• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Horyzontalna > Latarnie Flimflama
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
29-05-2025, 22:32

Latarnie Flimflama
Przygaszone światło, dźwięk delikatnie dzwoniących kryształów i zapach rozgrzanego mosiądzu witają każdego, kto przekroczy próg Latarni Flimflama. Sklep z zewnątrz wygląda jak relikt minionej epoki — wąski, z zakurzonymi witrynami, przez które z trudem przebija się światło lśniących lampionów, świecących kul i wirujących świetlików zamkniętych w szkle.
Wewnątrz półmrok jest tylko pozorny — każda lampa, świecznik i latarenka emanuje własnym rodzajem blasku: jedne migoczą jak gwiazdy, inne mrugają, kiedy ktoś kłamie, a są i takie, które świecą tylko w obecności duszy o czystych intencjach. Sam pan Flimflam — wiecznie uśmiechnięty staruszek o oczach jak dwa błyszczące guziki — zawsze potrafi dobrać światło do osobowości klienta. Niektórym wręcza lampę bez słowa. Innych odprawia bez wyjaśnienia.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Francesca Goldsmith
Zwolennicy Dumbledore’a
As I watched them I knew I'd probably never be like that
Wiek
25
Zawód
Auror
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
19
0
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
11
Brak karty postaci
19-11-2025, 19:07
15 kwietnia 1962 roku

Miała niezrozumiałe wrażenie, że spogląda właśnie na scenę zbrodni.
Morderstwa, zdrady czy upadku rodzinnego miru – była pewna, że to miejsce było świadkiem wielu wzniosłych i podłych chwil. Przekroczyła próg domostwa, które kiedyś było zwyczajną, domową pieleszą Państwa Fawley. To tutaj spędzała swoje wolne chwile Millicent, można było odnaleźć jej ślady na każdym kroku.
Musiała przyznać, że nie była tak przygotowana, jakby sobie tego życzyła. Sprawa się przedłużała, powolnie okazywała swe każde oblicze – czasem spodziewane, innym razem zaskakująco i zmuszające do przystanięcia. Przyciągała uwagę tych z góry, wielkich panów, którzy myślą tylko o kolejnym awansie i zaspokojeniu swego pompatycznego ego. Zdawała się prowadzić we wiele zaułków, które nie otwierały ścieżek, ślepe uliczki prawie jakby idealnie skrojone, by zwolnić jej działania. Zdążyła prześledzić notatki Botta, które były pamiętnikiem człowieka ze wielką pasją i chaosem myśli, które połykały czasem całą jego osobę. Pochłaniały go, aż prawie tylko wizyta u jasnowidza zdawała się rozwiązaniem. Poznała sekretne życie hipogryfów, było one na tyle fascynujące, że aż czasem sama chciałaby ujrzeć je w naturze. Zobaczyć je oczami nie Francesci Goldsmith, lecz Thomasa Botta i jego człowieczego oddania stworzeniom.
Nadal listy, które wymieniały ze sobą ofiary były dla niej zagadką, której nie mogła dotychczas rozwiązać. Czasem rosła w niej pokusa, by zapytać o małżeńskie relacje Fawley’a, lecz zaraz potem przypominała sobie jego ostrość spojrzenia i ledwie skrywaną irytację. Nie, odebrałby jej słowa jako atak, a ona potrzebowała przynajmniej minimalnej współpracy z jego strony. Przyglądała mu się dłużej, gdy otwierał drzwi do mieszkania.
Panicz na włościach wracał we swe skromne progi, gdyż na pewno mieszkanie nie dorównywało luksusom rezydencji rodzinnej. Zdecydowali się jednak na zamieszkanie w centrum, z dala od rodziny i była to intrygująca kwestia, jakże niesfornie zajmujące jej atencje.
