• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Zachodni Londyn > Notting Hill Carnival Alley
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-07-2025, 22:20

"Notting Hill Carnival Alley
Boczna sieć uliczek wokół głównej trasy karnawału Notting Hill. „Carnival Alley” to potoczna nazwa całego układu małych uliczek, dziedzińców i przejść, które rozciągają się na obrzeżach głównego szlaku Notting Hill Carnival. Od kilku lat karnawał ten dopiero nabierał rozmachu, a zaułki były tętniącym, nieformalnym sercem wydarzenia. Uliczki są wąskie, brukowane, otoczone rzędem szeregowych domków z pastelowymi fasadami. Z niektórych okien zwisają kolorowe tkaniny, girlandy, flagi krajów Karaibów, ręcznie robione lampiony. Nad głowami przechodniów czasem rozwieszone są sznury światełek, resztki dekoracji lub pranie. W bocznych bramach i dziedzińcach rozstawiane są improwizowane stoiska z domowym jedzeniem: jerk chicken, curry goat, roti, smażone banany. Obok nich skrzynki z lodem i butelkami rumu, piwa i oranżady. W niektórych wnękach słychać muzykę na żywo  grane z balkonów, podwórek, starych głośników. Ale „Carnival Alley” żyje również poza główną paradą. To tutaj zbierają się tancerze, muzycy, performerzy i mieszkańcy, przygotowując się do wejścia na główną trasę. Są tu punkty spotkań, garderoby ukryte za parawanami, podziemne pokoiki w piwnicach, w których poprawia się kostiumy albo rozgrzewa mięśnie. Niektóre z tych uliczek są bardziej ukryte. W dni poza karnawałem uliczki te żyją normalnym, miastowym rytmem.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Mitch Macnair
Śmierciożercy
Wiek
27
Zawód
Architekt i budowniczy
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
8
10
Brak karty postaci
19-11-2025, 19:46
25.03

Ostatnio jego dni wypełniała praca. Projekty w zasadzie się nie kończyły, bo jeśli tylko jakiś doprowadzał do końca, za moment brał się za kolejny, który odkładał o jakiegoś czasu. Lubił takie życie, może nie w pośpiechu, ale kiedy miał coś do roboty. Jego umysł nie znosił nudy, dlatego nawet kiedy miał jego organizm domagał się wolnego, nie był w stanie siedzieć bezczynnie. Czytał, rysował lub gdzieś wychodził, tak jak tego dnia. Większość czasu spędzał w Suffok więc raz na jakiś czas dobrze było się stamtąd wyrwać i wybrać się gdzieś indziej. Młodzieńcze lata spędził w Londynie, miał więc do tego miasta sentyment, nawet mimo wszystkich nieszczęść, które go w nim spotkały. Zwłaszcza ostatnie. Żałoba nadal była świeża w jego umyśle, nadal nie pozbierał się po stracie i nie przepracował tego wszystkiego. Nadal łapał się na tym, że wracał myślami do tamtego wieczora. Blizna po wewnętrznej stronie prawej dłoni również mu o tym przypominała. Starał się wyrzucić z głowy obraz martwej babki, nie tak chciał ją zapamiętać. Ojca jednak nie chciał pamiętać, nie wiedział co stało się z jego ciałem, ale miał nadzieję, że zjadły go szczury w jakimś rowie w porcie.
Potrząsnął głową chcąc odgonić te wszystkie myśli, po czym na nowo skupił się stoisku przy którym stał. Oferowała różnego rodzaju dobra. Przez zabawki, po składniki do eliksirów, na których się kompletnie nie znał. Wszystko jednak wydawało się dobrego gatunku, jak na uliczny stragan. Przez chwilę pochylał się nad ładnie oprawionym notatnikiem, po czym poprosił o jego zapakowanie, a potem jeszcze dobrał pluszaka imitującego Pufka. Małego Waldenowi powinien odpowiadać, z resztą jak duże wymagania mógł mieć trzymiesięczny chłopczyk? Oprócz spania, jedzenia i sadzenia w pieluchę to raczej nie duże. Zapłacił za zakupy, po czym wpakował wszystko do torby i ruszył przed siebie.
Wiosna zbliżała się wielkimi krokami, dało się to wyczuć w powietrzu. Nawet szedł z rozpięta kurtką z szalikiem przewieszonym przesz szyję. Właśnie myślał czy nie wstąpić gdzieś na jakiś obiad kiedy kątem oka spostrzegł znajomą twarz. Zrobił jeszcze kilka kroków, po czym zatrzymał się i zaczął się intensywnie zastanawiać skąd on zna tego gościa. Musiał przewertować wiele wspomnień, aż w końcu jego twarz pojawiła się w jednym z nich.
