• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Walia > Domostwa > Cardiff Bay > Salon
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
02-08-2025, 21:31

Salon
W centralnej części pomieszczenia stoi duża, wygodna kanapa otoczona fotelami, a na podłodze leży stary, lecz dobrze utrzymany dywan, który dodaje wnętrzu charakteru. Nad kominkiem, w którym pali się ogień, znajduje się półka z mini replikami statków – drobiazgami, które świadczą o pasji właściciela. W drewnianej komodzie, nieco ukryte, znajdują się kolejne modele, starannie wykonane, jakby ktoś poświęcał każdą chwilę, by stworzyć małe arcydzieła. Ściany zdobią marynistyczne obrazy, a okna wpuszczają ciepłe światło, które odbija się od jasnych, nieco sfatygowanych mebli.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
04-01-2026, 12:00
|19.04.1962

Siedział rozpostarty na kanapie obserwując jak czarownica powoli przechadza się po wnętrzu jego małego domu. Ten znajdował się niedaleko przystani gdzie cumowała “Złota Łania”, z okna widać było drogę wiodącą wprost do mariny. Teraz jednak nie wyglądał przez okno jak to miewał w zwyczaju, tylko wodził wzrokiem, czujnym i uważnym, za Riven.
Pozwolił jej wejść pierwszej, nie proponując oprowadzania. Chciał zobaczyć, jak sama odczyta to miejsce. Jego spojrzenie sunęło za nią bez pośpiechu, ale nie umknął mu żaden szczegół: sposób, w jaki musnęła palcami grzbiet książki na półce, krótkie zawahanie przy oknie wychodzącym na port, dłuższe spojrzenie na modele statków stojących w gablocie. Z salonu można było przejść do kuchni oraz gabinetu, na górze mieściła się sypialnia, łazienka oraz ogromna przestrzeń, która stanowiła graciarnię gdzie trzymał dosłownie wszystko, od starych kufrów podróżnych poprzez gramofon i gitarę. Wiecznie powtarzał sobie, że zrobi w końcu z tym porządek, ale gdy wracał po podróżach do domu nie miał na to ochoty. Teraz jednak skupiał się wyłącznie na osobie Riven, która wpuścił do środka.
Analizował każdy jej ruch z nawykiem wyuczonym na morzu. Jak się zatrzymała, jak uniosła brwi na widok starych map rozwieszonych na ścianach, jak jej ramiona rozluźniły się dopiero wtedy, gdy dostrzegła ślady życia. Kubek niedbale zostawiony na stole, zwiniętą linę przy drzwiach, kurtkę rzuconą na oparcie krzesła. Obserwował reakcje, szukając w nich potwierdzenia, że nie będzie tutaj wyłącznie gościem, lecz kimś, kto może zakotwiczyć choćby na chwilę. Decyzja zapadła między nimi bez wielkich słów, równie naturalnie jak przypływ. Gdy kapitan był na lądzie, Riven miała mieszkać u niego, być blisko, na wyciągnięcie ręki, w zasięgu spojrzenia. Chciał wracać do niej po dniu spędzonym w porcie tak, jak wraca się do bezpiecznej kei. Gdy zaś przyjdzie czas rejsu, gdy morze znów upomni się o swoje, ona będzie wracać do siebie, czekając aż znów zobaczy jego sylwetkę na horyzoncie.
Dom był schludny i zadbany, jak wszystko, co ma spełniać przypisaną mu funkcję. Czyste podłogi, proste ściany bez zbędnych ozdób, solidne meble noszące ślady użytkowania, ale nie przywiązania. Nic tu nie było przypadkowe, a jednocześnie niewiele zdradzało chęć tworzenia przytulności, a raczej gotowość do szybkiego wyjścia, do zostawienia wszystkiego tak, jak stoi, bez żalu i oglądania się za siebie. Wnętrze sprawiało wrażenie miejsca, w którym się bywa, a nie zapuszcza korzenie. Na stole stał jeden kubek, jakby zawsze przygotowany dla tej samej osoby, a w kącie opierała się torba podróżna jeszcze nie rozpakowana do końca, jakby właściciel miał zaraz wyruszyć w kolejny rejs. Zapach był neutralny: mydło, drewno, lekka woń soli przyniesiona z zewnątrz, bez ciepłych nut kuchni czy domowych przypraw. Jeśli coś wisiało na ścianach, były to przedmioty użytkowe takie jak mapa, zegar, haczyk na klucze. Jedynie modele statków zdradzały pewną pasję jego mieszkańca. To sypialnia na górze zdradzała o wiele więcej oraz rzeczona graciarnia - składowisko wszelkich pamiątek i wspomnień. Porozrzucane i upchane jednocześnie. -Możesz się rozgościć. Nie będę ci bronić. - Odezwał się po dłużej chwili milczenia, w której oswajał się z kobiecą obecnością w tym domu. Bywały tutaj też inne kobiety, pojedyncze ślady mogły być widoczne, a jednak jak Riven się przechadzała było dla niego intrygujące i nie potrafił być obojętny jak w przypadku innych kobiet. Wyznanie chęci zrealizowania rytuału sprawiło, że coś w nim drgnęło. Czy wytrwa w tym postanowieniu i rzeczywiście przeprowadzi rytuał w maju kiedy będzie szykował się na jeden z dłuższych rejsów.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
04-01-2026, 14:00
Miałam zabrać dzisiaj trochę swoich rzeczy na zmianę, jakieś kosmetyki, więc spakowałam wszystko do niewielkiej torby przed pójściem do pracy. Pracowałam dużo, a ile się nasłuchałam od ciotki, to moje. Przyjęłam jej słowa z pokorą, wiedząc, że faktycznie wyjście z pracy i nie wrócenie już na zmianę było niezbyt… uprzejme. Ciotka zawsze powtarzała, że w tawernie jestem przede wszystkim jej pracownicą, obiecałam, że godziny odrobię więc miałam teraz przed sobą kilka dni pełnych zmian i zamykania lokalu. Kenneth dzisiejszego wieczora, chociaż może już bardziej nocy, czekał na mnie gdy jako ostatnia wychodziłam z tawerny. Myślałam, że zabierze mnie na statek albo znów wyciągnie świstoklik z kieszeni i podążymy gdzieś dalej, ale przeszliśmy się jedynie po ulicach Cardiff, minęliśmy port i weszliśmy do niewielkiego domku.
