział, że zadba o jej byt, to znaczyło, że wybierze bezpieczniejszy kurs, gdy sytuacja stanie się zbyt niepewna. Że wróci. Albo przynajmniej zrobi wszystko, by wrócić. Znał moc nadziei. I wiedział, jak potrafi zniszczyć człowieka, gdy okaże się złudzeniem. Dlatego nie obiecywał miłości. Obiecywał bezpieczeństwo, a to była inna kategoria. Miał swój kodeks. I trzymał się go z taką samą determinacją, z jaką trzymał ster w czasie sztormu.
Próbowała go zaczepiać kiedy trzymał ją w ramionach, ale był na to niewzruszony wiedząc, że alkohol wciąż krąży w jej żyłach. Musiała odpocząć. Mościła się przez chwilę na łóżku, kręciła i kokosiła, aż w końcu przykryta kocem zaczęła powoli opadać w sen. -Nie możemy. - Zgodził się z nią cicho i poprawił koc na kobiecych ramionach. -Śpij, Syreno. - Dodał jeszcze muskając palcami jej rozgrzany policzek sam zaskoczony jak dużo czułości było w tym prostym geście.
Otworzył drzwi tak, by zawiasy nie wydały z siebie nawet jęku. Pokój pogrążył się w miękkiej ciemności, jakby nigdy w nim nie był. Na zewnątrz poranek rozbrzmiał już w pełni. Powietrze pachniało solą, smołą i wilgotnym drewnem. Kenneth spojrzał na zegarek, uniósł brew i parsknął pod nosem. Zje w porcie. Może w Tawernie. A może gdzieś indziej; byle nie tam, gdzie stary Torin zwykł siedzieć przy wejściu, wpatrując się w niego jakby chciał zamrozić go spojrzeniem. Torin nie miał już siły ani młodości, ale jego wzrok potrafił być bardziej oskarżycielski niż kazanie w niedzielny poranek. Niczym bazyliszek. Choć, prawdę mówiąc, bardziej przypominał wiekowego krakena. Krewetka też nie wchodziła w grę. Podejrzewał, że będzie go czekać rozmowa z Croftem, tym bardziej teraz kiedy jego Syrena zapijała smutki.

|zt x2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 16:17 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.