- Niemożliwe… - mruknął sam do siebie, po czym obrócił się na pięcie i ruszył za chłopakiem - Hej, ej czekaj… - złapał go lekko za ramię, zmuszając tym samym by się do niego wrócił - O cię chuj… Delacour, cholera wiedziałem, że to ty! - uśmiechnął się szeroko, ale po chwili puścił jego ramię i zrobił krok w tył widząc minę chłopaka - Macnair, pamiętasz? Poznaliśmy się w Paryżu, nie powiesz mi, że nie pamiętasz tych wszystkich imprez…chociaż ja też czasami mam zaniki pamięci. - pokręcił głową z rozbawieniem na samo wspomnienie - Cholera, Axel, co ty tu robisz? - obejrzał go od stóp do głów.
Nie wyglądał najgorzej, chociaż zdecydowanie przydałoby mu się trochę więcej kilogramów. Ogólnie jednak prezentował się znośnie. Macnair był ciekaw co się z nim działo, pamiętał teraz plotki, które do niego dotarły gdy był jeszcze we Francji, nie chciał dać im wiary, ale nie zmieniało to faktu, że młody zniknął nagle i potem nie miał pojęcia co się z nim działo.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
20-11-2025, 08:19
W Londynie nie było miejsca o artystycznym sznycie, którego Axel nie znał. Jego ciekawość i zamiłowanie do muzyki i tańca pchało go praktycznie wszędzie tam, gdzie mógł odnaleźć chociażby odrobię artystycznego performance, To również była dla niego okazja na dodatkowy zarobek, jako akrobata i tancerz mial wiele do zaoferowania, a czasami odpowiednia charakterystyka pozwalały mu na wtopienie się w tłum. Wyzwolony ze wstydu, obaw i hamulców był tworem idealnym, by jednego dnia zatańczyć na paradzie karnawałowej a potem biec do teatru by tam zdążyć nas spektakl. Bolało go jedynie to, że zawsze był elementem tłumu a nie solistą. A o solowej karierze cały czas marzył i nie poddawał się, ponieważ wszyscy sławni tancerze baletu wcale nie rozpoczęli swojej kariery jako młodzi chłopcy a raczej jako dojrzali mężczyźni. Wiec wszystko było jeszcze przed nim.
Przemykał przez alejki Nothing Hill z dobrym humorem, to miejsce było jednym z tych, które bardzo lubił. A przez to pielęgnował kontakty, które tutaj mial, by zawsze znalazło się dla niego miejsce na paradzie. A poza tym barwna społeczność, ciekawa kuchnia i egzotyczna muzyka przyciągały młodego Francuza, który bardzo lubił doznania wszelakiej rozmaitości. Chociaż kieszeń bardziej dziurawa niż pełna w monety, to zawsze znalazł odpowiednie miejsce, gdzie za pare centów dostał cos dobrego.
Axel nie tracił nigdy czujności, nawet jeśli był w neutralnych częściach Londynu z dala od Nokturnu. Wyuczony nawyk na pewno profilował na to, że jeszcze żył i mial wszystkie gnaty całe. W pewnej chwili dostrzegł w jednym z mężczyzn lekkie poruszenie, a po chwili usłyszał za soba wołanie i nim się obejrzał, na szczupłym ramieniu Axela zacisnęły się palce dopiero co miniętego faceta.
Na zewnątrz chłopak zachowywał zimny spokój, ale jego ciało się spięło, gotowe do uniku, odparcia ataku czy nawet ucieczki. Atak mógł nadejść z każdej strony i mogło nawet być tak, że ktoś nasłał na niego kogoś, by go sprzątnął. Axel nie uważał się siebie za kogoś nie wiadomo jak wysoko postawionego w półświatku, ale wystarczajaco znaczącego by zrobić na złość ludziom, dla których pracował.
Już mial zagrać role zdezorientowanego, przypadkowego chłopaka, kiedy jego spojrzenie osiadło na szeroki, wesoły uśmiech, padły kolejne słowa i to nazwisko. Axel momentalnie pobladł, jakby samo brzmienie słowa Delacour wywoływało w nim najgorsze skojarzenia i pewien rodzaj strachu. Bo jak jego zaufanie w ojca umierało w katuszach przez lata, tak z czasem rosła w nim tylko niechęć i strach wobec rodziciela, bo skoro był zdolny wyrzucić go z domu, to równie dobrze mógł zrobić więcej, by pozbyć się niewygodnego dla testamentu i tak dalej potomka.
