• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Londyn, al. Śmiertelnego Nokturnu 88/8 > Jadalnia
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
27-01-2026, 15:14

Jadalnia
Jadalnia tonie w ciepłym, przytłumionym świetle wpadającym przez wysokie okna przesłonięte delikatnymi, koronkowymi firanami. Ściany pokrywa wzorzysta tapeta w przygaszonych brązach i złamanych beżach, na której tle zawieszono liczne, stare fotografie w ciężkich ramach. W centrum stoi solidny, drewniany stół o gładkim, lekko połyskującym blacie, otoczony krzesłami z ciemnego drewna i tapicerowanymi siedziskami. Nad stołem zwisa klasyczny żyrandol, którego świece rzucają miękkie cienie na sufit i ściany. Przy jednej ze ścian ustawiono wąski stolik z drobnymi dekoracjami, a lustro w prostej ramie odbija fragment wnętrza, potęgując wrażenie zamkniętej, intymnej przestrzeni. W powietrzu unosi się zapach starego drewna.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Arthyen Borgin
Śmierciożercy
But you're everything to me. You deepen the red of my blood
Wiek
25
Zawód
likwidator stworzeń, przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
7
OPCM
Transmutacja
8
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
21
15
10
Brak karty postaci
27-01-2026, 20:25

Good evening, can we talk about God?
3 maja 1962

Noc najwidoczniej miała w zwyczaju zastawać człowieka zbyt szybko ― albo to nuda, wyspecjalizowana choroba urzędników, nadawała wszystkiemu podton suchy i jałowy. Zamiast sensownej ucieczki z miasta, zamiast czegokolwiek, co dałoby się obronić przed własnym sumieniem, przyszło mu gnić w podlazłej melinie z jeszcze głupszymi ludźmi z ministerstwa. Tacy to niby zwyczajni ludzie spędzali wolny czas: byle nie słuchać marudzeń baby tamtego, byle nie wykonywać powierzonych obowiązków, byle odsunąć od siebie myśl, że jutro znów trzeba będzie być kimś odpowiedzialnym. Dał się namówić niedbale, bez przekonania, raczej z braku oporu niż entuzjazmu. Ironią losu było to, że znacznie ciekawszą opcją jawiło się nawiedzenie pewnej istotki daleko od Londynu ― ale rozsądek, tani substytut odwagi, zwyciężył. Poszedł więc. Niech będzie. Borgin nie był wszak dupą bladą, by na wszystko i wszystkich spoglądać sceptycznie, z wysoko uniesioną głową rozdając schedę byle robactwa zamiast mądrym ludziom. Przynajmniej tak lubił o sobie myśleć.
Los jednak, jak zwykle, miał własne zdanie. W kartach tamci okazali się tego wieczoru lepsi ― co samo w sobie było zniewagą. Sługus zła miał niemiło upodlony dzień, a złe dni u takich kończyły się przewidywalnie. Jeden oberwał w nos, drugi w bebechy, ot, demokratyczna dystrybucja przemocy. On natomiast, dla dopełnienia obrazu, zebrał w ryjec ― solidnie i bez pośpiechu. Zdecydowanie nie był to rodzaj obrażeń, który podobałby się dziewczynom, ani komukolwiek o elementarnym poczuciu estetyki. Siedząc potem z pulsującą szczęką i godnością w stanie rozkładu, musiał przyznać jedno: kurewskie życie, doprawdy. Nawet kiedy człowiek próbuje być umiarkowany, świat i tak znajduje sposób, by przypomnieć mu, że umiarkowanie to luksus, na który rzadko kto naprawdę zasługuje.
Zwyczajowo, mijając podejrzanych typów u zbiegu Nokturnu i Pokątnej, zarzucił głowę przewidywalnie wyżej, sprawdzając, że wszystko jest pod kontrolą. Zerknął na kamienicę, tę samą, która z zewnątrz wyglądała gorzej niż w środku na klatce schodowej, co samo w sobie było osiągnięciem architektonicznej degrengolady. Z zadowoleniem wypływającym na kanty twarzy ― ledwie widocznym, odnalazł w tym logiczną gestię udanego wieczoru. Skoro wnętrze było mniej odrażające niż fasada, dzień można było uznać za względnie domknięty. Ot, drobne zwycięstwa. Wyprowadził jeszcze psisko na spacer, co w jego mniemaniu już kwalifikowało go do miana człowieka odpowiedzialnego. Siniec, pięknie wybarwiony w odcieniach fioletu, nie dał się doszorować, choć próbował ― jakby woda miała moc cofania czasu i decyzji. Nie miała. Tak więc, z twarzą noszącą ślady wieczornej filozofii rozgrywek karcianych, wypełzł pod drzwi kuzynki mieszkającej piętro wyżej. Zachowywał się jak upodlony amant, bez przesadnych manier, bez wdzięku ― waląc do drzwi bardziej z irytacji niż potrzeby ogłoszenia swego przybycia. Bądź jawnego sygnalizowania, by nie wpadł na porywy życia prywatnego panny Borgin. Stał. Czekał. I czekał dalej. Nienawidził czekać, bo czekanie wymagało myślenia, a myślenie miało tę przykrą właściwość, że przywoływało konsekwencje. Klatka schodowa odpowiadała mu ciszą, wilgoć ścian zdawała się drwić z jego niecierpliwości, a on sam dochodził do wniosku, że jeśli wieczór miał jeszcze jakiś plan, to z pewnością nie zamierzał konsultować go z Borginem.
― Dobry wieczór... Ma Pani chęć porozmawiać o nowym ministrze, hm? ― manifestacją bzdurnej powagi wywołał przywitanie, każde bardziej cudaczne od kolejnego, gdy się widzieli. Zaraz zakpił z siebie, wyciągając w ramach wkupu w łaski Pani mieszkania dobre wino ponoć, zakupione dość dawno. Odnalezione przypadkowo, gdy pies niuchający po szafkach, niemal jej nie potłukł. Takie marnotrawco. ― Chyba, że... przeszkadzam?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 02-02-2026, 10:59 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.