• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Walia > Cardiff > Restauracja "Smocza Czara"
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
05-10-2025, 12:37

Restauracja "Smocza Czara"
W samym sercu walijskiej stolicy, niedaleko zamku w Cardiff, mieści się restauracja „Smocza Czara”. Jej nazwa nawiązuje do czerwonego smoka z walijskiego herbu, a wnętrze wypełnia elegancja spleciona z lokalną tradycją. Ściany zdobią rzeźbione panele z motywami celtyckich splotów, a w powietrzu unosi się ciepły zapach pieczonego chleba i miodu. W menu królują potrawy oparte na rybach z Kanału Bristolskiego, jagnięcinie oraz serach wyrabianych w górach Snowdonii. Magiczne harfy same przygrywają spokojne melodie, wprowadzając atmosferę uroczystej gościnności. Wieczorami pojawia się iluzoryczny czerwony smok, unoszący się nad salą i rozświetlający ją złotymi iskrami.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
25-11-2025, 11:55
11 kwietnia 1962

Zaproszona na naukowe sympozjum nie do końca mieszczące się w granicach jej codziennych zainteresowań, nie odmówiła głównie z grzeczności i nie do końca mając siłę i czas na kalkulację czy odmową obraziłaby kogoś tam obecnego. Wyjście ze strefy komfortu okazało się jednak zupełnie trafione, bo nawet jeżeli jej asystentka musiała na sam koniec zostawić ją by wrócić i zająć się dzieckiem – Sanderson szybko znalazła sobie stosowne towarzystwo do wymiany wiedzy i poglądów.
Magichirurg nie była inżynierem, ale działania jej zespołu były z działalnością tą nierozerwalnie związane. Zaskoczona pozostawała tym jak szczelnie otoczona została obecnością przedstawicieli przedsiębiorstw zajmujących się produkcją odpowiednich materiałów i stopów, używanych często w inżynierii małej, jak i wielkiej skali. Na ten moment zbierała informacje, zapisywała co istotne i obiecywała możliwy kontakt po zapoznaniu się z parametrami proponowanych rozwiązań oraz referencjami wymienionymi na przedstawianych jej materiałach marketingowych. Wizytownik ciążył jej już od nazwisk, a głowa od treści które nie do końca rozumiała. Żałowała, że nie ma u swojego boku członka zespołu, który połapałby się w tym lepiej i mógłby od razu stwierdzić kto z jej dzisiejszych rozmówców jest wart uwagi, a kto zaś próbował wcisnąć jej największy kit.
Ale ludzi do pracy zawsze było jej za mało. Zawsze mieli do roboty coś ważniejszego niż podróżowanie po Wielkiej Brytanii.
Zrozumiała pewnie jedynie dwadzieścia procent. Albo mniej, może piętnaście.
Piętnaście procent etanolu znajdowało się też w pitym przez nią winie, podsuniętym jej przez obsługę bankietu po konferencji. Zawsze na nie zostawała – dopiero wtedy ubijało się przecież prawdziwego targu.
Restauracja w sercu Cardiff została wynajęta na potrzeby lokalnego wydarzenia, urządzona odpowiednio i przygotowana na przetoczenie się przez nią pewnego grona rozgadanych specjalistów.
To właśnie wtedy zauważa stojącego przy jednym ze stolików Macnaira. Dobrze go kojarzy – to zdolny, chociaż bardzo młody architekt o matematycznym umyśle, który po nieszczęśliwej dla Sanderson katastrofie budowlanej w roku 1960 – razem z gronem innych inżynierów – wypowiedział się na temat braku profesjonalizmu przy projektowaniu i budowie felernej konstrukcji. Nie musiała być budowniczym by zauważyć wadliwość – w końcu to na kark jej męża opadł strop…
Ale i tak chciała wiedzieć co poszło nie tak. Więc słuchała. Najchętniej specjalistów.
– Panie Macnair… – wyciąga dłoń do uścisku, przystając przy tym samym, wysokim, bankietowym stole. – Miło spotkać się w nieco przyjemniejszych okolicznościach. W interesach wszystko w porządku? – dopytuje, chociaż ewidentnie grzecznościowo. Cały anturaż sprzyja zresztą wysypywaniu z siebie zdań pełnych konwenansów. Moira do tego przywykła, ale czy nie zmęczy to przedstawiciela innego pokolenia? – Musi pan czuć się tu jak ryba w wodzie, kiedy ledwo umiem odsiać ziarna od plew… – uśmiecha się, ale tylko kącikami ust. Uśmiech nie jest w końcu popularnym wyrazem twarzy z katalogu pani Sanderson, chociaż czasami ubierała go byle zrobić na kimś lepsze wrażenie. – Co zrobiło na panu najlepsze wrażenie? – lepiej przenieść odpowiedzialność za rozmowę na tematy o których nie ma stuprocentowego pojęcia na innych, no przecież. Przechylając kieliszek do ust na kilka sekund odwraca spojrzenie od architekta – w kierunku centrum sali.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Mitch Macnair
Śmierciożercy
Wiek
27
Zawód
Architekt i budowniczy
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
8
10
Brak karty postaci
01-12-2025, 18:46
Zawsze chętnie brał udział w takich przedsięwzięciach. Kiedy wrócił do Anglii dwa lata temu nie miał takich okazji wiele, dopiero stawiał swoje kroki na brytyjskim rynku i mało kto o nim cokolwiek wiedział. Teraz jednak zbudował już sobie markę, ludzie znali jego nazwisko, wiedzieli, że pracuje sumiennie, a jego projekty zawsze są dokładne do bólu. Macnair był perfekcjonistą w swojej pracy, wystarczył najmniejszy błąd żeby zaczynał od nowa poszukując miejsca, w którym doszło do pomyłki. Było to jego wadą, sam to tak postrzegał, bo przez to czasami realizacja projektu przedłużała się, bo właśnie musiał mieć zrobione wszystko idealnie. Mimo wszystko, nawet mimo lekkich obsuw, klienci nie narzekali na jego prace, a wręcz puszczali jego imię w świat. To właśnie dzięki temu w zasadzie nigdy się nie nudził, zawsze miał coś do zrobienia, jakiś projekt do zrealizowania i to właśnie dzięki temu otrzymał zaproszenie na to sympozjum.
