• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Suffolk, Dunwich, Przeklęta Warownia > Gabinet Mitcha
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
04-08-2025, 20:43

Gabinet Mitcha
Pracownia znajduje się na strychu Warowni. Znajduje się w niej duże biurko, po którym walają zapisane kartki z projektami i wyliczeniami. Na ścianie naprzeciwko okna wisi tablica korkowa z przyczepionymi dużymi arkuszami, a obok niej tablica kredowa, na której przeważnie widnieją różnego rodzaju wyliczenia i wzory. W pomieszczeniu znajduje się też mała, stara kanapa, a na podłodze rozwinięty jest dużych rozmiarów dywan. W pracowni rzadko panuje porządek, a częściej coś co właściciel lubi nazywać kontrolowanym chaosem.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Mitch Macnair
Śmierciożercy
Wiek
27
Zawód
Architekt i budowniczy
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
8
10
Brak karty postaci
25-08-2025, 21:01
12.03 przed południem

Ten wieczór był po prostu komedią. Nie mogłem pojąć jak szanujący się czarodzieje mogli wybrać mugolaka na swojego Ministra. Nawet ja, człowiek kompletnie nie interesujący się polityką, wiedziałem, że żaden szlamowaty czarodziej nigdy nie będzie w stanie w pełni rozumieć potrzeb prawdziwych, czystokrwistych czarodziei. Najchętniej w ogóle bym się tam nie pojawiał, został w domu w formie buntu, ale zdawałem sobie sprawę, że nie mogę. Jako członek rodziny jednego z namiestników, jako ktoś kogo nazwisko jest rozpoznawane, nawet jeśli twarz nie do końca była, to musiałem się tam pojawić. Nie zmieniało to jednak faktu, że moje wzburzenie całą tą sytuację było duże, a nie chciałem iść tam w takim stanie. Jako ktoś kto wychował się na Nokturnie, wiedziałem gdzie mogę znaleźć kogoś, kto będzie w stanie dostarczyć mi coś co pozwoli mi się wyluzować. A wyluzować się musiałem, bo pamiętając jakie miałem napady złości zaraz po tym jak umarła babcia, wolałem nie odwalić jakiejś dziwnej akcji na takim wydarzeniu jakim było zaprzysiężenie nowego Ministra.
Udało mi się więc zakupić porcję porządnego Dymorośla i nie tylko mi. Z Cillianem mieliśmy dokładnie takie samo podejście do tej sprawy. Po naszej ostatniej rozmowie miałem wrażenie, że w jakiś dziwny sposób, przez to co oboje przeżyliśmy, zaczęliśmy się rozumieć lepiej. Umówiliśmy się więc, że wybierzemy się razem na więc, jako, że moja narzeczona miała wtedy dyżur w szpitalu i nie mogła się wyrwać. Przed jednak mieliśmy się wyluzować. Kiedy kuzyn pojawił się w moim biurze moja porcja była już gotowa. Jako palacz nie miałem najmniejszego problemu ze skręceniem papierosa, który zawierał mieszaninę tytoniu i narkotyku.
- To będzie cyrk na kółkach. - pokręciłem głową patrząc na Cilliana – Ludzie w ogóle nie mają mózgu, naprawdę myślą, że ktoś taki może w ogóle rządzić? Jedyne co on potrafi to gadać i durnowato uśmiechać. - uniosłem brew ku górze odpalając skręta i zaciągając się pierwszy raz i przez moment zatrzymując dym w płucach.
Wiedzieliśmy oboje, że musimy się pojawić na miejscu przed rozpoczęciem się całej sytuacji. Spaliliśmy więc na spokojnie swoje skręty, przy ostatnim zaciągnięciu czując już zbawienne działanie narkotyku. Kiedy zbieraliśmy się do wyjścia byłem rozluźniony i co jakiś czas nawet ziewałem. W takim stanie ruszyliśmy oboje do Londynu na uroczystości zaprzysiężenia.

