• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Minerva's Club
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
07-06-2025, 15:14

Minerva's Club
Minerva’s Club to elegancki, kobiecy lokal ukryty przy zacisznej londyńskiej uliczce. Przestrzeń emanuje dyskretną energią – idealne schronienie dla kobiet szukających swobody i towarzystwa. Wnętrze zdobią ciemne, drewniane panele, miękkie fotele i delikatne światło lamp, tworzące kameralną, niemal intymną atmosferę. Przy barze serwuje się klasyczne koktajle i aromatyczne herbaty, a w tle słychać subtelne dźwięki jazzu i bluesa. Panie w modnych sukienkach i eleganckich kapeluszach rozmawiają, śmieją się i snują plany, wolne od spojrzeń z zewnątrz. Minerva’s Club to nie tylko miejsce spotkań, ale też przestrzeń, gdzie kobiety zyskują siłę i inspirację, wymieniając się historiami i marzeniami w świecie, w którym wciąż walczą o swoje prawa.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Melusine Rookwood
Czarodzieje
żeby był, żeby chciał być, żeby nie zniknął
Wiek
26
Zawód
urzędniczka, asystentka, pośredniczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
0
Siła
Wyt.
Szybkość
4
14
11
Brak karty postaci
20-10-2025, 18:23
― ??.04 ―

Nieprzyzwoicie kusząca była ta moc — delikatna, lecz jakże destrukcyjna, igrająca z samą ideą władzy. Kobiecość w swej najczystszej formie nie potrzebowała oręża, jedynie spojrzenia; ledwie muśnięcia głosu, które potrafiło złamać mężczyznę w pół, choć ten trwał w przeświadczeniu, że panuje nad sytuacją. Wystarczyło jedno skinienie, jeden uśmiech nie do końca szczery, by jego duma, ta zrodzona z tradycji, hierarchii i chłodnego wychowania, osunęła się jak pył w dłoniach.
Była w tym pewna sztuka, rodzaj bezwzględnego artyzmu — destrukcja czyniona nie gniewem, lecz subtelnością. Jak pęknięcie na porcelanie, które zdobi, zamiast szpecić. Mężczyźni lubili wierzyć, że stoją u steru, że ich decyzje kierują losem, a jednak to kobiece milczenie, przemyślnie dawkowane, tkało sieci, w które sami się wplątywali. Znały ten rytuał do bólu — każde skinienie miało cel, każdy oddech brzmiał jak preludium upadku. Nie było w tym jednak okrucieństwa, a jedynie gra — konieczność przetrwania gatunku ducha, jakiego świat próbował uwięzić w ryzach przyzwoitości. Kiedy uśmiechała się z tą pozorną beztroską, w jej oczach migotało coś więcej: świadomość, że piękno, gdy staje się bronią, jest ostatecznym przewrotem natury. Że to ono, nie siła, decyduje, kto zostanie zapamiętany, a kto stanie się tylko cichym echem minionego pożądania.
Szczerze — choć to słowo w jej ustach miało wagę niemal bluźnierczą — przyznać musiała, że brakowało jej tamtej. Drugiej połowy kobiecego duetu, tej, z którą mogła dzielić ciche złośliwości i spojrzenia ostrzejsze niż brzytwa, rzucone ponad kieliszkiem wina. Rodzina była niekiedy jarzmem, a jednak — i tu tkwił przewrotny paradoks — bez niej świat tracił kontur. Przecież nic nie smakowało tak dobrze jak wspólne osądzanie innych; jak rozkosz patrzenia z boku, z pozycji wyniosłej obserwatorki, gdy inni wikłali się w błotnistą codzienność emocji. Wino, to wierne towarzystwo kobiecych spowiedzi, ślizgało się po języku miękką falą, niosąc słodycz i obietnicę zapomnienia. Jednak dziś — och, dziś — chciałoby się czegoś cięższego, bardziej pierwotnego, może tego, co rozgrzewało męskie gardła i burzyło krew. Czegoś, co miało w sobie zapach dymu, skóry i niebezpieczeństwa.