Wiedząc, że nie jest to jedynie okazja do zdobycia dodatkowej wiedzy, ale przede wszystkim możliwość poznania nowych ludzi, a być może i przyszłych współpracowników lub wspólników, zostawił skórzaną kurtkę w domu i w Cardiff pojawił się w swoim eleganckim wydaniu. Podczas trwania spotkań brał czynny udział w rozmowach, wymieniał się pomysłami i usprawnieniami jakie sam wprowadzał w swoich projektach. Spotkał wiele znajomych twarzy, poznał też kilku nowych członków branży, z którymi wcześniej nie miał do czynienia. Macnair był tym szczęściarzem, który naprawdę kochał swoja pracę. Już w szkole wiedział czy będzie się zajmował w dorosłym życiu. Włożył dużo trudu aby być dzisiaj w tym miejscu. Lata nauki, wyjazdy, praktyka pod czujnym okiem mentorów, a potem już własna działalność, w które na początku radził sobie średnio, teraz będąc jednym z bardziej rozchwytywanym architektów, a wszystko to jeszcze przed trzydziestką. Nie osiadał jednak na laurach, wiedział, że nie może spuścić z tonu, nie może pozwolić aby ktoś go wygryzł, musiał się cały czas doskonalić, zdobywać wiedzę i wymyślać nowe rozwiązania nie tylko w architekturze, ale i budownictwie, bo przecież to była duża część jego biznesu również.
Bankiet był nieodłączną częścią każdego sympozjum. Mitch czuł się tam jak ryba w wodzie. Zawsze ciągnęło go do ludzi, lubił wśród nich przebywać, a nawiązywanie nowych znajomości nie sprawiało mu kompletnie żadnych trudności. Przydawało się to właśnie w takich miejscach kiedy chciało się ubić kilka dodatkowych interesów. Udało mu się zaczepić kilku dostawców surowców, wymienić się wizytówkami, sam również został kilkakrotnie zaczepiony, spytany o radę w jakiejś sprawie czy po prostu z chęci przeprowadzenia z nim rozmowy.
Dostrzegł panią Sanderson kiedy kroczyła w jego kierunku. Poznali się niedługo po jego powrocie do kraju, dla niej była to tragedia, ciemne czasy i smutek, dla niego okazja aby się wybić, zabłysnąć i zaprezentować swoją wiedzę. Nie był jednak bez serca, współczuł kobiecie, straciła w końcu kogoś bliskiego i mimo, że było to niczym złapanie Merlina za nogi, zachował się wtedy profesjonalnie i taktowanie. Teraz również planował się tak zachowywać, chociaż zdecydowanie był innym człowiekiem niż dwa lata wcześniej.
- Pani Sanderson. - skinął lekko głową w stronę kobiety, po czym uścisnął jej dłoń z należytym szacunkiem, jak profesjonalista profesjonaliście - Zdecydowanie, okoliczności zdecydowanie są o wiele bardziej sprzyjające dla każdego z nas.
Musiał przyznać, że to czym zajmowała się kobieta było dla niego naprawdę ciekawym tematem. Tworzenie protez było również pochodną inżynierii budowlanej, którą się zajmował jednak w kompletnie innym aspekcie. On sam rzadko pracował na tak małych i skomplikowanych elementach, co nie zmieniało faktu, że był naprawdę ciekaw jak to wszystko działa. Spotkanie Sanderson tutaj na nowo rozbudziło zapomnianą ciekawość.
