• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Ministerstwo Magii > Piętro II > Biuro Niewłaściwego Użycia Czarów
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-01-2026, 19:04

Biuro Niewłaściwego Użycia Czarów
Pomieszczenie to nie robi wrażenia na pierwszy rzut oka. Wąski korytarz prowadzi do szeregu biurek ustawionych ciasno, niemal bark w bark. Na blatach piętrzą się teczki przewiązane sznurkiem, opatrzone datami i krótkimi adnotacjami zapisanymi równym, urzędowym pismem. Na ścianach wiszą tablice z przypomnieniami o paragrafach i zakazach, regularnie aktualizowane drobnymi dopiskami. Pracujący urzędnicy skupiają się głównie na analizie raportów i przesłuchań, rzadko podnosząc głos.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Antonia Borgin
Śmierciożercy
I can resist everything except temptation
Wiek
28
Zawód
zaklinacz, pracuje w Ministerstwie Magii
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
14
OPCM
Transmutacja
6
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
11
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
12-02-2026, 21:52
20 marca '62

Zmiana władzy zawsze pachniała kurzem wzruszonych teczek i nerwowo przewracanych stron. W Ministerstwie Magii oznaczała jedno: porządkowanie chaosu, który przez lata udawał system. Każdy departament nagle przypominał sobie o zaległościach - o sprawach odłożonych „na później”, o raportach niedopisanych do końca, o decyzjach zawieszonych w próżni. Nierozwiązane należało zarchiwizować, a najlepiej zamknąć raz na zawsze, zanim nowy Minister postanowi udowodnić swoją skuteczność cudzym kosztem. Borgin nie miała w tej kwestii nic do zarzucenia samej sobie. Jej akta były uporządkowane, opatrzone datami, spięte klamrami dzięki własnej konsekwencji. Skrupulatność nie wynikała jednak z pedantyzmu - była tarczą. Nie znosiła komentarzy, tych półgłosem wypowiadanych uwag. Bo przecież nikt nie zaglądał do własnych szuflad, wypchanych chaotycznymi plikami dokumentów i zapomnianymi notatkami. Nikt nie przejmował się swoim niedbalstwem. Zamiast tego interesował ich brudny kubek kolegi stojący o dobę za długo na biurku obok, jego rzekoma niekompetencja, sprawy, których „na pewno nie dopilnował”. A już najlepiej - sprawy jego żony. Plotki były walutą Ministerstwa. Krążyły szybciej niż sowy z korespondencją, żywiły się niedopowiedzeniem i tonem głosu, który sugerował najwięcej. Zagryzane pączkiem do kawy, doprawiane westchnieniem i teatralnym uniesieniem brwi. Antonia obserwowała to wszystko z chłodnym dystansem. Nie dlatego, że była ponad to, lecz dlatego, że wiedziała, jak łatwo stać się tematem rozmów. Wystarczył jeden błąd. Jedno niedopatrzenie. Jedna sprawa przeciągnięta o tydzień za długo. A ona nie zamierzała dać im tej satysfakcji.
Nadgorliwość rzadko kiedy kończyła się pochwałą. Częściej - karą w eleganckim opakowaniu „uznania kompetencji”. Dlatego na jej biurku wylądował bałagan cudzych zaniedbań. Teczki bez dat i adnotacji, niewysłane upomnienia, sprawy urwane w połowie zdania albo porzucone tak dawno, że niemal zdążyły pokryć się symboliczną warstwą kurzu. I nic nie mogła na to poradzić. Odmowa oznaczałaby uwagę. Uwaga oznaczała rozmowy. A jej zwyczajnie nie chciało się z nimi rozmawiać.
Obok jej filiżanki - białej, z małym, złoconym symbolem Ministerstwa - leżał oblany lukrem pączek. Podarunek od kolegi z biurka obok. W podziękowaniu? W nagrodę? A może w ramach rekompensaty za to, że jego niedopilnowane sprawy właśnie wylądowały u niej. Stokrotne dzięki, Thomas.