zt
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Cillian Macnair
Śmierciożercy
Wiek
33
Zawód
Łowca magicznych stworzeń, szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
11
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
25-08-2025, 21:07
Nie był zachwycony z dzisiejszego dnia, a każda mijająca minuta przybliżała do konieczności wyjścia i udania się do Londynu. Poprawiając marynarkę i mankiety, aby koszula wystawała na te odpowiednie parę centymetrów, spoglądał w lustro ustawione w rogu pomieszczenia. Błękitne tęczówki były chmurne jak zawsze, ale miały również w sobie więcej lodu niż na co dzień. Od ostatniej rozmowy z Mitchem, zbudował wokół siebie większe i solidniejsze mury, otulił się ich zimnem, by zdusić emocje, które naruszyłyby chłodny spokój. Wolał przywdziewać gniew i wrogość niż cokolwiek innego. Dziś jednak musiał to opanować, bo po wejściu do Ogrodów nie będzie miejsca na pogardę i prowokację. Nie wątpił, że służby będą w pełnej gotowość, może przesadnie poddenerwowani i sprawdzanie granic ich tolerancji było zdecydowanie nie na miejscu. Gdyby był sam, jako jednostka, jako ktoś bez nazwiska i rodziny, mógłby zrobić wszystko i niczego by nie żałował. Niestety los pokarał go rodziną i kuzynem, który rozpoczął zabawę w politykę. Wsunął dłoń do kieszeni, by upewnić się, że skręcony wcześniej papieros już w niej spoczywa. To była przepustka do spokoju, rozluźnienia i niemyślenia o dawnych skazach.
Zamknął za sobą drzwi, kiedy opuścił prywatne cztery ściany, kierując się tam, gdzie musiał czekać już jego kompan i kuzyn w jednej osobie. Przekroczył próg jego gabinetu, zawieszając uważne spojrzenie na młodszym od niego mężczyźnie. Nie próbował kłamać ani udawać, że nagle zaczął martwić się o niego bardziej albo co gorsze troszczyć. Tak nie było, ale rozumiał więcej, niż nawet chciałby. Nie witał się i nie zwlekał, wyciągając skręta z kieszeni, kiedy stanął przy oknie.
Odpalił go sprawnie, pozwalając, aby pierwsza dawka dymu wypełniła płuca. Nikotyna wgryzła się w każdą część płuc, a narkotyk omiótł je łagodnie, by przedostać się dalej i głębiej w organizm. Wypuścił dym nosem, nie zwlekając z kolejnym buchem. Nie miał pewności czy zadziała to na niego jak na każdego. Przepalił już wiele dymorośli w swoim życiu, bo w najgorszym czasie swojego życia to w zakazanych substancjach znalazł ukojenie dla bólu. Organizm znał je, poznał pewnie znaczną większość dostępnych.
Odwrócił głowę ku młodszemu Macnairowi.
- Będzie.- przytaknął mu. Oj, będzie.- Jak każdy polityk, Mitch. Oni tylko tyle potrafią.- dopowiedział, zastanawiając się przez chwilę czy i Drew już taki był lub będzie niedługo. Pokręcił powoli głową do własnych myśli, gdy wypuszczał znów powietrze z płuc. Nie będzie, nie wierzył w to, znając go za dobrze. To zawsze droga do celu, odbicie się od dna w które wpędziła się ich rodzina na wiele lat.- Chcą się przekonać, więc niech się zawiodą.- dodał po dłuższej chwili milczenia. Ministrem powinien zostać ktoś inny, nie mugolak. Dopalił skręta i wygasił resztkę w popielniczce. Musieli już się zbierać, by być tam przed czasem. Spóźnienie nie wchodziło w grę, przyjść równo też nie było najlepszym wyborem.
Przed czasem.

| zt
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Mitch Macnair
Śmierciożercy
Wiek
27
Zawód
Architekt i budowniczy
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
8
10
Brak karty postaci
18-10-2025, 17:47
15.03

Rzadko prosił o pomoc, nie był do tego po prostu przyzwyczajony. Zwłaszcza, że wiedział, że inni mają swoje obowiązki, które zajmują im sporą część czasu. Sam rzadko kiedy pozwalał sobie na odpoczynek, no chyba, że jego organizm się o to upominał. Ostatnio jednak ignorował nawet te znaki. Głowę zajmowało mu wiele rzeczy. Zaczynając od tego, że niedługo będzie musiał na poważnie zacząć planowanie ślubu, co trochę go przerażało, bo nie miał w tym w ogóle doświadczenia, po wszystkie projekty, którymi sie teraz zajmował. Zamiast usiąść spokojnie i zająć się jednym, on robił kilka na raz. Oczywiście, każdy finalnie doprowadzał do końca, ale przez to roztrzepanie zdecydowanie dłużej mi to szło.
