• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Szkocja > Hogsmeade i okolice > Hodowla "Ropuszy Triumwirat" > Zagroda Ropuch Purpurowych Olbrzymich
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
11-02-2026, 23:56

Zagroda Ropuch Purpurowych Olbrzymich
Największa z magicznie przystosowanych zagród dla największego gatunku ropuch. Część wewnętrzna zagrody to drewniany budynek, którego poszczególne części magicznie imitują różne środowiska naturalne: pustynną oazę, pole pszenicy i łąkę. Z zagrody ropuchy mogą wychodzić na zewnętrzny padok. Znajduje się tam niewielki staw, w którym dwa razy w roku mogą oddawać się godom, oraz teren, na którym przeprowadzane są ich treningi do funkcji obronnej. Ropuchy nauczone są strzec ogrodzenia ich własnej zagrody.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
12-02-2026, 17:01
6 maja 1962


Od kiedy opowiadała synowi o wizycie w Hogwarcie – od kiedy wypytał ją o to czym właściwie jest szkoła i gdzie dokładnie była, nie mogła uciec od pełnych ciekawości i dociekliwości pytań. Harry pytał kiedy też tam trafi – chciał trafić do tego samego domu, do którego trafiła mama, nawet jeżeli zupełnie nie rozumiał ich koncepcji i zapamiętywał tylko pojedyncze szczegóły, notorycznie myląc nazwy wszystkiego, co tylko pozostawało do pomylenia.
Ale był dzieckiem – wzdychała Sanderson – i to z każdą chwilą coraz bardziej rozumnym. Chciał zobaczyć, chciał, żeby Moira go tam zabrała. I nawet jeżeli pozostawała istotą zbyt surową i często brutalnie nieobecną – nie umiała mu odmówić. Tak samo jak wtedy, kiedy razem wracają do Pubu z kominkiem połączonym do sieci Fiuu i kiedy mały Sanderson pyta czy mógłby obejrzeć żaby.
To ropuchy, nie żaby – poprawia go matka, ale ten nie ma zielonego pojęcia czym właściwie jest ropucha i czemu wygląda jak żaba. Lubi te największe – ale jest dzieckiem, w jego małych dłoniach wszystko wydaje się solidnych rozmiarów. Pyta Moirę czy mogą mieć jedną, a ona mówi, że mogą je obejrzeć.
Dalej wszystko dzieje się samo.
– Nie, Harry. Wykluczone. Ta może być bardzo toksyczna. Czy to nie ten gatunek…? – dopytuje Darcy, idąc wzdłuż ogrodzenia zagrody Ropuch Purpurowych Olbrzymich. Trzyma syna za rękę i próbuje udaremnić jego plan zajęcia miejsca siedzącego na ziemi, z której najchętniej nie ruszyłby się wcale do momentu, w którym blond magichirurg wreszcie mu ustąpi. Henry w ciągu dnia spędza z Moirą wyjątkowo mało czasu – nie jest świadom, że ta bywała nieustępliwa i prędzej przejdzie trzy kilometry niosąc go na rękach i znosząc jego płacz, niż ugnie się przed czymś, co wydawało się jej okrutnie nielogiczne. – Darcy, pokażesz Harry’emu coś, co byłby lepsze dla chłopca w jego wieku? – mówi do dziewczyny, kiedy pochyla się do syna i łapie go pod pachami, podnosząc na ręce z coraz większym trudem. Ten brudnymi butami przyciska się do pięknych, czerwonych spodni Sanderson i brudzi je bez litości. Moira wydaje się ignorować to… Na ten moment. – Nie sądziłam, że cię tu znajdę. Co za zbieg okoliczności. Gdzie się właściwie podziałaś? – dopytuje.
Znajomość nie jest długa – ale Sanderson pamięta młodą dziewczynę jako ambitną przyszłą uzdrowicielkę. Przyszłą-niedoszłą jak się okazało. Fakt ten trochę drażni magimedyczkę – stawia Lovegood w pozycji osoby nieambitnej albo niezdecydowanej. Wcześniej dopytywała o udział w jej zespole – teraz hodowała ropuchy w Szkocji. Coś chyba poszło… Wyraźnie nie tak.
