• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Inne miejsca > Macnair Spirits Company (Suffolk)
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
21-01-2026, 22:51

Macnair Spirits Company
Wśród mglistych mokradeł hrabstwa Suffolk, z dala od mugolskich oczu, wznosi się gorzelnia, której ściany wyłożono krzemieniem wydobytym z przeklętych wyrobisk. Budynek wydaje się zaprzeczać prawom fizyki – jego kominy nie emitują dymu, lecz ledwie widoczne, opalizujące drgania powietrza, które natychmiast rozpraszają ochronne zaklęcia maskujące. Wnętrze wypełnia ciężki zapach palonego torfu zmieszanego z wonią smoczej krwi i miedzianych kotłów. Sercem zakładu jest ogromny, pulsujący aparaturą destylator, opleciony mosiężnymi rurami, w których rytmicznie przepływa złocisty płyn. Każdy kurek i zawór zabezpieczono pieczęciami runicznymi, chroniącymi przed niekontrolowaną eksplozją magicznych oparów.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Igor Karkaroff
Śmierciożercy
his eyes are like angels
but his heart is cold
Wiek
24
Zawód
przedsiębiorca, zaklinacz
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
25
OPCM
Transmutacja
14
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
14
15
4
Brak karty postaci
24-02-2026, 20:05
30 kwietnia
Międzynarodowy Zjazd Absolwentów pociągająco jawił się już niemalże na horyzoncie, obiecując popołudnie i wieczór przesycone zabawą, beztroską, dla niektórych też pewnie swoistą nostalgią; on sam jednak o świcie ― przyjmując na policzki powiew rześkiego powietrza, wciąż jeszcze pamiętającego niedawne przymrozki ― uwagę kierował gdzie indziej, z zadumą błąkając się pieszo pośród wąskich dróg Suffolk. Każda z nich prowadziła, prędzej czy później, w to samo miejsce; na końcu każdej z nich majaczyło ostatnie, nowe i imponujące przedsięwzięcie, pożerające go od wewnątrz to dumą, to stresem.
Przedsięwzięcie, o którym niemo pomrukiwał od dawna, najprędzej nieśmiało wizualizując co najwyżej w własnych wyobrażeniach; przedsięwzięcie kosztujące go sporo odwagi, zaufania, a przede wszystkim wiary ― w samego siebie i pomyślność, którą życzył sobie otrzymać w łasce kapryśnych bogów.
I choć zwątpienie dopadało go wiele razy, mącąc myśli pomysłem jakże wygodnej kapitulacji, nie uczynił kroku do tyłu, nie zrezygnował, nie poddał na samym starcie. Być może była to poniekąd zasługa Drew, który poza kapitałem wnosił do inwestycji doświadczenie, pragmatyzm i wyraz pokrzepiającego optymizmu; być może zaś, najzwyczajniej rzecz ujmując, największą motywacją miało być dlań skromne świadectwo bezgłosej lojalności. Świadectwo tego, że można było na nim polegać, traktując zarazem jak równego sobie wspólnika; świadectwo tego, że tak momentalnie stał się jakimś odrębnym, zupełnie autonomicznym, ale odpowiednio wiarygodnym i pracowitym bytem.
Przedsiębiorcą, współwłaścicielem, księgowym, sekretarzem, skupiającym w sobie każdą możliwą rolę, jakiej akurat to miejsce mogło potrzebować; jednocześnie zaś, nadal, po prostu, Igorem ― teraz już nieco starszym i nieco dojrzalszym przedłużeniem chłopca, którego los zesłał tu z norweskiej dziczy i bułgarskiej nędzy. Tam, bynajmniej, nic na niego nie czekało; i tego świadom potrzebował więc bodźca, swoistego impulsu, trywialnie sprawiającego, że tutaj ostatecznie zdoła zapuścić swoje korzenie. Nie uczyniła tego miłość, no chyba że do pieniądza; uczynił to ― kierowany intuicją i brakiem lepszych alternatyw ― on sam, złożywszy wreszcie elegancką sygnaturę na goblińskiej deklaracji.