- Oh? - Wyrwało mu się z piersi, ponieważ spodziewał się czego innego a nie tego, że spotka na ulicy kogoś, kogo znal lata temu. Roześmiana twarz Macnaira bardzo szybko odnalazła odpowiednią szufladkę w pamięci chłopaka. Na dodatek padło to nazwisko i Axel pokiwał głową przywołując na usta w pierwszym momencie niepewny uśmiech. Dać się tak zaskoczyć... pięknie. Skarcił się w myślach i otrząsnął z zaskoczenia, na twarzy Axela pojawił się już bardziej wesoły i beztroski uśmiech.
- Oh, mon dieu... - Westchnął z nieukrywaną ulgą na twarzy, a francuski akcent wybrzmiał w jego ustach. - Mitch Macnair, jak mógłbym zapomnieć! Mon ami! - Roześmiał się tłumiąc w sobie napięte od chwilowego stresu nerwy. - Nigdy nie zapomnę, chociaż pamięć niektórych wydarzeń z naszych imprez wciąż jest dla mnie zagadką. - Oh, cudna Meluzyno jakie to szczęście, że to spotkanie wypadło w takim miejscu a nie na Nokturnie czy w innej części magicznych dzielnic Londynu. Rozłożył ręce na boki, zachęcając Macnaira do przywitania jak należy.
- Moi? Oh widzisz, takie to życie artysty, jestem tam, gdzie mnie potrzebują i gdzie teatr na mnie czeka. - Odparł z charakterystyczna dla siebie z dawnych lat manierą artystyczną. Skłamał, nawet mu powieka nie drgnęła. Ale czy właśnie nie tak chciał żyć? No właśnie, często to sobie wpierał, wierząc że w końcu stanie się to rzeczywistością.
Wygląd, a przynajmniej same ubrania Axela odrobine się różniły od tego, co nosił w Paryżu. Na pewno było mniej kolorowe i fikuśne, chociaż wciąż widać lubował się w nadmiarze materiału na własne gabaryty, a i tak wyglądało to dość oryginalnie. I na pewno wyglądał raczej jak chłopak z Londynu niż modny Francuz, to można było powiedzieć od razu. Axel musiał się wtapiać w otoczenie i jak musiał pilnować swojego akcentu, tak i tez musiał wyglądać na miejscowego dzieciaka.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Mitch Macnair
Śmierciożercy
Wiek
27
Zawód
Architekt i budowniczy
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
8
10
Brak karty postaci
26-11-2025, 19:36
Nie umknęło mu, że chłopak zdecydowanie spiął się kiedy ten go zatrzymał. Nie był do końca pewny czy chodziło o strach czy może o coś innego, ale pierwsze spojrzenie, którym go obrzucił było zdecydowanie podejrzliwe. Po chwili jednak przestał o tym myśleć widząc uśmiech na jego twarzy. Przez moment bał się, że jednak się pomylił i nie był to tak naprawdę jego stary znajomy, na szczęście Axel rozwiał jego chwilowe wątpliwości i dzięki Merlinowi, bo byłoby mu naprawdę głupio gdyby okazało się, że zaczepia obcych na ulicy.
Mimowolnie roześmiał się na stwierdzenie chłopaka, że część ich wspólnych zabaw była zagadką. Miał dokładnie tak samo. Teraz może nie pamiętał kiedy był ostatnio na jakimś wychodnym, ale kiedy mieszkał we Francji w żadnym razie sobie nie folgował. Zawsze umiał rozgraniczyć obowiązki i zabawę i kiedy nadchodził czas odpoczynku od nauki od razu wybierał się na miasto aby poznać obcy kraj i jego obyczaje. Przeważnie badał obyczaje życia nocnego francuskich miast, ale wspominał to jedynie z przyjemnością, w każdym razie to co pamiętał. Bywały takie dni, że tęsknił za takim stanem rzeczy, zwłaszcza, że teraz to praca wypełniała jego dni i stracił umiejętność odpoczywania. Teraz robił to tylko w momencie kiedy organizm się tego domagał, czyli w momencie kiedy już nie potrafił się skupić i wykonać najprostszych obliczeń.
- To prawda, niektóre nasze wyjścia były grube, ale dopóki nie dostaliśmy w pysk i rano nie było widocznych ran to wszystko był okey. - pokręcił głową z rozbawieniem - Je suis tellement content de te voir. - uśmiechnął się szeroko, po czym objął go przyjacielsko wypowiadając się w jego ojczystym języku.