– Długo Państwo mieszkaliście w tym miejscu? – zapytała przekroczywszy prób. Nie wytrzymała, ciekawość kolejny raz z nią wygrała. Nie była pewna czego winna była się spodziewać, pustki czy dawnego oblicza ciepła domu. Podążyła za nim, jej przewodnikiem, który miał wprowadzić ją w świat tego, co było za żywych. Korytarz nie był długi, zdawał się wręcz ograniczać ich przestrzeń do małego świata, który już dawno zniknął. To miejsce miało nie tylko zaprezentować jej wizualizacje bytu Millicent, ale i dać odpowiedź na poprawność przeprowadzonego dochodzenia. Przebieg rozmowy z toksykologiem Princem wręcz krzyczała w jej uszach, bębnił i zdawał się nie milknąć – liczne uchybienia, nieścisłości i wręcz upokarzające niedopatrzenia. Jeśli odkryje tu kolejne elementy poświadczające o nędznym prowadzeniu śledztwa przez jej poprzedników to będzie musiała to ostatecznie zaakceptować i pracować, jakby zaczynała od nowa. Fawley zapewne będzie zachwycony, że jego opinie okazały się faktyczne. Urzekająca osobowość, doprawdy, lecz akurat tutaj nie mogła mu się dziwić. – Oprowadzi mnie Pan po mieszkaniu?
Zaproponowała, gdyż chciała ujrzeć je również jego oczyma. Mieszkańca, który stworzył z tego miejsca swój dom, by następnie porzucić je, gdy wszystko zdawało się zbyt trudne. Nie przypominało ono wnętrz, które widziała w czasie swojej wizyty, było inne i na swój sposób intrygujące. Ile z tego co widziała było dziełem Millicent, a ile Wulfrica? Auror wchodzący z butami w życie innych ludzi, nadawała sobie bardzo duże prawa i sądziła, że kiedyś będzie musiała za to zapłacić.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Wulfric Fawley
Czarodzieje
Wiek
34
Zawód
pracownik MM
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
15
6
Brak karty postaci
24-11-2025, 22:24
Mieszkanie, w którym nikt nie mieszkał, od dawna stało puste. Cmentarzysko wspomnień, pogrzebanych nadziei, utraconej miłości. I przypomnienie, że po tym uczuciu pozostaje tylko pustka, dziura wypalona ogniem rozczarowania. Każdy kąt, każda rysa na blacie stołu, ślady po obrazach na ścianach – wszystko zdawało się szeptać o tym, co minęło bezpowrotnie. Echo jej śmiechu nadal gdzieś pobrzmiewało pod sufitem, plątało się między zaciągniętymi zasłonami, lecz pozostawało tylko złudzeniem, ostatnim, kiepskim żartem wyobraźni, która nie chciała się poddać tej stracie i pozwalała mu tkwić w tym złudzeniu.
Gubiąc się w ferworze mijanych dni, tygodni, miesięcy, czasem myląc dnie z nocami, zaglądał do tego mieszkania coraz rzadziej. Tylko wtedy, gdy monologi nad jej grobem przestały wystarczać. Tylko wtedy, gdy chciał jeszcze przez chwilę poczuć jej obecność. Ten jeden, ostatni raz, wmawiał sobie za każdym razem, gdy zaciskał palce na jej ulubionym, butelkowo zielonym swetrze i zaciągał się jego zapachem tylko po to, by odkryć, że woń jej perfum zdążyła już wywietrzeć z tkaniny. Stawał wtedy pośrodku pustego salonu, pozwalając ciszy otoczyć go ze wszystkich stron. Przesuwał dłonią po fotelu, w którym zwykła zasiadać z książką, ukradkiem sprawdzając, czy pod podłokietnikiem nie został przypadkiem jej włos, czy kolczyk, który tak często wypadał jej z ucha. Zerkając na stare fotografie, czasem przyłapywał się na tym, że cichy głos w głowie podpowiadał mu, co ona by powiedziała, jak by się uśmiechnęła, jakby dotknęła jego ramienia, by wyprowadzić go z zamyślenia. Jednak poza wspomnieniami, pozostało już tylko zimno, chłód jej braku. Nawet światło wpadające przez okno nie dawało pomieszczeniu waloru przytulności.
