• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Walia > Domostwa > Cardiff, Ferry Road 13/9 > Pokój na poddaszu
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
14-01-2026, 20:21

Pokój na poddaszu
Riven mieszka na poddaszu starej kamienicy w portowej dzielnicy. Jej mieszkanie to jedno przytulne pomieszczenie, które pełni funkcję sypialni, salonu i kuchni jednocześnie. Z niewielkiego korytarzyka prowadzi do niego wejście, a stamtąd można również dostać się do łazienki. Choć przestrzeń nie jest duża, mieści pod ścianą dwuosobowe łóżko, stół z dwoma krzesłami i skromną, rzadko używaną część kuchenną.
Dzięki poddaszowym oknom wychodzącym na trzy strony świata wnętrze wypełnia się światłem, które latem zmienia je w niemal tropikalny zakątek. Drewniane ściany i podłogi nadają mieszkaniu ciepła i charakteru, a półki, komoda i parapety uginają się pod ciężarem rozmaitych bibelotów. Tu i ówdzie widać porozrzucane ubrania, a łóżko nie zawsze jest pościelone, jakby właścicielka opuszczała je w pośpiechu, spiesząc się ku nowym przygodom.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
14-01-2026, 20:50
| 8 marca 1962

Był wczesny ranek kiedy obudziłam się, ponieważ słońce wdzierało się już przez jedno z trzech okien w moim mieszkaniu. Głowa mnie bolała, zdecydowanie za dużo wczoraj wypiłam. Gabriel wpadł wczoraj w odwiedziny do Cardiff, a ja nie mogłam przepuścić okazji, aby spędzić z nim trochę czasu. Już nie pamiętałam kiedy, ani właściwie w jaki sposób się poznaliśmy, ale był on takim punktem, który co jakiś czas pojawiał, przypominał o sobie, a ja nie mogłam się wręcz oprzeć. Jego charyzmie, jego sposobie bycia i jego opowieściom. Nie byłam w stanie wyczuć kiedy mówił mi prawdę, a kiedy opowiadał historie wyssane z palca. Nie ważne. Cokolwiek mi mówił, ja uwielbiałam go słuchać. Nie widywaliśmy się przesadnie często, a nawet jeśli, to nie ja zazwyczaj byłam głównym punktem jego wizyty. Wczoraj jednak poświęcił mi w tawernie dużo swojego czasu, zaproponował odprowadzenie do domu, a jak już był pod drzwiami, to zaprosiłam go do środka. Nie pierwszy raz zresztą. Szybko wieczorem ogarnęłam pokój, zbierając chociażby brudną bieliznę z podłogi, a następnie postawiłam na stole alkohol, który trzymałam właśnie na specjalne okazje. Jestem pewna, że gdy tylko spojrzę w stronę stołu zobaczę pustą butelkę. Nie bez powodu przecież bolała mnie głowa.
Opadłam ponownie na poduszkę, nie było mowy o dalszym spaniu. Nie wtedy kiedy słońce tak mocno oświetlało moją twarz, a aby zasłonić okna, to musiałabym wstać. Czy to było realne do spełnienia? Nie. Z cichym westchnieniem podniosłam się na łokciach. Włosy opadły na moje nagie ciało, kiedy zaczęłam wpatrywać się w leżącego obok Gabriela. Cmoknęłam parę razy, zastanawiając się jak to się stało, że znalazłam się w takiej pozycji, a nie innej. Naga. W swoim łóżku. U boku dużo starszego ode mnie mężczyzny. Którego w sumie nie wiedziałam kiedy zobaczę ponownie. Myślenie jednak mnie dzisiaj bolało, wzruszyłam jedynie ramionami stwierdzając, że to nie jest chyba odpowiednia rzecz, którą powinnam się przejmować. Przecież to nie był nasz pierwszy raz i uśmiechnęłam się lekko, dłonią sięgając po kosmyk swoich włosów.
Zaczęłam drażnić, chyba śpiącego jeszcze Gabriela, swoimi włosami pod jego nosem. Ciekawa byłam kiedy się łaskawie obudzi, bo jedyne czego teraz pragnęłam to kubka porządnej mocnej kawy. A ja nie miałam zamiaru się jeszcze podnosić. Pan Holloway dostał ode mnie wczoraj do wypicia bardzo dobry i całkiem drogi alkohol. Dostałam go w prezencie, a butelka świeciła pustką. Mógłby się więc odwdzięczyć i zrobić mi kawę, prawda? Gdy zaczęło po nim widać, że lekko łaskocze go pod nosem, zaśmiałam się i dźgnęłam go palcem w ramię, potem w bok i w klatkę piersiową.