― Ma belle, miewasz bardziej… kreatywne pomysły, by zażegnać problemy ― szepnęła, gdy jedna z wielu kobiet zasiadających przy stolikach tu i tam, zbyt jawnie spoglądały na ich duet. ― Jeden mi się napatoczył i nie wiem, jak sobie z nim poradzić ― Problem. Bolączka ostatnich dni, która wykwitła niepostrzeżenie i wywróciła świat do góry nogami. ― Jak pozbyć się kogoś, z kim nie chce się być? ― Dopomóż, a skłonię świat do Twych stóp. Powzięła szklane naczynie, upijając dosadny łyk napitku. I najzwyczajniej w świecie pragnęła zmienić sztywność tego przybytku, na bardziej wyzywający.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Sandy Wilkes
Czarodzieje
tell me who I am – do I provoke you with my tone of innocence?
Wiek
21
Zawód
fryzjerka, niania, drobna złodziejka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
2
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
13
Brak karty postaci
22-10-2025, 20:33
— Ja słodkie, Mel, tamto jest dla mnie zbyt kwaśne... — nie znoszę wytrawnego wina, w zasadzie przyznać mogłabym, że możliwe, że po prostu jeszcze nie dorosłam; w swojej niedojrzałej, różowej bańce rozglądam się za drinkami w wysokich szklankach o zapachu przypominającym gumę do żucia. Potrzeby wysuszonego gardła i kaprysy głośnych myśli musimy zostawić jednak za sobą, przed nami tematy ważne i ważniejsze, układające się w dziewczęce och i kobiece ach — szczęk czerwonej, metalowej zapalniczki z wygrawerowanym sercem (prezent od Danny'ego) wybrzmiewa jak klaps filmowy w eleganckim lokalu dla eleganckich kobiet; elegancki Londyn pełen jest takich miejsc, małych, welurowych spelunek, które ktoś przerobił na przybytek idealny pod dysputy na poziomie. Syk spalanej bibułki, chwilowo oddziela nas gęsta, szara kurtynka, w szafie grającej ktoś zamawia mugolskie nowinki jazzowe, z drugiego końca sali podstarzała dama z lisem wokół szyi skrzeczy, że jedyna muzyka, która powinna być puszczana w takich miejscach, to tylko i wyłącznie debiutancki album Celestyny Werbeck.
Na tyłach niewypowiedzianych przez nas słów niecierpliwią się kwestie rodzinne; twarz mojej matki orbituje jak strudzone widmo, gotowe zniknąć po trzecim kieliszku, skazane na zapomnienie, wyrok wyda alkoholowe upojenie; cóż za paradoks.
Zaciągam się, raz i drugi, podpierając bok policzka o dłoń; wiercę się nieco na barowym stołku, nie do końca przyzwyczajona do wizji samej siebie tutaj, zupełnie jakbym stała przed dużą, głęboką i wysoką szafą; w szafie kostium na każdą okazję, mnie brakuje przydziału roli, żeby wiedzieć, który założyć.
Papieros skwierczy, Melusine się uśmiecha, rodzinne fatum krąży nad nami jak stado kruków; Minerva's Club chroni nas w swoich szponach i pozwala zapomnieć o tym co brzydkie i niechciane.
Do czasu.
— Pozbyć? — mrugnięcie razy dwa, usta powoli układające się w bezdźwięczne, kształtne O; Sandy Wilkes jest faktycznie zdziwiona, ale za chwilowym skonfundowaniem przeciska się już czysta ciekawość. W puli odpowiedzi kilka kwestii; rozglądam się za innymi elegancikami płci pięknej, wiercę na hokerze przez kilka sekund, przysłaniam skrawek uda pokryty gęsią skórką, odsuwam z twarzy zbłąkane kosmyki włosów, uspokajam swój oddech. Każda odpowiedź jest prawidłowa.
