• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Rozgrywka > Mgły czasu > Izba Pamięci > 20.05.1960, Sprawa Znikających Drzwi
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
George Lupin
Zwolennicy Dumbledore’a
Wiek
36
Zawód
auror
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
11
0
OPCM
Transmutacja
22
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
15
10
Brak karty postaci
31-01-2026, 12:20
... and then I met you
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
George Lupin
Zwolennicy Dumbledore’a
Wiek
36
Zawód
auror
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
11
0
OPCM
Transmutacja
22
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
15
10
Brak karty postaci
02-02-2026, 21:10
Tego roku końcówka maja była szczególnie ulewna. Chociaż ciepła temperatura wysuszała nadmiar wody, zdawało się, że kiedy tylko wyparowane cząsteczki sięgną chmur, zaraz chcą z powrotem wrócić na ziemię. Wzmożone opady nie pomagały w prowadzeniu śledztwa, ale nie wpływały na nie również negatywnie. Żyjąc w Wielkiej Brytanii można przyzwyczaić się do pewnych stanów meteorologicznych, jak na przykład niż atlantycki, który nieprzerwanie nadciąga nad wyspy z zachodu i jest największym autorem deszczowej aury. Natomiast tak, opady nigdy nie pomagają w prowadzeniu śledztwa. Głównie dlatego, że kiedy pada, ma się nieprzerwane wrażenie, że coś drepce ci po karku, deszcz zagłusza każdy dźwięk, na którym w słoneczny dzień można by skupić uwagę - więc rzeczywiście ta pogoda może wpłynąć na sposób odbierania świata. Przez pryzmat zasnutej chmurą aury, wzmaga się zresztą niechęć do pracy. Nie bez powodu powstało powiedzenie, że dzień taki jak ten najlepiej spędzić pod kocykiem z kubkiem gorącej herbatki.
Nie dla mnie jednak te przyjemności. Przemierzałem właśnie ulicę przy której znajdowało się Royal Archives, a które w bocznej ulicy miało kryć pierwszy cel mojego spotkania. Dzisiejszy dzień był zresztą wbrew pozorom całkiem pracowity. Po pierwsze byłem już po pięciogodzinnej obserwacji podejrzanego w sprawie, którą prowadzimy z Conradem. Bardzo ciekawy przypadek znikających drzwi, czy raczej znikających ludzi, którzy przez drzwi wchodzili, a kiedy klamka zapadała, owe drzwi rozpływały się jakby nigdy ich tam nie było. O ile jeżeli znikający osobiście wybierali taką drogę, Biuro nie widziało w tym problemu, natomiast zagadka pojawiała się wówczas, kiedy odbieraliśmy kolejne raporty o znikających ludziach bez wskazówki o ich późniejszej lokalizacji. Porwania, samobójstwa, czy nielegalne deportacje - możliwości było wiele, natomiast skupialiśmy się na podejściu, że może chodzić o  masowe uprowadzenia. Podejrzani byli jedynie podejrzanymi na podstawie poszlak, ale czułem że brakuje nam kontekstu, szczególnie tego zapisanego gdzieś w przeszłości. Przecież świtało mi w głowie, że kiedyś o czymś podobnym słyszałem. Obym się nie mylił, w każdym razie warto było spróbować.