Jak się szybko okazało, to był jego dom. Wpuścił mnie pierwszą i pozwolił samej poznać to mieszkanie. Nie oprowadzał mnie, nie opowiadał o tym co widzę i co to oznacza lub skąd jest. Jedynie usiadł na kanapie i z pewnym zafascynowaniem obserwował moje kroki. Może byłam zmęczona, ale szybko o tym zapomniałam. Zwiedzanie pokoi i to na dwóch piętrach sprawiło, że czułam się jak na kolejnej niezapomnianej wycieczce. Byłam tu pierwszy raz i wiedziałam, że gdy będzie na lądzie, a “Złota Łania” będzie czekać na kolejną wyprawę w porcie, ja miałam mieszkać u niego. Gdy wyruszy w podróż - wracać do siebie. Nie spodziewałam się jednak, że zaprosi mnie w swoje progi tak szybko.
Mieszkanie zwiedziłam dokładnie. Nie pośpieszał mnie, nie poganiał, ani też niczego nie zabraniał. Wchodziłam do kolejnych pomieszczeń poznając układ, w ciszy zwiedzając, jakbym była w jakimś muzeum. A przynajmniej tak mi się wydawało, bo nigdy w żadnym nie byłam. Kiedy on siedział w salonie, ja pozwoliłam sobie nawet wejść na piętro. Graciarnia w dużym holu lekko mnie rozbawiła, ale spojrzałam na nią pobieżnie wiedząc, że będę mieć jeszcze czas by poznać te wszystkie przedmioty, które tam stały. Swoją torbę zostawiłam w sypialni, przyglądając się z zainteresowaniem obrazom, próbując powstrzymać bicie serca. Do łazienki ledwie zajrzałam, sprawdzając czy znajdzie się tu miejsce dla jakiś moich rzeczy, a potem z powrotem zeszłam na dół. Kuchnia zbytnio mnie nie interesowała, chociaż wiedziałam, że i w niej będę spędzać czas pijąc kawę o poranku. Gdy otworzyłam drzwi do gabinetu nie przekroczyłam progu. Nie wiedziałam czy mogę. Mogły być tam rzeczy, których widzieć nie powinnam, lub mogło być to pomieszczenie na tyle “tylko jego”, że mógł nie życzyć sobie mojej obecności w tym miejscu. Odnotowałam jednak jego obecność, zamknęłam za sobą drzwi i w pełni skupiłam się na salonie.
Czułam na sobie jego spojrzenie, gdy przechadzałam się po pomieszczeniu. Przeglądałam biblioteczkę, zdecydowanie bogatszą od mojej. Parę książek pozwoliłam sobie wysunąć i przejrzeć, ale starałam się je odkładać na miejsce. Zatrzymałam się przy oknie, podziwiając widok na port, o tej godzinie oświetlony latarniami. Dobry widok na morze, o poranku musiało być tu pięknie. Jednak moja uwaga w pełni została pochłonięta przez modele statków. Było ich mnóstwo, różnych rodzajów. Bałam się podejść bliżej, jakby mój nagły oddech mógł zwalić je z podstawek i zniszczyć godziny pracy, jakie poświęcił Kenneth na je zbudowanie. Spojrzałam na niego, gdy mówił o rozgoszczeniu, uśmiechnęłam się lekko.
- Tym się zajmujesz, gdy masz trochę wolnego i nie ma cię w tawernie? - Zapytałam śmiało, kierując swoje spojrzenie ponownie na modele. - Są piękne i jest ich tak dużo! I te detale! Widziałam je też w sypialni. I te mapy na ścianach…
Byłam szczerze zachwycona czego nie ukrywałam i zazdrosna, że miał możliwość bywać w tych wszystkich miejscach. Mi pozostały jedynie historie, które mogłam słuchać. O ile podróże po Walii, Anglii czy Szkocji były na wyciągnięcie ręki, tak wiedziałam, że nigdy nie zwierzę wybrzeży Hiszpanii, nie przejdę się uliczkami portowego miasta w Norwegii czy nie poczuję ciepła na skórze w Grecji. Ale mieliśmy mieć dużo czasu dla siebie, a ja chciałam słuchać tych opowieści. Wyobrażać sobie siebie, będącą w miejscach, które tak skrupulatnie mi opisywano. Kenneth będzie musiał się przyzwyczaić, że jak po powrocie z wyprawy już nacieszy się swoją kobietą, to historia jego podróży będzie kolejnym punktem obowiązkowym.
- Nie wiedziałam, że masz piętrowy dom - swoje kroki znów ruszyłam w stronę kuchni. - Może herbaty? Kawy? Coś innego? Nie mów mi... sama znajdę.
Odwróciłam się, oparłam o framugę i uśmiechnęłam się ciepło.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
04-01-2026, 19:12
Ciotka Boyle posłała mu wymowne spojrzenie kiedy zjawił się w tawernie. To było spojrzenie z rodzaju tych, których nie chcesz za często widzieć. Jemu przyszło szczerzyć zęby w szerokim i bezpośrednim uśmiechu kiedy przyjmował szklaneczkę. Czekał, po załatwieniu swoich spraw, przed tawerną na Riven. Nie zabierał jej na powrót na łajbę. Mógł to uczynić raz, może drugi, ale były pewne zasady. Łania była miejscem przede wszystkim pracy, a do odpoczynku był dom. Nawet taki chłodny i dość pusty jak jego własny.
Siedząc na kanapie czekał, aż zajrzy w każdy kąt. -W gabinecie trzymam całą dokumentację związaną z moją pracą. Proszę, abyś niczego nie przestawiała. - Powiedział spokojnym głosem sięgając po papierośnicę, a zaklęciem przywołał popielniczkę, która znajdowała się na niskim parapecie w salonie. W gabinecie doskonale wiedział gdzie co się znajduje. Każda skrzynka, szuflada i półka miały swoje przeznaczenie. Zaciągnął się mocniej papierosem, a jego końcówka zajarzyła w półmroku domostwa. Kłąb dymu poszybował w górę i rozbił się na belkowanym stropie. Zerkał jak przegląda książki w biblioteczce, nie była imponująca, ale znajdowało się tam parę białych kruków, które udało mu się zdobyć w trakcie podróży. Z jednej z nich wypadła pocztówka, z innej zakładka składająca się ze starych, już nie ważnych zapisków odnośnie jakieś transakcji. Skinął głową kiedy zapytała go o modele. Nadmiar popiołu strzepnął do popielniczki, która stała na oparciu kanapy. -Nie mam zbyt wiele czasu, ale w tych spokojniejszych chwilach udaje mi się coś porobić. - Jeden model widocznie nie był jeszcze ukończony.