- Śpisz? - Zapytałam, nawet nie kryjąc rozbawienia w głosie. - Ej, panie Halloway, nie myślałam, że z pana taki śpioch - potrząsnęłam nim lekko. - Zrób mi kawę. Zrobisz mi kawę?
Ułożyłam usta w dzióbek patrząc na niego wyczekująco. Było jeszcze bardzo wcześnie, wiedziałam, o której godzinie słońce zaczyna zaglądać do mojego pokoju. Myślę, że było koło szóstej rano więc miałam jeszcze sporo godzin zanim będę musiała pójść do pracy. W normalnej sytuacji obróciłabym się na drugi bok, zarzuciła kołdrę na głowę i próbowała spać dalej. Ale już mi się nie chciało spać. Bardziej interesowała mnie interakcja z moim gościem.
Zdecydowanie nie mogłam narzekać na nudę w swoim życiu. Moja sieć znajomych była szeroko rozwinięta, a ja uważnie dobierałam sobie partnerów do spędzania czasu. Ciotka zawsze powtarzała mi, że mam uważać. Zaczęła swoje pogaduszki, kiedy pierwszy raz wróciłam ze śladami pocałunków na szyi i co jakiś czas wyjątkowo dosadnie mi o tym przypominała. A ja naprawdę uważałam, tylko byli tacy, którym nie potrafiłam się oprzeć. Jednym z nich był właśnie Gabriel. Nic więc dziwnego, że nie zawahałam się zaprosić go do domu, postawić przed nim butelkę z alkoholem, a potem obudzić się rano u jego boku. Nie było szans na to, abym budziła się u boku mężczyzny, przy którego boku chciałam się budzić. Więc musiałam to sobie jakoś rekompensować, starać się o tym zapomnieć i żyć dalej swoim życiem, które przyjmowałam pogodzona z własnym losem.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Gabriel Holloway
Czarodzieje
miłośnik rzeczy niewłasnych
Wiek
37
Zawód
jubiler, twórca wzorów, złodziej
Genetyka
Czystość krwi
potomek wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
3
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
11
12
Brak karty postaci
14-01-2026, 22:22
W życiu Holloway’a nie istniało coś takiego, jak nie mieć po drodze. Ciągłe podróże sprzyjały rozmowom biznesowym, a to one nadawały rytm codzienności, pozwalając się utrzymać na powierzchni. Panna Thorne nigdy nie była głównym powodem wizyt w Cardiff, a raczej ich doskonałym uzupełnieniem, wisienką na torcie, na którą czeka się z utęsknieniem, by doznać uczucia kompletnego spełnienia. Poetycko i górnolotnie? No może, ale co poradzić, kiedy Gabrielowa dusza ma w sobie wrażliwość na piękno wszelakie? Nie mógł sobie (ani jej!) odmówić odwiedzin, więc gdy tylko dograł sprawę z klientem, zawitał w tawernie. Miał tam zostać na chwilę, góra dwie, lecz słodki uśmiech młodej barmanki, puszczane ukradkiem oczka i pełny dekolt, wyglądający spomiędzy rozpiętych guzików koszuli sprawiły, że został. On także nie pamiętał, jak i kiedy udało im się poznać. Czy to przypadkowe spotkanie gdzieś w Cardiff, a może zapoznał ich wspólny znajomy? To brzmiało, jak Kenneth, który swojego czasu za punkt honoru postawił sobie oprowadzenie przyjaciela po wszystkich liczących się na wyspach knajpach. Był mu wdzięczny za tak miłe przyjęcie, bo zdecydowanie miał dzięki temu o wiele lepszy start. Nie co dzień dostaje się polecenie z ust samego kapitana statku, prawda?