Tym razem jednak trafił na ścianę. Jego wiedza na temat run był niezła, do tej pory radził sobie bez problemu kiedy nakładał zaklęcia ochronne lub wzmacniające przy swoich projektach. Teraz jednak potrzebował zdecydowanie kogoś z większym doświadczeniem i wiedzą w tym temacie. Skoro młyn miał działać jeszcze wydajniej jak do tej pory, być odpornym na wszelkie zjawiska pogodowe, potrzebował silnych zabezpieczeń, a to niestety wykraczało jeszcze poza jego umiejętności. Miał w planach w przyszłości poszerzyć swoją wiedzę w tym zakresie, ale cały czas odkładał to w czasie. Zwłaszcza ostatnio czuł się jakoś dziwnie. Kilka dni temu miał popieprzony sen i nie mógł go wyrzucić z głowy. Od tamtej pory nic mu nie szło, wszystko układało się nie tak jak powinno i tracił już motywację.
Dlatego też tym razem wystosował prośbę do Drew. Nie znał nikogo lepszego w tym temacie, naturalnie była jeszcze Lucinda, ale ją poprosił już o coś innego i nie chciał za bardzo nadwyrężać jej dobrego serca. Ucieszył się kiedy kuzyn zgodził się mu pomóc. Ostatnio miał wrażenie, że między nim, a resztą członków rodziny pojawiła się jakaś przepaść i miał wrażenie, że to jego wina. Umysł cały czas podpowiadał mu rzeczy, które brał za pewnik, kompletnie nie biorąc pod uwagę, że to nie prawda. Odkąd tylko ich „odnalazł”, a oni przyjęli go w swoje grono zawsze mógł na nich liczyć, zawsze stali za nim murem, a on za nimi, nie ważne co. Dlaczego więc miał wrażenie, że przez jakiś czas był pozostawiony sam sobie. Nie mógł tego ogarnąć własnym umysłem, a przecież uważał się za w miarę inteligentnego. Może dobrym pomysłem byłoby po prostu o tym porozmawiać? Może wyjaśnienie tematu byłoby pomocne? Ale przecież nie chciał zawracać im też zawracać gitary, zwalać na głowę swoich problemów. Od najmłodszych lat nauczył się nie zwierzanie się innym ze swoich problemów przeważnie nigdzie nie prowadzi.
Kiedy usłyszał kroki na korytarzu zdał sobie sprawę jak bardzo pochłonęły go własne myśli. Pokręcił głową chcąc je wszystkie odgonić, po czym obrócił się przodem do drzwi przywdziewając swój standardowy uśmiech na twarz.
- O super, jesteś. - pokiwał głowa z zadowolona miną na widok Drew wchodzącego do jego pracowni - Wiem, że masz dużo na głowie, postaram się streszczać. - zaczął szukać odpowiednich notatek.
A było to nie lada wyczynem, jako, że kartki były rozłożone po całym pomieszczeniu. Wisiały na tablicy korkowej, przyklejone do obrotowej tablicy kredowej w roku, na ścianach, a nawet na podłodze. Mogło się wydawać, że wszystko to było bez ładu i składu i po prostu panował tu bałagan, ale on miał to wszystko pod kontrolą.
- O mam…słuchaj, bo pracuje nad usprawnieniem młyna, podczas burzy miesiąc temu trafił go piorun. Chciałem nałożyć na niego zabezpieczenia przed pogodą, ale nie mogę ni cholery dobrać odpowiedniej kombinacji run, mógłbyś na to spojrzeć. Nie rozumiem czemu mi to nie wychodzi…już powoli mam tego dość, jaki jest sens żebym to robił skoro mi nic nie wychodzi. - wyciągnął w jego kierunku kilka kartek z wyliczeniami i wstępnymi teoriami runicznymi.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Drew Macnair
Śmierciożercy
the only way to get rid of temptation is to yield to it
Wiek
32
Zawód
zaklinacz, namiestnik Suffolk
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
40
OPCM
Transmutacja
14
2
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
12
2
Brak karty postaci
11-11-2025, 22:25
Prośby o pomoc nigdy nie traktowałem jako elementu słabości – wręcz przeciwnie. Wychodziłem z założenia, że tylko ludzie głupi i skrajnie pochłonięci własną idealnością takowej unikali, zwłaszcza jeśli dotyczyła wiedzy tudzież szeroko pojętych umiejętności. Niemożliwym było dojść do doskonałości we wszystkich dziedzinach, podobnie jak pojąć tajniki każdego rodzaju magii na tyle, aby przestać dostrzegać sens w poszukiwaniu nauczyciela. Mentora gotowego pokazać coś więcej – coś wykraczającego poza osiągnięte granice. Księgom zawdzięczano ogrom, lecz ledwie w sferze teorii, a to praktyka czyniła czarodzieja lepszym, kompetentniejszym i skuteczniejszym. Słowo pisane nietrudno było przyjąć, o wiele większym wyzwaniem było się z nim zmierzyć w codzienności, sytuacji realnej – niekoniecznie niebezpiecznej. I nawet wtem, gdy okoliczności sprawiały pozór błahych, nie było wstydem popełnić błąd, lecz nie spróbować go naprawić ani nie wyciągnąć z niego nauki. Każda droga usłana była porażkami – mniejszymi czy większymi – i prawdziwą siłą była samoświadomość; zdolność wyciągania wniosków z własnych upadków, zanim uczyniły z człowieka ofiarę własnej pychy.