Sięgnęła po kolejną teczkę i otworzyła ją z westchnieniem, którego nikt na szczęście nie mógł usłyszeć. Kilkustronicowe zeznania, niespójne, pisane różnymi charakterami pisma, poprawiane w pośpiechu. Zmarszczyła lekko brwi. Użycie czarnomagicznego zaklęcia wobec świadka innego postępowania. Uniosła wzrok znad dokumentów i przez moment wpatrywała się w przestrzeń przed sobą. Doskonale wiedziała z własnego doświadczenia, że czarna magia była wyborem, podjętą świadomie decyzją, a nie pomyłką. Dlaczego w takim razie ktoś starał się to zdarzenie zatuszować? Czemu nikt nie doprowadził tego do końca?
Przekartkowała dokumenty dokładniej, chłodno, metodycznie. Właściciela różdżki udało się ustalić. Rdzeń, drewno. Wszystko było. Poza jednym. Imieniem i nazwiskiem. Jakimkolwiek formalnym wskazaniem sprawcy. Sprawa nie trafiła do Biura Aurorów - wiedziałaby o tym. W takim wypadku na jej biurku leżałaby kopia, opatrzona odpowiednimi pieczęciami i adnotacjami. Tymczasem miała przed sobą oryginał. Jakby ktoś chciał, żeby utknął dokładnie tutaj. W martwym punkcie. Uniosła wzrok. -Thomas - zaczęła, tonem neutralnym, niemal obojętnym. - Kim był Hugo Cresswell? - Thomas podniósł się z westchnieniem i nachylił nad jej biurkiem. Przez chwilę wodził wzrokiem po aktach, aż w końcu pokręcił głową. - On wydał ekspertyzę. Był na miejscu zdarzenia jako pracownik naszego biura… - urwał, marszcząc czoło. - Ale potem chyba zrezygnował. A może go zwolnili? - wzruszył ramionami. Tak po prostu. - Nie pamiętam - dodał jeszcze i wrócił do swojego biurka. Antonia nie odprowadziła go wzrokiem. Patrzyła na nazwisko zapisane w dokumentach. Hugo Cresswell. Świadek, w którego trafiło zaklęcie przeżył, ale również w późniejszym czasie wycofał się z jakichkolwiek form przesłuchania, zarówno w sprawie, w której był pierwotnym świadkiem, jak i w tej, w której został ranny. Właściwie wcale ją to nie dziwiło, ale jednak zaskoczeniem był fakt, że nikt nie pociągnął tego dalej. Polityka rządziła się własnymi prawami, a prawa wygodą osoby wykonującej.
Sięgnęła po filiżankę, ale nie napiła się kawy. Zamiast tego sięgnęła po czyste pergaminy i zaczęła sporządzać notatki. Jeśli ktoś rzeczywiście zrezygnował - musiał istnieć ślad. Decyzja kadrowa. Wniosek. Podpis przełożonego.
I choć dziś jej zadanie ograniczało się jedynie do porządkowania akt, a moralne osądzanie sprawy wcale nie leżało w jej gestii, bo sama wcale nie mogła poszczycić się moralnością, to ciekawość okazała się silniejsza. Zanim więc wzięła do ręki pieczątkę, zanim uporządkowała dokumenty w teczce, zanim spięła nigdy niedostarczone listy w jeden plik, spisała wszystkie dostępne informacje. Notowała każdy szczegół, każdą nieścisłość, każde nazwisko i datę. A potem, jakby nic się nie wydarzyło, złożyła swój podpis pod odpisem, precyzyjnie zaznaczając powód archiwizowania akt. Brak wykrycia sprawcy w dokumentach Biura zdarzał się rzadko - zazwyczaj wiedzieli, kto rzucił zaklęcie, kogo wezwać, kogo ścigać, a kto powinien stawić się przed Wizengamotem. Nie tym razem.
Z westchnieniem sięgnęła po kolejną teczkę, wiedząc, że za kolejnym bałaganem czai się następna historia, kolejne niedopatrzenia, kolejna porcja niedokończonych spraw. - Będziesz go jadła? - usłyszała za swoimi plecami bezpośrednie pytanie swojego "kolegi".

z.t
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 18:25 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.