• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Irlandia > Stadion Quidditcha w Glencullen (hrabstwo Dublin)
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
22-06-2025, 13:06

Stadion Quidditcha w Glencullen (hrabstwo Dublin)
Stadion znajduje się niedaleko Dublina. Wejście prowadzi przez niepozorną, opuszczoną stodołę przy lesie. Wystarczy przekroczyć próg, by znaleźć się na terenie magicznie zakumflowanego boiska: równa murawa, pełne wymiary ligowe, trzy obręcze po każdej stronie, osadzone w solidnych stalowych słupach z fundamentem. Całość ukryta jest w naturalnym zagłębieniu terenu, otoczona sosnami i zabezpieczona zaklęciami maskującymi. Po wschodniej stronie stoją trybuny – drewniane, zadaszone, z miejscem dla komentatora i sędziów. W bocznej szopie mieści się schowek na miotły, skrzynie z piłkami oraz niewielka izba magomedyczna. W dni meczowe porządkowi patrolują granicę zaklęć maskujących, a parking dla mioteł wyznaczony jest w zagajniku za boiskiem.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Lillie Wellers
Czarodzieje
Wiek
20
Zawód
Ścigająca Harpii z Holyhead
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
1
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
15
25
Brak karty postaci
22-02-2026, 18:31
12 kwietnia 1962.


Lillie siedziała na boisku z miotłą w ręce, w oficjalnych ubraniach Harpii. Razem z kilkoma innymi zawodniczkami czekała na swoją kolei do sprintu na czas.Ostatnio na treningach skupiali się przede wszystkim na szybkości. Jakoś z dwa czy trzy tygodnie temu kilka zawodniczek nie osiągnęło dobrego wyniku i trener dostał szału. Cały czas naciskał na poprawianie swoich rekordów, na wyciskanie czego się tylko da ze swoich mioteł i oczywiście umiejętności. Lillie była już tym odrobinę zmęczona – ile można robić to samo na treningach? No i te krzyki trenera. Miał dzisiaj chyba kiepski dzień, bo ochrzaniał je od góry do dołu i gdyby tylko mógł, zapewne nie zostawiłby na nich suchej nitki. Chyba dobre wychowanie i szacunek do zawodniczek powstrzymywały go od powiedzenia za dużo... Nie tylko Lillie miała takie odczucia – kilka innych zawodniczek również, ale ona osobiście nie chciała się za bardzo odzywać. Nadal była najmłodsza stażem i wiedziała, że nie może sobie pozwolić na niektóre zachowania. Musiała robić swoje i na każdym treningu czy spotkaniu z zespołem pokazywać, że zapracowała sobie na bycie w tym miejscu i nie jest byle lepszym zawodnikiem, dającym się stłamsić. Wiedziała, że potrafi dużo pokazać i dużo zrobić dla zespołu, musiała tylko to wszystko pokazać. Koniec końców, dostanie się do tej drużyny wiązało się z posiadaniem umiejętności, prawda?
Zawodniczka przed nią właśnie kończyła swoje okrężenie. Lillie patrzyła na jej przelot z podziwem – poszło jej rewelacyjnie, widać było, że była z siebie dumna i Wellers gdzieś w środku musiała przyznać, że poczuła ukłucie zazdrości.
– Wellers, Twoja kolej! - trener wyczytał jej nazwisko. Nie pozostawało jej nic innego, jak oczyścić głowę i podjąć wyzwanie.
Zacisnęła dłoń na swojej miotle, kierując się szybkim krokiem na linię startu. Spojrzała czujnym okiem na tor przed sobą – prócz przelotu przez obręcze bramek, musieli wykonać kilka akrobacji i przelecieć przez ruszające się okręgi. Wzięła głęboki wdech, po chwili unosząc się w powietrzu. Przymknęła powieki, wiedząc, że jest w stanie dać z siebie wszystko i uda jej się osiągnąć dobry wynik. Była koniec końców dobrze przygotowana – na każdy trening starała się odpowiednio nastawić i dać z siebie wszystko. Jeśli nie będzie dawała rady na głupich sprintach, nie było sensu brać się na poważnie za trenowanie Quidditcha. Przynajmniej tak sobie to w tym momencie tłumaczyła. Niedawno w barze bardzo wątpiła w swoje osiągnięcia, czy umiejętności i ktoś, zupełnie przypadkowo powiedział jej wprost – nie gadaj bez sensu, nie kłap ozorem a pokaż, że potrafisz i tym zamknij wszystkim gęby. No więc dzisiaj chciała to pokazać swoimi czynami.