Nauka francuskiego przyszła mu zdecydowanie łatwiej niż norweskiego, chociaż nadal potrzebował sporo czasu aby go opanować. Teraz trochę zardzewiał, rzadko miał sposobność wypowiadać się w innym języku niż angielski. Czasami specjalnie kupował francuskie i norweskie książki żeby całkowicie nie zapomnieć. Zdecydowanie zbyt dużo kosztowała go nauka aby teraz to wszystko zaprzepaścił.
Kiedy odsunął się od Axel’a spojrzał na niego z zadowoloną miną.
- Teatr? No proszę, nieźle nieźle. - pokiwał głową z uznaniem - Chodź, akurat miałem iść do zjeść, nie przyjmuje odmowy. Zaraz mi wszystko opowiesz.- poklepał go po ramieniu, po czym ruszył powoli przed siebie szukając jednocześnie wzrokiem jakiejś knajpy - Kurde normalnie ledwo cię poznałem. Widać, że się zadomowiłeś w Anglii. - zerknął na niego z uśmiechem - Zastanawiałem się gdzie się podziałeś kiedy tak nagle cię wcięło, a ty pojawiłeś się na moim podwórku jak ja byłem na twoim. - pokręcił głową z rozbawieniem.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
18-12-2025, 13:34
Opanowanie i umiejętność wchodzenia w role uratowały Axela przed zbędnymi pytaniami, jak na razie. Patrząc jednak na reakcje Mitch'a można było założyć, że gdzieś może się pojawić potem jakieś niewygodne pytanie. Ale dokładając wysiłku do odpowiedniej gry aktorskiej Axel szybko zastąpił zdziwienie i przestrach uśmiechem, tylko własnych kolorów nie potrafił kontrolować tak wprawnie i szybko, ale po chwili lekki rumieniec pojawił się na jego twarzy. Bo na szczęście mial raczej powód do radości, a nie strachu. Z Mitch'em mial raczej pozytywne wspomnienia i anglik nie był związany z zadnymi wydarzeniami, które tak boleśnie doświadczyły młodego tancerza.
Wręcz przeciwnie! Axel wspomniał te wakacyjne balangi bardzo pozytywnie, a osoba spotkanego właśnie Macnair'a jakoś tak zapadła mu dobrze w pamięć. Pomimo wielu różnic, grali na tych samych falach, imprezowali razem do utraty pamięci i częstuje i tchu, bo jak się bawić, to na całego! Małym mankamentem było jedynie to, że Mitch'a Axel wciąż był Delacour i prędzej czy później, o ile będą jakieś widoki na dalsza znajomość, będzie trzeba coś z tym zrobić. Jeszcze mu brakowało, alby rozniosło się po Londynie, że nazywa się inaczej, niż większość myśli.
- To prawda, bądź co bądź, jednak nie przepadałem za rękoczynami i tutaj niewiele się zmieniło. - Francuz uśmiechnął się z rozbawieniem przypominając sobie te nieporadne bójki, kiedy to raczej uciekał za plecy Macnair'a oczywiście go dopingując.
Potem Mitch przeszedł na francuski i wyraził swoją radość na widok Axela. Już dawno nie słyszał, by ktoś się na jego widok cieszył i robił to szczerze i spontanicznie.
- Moi aussi. - Odpowiedział, a jego głos lekko zadrżał, zdradliwie i Axel zaraz prychnął z rozbawieniem. - Oh lala, incroyable! - Uśmiechnął się radośnie, kiedy Mitch postanowił przytulić się na powitanie. Axel objął kumpla i mocno przytulił, wykorzystując tę chwilę na ogarniecie mimiki i uporzadkowanie myśli.
- Widzę, że czas spędzony na rozmowach w Paryżu nie poszedł w las, nieźle brzmisz po francusku. - Pochwalił kumpla odsuwając się od niego, klepiąc przy tym po ramieniu z uznaniem.
- Aha, teatr. - Tancerz kiwnął głową i kiedy Mitch wspomniał o jedzeniu, w środku aż się skręcił ale po nim samym nic nie było widać. Nie konał z głodu, ale solidnego obiadu to już dawno nie widział na oczy. - Pewnie, chętnie dołączę. - Kiwnął głową, bo fakt, nie mial nic do roboty ale w portfelu nie mial za wiele i teraz jak tutaj naciągnąć starego kumpla na kotleta? Cos wymyśli.
- Minęło już trochę lat, każdy się zmienia. Ja ciebie też początkowo nie poznałem, no ale jak już się roześmiałeś, no to ciężko byłoby pomylić z kimś innym. - Może i balowali trochę za dużo, to jednak Axel mial dobra pamięć do ludzi i pewne twarze wciąż pozostawały wpisane we wspomnienia, zwłaszcza te dobre.