Niezależnie od pogody, na ulicach Londynu zawsze ktoś był. Nawet teraz minąłem kilka śpieszących do swoich zajęć postaci, sam również wcisnąłem ręce głębiej w kiszenie krótkiej kurtki z brązowej skóry i przyśpieszyłem kroku. Mój strój wyróżniający się na typowych czarodziejskich ulicach, tu w mugolskim świecie pozostawał perfekcyjnie anonimowy. Skręciłem ostro w lewo w boczną uliczkę i rozejrzałem się jeszcze, i wtedy z zaułka wyszedł Taddeus z którym miałem dziś akcję pod Londynem. Akcję to bardzo dramatycznie nazwane. Taddeo był młodym aurorem, który ledwo co skończył staż, ale brak mu jeszcze było ogłady i może dlatego postanowiliśmy przydzielić mu jedno z nudniejszych zadań jakim było odwiedzanie sklepów z antykami i bibliotek. On, po przewertowaniu Archiwum, oświadczył, że ta droga prowadzi do nikąd, ale gdybym słuchał stażystów to niedaleko bym doszedł. Dlatego postanowiłem zabrać go w miejsce ostatniej nadziei.  Przywitaliśmy się skinieniem głowy i obejrzałem, się czy nie zauważy mnie jeszcze jakiś przypadkowy przechodzień, a kiedy tak się nie stało, dotknąłem różdżki schowanej w kurtce i oboje teleportowaliśmy sie nieopodal celu naszej wędrówki. Stamtąd już tylko krótki spacer po mokrym terenie i  moim oczom ukazała się bogato zdobiona brama na której było napisane "Evershire College of Arcane Arts". Rozmawialiśmy krótko, o dzisiejszym humorze, o pogodzie - zdecydowanie długo rozmawialiśmy o pogodzie, w końcu przeszliśmy do planu działań i Taddeo oświadczył mi, że chce zagrać va bank i podać się za studenta zainteresowanego starożytnymi księgami. Twierdził, mylnie moim zdaniem, że w taki sposób uda nam sie utrzymać kwestię wizyty aurorskiej na terenach uczelnianych w tajemnicy. Wątpiłem, by cokolwiek podobnego miało by mieć miejsce, wszak żaden z nas nie wygląda na studenta, już nie wspominając o tym, że najpewniej pracownicy od dawna są przeszkoleni przed podobnymi spryciarzami. Dlatego spieramy się dość długo przed wejściem, spieramy się o to przechodząc jeszcze przez główny dziedziniec. Jak na studentów przystało, rozglądamy się za wejściem do czytelni zdezorientowani rozkładem szkoły, w końcu jednak udaje nam się znaleźć odpowiednie drzwi.
Po wejściu do biblioteki uderza mnie cisza i zapach książek, który działa dość relaksująco. Powracam myślami do szkolnej biblioteki i jakaś nostalgia sprawia, że nie zauważam jak wymija mnie Taddeo. Chcę go zatrzymać i sięgam za ramie mówiąc:
-Nie, to na pewno nie zadziała - kręcę głową mówiąc przyciszonym głosem do swojego towarzysza, lecz on już widzie do stanowiska przy którym biblioteka przyjmuje interesantów. Pięć, dziesięć minut rozmowy i mój towarzysz wraca na tarczy z posępną miną. Wciągam go za regały i mówię: - Musimy rozegrać to inaczej Thaddeus . Nikogo tutaj nie obchodzi protokół, ale nas powinien, więc nie możemy udawać, że chcemy mieć do tych ksiąg dostęp tak po prostu - oglądam się za siebie, bo zdaje się, że słyszałem jakiś szelest kroków za plecami, ale nie widzę nic, jedynie okno wychodzace na dziedziniec akademii. Odbieram świstek z ręki towarzysza i idę sam do tego samego stanowiska. Przedstawiam się, przepraszam za kolegę mówię bardzo otwarcie w jakiej jesteśmy tu sprawie. Pani, która nas obsługuje spogląda nieufnie zza pół-okrągłych okularów w metalowej oprawce osadzonych na długim nosie to na mnie to na Tadeo. W końcu pokazuje na mnie i mówi, że mam za nią iść, natomiast zostawić towarzysza. Wzruszam lekko ramionami, chociaż w duchu cieszę sę, że z dwójki z nas to ja idę przeszukiwać książki. Tadeo jest świetnym kompanem, oczywiście nie tak świetnym jak Bones, ale jego silne cechy to działanie pod presją oraz w terenie, natomiast moje silne cechy to na przykład umiejętność rozmowy z paniami w bibliotece. Prowadzony pomiędzy regałami, nie sądziłem, że cel jest tak daleko, w pewnym momencie poczułem się jak w labiryncie, kiedy razem ze starszą kobietą skręciliśmy już trzy razy w lewo i zdawało mi się, że wracamy do początku, natomiast wyszliśmy do zupełnie innego pomieszczenia. To jeszcze mocniej pachniało starymi księgami, a światło dochodziło z jednego okna umieszczonego w suficie.  Starsza pani zostawia mnie przy stanowisku przy którym stoi odwrócona ode mnie dziewczyna. Odchrząkuję i rozwijam papier trzymany w dłoni.