Uspokojony nieco Harry prosi o to, by mógł zejść na ziemię, a Sanderson przyjmuje jego propozycję z otwartymi ramionami – męcząc się już z ciężarem jego rosnącego, dziecięcego ciałka. Gdy odbiega kilka kroków w przód, rozglądając się po hodowli, Moira patrzy na Darcy znacząco.
– Jeśli żadna nie jest odpowiednia dla dzieci, liczyłabym na to, że powiesz o tym szczerze – ton jest konkretny, ale nie surowy. Przecież nie chce by… Zachcianka dziecka przyczyniła się do jego szkody.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Darcy Lovegood
Czarodzieje
started bringing up the past, how the things you love don't last.
Wiek
24
Zawód
hodowca magicznych ropuch
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
3
11
Magia Lecznicza
Eliksiry
15
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
10
Brak karty postaci
14-02-2026, 13:02
Doskonale pamiętała Moirę Sanderson z uniwersytetu. Bezwzględny autorytet, niesamowita figura na magimedycznej scenie, potężny umysł skryty pod burzą jasnych włosów, gościnne wykłady, w których miąższ Darcy ochoczo wbijała zęby, a przy tym surowe, ale sprawiedliwe podejście do studentów i ich postępów. Czarownica imponowała arsenałem dokonań, zmian, które dzięki jej zespołowi zachodziły w świecie czarodziejów, poprawiając komfort życia, dlatego będąc na studiach marzyła, by dołączyć do grona współpracowników magichirurg. Śmierć jej męża, doktora Adama Sandersona, przyjęła zaś z ogromnym poruszeniem. Ten człowiek swoim geniuszem mógł dosłownie zmienić bieg historii, tymczasem wypadek oddał wdowie prym nad wspólnymi badaniami. Radziła sobie świetnie, Darcy nadal śledziła poczynania kobiety, jednak chyba nikt nie mógł nie myśleć, że razem z Sandersonem parli jak burza przez teraźniejszość, forsując granice tego, co możliwe, i pokazując światu potencjał, jaki w nim drzemał.
Dlatego kiedy zobaczyła czarownicę na progu Ropuszego Triumwiratu, na moment poczuła ukłucie wstydu. Ubrana w ogrodniczki na flanelowej koszuli, z włosami splątanymi w niski kok i doglądająca hodowli, nie była już tamtą błyskotliwą uczennicą, marzącą o dostaniu się w szereg uzdrowicieli pod wodzą swojej idolki. Ale czy naprawdę miała się czego wstydzić? Praca z magiczną fauną wcale nie była prosta, nie każdy się do tego nadawał. Wymagała empatii, przenikliwości i wiedzy, i Darcy przypomniała sobie o tym, tłumiąc rumieńce drażniące policzki. Trudno, była, kim była, i nie zamierzała za to przepraszać.
- Purpurowe olbrzymie faktycznie są toksyczne - przytaknęła na pytanie Sanderson, spoglądając na chłopca w jej ramionach, który zapamiętale przyglądał się wszystkim stworzeniom w zasięgu wzroku. Gdyby nie to, jak potoczyło się jej małżeństwo, może dziś także byłaby matką. - Ale łatwo temu zaradzić. Wystarczy regularnie pozbywać się brodawek z toksycznymi gruczołami na ich plecach, żeby móc ich dotykać bez strachu o swoje zdrowie. Załatwi to każdy rozumny magiweterynarz, albo ja - zapewniła, przenosząc wzrok na jasnowłosą czarownicę. Elegancką, posągową, tak poukładaną, jak w czasach jej nauki na Evershire. Mimo to Darcy nie mogła pozbyć się natrętnej myśli, że dobór garderoby Sanderson był nieco... na wyrost. - Dobrze sprawdzają się jako obrońcy ogniska domowego. I lubią towarzystwo czarodziejów - uzupełniła ciszej, przeznaczywszy te słowa przede wszystkim dla uszu Moiry, na wypadek gdyby terytorialność ropuch miała okazać się dla niej atrakcyjna. - Wyszłam za mąż, pani profesor. Od tamtego czasu zajęłam się hodowlą razem z mężem i jego rodziną - wyjaśniła z lekkim uśmiechem, nie pozwalając sobie na kolejną falę wstydu, na iskierki wątpliwości zakradające się do duszy. Nie, nie chciała niczego ukrywać. Nie chciała się korzyć, rumienić, twierdzić, że to mógł być błąd. - Na Evershire wszystko po staremu? - zapytała, bo tłumienie ciekawości przychodziło trudniej, niż zgniatanie zakłopotania butem.