Był kiedyś jeden chłopak, który miał ładne włosy, ojca w Ministerstwie, gryfoński krawat i absolutnie zero umiejętności całowania. Dawno i nieprawda. Uśmiech na ustach mówi niepoprawna zdziro!, spojrzenie błaga powiedz kto to; dłoń, którą kładę na chłodnych palcach słodkiej panny Rookwood, żąda odpowiedzi.
— Wiesz, do tej pory mam teorię, że moja matka podtruwała mojego ojca — dlatego powiedział treściwe arivederci!; opowieść z podgatunku tych niestworzonych, ale póki winy nie udowodniono, mogę uznawać ją za winną — Czy tego typu rozwiązania brzmią jednak zbyt radykalnie?
Chyba się czerwienię, to takie nieładne; zaciągam się głębiej i myślę, że Daniel jednak byłby ze mnie dumny, gdybym tylko racjonalnie wyjaśniła pobudki tego typu dywagacji.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Melusine Rookwood
Czarodzieje
żeby był, żeby chciał być, żeby nie zniknął
Wiek
26
Zawód
urzędniczka, asystentka, pośredniczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
0
Siła
Wyt.
Szybkość
4
14
11
Brak karty postaci
26-10-2025, 13:13
Zrobiłaby wszystko, by zakropić gniew ― ten szarpiący, piekący żar ― nieposzlakowaną goryczą mocniejszego trunku. Bo wino, to przeklęte wino, windowało jedynie w górę formy: oficjalne spotkania, grzeczne uśmiechy, kiwanie głową w takt męskiego usposobienia, które zawsze rościło sobie prawo do ostatniego słowa. Wino było dla dam, nie dla kobiet z krwi, gniewu i przekory. Dziś jednak dłonie wrzały; drżały w spazmach potrzeby niszczenia ― roztrzaskania czegoś pięknego, by wydrzeć z tego chaos i stworzyć z niego nowy ład, własny, osobisty, splamiony, lecz prawdziwy. Chciała dewiacji ― nie tej taniej, podszytej grzechem, ale czystej, metafizycznej, która rodzi się z potrzeby złamania rytuału. Miała w sobie pragnienie rozrywania, tłamszenia, deptania woli innych, nie z nienawiści, lecz z pragnienia równowagi. Bo ileż można było znosić ciszę świata, który nakładał koronki na usta, a kajdany na nadgarstki? Czuła, że jeśli nie wypije, nie spali, nie wykrzyczy, to skamienieje ― i nikt nie będzie umiał jej już poruszyć.
Wino łagodziło obyczaj, to prawda. Z jego powierzchni unosił się delikatny, owocowy oddech, który mamił jak obietnica zapomnienia. Delikatnie podsycało rozkurcz tkanek ― drżenie mięśni, rytm oddechu, wolność ramion. W tym krótkim momencie zmysłowego otępienia była jeszcze sobą i już kimś innym zarazem. Będzie dobrze, powiedziała sobie w duchu, jakby próbowała zakląć świat prostotą słów, które nigdy nie wystarczały. Będzie dobrze; jak sobie narysuję takie słowo na pergaminie... ― dodała z przekąsem, uśmiechając się pod nosem. Bo cóż warte było słowo wobec ognia, który kipiał w żyłach?
― Nastręczyć koszmary w snach, napsuć krwi i zdewastować jestestwo ― wyrwało się jej wreszcie półgłosem, z mieszaniną gniewu i ironii, jakby prastary czarodziej mógł zstąpić i podać jej butelkę tego, co naprawdę gasi gniew ― surowego, palącego trunku, który wypala wszystko oprócz prawdy. ― Och, dlatego tak mocno uwielbiam ciocię… Wspaniałomyślność idzie w parze z urokiem osobistym.
Dlatego tak podziwiała wspaniałomyślność niektórych kobiet ― nie tych z salonowych anegdot czy subtelnych obrazów w sepii, lecz tych, które nosiły w sobie iskrę destrukcji splecioną z łaską. Tym bardziej pochodzących z ich rodzin, kobiet o krwi ciężkiej od tajemnic, dumy i bólu. Nieszablonowane, zabójcze, a przy tym niewyobrażalnie urodziwe w swym takcie, w tej chłodnej precyzji, z jaką potrafiły wyczuć moment, by uśmiechem przykryć truciznę, a słowem zadać cios ostateczny. W ich oczach kryła się cała filozofia przeżycia: skrzywdź i zabij ― jeśli tylko stawką jest coś większego niż kaprys.