Bo w istocie to ona – pycha – była najgroźniejszym wrogiem. Karmiła iluzją wszechwiedzy, odbierała pokorę wobec magii i świata, zamykała na rozwój, skazując na rychłą gorycz utraconej okazji lub, co gorsza, nierzadko nawet na śmierć. Przez lata obserwowałem tych, którzy ulegali jej czarowi; mówili głośno, a działali miernie, radośnie otaczając się przy tym autorskimi mitami. Żyli w ułudzie - w utopii tak kruchej, że jej koniec czaił się bliżej niż czubek ich własnego nosa.
Przeklęta Warownia nie była schronieniem. Była domem. Przestrzenią, w której wzajemna pomoc nie była tematem tabu, tajemnicą, czy z góry skazaną na porażkę próbą. Wspieraliśmy się i darzyliśmy szacunkiem – nie tylko wobec podejmowanych decyzji, ale i pracy włożonej w rozwój. Skory byłem stwierdzić, iż mimo krótkiego czasu naprawdę osiągnęliśmy wiele i udowodniliśmy – zwłaszcza sobie – że mimo wszelkich przeciwności i różnicy charakterów to naprawdę mogło funkcjonować. I nie było to wyłącznie czcze gadanie wszak sam przekonałem się o tym na własnej skórze, kiedy jeszcze nie tak dawno byli gotów odłożyć na bok własne obowiązki i pomóc mi realizować moje ku zadowoleniu mieszkańców hrabstwa. Bez ich aprobaty, zaangażowania, pomysłów i co najważniejsze – bez ich pomocy, nigdy nie zostałbym namiestnikiem i najpewniej nie przez brak możliwości, ale zaufanych osób. Grona gotowego na swego rodzaju poświęcenie w imię czegoś więcej jak galoenów.
Uchyliłem drzwi do gabinetu Mitcha i upewniwszy się, że jest w środku, przekroczyłem progi pokoju. Przywitałem go lekkim skinięciem głowy, po czym nieco zaskoczony zastanym widokiem rozejrzałem się po wnętrzu. Nieład był miernym określeniem, bowiem w pomieszczeniu panował prawdziwy chaos; porozrzucane kartki, rozścielone manuskrypty, sterty ksiąg i liczne notatki – niejeden nazwałby to po prostu niechlujstwem, aczkolwiek w każdym szaleństwie była metoda. Jeśli się w tym odnajdował – czapki z głów. -Nie śpiesz się, mam czas- odparłem z lekkim uśmiechem, po czym zająłem jeden z foteli nieopodal biurka. Ewidentnie coś go trapiło, a problem zapewne urósł do poważniejszej rangi, skoro postanowił poprosić mnie o pomoc. W ostatnim czasie zdarzało mu się to niezwykle rzadko i choć tłumaczyłem to zapracowaniem, może powód był zupełnie inny? Bardziej… przyziemny? Odsunął się – z pewnością. Rzadziej widywałem go w piwniczce, salonie czy ogrodzie, a na palcach jednej ręki mógłbym zliczyć ilość rozmów w ciągu ostatnich tygodni. Nie osądzałem, chciałem tylko zrozumieć.