- A dziękuję, interes się kręci i to dość szybko, nie narzekam. - pozwolił sobie na lekki uśmiech - Oj tak, temat dzisiejszego sympozjum to mój konik. Mechanika nakładania run i wykorzystywanie ich działań jako ochrony, ale też jako wzmacniacza budowli to coś nad czym pracuje od dłuższego czasu. - skinął głową, po czym uniósł lekko brew ku górze - Jak się domyślam została pani w pewnym momencie oblężona? Większości inżynierów czasami brakuje podstawowych umiejętności interpersonalnych. Jeśli potrzebuje pani pomocy w odsiewaniu może pani śmiało pytać, znam większość zgromadzonych. - odparł z lekkim rozbawieniem, po czym upił niewielki łyk whisky ze szklanki, którą obracał do tej pory w dłoni - Największe wrażenie? Hm…myślę, że prezentacja profesora Gasberg’a o wpływie energii ziemi w poszczególnych częściach kraju na stabilność konstrukcji. Wykłada na Evershire, ale niestety nie prowadzi otwartych wykładów, więc nigdy wcześniej nie miałem okazji go posłuchać. - pokiwał lekko głową patrząc na kobietę - A pani? Znalazła pani jakiś temat, który mógłby pomóc w pani badaniach? Niektórzy mieli ciekawe pomysły na usprawnienie działań niektórych mechanizmów. - uniósł zaciekawiony brew ku górze.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
09-12-2025, 12:25
Pozytywne przyjęcie jej towarzystwa przez młodego Macnaira budzi w niej poczucie dziwacznego bezpieczeństwa. Odchodzi już myślami od przedsiębiorców zajmujących się produkcją i produktów tych sprzedażą – oni oczywiście otaczają ją dziś należytym zainteresowaniem. Chodzi tym razem o ludzi kreatywnych czy naukowców – tych wyznaczających trendy w branży. Bo z jednej strony wielu z obecnych tu specjalistów dzieli z nią liczne cechy – upór w dążeniu do celu, ambicje, nieszablonowe myślenie – z drugiej zaś byli wychowankami zupełnie innych kierunków studiów, niekiedy innych szkół i weteranami innych branż, często zupełnie zdominowanych przez mężczyzn. Sanderson nie przeszkadzał męski świat – myślała nawet, że radzi sobie w nim dość przyzwoicie, jednak w miejscach i środowiskach w których nie znano jej dokonań i możliwości… Obawiała się pobłażliwości. Protekcjonalnego traktowania. Krzywego spojrzenia ze względu na wiek (w naukowych standardach wciąż była dość młoda, szczególnie jako istota wychodząca z cienia swojego męża), płeć czy dziedzinę, która wydawać mogła się kwestią… Niszową. I chociaż nie spotkała się dziś z podobnym traktowaniem, wciąż uważała z należytą starannością na możliwe, własne potknięcia.
Wołała mówić mniej, niż się pomylić.
Macnair był jednak człowiekiem młodym — dzieckiem innego pokolenia, kształconym na europejskim lądzie i wchodzącym na rynek zawodowy… W nieco innej ekonomii. Nie musiał mieć zatwardziałego podejścia. Mógł rozumieć, że przyznanie się do niewiedzy było czymś lepszym od udawania zaznajomienia z każdą dziedziną nauki.
Sanderson przetestuje go dzisiaj; sprawdzi jego usposobienie w tych zdecydowanie korzystniejszych warunkach. Zresztą - pewnie przetestują się wzajemnie. Po to właśnie pojawiano się na wydarzeniach takich jak to. By poznać się od nieco innej, mniej oficjalnej strony. O ile przebiją się przez te wszystkie grzeczności i uprzejmości.
– To trochę nieeleganckie usiąść tak teraz i przeglądać wszystkie podarowane mi wizytówki – mówi lekko rozbawionym tonem. – Ale przyznam, że sprzedawcy bywają… Osaczający. Zdaje mi się, że widziałam, że rozmawiał pan chwilę z… – chwila zastanowienia, w której mruży oczy i ucieka spojrzeniem. Ton nie jest pewny, ale trafia w nazwisko. – Owenem Hamiltonem? Z walijskiej kompanii wydobywczej. Nazwa w Cymraeg. Nie powinno dziwić mnie to w Cardiff… – …ale. Zawsze było jakieś ale. Uśmiecha się wymownie. Chyba bardziej przekornie niż faktycznie oburzona. – Przyznam szczerze, ciężko jest mi przypomnieć sobie ludzi bardziej pewnych siebie od pracowników branży wydobywczej. To najagresywniejsi handlowcy i negocjatorzy jakich poznałam – mówi z pewnym, dziwacznym uznaniem, przysuwając kieliszek do ust. W ciszy zastanawia się jak zachowywać będą się po kilku głębszych i czy wciąż pozostaną tak twardzi i uparci.