Kadłub był już w pełni złożony i starannie wyszlifowany, z widocznymi liniami poszycia, które zdradzały wiele godzin cierpliwej pracy. Maszty stały osadzone, lecz wciąż nagie: brakowało na nich części rei, a olinowanie istniało jedynie w zapowiedzi; kilka naciągniętych nici wskazywało kierunek, w jakim miało to zmierzać, ale większość lin czekała jeszcze na swoją kolej. Żagle leżały obok, niewycięte do końca, z zaznaczonymi liniami fałd, jakby właściciel zatrzymał się dokładnie w połowie decyzji, czy nadać im pełen kształt, czy jeszcze coś poprawić. Brakowało też drobnych detali: relingi nie były jeszcze zamocowane, przy rufie widniały puste miejsca po latarniach, a na pokładzie brak kilku elementów wyposażenia. Mimo to całość sprawiała wrażenie solidnej i przemyślanej konstrukcji; widać było, że ktoś wie, co robi, i że przerwa w pracy nie wynikała z porzucenia, lecz z braku czasu. Obok, w osobnym wiklinowym koszyku, panował kontrolowany porządek. Leżały tam pędzle różnej grubości, oczyszczone, ale jeszcze noszące ślady farby przy skuwkach, małe buteleczki kleju, nożyk modelarski, pęseta i cienkie pilniki. Wszystko pod ręką, gotowe, jakby właściciel mógł w każdej chwili wrócić, usiąść i kontynuować pracę dokładnie od miejsca, w którym ją przerwał. -Mapy to oryginały z różnych epok kiedy żegluga dopiero odkrywała inne lądy oraz nowe szlaki morskie. - Ponownie się zaciągnął papierosem, po czym wstał ze swojego miejsca, aby ściągnąć ostatecznie kamizelkę i rozpiąć górne guziki koszuli. -Jeżeli chcesz zobaczyć aktualną mapę to wisi nad biurkiem w gabinecie.
Tam też znajdowały się zaznaczone trasy, którymi zwykle pływał oraz porty, do których regularnie zawijał i posiadał swoich informatorów.
Uniósł nieznacznie brwi widząc jak się rwie do robienia napojów. Nie zatrzymywał jej jednak nadal obserwując zachowanie, patrząc jak się oswaja z tym miejscem. Powinna, jeżeli ma tu spędzać z nim czas kiedy on wracał na ląd. Oparł się biodrem o krawędź kanapy, papieros żarzył się leniwie między palcami, gdy obserwował ją bez pośpiechu. Dym unosił się cienką smugą pod sufit, a jego spojrzenie błądziło po kuchni, zatrzymując się wyłącznie na niej. Na sposobie, w jaki się poruszała, jak otwierała kolejne szafki, jak zaglądała do nich z rosnącą ciekawością. Było w tym coś intymnego i zabawnego zarazem: obca przestrzeń, którą właśnie oswajała, dotykając naczyń i półek. Uśmiechnął się pod nosem, gdy zajrzała nie tam, gdzie trzeba, a potem do kolejnej szafki, tej zupełnie nietrafionej.
-Zimno - rzucił spokojnie, z wyraźną nutą rozbawienia w głosie. -Jeszcze zimniej… - dodał, przeciągając słowa, jakby celowo chciał wydłużyć tę grę. Gdy wreszcie otworzyła szafkę bliżej blatu, uniósł lekko brew. -O, dobrze. Ciepło… — zrobił krótką pauzę, zaciągając się papierosem. — Ciepełko. Coraz cieplej…
Patrzył, jak jej dłoń zawisa w powietrzu, jak śmiech wymyka jej się cicho, gdy w końcu trafia we właściwe miejsce. -Jesteś blisko - dodał już ciszej. Bawiło go to krzątanie. Stał tak bez potrzeby ingerowania, pozwalając jej poznawać dom na własnych zasadach, a sobie cieszyć się widokiem.-Może być kawa, czarna, z łyżką cukru. - Oznajmił kiedy otworzyła szafkę z puszkami kawy oraz herbaty. Tych było dużo, ponieważ zawsze przywoził jakieś z podróży, ale nie nadążał z ich piciem. -Myślałaś, że żyję wiecznie na statku? - Zapytał jeszcze z lekkim rozbawieniem w głosie gasząc papierosa w popielniczce.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
04-01-2026, 21:32
Musiałam się nauczyć wszystkich zasad życia w tym domu. Chociaż nie czuć było tu ciepła, to jednak rządziło się swoimi prawami, a ja dobrze zrobiłam nie wchodząc do gabinetu. Jego uwagę przyjęłam z kiwnięciem głowy, nim zamknęłam za sobą drzwi. Musiałam tę zasadę zapamiętać, nie chciałam aby był na mnie zły, bo przestawiłam jakiś kuferek czy coś przesunęłam, co mogłoby mieć wpływ na jego późniejszą pracę. Krążeniu po salonie towarzyszył mi zapach papierosów. Swoje które miałam (i które ostatnio zabrałam przyjacielowi) już dawno spaliłam. Więc zapach ten był bardzo przyjemny i niezwykle kuszący. Skupiłam się jednak na zwiedzaniu, być może później poproszę o jedną fajkę i wypalę ją na ganku, wpatrując się w ciemność portu. Oglądałam każdą rzecz, która wpadła mi w ręce. Każdą pocztówkę, każdą zakładkę i karteczkę, która wypadła z książki. Gdzieniegdzie dostrzegłam ślady innych kobiet, które bywały w tym domu. Przy półce z książkami leżała beżowa wstążeczka, na piętrze w sypialni pod łóżkiem wystawał fragment jakiejś bielizny, a w łazience rzucona niedbale na półce szczoteczka do zębów. Ta którą z pewnością używał Kenneth stała w kubeczku przy zlewie. Nie pozwoliłam sobie jednak na reakcję, wiedziałam że jeszcze kilka tygodni temu sytuacja była inna. Tak jak ja spałam z różnymi facetami, tak mój kapitan sprowadzał tu też inne kobiety. Wysprzątaniem domu z ich pozostałości w pewnym momencie się zajmę. Nie dziś, nie teraz gdy mężczyzna zaczął opowiadać mi o swoich modelach czy mapach, które wisiały na ścianie. Byłam pod wrażeniem, co zdecydowanie mógł dostrzec.
