• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Anglia, Wyspa Wight, Whispering Cliffs Manor > Pracownia Lydii
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
12-12-2025, 23:31

Pracownia Lydii
Błękity na ścianach zmieniają odcień wraz ze światłem, a delikatne ornamenty na tapecie poruszają się wolno, ożywione zaklęciem. Przez duże okno widać tę część ogrodu, która znajduje się wokół bramy do posiadłości. Pod oknem znajduje się ogromne biurko, na którym Lydia stara się utrzymywać zawsze porządek. W pomieszczeniu stoją trzy manekiny, które od czasu do czasu zmieniają swoje miejsce, pozwalając Lydii spojrzeć na tworzone kreacje w innym świetle i ze świeżym spojrzeniem.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
William Travers
Śmierciożercy
Freedom isn’t enough. What I desire doesn’t have a name yet―
Wiek
32
Zawód
Żeglarz-przemytnik, handlarz i łowca
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
6
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
15
10
Brak karty postaci
20-12-2025, 18:39
21 ― III ― 1962

Anthony potraktował szeroki korytarz jak zaproszenie ― puścił dłoń Billy’ego i ruszył przed siebie. Biegł kilka kroków do przodu, po czym zatrzymywał się gwałtownie i zmieniał kierunek bez ostrzeżenia, jakby każda część rezydencji wołała go jednocześnie. Tupot małych butów odbijał się echem pod wysokim sufitem, a dziecięce ręce ― lepkie i noszące ślady po czekoladowej żabie ― wyciągały się do wszystkiego naraz: kolumny, postumentu i rzeźby morskiego potwora. Ta ostatnia kłapnęła paszczą uzbrojoną w ostre kamienne zęby, a Anthony zaniósł się głośnym śmiechem, chowając rączki do kieszeni spodni.
― Gryzie ― oznajmił odkrywczo. Odwrócił się w stronę ojca i Lisbeth, będących wciąż kilka kroków za nim. Billy uśmiechnął się, patrząc na roześmianą buzię, i pokręcił lekko głową ― nie udało mu się zachować powagi, kiedy zrównał się z synem i schwycił go za kołnierz swetra, zanim Anthony ponownie wyciągnął dłoń w stronę rzeźby.
― Tylko niegrzecznych ― nieznacznie rozminął się z prawdą ― przywieziona przez Williama szkarada kąsała prawie każdego, kto śmiał jej dotknąć. ― I tylko po palcach.
Lisbeth zatrzymała się kilka kroków dalej, przyglądając się rzeźbie z bezpiecznej odległości.
― Czyli mnie by nie zjadła? ― zapytała ostrożnie.
― Nie, jesteś za duża i za grzeczna.
― A Tony?
― Tony jest za szybki ― chłopiec zaśmiał się głośno, jakby właśnie usłyszał najlepszy komplement w życiu, a Billy przyciągnął go bliżej siebie i poczochrał po głowie, burząc ład jasnych włosów. ― No, ale dajmy jej już spokój. Muszę porozmawiać z ciocią Lydią, a wy może sprawdzicie, czy dziadek jest w swoim gabinecie?
Pewnie rozsądniej byłoby napuścić dzieci na Gniewka, ale w przeciwieństwie do Williama skrzat najpewniej miał ręce pełne roboty ― ojciec najwyżej kaca po wczorajszej aukcji.
― Dziadek opowiada historie o potworach ― Anthony szerzej otworzył oczy. ― Takich wielkich, co zjadają statki.
To wystarczyło, żeby ich ojciec na chwilę spadł z piedestału zainteresowania, a tupot dziecięcych butów poniósł się po korytarzu, zostawiając go sam na sam z kamienną rzeźbą, która jeszcze raz wyszczerzyła kły, po czym złagodniała ― poklepana szorstką dłonią po łbie. Odczekał minutę ― może dwie ― ale korytarz pozostał pogrążony w ciszy. Billy ruszył znajomą trasą wolnym krokiem i zatrzymał się dopiero przed drzwiami pracowni Lydii.
Zapukał w nie krótko i ― nie czekając na odpowiedź ― nacisnął klamkę.