- Fakt, Londyn mi podrasował, chociaż za mało tutaj słońca i za dużo deszczu. - Westchnął ubolewając nad angielska pogodą.
Wspomnienie o nagłym zniknięciu sprawiło, że uśmiech Axela odrobine zbladł, a chłopak pokiwał tylko głową.
- A widzisz, tak to już bywa. Kiedy nadarza się okazja, trzeba się jej chwytać, bo kolejna może już się nie pojawić. I nie żałuję tego nagłego wyjazdu. - Bo nie mialem wyjścia - dodał w myślach odrobine gorzko, ale na twarzy wciąż królował uśmiech.
- A ty co teraz robisz? Dalej podróżujesz, czy się ustatkowałeś? - Zapytał chcąc przekierować rozmowę na Mitcha, lepiej by nie skupiali się za dużo na nim samym.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Mitch Macnair
Śmierciożercy
Wiek
27
Zawód
Architekt i budowniczy
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
8
10
Brak karty postaci
22-12-2025, 12:06
Macnair miał ten przywilej, że nie nigdy nie musiał udawać kogoś innego. W szkole początkowo unikał tematu, że wychował się na Nokturnie, jednak z czasem przestał się nad tym zastanawiać. Jedni wychowali się w bogatych rezydencjach, inni w małych domkach, a on w małym, ciemnym mieszkanku na Nokturnie. Przynajmniej nie był mugolem albo czarodziejem pół krwi it o było dla niego najważniejsze. Z resztą wyszedł z Nokturnu, opuścił granice tej Londyńskiej dzielnicy aby już nigdy tam nie wrócić, nawet wspomnieniami, bo te w tym momencie były jedynie bolesne, całkowicie zasłaniajace te dobre, które kiedyś jeszcze mu towarzyszyły. Nie zmieniało to jednak faktu, że to właśnie Nokturn go ukształtował w pewnym sensie i dzięki temu teraz wiedział jak walczyć o swoje.
We Francji też nie udawał, w zasadzie nie miał ku temu powodów. Zawsze mu mówiono, że ma naturalną osobowość, którą da się lubić, więc po co miałby to wszystko chować za jakąś wymyślną maską? Poznał tam dużo ludzi, właśnie Axela, z którym złączyła go chęć zabawy i odstresowania się. Ich wizyty w różnego rodzaju klubach kończyły sie różnie, ale Mitch nigdy się do tego nie zrażał. Oferta klubów i barów była tak obszerna, że nie musieli bywać dwa razy w tym samym lokalu aby się dobrze bawić.
- Ale ja też za nimi nie przepadałem. Zdecydowanie wolałem unikać jakichkolwiek konfliktów, mordobicie to była ostateczność, a w tym nigdy nie byłem dobry...i w zasadzie nadal nie jestem. – pokręcił głową z rozbawieniem.
Nie należał do konfliktowych osób, ale to też nie było tak, że unikał ich jak ognia. Czasami nie było innego wyjścia jak rozpocząc jakąś kłótnie aby przemówić komuś do rozsądku. Jednak fizyczne bójki nie były w jego kręgu zainteresowań. Jego ćwiczenia polegały na pływaniu albo po prostu pracy fizycznej, bo nawet jeśli miał do pomocy magię to nie zaszkodziło sie czasami spocić. Niektórzy mogłiby uznać, że to zakrywało o pracę dla mugoli i chociaż sam nimi gardził, to wychodził z założenia, że wyiłek fizyczny jeszcze nikomu nie zaszkodził.
Słysząc idealny francuski, że strony kumpla pokręcił głową. Chciałby brzmieć tak dobrze jak on, ale wiedział, że nie było opcji aby kiedykolwiek to się stało. Mówił po francusku nieźle, może nawet więcej niż nieźle, ale nigdy w życiu nie prześcignie prawdziwego francuza, zwłaszcza, że mimo wszystko nadal miał naleciałości akcentowe i od razu było słyszać, że jest obcokrajowcem.
- A daj spokój, zardzewiałem i to strasznie. Nie mam teraz za dużo okazji aby porozumiewać się w innym języku niż ojczystym, więc cóż, korzystam jak tylko mogę. – powiedział z uśmiechem, lekko przy tym kiwając głową.
Z zadowoleniem przyjął fakt, że Axel zgodził się dołączyć do niego podczas posiłku. Ostatnio przeważnie jadał sam, bo nawet na rodzinę w domu było ciężko trafić. Kończył więc albo podjadając coś na stojąco w kuchni, albo w swojej pracowni żeby nie tracić za dużo czasu. Perspektywa zjedzenia posiłku w towarzystwie jak najbardziej mu się podobała.