- Z chęcią ją później obejrzę, nie wiedziałam czy mogę tam wejść - przyznałam z rozbrajającą szczerością.
Z resztą, nawet nie musiałam. Na pewno zobaczył moje zawahanie, że nawet nie przekroczyłam progu i pod jego komentarzem szybko się wycofałam. Wiedziałam, że są miejsca, w które być może nie będę mieć wstępu. Może był to właśnie gabinet?
Zerwanie się do zrobienia napoju było odpowiedzią na lekkie zdenerwowanie, które mi towarzyszyło. Nigdy nie miałam się nigdzie przeprowadzić, miałam swój własny mały kąt i opuszczenie go, nawet na kilka dni czy tygodni pomiędzy podróżami Kennetha, było dla mnie nowym przeżyciem. Czułam też pewne zakłopotanie, które mnie ogarnęło. Spędziliśmy ze sobą trochę czasu, ale tak naprawdę nie rozmawialiśmy ze sobą dużo. A teraz byliśmy sam na sam, a przecież nie zawsze będziemy ten wspólny czas spędzać tylko i wyłącznie w łóżku. Musieliśmy nauczyć się ze sobą rozmawiać na trochę innej płaszczyźnie niż dotychczas. Nie znajomych w tawernie, a współlokatorów i kochanków jednocześnie.
Uśmiechnęłam się podejmując grę. Zaczęłam otwierać kolejne szafki i szuflady zapamiętując ich rozkład. Gdzie są talerze, gdzie sztućce, gdzie znajdę garnek i dodatkowe kubki. Kenneth naprowadzał mnie prostymi słowami. “Ciepło” i “zimno” kierowało moje dłonie ku kolejnym szafkom, aż w końcu otworzyłam odpowiednie. Duży zapas kaw i herbat, aż rozchyliłam usta pod wrażeniem.
- Kawa czarna z łyżką cukru - powtórzyłam, stając na palcach by sięgnąć odpowiednią puszkę. - Masz tu tego tyle, że codziennie będę mogła próbować czegoś nowego.
Gdy nastawiałam wodę i sięgałam po dwa kubki, z ust Kennetha padło pytanie. Odwróciłam się do niego przez ramię, jednocześnie sypiąc odpowiednią ilość kawy do naczyń. Kiwnęłam głową.
- W sumie, to trochę tak - odparłam. - Niby wiedziałam, każdy kto pracuje na statku ma swój dom. Czasem mieszka z rodzicami, czasem z kobietą i dzieckiem, a jednak… jakoś mnie to zaskoczyło. I ten dom jest ogromny! Mój pokój z kuchnią i łazienką zmieściłby się w swoim salonie i gabinecie - zaśmiałam się, opierając o blat i czekając aż woda się zagrzeje.
Może wcale tak nie było, może przesadzałam z wielkością swojego mieszkania, ale zdecydowanie było mniejsze niż to co zastałam tutaj. Ja miałam jedynie mały pokój, który mi robił jednocześnie za sypialnię i salon. Niewielką klitkę, którą nazywałam kuchnią i malutką łazienkę z niewielką wanną, umywalką i toaletą. Nic więcej. Tu było miejsce na książki, na modele, mapy i graty leżące niepoukładane. A i tak miałam wrażenie, jakby było bardzo dużo miejsca.
Podałam mu kubek z kawą. Tak jak zapamiętałam, wsypałam tam odpowiednią ilość cukru. Wzięłam też drugi kubek, do którego dosypałam cukru dwa razy więcej niż jemu.
- Pokażesz mi tę mapę w gabinecie? - Poprosiłam.
Byłam ciekawa historii, które będą się za nią kryć.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
05-01-2026, 14:26
-Możesz wchodzić, tylko niczego nie przestawiaj. - Odparł wzruszając lekko ramionami. Nawet jeżeli miała coś znaleźć to nic co dotyczyło bezpośrednio niej samej. Miał jednak świadomość, że mogła teraz znaleźć się na celowniku. Nie każda jego praca była uczciwa, balansował na granicy prawa, działał z półświatkiem. Nie był jego centrum, ale lawirował korzystając z różnych możliwości. Gdyby komuś podpadł, Riven mogłaby stać się celem; słabym punktem kapitana. Choć szukał jej towarzystwa dla ukojenia w nocy, to nie byłby obojętny na jej cierpienie. Nie był aż tak bezduszny by jedynie korzystać z jej ciała i traktować wyłącznie przedmiotowo. Miał do niej słabość, gdyby było inaczej nie szperałaby teraz po szafkach w kuchni ku jego szczeremu rozbawieniu.
Wieczory i noce. Do tego będzie się to sprowadzać. To wtedy będzie jej szukał, wtedy będzie miał dla niej czas i uwagę. Po zachodzie słońca, gdy sprawy dzienne cichną, a człowiek wreszcie przestaje być kapitanem, pośrednikiem, negocjatorem. Zostaje tylko on i potrzeba czyjejś obecności. W dzień pewnie będą się mijać. Krótkie spojrzenia, urwane rozmowy, może dotyk ramienia w biegu. Ona wyjdzie wcześniej albo wróci później, a on już będzie w drodze do portu. Dom był przystanią tylko z nazwy; prawdziwa robota zawsze czekała między skrzyniami, beczkami i listami przewozowymi. Kiedy nie zajmował się Złotą Łanią, siedział nad papierami. Dokumentacja, korespondencja, planowanie tras, liczenie kosztów. Nudna, żmudna robota, od której bolały oczy i głowa, ale bez niej statek stałby w miejscu jak na mieliźnie. Romantycy myślą, że kapitan żyje wiatrem i falą, a prawda jest taka, że bez papierkowej roboty nie było żadnych rejsów. Chciał więcej niż tylko kolejny rejs i parę monet w kieszeni. Chciał być panem samego siebie, nie odpowiadać przed cudzymi decyzjami, nie brać zleceń z przymusu. Każdy wieczór spędzony nad dokumentami był krokiem w tę stronę. Nocami będzie wracał do niej. Do chwili ukojenia i uniesienia w kobiecych ramionach.