Nie wiedział, czy dobrze robi, zapraszając ją do mieszkania, w którym nim już nie bywał, poza nim samym. Może powinien posłuchać brata i sprzedać tą nieruchomość, ostatecznie zamknąć rozdział, który sprawiał, że nie mógł poprawnie funkcjonować.
- Zapraszam - puścił ją przodem, zaraz po otwarciu drzwi. Gdy przekraczał klucz w zamku wydawało mu się, że uważnie go obserwowała. Co wyczytała z wyrazy twarzy? Pokrył ją maską pozornego spokoju, ale to tylko pozory, które często przechodzą w niwecz. – Sześć lat - najpierw na jego ustach pojawił się zabłąkany cień uśmiechu, który przyszedł wraz ze wspomnieniami, tymi radosnymi, tymi, które trąciły pierwszymi dniami spędzonymi pod dachem tego mieszkania, a potem ponura myśl, będąca ich następstwem, upiornym echem tego wszystkiego, czego były świadkiem te ściany - najpiękniejsze cztery i najgorsze dwa.
Zerknął ukradkowo na kobietę. Ilu opinii zasięgnęła na temat ich małżeństwa? Dowiedziała się czegokolwiek, co nie znalazło się w aktach? Środowisko z którego pochodził on i Milicent było zbyt hermetyczne, by wypowiadać się na ten temat, lecz jednak jego żona nigdy nie stroniła od towarzystwa, otaczała się gronem bliższych i dalszych znajomych, niekoniecznie o tym najlepszym statusie krwi. Dotarła do nich? Skontaktowała się z osobami z listy, którą sporządził i wysłał jej dwa dni po ich pierwszym spotkaniu?
- Wulfric – rzucił wyrwany z zamyślenia, gdy po raz kolejny pan opuściło jej usta, tu brzmiało obco, nie na miejscu. – Proszę mówić mi po imieniu, chociaż tu - zaryzykował, chociaż przeczucie mu podpowiadało, że ma do czynienia z miłośniczką formalności, których nie porzuci tylko dlatego, że on ma taką zachciankę. – Pewnie jest pani ciekawa, czemu nie zamieszkaliśmy w Norwich? - zgadywał, bo jego, na jej miejscu, paliłaby ta kwestia, a może zwyczajnie chciał wyprzedzić jej pytanie? – Potrzebowaliśmy prywatności. Chcieliśmy być dla samych siebie.
To nie cała prawda, ale też nie kłamstwo. Millicent nie dogadywała się z Isabel, Wulfric nie dogadywał się ze swoim bratem. Obie te niechęci musiały się skończyć kompromisem wyprowadzki.
- Naturalnie - przytaknął; chciał dodać proszę niczego nie dotykać, chyba głownie z przyzwyczajenia. Przez długie miesiące traktował tych kilka pomieszczeń jak muzeum pamięć. – Proszę za mną.
Poprowadził ją najpierw do salonu. Tam, gdzie jego pasje przeplatały się z pasjami Millicent, gdzie każdy zakątek zdawał się szeptać ich wspólne historie. Świadkiem tej symbiozy był pokaźny regał, zastawiony książkami, lecz to nie regał był jego największym skarbem. Jego serce najmocniej biło na widok zdjęć ustawionych starannie na gzymsie kominka. Ruchome fotografie, migoczące jak żywe, uwieczniały najpiękniejsze chwile. Kawałek czasu, wyjęty z przeszłości i zachowanym na zawsze. Nie zabrał ich jednak stąd.. Zwyczajnie się bał, że gdy coś sobie przywłaszczy z tego miejsca, będącego fundamentem wspomnień o niej, wszystko inne runie - zupełnie jak domek zbudowany z lichej tali kart.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Francesca Goldsmith
Zwolennicy Dumbledore’a
As I watched them I knew I'd probably never be like that
Wiek
25
Zawód
Auror
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
19
0
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
11
Brak karty postaci
20-12-2025, 19:36
Oto było to miejsce.