-Zwolnij- rzuciłem sięgając po trzymane przez niego kartki. -Usiądź, nalej nam coś. Masz tu w ogóle coś poza papierem?- uniosłem pytająco brew, po czym przeniosłem spojrzenie na notatki. -Ja jest sens żebyś to robił, skoro nic ci nie wychodzi?- przytoczyłem jego słowa, choć wyraźnie zabrzmiało w nich pytanie. -No nie musisz tego robić. Usiądź na środku tego pierdolnika i się popłacz- zakpiłem. Wiedziałem, że dopadło go zwątpienie we własne możliwości, ale nie zamierzałem go w tym wspierać i głaskać po głowie – musiał wziąć się w garść i znaleźć rozwiązanie. -Poradzimy sobie z tym, radziliśmy sobie przecież z o wiele gorszymi sprawami- dodałem nieco łagodniej. -Powoli, od początku. Jakie są komplikacje, co konkretnie nie wychodzi tak jak powinno? Być może się mylę, ale czy już nie zakładałeś takich zabezpieczeń?- spytałem próbując na szybko zaznajomić się ze skomplikowanymi wzorami i połączeniami. Musiał mi jednak powiedzieć coś więcej o założeniach, o planie i spodziewanych efektach – inaczej nawet tygodnie pracy mogłyby nie spełnić oczekiwań.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Mitch Macnair
Śmierciożercy
Wiek
27
Zawód
Architekt i budowniczy
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
8
10
Brak karty postaci
13-11-2025, 21:58
Nie uważał się za wszechwiedzącego, było mu do tego bardzo daleko. Znał swoje limity, wiedział co może zrobić sam, a z czym potrzebuje pomocy. Nie zmieniało to jednak faktu, że nadal ciężko było mu było prosić o pomoc. Na początku swojej nauki czy to we Francji czy w Norwegii był do tego chcąc nie chcąc zmuszony, jednak teraz, im jego wiedza była większa, a umiejętności lepsze, przychodziło mu to z wysiłkiem. Nie lubił czegoś nie wiedzieć, dlatego zanim w ogóle wpadł na pomysł o poproszenie o jakiekolwiek wsparcie, musiał najpierw wykorzystać każdą dostępną opcje. Tak było właśnie i w tym momencie. Przejrzał wszystko co udało mu się znaleźć, jednak bez odpowiedniej wiedzy nie był w stanie połączyć run w taki sposób aby działały dokładnie tak jak to sobie wymyślił. Dopiero wtedy postanowił wystosować prośbę do Drew.
Nie lubił takich sytuacji. Rzadko wątpił w siebie i swoje umiejętności, zwłaszcza w momencie kiedy wiedział, że inni na niego liczą. Nie mógł jednak ostatnio odpędzić od siebie tych wszystkich zniechęcających myśli. Miał wrażenie, że wszystko mu się przesypuje przez palce. Czas, praca, a przede wszystkim relacje z bliskimi. Od czasu pogrzebu wszystko się pogorszyło. Jego kontakty z członkami rodziny były nikłe, może nie ograniczył ich całkowicie, ale odnosił wrażenie, że mimo wszystko dużo się zmieniło. Wiedział, że on sam się zmienił, bo razem z Cordelią umarła jakaś cząstka niego. Łapał się tym, że odpływał myślami do wydarzeń tamtejszego wieczora, a przecież tak bardzo chciało tym wszystkim zapomnieć. Cały czas miał przed oczyma martwe oczy babki oraz wściekły wrzask ojca kiedy wbijał w jego ciało ostrze noża raz po raz. Jednak teraz, to dziwne uczucie beznadziei, które odczuwał od kilku dni sprawiało, że czuł się coraz gorzej. Wydawałoby się, że rozmowa, którą przeprowadził z Cillianem na początku miesiąca mu pomogła, ale wychodziło jednak inaczej. Starszy kuzyn dał mu do myślenia, przemówił chociaż trochę do zrytej psychiki, jednak ta chyba miała inne plany. Wiedział doskonale, że rodzina była przy nim, jednak mimo wszystko odczuwał dziwną samotność i to kompletnie innego rodzaju niż tą, która towarzyszyła mu w latach młodzieńczych. Nie lubił się nad sobą użalać, wiedział, że to nigdy nie było dobrze widziane, ale ostatnio starało mu się to irytująco często.
Machnął różdżką przywołując do siebie butelkę whisky, którą miał skitraną na półce na czarną rodzinę i dwie szklanki. Gdyby teraz miał przejść przez całe pomieszczenie musiałby poprzesuwać notatki burząc ich porządek, a na to nie mógł sobie pozwolić. Jeśli znowu miałby je od nowa układać tak jak wcześniej z całą pewnością szlak by go trafił i wyrzuciłby wszystko w pizdu.
Przesunął więc jedynie dwa pergaminu na biurku aby szklanki mogły na nim wylądować, po czym chwycił butelkę w dłoń. Zatrzymał ją jednak w połowie ruchu i skierował spojrzenie na kuzyna. No właśnie, jaki był w sumie sens? Skoro wszystko biorą powoli diabły po co się męczyć? Może miał rację, może powinien to wszystko rzucić w cholerę. Może powinien zacząć coś nowego, coś od zera, może wtedy by mu wyszło. Oderwał w końcu spojrzenie o Drew, po czym nalał alkoholu do szklanek i podał mu jedną, lekko przy tym wzruszając ramionami.
- To się nazywa kontrolowany chaos nie pierdolnik. - odparł rozglądając się po pracowni - Wszystko ma swoje miejsce, notatki są podzielone na projekty nad którymi pracuje. Jak pewnie możesz się domyślić jest tego trochę. - upił łyk ze swojej szklanki pozwalając by alkohol spłynął po gardle, po czym odstawił szkło na biurko.