― Mój przyszły mąż, nieodżałowany narzeczony, którego mi narzucono ― Uśmiechnęła się leciwie w kierunku kuzynki — uśmiechem, który więcej skrywał, niż dawał. Był tam cień wdzięczności, nikła alegoria porozumienia dwóch istot, które nigdy nie potrzebowały słów, by się zrozumieć. Ich spojrzenia spotkały się w pół drogi, pomiędzy kieliszkiem a westchnieniem, i w tym momencie przeszłość, wspomnienia, całe to dziedzictwo żeńskiej przebiegłości i subtelnego okrucieństwa ― spłynęło na nie jak błogosławieństwo. ― Nie patrz tak, wiele o nim nie wiem ― Jakże ją rozumiała doskonale. Rozumiała tę zdolność do kontrolowanego gniewu, tę elegancką manierę nienawiści, w której trucizna podawana była w kryształowym pucharze. Wiedziała, jak to jest być kobietą, która nie może pozwolić sobie na otwartą wściekłość, więc czyni z niej sztukę; która w ciszy knuje, planuje, przędzie los niczym pajęczy jedwab. ― Z ciekawością zapytam, nareszcie złapałaś tego młodego panicza z błękitną krwią? Czy... nadal pozostajesz z tatusiem? ― uśmiechnęła się ironicznie, łypiąc spojrzeniem w szeregi starszych dewotek, łapiące zgłoski szeptów z otoczenia. Perfidne, zanurzyła wargi w słodkim winie. Chociaż znane.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Sandy Wilkes
Czarodzieje
tell me who I am – do I provoke you with my tone of innocence?
Wiek
21
Zawód
fryzjerka, niania, drobna złodziejka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
2
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
13
Brak karty postaci
09-11-2025, 21:48
Minerva's grzecznie połyka nasze kłopoty, ja grzecznie połykam podstawione pod nos czerwone półsłodkie; zrządzeniem losu świat naturalnie wraca do harmonii, dwie sylwetki spotykają się przy tym samym blacie (nigdy nie przestanę zachwycać się tymi eleganckimi welurami), a tematy płynących rozmów z biegiem lat skręcają na boczne tory tylko odrobinę, w korzeniach niezmiennie kryjąc to samo ― być kobietą, być kobietą.
Marzę, ciągle będąc dzieckiem.
Wino drażni przełyk, gorycz w ustach przez jakiś czas tańczy na kubkach smakowych, by zniknąć ― pod naporem uśmiechu i ciężarem śmiałych słów, ekstrawaganckich pomysłów i w końcu czystej szczerości, którą Melusine Rookwood serwuje na zimno, ze smętnym cieniem gniewu i niesłabnącą ironią.
― Au, boleśnie, skarbie ― wzdycham, dłoń ostentacyjnie wędruje do skroni, wyginam się w iście teatralnej rozpaczy, a później znów, niewzruszona potencjalnym losem nieszczęśnika, wesoło obracam na barowym stołku. Wesołości przychodzi jednak zadość.
― Daj spokój, nie zasłużyła sobie na twoje uwielbienie ― mamroczę, odganiając temat mojej nieodżałowanej, paskudnej matki, jak natrętną, tłustą muchę, która latem chętnie wlatuje do nagrzanego samochodu i utrudnia żywot prostych ludzi.
W ostateczności, klub jest lojalnym powiernikiem zabaw i sekretów, menu drinków zadowalające, muzyka odpowiednio głośna, a podłoga wcale nieklejąca od rozlanego alkoholu; z Dannym bywamy raczej w gorszych spelunkach, ale tego typu rewelacje postanawiam zostawić dla siebie, bo moja najdroższa kuzynka taka jest ładna, elegancka i milusia, a kiedy podnosi kieliszek do ust, wyobrażam ją sobie na okładce Czarownicy.