Kiwnęła potem głową na wyrażoną przez magichirurg nadzieję, przy okazji sięgając po różdżkę, by krótkim zaklęciem oczyścić szykowny kombinezon ze śladów błota skapującego z dziecięcych bucików. Młody Harry był przeuroczy, ciepły, radosny i energiczny, zupełnie jak jabłko, które od jabłoni opadło zbyt daleko. - Trójpalucha próchniczna ma bardzo miłe usposobienie. Jest mniejsza, łagodniejsza i uaktywnia się głównie wieczorami, przesypiając dnie. Dzieci dobrze rozwijają się z muzyką, prawda? - zapytała, prowadząc matkę i syna przez teren Triumwiratu. - A tak się składa, że trójpaluchy lubią naśladować melodie, których nauczą się od czarodziejów. Ich dźwięki przypominają śliczny ptasi trel. Lepiej jednak ich nie straszyć, bo wtedy mogą odwdzięczyć się wysypką i halucynacjami - przestrzegła lojalnie. - Za to smocze bardzo kochają swoich ludzi, likwidują szkodniki i lubią wylegiwać się w rozpalonych kominkach, ale mogą pogryźć i poparzyć, jeśli się im dokucza - streściła. Nigdy nie umiałaby zdecydować, który gatunek sama lubiła najbardziej, wszystkie były bowiem cudowne na swój sposób. - Zdradzę, że dla siebie wybrałam właśnie smoczą. A przy dobrze ułożonym i delikatnym wobec zwierząt dziecku każdy gatunek może być dobry. Więc dokąd najpierw, pani profesor?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
18-02-2026, 00:55
Wyszła za mąż i rzuciła studia – co za okrutny ciąg zdarzeń, nawet jeżeli nie dziwi jej przesadnie. Gdyby spotkały się w innych warunkach, Sanderson być może zarzuciłaby jej zły dobór męża, niepozwalającego (czy to jednak była ich wspólna decyzja?) jej na zakończenie studiów. Być może zatrzymałaby się wzrokiem na jej stroju o momencik za długo, gdyby nie fakt, że nie spodziewała się przecież żadnego innego.
Owszem – Lovegood wyglądała inaczej od tego, jak ją zapamiętała, ale Sanderson również nie wyglądała dobrze po nocnym dyżurze pełnym wrażeń.
I oczywiście, ocenia ją nawet mimo woli, ale nie ma zamiaru komentować tego głośno. Chyba rozmowa o tym gdzie się podziała i tak jest dla Darcy niewygodna, a Moira nie czerpie przyjemności z dręczenia kogoś, od kogo zależeć mogła cena zwierzęcia, które podobało się jej synowi. Nawet jeżeli próbuje wmawiać sobie, że nie da się zwariować i odmówi dziecku, jeżeli nie uzna zakupu ropuchy za rozsądny… Chyba wyłącznie się oszukuje. Dziecko znajdowało sposoby na złamanie przekonań Sanderson szybciej, niż jakikolwiek inny członek rodziny – może ze względu na to, że chciała uczynić go szczęśliwym, a może ze względu na geny męża, który na pamięć poznał miękkie punkty jej osobowości.
– Słuchaj pani, Harry – mówi do syna, kiedy Lovegood tłumaczy, by uważać na umieszczone na plecach narośle; kiedy tłumaczy, że ten konkretny gatunek ropuchy pozostawał toksyczny. Sanderson nie ma zamiaru kupować synowi czegoś, co mogło zalać jego twarz żrącą substancją. Albo zatruć powietrze w pomieszczeniu. Albo zrobić cokolwiek, przez co ten ucierpi – oczywiście bardziej niż naturalne, młodzieńcze ubytki na zdrowiu jak złamany mleczak czy drapane kolana.