- Prawda, zgadzam się z tobą w stu procentach. Lata lecą, a my oprócz tego, że nadal jesteśmy piękni i młodzi, to jednak mimo wszystko się zmieniamy. Ja chyba dorosłem, wiesz? – zerknął na niego unosząc brew ku górze, kiedy przekraczali prób jakiegoś baru, który Macnair odnalazł wzrokiem.
Taka była prawda, zmienił się i to w zasadzie całkiem niedawno. Nie był już tak dziecinny, tak lekkoduszny jak jeszcze pod koniec poprzedniego roku. To czego się dopuścił pozostawiło na nim ślad, który miał nie zniknać. I chociaż nadal starał się być tym uśmiechniętym, tym przeważnie z dobrym humorem, po prostu czasami się nie dało. O wydarzeniach styczniwego wieczora cały czas przypominała mu podłużna blizna po wewnętrznej stronie prawej dłoni.
- Oj tak, pogoda u nas nie rozpieszcza, ale bywają też słoneczne dni, ale na te trzeba poczekać zdecydowanie do lata. – odparł spokojnie zajmując miejsce przy jednym z wolnych stolików – Wiem doskonale co masz na myśli. Jak okazało się, że mogę wyjechać żeby się dalej uczyć to się czułem jakbym zapał Merlina za nogi. – zaśmiał sie i na moment zawiesił spojrzenie na uroczej kelnerce, która przyniosła im menu – Ja? No cóż, po Francji pojechałem do Norwegii i spędziłem tam kilka lat na dalszej nauce, szlifowałem swój warsztat i tak dalej. – wzruszł lekko ramionami, wracając spojrzeniem do kumpla – Ale wróciłem jakiś czas temu i teraz rozwijam swoja firmę. Co prawda nie jest to jeszcze oficjalnie firma, ale udzielam usług budowlanych i architektonicznych. W zasadzie wciskam się gdzie mogę z pracą, taki wolny dzień jak dzisiaj to dla mnie rzadkość, ale czasami trzeba. – powiedział spokojnie przeglądając menu – Nie krępuj się, ja stawiam. – dodał z uśmiechem.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
30-12-2025, 16:58
Mitch uwolnił się z Nokturnu, zdobywając wykształcenie, zawód i po prostu wychodząc na ludzi. A Axel wręcz odwrotnie, stoczył się z wygodnego, wysokiego krzesła usytuowanego wśród śmietanki towarzyskiej Paryża. Upadek był bolesny, przez chwile tancerza przejmowało przerażenie, że nigdy się stad nie wyrwie, że Nokturn go pochłonie i po prostu tam zginie. Początkowo tak było z Soho, które o ironio bardziej go upodliło i zniszczyło niż niesławna dzielnica magicznego Londynu. Być może to dzięki temu, że na Nokturnie Axel zyskał bardzo szybko kogoś, kto dał mu prace i nie wymagał od niego niczego co przesadnie niszczyłoby Axela jako człowieka. Drobne kradzieże i szmuglowanie przedmiotów nie szarpały przesadnie sumieniem młodego tancerza, a przede wszystkim nie narażały go na duże zagrożenie. Tak przynajmniej mu się wydawało, bo nigdy nie dal się juz więcej złapać. Ale jak to Nokturn, nigdy nie był tam bezpieczny i oberwał wiele razy.
W tej chwili Axel był zmuszony schować się za maską, zbyt wiele się zmieniło od czasu, kiedy ostatni raz widział się z Mitchem i mogło to wywołać bardzo dużo niewygodnych pytań ze strony roześmianego czarodzieja. A Axel po prostu nie miał za wiele ochoty, by się zwierzać i żalić, może jakby się trochę upił albo spalił, to by mu się wzięło na wspominki.
- Na pewno jesteś lepszy ode mnie. - Axel prychnął z rozbawieniem, bo może i mu zadziorności nie brakowało, ale tężyzny fizycznej zdecydowanie. - Mais... - Machnął ręką przypominając sobie te skrawki wspomnień z ich wypadów na nocny Paryż.
Axel już dawno nie mial okazji mówić po francusku w pełnym swoim brzmieniu. W Londynie musiał się z tym kryć, doskonalić brytyjski akcent i brzmieć jak najbardziej swojo dla tutejszych. Widmo Crucio było bardzo motywujące dla Axela, by brzmieć jak tutejszy chłopak. Widząc reakcje Mitcha na jego mowę nie mógł się powstrzymać od zadowolonego uśmiechu. To się w Axelu nie zmieniło, lubił imponować, lubił zwracać uwagę i być w jakikolwiek sposób doceniany. Nawet jeśli nie wkładał w pewne umiejętności za wiele wysiłku.