Zawiesił się na moment, zdarzało mu się to coś często ostatnio, jednak w końcu zamrugał kilkukrotnie i spojrzał na notatki trzymane przez starszego Macnaira.
- Tak, zakładałem zabezpieczenia, podobne, ale nie takie. Przeważnie skupiałem się na konkretnym ewenemencie pogodowym, na przykład silnym wietrze jeśli wiedziałem, że konstrukcja mimo wszystko jest na to narażona. W tym przypadku - wskazał na kartki - młyn stoi na polu więc tak naprawdę wszystko jest ryzykowne. O ile nie musimy martwić się deszczem, bo to akurat jest jak najbardziej pożądane aby młyn działał poprawnie, o tyle burze, mocne zawieruchy i zbyt duże słońce zawsze będzie działać niekorzystnie. - sięgnął po swój notatnik - Chciałem jakoś połączyć runy aby chronić budynek przed tymi trzema konkretnymi zjawiskami pogodowymi, ale utknąłem na ich połączeniu. Jedna to nie wyzwanie, ale już jeśli chodzi o trzy tu już dla mnie zaczynają się schody. - skierował notatnik stronicami do niego - Wymyśliłem dodatkowe pokrycie dachu i myślałem o jeszcze kilku zaklęciach ochronnych, ale może rozmieszczenie run w około budynku byłoby też pomocne? Jakie jest twoje fachowe zdanie? - spojrzał na niego unosząc brew ku górze.
Miał zdecydowanie większe doświadczenie w tym temacie, liczył, że będzie w stanie może jeśli nie rozwiązać jego problem to chociaż nakierować go na jakieś rozwiązanie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Drew Macnair
Śmierciożercy
the only way to get rid of temptation is to yield to it
Wiek
32
Zawód
zaklinacz, namiestnik Suffolk
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
40
OPCM
Transmutacja
14
2
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
12
2
Brak karty postaci
16-12-2025, 20:40
Byłem przekonany, że w Przeklętej Warowni brakowało osób, które ze skinieniem głowy i bez emocji przyjmowały porażki. Cechowaliśmy się pokorą, potrafiliśmy je zaakceptować, ale nigdy o nich nie zapominaliśmy i nie zostawialiśmy bez żadnej reakcji – wręcz przeciwnie. Staraliśmy uczyć się na błędach i znaleźć rozwiązanie, nawet jeśli kolejny ruch wiązał się z następną przegraną; zawsze walczyliśmy. Po dziś dzień nie byłem w stanie pojąć jak nasi przodkowie, mimo najpewniej podobnych charakterów, potrafili zaprzepaścić równie bujną historię nazwiska i doprowadzić do upadku. Czyżby stała za tym pycha? Nader wielka pewność siebie? Może zaś rządza władzy, której ceny nigdy już nie uda nam się zapłacić? Pozostało nam snuć domysły i możliwie wystrzegać się podążenia podobną drogą – a do tego niezbędne były jedność i współpraca.
Nigdy nie miałem żalu, że ktoś na jakiś czas postanowił się odsunąć, bowiem sam niejednokrotnie wybierałem samotność. Problemy, zwłaszcza osobiste, preferowały ciszę, a zatem nie zamierzałem odbierać jej Mitchowi, który właśnie tego mógł potrzebować. Widziałem u niego zmianę, obserwowałem nieco mozolniejsze ruchy i niekiedy błędny wzrok, lecz zrzucałem to na karb żałoby – prozaicznej tęsknoty, jakiej mógł się wypierać, ale w głębi siebie wiedział, iż było to kłamstwo. Wielokrotnie wspominał o babce; w niby niewinnych i mało znaczących historiach, ale nieustannie podkreślał jej oddanie, lojalność oraz rzadko spotykaną dobroć. Cenił ją ponad wszystkich, co jak najbardziej rozumiałem i szanowałem. Nigdy nie przyszło mi skonfrontować się z podobną stratą, dlatego trudno było domniemywać jakbym się zachował; szukał wsparcia, czy wpadł w wir pracy? Zapewne to drugie, ubarwione mocą złotego trunku i ledwie wybrzmiewającej muzyki – bez świadków, bez pytań i złudzeń, że mogłem uczynić coś więcej. Upływające dni zmieniające się w miesiące, a potem lata nie uśmierzały bólu, ale uczyły jak z nim żyć i też z takim założeniem spoglądałem na kuzyna; musiał wiedzieć, że to właśnie czas był jego najważniejszym sprzymierzeńcem. Nie słowo, nie druga osoba, ale tykający zegar.