Na sygnał ruszyła. Nie czekała nawet ułamka sekundy, nie chcąc tracić cennego czasu na jakiekolwiek opóźnienia. Wszystko mogło mieć wpływ na jej końcowy rezultat. Momentalnie pochyliła się niżej, szybko zaliczając pierwsze kilka wyczarowanych obręczy. Gdy tylko przeleciała przez czwartą, ostatnią w tym rzędzie, poderwała miotłę w górę – szybko zrobiła beczkę i była z powrotem na odpowiednim torze. Pochyliła się nisko, chcąc złapać dobry tunel powietrzny i slalomem pokonała obręcze na jednym końcu boiska. W ostatni zakręt weszła jednak za szybko i przesunęła się z najbardziej optymalnego toru lotu – przeklęła w myślach, zaciskając mocno dłonie na trzonku miotły. Dłonie zaczęły jej się pocić, ale nie była w stanie zrobić nic więcej prócz wzięcia się w garść. Następnych kilka obręczy, wyczarowanych przez trenera było zdecydowanie niżej, nieco rozstrzelone na przestrzeni kilku metrów wysokości. Wyostrzyła spojrzenie i zacisnęła mocniej zęby, wprawiając miotłę w ruch. Pikowała przez parę sekund w dół, potem szybkie wystrzelenie w górę, znów w dół... Przymknęła na moment oczy, po raz kolejny tracąc cenne dwie sekundy. Zakończyła swój lot pięknym zahaczeniem o obowiązkowe bramki i wleciała na linię mety, krzycząc w myślach. To był koszmar, była kompletnie z tego przelotu niezadowolona.
– Wellers, zamyśliłaś się i straciłaś kilka cennych sekund. - musiała koniec końców wysłuchać oceny od trenera, więc tylko podleciała do niego i skinęła głową. Mężczyzna szybko spojrzał na kartkę papieru, gdzie miał zapisane uwagi – uśmiechnął się jednak i szybko odchrząknął, kierując w jej stronę długopis. - Nie było tak źle. Ale musisz wziąć się w garść. W zeszłym tygodniu poszło Ci o cztery sekundy lepiej i ustanowiłaś swój rekord. Nie myśl tyle, działaj. I reaguj.
Lillie pokiwała parę razy głową. Tak, miał rację. Przyjęła jego słowa, skłaniając się lekko w przód i odleciała z powrotem na ławkę. Dziewczyny cicho ją uspokajały, że przecież wcale nie było tak źle i że na pewno jeszcze nieraz pokona swój czas. Była im wdzięczna – za wszystko, zwłaszcza za to wsparcie. Nie było tutaj aż tak wielkiej rywalizacji, jakiej się bała. Ludzie różne rzeczy gadali – nawet te najgłupsze. Często nie wiedząc i nie znając całej prawdy. Wellers czasami musiała sama przed sobą przyznać, że niestety słuchała plotek. Tutaj, na całe szczęście, była nastawiona by samej się przekonać. Spełniała marzenia i byle plotki by jej nie powstrzymały – dzięki temu mogła się tutaj znaleźć. Inne zawodniczki były miłe, chętne do pomocy i współpracy. Dzięki nim łatwiej było się tutaj zadomowić i dawać z siebie wszystko.
Usiadła sobie z boku i przyglądając się przelotom innym dziewczyn, analizowała swój. Wiedziała, gdzie umknęły jej cenne sekundy. Będzie musiała nad tym popracować. Teraz jednak musiała się wziąć w garść i starać się na treningu do końca. Przed nimi jeszcze dzisiaj parę okrążeń i innych ćwiczeń do wykonania. Sprint to nie jedyne zajęcie dzisiejszego dnia, trening w tym momencie jeszcze się nie kończył – spędziła na boisku jeszcze parę godzin, nim zmęczona, opuściła boisko i mogła wrócić do domu.