Popielniczka znów trafiła na parapet okna, szybując dzięki cichej inkantacji zaklęcia. Zaraz obok wylądowała papierośnica z cichym trzaskiem metalowego zapięcia. Skrzyżował ramiona na piersi, przyjemny zapach dotarł do niego i zmieszał się z unoszącym się w powietrzu oparem dymu papierosowego. Potoczył wzrokiem po otoczeniu wokół. -Dom jak dom. Spełnia swoją funkcję. Większość czasu i tak spędzam w porcie, chyba że muszę przewalić dokumentację. - Wskazał na drzwi do gabinetu. -Kupiłem to jako rozpadającą się ruinę od wdowy po innym kapitanie. Wyjeżdżała do córki, chciała sprzedać jak najszybciej. - Pamiętał jak w środku panowała wilgoć i stęchlizna. Jednak z pomocą magii oraz osób, które znały się na budownictwie udało się dom odratować. Przyjął od niej kubek z gorącą kawą po czym skierował się do gabinetu, otworzył drzwi i wpuścił ją do środka.
Pomieszczenie nie było duże, ale mieściło biurko, krzesło, komodę i szafki z dokumentami oraz skrzynie, w których również były przechowywane niezbędne rzeczy do pracy. Na żerdzi siedział Zefir, który otworzył oczy na widok większej ilości osób w pomieszczeniu. Nad biurkiem na ścianie wisiała olbrzymia mapa.
Morza na niej falowały delikatnie, linie brzegowe pulsowały cichym światłem, a szlaki żeglugowe pojawiały się i znikały. Porty rozświetlały się punktami: jedne gasły, inne zapalały się na nowo, zależnie od pory dnia i obecności statków. Szlaki mugolskie zaznaczone były prostymi, niemal mechanicznymi liniami. Trasy czarodziejskie wyglądały inaczej: falowały, skręcały nagle, czasem znikały pod powierzchnią mapy, by pojawić się setki mil dalej. Łania poruszała się właśnie nimi. Jej symbol, smukła sylwetka statku ze złotym znakiem przy burcie, tkwił nieruchomo teraz w porcie Cardiff. -Widoczne przecięcia to krzyżowanie się szlaków mugolskich i naszych. Wiemy, że w tym miejscach musimy skutecznie używać zaklęć maskujących albo wiarygodnie udawać statki szkoleniowe z jakich korzystają mugole. - Zaczął tłumaczyć wygląd mapy i to co się na niej działo. -Jak widzisz, te punkty migają ostrzegawczo. Planując trasę staram się je omijać, ale nie zawsze się da.
Na innych częściach mapy widniały rysunki trytonów. Ich podobizny poruszały się powoli, zmieniając pozycję, pilnując określonych obszarów i cieśnin dostępnych wyłącznie dla statków magicznych.-Te wąskie przejścia - wskazał na jedną cieśninę. -Nie są widoczne dla mugolskich map i instrumentów. Wiedzą o ich istnieniu, ale dla nich są nie do pokonania. - Dodał dla uściślenia. -Otwierają się tylko w określonych warunkach. Przy odpowiedniej fazie księżyca, prądach i zaklęciach. Tak jak ta jaskinia, w której byliśmy ostatnio. - Upił łyk kawy, a następnie różdżką stuknął w symbol Łani. Ta drgnęła nieznacznie i następnie zaczęła poruszać jednym ze szlaków.-Tak wyglądała nasza ostatnia trasa. - Zaczął wyjaśniać w trakcie poruszania się znacznika. -Zatrzymaliśmy się na parę godzin w Lagos. Najłatwiej potem przebić się przez cieśninę Gibraltarską oraz Port Said w Egipcie, w tym czasie jest tam za dużo statków mugolskich, musieliśmy płynąć przez Ocean. Ma to swoje plusy, możemy tam skorzystać z magii i przeskoków w trasie, jednak to wymaga dużej energii. Zwłaszcza w tak krótkim czasie. Co do zasady, taki rejs powinien nam zająć do trzech tygodni. Mugolskie statki na żaglach taką trasę robią w sześćdziesiąt dni, przy dobrych wiatrach. - Łania sunęła przez mapę, aż dotarła do Singapuru i tam zacumowała nim ruszyła w drogę powrotną. -Bosman powiedział, że młodsi marynarze przespali prawie całą dobę po tym rejsie. - Przez twarz kapitana przemknął cień troski o załogę.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
05-01-2026, 18:00
Moje życie miało się teraz zmienić, nabrać barw, być inne w zależności od okresu, a nawet pory dnia. W dzień panna Thorne, urocza młoda barmanka pracująca pod okiem pani Boyle w tawernie “Pod Mewą i Księżycem”. W ciągu nocy kochanka, piękna syrena w ramionach której kapitan Fernsby miał znaleźć ciepło i ukojenie. Jego współlokatorka i samotniczka, gdy przyjdzie jej oczekiwać przy pomoście na powrót “Złotej Łani”. Już mnie próbowali przekonać, że źle robię. To nie życie dla mnie, pełne niepewności, bólu, oczekiwania i tylko chwilowej przyjemności. Chociaż był dopiero początek tej przygody, ledwie kawałek przeszłam nową drogą, którą wybrałam, próbowano mnie z niej ściągnąć. Przekonać, abym zawróciła. Bo nie zasługuję na takie traktowanie. Bo Kenneth jest zawadiaką i kobieciarza, a jego obietnice i deklaracje nie są nic warte. I będą mi tak mówić, będą mi tak mącić, a najbardziej wtedy gdy faktycznie wyjedzie. Gdy przyjdzie pierwszy trudny okres, pierwszy kryzys silnej woli, a chęć zrezygnowania z tej ścieżki będzie kusząca. Ale nikt się nie zastanawiał czego ja chcę, czego pragnę. Może chciałam takiego życia, może byłam na nie gotowa tylko dlatego, bo to właśnie Kenneth był tym kapitanem. Mężczyzną, do którego moje spojrzenie uciekało od wielu lat? I najbardziej bolało to, że zamiast mnie wspierać - krytykują. I tylko zbywałam ich machnięciem ręki, lekkim uśmiechem, bo co mogłam zrobić.
- Od wdowy po innym kapitanie? - Zapytałam z zainteresowaniem. - Pewnie ich znałam, mieszkam już tutaj od… - zamyśliłam się, składając usta w dzióbek. - Od trzynastu lat. Ha! Kupa czasu.