Być może w duecie?
Poruszam się widocznie, oczy zachodzi mgiełka czystego podekscytowania; jeszcze kilka ładnych słówek, a klasnę w dłonie, ale tego nie wypada mi robić, więc próbuję zachłysnąć się wonią prawie pogrzebową, w której skazane jesteśmy pochować własne marzenia, wolę, chęci, miłości. Ucieczka z tego schematu wydaje mi się być tak odległa, tak dawna, że jeszcze moment moich fikuśnych wyobrażeń, a zacznę romantyzować życie w złotej klatce, w której rodzice przyprowadzają najstarszą córkę pod ołtarz, gdzie czeka piękny, gburowaty panicz, z pięknego, majętnego rodu.
― Na pewno ma jakieś zalety. Wzrost? Zarost? A może jest muskularny? ― wymieniam, próbując posłużyć się sztuką wizualizacji; w kręgach, w których kiedyś obracałyśmy się wspólnie, mężczyźni oceniani byli raczej pod innymi kątami ― A może jest..... oczytany? Inteligentny? Albo to artysta? ― zanurzam się w możliwościach potencjalnych zalet, kreując w głowie błękitnokrwistego panicza o gładkiej buzi, takiej, którą chętnie i pieczołowicie haratałby sam Michał Anioł.
Od słodkości uprzywilejowanego życia przechodzimy jednak w rejony obleczone w szarość codzienności; Melusine mówi, a ja, wciąż ściskając nóżkę kieliszka z czerwonym winem, układam się nieco wygodniej na wysokim stołku, z policzkiem wciśniętym w ciepłe wnętrze własnej dłoni ― polik czerwieni się wyraźnie, kiedy panna Rookwood wspomina o tatusiu.
Nie wiem czy to wstyd, czy cicha tęsknota za nim dobija się do drzwi.
― Nie interesują mnie żadne panicze, Mel... ― wzdycham pewnie, a moja matka na pewno właśnie przeklina moje imię tak głośno, że słyszy ją całe Yorkshire. Dopijam kieliszek do końca, jej zdrowie ― Być może to szalone, ale po raz pierwszy w życiu czuję, że chyba jestem na swoim miejscu ― stwierdzam jawnie, jakby w którymś momencie Melusine została moim magipsychiatrą ― To ekscytujące, być z mężczyzną, który przeżył tak wiele. Doświadczył tak wiele. A jednak coś postawiło nas na swojej drodze, jakby właśnie tak miało być ― ilość sesji tarota na temat naszej relacji przeraziłaby nawet najbardziej zapalonego entuzjastę ezoteryki ― Nikt nigdy nie troszczył się o mnie tak jak on, nawet jeśli na pierwszy rzut oka może wydawać się gruboskórny i zamknięty w sobie ― przecież mogę go naprawić ― To przeznaczenie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Melusine Rookwood
Czarodzieje
żeby był, żeby chciał być, żeby nie zniknął
Wiek
26
Zawód
urzędniczka, asystentka, pośredniczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
0
Siła
Wyt.
Szybkość
4
14
11
Brak karty postaci
01-01-2026, 20:13
― Zwyczajnie lubię podziwiać kobiety radzące sobie z problemami ― Ciocia była kobietą silną. To było niepodważalne. Skoro poradziła sobie z własnym mężem ― a nie był to mężczyzna łatwy ani łagodny ― oraz z problemami, które inni zamiataliby pod dywan przez całe życie. Natomiast spisała wszystko jednym uśmiechem. Uśmiechem godnym zażenowania, nieco krzywym, przesadnie łaskawym, jakby świat był tylko źle opowiedzianym dowcipem. Bo jakaż by ciocia nie była, lubiła porywy dziwacznego usposobienia. Lubiła chaos w kontrolowanej dawce. Lubiła wiedzieć, że może. ― Oby i odmienny od tutejszych i znanych nam mężów stanu, Sandy... Ojciec sprzedał mnie gmeraniu Włoskiego temperamentu, rozumiesz?