– Poznałam profesora Gasberga, bardziej osobiście, niż naukowo. Nasze pola działania nie pokrywają się w żaden sposób, ale jego podejście do przyjętej w badaniach metodyki jest zawsze bardzo skrupulatne, książkowe, nieugięte. Bywa jednak dość mrukliwy, nie wiem czy prowadzenie wykładów otwartych leżałoby w jego naturze – wspomina go jako człowieka bezpośrednio rzucającego zarzutami w kierunku organów zarządzających College’m na spotkaniach grona naukowego. Miał krótki lont. Ale nikt nie cenił go za łatwy charakter. – Ultralekkie materiały kompozytowe przedstawione przez francuskiego profesora Blaina. Zawsze kiedy oglądam wyniki badań, zdjęcia z laboratoriów… Niekiedy wygląda to jak iluzja optyczna. Coś tak cienkiego o tak dużej wytrzymałości? Niebywałe. I użyteczne w mojej branży – przyznaje, zapytana o swojego faworyta. – Zgłodniał pan, panie Macnair? Może kontynuujemy rozmowę przy poczęstunku. Spożywanie alkoholu “na pusty żołądek” drażni cały układ pokarmowy i przyspiesza wchłanianie etanolu. To rada od uzdrowicielki… – odpowiada niemal zaczepnie, chociaż z nieodgadnioną, stonowaną miną. Chyba celowo unikając bardziej profesjonalnej nomenklatury.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Mitch Macnair
Śmierciożercy
Wiek
27
Zawód
Architekt i budowniczy
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
8
10
Brak karty postaci
12-12-2025, 19:51
Chciałby powiedzieć, że miał leki start, ale nie mógł. Wychowany na Nokturnie, robił wszystko by z niego uciec, nie dlatego, że wstydził się swoich korzeni, ale dlatego, że wiedział, że czeka na niego większy świat, poza murami mrocznej dzielnicy Londynu. Już na początku swojej edukacji wyznaczył sobie cel, wiedział co chce w życiu robić, jaką drogę obrać i nie było takiej siły na świecie, która by go powstrzymała. Wymagało to od niego dużo pracy i poświęcenia, wiele godzin spędzonych na pochylaniu się nad niezliczoną ilością ksiąg oraz tony pergaminu i ołówków, które zmarnował podczas doskonalenia swoich umiejętności manualnych. Zanim udało mu się wyjechać do Francji łapał się każdej możliwej pracy aby zarobić. Można by pomyśleć, że potem było już z górki, ale nie było. I chociaż nie wyglądało to tak, że każdą wolną chwilę spędzał na nauce, bo jednak chciał skorzystać również z życia, tak mimo wszystko miał jasno wyznaczone priorytety. Gdyby nie jego samozaparcie i chęć osiągnięcia sukcesu, chęć udowodnienia ojcu (pijakowi i zakale rodziny), że wcale nie jest bezwartościowy, że wcale nie marnuje powietrza na świecie, z całą pewnością nigdzie by nie doszedł. Na całe szczęście był ambitny i pewny siebie, to zdecydowanie mu pomogło w życiu.
Macnair szanował każdego, kto swoją ciężką pracą czegoś dokonał, bo doskonale znał drogę, którą musieli przejść. I chociaż był jeszcze tak naprawdę młody, to zdążył sobie wyrobić już na tyle dobrą markę, że w żadnym razie nie mógł narzekać na nudę. Domyślał się, że pani Sanderson również na nią nie narzekała. Po tym jak straciła męża dwa lata wcześniej to na jej barki spadła odpowiedzialność za zespół badawczy i to na jej potknięcia czekały te wszystkie hieny z jej branży. Branży, która była dla Macnaira bardzo ciekawa, żeby nie powiedzieć fascynująca. On sam budował i projektował duże rzeczy, budynki, monumenty, po małe przedmioty sięgał rzadziej, chociaż nadal z uśmiechem wspominał dzień, kiedy w końcu udało mu się stworzyć swoje pierwsze pudełko bez dna. Po felernych wydarzeniach sprzed dwóch lat nie miał sposobności by spotkać się z kobietą i bliżej przyjrzeć się jej badaniom, był więc ich bardzo ciekaw.
- To prawda, lepiej zrobić to w zaciszu własnego domu, aby nikogo ewentualnie nie urazić jawnym wyrzucaniem wizytówek. - pokiwał głową z lekkim rozbawieniem - Oj tak, ci, którzy przychodzą na takie wydarzenia z głównym zamiarem sprzedaży, a nie zdobycia nowej wiedzy są najbardziej…jakby to powiedzieć ładnie - zmarszczył charakterystycznie nos, kiedy się nad czymś zastanawiał - napastliwi, tak myślę, że to odpowiednie słowo. - uśmiechnął się lekko pod nosem - Ach, Owen, tak. Ich kopania dostarcza jedne z najbardziej wartościowych surowców wyższej klasy. Mam kilka projektów, gdzie klienci wymagają najlepszych dostępnych materiałów, a Owen jako jeden z ich głównych inżynierów był na tyle miły, że przekazał mi dane kontaktowe do ich działu sprzedaży. - odparł spokojnie upijając łyk ze swojej szklanki, a po chwili mimowolnie zaśmiał się cicho pod nosem - Ma pani rację jak najbardziej. Wydobywcy, jak ich nazywamy w mojej branży, często działają na granicy zasad i moralności, tylko po to by wybić się na rynku. Popyt na ich materiały w zasadzie nigdy nie maleje, zwłaszcza, że nie jest wykorzystywany tylko w branży budowlanej, ale ma zastosowanie w wielu dziedzinach.
Miał do czynienia z wieloma takimi osobami. Nie tylko w Anglii, ale przede wszystkim w Norwegii kiedy pracował w firmie budowlanej. Nie raz był uczestnikiem bardzo zażartych negocjacji, które prowadził jego szef i to właśnie od niego nauczył sie technik handlowych, które wykorzystywał teraz podczas prowadzenia własnych rozmów.
Wysłuchał tego co kobieta miała do powiedzenia na temat wspomnianego profesora. Mitch nigdy wcześniej go nie poznał, jedynie słyszał o nim i czytał jego publikacje, jednak mimo wszystko mógł się zgodzić z uzdrowicielką.