Harry słucha, ale wybiórczo. Dopada do ogrodzenia zagrody Purpurowych Olbrzymów, ale z tej odległości nie zauważa żadnej.
– Nie wiem czy chcę ryzykować, Darcy. Mój syn jest dobrze wychowanym chłopcem, ale posiada typowe cechy dziecka w jego wieku, na przykład pcha palce nie tam gdzie trzeba – mówi z powagą, przystając na moment i obserwując zwierzęta ze swojej perspektywy. Widząc więcej niż Henry, zauważa, że w pierwszej kolejności… Zdecydowanie trafili źle. – Na Evershire wszystko w porządku – odpowiada, bo nawet jeżeli mogłaby pewnie opowiedzieć jej więcej, pytanie wydaje się jej typowo grzecznościowe. Tak samo jak gest wykonany różdżką młodszej czarownicy. – Dziękuję, Darcy. To bardzo miłe.
Zauważa zabrudzenie znikające z tkaniny. Obsłużona w ten sposób chyba faktycznie poczuła się miło połechtana – uśmiecha się subtelnie, na chwilę przenosząc wzrok z ciekawego świata młodzika, na twarz Lovegood. Spoważniała, pozbyła się z twarzy części typowo nastoletnich cech. Czas płynął szybko.
– Każda z nich brzmi jak zły pomysł – mówi w pewnym momencie, nie mogąc opanować napływającej fali szczerości. – Może po prostu… – znowu ogląda się za synem, poprawiając zmierzwione wiatrem loki wpychające się przed oczy.
– Smocza, smocza! – mówi głośno Harry, chyba rozumiejąc, że mała ropucha zmienić może się w prawdziwego, do tej pory wręcz mitycznego smoka. Mugolskie dzieci kochać miały pociągi, czarodziejskie zaś smoki. To naturalna kolej rzeczy.
– Może zacznijmy od trójpaluchej.
– SMOCZA – jęknął Harry, podchodząc dynamicznie do nogi matki i zaciskając palce na nogawce.
– Jeśli będziesz krzyczał tak głośno, nie dostaniesz żadnej – grozi mu, tak zwyczajnie, łapiąc za rękaw ostrzegawczo. – Masz się zachowywać, bo pani Darcy wyprosi cię za płot, Harry.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Darcy Lovegood
Czarodzieje
started bringing up the past, how the things you love don't last.
Wiek
24
Zawód
hodowca magicznych ropuch
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
3
11
Magia Lecznicza
Eliksiry
15
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
10
Brak karty postaci
05-03-2026, 19:43
Czy okrutny? Darcy prędzej zjadłaby wełniane kapcie, niż pomyślała w ten sposób. Jedyne, czego mogła żałować, to sposób, w jaki to małżeństwo się skończyło. Szaleństwo Felixa, własna niewiedza i wygodne trwanie w owej niewiedzy, samotna śmierć męża w lesie, z dala od ludzi, którzy jego zdaniem chcieli go skrzywdzić, a tak naprawdę po prostu go kochali. Z wyłączeniem Ministerstwa, ale poza rutynowymi i obowiązkowymi meldunkami nikt nie zamierzał wpływać na niego metodami wyprodukowanymi przez psychozę; gdyby mogła, i tak nie cofnęłaby czasu. Caleb uznawał jej życie za zmarnowane, jakby ukończenie studiów i zatrudnienie się w Mungu było jedynym wyznacznikiem sukcesu, i choć Darcy wzięła pod uwagę, że Sanderson mogła uważać tak samo,  nie interesowało jej niczyje zdanie, poza własnym.