- Czy mógłbym... poprosić o pomoc w znalezieniu tomów na ten temat - chciałem oddać pani historyk zadanie w jej ręce, a w międzyczasie przejść się po pomieszczeniu, może znaleźć imbryk z herbatą, może osuszyć się, bo zarówno z butów jak i z kurtki skapywały wciąż krople deszczu i miałem nadzieję, że ta  trudna część już za mną. Przecież udało się przekonać pierwszą strażniczkę ksiąg do współpracy, więc teraz mogę odpocząć. Tylko, że kiedy wybudzona z lektury dziewczyna odwraca się i widzę jej twarz, poraża mnie, niczym  grom z jasnego nieba (albo z otworu w suficie) uroda, której nie spodziewałem się znaleźć w murach uczelnianej piwnicy. Przełykam ciężko ślinę, czując jak zasycha mi w gardle, mimo tego jak narzekałem dopiero co na ogromną wilgoć w powietrzu. Zdaje się obudziłem się również ja, bo rzucam się do wyjaśnień nim zostanę spytany o cel mojej wizyty w podobnie nieufny sposób jak patrzyła na mnie pierwsza, starsza biliotekarka, zostawię po sobie wrażenie osoby nieuprzejmej. -Ja jestem, to znaczy.. badamy sprawę pewnego przedmiotu, o którym powinna być wzmianka w starych księgach. Zostałaś mi wskazana jako osoba, która będzie mogła wiedzieć coś na ten temat, to znaczy...  jest mi potrzebna Twoja pomoc.. jeżeli oczywiście nie jesteś zajęta
Pomoc w oddychaniu jak się okazuje.
Przesuwam w jej kierunku kartkę na której spisałem wszystkie dostępne mi na ten moment informacje. Kartka ląduje na stosie grubych ksiąg, i na chwilę ja też patrzę na kartkę, zastanawiając się dlaczego tak bazgram i czy ona cokolwiek przeczyta z tych hieroglifów. Może jeżeli jest badaczem historycznym to ma jakieś zdolności, które pomogą jej rozszyfrować co ta kura nabazgrała tu pazurem.
Pomoc w oddychaniu jak się okazuje.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Iris Nott
Czarodzieje
jesienne róże, róże smutne herbaciane; jesienne róże są jak usta twe kochane
Wiek
25
Zawód
historyk; badacz starożytnych run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
15
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
3
Siła
Wyt.
Szybkość
5
12
6
Brak karty postaci
11-02-2026, 17:42
Deszcz nie był tu słyszalny, a jednak Iris wiedziała, że pada. Wiedziała to nie dlatego, że widziała krople na szybie - boczna czytelnia miała jedynie wąskie okno w suficie, przez które wpadało rozproszone, mleczne światło - ale dlatego, że powietrze zmieniło ciężar. Stało się gęstsze, wilgotniejsze, jakby nasiąknięte oddechem miasta. Nawet zapach pergaminu był inny. Wilgoć wydobywała z niego nutę starego kleju i kurzu. Lubiła ten zapach. Był stabilny. Przewidywalny.
Siedziała przy jednym z niższych stołów przeznaczonych do pracy z manuskryptami. Rękawy ciemnej sukni miała podwinięte nieco wyżej niż wypadało, by nie zahaczać o brzegi kart. Przed nią leżały trzy otwarte tomy i czwarty, zamknięty, z palcem wsuniętym między kartki, jakby nie ufała, że gdy go zamknie, to jej palec wróci do dokładnie tego samego miejsca.
Nie podnosiła wzroku, kiedy starsza bibliotekarka wprowadziła kogoś do pomieszczenia. Kroki były cięższe niż zwykle. Zbyt pewne. Zbyt zdecydowane. Nie należały do studenta, który przyszedł tu w poszukiwaniu przypisu.
Odchrząknięcie zabrzmiało bliżej niej, niż się spodziewała. Nie gwałtowne. Nie nieuprzejme. Raczej takie, które zdradzało człowieka przyzwyczajonego do tego, że bywa słuchany.