- No właśnie ta jego nieugiętość i typowo książkowe podejście to chyba jedyna rzecz, która mi w nim przeszkadza. Jego wiedza i doświadczenie są wielkie, jednak osobiście wychodzę z założenia, że jeśli nie rozluźnimy trochę zasad, nie podejdziemy do danego problemu z wielu stron i nie ośmielimy się szukać nowych rozwiązań, odrzucając te dotychczasowe, każde badania i projekty stałyby w miejscu, a przecież nie o to chodzi. - pokręcił lekko głową - Ach tak, to bardzo ciekawy temat. Takie ultralekkie materiały z całą pewnością mają wielopłaszczyznowe możliwości i zastosowanie. Wcale mnie nie dziwi, że właśnie ten temat zwrócił pani uwagę. W pani branży to właśnie lekkość i mobilność stanowią główną zaletę, prawda? Czytałem pani publikacje, nie żebym się przymilał, ale naprawdę były bardzo ciekawe. Zwłaszcza jedna przykuła moja uwagę, jestem ciekaw jakich materiałów oraz ewentualnych zaklęć można użyć aby nadać większej swobody ruchu, jak również uczucia przynależności do ciała, wrażenia prawdziwej kończyny. Pytam z czystej, osobistej ciekawości, to fascynujący temat. - spojrzał na kobietę zaciekawiony.
Chociaż to nad czym pracowała pani Sanderson wcześniej nigdy nie było w kręgu jego zainteresowań, to jednak pracowała nad czymś co pod wieloma względami łączyło się z jego dziedziną. Ona i jej zespół również coś budowali, coś co miało pomagać innym, a przecież jego praca również miała za zadanie ułatwiać życie innym.
- Skoro jest to rada uzdrowiciela, nie mam innego wyjścia jak się do niej zastosować. - uśmiechnął się do kobiety, po czym gestem dłoni wskazał, że mogą skierować się w stronę sali, w której podawano poczęstunek w formie stołu szwedzkiego.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
18-12-2025, 21:52
Rozmowa rozwija się lepiej niż się tego spodziewała, nawet pomimo niezręczności dawnych okoliczności poznania. Wydają się w dniu dzisiejszym nadawać na podobnych falach, podzielać część opinii i pozostawać otwartymi na te, które wydają się niezgodne. Sanderson nie wie jak wiele z wymienionych uprzejmości są jedynie właśnie tym – uprzejmościami, ale nie czuje się z nimi źle.
– Czyli pan, panie Macnair, nie nosi się z zamiarem napastliwej próby sprzedania mi czegoś? Kamień z serca – mówi z łagodną powagą, odnosząc się do jego komentarza. Sanderson źle czuła się w negocjacjach, w których nie posiadała odpowiedniego zaplecza ekspertów lub w których sama nie mogła uchodzić za rzeczoną ekspertkę. Liczyła na to, że będąc tu w pojedynkę, będzie w stanie zebrać informacje i przekazać je dalej, a jeżeli – z jakiegoś powodu i w jakimś scenariuszu – dobije dziś z kimś targu, z pewnością nie zrobi to wskutek wyłącznie biznesowej dyskusji. Może zatańczy z kimś, napije się z kimś, potowarzyszy komuś palącemu papierosa za lokalem – ale z pewnością nie wykaże się wybitną, fachową wiedzą. – Często chadza pan po podobnych wydarzeniach? Nie ukrywam, może o czymś zapomniałam, ale nie wydaje mi się, byśmy wpadali na siebie często na przestrzeni tych dwóch lat. Musimy udać się aż do Cardiff byle znaleźć punkt wspólny? – dopytuje, przyglądając się rozmówcy. Oczywistym było, że inżynieria małej i wielkiej skali spotykała się niezwykle rzadko. Oczywistym było też dla niej, że gdy architektura – zarówno pod względem estetycznym jak i technicznym – dotyczyła każdego użytkownika przestrzeni, zaś rozwijana przez jej zespół dziedzina nosiła znamiona wyjątkowości. Wymagała udziału tak wielu różnorodnych specjalistów, by trafić do... Bardzo nielicznych.
Zainteresowanie młodego Macnaira jej schlebia. Nawet po latach ciężkiej pracy i sukcesów temat wciąż jej nie powszednieje, a ona opowiada o nim równie chętnie co kiedyś, z jedną różnicą bogatszego słownika i rozleglejszej wiedzy.
– Jak właściwie wpadł pan na te publikacje? Z ciekawości, tak jak przy obecnym pytaniu? – docieka. Dociera też do niej o jakiej publikacji właściwie mogli mówić. Napisana lata temu praca wspólna jej i męża (imię męża umieszczone oczywiscie z przodu) – przeprowadzony na stronach książki eksperyment był faktycznie dość ciekawy, chociaż porzucony na rzecz prac wokół głównych obiektów zainteresowania starszego Sandersona. Inny zespół przejął prace nad koncepcją.
Rozmowę kontynuuje już zmierzając w kierunku szwedzkiego stołu.