Dziecięca ekscytacja przypominała jej o czasach Drużyny, czasach, kiedy zwykłe czynności były przygodą, a za każdym rogiem mógł czaić się kolejny powód do zabawy. Uśmiechnęła się teraz na widok Harry'ego zaglądającego przez płot zagrody, natomiast rumieńce zniecierpliwienia, wzięte z braku współpracy ze strony płazów, uznała za całkiem urocze. - Jak byłam mała, też nie można było mnie odpędzić od magicznych stworzeń, młody człowieku - skomentowała do średnio zainteresowanego biologicznymi zagadnieniami chłopca. Osobę pokroju Moiry trudno wyobrazić sobie jako kilkuletnią wersję, bo wydawać się mogło, że ktoś tak poukładany, metodyczny, błyskotliwy i racjonalny już urodził się w dorosłym ciele, tymczasem miała przed sobą miniaturowe wydanie dwóch geniuszy, więc malca pod każdym względem skazanego na sukces. Chyba że jego dziadkowie byli zwyczajni, wtedy równie dobrze mógł wyrosnąć na śmiertelnika.
- Na dobrą sprawę ryzyko jest przy każdym zwierzęciu: kugucharze, psidwaku, nawet gumochłonie, którego można połknąć i się nim udławić - skontrowała trzeźwo kwestię ryzyka w matczynym wydaniu Sanderson. Dla dzieci i ich nierozwiniętych umysłów świat był pełen niebezpieczeństw i nie sposób byłoby uchronić je przed wszelkim nieszczęściem, niezależnie od intencji. Bo to, że Moira miała je jak najlepsze, nie pozostawiało złudzeń. Darcy dotychczas nie potrafiła wyobrazić sobie innego człowieka, który, uświniwszy elegancki kostium magichirurg, zszedłby ze sceny bez uszczerbku na emocjach, a tu proszę. - Tak jak przy klockach, kałamarzu z atramentem albo magicznych modelach kolei parowej... - spojrzała znacząco na Moirę, chyba nie musząc dodawać nic więcej. - Z ropuchami można wracać do nas na rutynowe kontrole i zabiegi, takie jak usuwanie brodawek, z tym nie ma problemu - dodała, w ostatnim momencie powstrzymując się przed dodaniem, że do niej lepiej wrócić, niż do Caleba, tego aferzysty, pasjonata uszczerbku na zdrowiu i przebrzydłego zdrajcy. - A mi też nie przeszkadza odwiedzanie ropuch w ich nowych domach - uzupełniła. Ropuch, nie klientów, bo wątpiła, by ktoś zapraszał ją do siebie z sympatii i chęci rozmowy, zamiast z wygody.
Skromne wieści o Evershire przyjęła z zadowoleniem, zaś podziękowanie Moiry skomentowała krótkim, niemal żołnierskim skinieniem, oraz zdecydowanie mniej żołnierskim zarysem uśmiechu. Choć korciło teraz bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej, nie zapytała, jak Sanderson zniosła swoją żałobę. Nie przekroczyła nieprzekraczalnej granicy wieku, pozycji i wspólnej naukowej historii. Nie zapytała, jak diabelnie ciężko musi być wychować na wpół osierocone dziecko. Syna, który będzie wychowywał się bez ojca. Pewnie gdyby została samotnym rodzicem, też unikałaby podarowania dziecku magicznej ropuchy - tak jak magimedyczka, której na drodze do wycofania się z pomysłu stanął jedynie jego twórca, czyli Harry. Nagle znalazła się między młotem, a kowadłem, bo dziecko rozpaczliwie chciało odwiedzić smocze, natomiast matka kierowała ich gdzieś indziej, i Darcy zamrugała, chwilowo bezradna. Pięknie, jeszcze niech się tu pokłócą. Albo popłaczą. Zmarszczyła brwi, zebrawszy myśli, żeby nie dopuścić do tragedii. - A wiesz, panie Sanderson, że trójpaluchy potrafią zmieniać kolor skóry? - wypaliła, żeby utrzymać zainteresowanie młodzieńca przy wybranym przez naukowczynię gatunku. I nawet, o dziwo, nie zmyślała. - Są z nich super zwiadowcy, bo wtapiają się w tło - stwierdziła pewnie. - Więc proponuję, żebyśmy