Nie była pewna czego winna się spodziewać, jakie nowe oblicze domu i człowieka zastanie. Zobacz dom, a zrozumiesz człowieka – było to miejsce dotknięte jego duszą. W czasie śledztwa zdążyła stworzyć pewną kreację Millicent Fawley w swojej głowie. Wspaniałej naukowczyni, która zdawała się oddawać swojej pasji i naukowej miłości ponad wszystko inne. Często podróżowała, przesiąknięta była ambicją odkrycia i wiecznej pogoni za empiryczną prawdą. Ciężko było odnaleźć w jej biegu miejsce dla męża i córki, rzadko wspominała o nich w listach. Wystarczająco często, by zaznaczyć ich obecność i podzielić się pewną tęsknotą, ale zawsze majaczyli w oddali. Miała dużo znajomych, liczne grono współobywateli i odkrywców. Można nawet nadać jej łatkę duszy towarzystwa, zdecydowanie łaknęła kontaktu z człowiekiem.
Gdy miała obok siebie Wulfrica, zastanawiała się jak razem wyglądali? Z opowieści dawnych i minionych był człowiekiem pasji, lecz teraz ciężar przeszłości zdawał się zabierać mu oddech. Tylko w momencie, gdy emocje zaczynały swój cienisty taniec w jego oczach zdawał się ożywać. Było w tym coś fascynującego, ta momentalne przeobrażenie, które działo się na jej oczach. Teraz jednak otulał go smutek, ozdabiał go gorzki uśmiech, który ilustrować obraz męża w żałobie. Czy wierzyła? Czy było to prawdziwe? Tęsknił, była tego przekonana, jej instynkt jasno deklarował autentyczność jego zachowania. Można jednak kochać i nadal zabić, ludzie byli paskudnymi istotami.
– Rok po ślubie – zauważyła na głos, jakby odnotowując to dla samej siebie. Było to jawne ukazanie wręcz archiwalnej wiedzy z ich życia. Miała naturalny talent do łączenia ze sobą faktów, wydarzeń i historii, aby razem tworzyły spójną opowieść w jej głowie. Chronologia była istotna, logika najważniejsza, gdyż tylko ona pozwala na zespojenie ze sobą zdarzeń. Odnalazła nawet dawne zdjęcia z magazynów z ich ślubu, pamięta do dzisiaj tytuł artykułu. Błękitnokrwiści tego kraju uwielbiali tarzać się w blasku uwagi, a prasa kochała im to dawać. Były to naczynia połączone, wszystko razem funkcjonowało wspólnie. Wzięła głębszy oddech, cicho, lecz pozwoliło na chwile zwątpienia we własne pytanie. Oparła się o ścianę, jakby miała ona swoją twardością upewnić ją w swych działaniach. – W błękitnokrwistych kręgach nadal panują pewne tradycje. Jedną z nich jest również aranżacja małżeństw, przynajmniej taką wiedzę posiadam. Państwa małżeństwo było wyborem czy pewnym rodzinnym układem?
Kolejne pytań z rodzaju tych intymnych, wnikliwych, które drążyły gdzie ludzie istnieli. Ta ciekawość zrozumienia bytu drugiego człowieka, który czasem zdawał się obracać w innej galaktyce. Kiedyś aranżowane małżeństwa były powszechnością, również w jej społeczności, gdzie pula była ograniczona. Rodzin żydowskich nie było wiele na tym świecie. Obecnie była to jednak przeszłość, dawno miniona piosenka, która puszczana ponownie na europejskiej ziemi zaskakuje. Może dlatego nie może go pojąć, przygląda mu się i analizuje, a nadal zdumiewał swoimi zagadnieniami. Dlaczego patrzyła dłużej, szukała głębiej i nie miała zamiaru przestać. Otworzyła usta, by zaraz ponownie je zamknąć. Nie wiedziała co mu odpowiedź, kolejny raz ją zaskoczył. Nie, przejście na imienne powitanie byłoby nie zalecane. Czuła, że nie był to odpowiedni ruch, zbyt wiele linii zostałoby przesuniętych. Gdy był Panem Fawley’em zdawał się znacznie łatwiejszą personą do kontaktu niż Wulfric, jakby formalizmy zabezpieczały ich przed niebezpiecznym podrygiem zażyłości.
