• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Inne miejsca > Rezerwaty Bulstrode'ów > Biura
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
04-01-2026, 11:57

Biura
Usytuowane w najstarszym skrzydle głównego budynku, biura przypominają bardziej gabinety uczonych, niż administrację. Grube ściany z kamienia tłumią hałas z zewnątrz, a wnętrze wypełniają szafy kartotekowe, księgi, raporty i zwoje zabezpieczone przed wilgocią i ogniem. Na ścianach wiszą mapy rezerwatów i ryciny wymarłych gatunków. Biurka są masywne, otoczone stosami notatek i kałamarzy, zaś w powietrzu unosi się woń atramentu oraz wosku. To centrum ewidencji stworzeń, wniosków terenowych i kontaktów z Ministerstwem oraz handlarzami.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
04-01-2026, 19:49
|05.04.1962

Z planami rejsów oraz całą dokumentacją pod pachą zjawił się w rezerwacie Bulstrodów. Czuł się jak petent, który nie ma pewności czy jego podanie nie zostanie odrzucone z trzema pieczątkami. Nie mógł jednak rezygnować z takich spotkań. Chciał zbudować swoją sieć klientów i kontaktów, dzięki którym będzie mógł pływać na własnych zasadach. Kapitan Fernsby miał wielkie ambicje, a nie uwzględniały pływania wiecznie pod kimś. W planach było wykupienie “Złotej Łani” i posiadanie kilku stałych klientów oraz przyjmowanie mniejszych zleceń na bieżąco oraz współpraca z Ministerstwem Magii przy patrolowaniu morskich granic, utrzymywania kontaktów z trytonami oraz łapania morskich przemytników. Kto jak kto, ale należało pilnować swoich interesów. Przemytem zajmował się on, zresztą jak większość magicznych kapitanów. Nie wchodzili sobie w paradę ale też eliminowali tych, którzy zbytnio się rozochocili.
Odezwał się do Bradforda Bulstrode, ponieważ słyszał, że to człowiek konkretny, ukierunkowany na działanie i nie będzie owijał w bawełnę. Z takimi ludźmi prościej się pracowało, dlatego też teraz stał w biurze gdzie został zaprowadzony przez pracownika rezerwatu. Miał oczekiwać na pana Bulstrode, który zaraz się zjawi. Te parę chwil dało mu czas na przygotowanie się. Jeżeli uda mu się przekonać tego czarodzieja do współpracy to mógł zyskać cennego klienta. Teczka leżała otwarta na biurku, ciężka od dokumentów, które znał niemal na pamięć, a mimo to przeglądał je raz jeszcze celem upewnienia się, że o niczym nie zapomniał. Był przekonany, że jako kapitan statku pływającego po całym świecie może zapewnić rezerwatowi dostawy, których inni przewoźnicy nie byli w stanie zagwarantować. Rzadkie składniki pasz, specjalistyczne narzędzia, substancje potrzebne do opieki nad magicznymi stworzeniami. Wszystko to mógł przywieźć przy okazji regularnych rejsów, bez angażowania kilku pośredników. Dla Bulstrode’a oznaczało to oszczędność i uproszczenie logistyki: albo wysyłałby jednego ze swoich ludzi do portu w Cardiff po odbiór towaru, albo kapitan posyłałby kogoś z załogi prosto do rezerwatu. Ale był jeszcze ten drugi aspekt, znacznie cięższy. Przemyt magicznych stworzeń. Ministerstwo oficjalnie z nim walczyło, lecz port uczył brutalnej prawdy, że zbyt wielu urzędników reagowało za późno. Kapitan widział na własne oczy istoty wyciągane z ładowni półżywe, zakatowane długą podróżą, trzymane w skrzyniach, które nigdy nie powinny były służyć do przewozu żywych istot. Wiedział, że system zawodzi.
Słysząc otwierające się drzwi podniósł głowę znad dokumentów. -Witam. - Zwrócił się do Bradforda Bulstrode podając mu dłoń do uścisku. -Kapitan Kenneth Fernsby, dziękuję, że znalazł pan dla mnie czas. - Długi, ciemny płaszcz z ciężkiej, niemal wojskowej tkaniny opadał mu do połowy łydek, rozszerzając się lekko przy każdym kroku. Rząd metalowych guzików biegł wzdłuż przodu, nie tylko funkcjonalnych, ale i dekoracyjnych, nadawały sylwetce surowej elegancji i podkreślały prostą, zdecydowaną linię kroju. Wysoki kołnierz, częściowo uniesiony, chronił szyję przed wiatrem i dodawał mu nieco drapieżnego charakteru. Pod płaszczem nosił koszulę w ciemnym odcieniu, na piersi spoczywał delikatny łańcuszek. W uchu pyszniła się czarna perła. W talii płaszcz był lekko dopasowany, a szeroki pas z solidną klamrą sugerował praktyczność: miejsce na kaburę z różdżką, sakiewkę albo drobne narzędzia, które zawsze warto mieć pod ręką. Spodnie były wąskie, ciemne, wciągnięte w wysokie, skórzane buty przystosowane bardziej do wilgotnych desek nabrzeża niż do salonowych posadzek. Całość nie wyglądała ani bogato, ani zaniedbanie. Raczej jak strój człowieka, który inwestuje w rzeczy trwałe i sprawdzone. -Pozwolę sobie od razu przejść do rzeczy. - Wskazał na dokumentację jaką zabrał ze sobą. -Przychodzę z propozycją współpracy. Jedną linię dostaw, bez zbędnych pośredników. Rzeczy potrzebne rezerwatowi, także te, których nie dostaniesz od pierwszego lepszego przewoźnika. Mogę brać na pokład przy okazji rejsów. Albo mój człowiek wyskoczy z towarem w Cardiff, albo ty poślesz swojego. Prosto, czysto, bez dryfowania w papierach. - Zrobił krótką pauzę. -Pływam po wszystkich akwenach, od Cardiff po Sentosę i Nową Zelandię. Złota Łania ma dobrą stępkę, załogę, która wie, co to robota, i kapitana, który doprowadza ładunek do brzegu, nawet jeśli pogoda próbuje go zawrócić. - Zawiesił spojrzenie na mężczyźnie czekając na jego reakcję.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:41 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.