I jeśli tak właśnie smakować miała jego wolność, którą ― jak na ironię ― odnajdywał w obowiązkach i ambicji, wyjątkowo mu się ten smak odpowiadał.
Skręciwszy w ostatnią z dróg, zatrzymał się u progu budynku, który jeszcze niedawno był jedynie szkicem na pergaminie i uporczywą wizją powracającą w bezsenne noce. Teraz wznosił się przed nim w całej swej surowej okazałości ― świeże cegły wciąż pachniały wilgocią, drewniane ramy okienne lśniły jasnym połyskiem, a dach, dumnie wsparty na belkach, odcinał się wyraźnie na tle bladego nieba. Nie skierował się jednak w stronę zaryglowanych drzwi, przystając na skraju rozległego, grząskiego terenu. Wilgoć osiadła na ramionach grubego swetra, zapach torfu dobiegł nozdrzy; papieros wyrósł między wargami, po tym w dłoni pojawiła się tylko wyciągnięta z kieszeni spodni różdżka.
― Repello Muggoletum ― zabrzmiało wyraźnie, okraszone metodycznym ruchem nadgarstka, rysującym w powietrzu nieformalny, półkolisty łuk; wtem powietrze zadrżało niemal niedostrzegalnie, jakby słońce na moment załamało się w niewidzialnej tafli szkła, ale złudzenie to rozpłynęło się wkrótce, niemalże od razu, gdy tylko zaklęcie osiadło na części murów i pobliskiej ziemi. Ta osunęła mu się nieznacznie pod stopami, brudząc czubki półbutów błotem; i ten chwiejny krok ― wraz z świergotem ptaków i spalającą się z wolną fajką ― był tu obecnie jedynym załamaniem nienagannej ciszy.
Przeszedł następnie ku północnej stronie, gdzie wiatr był ostrzejszy, a pole otwierało się szeroko ku drodze. Tam uniósł różdżkę raz jeszcze:
― Salvio Hexia ― zawyrokował, tym razem krótszym i bardziej precyzyjnym ruchem ręki. Ochronna powłoka, niewidzialna dla przypadkowego przechodnia, zagęściła się wokół świeżo ukończonego budynku, gotowa odeprzeć niepożądane zaklęcia i ciekawskie próby ingerencji. A obydwie inkantacje powtórzył jeszcze kilkukrotnie, z różnych stron działki, wzmacniając strukturę zabezpieczeń w formie oczekiwanej przez ministerstwo; rytuał ten miał zapewnić im spokój, zarazem stanowiąc przepustkę do pomyślnego odbioru destylarni w towarzystwie urzędnika.
Ale natręctwo i perfekcjonizm nakazały zajrzeć jeszcze w kilka miejsc, wykonać kilka jeszcze koniecznych obrządków. Poprawił niewielką nierówność w żwirowej ścieżce prowadzącej do wejścia, przywołując kilka rozsypanych kamieni zręcznym Wingardium Leviosa. Sprawdził też szczelność okien, delikatnie dociskając ramy i wzmacniając zawiasy krótkim, bezgłośnym urokiem. Wniósł do środka skrzynię z dokumentacją, ustawiając ją pod ścianą przyszłego biura, gdzie wkrótce miały pojawić się regały, księgi rachunkowe i pierwsze, zaakceptowane po ich ostatniej, rodzinnej kolacji, próbki towaru. Gdzieś nieopodal dało znaleźć się też poglądowe projekty etykiet i wstępne, niezatwierdzone jeszcze przez specjalistę, receptury.
Tam zaś, gdzie lśniły miedziane kotły, ośmielił się rzucić serię zaklęć utrwalających na spoiny rur, upewniając się, że magiczny obieg ciepła nie zawiedzie w kluczowym momencie destylacji. Sprawdził też czystość dębowych beczek czekających w cieniu, rzucając krótkie Tergeo, by usunąć pozostałości osadzone po niedawno zakończonych pracach budowlanych.
I dopiero gdy upewnił się, że każdy zawór oraz każda deska podłogowa są na swoim miejscu, pozwolił sobie na głęboki wydech. Bo był wreszcie gotowy na inspekcję; gotowy na przyszłość, którą sam sobie wywalczył.

zt
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 16:13 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.