W błękitnym wnętrzu pracowni materiały leżały porozkładane na stole i krzesłach. Manekin stał przy oknie, a miękkie światło popołudnia osiadało na tkaninach jak kurz. Lydia jeszcze przed chwilą pochylała się nad suknią ― teraz uniosła spojrzenie na niego, więc Billy uśmiechnął się lekko, przekraczając próg pomieszczenia i zawłaszczając jej przestrzeń bez pozwolenia.
― Cześć ― rozejrzał się po kątach, nie odnotowując żadnych większych zmian. Nieczęsto tu gościł. ― Jesteś zajęta?
Przecież widzi, że tak.
Nie szkodzi.
― Chcesz śliwkę? ― wyciągnął w jej stronę dłoń z papierową torbą pełną owoców, które gospodyni zapakowała dzieciom na drogę. Lydia wyglądała, jakby przydała jej się dodatkowa porcja witamin.
Ale to akurat nic nowego.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Lydia Travers
Czarodzieje
Możesz już wyjść albo w ciszy postójmy, bo tak mi wstyd że nie dam rady dziś zasnąć
Wiek
26
Zawód
kostiumografka, projektantka i hafciarka
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
9
30
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
29-12-2025, 19:55
Zasnęła dopiero nad ranem, przez większość nocy nie będąc w stanie oka zmrużyć i prawdę powiedziawszy nawet nie bardzo próbując. Pomimo ogromnego zmęczenia, głównie rozmową z Amodeusem, gdy tylko położyła się w łóżku wbijając wzrok w sufit doświadczyła niespodziewanego zastrzyku energii, z którym nie zrobiła absolutnie nic, poza wierceniem się od czasu do czasu, z prawego boku na lewy.
O świcie tę samą energię postanowiła już wykorzystać na pracę i cóż, wcale nie pomogło, a przynajmniej nie w takim stopniu w jakim powinno.
Jej ruchy może i były precyzyjne, niemalże mechaniczne, ale głową błądziła z dala od swoich projektów, co chwilę i tak łapiąc się na tym, że stoi wyglądając przez okno.
Przynajmniej Constance postanowiła ją dzisiaj łaskawie ukarać milczeniem. To miło z jej strony.
Lydia przez kilka godzin nawet wierzyła, że będzie miała dzisiaj święty spokój.
Dopóki nie zmącił go Billy, wchodząc do pracowni jakby go wyczekiwała.
Jesteś zajęta? napotyka na zrezygnowane spojrzenie Lydii, która prostuje się przez chwilę przyglądając bratu z mieszanką zażenowania i obojętności, ale przecież dla rodziny zawsze powinna znaleźć czas. Jeden głębszy oddech wystarczy więc aby rozluźnić mimikę, Lydia wbija szpilkę w poduszeczkę w kształcie gruszki, przywiązaną błękitną wstążką do jej nadgarstka.
– Niczego nie dotykaj. – Nie ufała śliwkom w rękach brata w okolicy jej sukien i beli materiałów, byłaby go w stanie posądzić o wyplucie pestki gdzieś w bok akurat gdy na chwilę odwróciłaby wzrok. Na wyciągniętą w jej stronę papierową torbę tylko kręci głową, opierając się lekko o brzeg biurka.
Wyglądał całkiem świeżo jak na Traversa po aukcji.
Ale nie był stary jak ich stary i zapewne zaprawiony już zapasami podłych trunków na morzu.
No i wątpiła, żeby w życiu Billy’ego istniały problemy, które trawiłyby jego myśli nie pozwalając mu tchu swobodnie zaczerpnąć.
Czy po to przyszedł? Na przeszpiegi przez ojca wysłany? Bo stary Travers ani po kieliszku, ani trzeźwo, ani tym bardziej na kacu nie wiedziałby jak w ogóle ugryźć temat, skoro przez tyle miesięcy nie porozmawiał o swoich planach z Lydią wprost?
– Ojciec cię przysłał? – Widocznie wprost to nowy sposób komunikacji Lydii, może kiedyś dojrzeje, żeby go zastosować na Constance.
Na razie przetestowała na Amodeusie. Wyszło fatalnie.