Ruszyłam za nim w stronę gabinetu, weszłam lekko niepewnie, ale skoro sam wcześniej powiedział, że mogę, to przecież mogę, prawda? Stanęliśmy przed mapą, upiłam łyk kawy parząc się w język, zaraz jednak o tym zapomniałam wpatrując się w poruszającą się delikatnie “Złotą Łanię” na materiale. Sowie jedynie posłałam przyjazne spojrzenie, już ją kojarzyłam.
Mapa była fascynująca, wszystko się na niej poruszało. Woda delikatnie falowała, pojawiały się linie i znikały, linia brzegowa pulsowała. Słuchałam jego wyjaśnienia z pełnym zaangażowaniem, gdy mówił o trasach mugolskich śledziłam je wzrokiem, gdy wskazywał na cieśninę, skupiłam na niej całą swoją uwagę. Obserwowałam gdzie były kraje o których mówił, drogi o których opowiadał. A gdy pokazał trasę “Złotej Łani” rozchyliłam usta w zachwycie. Magia była cudowna i chociaż byłam w tym świecie od tylu lat, to wciąż potrafiła mnie zaskoczyć. Z geografii świata nie byłam taka głupia, od małego przesiadując w tawernie zaglądałam do map i słuchałam historii opowiadanych przez marynarzy. Wiedziałam mniej więcej gdzie jest cieśnina Gibraltarska chociażby. Ale obserwowanie prawdziwej trasy jaką pokonał statek, było zupełnie innym wymiarem.
- Trzy tygodnie? Przecież wy płynęliście tydzień - zauważyłam z przejęciem. - W tydzień pokonaliście trasę do Singapuru i z powrotem? To w ogóle jest bezpieczne?
Musiałam zapamiętać, że Kenneth podróżuje nawet aż tak daleko. Może powinnam poznać go ze swoim przyjacielem, może pomógłby mu w szukaniu jego matki? Bo to przecież z tamtych rejonów Keith był, tam była jego rodzina. Spojrzałam na kapitana, potem z powrotem na mapę i podeszłam do niej bliżej. Czytałam uważnie napisy, którymi były podpisane różne miejsca na świecie, cieśniny, przesmyki, oceany i morza. Przyglądałam się uważnie okolicom Anglii i co nas otacza.
- Kenneth? - Zaczęłam niepewnie. - Czy gdy jesteś w podróży, to ta mapa pokazuje dokładne położenie twojego statku?
Spojrzałam na niego z widocznym zainteresowaniem. Upiłam kolejny łyk kawy, język zapiekł okropnie, ponieważ nadal była gorąca, na co jedynie skrzywiłam się lekko. Zaczęłam się też rozglądać uważniej po gabinecie, śmielej zerkać na rzeczy, które tu miał. Co było na półkach, na jego biurku, a potem znowu na mapę. Zrobiła na mnie ogromne wrażenie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
06-01-2026, 12:32
-Kapitanowa Graves. - Podążył z dokładniejszym wyjaśnieniem o kim była mowa. -Niesamowita kobieta. - Dało się słyszeć w jego głosie nutę podziwu dla jej osoby. -Kapitan był ciężkim człowiekiem z charakteru, a ona doskonale wiedziała jak z nim rozmawiać. Załoga statku ją uwielbiała, przychodzili do niej na herbatki i ciasteczka. - Rozbawienie zawitało na jego twarzy. -Słuchali się jej jak samego kapitana. Świetnie zorientowana w tym co się działo w porcie, trochę doradca, dobry słuchacz. Sam na herbatki chodziłem kiedy miałem okazję. - Potoczył wzrokiem po gabinecie. -Starego Gravesa wezwało morze. Miał być to ostatni rejs w jego życiu i był. Nie spodziewał się jednak, że nie wróci.
Jego pewnie też czekał podobny los. Jak większości z marynarzu. Nie każdy umierał na morzu, nie każdy nie wracał. Wielu z nich dożywało późnej starości. Spodziewał się, że z jego stylem bycia, z balansowaniem na granicy prawa nie będzie mu dane osiągnąć pełnej starości. -Trzynaście lat, to więcej niż połowa twojego życia. - Zaśmiał się słysząc kobiece podsumowanie odnośnie czasu jaki mieszkała w Cardiff. Była młoda, o osiem lat młodsza od niego. Mówili, że szybko się nią znudzi, że to chwilowe, bo jest ładna, bo ma śliczne ciało i piękny uśmiech. Byłby kłamcą mówiąc, że nie pociągałą go fizycznie, starając się dorobić teorię, że poszedł za jej osobowością. Tak mogą mówić ci, którzy właśnie się żenią. On nie szukał żony.
Widać po gabinecie, że było miejscem pracy. Powietrze pachniało papierem, drewnem i delikatną nutą soli, jakby morze wciąż miało tu swój cichy głos. Światło wpadało przez wąskie okno, oświetlając wnętrze nierówno, zostawiając kąty w półmroku, który sprzyjał skupieniu. Jedną ze ścian zajmowała magiczna mapa,ta sama, o której właśnie rozmawiali. Obok niej wisiały inne mapy, już nieruchome, część lekko pożółkła, z pozaginanymi rogami i naniesionymi odręcznymi poprawkami. Przedstawiały wybrzeża, porty i trasy. Pomiędzy nimi stały dwa globusy: jeden stary, wyraźnie sfatygowany, z wytartą powierzchnią tam, gdzie palce najczęściej wędrowały po oceanach; drugi nowszy, gładszy, ale również noszący ślady regularnego używania. Centralnym punktem gabinetu było masywne biurko z ciemnego drewna. Jego blat niemal zawsze zajmowały stosy dokumentów; listy przewozowe, korespondencja, notatki z rozmów, szkice tras i mapy czekające na uporządkowanie. Na pierwszy rzut oka panował tam chaos, lecz był to porządek znany tylko właścicielowi. Kałamarz, kilka piór, linijka i ciężki przycisk do papierów mówiły jasno, że to przestrzeń intensywnej, codziennej pracy. W każdym kącie pokoju kryły się pamiątki z podróży. Na półkach stały muszle o nieregularnych kształtach, niewielkie skrzyneczki z obcych portów, figurki o nie do końca rozpoznawalnym pochodzeniu, fiolki z zaschniętymi osadami i kamienie przywiezione z miejsc, których nazwy znali nieliczni. Były też obrazki i drobne przedmioty, które nie miały wartości materialnej, ale przypominały o konkretnych chwilach. Meble były solidne, wykonane z ciężkiego drewna, lecz lekko wyblakłe od lat użytkowania. Krzesło przy biurku nosiło ślady długich godzin spędzonych nad papierami, a regały uginały się pod ciężarem ksiąg i teczek. -Nie było ani bezpieczne ani mądre. - Przyznał gorzko i upił spory łyk gorącej kawy. Przyjemne ciepło rozlało się po ścianie gardła. -Wypruliśmy się praktycznie z energii magicznej. Ostatni dzień płynęliśmy włącznie na żaglach nie korzystają zupełnie z magii. Nikt nie miał siły czarować. - To, że Muffliato tego dnia mu wyszło mógł nazwać zwykłym fartem i przypływem nagłej energii. -Żadne pieniądze nie są warte takiego stresu i wysiłku. - Zefir widząc, że nic się nie dzieje wrócił do spania na swojej żerdzi. Kenneth patrzył przez chwilę ponuro na stos dokumentów piętrzących się na jego biurku. Miał swoje marzenia i cele, ale nie chciał do nich iść kosztem swojej załogi. Chciał, aby pływali z nim dalej kiedy wykupi łajbę od Traversów i zacznie pływać na własnych zasadach.
