• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Pokątna > Artykuły piśmiennicze Scribbulusa
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-07-2025, 17:30

Artykuły piśmiennicze Scribbulusa
Artykuły piśmiennicze Scribbulusa to niewielki, ale bardzo elegancki sklep przy ulicy Pokątnej. Znajduje się obok sklepu z markowym sprzętem do Quidditcha i nieopodal bramy, która prowadzi na ulicę Śmiertelnego Nokturnu. Wnętrze sklepu jest wąskie, ale niezwykle precyzyjnie zorganizowane. Na mahoniowych regałach piętrzą się stosy zwojów czystego pergaminu o różnych odcieniach bieli i beżu, atramenty w szklanych flakonach błyszczą delikatnie, a za szkladą ladą znajdują się regały z piórami orłów, sów, gęsi, a nawet memortków - od najtańszych do ozdobnych, wykładanych srebrnym ornamentem.
Na ścianach wiszą obrazy z ruchomymi reklamami atramentów samopoprawiających błędy ortograficzne oraz samopiszących piór. W sklepie pachnie pergaminem, kurzem i atramentem lawendowym. W rogu stoi specjalny stolik z próbnikami, gdzie klienci mogą trzetestować asortyment. Sklep oferuje specjalne zestawy w promocyjnych pakietach dla uczniów Hogwartu.
Założyciel sklepu otworzył również drugą filię Artykułów piśmienniczych Scribbulusa w Hogsmeade.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Mitch Macnair
Śmierciożercy
Wiek
27
Zawód
Architekt i budowniczy
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
8
10
Brak karty postaci
31-12-2025, 11:48
22.03.

No tego to się naprawdę nie spodziewał. Nie mógł zrozumieć w jaki sposób w ogóle mógł dopuścić do takiej sytuacji. Przecież zawsze był zorganizowany, mimo powierzchniowego bałaganu w pracowni wiedział doskonale co gdzie leży i co do którego projektu się odnosi. Zawsze miał wszystko poukładane tak by to znaleźć, zawsze zaplanowane tak aby nigdy nic ze sobą nie kolidowało ani niczego mu nie zabrakło. Jak więc na Merlina do tego doszło? Cały poranek zachodził w głowę, pijąc kawę w kuchni i zabawiając małego Waldena coby Lucinda mogła zjeść śniadanie w spokoju, a potem robiąc dokładną listą podczas inwentaryzacji pracowni. Zaczął już szukać winowajców gdzie na zewnątrz chociaż wiedział, że to nie ma żadnego sensu. Ostatnio był zdecydowanie zbyt rozkojarzony i zaczynało go to lekko denerwować. Nie za bardzo wiedział też czym to wszystko jest spowodowane, interesy szły gładko, na brak pracy nie narzekał, w zasadzie spędzał nad nią większość swojego czasu. Może to właśnie było to? Może potrzebował jakiegoś urlopu, kilku dni na reset, ale z dala od butelki, bo zdecydowanie zbyt często po nią sięgał ostatnimi czasy. Nie chciał się stoczyć jak ojciec, tego by chyba nie przeżył.
Kiedy pojawił się w Londynie od razu skierował swoje kroki na Pokątną. To właśnie tam zaopatrywał się we wszystkie potrzebne materiały, miał jeden sklep, którego asortyment był najlepszej jakości, a on pracował tylko na takich właśnie rzeczach. Jeśli chciał w końcu otworzyć firmę musiał dać do zrozumienia wszystkim w około, że nie jest pierwszym lepszym architektem, który pracuje na słabych materiałach. Musiał rzucić trochę knutem.