- Oh, lala.... - Pokręcił głową na słowa kumpla. - Zatem musiałem spaść ci z nieba w tej chwili. Bo ja na razie nie planuje się za bardzo ruszać z Londynu, a milo by było z kimś porozmawiać w rodzimym języku. - Zasugerował Mitchowi niezbyt zobowiązująco sugestię częstszych spotkań.
Dla Axela perspektywa zjedzenia porządnego posiłku brzmiała jak marzenie. Może i nie przymierał głodem, ale juz dawno nie jadł niczego co wyglądało chociaż w mniejszym zbliżeniu jak domowy obiad. W Wiwernie dostawał kolację, bo kucharz nie mógł znieść jego patykowatej budowy ciała i jeśli mial mieć siły na noszenie pełnych kufli z piwem, no to przecież lokal nie zbankrutuje z powodu jednej porcji, czy dwóch.
- Oczywiście, ze jesteśmy piękni i młodzi i tak to juz zostanie. - Francuz kiwnął głową przekonany o tym stwierdzeniu. Ale kiedy Mitch wspomniał o dorastaniu, Axel spojrzał na niego uważniej.
- Mitch Macnair dorósł... Oh mon dieu, co masz na myśli, przyjacielu? - Axelowi od razu przyszło do głowy wiele rzeczy, od ustatkowania się w postaci zony, dzieci i stalej pracy aż po poważne stanowisko w Ministerstwie Magii.
- Szkoda, że to tylko latem staje się tutaj odrobine znośniej. - Mruknął siadając przy stoliku, który wybrał Mitch. Zaraz obok znalazło się menu i Axel zerknął na listę chciwym wzrokiem. Wiedział, że będzie mu ciężko się zdecydować, bo mógłby zjeść konia z kopytami, ale tez musiał zachowywać pozory. Tancerze przecież nie jedli jak świnie co popadnie i nie wiadomo ile. I tak źle i tak niedobrze.
- Oh, Norwegia. Piękny kraj, tylko strasznie zimny. Podobało ci się tam? - Zagadnął zaciekawiony tymi nowinami, sam by się chętnie gdzieś wybrał na jakaś wycieczkę, czy cokolwiek. Ale póki co to było nierealne dla jego zasobów pieniężnych. Eh... do cholery z tą biedą.
- O, firma! No co ty gadasz. Zostałeś architektem? Fiu, fiu. - Axel pokiwał głową z uznaniem. Przynajmniej Mitchowi nieźle szlo i udawało mu się rozkręcać własny interes. Francuz był pod wrażeniem, zwłaszcza że sam nigdy się nie widział w roli przedsiębiorcy.
Wspomnienie o tym, że dziś Axel jest gościem Mitcha wprawiło tancerza w zachwyt. Mogl się najeść i to jeszcze za darmo. Piękna Meluzyno, jakie to było szczęście. Axel spojrzał do menu zastanawiając się, co zjeść i aż mu się z tego szczęścia zakręciło w głowie.
- Jesteś równy gość, Mitch. - Axel uśmiechnął się wybierając na początek zupę z dyni i do tego dobierając pieczoną rybę z warzywami. Nie były to tanie dania, ale jak najbardziej pasujące do kogoś, kto zawodowo zajmował się sportem i dbał o linię.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Mitch Macnair
Śmierciożercy
Wiek
27
Zawód
Architekt i budowniczy
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
8
10
Brak karty postaci
06-01-2026, 19:05
Nie miał najmniejszego zamiaru kiedykolwiek wracać na Nokturn. W tym momencie omijał tą dzielnicę szerokim łukiem i pojawiał się tam tylko wtedy kiedy naprawdę musiał i robił to z dużą niechęcią. Wierzył jednak, że skoro jemu udało się stamtąd wyrwać to każdy, przy odrobinie szczęścia i samozaparcia będzie w stanie to zrobić. Nie miał pojęcia jaka była historia jego dawnego kumpla od kieliszka, kontakt zerwał się lata temu i w zasadzie odkąd do tego doszło młody Axel nie zaprzątał za często myśli Macnaira. Miał swoje problemy na głowie, co nie zmieniało jednak faktu, że teraz, kiedy go zobaczył ucieszył się bardzo i życzył mu jak najlepiej. Z pewnością kiedyś wypyta go o to co się u niego działo, odniósł jednak wrażenie w tym momencie, że chłopak chyba nie jest za bardzo chętny do opowiadania o swojej przeszłości. Rozumiał to doskonale i jak na razie nie miał zamiaru naciskać.
