• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Kornwalia, Falmouth > Jadalnia
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-02-2026, 19:04

Jadalnia
Choć niegdyś to kuchnię określano sercem domu, to odkąd w domostwie w Falmouth zabrakło kobiecej ręki, funkcję tę przyjęła jadalnia. Łącząc salon i kuchnię, stanowi nie tylko przestronne pomieszczenie z centralnie umiejscowionym, okrągłym stołem, co także pierwsze miejsce, do którego trafiają goście, kierując się prosto z drzwi wejściowych bądź tarasu. Ściany przyozdobione są sprowadzone z centralnej Europy lustra i obrazy, odrobinę życia zaś w pomieszczenie wprowadzają kwiaty, które wymagając jedynie niewielkiej pracy. Z dużych okien rozpościera się widok na ogród i taras. Na jednej z wewnętrznych ścian umiejscowiona jest wysoki kredens z lat dwudziestych, sprowadzony przez rodzinę z Włoch, ukazujący nagromadzoną latami kolekcję ceramiki.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Oriana Medici
Akolici
niepokorne myśli, niepokoje
Wiek
25
Zawód
magimedyczka, genetyczka, badaczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
4
0
OPCM
Transmutacja
4
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
25
9
Siła
Wyt.
Szybkość
5
6
8
Brak karty postaci
16-02-2026, 11:01
dziewiąty maja sześćdziesiątego drugiego roku.

Ileż głów stracono, ileż ciał zawisło w niechlubnej pomście tych, którzy ponoć walczyli o życie. Ile krwi jej rodziny rozlano na bruk zachłanny, kiedy niegodziwie kończono z rywalami zażartej wojny? Nie chodziło nawet o list, nie chodziło o jego opinię — chodziło o spojrzenia, które całe życie wędrowały za jej ciałem, kiedy wypowiadała nazwisko Medici. Wspomnienie klęski, z którą się spotkali było tym silniej nacechowane emocjonalnie, kiedy na korytarzach Munga spojrzenia wymownie wypowiadały niedopowiedziane. Akolici, zdawali się szeptać. Nie potrafiła spoglądać na personel, który szeptał zawistnie za plecami. Nie potrafiła znieść gratulacji, które wypowiadali inni, zgodni z poglądami jej ukochanego.
Widząc ją u boku Atticusa mogli bez namysłu wysnuć tezę; audycja radiowa tylko podkreśliła rodowe poglądy, które choć czcili, to w jej ciele odbierało to sprawczość na wspomnienie trzymanych w dłoniach ciał. Mieli działać po cichu, kiedy bowiem krzyki rozległyby się bardziej, sprowadzały uwagę i doprowadzały do konfliktu w pełen skali. Urodziła się akolitką, urodziła się siostrą swoich sióstr i siostrą swoich braci, nie miała wyboru, nie stanęła po czerwonej stronie z chęci waleczności, co z gotowości pomszczenia spoczywających w ogrodzie ciał. Wojna nie oszczędza, wojna ukazuje morderców z obu stron i ten lęk, że ponownie mogą stracić niewinne dusze walczące o dobro i godność, przyprawiało ją o mdłości.
Włosy spięte niezgrabnie, na ciele luźna sukienka, spod której prześwitywał kształt obojczyków. Marzła, w nocy wydawała się nie zmrużyć oka, w Mungu spędziła nocny dyżur i na bawełnianym materiale spoczywał rozlazły, męski sweter. Gdzieś w kąciku oczu dalej spoczywały łzy, które spotęgował aromat podsmażającej się na patelni cebuli, a opuchlizna pod powiekami tworzyła z niej obraz pełnej pogardy słabości. Przy Atticusie była silna, musiała być, unosiła się dumą i tworzyła plany, kiedy jednak drzwi za nim zamknęły się, każdy fragment jej ciała rozsypał się na niezliczone kawałki oznaczające kruchość importowanej porcelany, nawet jeśli grawer wskazywał na brytyjskie pochodzenie. Była skłonna utrzymać palność świeżo zaparzonej kawy, ale rozwodniona herbata  wydawała się mierzwić tak boleśnie, że na brzegu ukazał się uszczerbek. Na patelni powoli przygotowywał się sos, naukę ambitniejszego gotowania podjęła stosunkowo niedawno, co kilkanaście godzin śląc zapytania do Manon, bo jej własna matka nie była sprawną Panią Domu.  Upiła łyk zimnej kawy, choć było to druzgocące przeżycie za każdym razem, powielała je codziennie, pozwalając aby rytuał wpisany w nazwisko przewracał jej przodków w grobie. Cały tragizm polegał na tym, że nie mogła mu tego powiedzieć, nie mogła wypomnieć Atticusowi czegoś, co de facto było w głównej mierze jej własnym problemem i niegotowością do zmierzenia się z emocjami.
Usłyszała ciche zapukanie do drzwi; Atticus nie powiedział o tym, że ktoś miałby go odwiedzić. Wszakże, starając się o ślub, woleli nie ukazywać się wspólnie w prywatnych przestrzeniach i nie generować idących za tym plotek. Ciche westchnięcie skwitowały kroki do drzwi zamaszyste otworzenie ich, które wybrzmiało w jej wykonaniu niczym pełen impetu zamach.  W progu stał on i chłód krwi przeszedł wzdłuż kręgosłupa Medici, nim wypowiedziała jakiekolwiek słowo. Krótki moment zawahania się powstrzymał ją przed zapytaniem dlaczego, nie miała sił na głębsze dyskusje. Po prostu przepuściła mężczyznę w drzwiach, chwilę wahają się co powiedzieć, ale bez siły na to, by pytać o powód i okoliczności. Nie mógł wiedzieć, że tu jest, a jeśli wiedział, to na jej twarzy rysowałoby się jedynie obrzydzenie niepodparte innymi słowami.