– Mówimy o pracy w której hipotezą była korelacja drewna różdżki użytkownika i drewna używanego w konstrukcji protez? Temat wcześniej teoretyzowany, ale nigdy nie sprawdzony praktycznie. – Na talerz nakłada kornwalijskiego pieroga – potrawę tradycyjnie angielską, ale podawaną widocznie również i tu – w Cardiff. Dość jednak o kuchni - wynikiem tamtejszego eksperementu było faktyczne udowodnienie korelacji łatwiejszej kontroli i szybszej integracji protezy przez osobę z niepełnosprawnością. – Drewno to materiał lekki i niezwykle skory do rzemieślniczej współpracy, a temat wydawał się wdzięczny… Jednak zarzuciliśmy go ze względu na brak funduszy na to w zespole. Woleliśmy skupić się na protezach oczu i implantach słuchu… – tłumaczy. – W trakcie opisywanych badań oddawaliśmy się eksperymentom nad protezami kończyn górnych. To wydaje się tak... Odległe. Szukaliśmy jeszcze dla nas wspólnej drogi – ja i mąż. Ja byłam zresztą na ostatnim roku College’u, nie wiedziałam jeszcze do końca dokąd powinnam w swojej karierze zmierzać – precyzuje, przywołując nieboszczyka. – Drewnu brakuje jednak należytej wytrzymałości. Gdyby uzyskać kompozyt posiadający lekkość, elastyczność i plastyczność drewna wraz z większą wytrzymałością i mniejszym tarciem tyczącym się prędzej metalu… – wzdycha, podnosząc spojrzenie na twarz mężczyzny. Śledzi jego reakcję i przezornie przemawia: – Nie chcę zagadać pana na śmierć, panie Macnair.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Mitch Macnair
Śmierciożercy
Wiek
27
Zawód
Architekt i budowniczy
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
8
10
Brak karty postaci
30-12-2025, 13:21
Macnair nie był mistrzem jeśli chodziło o uprzejmości. Naturalnie wiedział jak i kiedy należy się zachować, jednak zbyt przedłużane uprzejmości go po prostu męczyły. Był człowiekiem konkretnym, często podczas swoich negocjacji i spotkań z klientami przechodzącym szybko do sedna sprawy. Czas to pieniądz jak to się mówiło, a w jego branży czas miał często kluczowe znaczenie. Zwłaszcza kiedy szły za nim pieniądze.
- Jedyne co mogę pani sprzedać to swoje towarzystwo dzisiejszego wieczora. - powiedział z lekkim rozbawieniem widniejącym na twarzy.
On już dzisiaj dobił kilku porządnych targów. Był jak najbardziej zadowolony z przebiegu tego dnia, dlatego teraz, na tym bankiecie, postanowił jedynie spędzić miło czas zanim wróci do domu i rozgrzebanych projektów. Jakaś luźna rozmowa, wymiana doświadczeniami, jedzenie i nic więcej. Właśnie tak jak teraz z panią Sanderson, wychodziło na to, że początkowo mało zobowiązująca rozmowa miała się za momencik przeobrazić w ciekawą dysputę na tematy ich obije interesujące.
- Zdecydowanie rzadziej niżbym sobie tego życzył. - pokręcił głową na jej pytanie - Prawda jest też taka, że wydarzenia tego rodzaju nie są dość często organizowane dla ludzi z mojej branży. Dlatego tym chętniej wybrałem się tutaj dzisiaj, nie ma to jak porozmawiać z ludźmi na tematy, które nam wszystkim są bliski i w zasadzie z nich żyjemy. Z resztą - wzruszył lekko ramionami - staram się nigdy nie odpuszczać okazji do zdobywania nowej wiedzy. - dodał z lekkim uśmiechem - Więc to jak najbardziej możliwe, że nie mieliśmy wcześniej sposobności aby się spotkać.
Skupiony na pracy i swoich projektach czasami musiał odmówić wzięcia udziału w konferencjach, nawet jeśli mu się to nie uśmiechało. Terminy jednak goniły i po prostu musiał wybierać, chociaż nie zawsze było to łatwe. Był jednak bardzo oddany swojej pracy i to właśnie ona była dla niego najważniejsza. Ona i zadowolenie klienta, który mógł rzucić kilkoma galeonami więcej jeśli projekt zostałby ukończony przed terminem.
- Szczerze mówiąc przez przypadek. Szukałem informacji właśnie o lżejszych materiałach do jednego ze swoich projektów kiedy ta publikacja wpadła mi w ręce. Dość szybko zorientowałem się, że może nie koniecznie jest to coś co mi w tamtym momencie pomoże, ale przeczytałem ją całą właśnie ze względu na temat i perspektywie ewentualnego wykorzystania tego pomysłu w przyszłości. - odparł spokojnie zatrzymując się przy stole szwedzkim.
Sięgnął po jeden z wielu talerzyków, po czym nałożył na niego kilka koreczków oraz kawałek ciasta z mięsem. Dostał w końcu polecenie od uzdrowicielki, że powinien coś zjeść zanim postanowi na ponowne zapełnienie swojej szklanki i żołądka procentami.
Skinął lekko głową by dać jej znać, że właśnie o ta publikacje mu chodzi. Słuchając jej uważnie zjadł kawałek sera z jednego z koreczków, który wylądował na jego talerzu. Jego umysł chodził teraz na najwyższych obrotach, starając sobie wyobrazić sobie to wszystko o czym mówiła. Rozumiał jej zainteresowanie tym tematem, sam wielokrotnie myślał o zastępnikach dla materiałów używanych typowo do budowy. W ostatnich latach coraz rzadziej używało się do budowy tylko drewna, przeważnie było one stosowane do zbudowania szkieletu dachu w budynkach, jednak z czasem i tak nakładło się na niego inne materiały dla wzmocnienia wytrzymałości.