/zt
You make this world a little wild, We love it on the other side
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Lillie Wellers
Czarodzieje
Wiek
20
Zawód
Ścigająca Harpii z Holyhead
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
1
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
15
25
Brak karty postaci
22-02-2026, 22:52
28 kwietnia 1962

Mecz ze Zjednoczonymi zbliżał się nieuchronnie. Lillie zaczynała się powoli stresować. Zresztą, jak przed każdym meczem – zawsze chciała dobrze wypaść, dobrze grać i nie pozwolić sobie na żadne problemy i złe zagrania podczas każdego meczu. Nie mogła sobie na to pozwolić. Bo ten mecz miał być wyjątkowy.
Już niejednokrotnie na widowni był ktoś z jej najbliższych. Rodzice, rodzeństwo, nawet jakieś znajome ze szkoły... Ale udało jej się zaprosić Keitha na mecz i teraz się tym faktem jeszcze bardziej przejmowała. I stresowała.I nie mogła zebrać myśli. I po co ona to na siebie ściągnęła? I w ogóle czemu ona się tym przejmowała? Przecież to był znajomy, przyjaciel, nic więcej...
– Wellers, uważaj! - o włos obok niej przemknął tłuczek. Lillie dopiero teraz oprzytomniała, szybko analizując sytuację. Była w środku treningu i najwidoczniej robiła wszystko, by nie wystąpić na najbliższym meczu. Oh, nie, nie było takiej opcji.
Szybko wróciła myślami na boisko. Byli w trakcie sparingu z rezerwą, gdzie ważyły się też losy pierwszego składu. Od tego sparingu zależało, kto będzie grał na meczu – więc Wellers musiała wziąć się w garść. Byłoby kiepsko, gdyby nagle się okazało, że będzie grzała łąwę, prawda?
„Przeciwnicy” mieli kafla i właśnie byli w trakcie natarcia na bramki. To było być albo nie być na majowym meczu. Lillie szybko pokręciła parę razy głową i chwyciła mocniej trzonek miotły. Musiała zastopować ten atak. Nie mogła pozwolić, by osoby z rezerwy ją wygryzły z pierwszego składu na ten mecz! Ruszyła w kontratak, próbując doścignąć osobę trzymającą kafla. Nie ona jedyna – inna koleżanka z pierwszego składu również naparła na przeciwnika. Ani jednej ani drugiej nie udało się odebrać piłki, a rezerwowa strzeliła gola. Obrońca również zaspał. Lillie przygryzła policzek od wewnątrz. No nie, tak się nie będziemy bawić.
Jedna z pierwszych ścigających, Andrea, przejęła kafla, rzuconego przez obrońcę. I obydwie z Lillie, krzyżując się torem lotu, ruszyły w stronę bramek przeciwników. To nie były przelewki. Przegrywały dwadzieścia do zera! Pora była się odegrać i zdobyć parę bramek. Lataniem wokół siebie, próbując zmylić przeciwnika, Andrea uniosła rękę z kaflem, próbując wyprowadzić strzał, gdy w ostatniej chwili podała do Lillie – młodsza koleżanka nadleciała zza niej, przejmując szybko piłkę w powietrzu i momentalnie strzeliła do prawej bramki. Pierwszy skład zdobył dziesięć punktów. Zadowolona z siebie i z koleżanki, podleciała do niej i przybiła z nią piątkę. Tak, dokładnie tak to miało wyglądać.
Po pół godzinie był remis – czterdzieści do czterdziestu. Znicza na razie nie było nigdzie widać, obydwie szukające latały nad boiskiem starając się cokolwiek wypatrzeć. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi – nadal był kwiecieć i dni nie były jeszcze takie długie. Lillie jednak to nie zrażało – mogła równie dobrze grać, gdy dookoła było ciemno. Miała zdrowy i bystry wzrok – zresztą, nie od niej zależało złapanie znicza. Ona musiała się skupić na rzucaniu kaflem i strzelaniu goli.
Odebrała kolejne podanie od swojej obrońcy, od razu ruszając w stronę bramek przeciwniczek. Zrobiła lekki zygzak, gdy naprzeciw niej pojawiły się dwie ścigające z drużyny przeciwnej – udało jej się je wyminąć, ale musiała szybko podać piłkę, nie chcąc ją stracić. Przypatrywała się, jak Andrei udawało się wbić kolejnego gola. Dobrze, dziesięć punktów przewagi! Musiały odrobić – najlepiej tak dużo wbić punktów, by znicz nie był dla nich zagrożeniem. Oczywiście, to nie bardzo wchodziło w rachubę, ale zawsze mogły się starać strzelić tyle, ile dadzą radę.
W pewnym momencie pałkarze bardzo się pobudzili. Lillie i dwie pozostałe ścigające musiały dość intensywnie unikać tłuczków. Andrea nawet dostała w ramię, ale grała dalej mimo bólu – Wellers widziała, że ją boli, jak dziewczyna się krzywi przy silniejszych ruchach, ale w tym momencie nie mogła nic na to poradzić. Trener bardzo intensywnie im się przyglądał i musiały dać z siebie wszystko. Zresztą, kontuzje w tym sporcie były naturalne. Trochę magii i będą się czuły jak nowo narodzone. W tym momencie Wellers widziała też kątem oka ruch wśród szukających. Ruszyły z przysłowiowego kopyta, najwidoczniej dostrzegając wśród zawodniczek złotego znicza. To był moment, gdy musiała zdobyć jeszcze chociaż jednego gola. Zrobić zamieszanie na boisku, by spróbować choć na chwilę wyrwać ze skupienia szukającą przeciwnej drużyny. Okręciła się wokół własnej osi, unikając mknącego w jej kierunku tłuczka, wytrąciła kafla z rąk przeciwniczki i pomknęła ku bramkom. Wyhamowała niedaleko obręczy, wybiła się z miotły w górę, wyrzucając kafla wysoko w górę. Uwielbiała wykonywać Skok Dionisusa. Uderzyła piłkę i posłała ją prosto w obręcze przeciwnika. Zdobyła gola, a chwilę później ich szukająca złapała również znicza.
Pierwszy skład wygrał mecz. A to oznaczało, że nie będzie żadnych roszad w składzie – rezerwa nadal była rezerwą. Lillie odetchnęła. Weźmie udział w meczu przeciwko Zjednoczonych i będzie mogła pokazać się na boisku kolejnej znajomej osobie. Skoro teraz wygrali – byli w stanie zagrozić kolejnej drużynie. Będzie dobrze. Teraz wypadało tylko posprzątać po meczu, ogarnąć się i wrócić do domu. Była padnięta – musiała odpocząć. W tym momencie jeszcze trzymała ją adrenalina po meczu, ale za jakiś czas się uspokoi. Z uśmiechem na ustach ruszyła do sprzątania z resztą zawodniczek, głośno komentując wszystkie ciekawe akcje podczas tego sparingu.

/zt
You make this world a little wild, We love it on the other side
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 16:15 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.