Obserwowałem jego postawę; to jak wstaje uważając na każdy ruch oraz nieznaczne machnięcie różdżką, które przywołało zamkniętą – jeszcze – butelkę ognistej i spojrzenie, dalekie od rozbawionego, a końcu chwilę zadumy, jakby w trakcie wykonywanej czynności kompletnie uciekł gdzieś myślami. Czułem, że czegoś mi nie mówił i choć nie chciałem naciskać, pokrętnie liczyłem, że zrzuci z siebie ten ciężar. Może moim błędem było założenie, iż zamknięcie się w gabinecie było sposobem na ucieczkę od natrętnych wspomnień?
Chwyciwszy w dłoń szklaneczkę rozejrzałem się po pracowni starając zrozumieć rozłożenie dokumentów wszak spoglądając na to z boku można było odnieść wrażenie, iż panuje tu wyłącznie chaos. Jeśli jednak kuzyn się w tym odnajdywał – a tak wynikało z jego słów oraz gestów – to byłem ostatni, który mógłby to w jakikolwiek sposób oceniać. -Owszem, mogę. Ostatnio naprawdę dużo bierzesz sobie na głowę- stwierdziłem zgodnie z prawdą, po czym przechyliłem nieznacznie głowę nie spuszczając z niego wzroku. -Może nawet nieco za dużo?- na próżno było szukać w tym pytaniu zaczepności, może lekkie powątpienie, czy naprawdę był w stanie dotrzymywać ustalonych terminów.
Nim uzyskałem odpowiedź ponownie wpadł w wir własnych myśli – nieobecność biła z jego oczu, co można było tłumaczyć zmęczeniem, choć najpewniej było to wygodne założenie. Pozostała kwestia czy na pewno szczere. -Co się z tobą dzieje?- rzuciłem spokojnym tonem. -Może czas na drzemkę albo drinka? Nie wyglądasz najlepiej. Chaos ci nie służy albo coś ukrywasz, bo nie chce mi się wierzyć, że za tą zadumą kryje się chęć odkrycia runicznych połączeń- zasugerowałem. -Dobrze by ci zrobiło jakbyś wynurzył się z gabinetu i odetchnął świeżym powietrzem- dodałem ni to z troski, ni grzecznego usposobienia. Nie miałem pojęcia co go trapiło, ale odnosiłem wrażenie, iż naprawdę tego potrzebował – nawet jeśli sam wówczas uważał inaczej.
Wsłuchałem się w jego słowa dotyczące problemu z warunkami atmosferycznymi i leniwie zacząłem przekładać pergaminy pragnąc zapoznać się z przygotowanymi notatkami. Architekt był ze mnie żaden, nie miałem żadnego doświadczenia w budowie, a także samych konstrukcjach, jednakże z runami – jeśli rzeczywiście zaistnieje taka potrzeba – mogłem pomóc. Zwykle podobne bariery czyniło się zaklęciami, ale może w danym miejscu występowały jakieś anomalie? -Magia ochronna okazała się niewystarczająca?- spytałem, może nieco głupio, aczkolwiek wolałem mieć pewność. -Istnieją starożytne znaki chroniące przed różnymi warunkami, jednak zwykle korzysta się z nich w przypadku przedmiotów tudzież mniejszych pomieszczeń. Nie chcę twierdzić, że nałożenie run na cały młyn jest niemożliwe, ale z pewnością wymagałoby to ogromnych nakładów pracy i swego rodzaju ryzyka. Wystarczy jeden błąd, a wszystko pójdzie na marne- sprecyzowałem unosząc na niego spojrzenie. -On ma dużą wartość? Ktoś jest gotów za to wyłożyć całą sakwę galoenów?- dopytałem, bowiem jeśli rzeczywiście istniał jakiś majętny czarodziej chcący przeznaczyć sporą część majątku na podobne przedsięwzięcie, to gotów byłem się tego podjąć.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Mitch Macnair
Śmierciożercy
Wiek
27
Zawód
Architekt i budowniczy
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
8
10
Brak karty postaci
02-01-2026, 14:17
Bywały takie momenty, że sam do końca nie wiedział co jest dla niego dobre. Z jednej strony z początku szukał samotności, będąc przekonanym, że sam poradzi sobie z tym wszystkim co tak nagle mu się nagromadziło. Z czasem jednak zaczynało do niego powoli docierać, że chyba sam tego nie udźwignie. Potrzebował wsparcia, prawdziwego, zarówno mentalnego i po prostu obecności drugiej osoby. Nie był tak silny psychicznie jak reszta jego rodziny czego bardzo im zazdrościł. Wyrobił sobie pewnego rodzaju system obronny, chować swoje traumy za humorem nie chcąc dać po sobie poznać słabości. Nie chciał aby ktokolwiek uważał go za gorszego, za słabego. Ale wychodziło na to, że wziął na siebie zdecydowanie za dużo, łapał się na tym, że zaczynał mieć trudności w dźwignięciu tego wszystkiego. Potrzebował rozmowy, ale nie za bardzo wiedział do kogo się z tym zwrócić aby nie zostać potraktowanym jako słabe ogniwo w tej rodzinie. Rzucił się w wir pracy aby chociaż dzięki niej odciągnąć myśli od tego wszystkiego, ale nawet ona zaczęła go powoli przytłaczać. Nadal dopilnowywał terminów, ale ostatnio przychodziło mu to z trudem i zaczynał poważnie myśleć o tym czy nie wziąć sobie kilku dni wolnego, po prostu odpocząć. Nie mógł sobie jednak na razie na to pozwolić, najpierw musiał wszystko skończyć, dopiero wtedy ewentualnie nadejdzie czas na odpoczynek.