najpierw sprawdzili, czy dasz radę jakąś wypatrzeć, bo to udaje się tylko najlepszym, a potem pokażę ci smocze - zaproponowała w kompromisie, a jeżeli ten się zgodził, poprowadziła Sandersonów do odpowiedniej zagrody. Pełnej bujnej leśnej roślinności i pniaków, w których wnękach, dziuplach oraz pod wystającymi wyżej korzeniami dało się dostrzec plamy kolorów, czyli odpoczywające przed zmierzchem ropuchy. Niektóre z nich zdobiły wzory, zaś inne prawie całkowicie wtapiały się w swój drzewny azyl. - Widzicie jakąś? - kitowała stojąca obok wejścia do zagrody Darcy, mrużąc oczy, jakby dla niej nie było to łatwe.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
10-03-2026, 13:38
Gdy Darcy poucza ją w kwestii zagrożeń czyhających w świecie na pozbawionych filtra małoletnich – Sanderson czuje cień niezadowolenia (bo poucza ją osoba młodsza i dodatkowo mająca interes w sprzedaży tych zwierząt), ale i dużo silniejszą dozę zrozumienia. Lovegood ma rację – oczywiście, że ma rację. Moira doskonale wie, że nie uda jej się jej uchronić dziecka przed każdym zagrożeniem tego świata i chyba właściwe nie chciała tego nawet – nie chciała, żeby Henry żył pod kloszem, wyrósł na mięczaka i zaprzepaścił szansę, jaką dać mógł mu jego rodowód. I Moira była w tym wszystkim tylko elementem losowym, gorzej urodzonym, do pewnego momentu nieznaczącym, ale później niezbędnym – Adam posiadał osobowość, która sprawić mogła, że nigdy nie zostanie ojcem i zabije ciągłość swojej linii rodziny magimedyków. Do pewnego momentu tkwili nawet we wspólnym przekonaniu, że rodzicielstwo nie jest im do niczego potrzebne – mieli swoje sukcesy, swoje towarzystwo, swoją niezależność. Harrego nie powinno tu być – myślała tak przez długi czas, nie czując zadowolenia w jego obecności, ale teraz kiedy był tak duży, rozumny i ciekawy świata – myśli te przychodziły coraz rzadziej i z większym wstydem.
– Zatem przygotuj się, droga Darcy, na wizyty w moim domu – mówi jej z cieniem rozbawienia. Lovegood może być pewna, że Sanderson zapamięta jej zapewnienia. Chociaż mogła dmuchać na zimne i mieć opory przed zakupem zwierzęcia dla dziecka – nie będzie przecież podważać zdania kogoś, kto zajmował się zwierzętami na co dzień. Miała chyba w głowie nieco oleju, by nie wdawać się w scysje o tematach, o których nie miała pojęcia.
Co innego wykłócanie się o gatunek wybranej ropuchy. Sanderson wiedziała już, że najwięcej oporów czuła przed podarowaniem małemu Sandersonowi ropuchy Purpurowej – całe szczęście ta nigdy nie przyciągnęła dziecka tak, jak przyciągały go opowieści o smokach. Zastanawiała się, jaką książkę musiała czytać mu ostatnio niania, że ten pozostawał tak zafascynowany. Nie umiała dojrzeć przyszłości, ale wyobrażała sobie taką, w której syn oznajmia jej, że chciałby wyjechać za granicę i badać olbrzymie jaszczurki. Nie wie czy powstrzyma go przed tym dając mu namiastkę smoka już teraz, czy może wręcz przeciwnie – zachęci go do obcowania z magicznymi stworzeniami. Czasami chciałaby wiedzieć. Chciałaby wiedzieć czy też okaże się wybitny jak jego ojciec.
Chociaż blond głowa Sandersona wydawała się drżeć już we wstępie do płaczu – szybko obróciła się twarzą w kierunku Darcy po słowach o zmianie koloru. Wtapiają się w tło – to chyba rozumiał. Ale…
– Zwiadowcy? – dopytuje powoli, próbując powtórzyć dopiero co poznane słowo. Instynktownie patrzy w kierunku matki. Moira kładzie dłoń na jego głowie i odpowiada, przejmując na chwilę ciężar snucia opowieści z rąk Lovegood.