Kogoś otruć.
Kogoś sponiewierać.
Złamać, bo był wyborem jej ojca. Losu. Układu. Nigdy jej samej.
Cóż za piękna inscenizacja mściwości względem całego świata ― pomyślała z czymś na kształt fascynacji, a zaraz potem poczuła, jak w gardle zaciska się wstyd. Gdyby jej własna matka jeszcze żyła, zdzieliłaby ją szmatką bez wahania, słysząc te chore zapętlenia myśli, te fantazje o zawojowaniu narzuconych zmian w życiu. Matka wierzyła w inne formy siły. W ciszę. W wytrwałość. W przetrwanie bez niszczenia wszystkiego wokół. ― Wysoki, leciwie arogancki i niemalże czarnym wejrzeniu... ― przywdziała przed oczami jego wyraz; posturę, pewność siebie bijącą z autorskiego monologu rozkazów i planów na najbliższe miesiące. A jakże mu się spieszyło, by doprowadzić do końca całość zawiązanej formule ojcowskich uścisków dłoni. ― Chyba zbytkiem dla mnie jest odmienność pochodzenia.
To słowo było jak kamień wrzucony do studni jej wyobrażeń. W dłuższej perspektywie mógł być doskonałym partnerem ― do gry, do zabawy, do życia. Kimś, z kim można by tańczyć na ostrzu noża, prowadzić długie rozmowy pełne podtekstów, wspólnie rozgrywać świat jak planszę do szachów. Ale równie dobrze mógł stać się wrogiem centralnym. Tym jednym, nieusuwalnym punktem oporu, wokół którego buduje się lata frustracji, strategii i cichej wojny.
Nie każdy idiota był taki sam.
Faux pas.
― Ma belle... Chyba bywam przesadnie krytyczna, bądź ostrożna w spojrzeniu na tak wyniosłe osobistości ― Przeprosiła cicho;  wciąż manewrowała — bez wytchnienia ― pomiędzy wściekłością a nieporadnością, które napastliwie atakowały jej osobę od środka, rozrywając ją na sprzeczne impulsy. Gniew kazał kąsać, podważać, sądzić; bezradność natomiast ciągnęła ją ku wstydliwemu wycofaniu, ku chęci zniknięcia w cieniu rozmowy. Bo czyż nie była w tej chwili okropna? Oczerniać czyjegoś partnera ― choćby tylko w myślach ― niczym stara dewota, oceniająca zza winkla, marszcząca nochal i sycąca się cudzymi wyborami. Obłuda. Promieniała ― tym szczególnym blaskiem, którego nie da się udawać ani wymusić. Kiedy mówiła o nim. Kiedy tylko o nim myślała. Jej usta układały się miękko, spojrzenie łagodniało, a całe ciało zdradzało tę cichą pewność kobiety kochanej i bezpiecznej. To nie była egzaltacja ani afektacja. Coś znacznie groźniejszego dla obserwatora ― autentyczność. ― Muszę przyznać, że gdy tak o nim mówisz, wyglądasz perliście. Cóż za wspaniała miłość, winszuję wszystkiego co najlepsze wam. Nie winnam była oceniać kogoś po jedynie zdawkowym spojrzeniu, ślę przeprosiny.
Dopiła ostatki trunku powoli,  jakby w tej jednej chwili chciała zamknąć cały smak wieczoru ― gorycz, słodycz i metaliczny posmak decyzji, które dopiero miały się wydarzyć. Szkło odstawiła z cichym stuknięciem, a myśl już poszybowała ku knowaniom, tym dobrze znanym, niemal domowym w swej powtarzalności. A może nie tyle knowaniom, co ich zwyczajowej chęci zabawy ― Może... Pozostawimy tutejszą sztywność i poskromimy nocne mary na swój sposób? ― zawadiackie wykrzywienie krwistych dzisiejszego wieczoru warg, odczekania na decyzję. Wszakże młodsza towarzyszka miała wybierać meritum dalszej zabawy, niż jedynie krzywienie się na los panien.