— Czy mógłbym… poprosić o pomoc w znalezieniu tomów na ten temat — Usłyszała.
Dopiero wtedy odwróciła głowę. Najpierw zobaczyła krople wody skapujące z brzegu skórzanej kurtki. Ciemne plamy na drewnie podłogi. Potem dłonie - duże, pewne, z widocznymi żyłami na grzbietach, trzymające zmięty pergamin. Dopiero na końcu twarz. Nie była to twarz studenta. Była zbyt wyraźna, zbyt doświadczona. Linie przy ustach zdradzały kogoś, kto częściej marszczy brwi niż się uśmiecha. W oczach - czujność. Uważność, która nie była akademicka.
Nie wyglądał jak ktoś, kto powinien tu być.
Był za bardzo o b e c n y. Zbyt n a m a c a l n y. W tej przestrzeni ludzie zwykle wtapiali się w tło - miękcy, pochłonięci tekstem, przygaszeni światłem. On wnosił ze sobą coś innego. Ruch. Napięcie. Świat zewnętrzny, który pachniał mokrym brukiem i pośpiechem. Przez ułamek sekundy mierzyła go spojrzeniem chłodnym, rzeczowym. Oceniającym. Tak, jak uczono ją oceniać artefakty: pod kątem pochodzenia, funkcji, możliwego zagrożenia. Zauważyła, że mówi szybciej, niż powinien. Że tłumaczy się, zanim jeszcze padło pytanie. Że wchodzi w wyjaśnienia zbyt ochoczo. To było interesujące. Mężczyźni naprawdę pewni siebie nie wyjaśniają się w ten sposób.
Zostałaś mi wskazana jako osoba, która będzie mogła wiedzieć coś na ten temat…
Jej brew uniosła się minimalnie. Została wskazana. Oczywiście. Evershire uwielbiało plotki o kompetencjach. A ona nie starała się ich dementować.
Wzięła od niego kartkę bez pośpiechu. Jej palce, suche i chłodne, musnęły jego na sekundę - wystarczająco długo, by poczuła różnicę temperatur. On był jeszcze rozgrzany od marszu. Od deszczu. Od pośpiechu.
Nie cofnęła dłoni szybciej, niż było to konieczne.
Spojrzała na pergamin.
Pismo było pochylone, nierówne, jakby pisane w ruchu. Linie zachodziły na siebie, niektóre słowa były przekreślone i dopisane na marginesie. Widziała w nim człowieka, który notuje, kiedy myśli, a nie wtedy, gdy planuje.
Nie uśmiechnęła się. Nie od razu.
— Co za brak cierpliwości — Powiedziała spokojnie, podnosząc wzrok na niego po raz pierwszy w pełni. — Niewprawione oko stwierdziłoby, że to hieroglify.
W jej głosie nie było kpiny. Raczej sucha konstatacja.
Cisza między nimi była inna niż ta biblioteczna. Bardziej skupiona. Bardziej bezpośrednia. On patrzył na nią z uważnością, która była niemal… niebezpieczna. Nie jak na bibliotekarkę. Jak na osobę.
Nie wiedziała, kim jest. Nie wiedziała, że bada sprawę znikających ludzi. Nie wiedziała, że w jego kieszeni znajduje się aurorska odznaka i że od godzin obserwował człowieka podejrzanego o coś znacznie mroczniejszego niż zniszczony manuskrypt. Widziała jedynie mężczyznę, który nie pasował do tego miejsca - i który mimo to stał przed nią, wyraźnie potrzebując jej pomocy.
A ona nie znosiła, kiedy ktoś jej potrzebował. Potrzeba rodziła zobowiązanie. Zobowiązanie - relację. Relacje były nieprzewidywalne.
— Jakiego dokładnie przedmiotu pan szuka? — Zapytała, odsuwając od siebie jedną z ksiąg i robiąc mu miejsce przy stole. Zrobiła to mechanicznie. Z przyzwyczajenia. Z profesjonalizmu. Nie dlatego, że była ciekawa. Ciekawość pojawiła się dopiero chwilę później - kiedy usiadł. Zbyt blisko. Kiedy poczuła zapach mokrej skóry zmieszany z chłodnym powietrzem, które wniósł ze sobą. Kiedy kątem oka dostrzegła, że jego wzrok nie skupia się wyłącznie na księgach.