-Hmm? - Wyraźnie wybity z zamyślenia jej głosem wrócił spojrzeniem do Riven, a później przeniósł wzrok na mapę. Symbol Łani wracał właśnie do Cardiff. Pokręcił głową. -Wyłącznie wtedy kiedy zawija do portu. Nie pokazuje trasy w trakcie żeglugi. Pokazuje ją już po wszystkim. - Odstawił kubek na blat biurka, dłonią sięgnął ku szyi Riven wyciągając spod koszuli naszyjnik, który jej podarował. Niebieskie spojrzenie zawiesił na jej dekolcie, później sunął nim w górę ku obrysie żuchwy, aż do ust. -A teraz, moja syreno, pójdź na górę i poczekaj na mnie, ubrana jedynie w ten naszyjnik. - Polecił wibrującym tonem głosu. Doskonale wiedziała jaki był ich układ, a on miał zamiar czerpać z niego pełnymi garściami kiedy przebywał na lądzie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
06-01-2026, 13:22
Gdy padło nazwisko kobiety ożywiłam się widocznie. Wiedziałam, że ją znałam i nawet się nie pomyliłam. Wysłuchałam jej historii, jaka padła z ust Kennetha delikatnie i ciepło się przy tym uśmiechając. To naprawdę była złota kobieta, mogłam się z tym w pełni zgodzić. Kiwnęłam głową.
- Była dobrą znajomą mojej cioci. Gdy w wakacje pomiędzy nauką w Hogwarcie pracowałam w tawernie, przychodziła rano na plotki. Zawsze plotła mi warkocze, by mi nie przeszkadzały przy szorowaniu stołów. Nigdy u niej nie byłam, nie wiedziałam, że tu mieszkała - rozejrzałam się nagle po pomieszczeniu z jeszcze większym zaciekawieniem. - Jej męża nigdy nie poznałam, kłaniałam mu się nisko i uciekałam, za bardzo się go bałam - cichy chichot wydostał się z mojego gardła. - I faktycznie, nagle po jego śmierci wyjechała.
Atmosfera nagle lekko zgęstniała, gdy mówił o ostatnim rejsie kapitana Gravesa. W porcie nie raz i nie dwa słyszało się o tym, że jakiś statek nie wrócił. Lament kobiet, nie mogących uwierzyć że ich ojciec, mąż bądź syn już nigdy nie pojawi się w progu. Właśnie wiązałam swoje życie z kapitanem, wiedziałam z czym to się wiąże. Jeśli jego też kiedyś miało zabrać morze, to takie było jego przeznaczenie. Przyjdzie mi wtedy zapłakać, ale szczerze wierzyłam, że rytuał który chciałam odprawić, zapewni mu bezpieczeństwo na długie lata. By spędził je u mojego boku szczęśliwie.
- A ty w ogóle wiesz ile ja mam lat? - Zapytałam go zaczepnie, śmiejąc się pod nosem.
Będąc w tym pomieszczeniu czułam nastrój pracy jaki tu panował. Ale też nostalgię, do tych wszystkich miejsc, które odwiedził. Dzisiaj opowiadał mi o mapie, jutro opowie mi o tych kamieniach spoczywających na półkach, innym razem pokaże muszle, a w przyszłości przywiezie fiolkę piasku z gorącej plaży, abym też mogła poczuć jej ciepło. Było to miejsce gdzie pracował, gdzie dążył do swojego celu, jakikolwiek ten cel był. Pewnie przyjdzie dzień, gdy stanę w progu gabinetu i będę przyglądać mu się jak przewraca papiery, planuje nową trasę. Będziemy rozmawiać o jego przyszłości, planach, wyprawach. Bo chociaż układ był prosty, miała być jego kochanką, to nic nie stało na przeszkodzie by poznawać się lepiej. Jako kochanka znudzę się szybko, jako towarzyszka mogę trwać u boku dłużej.
- Domyślam się, twoi marynarze byli padnięci. Słyszałam, że tego wieczoru nikt z nich nie wytrwał w tawernie dłużej niż do zmierzchu - kiwnęłam lekko głową. - Ale to chyba nie była twoja decyzja? By tak szybko i takim kosztem przebyć tę trasę?
Wiedziałam, że “Złota Łania” nie była pana Fernsby. Pływał pod władzą Traversów, a ten statek nie był jedyny, który do nich należał. To oni grali główne skrzypce, Kenneth miał jedynie wykonywać polecenia. Nie wszyscy o Traversach mówili dobrze, nigdy jednak głośno.
