• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Ministerstwo Magii > Piętro V > Urząd Globalnej Komisji Regulacji Handlu Magicznego
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-01-2026, 21:29

Urząd Globalnej Komisji Regulacji Handlu Magicznego
Siedziba Urzędu mieści się w jednej z bardziej wystawnych części Ministerstwa. Przestrzeń jest wysoka i szeroka, z kamienną posadzką przykrytą dekoracyjnymi chodnikami oraz ścianami wykończonymi jasnym kamieniem i drewnianymi panelami. Biurka wykonano z ciężkiego, starannie polerowanego drewna; stoją w równych rzędach i wyposażone są w eleganckie przybory, księgi rachunkowe oraz zamykane szkatuły na dokumenty. Wzdłuż ścian ustawiono zdobione szafy archiwalne i przeszklone witryny z zabezpieczonymi próbkami towarów.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Melusine Rookwood
Czarodzieje
żeby był, żeby chciał być, żeby nie zniknął
Wiek
26
Zawód
urzędniczka, asystentka, pośredniczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
0
Siła
Wyt.
Szybkość
4
14
11
Brak karty postaci
30-01-2026, 11:23
14.04.1962

Panno Rookwood, na wczoraj potrzebuję złożoności sprawy ― głos przełożonego wciąż dźwięczał jej w skroniach jak źle nastrojony dzwon, gdy odkładała pióro i porzucała wcześniejsze zajęcie bez żalu, lecz z tym specyficznym ukłuciem zawodowej irytacji. Brytyjski importer, jakże przewidywalnie pewny swego, twierdził, że posiada komplet legalnych zezwoleń na obrót artefaktami stabilizującymi transmutację, rzekomo przeznaczonymi dla uzdrowicieli; dokumenty miały być nieskazitelne, pieczęcie prawidłowe, intencje ― niemal altruistyczne. Równolegle czeski urząd magiczny zgłaszał sprzeciw, chłodny i rzeczowy, wskazując, że owe artefakty objęte są zakazem eksportu, a ich użycie grozi trwałym, nieodwracalnym uszkodzeniem struktury magicznej czarodzieja. Sprawa, na papierze, była „uregulowana”. W rzeczywistości ― dokumentów jak nie było, tak nie było.
Westchnęła, kierując kroki do archiwum, zapach starego pergaminu i zaklęć konserwujących zawsze działał na nią jednocześnie kojąco i drażniąco. Pośpiech nie był dobrym doradcą, wiedziała o tym aż za dobrze, a jednak dziś musiała mu ulec. Szukała asesora, który miał przedłożyć ostatnie akta rozstrzygnięcia sprawy; szukała śladów decyzji, które zapadły gdzieś poza oficjalnym protokołem. Teczki dotarły do niej po południu, tuż po przerwie herbacianej, w tej osobliwej godzinie, gdy korytarze Urzędu Globalnej Komisji Regulacji Handlu Magicznego milkły, udając bezczynność, choć pod powierzchnią nadal pulsowała praca.
Były ciężkie, opatrzone czerwoną pieczęcią „do rąk własnych dyrektora” ― i aż nazbyt znajome. Znała je. Znała ich wagę, fakturę, kolejność. Wiedziała, ile powinno ich być. I właśnie ta wiedza sprawiła, że brak dostrzegła niemal natychmiast.
Raport eksperymentalny ― załącznik C-17 ― nigdy nie był omawiany na posiedzeniach. Istniał jedynie w indeksie archiwum klasy C, jak szept zapisany drobnym drukiem, dostępny wyłącznie dwóm archiwistom oraz dyrektorowi. Dokument, który nie powinien krążyć. Nie powinien opuszczać chłodnych, zaklętych szaf, gdzie pergamin chroniono równie skrupulatnie jak tajemnice. W spisie akt sprawy widniał jak cień: obecny w rejestrze, nieobecny w rzeczywistości. Poczuła znajome napięcie w karku, to szczególne uczucie, gdy intuicja zawodowa splata się z niepokojem. Ktoś nie zgubił raportu. Ktoś go wyjął. A to oznaczało, że sprawa była znacznie bardziej delikatna, niż ktokolwiek chciał przyznać.