I wtedy, zupełnie niepotrzebnie, pomyślała, że ten dzień przestanie być zwyczajny. Nie dlatego, że szukał jakiegoś przedmiotu. Ale dlatego, że nie pasował do żadnego schematu, który dotąd znała.
Pamięć jest jedyną formą władzy, której naprawdę się boję.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
George Lupin
Zwolennicy Dumbledore’a
Wiek
36
Zawód
auror
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
11
0
OPCM
Transmutacja
22
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
15
10
Brak karty postaci
12-02-2026, 23:14
Nie minął jeszcze pierwszy szok, kiedy moje pismo zostało przyrównane go egipskich hieroglifów. Rzeczowy ton pani historyk uderzył we mnie, ale nie poczułem się dotknięty, raczej rozbawiony. Celowość opisu tego jak wygląda moje pismo kazałoby spróbować wyjaśnić co właściwie tam się znajdowało, ale podejrzewałem, że każdy historyk wie jak rozczytywać hieroglify. Gdybym sam poszedł tą drogą zawodową, najpewniej zgłębiłbym wszystkie dostępne wiadomości na temat starożytnego Egiptu. Moja droga potyczyła się jednak inaczej, a jak widać pismem bliżej mi do medyka niż do kronikarza. Uśmiecham się przepraszająco, zdając sobie sprawę z tego, że jedyną bronią w tej sytuacji jest próba rozbrojenia pani historyk.
- Mam nadzieję, że Twoje wprawne oko jest mimo wszystko w stanie rozszyfrować co napisałem? - wiem co tam jest, a jednak wychylam głowę, jakbym chciał sprawdzić jak wygląda kartka, którą ściskałem jeszcze kilka minut wcześniej.  - Jest aż tak źle? - przeczesuję włosy, wciąż mokre, strzepując kilka kolejnych kropel na ziemię.
A jednak następuje cisza. W moim świecie pozornie nie ma miejsca na ciszę czy spokój, a jednak nie czuję się niekomfortowo milcząc. Bo w milczeniu moim, nie muszę skupiać się na słowach, chociaż te zaczynają kotłować mi się w głowie, kiedy już teraz chciałbym zadać jej dużo więcej pytań niż te związane jedynie z pracą. Na przykład chciałbym wiedzieć czy często spędza tu dnie, czy tylko można ją spotkać podczas tych deszczowych - takich jak ten. Zastanawiam się, czy przeczytała większość książek, czy jedynie te, które ma rozłożone na stoliku. Swoją drogą, kiedy wstawała do mnie, usłyszałem cichy dźwięk, świadczący o tym, że zamknęła się ta książka w której trzymała zaznaczoną stronę. Czy znajdzie odpowiedni rozdział, kiedy przyjdzie mi ją opuścić? Oby nie stało się to zbyt prędko, a z myślą tą, nagle pomysł by skorzystać z herbaty pękł w niebyt, jakby nigdy go wcześniej tu nie było.
Mogę więc w ciszy obserwować młodą panią historyk analizującą przekazane przezemnie papierzysko. Jej piegi, falowane włosy i pełne usta które dopiero po przemyśleniu tego co chce powiedzieć się poruszały. Jakże inne były to usta od moich, które chociaż często milczące, najczęściej wypowiadały słowa nacechowane emocją, którą czułem słysząc dopiero co mówię.
Siadam przyjmując zaproszenie, chociaż zdaję sobie sprawę, że jestem tu intruzem. To jej królestwo przypadło mi do gustu, chociaż teraz mało zwracam na nie uwagę, bo pochłonięty jestem po pierwsze sprawą a po drugie słodkim zapachem jej perfum, który poczułem kiedy obok niej usiadłem. Są lekkie, ledwo wyczuwalne. Oczy moje rozbiegane pomiędzy księgami a nią, coraz dłużej chcą zatrzymywać się na jej twarzy czy właśnie oczach, natomiast żeby tak się stało, musiałaby sama oderwać wzrok od książek.
Co właściwie chciałem od niej, z czym przyszedłem?
Ach no tak, przecież jestem w pracy.