– Gdy opuścimy to mieszkanie, będziesz ponownie Panem Fawley – oświadcza z mistrzowską sztuką kompromisu, która zdawała się zdobywać triumfalne zwycięstwa w jej głowie. Mogła zrozumieć potrzebę pozbycia się aurorskiego miru, który otaczał ich spotkanie. Nie była jednak jego koleżanką, druhem niedoli. Mogła jednak poudawać, że jej celem nie było wejść do jego domu i głowy i dowiedzieć się, jak zmarła jego żona. Wyprzedził jej pytanie, zmrużyła lekko oczy zbliżając się do kominka. Jej pytania były takie oczywiste czy on zdawał się zaczynać wyprzedzać jej kroki?

Chcieliśmy być dla samych siebie.

Cokolwiek to znaczy, gdyż było to niezwykle trudne do interpretacji zdanie.
– Pamiętasz ostatnie spotkanie z Millicent? – jakże niekomfortowo brzmiało w jej ustach to wyrażenie, formalne „Pan” czaiło się na granicy języka, lecz szybko go powstrzymała. Przyglądała się zdjęciom, ruchomym poświadczeniom o przeszłości, które wspólnie mieli. Była naprawdę piękna, zwłaszcza, gdy się uśmiechała. Mogła zrozumieć czemu mężczyźni zdawali się za nią podążać, łaknąc jej uwagi. Thomas Bott uwielbiał jej umysł i naukową pasję, ciekawa była co najbardziej w niej kochał Wulfric Fawley.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Wulfric Fawley
Czarodzieje
Wiek
34
Zawód
pracownik MM
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
15
6
Brak karty postaci
02-01-2026, 23:47
Te mieszkanie dawno straciło swój status, przeobrażając się w muzeum pamięci – miał wrażenie, że tu każda ściana i każdy przedmiot zdawał się oddychać wspomnieniami i nosić ślady duszy Millicent. Jakby było jej odbiciem, tym, co trzymało ją wśród żywych. Każdy detal: porcelanowa filiżanka z delikatnie wyszczerbionym uchem, zasuszona róża w kryształowym wazonie, a nawet blaknąca tapeta. W powietrzu unosiła się mieszanka zapachu starych książek i jej ulubionej herbaty, którą parzyła wyłącznie w sobotnie poranki. Przechadzając się po pokojach, czuł się, jakby każdy krok mógł naruszyć delikatną równowagę tego archiwum wspomnień. Świadectwo szczęścia oraz zwiastun nieszczęścia, jaki przyszykował dla jego małżeństwa los.
Teraz znowu to czuł – ciężar przeszłości, który przygniatał go do ziemi. Patrząc na zdjęcia, na których jego żona uśmiechała się do obiektywu, przypominał sobie początki ich wspólnego życia. Każde z tych zdjęć było jak zaklęty talizman, niosący w sobie zarówno ciepło dawnych uczuć, jak i bolesną świadomość ich utraty. Ujął w dłoń jedną z fotografii zamkniętą w ramkę, tę wykonaną tuż po ślubie, i spojrzał jej prosto w oczy. Biła od niej naukowa pasja i żarliwość, z jaką odkrywała nowe prawdy, bo to nieustanne dążenie do pogłębienia wiedzy wytyczało jej codzienność. Na zdjęciu widać było błysk w jej oczach, ten sam, który pojawiał się, gdy opowiadała o swoich badaniach czy odkryciach, często zupełnie nieznanych mu światów. Żyjąc z nią pod jednym dachem, często czuł się, jakby stał obok jej życia, a nie był jego częścią. Nie zawsze potrafił za nią nadążyć, ale podziwiał ją za to, kim była. I jaka była. Z czasem, stojąc na marginesie jej rzeczywistości, zaczął coraz wyraźniej dostrzegać, jak jej ambicje oddalają ją od codziennych spraw domowych, od niego i od córki. Chociaż odnosiła sukcesy, każdy sukces równocześnie odsuwał ją o krok dalej od tego, co wspólnie próbowali budować.