Nigdzie mu się nie spieszyło, ani dziś, ani w ogóle. Poranek miał być leniwy, oparty o wylegiwanie się w łóżku i kacowanie, ale za to w jakże doborowym towarzystwie. Powstrzymywał się, kiedy w tawernie Riven uzupełniała jego szklankę, ale przestał, gdy tylko przekroczyli próg pokoju na poddaszu. Drogi alkohol był wyśmienity w smaku, lecz nie tak bardzo, jak słodycz kobiecych ust, kiedy uderzające do głowy procenty usprawiedliwiały każdy mało rozsądny ruch. Leżał w zmiętej pościeli, rozgrzanej od nagich ciał po tej całej nocy, śpiąc twardo. Nie wiedział jeszcze, że obudzi się z kacem. Subtelny dotyk na twarzy był zbyt delikatny, by wyrwać go z objęć Morfeusza. Co innego palce, których zaokrąglone paznokcie gotowe były zostawić ślady.
— Jeszcze minutkę — mruknął zaspany, nadal nie rozchylając powiek. Kładące się na twarzy słoneczne promienie zapowiadały brutalną pobudkę, może nawet gorszą od tej, którą zdecydowała się mu zafundować Riven bezczelnym dźganiem. — Okrutna jesteś, wiesz? — w pomruku wybrzmiała stłumiona nuta oburzenia, kiedy poczynania Thorne nie ustawały. Odwrócił się na bok i ułożył rękę na kobiecej talii, przyciągając bliżej siebie i przygniótł jej uda własnym. — Będziesz w moim wieku, to zaczniesz doceniać każdą okazję na sen. — Dzieliło ich piętnaście lat, a to cała przepaść, jeśli wierzyć słowom niektórych; zwłaszcza tych, którzy wychowali się w jednym systemie, jakże różnym od tego, który był wpajany Gabrielowi. Skutecznie ignorował fakt, że nie był ideałem, facetem, z którym wiązało się swoje marzenia oraz przyszłość. Był przystankiem, kimś na chwilę, na urozmaicenie dnia, nie zaś zobowiązaniem, które się świadomie wybierało, jako życiową drogę. Ignorował, a może godził się z braku innych opcji. Podejmował się tej gry, bo jej zasady były mu najlepiej znane.
Wizja kawy była kusząca, ale wymagała poświęcenia i podniesienia się z łóżka. Dla Gabriela utrudnieniem wcale nie był ból głowy, a świadomość, że w ten oto sposób obejmująca ich, oderwana od wszechświata bańka, zaraz pęknie i sprowadzi na ziemię.
— Dlaczego tak wcześnie? Spieszysz się? — Zmusił się do lekkiego uniesienia jednej powieki i niemal od razu tego pożałował. Zdążył zapomnieć, że lokum czarownicy ma tak niefortunny układ, że niezależnie od pozycji, jaką przybierze się na łóżku, słońce wdzierało się bezczelnie do środka, z miejsca czyniąc poranek beznadziejnym. Za każdym razem, gdy ją odwiedzał, powtarzał sobie, że będzie pamiętać o zasłonach, i dziś — tak, jak zawsze — zostawił różdżkę daleko poza zasięgiem dłoni. Uświadomił to sobie, kiedy wyciągnął rękę, na ślepo próbując ją odnaleźć gdzieś ponad głową. Westchnął ciężko zrezygnowany i znalazł inne rozwiązanie. Naciągnął na nich warstwę kołdry, zakrywając twarze, a jednocześnie odkrywając własną stopę. Niefart, ale czasem trzeba sobie radzić, wybierając między złą a gorszą opcją. Natychmiast ogarnął ich półmrok, dający iluzję wolności; do czasu, aż skończy się powietrze. — Proszę, rozwiązane — mruczał dalej, tym razem wprowadzając na twarz zaspany, acz zadowolony uśmiech.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
14-01-2026, 22:27
Nawet nie ukrywałam radosnego uśmiechu, który wpłynął na moje usta, kiedy Gabriel zaczął się dobudzać. Słońce oświetlało i jego twarz, była więc to kwestia chwili kiedy zacznie go to na tyle drażnić, że i on się obudzi. Oskarżenie z jego ust, było jak najpiękniejszy komplement. Zaśmiałam się cicho, zgarniając jego włosy z czoła.
- Wiem, a co? - Zapytałam, ale nie oczekiwałam odpowiedzi.