- Nie jestem panem, możesz mówić mi George - Nie czuję się w obowiązku by zwracać się do niej tak oficjalnie jak robi to ona, może przez moje wychowanie, a może po prostu nie wyobrażam sobie, by ten dystans który chciała zbudować mógł jeszcze istnieć. Nie kiedy siedzimy tak blisko. Zachęcam ją więc do porzucenia prób tworzenia granic. One byłyby sztuczne i są zupełnie nam niepotrzebne.
- Słyszałem o magicznych drzwiach, które mogą pojawiać się na życzenie. Zastanawiałem sie, czy są jakieś badania albo wzmianki o tym, jak konkretnie działają. Ufam, że to zostanie pomiędzy nami, ale wiem też, że tego typu drzwi niekiedy montuje się w przenośnych szafach - chcę ją naprowadzić, ale wprost nie mogę mówić o czarnomagicznych szafkach zniknięć, bo chociaż nie widzę w niej zagrożenia (w każdym razie jeżeli mówimy o kwestię mojej pracy), to jednak liczyłem na to, że jej otwartość pokaże mi nie tylko rozwiązanie na które wpadłem, ale skojarzy sprawę magicznych drzwi z innymi wątkami, które powinienem wyeksplorować.
Natomiast przechodząc do zagrożeń niezwiązanych z moją pracą, to zaczynam zauważać ich coraz więcej.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Iris Nott
Czarodzieje
jesienne róże, róże smutne herbaciane; jesienne róże są jak usta twe kochane
Wiek
25
Zawód
historyk; badacz starożytnych run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
15
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
3
Siła
Wyt.
Szybkość
5
12
6
Brak karty postaci
Wczoraj, 12:25
Imię zawisło między nimi jak coś zakazanego. Coś, czego nie powinna była poznawać i coś, co nie powinno wywrzeć na niej ż a d n e g o wrażenia. A jednak stało się inaczej.
George.
Nie „pan”, nie uprzejma forma, która utrzymuje relacje w bezpiecznej odległości. Nie tytuł, nie nazwisko, za którym można się schować. Samo imię, podane jej bez wahania, bez pytania o zgodę, jakby było czymś naturalnym, oczywistym. Jakby to miejsce - boczna czytelnia Evershire, pachnąca kurzem i historią - nie wymagało dystansu. Iris poczuła, że to słowo narusza strukturę pomieszczenia. Zbyt osobiste. Zbyt bezpośrednie.
Nie podniosła wzroku od pergaminu od razu. Pozwoliła, by cisza rozciągnęła się między nimi i nabrała ciężaru. Lubiła ciszę, bo była narzędziem. W ciszy ludzie zaczynali się poprawiać, dopowiadać, wycofywać ze zbyt śmiałych deklaracji. W ciszy widać było więcej - nie w słowach, ale w oddechu, w drobnych ruchach dłoni, w napięciu ramion. On jednak nie próbował niczego łagodzić. Siedział obok z tą samą skupioną obecnością, która od pierwszej chwili zaburzała porządek pomieszczenia. Nie wiercił się. Nie poprawiał nerwowo mankietów. Nie przepraszał za śmiałość. Czekał.
— Pan wybaczy — Odezwała się w końcu spokojnie, nie podnosząc jeszcze głowy — Nie przywykłam do takiej śmiałości ledwie po trzech minutach i czterdziestu ośmiu sekundach znajomości.
Nie było w tym nagany. Raczej fakt. Delikatne, wyważone przypomnienie, że granice istnieją nie bez powodu. Że porządek nie jest kaprysem, ale konstrukcją, która chroni przed niepotrzebnymi zbliżeniami. Dopiero wtedy podniosła wzrok i spojrzała na niego wprost.
Jego oczy nie uciekały. Nie próbował udawać większego zainteresowania księgą niż nią. Patrzył tak, jakby rozmowa była czymś więcej niż wymianą informacji. Jakby ją oceniał - nie w sposób bezczelny, lecz uważny. Jakby próbował zrozumieć jej reakcję, a nie ją zignorować. Iris dostrzegła w tym coś niepokojącego. Nie był chaotyczny, choć sprawiał wrażenie spontanicznego. Jego czujność nie była przypadkowa.
