• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Londyn, Delancey St 4/6 > Zagracony salon
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
25-01-2026, 19:00
Zagracony salon
Salon jest duszny, przeładowany pamiątkami, które ocalały z ucieczki z Rosji i lat spędzonych we Francji. Powietrze smakuje kurzem i tytoniem z cienkich papierosów, które Anastasiya czasem pali przy oknie. Okna zasłaniają ciężkie, aksamitne kotary – niegdyś szkarłatne, dziś wyblakłe do barwy zakrzepłej krwi. W kącie dumnie, choć nieco krzywo, stoi gramofon, a obok niego, na honorowym miejscu, spoczywają jej stare łyżwy figurowe; ich płozy są wciąż nienagannie naostrzone, lśniąc w mroku niczym brzytwy. Środek zajmuje głęboka, zapadnięta sofa przykryta wełnianym pledem, na którym najczęściej leżą porozrzucane zabawki syna.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Arthyen Borgin
Śmierciożercy
But you're everything to me. You deepen the red of my blood
Wiek
25
Zawód
likwidator stworzeń, przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
7
OPCM
Transmutacja
8
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
21
15
10
Brak karty postaci
28-01-2026, 21:37

With family, it's best not only in photos
8 maja 1962

Uważne spojrzenie zielonych tęczówek dwojako wyzywająco wbiło się w przeciwnika, jakby miało prawo penetrować zakamarki jego duszy, których istnienia sam zainteresowany zapewne nawet nie podejrzewał. Sytuacja była, w jego mniemaniu, niebezpieczna ― ramię niemal odlatywało z boleści, spięte do granic przyzwoitości mięśnie domagały się odpoczynku, urlopu i najlepiej ciepłego okładu. Heroizm miał swoje granice, a on właśnie się o nie boleśnie obijał. Przeciwnik zaś okazał się znacznie gorszym wrogiem, niż przewidywały wszelkie kalkulacje. Atakował dalekosiężnie, bez ostrzeżenia, łamiąc wszelkie zasady honorowej konfrontacji. Ruchy następowały tam, gdzie spojrzenie nie nadążało, czyny rozmijały się z logiką, a reakcje z godnością dorosłego człowieka. Hańba ― pomyślał z przekąsem ― tak właśnie upadają legendy, podkopane przez brak przewidywalności.
Wtedy stało się to, co w kronikach bitew zwykle pomija się milczeniem. Mniejsza dłoń, wsparta zdecydowaną pomocą drugiej, mocno nacisnęła na jego większą odpowiedniczkę. Dziecięce ciało, nieznające litości ani biomechaniki, wpadło niemal całe na stolik kawowy, śmiechem i ciężarem przechylając dorosłego bezceremonialnie w lewo. Manewr był prosty, brutalnie skuteczny i całkowicie pozbawiony finezji. Leżąc w pozycji dalekiej od zwycięskiej, musiał przyznać jedno: oto wojownik. Bez strategii, bez planu i rozpoznania, za to z absolutnym przekonaniem o własnej nieśmiertelności. Świat bywał okrutny ― szczególnie wtedy, gdy przeciwnik nie znał zasad gry i zupełnie nie zamierzał ich przestrzegać.
Musiał przyznać ― z niechętną szczerością, która zawsze bolała najbardziej ― młody miał zadatki na dobrego łowcę. Może jeszcze nie teraz, może nie jutro, ale te małe piąstki, pozornie niegroźne, już teraz zdradzały niepokojącą precyzję. Kiedyś będą sięgać celu lepiej, szybciej, bez tego całego teatralnego wahania, którym dorośli tak lubią maskować własną niepewność. Ewolucja nie czekała na pozwolenie. Psisko na widok leżącego właściciela poruszyło się bez przesadnego pośpiechu ― czujne, jakby najpierw musiało przeanalizować sytuację. Pysk przechylił się lekko, oczy zmrużyły, testując rzeczywistość: oddycha czy już tylko dramatyzuje. Instynkt miał lepszy niż większość ludzi z ministerstwa, to było pewne. Gdy brak reakcji się przeciągał, zwierzę uznało najwyraźniej, że żyje, skoro wciąż wygląda na zirytowanego.
― Chwila przerwy, wojowniku... ― zapowiedział, łapiąc podopiecznego pod ramionka, gdy ten próbował kolejnego natarcia. Gwizdnął na Zlate krótko, uspokajająco, by wyciszyć instynkty towarzyszki. Drugą ręką sięgnął po włosy zwycięzcy, czochrając je bez ceregieli ― nagroda wiążąca z gestem najwyższego uznania. Albo upierdliwa, bo pisk przeciął mu bębenki słuchowe. Dzieciak był zmęczony, co zdradzały rumieńce i przyspieszony oddech, ale w oczach wciąż tliło się to bezczelne zadowolenie kogoś, kto właśnie wygrał bitwę, nie rozumiejąc jeszcze jej znaczenia. ― Oboje zaliczymy reprymendę, gdy mamusia dostrzeże ten bałagan... Pobaw się z Zlatą, bez ciągania za ucho.
Chyba i tak zaliczył u panny Trubetskoy solidnego minusa ― i to nie tego drobnego, który da się zetrzeć jednym zręcznym gestem, lecz takiego, co zapisuje się w pamięci gospodyni grubą kreską. Przyprowadzenie w pochodzie gościnnym znudzonego bezczynnością psiska było aktem odwagi graniczącej z brakiem wyobraźni. No trudno. Życie składało się z decyzji, a ta właśnie dołączyła do długiej listy tych średnio przemyślanych. Zaczesał włosy do tyłu i umknął z wolna do części reprezentacyjnej mieszkania ― salonu, gdzie urzędowała pani domu, władczyni przestrzeni i nastrojów. Gdzieś w tle czaił się osobisty wilczuś, wyrwany z nory dobre dwie godziny wcześniej; Varya najpewniej długo mu tego nie wybaczy. Była w niej pamiętliwość godna urzędnika archiwów, tylko pozbawiona hipokryzji. Chociaż… wzruszył ramionami z tą niedbałą filozofią, która zwykle pojawia się wtedy, gdy człowiek nie zamierza już nic naprawiać. Usiadł na wolnym miejscu, pozwalając sobie na krótką inwentaryzację otoczenia. Wzrok przesunął się po jednej pannie, potem po drugiej ― uważnie, lecz bez specjalnego zaangażowania, jakby sprawdzał rozmieszczenie mebli w znanym pokoju.
― Pochwalcie się... Głośniej ― zawtórował, zasięgając po filiżankę z wystygniętą już herbatą. Cisza. Gęsta, podejrzana. Taka, która nie zwiastowała spokoju, lecz raczej chwilowe zawieszenie broni. Brak szeptów, brak porozumiewawczych spojrzeń, brak tego charakterystycznego napięcia, które zwykle unosiło się nad salonem jak kurz. ― Nie musicie się wstydzić, romanse są zrozumiałe.
Plotki się skończyły?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 02-02-2026, 11:10 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.