Układał obrazy z przeszłości jak fragmenty układanki, próbując odnaleźć sens w tym, co się wydarzyło. Czasami wydawało mu się, że brakuje mu kilku istotnych elementów, by zrozumieć, jak to wszystko się potoczyło. Znał tytuł starego artykułu ze ślubu, pamiętał błysk fleszy i gwar rozmów, który tamtego dnia otaczał ich niczym kokon nadziei i oczekiwań. Przeszłość była dla niego jak rzeka, której nurt nieubłaganie porywał kolejne wspomnienia, zostawiając na brzegu rozrzucone pamiątki – listy, fotografie, niewypowiedziane słowa.
Oparł się o ścianę, szukając w niej tymczasowo oparcia, jakby mógł znaleźć w niej siłę albo odpowiedź na pytanie, czy jeszcze kiedyś poczuje lekkość, z jaką dawniej wkraczał w przyszłość.
Tymczasem nie mógł pozwolić sobie na kolejną sentymentalna podróż, nie był sam. Obecność Goldsmith upominała się o jego uwagę. Podobnie, jak głos, który rozległ się w przestrzeni, zaburzając chwilowo rytm jego oddechu.
Jej pytanie, jakże celne, obcierało go z kolejnych warstw prywatności. Podniósł wzrok, obserwując przez chwilę, jak przygląda się pamiątkom, które pozostawiła po sobie Millicent. Chwila ciszy nie była dowodem jego zawahania. Obiecał chęć współpracy, a więc szczerość. Bez niej śledztwo znowu utknie w martwym punkcie, chociaż czuł podskórnie, że wnikliwość kobiety na to nie pozwoli. Zadawała pytania, których nie zadał nikt inny.
W jej oczach nie było nachalności, raczej subtelna determinacja, która sprawiała, że czuł bezbronność. Sposób, w jaki słuchała - z pełnym skupieniem, jakby chciała zapamiętać każde słowo, jakie sączyło się z jego ust - dawał złudne poczucie, że być może tym razem śledztwo doczeka się finału, a tego, kto odebrał Millicent temu światu, spotka w końcu kara.
- Poniekąd jednym i drugim - odezwał się po chwili. – Znaliśmy się przed tym, zanim zapadła decyzje o naszym zamążpójściu i pałaliśmy do siebie sympatią, jednakże dopiero układ zawarty przez nasze rodziny uczynił naszą relacje prawomocną.

Pamiętasz ostatnie spotkanie z Millicent?

Pytanie, które przecięło powietrze jak sztylet, chociaż miał przez chwile absurdalne wrażenie, że wbiła go prosto w jego serce. Zamknął oczy, policzył do dziesięciu, automatycznie jego dłoń powędrowała do kieszeni, gdzie przechowywał papierosy. Nie miał zamiaru uchylać się od odpowiedzi, a jednak, przed udzielaniem jej, potrzebował chwili.
- Pamiętam. Tam, w kuchni, przy stole. Oznajmiła mi, że znowu musi wyjechać, pilnie, na kilka dni, może tydzień, lub dwa. Powiedziałem jej wtedy, że- nie musi już wracać.
I nie wróciła, zawisło niewypowiedziane w oddzielającej ich przestrzeń, bo w tym wypadku słowa były zbędne. Wzrok zawiesił na regale, jakby obawiał się, że kontakt wzrokowy z kobietą może spalić go do samych kości.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 10:10 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.