– Iść na zwiad znaczy iść przodem i sprawdzić czy miejsce jest bezpieczne dla innych – próbuje tłumaczyć tak nieskomplikowanie, jak tylko umie. Nie jest to proste, bo od lat tłumaczy tematy dużo bardziej skomplikowane i ludziom o dużo lepiej rozwiniętym umyśle. Albo po prostu osobom starszym od trzyletniego syna. – A zwiadowca idzie na zwiad, Harry. To trochę jak wtedy, kiedy wchodzę na strych pierwsza i zdejmuję pajęczyny, żeby nie wplątały ci się we włosy…
Robi to rzadko – robili to może dwa razy. Ale Harry pamiętał to – wspomniał o tym kilka razy kiedy na podłodze gabinetu pochylił się nad kątnikiem. Wielki pająk nie wzbudzał strachu Sandersona. Wzbudzał tylko fascynację.
– Dobrze – ostatecznie zgadza się na wymianę, gotów już iść za kobietami w kierunku odpowiedniej zagrody, kiedy nagle – ni z gruchy, ni z pietruchy – postanawia przystanąć. – Ale ja mam na imię Harry… – mówi, kiedy dochodzi do niego, że nazwany został panem Sandersonem.
– Harry, pani Darcy powiedziała tak z szacunku do ciebie – szybko dochodzi do niej co właściwie było problemem. Przedstawił się wcześniej i pewnie chciał być nazywany właśnie w ten sposób. – Z szacunku i bo cię lubi.
Kłamstwo, bo Moira nie może wiedzieć czy faktycznie się polubili – czy właściwie mieli nawet czas by się polubić. Ale kłamstwo jest łatwe w kierunku dziecka, które nie nauczyło się jeszcze kwestionować słów matki.
A stojąc przed zagrodą ropuch zwiadowczych, łapie Harrego na ręce, byle – nawet kosztem bolesnych ramion – pozwolić mu przyjrzeć się wnętrzu z lepszej pozycji. Starsza Sanderson widziała je nawet bez okularów, ale młody Sanderson…
– Tam! – wskazuje z krzykiem w kierunku największej, najgrubszej, wypoczywającej ropuchy. – Mamo, widzisz? Tam! – obraca głowę do Moiry.
– Widzę, Harry – hamuje chęć zwrócenia mu uwagi. Wskazuje palcem, bo jest dzieckiem. Zrozum, że jest jeszcze dzieckiem… Tłumaczy sobie. - Wolałbyś nią od smoczej?
Ale odpowiedź jest oczywista. Ukryta w gwałtownym kręceniu głową na boki.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Darcy Lovegood
Czarodzieje
started bringing up the past, how the things you love don't last.
Wiek
24
Zawód
hodowca magicznych ropuch
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
3
11
Magia Lecznicza
Eliksiry
15
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
10
Brak karty postaci
27-03-2026, 21:59
Czasem zapominała, że Moira Sanderson ma dom.
Inny niż szpitalne sale, inny niż gościnna katedra na Evershire, inny niż prywatny gabinet pełen dokumentów, rycin, umów, szkiców i wyliczeń. Dom zwykłego śmiertelnika, gdzie nawet tytan intelektu mógł czasem złożyć głowę do zasłużonego snu. Wyobraźnia podpowiadała, że podłogi w miejscu, do którego nagle zapraszała ją dawna mentorka, musiały być sterylne, ściany białe w ten wyjątkowo parszywy, szarawy sposób, charakterystyczny dla pomieszczeń w Mungu, a w schładzanej szafce zamiast jedzenia, piętrzyły się materiały o pewnym natężeniu zagrożenia biologicznego. Zamrugała, kiedy zdała sobie sprawę, że mogłaby zrewidować swoje poglądy i zajrzeć do prywatnej przestrzeni Sanderson, a potem prawie parsknęła do myśli, że dobrze, że na miejscu byłby uzdrowiciel, bo ryzykowała zawałem. - Wyrazy współczucia dla moich kolegów z roku, bo ja zyskam na to szansę ropuchami - mimo wszystko parsknęła pod nosem, nie mogła sobie tego odmówić. Sytuacja była cokolwiek absurdalna i Darcy podejrzewała, że inni studenci wywieźliby ją na taczkach, gdyby do ich uszu dotarła wiadomość, że wystarczyło wyjść za mąż za jednego z dwóch ropuszych dziedziców, żeby gościć na salonach naukowczyni pokroju Moiry.
