• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Szkocja > Hogsmeade i okolice > Szkoła Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie > Wielka Sala
Wielka Sala
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
09-10-2025, 17:55
Wielka Sala
Wielka Sala to największe pomieszczenie w całym zamku Hogwart. Jak sama jej nazwa sugeruje - jest naprawdę wielka. Długa na kilkadziesiąt stóp, szeroka na kilkanaście i o bardzo wysoko, łukowato sklepionym suficie, którego zazwyczaj nie widać, bo dzięki czarom uczniowie Hogwartu spoglądając ponad głowy dostrzegają zazwyczaj niebo podobne temu, które widać za oknem. Pod sklepieniem wieczorami unoszą się setki świec, za dnia zaś światło dziennie wpada przez wysokie i wąskie okna. Wielka Sala ma kamienną posadzkę i takież ściany, zawsze wypolerowane i zadbane przez domowe skrzaty pracujące w kuchni. Każdego dnia stoi tu kilka stołów - cztery najdłuższe przeznaczone są wychowankom domów w Hogwarcie. Po drugiej stronie od wejścia zaś, na podwyższeniu, stoi stół nauczycielski, gdzie zasiada grono pedagogiczne. Po środku tego stołu stoi krzesło przywodzące na myśl tron, należące do dyrektora szkoły. Dekoracje Wielkiej Sali zmieniają się w zależności od okoliczności.
Na lewo od stołu nauczycielskiego znajdują się drzwi prowadzące do bocznej komnaty z portretami.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (12): « Wstecz 1 … 10 11 12
 
Odpowiedz
Odpowiedz
#111
Mia Travers
Czarodzieje
Wiek
32
Zawód
alchemiczka, badaczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
14
30
Siła
Wyt.
Szybkość
0
5
5
Brak karty postaci
11 godzin(y) temu

Masque du Vent

partner ma wrażenie świeżości i swobody, jakby każde słowo — sekret, plotka, pretensja czy komplement — było łatwiejsze do wypowiedzenia.


dla Williama Traversa

Chciałaby móc powiedzieć, że nie należy do osób szczególnie sentymentalnych. Niestety nawet drobne rzeczy, jak przelotny powiew znajomego zapachu, czy charakterystyczna melodia wyłapana w tle, potrafiły wywołać w niej kaskadę wspomnień. Chłód i opanowanie w jej postawie nie były w stanie ukryć ognia ekscytacji w spojrzeniu, gdy po raz kolejny skierowała je na uroczyste zaproszenie. Międzynarodowy Zjazd Absolwentów. Życie w Hogwarcie było prostsze, spokojne. Utęsknione. Zaskoczyło ją jak bardzo pragnęła znów pozwolić przenikliwemu chłodowi ślizgońskich lochów wniknąć w swoje kości. Jak marzyła by poczuć to znajome kręcenie w nosie, gdy mieszanka kurzu i zastałego powietrza biblioteki otuli ją między regałami pełnymi ksiąg.
Okrutny los postawił ją jednak w pozycji, w której nie mogła po prostu udać się do zamku i zniknąć w lochu z dobrą lekturą. Było to wydarzenie publiczne, spotkanie, na którym przewinie się niemal każde istotne i nieistotne nazwisko magicznego świata. Takie okazje wymagały od reprezentantów szanowanych magicznych rodów, by zaprezentowali się godnie i dorzucili kolejny wyuczony uśmiech do tej ogromnej układanki pozorów. Ta część była żmudna, ale jakże już dla niej znajoma, po latach odgrywania przykładnej, wzorowej żony. Złożyła zaproszenie i podniosła wzrok, dostrzegając wysunięte w jej stronę ramię męża. Bez słowa chwyciła go i dała zaprowadzić w wir powtarzalnych rozmów o niczym, zbyt uprzejmych uśmiechów i nieszczerych zapewnień o rychłych spotkaniach. Chłodny kieliszek rubinowego alkoholu pozostawał jej kotwicą, dzielnie trzymającą ją przy zdrowych zmysłach w tym sztormie obłudy i łgarstwa. I nawet nie chodziło o tych wszystkich ludzi w pięknych strojach i o jeszcze piękniejszych, wystudiowanych minach. Chodziło o jej własną obłudę i łgarstwo. O to z jaką łatwością po tych kilku latach przychodziło jej wymyślanie wymówek i anegdot o małżeństwie, które tak naprawdę nie istniało. Czuła jednocześnie podziw i obrzydzenie, ale i narastającą frustrację. Była przekonana, że jeżeli usłyszy jeszcze jedno uprzejmie zawoalowane pytanie o potomków, to kurczowo ściskane szkło rozpadnie się na kawałki, które następnie chętnie wbije w czyjeś wścibskie oko. Jak długo będą musieli jeszcze w to grać? Czy to się kiedyś skończy? Zacisnęła usta, wzięła głęboki oddech i pozwoliła otępieniu zastąpić buzujący gniew.
W końcu nadszedł ten upragniony moment, gdy towarzyskie zobowiązania zdawały się wypełnione i zostawiła Eliota z jakąś absurdalną wymówką. Nie czekała nawet na jego reakcję, zniknęła momentalnie w tłumie. Szła przed siebie, bez większego celu, oprócz znalezienia się jak najdalej od tej duszącej atmosfery. Najpierw po prostu stała kilkanaście minut na błoniach i obserwowała zachodzące słońce, ignorując gęsią skórkę na ramionach. Kwietniowe powietrze traciło już zimową ostrość i pachniało obietnicą pełnego rozkwitu, ale potrafiło wciąż wykraść ciepło z kości. Policzyła w myślach powoli do czterdziestu pięciu i ruszyła z powrotem do zamku. Próbowała sobie ułożyć w głowie jak to miejsce może jednocześnie być tak znajome i tak drastycznie inne. Brakowało jej twarzy przyjaciół odpoczywających w ostatnich promieniach słońca, bez nich ten krajobraz był tak pusty i zimny. Brakowało jej świeżego i szczerego śmiechu nastolatków, którzy jeszcze nie nauczyli się udawać rozbawienia. Brakowało jej siebie samej z tamtych lat, pełnej ciekawości, głodnej wiedzy i z tą dzikością czającą się tuż pod skórą, która czasem dochodziła do głosu. Teraz tylko przewijała się w jej spojrzeniu i szalonych marzeniach budzących ją w niespokojne noce.
Początkowo chciała ominąć cały ten rozgardiasz i pójść odwiedzić ulubione miejsca, ale spokojne, eleganckie dźwięki Wielkiej Sali przyciągnęły jej uwagę. Zamaskowane pary wirujące na parkiecie, gwiazdy powoli wyłaniające się na zaczarowanym sklepieniu i wizja kolejnego kieliszka rubinowego miodu zadziałały dostatecznie hipnotyzująco. Po chwili już sunęła przy ścianie z trunkiem w ręku i z umiarkowanym zaciekawieniem przyglądała się tańczącym parom. Błyszczące suknie z najdroższych jedwabi mieniły się w kameralnym świetle świec, piękna biżuteria przyciągała oko, a emocje zdawały się niemal parować nad parkietem. Lubiła taniec, ale od lat kojarzył jej się raczej z przykrym obowiązkiem do odbębnienia, niż przyjemnością. Zatrzymała się przy jednym z wazonów wypełnionych kwiatami płynnie zmieniającymi barwy i otoczona lekko odurzającym aromatem róż wypatrywała znajomych rys twarzy pod maskami.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (12): « Wstecz 1 … 10 11 12
 


Skocz do:

Aktualny czas: 10-01-2026, 09:38 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.