Pokątna zawsze go zaskakiwała, lubił to miejsce i w jego mniemaniu była to jedna z najbardziej magicznych ulic czarodziejskiego świata. A był przecież w Paryskiej magicznej części miasta jak i tej w Oslo, one też były świetne, jednak Pokątna zawsze stała u niego na pierwszym miejscu. Zanim więc dotarł do celu, najpierw zaszedł do Esów i Floresów w poszukiwaniu nowych, ciekawych książek z jego ulubionej tematyki. Jego półki w pracowni uginały się już od tomów, ale dla niego nie było najmniejszym problemem aby ją wzmocnić lub też po prostu powiększyć. Księgarnie opuścił po pół godziny z dwiema nowymi książkami bezpiecznie spoczywającymi na dnie torby. W końcu, zadowolony z zakupu, skierował swoje kroki do Scribbelusa. Jednak im bliżej był sklepu tym większe napięcie pojawiało się na jego ramionach, a blizna po wewnętrznej stronie prawej dłoni zaczynała go mrowić. Nie chodziło i sklep, a przejście, które znajdowało się tuz obok niego. Tak doskonale mu znane, przechodził nim setki razy, jednak teraz, im bliżej znajdował się Nokturnu tym bardziej się spinał. Kiedyś miał z tą dzielnicą dobre wspomnienia, teraz jedynie przypominały mu o bólu i stracie, o zbrodni, której się dopuścił, a której nie żałował nawet przez chwilę, nawet kiedy wrzeszczący i zakrwawiony ojciec nawiedzał go w snach. Starając się nie patrzeć w tamtym kierunku, w końcu wszedł do sklepu, gdzie miał wrażenie, że wielki ciężar spadł mu z ramion. Wziął głęboki wdech i już po chwili do jego nozdrzy dotarł charakterystyczny zapach pergaminów, co wywołało u niego lekki uśmiech. Z kieszeni wyciągnął kartkę, na której miał zapisaną cała listę potrzebnych artykułów, a trochę tego było. Pergaminy, przynajmniej dwa szkicowniki, zestaw nowych ołówków konkretnej firmy, kilka piór i wiele innych rzeczy, które mu się w pracowni skończyły. Początkowo zaczął tego wszystkiego szukać, udało mu się nawet znaleźć odpowiadające pod względem grubości i jakości papieru szkicowniki, ale nie wszystko. Z naręczem przedmiotów podszedł do kontuaru i poprosił ekspedienta by ten był tak miły i skompletował mu resztę rzeczy. Kiedy mężczyzna się tym zajął, on w tym czasie zaczął się na spokojnie rozglądać po sklepie. Jego uwagę przykuł kałamarz, który był opisany jakoby zawierałby znikający atrament. Co prawda nie specjalnie go potrzebował, ale przecież nie zaszkodzi zajrzeć. Sklep był wątki i mimo dobrego zagospodarowania przestrzennego trzeba było wiedzieć jak się w nim poruszać. Wydawałoby się, ze Macnair w tym momencie po prostu o tym zapomniał, a przecież nie był jedynym klientem w tym momencie w tym przybytku. Ruszył w kierunku kałamarzu znajdującego się w rogu pomieszczenia, jednak przez kompletną nieuwagę zahaczył fragmentem kurtki o inny kałamarz. Szklany flakonik zachwiał się niebezpiecznie na blacie stołu, po czym dramatycznie przewrócił się i chlusnął całą swoją zawartość na młodą kobietę stojącą obok, oblewając jednocześnie atramentem jej spódnicę.
- Brawo Macnair… - mruknął sam do siebie bardziej karcąc się w myślach, po czym od razu obrócił się do kobiety - Na Merlina, strasznie panią przepraszam, niedojda ze mnie dzisiaj. To się spierze, zapewniam panią, mam w domu kilka koszul poplamionych atramentem i zawsze udaje się je doprowadzić do poprzedniego stanu… matko, jak mi głupio teraz… - podrapał się po karku w geście zakłopotania i dopiero teraz był w stanie spojrzeć na kobietę.
No u musiał przyznać, że podobało mu się to co zobaczył. Może jej odcień włosów nie był jego ulubionym, ale nie zmieniało to jednak faktu, że pasował idealnie do jej rysów twarzy i wiedział już, że w zasadzie inny kolor w ogóle by jej nie pasował. Szybko jednak skarcił się w duchu za te myśli, przecież doprowadził do katastrofy, zabrudził jej ubranie, a jest środek dnia, i jak ona teraz wyjdzie tak na ulice. No pięknie Macnair, nie ma to jak dobre pierwsze wrażenie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 10:10 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.