- W żadnym wypadku nie zagaduje mnie pani na śmierć. - pokręcił głową - W zasadzie powiem pani, że to jest w pewnym sensie bardzo bliski mi temat. Osobiście korzystam z run wzmacniających na konstrukcjach drewnianych właśnie dla lepszego zabezpieczenia. Drewno jest najbardziej powszechne i tak naprawdę najtańsze na rynku w tym momencie. Jednak gdyby udało się stworzyć właśnie coś takiego jak pani mówi, ułatwiłoby to pracę wielu. Kilka lat temu, podczas swojego pobytu w Norwegii poruszaliśmy ten temat z moim mentorem. Plastyka drewna jest niezwykle przydatna w budownictwie, ale tak jak sama pani zauważyła jego wytrzymałość pozostawia dużo do życzenia. Trzeba dużo czasu i pracy aby nałożyć odpowiednie runy czy zaklęcia ochronne. Metalu również nie można wykorzystać przy wszystkim niestety. - westchnął kręcąc głową - Myślała pani kiedyś aby wznowić te badania? - spytał zaciekawiony.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
04-01-2026, 16:35
Inżynieria lądowa nigdy nie przyciągnęłaby Moiry – nie zdołałaby nadążyć za tokiem rozumowania osoby piszącej książki naukowe w tej dziedzinie, czasami nie nadążając nawet za rzemieślniczą stroną swojego własnego zawodu. Nie mogła pochwalić się wiedzą podobną do tej, którą chwalił się Macnair, nawet przypadkowo trafiający na jej opracowanie i rozumiejący z niego cokolwiek (lub zrozumienie wskazujący… Albo udający?). Zwykle nie musiała jednak przejmować się własnymi brakami, uzupełniając je wiedzą oferowaną przez zespół niemal na bieżąco. Dziś było… Nieco inaczej. Ale nie było źle. Może wbrew swojemu podejściu i ograniczonej wiedzy na starcie, była osobą korzystającą z wypadku do Cardiff najbardziej? Dowie się najwięcej, bo na początku nie rozumiała niemal niczego?
– W jakiś sposób czuję się połechtana tym, że pomimo odrębnej branży, poświęcił pan czas na doczytanie dzieła do końca, panie Macnair. Szczególnie, że nie czuję, bym w tamtym okresie miała do tego typu kwestii… Lekkie pióro. Prawdopodobnie byłam nawet młodsza od pana – uśmiecha się subtelnie, jakby uśmiech ten miał być pytaniem. Tak, napisała większość tej pracy sama. Tak, została opublikowana pod jej starym nazwiskiem (chociaż dodruki mogły pewnie mówić już o Moirze Sanderson…). I tak, pewnie nie poszłaby do druku, gdyby nie duchowe przewodnictwo Adama Sandersona – w tamtym czasie ukrywającego relacje ze studentką osadzając ją w roli bardziej profesjonalnej i zamykającej większość wątpiących w profesorską etykę ust.
Gdy rozrywa potrawę dłońmi, jedząc ją zgodnie z ludową sztuką – nie próbując na siłę wpychać widelca i noża tam, gdzie nie ma dla ich miejsca – słucha odpowiedzi młodego architekta. Prawdopodobnie oboje muszą poruszać się tu w sferze uproszczeń, byle pozostać wzajemnie zrozumiałymi. Sanderson docenia ten zabieg, bo czyni całą rozmowę w pewien sposób… Rozwijającą.
– Zakładam, że w Norwegii drewno jest surowcem jeszcze popularniejszym niż w angielskich warunkach. Część wykorzystywanych przez nas w badaniach rodzajów drewna sprowadzano z innych części starego kontynentu, a najdalej aż z Ameryki Południowej – nie bez powodu większość budownictwa angielskiego to kamień i cegła. Nie bez powodu import drewna do kraju był tak wysoki. Sanderson była i jest kobietą z miasta – śmiali się kiedyś, że jej zdaniem mleko nie pochodzi od krowy, ale z kanki. Mogła denerwować się na użycie tak bzdurnej kpiny, ale dopiero jako studentka zauważyła faktycznie jak mało wiedziała o realnie otaczającym ją świecie. – Zakładam też, że Norwegowie są mistrzami w posługiwaniu się runami północnoeuropejskimi i wiele się pan od nich nauczył. Chociaż różnimy się nieco temperamentem ze Skandynawami – w mojej pamięci zapisanymi jako zdystansowani i chłodni – zawsze chętnie nawiązywałam z nimi współpracę. Niezwykle rzeczowi, trzeba to podkreślić. I bezpośredni, unikający pytań o charakterze osobistym… To coś co można docenić, jeśli ktoś tak jak ja nie przepada za typowo angielskim owijaniem w bawełnę. Szczególnie ważne w kwestiach naukowych – zdradza nieco swojego podejścia. Zdradza, że całe te wymuskane słowa które próbuje dobierać niewiele mają się do jej prawdziwej osobowości. Że pracowanie z nią wiąże się raczej z kilkoma wydanymi poleceniami, kilkoma pytaniami doprecyzowującymi i niczym więcej. – Ja niechętnie wróciłabym do tamtych badań – powędrowałam ze swoimi w inną stronę, a i w międzyczasie pochować mi przyszło współautora postawionych tez. Chętnie oddałabym je za to w ręce innego zespołu zmotywowanego do ich rozwijania. Pan ma zamiar za to zdobywać jeszcze zagraniczne doświadczenie? Mnie by kusiło – dopytuje. Może wciąż ją kusi. Może pyta, bo mogłaby… Wycisnąć z tego coś dla siebie?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Mitch Macnair
Śmierciożercy
Wiek
27
Zawód
Architekt i budowniczy
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
8
10
Brak karty postaci
08-01-2026, 17:04
Jego pierwsze zainteresowanie budownictwem pojawiło się już w szkole. Kiedy postawił nogę pierwszy raz w Hogwarcie, początkowo przytłoczyła go ta wielka budowla, ale jednocześnie i zafascynowała. Jakiej magii użyto by zbudować ten zamek? Musiała być potężna, niecodzienna, a przede wszystkim skomplikowana. Zamek skrywał dziesiątki tajemnic, które czekały na odkrycie, co wcale nie było takie proste. Już w drugiej klasie wyznaczył sobie cel, chciał zostać budowniczym, którego budowle przewyższą kiedyś Hogwart. Był moment, że planował stworzyć mapę całej szkoły, aby ułatwić poruszanie się po niej nowym uczniom, jednak nie było tak tak łatwe jak początkowo zakładał. Nie miał umiejętności i wiedzy, która pozwoliłaby mu w tamtym czasie na zrealizowanie takiego pomysłu. Zarzucił go więc na rzecz rozwijania swojej wiedzy.