Nie zgłosiła tego od razu ― i nie była to decyzja podszyta lękiem, lecz instynktem, tym samym, który przez lata uczył ją rozpoznawać momenty, gdy cisza bywała cenniejsza niż alarm. Zamiast podnosić wzrok i wzywać uwagę, sięgnęła po księgi obiegu dokumentów, ciężkie tomy o skórzanych grzbietach, w których urzędowa pamięć trwała dłużej niż ludzkie intencje. Czynność ta nie nosiła znamion buntu ani nadużycia; sekretarka dyrektora miała pełne prawo wiedzieć, skąd pochodzi każda kartka, każdy załącznik, który spoczywał na biurku zwierzchnika niczym obietnica porządku. Przesuwała palcem po równych liniach wpisów, po datach zapisanych konsekwentną ręką, po inicjałach, które z biegiem lat nauczyła się rozpoznawać bez zaglądania do legendy. Narracja urzędowa, zwykle spójna i przewidywalna jak rytm zegara w holu głównym, w którymś momencie zaczęła się rwać. Jedno nazwisko pojawiło się dwukrotnie tego samego dnia ― raz w skrzydle wschodnim, raz w zachodnim, jakby jego właściciel posiadał dar bilokacji albo wyjątkowo pobłażliwego przełożonego. Jedna z pieczęci była nieznacznie przesunięta, ledwie o milimetr, lecz wystarczająco, by zdradzić pośpiech; pieczęcie nie przesuwały się same.
Raport nie zaginął. Został pominięty ― świadomie, z rozmysłem, w sposób, który miał sprawiać wrażenie zwykłego przeoczenia.
― Prawnie go nie ma... ― naznaczyła swą obecność i zażenowanie, paznokciem windując w rejestrze przed adekwatną jednostką ich pilnującą. Tego nie dało się w prosty sposób wytłumaczyć.  Ścieżka, którą odtworzyła z chłodną precyzją, prowadziła do wydziału międzynarodowego, dokładnie w dniu, w którym nadeszła pierwsza notatka z Pragi. Zbieg okoliczności byłby zbyt wygodnym wyjaśnieniem, a ona od dawna nie wierzyła w komfortowe przypadki. Każdy ruch w tej instytucji pozostawiał ślad ― pytanie brzmiało jedynie, kto potrafił je czytać.
Gdy dyrektor poprosił ją o przygotowanie projektu odpowiedzi do czeskiego urzędu magicznego, miała już w głowie pełen zarys sytuacji, nawet jeśli brakowało kilku kluczowych konturów. Wiedziała, że każde słowo zostanie rozłożone na czynniki pierwsze nie tylko przez adresata, lecz również przez inne stolice, przez departamenty, które nigdy nie podpisywały się pod korespondencją, a mimo to czytały ją z największą uwagą. Wiedziała też, że ton oskarżenia zamknąłby drogę odwrotu, a ona nie zamierzała palić mostów, zanim zrozumie, dokąd prowadzą.
Pisała powoli, niemal z namaszczeniem.
Unikała sformułowań jednoznacznych jak ostrza. Zamiast „naruszenie” pojawiła się „rozbieżność proceduralna”; zamiast „nielegalny obrót” ― „niejasności interpretacyjne w zakresie obowiązujących klauzul”. Zaproponowała objęcie sprawy tymczasowym embargiem konsultacyjnym ― terminem miękkim, a zarazem stanowczym, który w języku Komisji oznaczał: zatrzymać wszystko, zachować twarze, nie wskazywać jeszcze winnych.
Gdy dyrektor skończył czytać, podniósł na nią wzrok. Przez krótką chwilę zdawało się, że rozważa pytanie, które mogłoby zmienić bieg wydarzeń, lecz ostatecznie nie padło. Skinął głową, podpisał pismo z tą charakterystyczną powolnością, która zdradzała doświadczenie.
― To najrozsądniejsze wyjście ― stwierdziła, jakby sama siebie utwierdzała w przekonaniu. Nie wspomniała o raporcie C-17. Jeszcze nie. Ważniejsze było, by sprawa nie eksplodowała na forum międzynarodowym, by napięcie nie wymknęło się spod kontroli. Raport był dowodem, a dowody należało przechowywać ― cierpliwie, w ciszy ― aż ktoś zacznie zaprzeczać faktom.
Gdy list został wysłany, a pieczęć Komisji zastygła na pergaminie niczym znak ostateczności, urząd funkcjonował dalej: spokojny, cichy, pozornie nieskazitelny. Korytarze wypełnił znajomy szelest papierów i stłumione rozmowy.

zt
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 02-02-2026, 15:26 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.