Z zamyślenia wyrwał go ponownie głos kuzyna. Spojrzał na niego i przez moment patrzył na niego w milczeniu. Czy to był właśnie ten moment? Czy właśnie nadarzyła się okazja by wszystko z siebie zrzucić? Tylko czy on to zrozumie? Czy go nie wyśmieje, że jest słaby, że sobie nie radzi i, że po prostu powinien wziąć się w garść? Naprawdę chciał się pozbierać, potrzebował jakiegoś mentalnego kopa, który postawi go na nogi. Bał się jednak tak w pełni otworzyć, ostatnio ciężko mu to przychodziło. Czuł na sobie czujne spojrzenie Drew, miał wrażenie, że ten czyta z niego jak z otwartej księgi, wierci dziurę w jego głowie i w końcu się po prostu poddał. Westchnął ciężko, po czym usiadł na krześle obracając szklankę z whiskey w dłoni.
- Sam nie wiem. - pokręcił głową spuszczając wzrok - Od jakiegoś czasu jest już coś nie tak…od tamtego wieczoru, ale ostatnie kilka dni jest jeszcze gorzej. Nie mogę się na niczym skupić, wszystko wydaje się bez sensu. Nie wiem o co chodzi, to takie obezwładniające uczucie beznadziei, nigdy czegoś takiego nie czułem. Nie wydaje mi się, żeby to była kwestia przepracowania, chociaż nie ukrywam, że ostatnio biorę na siebie więcej żeby zająć czymś głowę. - kiedy już zaczął mówić nie mógł przestać, otworzył prawą dłoń pokazując podłużną bliznę po wewnętrznej stronie - Ona mi cały czas przypomina o tym co zrobiłem. Nie chodzi o to, że tego żałuję, ten skurwiel zasłużył na wszystko co dostał, ale mimo wszystko cały czas mam to przed oczyma, jej martwe oczy, jego wrzaski i przerażoną minę kiedy dotarło do niego kto jest jego oprawcą. Wtedy jakbym się totalnie wyłączył, nie był do końca świadom tego co robiłem. Kiedy jednak to wszystko wróciło, jakby ze zdwojoną siłą i teraz cały czas mnie męczy. Myślałem, że sobie z tym jakoś poradzę sam…ale chyba nie daje rady powoli. - upił łyk ze szklanki - Miałeś tak kiedyś? - spojrzał Drew w oczy szukając jakiś odpowiedzi, zrozumienia, nie kpiny.
Jeśli chodziło o projekt słowa kuzyna miały sens. Zdawał sobie sprawę, że nawet najmniejszy błąd w nakładaniu run ochronnych może doprowadzić do katastrofy, dlatego chciał się poradzić specjalisty.
- No nie na dłuższą metę, sprawdziłem jak będą działały różne połączone zaklęcia, ale niektóre się po prostu wykluczają. - pokiwał głową - Okey, czyli nałożenie ich na cały budynek byłoby skomplikowane i czasochłonne, a gdyby dać po jednej na poszczególne pomieszczenia? Czy to by ewentualnie wzmocniło działanie poszczególnych run? - uniósł brew ku górze - Jest ważny dla miasteczka, dzięki niemu są w stanie prowadzić swój biznes sprzedaży zboża, dzięki któremu się utrzymują, więc są w stanie rzucić pora kwotą na jego zabezpieczenie. - wyjaśnił spokojnie lekko drapiąc się po bliźnie na dłoni.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:42 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.