Przesunęła palcem po jednej z linijek jego notatek, skupiając wzrok na słowach, by odzyskać kontrolę nad własnym rytmem myślenia. Pachniał deszczem i chłodem z zewnątrz - czymś surowym, nieoswojonym. Zapach mokrej skóry i ulicy. To nie był zapach tej sali. Tu zwykle pachniało starym papierem, atramentem, kurzem i suchym drewnem. On wnosił ze sobą świat, który nie miał nic wspólnego z pergaminami.
— Magiczne drzwi nie „pojawiają się na życzenie” — Stwierdziła rzeczowo, jakby prowadziła wykład. — Jeśli już, reagują na warunek. Zaklęcie. Rytuał. Intencję. Czasem na kombinację wszystkich trzech.
Jedna z książek, znajdujących się jeszcze przed chwilą na oddalonej od nich półce, przecięła powietrze i cicho wylądowała na biurku, przy którym siedzieli. Przerzuciła jej kartkę, wsuwając jego pergamin między strony, by porównać wzmianki. Jej ruchy były precyzyjne, spokojne, niemal chłodne. Nie zdradzały, że analizuje również jego - ton głosu, tempo oddechu, to, jak nachyla się minimalnie bliżej, gdy mówi o przenośnych konstrukcjach. — I nigdy nie są przypadkowe — Dodała ciszej. — Jeżeli coś znika, to dlatego, że ktoś tego chciał. Nawet jeśli nie do końca rozumiał konsekwencje.
Zatrzymała się na wzmiance o przenośnych szafach. To nie była ciekawostka teoretyczna. To był trop. Zbyt konkretny. Zbyt funkcjonalny. Badacze pytali o pochodzenie, o etymologię, o rozwój koncepcji. On pytał o działanie.
Podniosła wzrok ponownie, tym razem wolniej.
— Panie… George — Jego imię, w jej ustach, brzmiało miękko. Znajomo. Zupełnie jakby wypowiadała je każdego dnia, z zaskakującą czułością. — Badacze zwykle przychodzą z hipotezą. Pan przyszedł z tropem.
Otworzyła inną księgę, starszą, z delikatnym, kruchym papierem, który reagował na każdy ruch powietrza. Strony szeleściły cicho, jakby niechętnie zdradzały zawartość. Iris pochyliła się nad tekstem, ale była aż nadto świadoma jego obecności przy stole. Zbyt blisko. Zbyt namacalnie. — Konstrukcje przejścia dzielą się zasadniczo na trzy kategorie — Zaczęła spokojnie, przesuwając palcem po łacińskim nagłówku. — Te oparte na zaklęciach przestrzennych. Te zakorzenione w przedmiocie. I te, które wymagają powiązania z użytkownikiem.
Zatrzymała palec na jednym zdaniu.
— Te ostatnie są najbardziej niebezpieczne. Reagują nie tylko na magię, ale na intencję i emocję. Czasem na strach.
Zsunęła księgę w jego stronę.
Ich dłonie znalazły się blisko. Tym razem nie dotknęły się, ale napięcie było wyraźniejsze niż przy pierwszym muśnięciu. Jakby powietrze między nimi stało się gęstsze. Iris poczuła to natychmiast - i nie spodobało jej się to odczucie. Nie lubiła tracić kontroli nad własną reakcją.
— To nie jest temat dla ciekawskich — Stwierdziła, prostując się. — Takie konstrukcje rzadko służą dobrym celom. Jeśli ktoś je bada, zwykle nie robi tego z akademickiej fascynacji.
Zatrzymała spojrzenie na jego twarzy. Teraz nie było w nim tylko rozbawienia. Było coś twardszego. Skupienie. Może cień zmęczenia.
— Więc proszę mi powiedzieć, George — jej głos pozostał równy, ale oczy były już wyraźnie czujne — czy pan bada teorię… czy może skutek? I kim pan tak naprawdę jest?
W tym pytaniu nie było już uprzejmego dystansu. Była diagnoza.
I być może pierwszy krok poza bezpieczną granicę, którą sama próbowała przed chwilą wyznaczyć.
Pamięć jest jedyną formą władzy, której naprawdę się boję.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 20:21 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.