—  Atticusa nie ma —  odparła, głos wydawał jej się łamać, ale szybko chrząknęła, starając się pozbyć tego efektu. Po prostu zostawiła go w wejściu do jadalni, sama kierując się do kuchni, aby nie musieć pytać i nie musieć wiedzieć.
—  Kawy?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Morty Dunham
Akolici
Nie pomyl nieba z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu.
Wiek
26
Zawód
muzyk - wiolonczelista, wróżbita
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
15
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
11
10
Brak karty postaci
25-02-2026, 20:17
Nie chciał spisywać tego dnia na straty, ale wolą losu takim się powoli stawał.
Najpierw obudził się o trzeciej nad ranem i pomimo usilnych starań, nie był w stanie ponownie zasnąć. Umożliwiła mu to kakofonia szeptów i pulsujące bólem skronie. Szczęśliwe nigdy nie był świadkiem tego, jak szklanka, zamiast odnaleźć drogę do ust, wypadła mu z drżącej dłoni. Zbierając z podłogi jej odłamki, skaleczył się nim w rękę. Przez chwile skupiając się na bólu, którym był dużo realniejszy od głosów wybrzmiewający z kilkunastu nieznanych gardeł, pozwolił krwi skapywać swobodnie na materiał spodni. Nie chciał, aby rodzące się w nim szaleństwo odnalazło widownie.
Kilka godzin później deszcz zaskoczył go w drodze teatru. Zmókł, zanim skrył się pod jego dachem, chociaż dystans, jaki miał do pokonania, mierzył w dwudziestu krokach.
Tego dnia rozegrało się jeszcze kilka mniejszych dramatów. Pękła mu mocno przetarta struna w wiolonczeli. Kawa wystygła przedwcześnie. Skończyły mu się papierosy. Rozchorowała się jedna z aktorek, przez o próba trwała trzy kwadranse dużej.
Wydawało mu się, że uśmiech rozstał się z jego ustami na długo przed tym, zanim zjawił się w Kornwalii, lecz potem zdał sobie sprawę, że uśmiech tego dnia zawitał na jego wargi tyle raz i to wówczas, gdy wczytał się w treść szeleszczącego pod palcami listu. Szybko zatracił radość, jaką wtedy poczuł. Zgubił ją w zgiełku dnia, w złych przeczuciach, w kłębowisku tłoczących się pod sklepieniem czaszki myśli - większość z nich była natrętna, wracała w jedno miejsce, do jednej osoby. Tej, o której nie potrafił zapomnieć, bo to, co po sobie pozostawiła, było zbyt świeże, pulsowało pod skórę, w rytm oddechu.
Ścieżka przeznaczenia w końcu zaprowadziła go pod znajome drzwi, lecz nie spodziewał się, że otworzy je ona; ta, z którą nie potrafił już rozmawiać.
Nie zdążył o nic zapytać, odezwała się pierwsza. Kiedy wypowiedziała imię swojego narzeczonego, wyczuł napięcie w jej głosie Domyślał się, co musiała teraz przeżywać.
Złość, bezsilność. Niechęć.
Na szpitalnych korytarzach odprowadzały ją plotki, jakie czasem odbijały się echem od szkolnych korytarzy? Medici. Akolici. Przegrani.
Atticus w rozmowie z dziennikarzem nie gryzł się w język. Powiedział, co myślał, nie łagodząc tonu. Dorzucił zapałkę do płonącego stosu. Poczuła się zdradzona przez jego ostry jak brzytwa język? Odczuła na własnej skórze pięto jego słów?
Chciał zapytać jak się masz, trzymasz się jakoś?, lecz nie zapytał. Wiedział, że usłyszy w jego słowach pogardę, nawet jeśli nie zrobił w nich dla niej miejsca.
- Wiesz kiedy wróci? -zapytał zamiast tego, uzmysławiając sobie, że jego pobyt w tej rezydencji wydawał się obecnie zupełnie pozbawiony sensu.
Nie wiedział, jak postąpić.
Stał na progu ze spojrzeniem wbitym w oddalające się plecy Oriany. Wahał się przez chwile. Nie był pewny, czy powinien przekroczyć próg tego domu, gdy ona była w środku, a Atticusa nie było obok. To nie był najlepszy pomysł, przekonywał go szept zdrowego rozsądku przebijający się przez kłębowisko myśli, lecz on przecież rzadko miewał dobre pomysły; zazwyczaj popełniał je pod wpływem impulsu.
Rękę zawiesił nad klamkę. Wahał się o sekundę za długo, a ta sekunda zaważyła na jego decyzji. Wszedł do środka, bagatelizując irracjonalizm, jaki podążał za tym krokiem.
- Nie kłopocz się - nie pozwolił zniknąć jej w kuchni, złapał ją za ramię, zanim pochłonął ją półmrok tamtego pomieszczenia.
Powinna się go wystrzegać. Francesca miała racje.
- Jak sobie radzisz?
Nie musiał kłamać. Widział, że nieszczególnie dobrze. W masce, jaką założyła, pojawiło się pękniecie, z którego wydzierało rozdarcie. Poznał bez trudu jakby nie dzieliła ich lata rozłąki, tylko jeden dzień braku obecności.
Wycofał dłoń. Nie powinien pytać. Powinien sobie pójść. Potrzebowała towarzystwa, lecz nie jego. Do niego miała przecież tylko złość. I błędny obraz wykreowany w głowie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 16:13 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.