- Prace naukowe to pozycje, które czytam najczęściej. Ciężkie pióro nie stanowi dla mnie żadnego problemu. Moim zdaniem publikacja była napisana bardzo fachowym językiem i jeśli czytelnik ma jakąkolwiek wiedzę w tym zakresie nie powinno to stanowić żadnego problemu. - odparł spokojnie, lekko przy tym kiwając głową, a po chwili uśmiechnął się pod nosem - Jeśli faktycznie była pani młodsza ode mnie to tym bardziej należą się pani słowa uznania. Wiele ludzi uważa, że przez młody wiek nie można zaistnieć w towarzystwie naukowym. Moje zdanie jest kompletnie inne, jeśli posiada się widzę i doświadczenie, a przede wszystkim zacięcie w tym co się robi, wiek nie gra roli. Zwłaszcza, że to właśnie młode pokolenie wprowadza świeżość i nowe spojrzenie na niektóre problemy. - dokończył swój koreczek, sięgając po drugi.
Mimo wszystko prawda była taka, że społeczeństwo rzadko brało na poważnie młodych ludzi. Ci chcieli się rozwijać, zdobywać doświadczenie i dążyć do wyznaczonych sobie celów, ale wiele drzwi było przed nimi zamykane właśnie ze względu na wiek. Uważało się powszechnie, że młodzi wiedzą mniej, są mniej zaangażowani. Osobiście irytowało go takie podejście, jeśli podcina się komuś skrzydła za każdym razem kiedy ten chce do czegoś dojść, to w jaki sposób ma to zrobić? To był właśnie jeden z głównych powodów dlaczego opuścił angielskie granice na tyle lat. Odnosił wrażenie, że czy to we Francji czy w Norwegii ludzie mieli do tego inne podejście, zachęcało się tam młodych ludzi do rozwoju poprzez kij i marchewkę, a nie kłody pod nogi.
- Tak, zdecydowanie więcej używa się drewna w budownictwie. - zgodził się z jej słowami - Mają wielkie zasoby naturalne więc nie ma z tym takiego problemu jak u nas. Oczywiście, kamień i metal również jest wykorzystywany, jednak większa część szkieletów budynków opiera się przede wszystkim na drewnie. Osobiście jestem fanem domów z bali, zawsze mi się podobało jak zmyślnie są one łączone. Używa się do ich budowy zdecydowanie mniej innych materiałów, bo cała konstrukcja jest niebywale wytrzymała sama w sobie. - pokiwał głową, a po chwili zaśmiał się cicho na jej spostrzeżenia na temat samych Norwegów - Zdziwiłaby się pani. W moim odczuciu to bardzo otwarci ludzie, chętnie dzielący się swoją wiedzą, ale faktycznie, jeśli przychodzi już do samych interesów są bardzo konkretni i skupieni na celu. Mój mentor, był bardzo wymagający, zanim pozwolił mi w ogóle wejść do pracowni kazał mi się nauczyć języka. Naturalnie mówił po angielsku, ale odmówił uczenia mnie w tym języku. Wychodził z założenia, że jeśli chcę posiąść dokładną i szeroką wiedzę znajomość jego jeżyka jest podstawą abym mógł również komunikować się z innymi pracownikami jego firmy bez przeszkód. - powiedział z lekkim uśmiechem widniejącym na ustach.
To właśnie w Norwegii nauczył się najwięcej. We Francji zgłębiał tajniki numerologii i samej architektury, ale to właśnie w kraju skandynawskim typowo ubrudził sobie ręce i pojął szerokie znaczenie run i ich zastosowanie. W ciągu czterech lat nauczył się tak wiele, że nie zdążył jeszcze wszystkiego wykorzystać w swojej pracy na terenach Anglii. Nie zaprzestał jednak rozwoju, a szedł nawet w wymyślanie nowych technik i rozwiązań, które, kto wie, może w przyszłości będzie w stanie opatentować.
- Rozumiem. - pokiwał głową - Pani badania i praca w tym momencie ma duże znaczenie, pomaga ludziom po różnych wydarzeniach wrócić do życia, daje im namiastkę utraconej normalności. To godne podziwu i gratyfikacji. - uśmiechnął się łagodnie - Nie wykluczam, że w przyszłości tak. W tym momencie jednak chcę się skupić na rozwijaniu firmy. Aktualnie prowadzę jednoosobową działalność, ale mam w planie otwarcie pełnoprawnej firmy budowlanej. - odparł zgodnie z prawdą.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 10-01-2026, 09:36 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.