A sądziłby, że mężczyzna, który w życiu cenił fakty ponad teorie doceni taką szczerość. Tymczasem zasłonił się satyrą. Kurtyna opadła, nikt się nie śmiał.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
William Travers
Śmierciożercy
Freedom isn’t enough. What I desire doesn’t have a name yet―
Wiek
32
Zawód
Żeglarz-przemytnik, handlarz i łowca
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
6
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
15
10
Brak karty postaci
05-01-2026, 13:45
Wczorajsza aukcja nie była dla Billa festiwalem ognistej.
Grzecznościową godzinę krążył po sali, pozwalał klepać się po ramieniu znajomym ojca, pilnował, żeby w kieliszku matki zawsze była odpowiednia ilość wina, a kiedy William senior po raz trzeci przywołał go do siebie niecierpliwym machnięciem ręki, uznał, że pora zniknąć z rodzinnych włości, zanim otrzyma zaproszenie na późną kolację. Wyjątkowo Theodora nie miała nic przeciwko temu ― widocznie i ona nie bawiła się tak dobrze, jak by wskazywał na to jej uśmiech i zaangażowanie w rozmowę z kobietą, do której ropuszej twarzy Billy nie potrafił dopasować nazwiska.
Wyszli, nie kłopocząc się większymi pożegnaniami.
Teraz zmarszczył brwi, patrząc na Lydię. Bladą, chyba zmęczoną, z tym spojrzeniem, które niechybnie musiała podpatrzeć u kogoś z nieżytem żołądka. Zachęcająca do kontaktu mniej więcej jak jeżanka i Billy musiał upomnieć się w myślach, że przecież nie przyszedł do niej na podwieczorek. Nie muszą razem pić herbaty i zajadać się polukrowanymi ciasteczkami, choć miło by było, gdyby już na wstępie nie upominała go, jakby miał trzy lata, a nie trzydzieści.
Pierwsza drzazga irytacji wcisnęła się w opuszek cierpliwości, ale postanowił ją zignorować.
Nieźle znał się na robactwie i nie bardzo się brzydził, więc i muchom w nosie siostry mógł poświęcić chwilę uwagi.
― Co taka nie w humorze? Ktoś ci naszczał do owsianki? ― machinalnie uniósł lewą brew i odłożył papierową torbę z owocami na wolny skrawek stołu, bezpiecznie zachowując odległość od drogocennych materiałów Lydii. Poprawił mankiety koszuli i wyciągnął z kieszeni spodni zmiętą paczkę papierosów. Bardziej z nawyku, niż potrzeby zapalenia. Na widok dymu w pracowni Lydia jeszcze gotowa byłaby pęknąć ze złości. ― Czy to kac?
Nie mógłby jej winić, gdyby postanowiła urżnąć się już w połowie aukcji. Może i nie wypadało, ale czasami była to ostatnia deska ratunku, żeby nie umrzeć z nudów, kiedy pod młotek szedł kolejny zakurzony artefakt. Billy nie rozumiał, jak coś podobnego może wzbudzać w ludziach żywsze emocje i żądze posiadania, ale rozumieć nie musiał, o ile szedł za tym realny pieniądz.
Pytanie o ojca nieco wybiło go z rytmu, więc odwrócił się od okna, przy którym przed momentem stanął, wyglądając przez nie na ogród.
― Nie ― spojrzał z powrotem na Lydię, zastanawiając się czy może zgodnie z podejrzeniami jeszcze ją trzyma po wczoraj. ― Po co miałby mnie przysyłać?
Ciężko mu było znaleźć powód, dla którego William miałby go delegować do Lydii. Nie był Gniewkiem, żeby służyć za pośrednika między ojcem, a siostrą. Czy to absurdalne podejrzenie było powodem cierpiętniczej miny, którą przywitała go już od progu?
― Pokłóciliście się?
Wizja tak niedorzeczna, że prawie uśmiechnął się sam do siebie. Na przestrzeni ostatnich tygodni chyba za dużo czasu spędził rozwiązując konflikty między stronami i weszło mu to już w krew. Tyle, że tam do czynienia miał głównie z kilkulatkami.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 02-02-2026, 09:19 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.