- No tak, myślę, że mimo wszystko idzie mi to lepiej od ciebie. - pokiwał głową z rozbawieniem.
Może i nie trenował walki wręcz, ale kilka przyjacielskich sparingów z kuzynami zdecydowanie zwiększyły jego umiejętności w tym zakresie. Wychodził z założenia, że w tym momencie raczej nie dałby się tak łatwo obić jak jeszcze przed kilkoma laty. Nie był może do końca pewny czy by wygrał taką potyczkę gdyby trafił na silniejszego przeciwnika, ale na pewno nie poddałby się bez walki. Na całe szczęście raczej nie miał okazji do sprawdzenia tej teorii, bo towarzystwo, w którym się aktualnie obracał raczej stroniło od tego typu „rozrywek”.
- A żebyś wiedział. Miło będzie to sobie odświeżyć, przypomnieć sobie wymowę i niektóre zwroty. Nawet jeśli nie używam francuskiego na co dzień, to jednak szkoda by było zaprzepaścić te wszystkie godziny poświęcone na nauczenie się tego języka. - odparł z uśmiechem poprawiając się na spokojnie na krześle.
Rozejrzał się po sali knajpy, po czym wyciągnął z wewnętrznej kieszeni kurtki paczkę papierosów i wyciągnął jednego zębami, po czym podsuwając paczkę kumplowi.
- Palisz? - uniósł brew ku górze już końcówką różdżki odpalając sobie papierosa i zaciągając się porządnie - No wiesz, doszedłem do wniosku, że skoro poświęciłem tyle kat swojego życia na doskonalenie się to nie można tego zmarnować. Jestem budowniczym i architektem, udało mi się zgromadzić w około siebie nie małe grono lojalnych klientów, którzy niosą wieści dalej. Skupiam się na rozwoju firmy, buduje sobie markę i wyrabiam dobre imię. Można powiedzieć, że doparły mnie dorosłe sprawy i to wszystko sprawiło, że sam musiałem przestać już myśleć jak wypuszczony z domu nastolatek. - odparł spokojnie lekko wzruszając przy tym ramionami, po czym obrócił papierosa między palcami - Lubię to co robię, myślę, że jestem jednym z tych szczęściarzy co naprawdę kochają swoją pracę. W każdy projekt wkładam dużo siebie, staram się je udoskonalać i tak dalej. - uśmiechnął się lekko wracając spojrzeniem do chłopaka.
Widząc, że ten przegląda menu sam to zrobił dość szybko decydując się na stek z ziemniakami i surówką. Nie jadł jakoś specjalnie dużo, ale jak już miał okazję zjeść na mieście to się nie ograniczał. Starał się dbać o sylwetkę, więc wiedział, że nie może przesadzać, zwłaszcza, że nie miał ostatnimi czasy jakoś specjalnie okazji do ćwiczeń. Było zimno więc pływanie odpadało, a przecież ich dom znajdował się zaraz przy plaży i to była najlepsza lokacja do ćwiczeń. Obiecał sobie, że jak tylko zrobi się cieplej woda będzie miała o wiele znośniejszą temperaturę wróci do ćwiczeń, może pozwoli mu to też trochę na oczyszczenie głowy przy okazji.
- Zgadzam się, Norwegia to piękny kraj. Kiedy miałem możliwość wybierał się na wycieczki i zwiedzanie. Mają wiele do zaoferowania i to pod wieloma względami. Ich kultura jest fascynująca, ale powiem ci, że nauczenie sie ich języka było dla mnie nie lada wyzwaniem. A był to warunek do rozpoczęcia nauk, więc pierwsze pół roku siedziałem nad słownikami i podręcznikami zanim w ogóle pojawiłem się w pracowni mojego nauczyciela. - powiedział z rozbawieniem widniejącym na twarzy.
Dobrze wspominał te kilka lat. Dużo się tam nauczył, zawdzięczał Hopp’owi wiele i wiedział, że raczej nie będzie w stanie nigdy spłacić tego długu. W dużej mierze to dzięki niemu znajdował się dzisiaj w tym miejscu, miał wiedzę i umiejętności, które pozwalały mu na zajmowanie się budownictwem.
- I nie zapominaj o tym. - roześmiał się na stwierdzenie Axela.
Nie widział nic złego w tym, że raz na jakiś czas zaprosi kogoś na drinka czy postawi mu obiad. Dopóki miał pieniądze było to możliwe, gdyby ich nie miał to nie wychodziłby z taką propozycją.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:42 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.