Gdyby los ułożył się inaczej, zamiast być przebrzydłym, skundlonym cholernikiem, dziś mogłaby wyplątywać pajęczyny z włosów swojego dziecka, nie zazdrościła jednak czarownicy samotnego macierzyństwa. Harry pozna swojego ojca z dokonań w dziedzinie magimedycyny i podkoloryzowanych opowieści rodzinnych, ale nigdy nie dostanie od niego dziecięcej miotełki do pseudoquidditcha, nie porozmawia z nim o dziewczynach i nie dowie się, jak wbić gwóźdź w drewnianą belkę bez użycia czarów. Pewnie to dobrze, że odłożyli z Felixem plany rodzicielskie na bliżej niezdefiniowane "później".  Nie była dość dobrą osobą, żeby widzieć w dziecku pamiątkę zmarłego męża, jego ślad odciśnięty na teraźniejszości. Skostniała od tęsknoty i pytań pozostawionych bez odpowiedzi, nie była pewna, czy umiałaby kochać takie dziecko, czy może podświadomie obarczyłaby je winą za to, że było podobne do ojca, czym rozdrapywałoby ropiejącą ranę na jej sercu.
- Cała prawda - przytaknęła wyjaśnieniu Moiry zarówno co do kwestii zwiadowcy, jak i powodu stojącego za zwróceniem się formalnie do tak małego brzdąca. Może aż za małego, ale był na tyle bystry, że w mig łapał nowe zagadnienia, a jeżeli nikt dotąd nie nazwał go "panem Sandersonem", chyba powinien się do tego przyzwyczajać. Przerażająca myśl, że ta mała istota pewnego dnia podźwignie na swoich barkach stanowisko głowy rodziny, podczas gdy ledwo odrastał od ziemi. - Dlatego do twojej mamy mówię "doktor Sanderson". Z szacunku i bo ją lubię - uzupełniła z rozbawieniem. W rzeczywistości imię kobiety pewnie nie przeszłoby jej przez gardło, bo to zakrawało na profanację, zupełnie jak z tym zatrważająco ludzkim mieszkaniem.
Droga do zagrody trójpaluchów minęła szybko, zaś ekscytacja młodego człowieka napełniła Darcy szczerym zadowoleniem. Uwierzył, że wypatrzenie ropuchy-kameleona to trudne zadanie, bo nie miał powodu jej nie wierzyć, w tym tkwił szkopuł dziecięcej niewinności. Niestety jednak nie przykuło to jego uwagi na tyle, by od razu zdecydował się na trójpalucha, więc westchnęła i uniosła dłonie w geście kapitulacji, uparciuch wygrywał.
- Ale z ciebie twardy orzech, Harry. No dobra, miały być smocze, to będą smocze. Tędy - zaprosiła ich gestem w kierunku budynku o przeszklonym dachu, gdzie w wysokich temperaturach smażyły się ciepłolubne płazy. Dzięki magii nie była im straszna temperatura zewnętrznego świata, dla nich zawsze trwało lato. I to egzotyczne, nie szarobure, brytyjskie. - Mój mąż był wielkim fanem trójpaluchów, na pewno szybciej by go przekonał - mruknęła po drodze do Moiry idącej u jej boku, wsunąwszy dłonie do kieszeni ogrodniczek. Felix miał talent do kupowania dziecięcej uwagi, nie zdziwiłaby się, gdyby zachęcił Harry'ego do posiadania zwykłego gumochłona. - Potem zostaną już tylko olbrzymy. I nie daj Merlinie smyk wyczuje mój osobisty entuzjazm do smoczych, bo zostaniemy bez alternatywy - podzieliła się konspiracyjnie, z połyskującą w oku nutą rozbawienia. To oczywiste, że zamierzała grać z Sanderson do jednej bramki. - W razie potrzeby mogę trochę nazmyślać na ich niekorzyść, chociaż to naprawdę miłe stworzenia... - zerknęła na Moirę znacząco. Był sens próbować zawrócić kijem bieg rzeki? Zdaniem Darcy nie, to robota szaleńca, ale nie zamierzała mówić matce, jak wychowywać jej dziecko.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 15:30 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.