Obserwowałam jak się obraca, delikatny dreszcz przeszedł moje ciało czując jego dłoń na talii i radosne piśniecie rozbrzmiało w pokoju w momencie nagłego przesunięcia. Chichrałam się pod nosem nie mogąc zrobić nic innego jak tylko wygodnie ułożyć się ponownie na poduszce, kokosiłam się więc chwilkę przylegając do niego. Łóżko było rozgrzane, męskie ciało również. Czułam jego mocne ramiona, ciężkie udo. Był ode mnie zdecydowanie wyższy i silniejszy. Nie miałam więc szans, grzecznie więc leżałam nawet, póki co, nie próbując dalej dokazywać.
- Mam jeszcze parę lat nim taką potrzebę odczuję - mruknęłam z dziwnym zadowoleniem w głosie.
Byłam jeszcze młoda, wiedziałam o tym. Dopiero w maju skończę dwadzieścia trzy lata, ciotka czasem w żartach mówiła, że jestem jeszcze dzieckiem. Z pewnością po części miała rację. Moja głowa miała jeszcze w sobie coś z dziecka, czasem głupie pomysły, chęć do zabawy i próbowania nowych rzeczy, testowania rzeczywistości. Natomiast zdecydowanie nie można było powiedzieć bym wyglądała jak dziecko. Oj nie. A ja wiedziałam jak to wykorzystać, port szybko uczył bycia dorosłym nawet wtedy, kiedy głowa jeszcze zbytnio za tym nie nadążała.
- Nie, właściwie to nie… ale boli mnie głowa - jęknęłam niezadowolona.
Gabriel szybko znalazł na to sposób. Nim się zorientowałam naciągnął kołdrę przykrywając nasze głowy. Objęło nas ciepło, zapach naszych ciał i ciemność, która była teraz zbawieniem dla bolących oczu. Odetchnęłam lekko czując ulgę. Nim naprawdę będę musiała wstać minie jeszcze kilka godzin. I Gabriel bardzo dobrze o tym wiedział, nic więc dziwnego, że mnie o to zapytał. Może nie powinnam była się wybudzać, tylko wtulić w niego ponownie i spróbować zasnąć? Wiedziałam, że nie zasnę, ale co bym się poprzytulała, to moje. I nagle sobie uświadomiłam, że nadal mogę.
- Chyba mnie przekonałeś - odparłam zamykając oczy.
Zaczęłam się lekko wiercić próbując się obrócić bardziej w jego stronę tak, aby móc go objąć dłońmi. Przylgnęłam do jego klatki piersiowej wtulając swoje czoło w jego skórę. Było przyjemne, ciepłe i dobrze mi znane. Nie pierwszy raz budziłam się u jego boku nad ranem. Znałam te tatuaże, które zrobiły jego ciało. Lubiłam na niego patrzeć, miał w sobie coś przyciągającego, czego nie potrafiłam wytłumaczyć. Gabriel pojawiał się w moim życiu nagle i nagle znikał. Był chwilą, jedynie momentem, zaspokojeniem dziwnej potrzeby. I osobą, której nie potrafiłam się oprzeć. I nie ja jedna. Wiedziałam, że każda kobieta patrzy na niego z pożądaniem, puszcza oczko, zawiesza wzrok na dłużej niż powinna. Wcale nie byłam lepsza. Jednak nie mogłam nic na to poradzić. Czy próbowałam coś na to poradzić? Też nie. Taki układ zdecydowanie mi odpowiadał. Jemu też. Zapewniałam rozrywkę, chwilę zapomnienia i byłam wtedy, kiedy się w Cardiff pojawiał. Dodatkowym elementem, istotnym punktem, którego się tak po prostu nie omijało. I sam Gabriel chyba bardzo dobrze o tym wiedział, skoro jego chwila w tawernie przeciągnęła się aż do kolejnego poranka. Uśmiechałam się pod nosem. Nie ukrywałam, że mi to schlebiało. Naprawdę. Gdyby to był ktoś inny, to nigdy bym go nie zaprosiła do domu. Skończylibyśmy w pokoju w podrzędnym przybytku, nad ranem zamiast go budzić po prostu bym sobie poszła. Parę razy już tak było. Ale to był Gabriel, z nim bym tak nie mogła, nie umiałabym.
- Śpisz? - Zapytałam szeptem czując, że powolutku zaczyna się pod tą kołdrą robić trochę zbyt ciepło.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 02-02-2026, 07:51 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.