Bo noc wciąż była młoda.
A one ― zdecydowanie nie skończyła jeszcze grać.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Sandy Wilkes
Czarodzieje
tell me who I am – do I provoke you with my tone of innocence?
Wiek
21
Zawód
fryzjerka, niania, drobna złodziejka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
2
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
13
Brak karty postaci
03-01-2026, 20:14
Słucham jej i ją obserwuję, jak palcem kreśli nieświadome okręgi na wilgotnym od wina rancie kieliszka; myślę o tym, jak narzeczony Melusine wchodzi do jej życiowej opowieści bez gwałtowności, a jednak z taką brutalnością. Raczej jak brzydki mebel, który nie pasuje do pokoju, zaraz jednak jak burza zmieniająca krajobraz.
― Mamma-Mia! ― mea culpa, nie mogę się powstrzymać, nawet jeśli twarz mojej ukochanej kuzyneczki wydaje się zbolała, pełna goryczy i wściekłości ― Włoch, skąd mu Włoch przyszedł do głowy? Ponoć są przystojni, temperamentni, dużo piją i dobrze gotują ― skarbie, gdzie tutaj są wady...? ― romantyzuję w myślach listę losowo wygenerowanych przedstawicieli słonecznej Italii, a kiedy panna Rookwood wspomina o ciemnym spojrzeniu i arogancji, pozwalam sobie na długie, przeciągłe westchnienie ― Mają też bardzo silnie zakorzenione wartości rodzinne ― pewne cechy muszą zapewne wyssać z mlekiem matki, a od dumy do arogancji prosta droga.
Półsłodkie wiruje w kieliszku, zanim nie wychylę go jednym hausem, w obronnym geście unosząc od razu dłonie, gdyby Melusine nieopatrznie stwierdziła, że ośmielam się bronić jej narzeczonego―okrutnika ― Oczywiście, jeśli tylko postanowisz, nadal możemy przystawać przy niszczeniu jestestwa i tak dalej... ale, och, kochanie, musisz mi to wszystko wytłumaczyć...
Bo kiwam głową, zadaję pytania, hamuję śmiech w odpowiednich momentach, ale pod spodem, w moim własnym, cichym nurcie, krąży niezrozumienie; a zaraz obok Daniel. Myślę o nas i o tym, jak absurdalnie długo zajęło mi zrozumienie, że miłość nie musi być powtórzeniem — że nie jestem skazana na kopiowanie rodzinnego schematu i odgrywanie roli napisanej wściekłą dłonią Eleanor Rookwood.
Wino rozgrzewa mi policzki, a wraz z nim rozlewa się ta myśl, wciąż świeża i wciąż zdumiewająca; zdecydowałam o sobie.
— Myślisz, że to ma sens? — pytam jej nagle, a wzrok gwałtownie zatrzymuję na jej oczach. To, my, ta ogromna, pożerająca potrzeba bycia tu i teraz, z nim, z wszystkim za i przeciw, choć od samego początku elementów kategorii drugiej jest dużo, dużo więcej. Rozpromieniam się, wyraźnie i zupełnie lekko, kiedy z jej słów pada winszuję. Chyba nawet się rumienię, ale zrzucam to na karb wypitego prędko wina.
― Chodźmy gdzieś tańczyć. Ko―nie―cznie. Ale muszę wrócić przed pierwszą, wiesz, nie chcę, żeby się martwił.... ― Daniel Dodge o godzinie północ trzydzieści zapewne zaśnie na kanapie pozbawiony jednego kapcia u stopy, która w sennym spazmie kazał mu wykonać gwałtowny rok. Nie, nie nie; wyrzucam ten obrazek z głowy i robię smutną minkę ― Takie dziwne rzeczy się teraz dzieją, strach jako kobieta błąkać się po zmroku. Ale jesteśmy razem, więc miasto jest nam przychylne, skarbie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:46 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.