Na słowa o mapie już nic nie odpowiedziałam. Chociaż nawet nie starałam się ukrywać cienia zawodu na mojej twarzy. Już miałam w głowie myśl, że gdyby tak było, to mogłabym się tu pojawiać i sprawdzać gdzie są w trasie, gdzie odpoczywają, czy już bezpiecznie wracają do domu. Ta mapa jednak tego nie pokazywała, jedynie już odbytą trasę. Przygryzłam dolną wargę. Miałam pytać o coś jeszcze, gdy Kenneth nagle zbliżył do mnie swoją dłoń sięgając po naszyjnik na mojej szyi. Po całym dniu ozdoba lubiła się chować pod koszulę, nie zawsze to zauważałam. Tak było i teraz, jego palce sięgnęły po zawieszkę i wysunęły ją na wierzch. Palce jednak nie zatrzymały się na ozdobie, a sunęły wyżej ku moim ustom. Puściłam dolną wargę, lekko je rozchylając. Słysząc polecenie mimowolnie rumieniec pojawił się na moich policzkach.
- Tak jest, panie kapitanie - odparłam, unosząc lekko ku górze kącik ust.
Czułam je bije mi serce, gdy odstawiałam kubek na biurko. Bez słowa minęłam Kennetha i ruszyłam na górę, do sypialni. Gdy drzwi się za mną zamknęły, oparłam się o drewno i odetchnęłam starając się zebrać rosnące we mnie emocje. Rozmowa była przyjemna, dużo się dowiedziałam, ale teraz miałam spełnić inną powinność. Zapaliłam lampkę stojącą przy stoliku, nie rozbierałam się w pośpiechu wiedząc, że mężczyzna da mi chwilę, jednak nie mogłam się też obijać. Zaczęłam ściągać z siebie poszczególne części ubrań. Spódnica, koszula a także bielizna spoczęły na mojej torbie pod ścianą. Nie wiedziałam jeszcze jak bardzo mogę się w tej sypialni rozgościć. Sama usiadłam na łóżku, opierając się o framugę wyglądałam przez okno, obserwując życie toczące się w porcie. Było już późno, ludzi na ulicach było niewielu. Ktoś przeszedł i skręcił w uliczkę obok, gdzieś mignął mi kot polujący pomiędzy beczkami na szczury, światło księżyca oświetlało ulice pomagając przy tym latarniom. W zamyśleniu obracałam w dłoniach naszyjnik, którego nie ściągnęłam ze swojej szyi.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#10
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
06-01-2026, 17:42
Kątem obserwował jak zmienia się wyraz jej twarzy kiedy wspomniał nazwisko kapitanowej, która kiedyś tu mieszkała. Wiedział, że Riven znała wiele osób, miała z nim styczność przez to, że pracowała w tawernie. Kiedy ona chodziła do szkoły on już żeglował po morzach, zdobywał doświadczenie na wielu statkach i rozpoczynał budowanie własnej tożsamości. Gdy wspominała starego kapitana zagościł na jego twarzy chwilowy uśmiech rozbawienia, ale nie z tych bezczelnych czy niebezpiecznych jak to miał w zwyczaju, ale ciepły, podszyty nostalgią. Czasami myślał o śmierci, o tym jak odejdzie z tego świata, jednak zaraz jego uwagę zajmowały sprawy tu i teraz. Uważał, że co ma być to będzie i gdy jego czas nadejdzie to zwyczajnie tak się stanie i walka będzie bezsensowna. -Osiem lat mniej ode mnie. - Kącik ust drgnął mu w złośliwym uśmiechu. Następnie ponownie zerknął na mapę. Symbol Łani dopłynął do Cardiff. -Nie była to moja decyzja, tego oczekiwał zleceniodawca, ale jako kapitan powinienem był odmówić. Nawet kosztem utraty zlecenia. - Przeczesał dłonią, w której nie trzymał kubka, ciemny włosy w geście roztargnienia. -Mądry człowiek po szkodzie. - Przez chwilę trwał w milczeniu zastanawiając się jak wiele chce i może jeszcze powiedzieć. Nie należał do tych co opowiadają wiele o szczegółach swojej pracy. Czym innym było snucie opowieści z morskich podróży, opowiadanie o portach czy napotkanych przeszkodach w trakcie rejsu, a czymś całkowicie odmiennym zdradzanie szczegółów zawartych umów i porozumień.
Wiedział dlaczego pytała o mapę, zorientował się od razu jak tylko słowa wybrzmiały w gabinecie. -Być może kiedyś taka mapa powstanie - Nie widział jednak sensu wgapiania się w nią i siedzenia w nieznośnym oczekiwaniu. Nikomu to na zdrowie nie wyjdzie, a najbardziej temu kto czeka i zerka zlękniony na mapę.
Udała się na górę zgodnie z jego poleceniem. Jeszcz przez chwilę nasłuchiwał jej kroków na schodach, aż do charakterystycznego zamknięcia się drzwi do sypialni. Wtedy też zabrał jej kubek z blatu biurka i niespiesznym krokiem udał się do kuchni, aby obydwa zostawić na stole. Niedokończone. Przystanął przy oknie w salonie patrząc na uliczę prowadząca w stronę portu. Sięgnął po papierośnicę i ostatecznie skierował swoje kroki na schody. Wcześniej szybkim nox zgasił wszystkie światła w dolnej części domu.
Wszedł do sypialni bez pośpiechu i zatrzymał się w progu, jakby obraz, który zobaczył, wymagał chwili ciszy. Siedziała na łóżku naga, spokojna, a przygaszone światło latarni sączące się przez okno kładło się miękko na jej skórze. Jasne włosy łapały blask, rozświetlając ramiona i obojczyki, jakby noc sama wybrała ją na swój punkt odniesienia. Zsunął z siebie koszulę powoli, niedbale, rzucając ją na bok, jakby była zbędną myślą. Zbliżył się i stanął nad kochanką. Dłonią przeczesał jej jasne włosy, palce zagłębiały się w nie na chwilę, potem łagodnie sunęły po gładkim policzku. Napięcie rosło w ciszy, w spojrzeniu, w krótkich przerwach między oddechami. Czuł, jak pożądanie zbiera się powoli, pewnie, nie nagłym impulsem, lecz jako potrzeba bliskości, której chciał dać formę. Nachylił się bliżej, jeszcze przez moment pozwalając, by ta chwila dojrzała, a potem cicho wyszeptał jej do ucha -Ułóż się wygodnie na brzuchu. - Po tych słowach odsunął się celem pozbycia się reszty ubrania, które teraz zdawało się aż za bardzo wadzić, wręcz drażnić skórę. Łóżko cicho skrzypnęło pod jego ciężarem kiedy zawisł tuż nad nią, niespiesznym deszczem pocałunków znacząc jej skórę, smakując na nowo kobiecą obecność i zapach jej ciała.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:42 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.