• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Północny Londyn > Szpital św. Munga > Laboratorium alchemiczne
Laboratorium alchemiczne
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
05-10-2025, 21:00

Laboratorium alchemiczne
Laboratorium alchemiczne stanowi główne miejsce pracy alchemików zatrudnionych w Szpitalu Św. Munga. Zespół przestronnych pomieszczeń znajduje się na trzecim piętrze szpitala, na Oddziale Zatruć Eliksiralnych i Roślinnych, choć z usług laboratorium korzysta się niezależnie od oddziału. Pomieszczenia utrzymano w jasnej, charakterystycznej dla szpitala kolorystyce, kontrastującej z piwnicznymi ciemnościami, które zwyczajowo przypisuje się podobnym pracowniom. W skład laboratorium wchodzi kilka stanowisk pracy, które ustawiono w odpowiedniej odległości dla zminimalizowania ryzyka kontaminacji eliksirów, zaś dwie osobne sale przeznaczono na doskonale zaopatrzony magazyn ingrediencji oraz pomieszczenie do składowania przygotowanych przez personel alchemiczny eliksirów, mikstur, dekoktów i maści.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Jasper Prince
Akolici
But in my dream a wall of wire, stone and iron forged in fire
Wiek
38
Zawód
Uzdrowiciel, toksykolog
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
25
15
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
6
Brak karty postaci
11-02-2026, 00:38
- Niebezpieczne? - kąciki jego ust drgnęły. Gdyby nie był w pracy i gdyby Leonie nie kręciła tak nosem na jego podejście do klientek jej sklepu, może uśmiechnąłby się szerzej i sprawdził jak mocno może przeciągnąć strunę.  - Czy po prostu niewygodne? - cień szczerego rozbawienia rozpłynął się, ustępując miejsca uprzejmej minie z jaką Jasper wysłuchał narzekania Franceski na błędy systemu. - Osobiście chciałbym wierzyć, że wadliwe systemy można zreformować. Choć czasem musi się to zacząć w jednostkach. - zaczął powoli, z wyćwiczoną mieszanką nonszalancji i pozornego namysłu. Sprawiał wrażenie, jakby dochodził do tych wniosków na bieżąco. Lata praktyki pozwoliły mu udawać, że wpadł na to dzięki komentarzom Franceski, niezobowiązująco i spontanicznie. Że zaraz zmieni temat i zapomni o tym, co powiedział.
Ale zarazem nie spuszczał z młodej Goldsmith wzroku, jakby chcąc wybadać zarówno jej reakcję jak i konkretniejszą naturę jej narzekania na system. Za wesołą maską krył się fanatyzm idealisty. Jasper uważał, że system jest zepsuty—choć z powodów, o jakich nie mówił nigdy głośno dopóki nie poznał kogoś bardzo dobrze. Dopóki nie znalazł luki, w którą można się wślizgnąć; jak w Nedzie, w szpitalu. Uczył się zresztą od własnych mistrzów. Taką samą pustkę znaleźli w nim starsi akolici, gdy poznał ich po śmierci brata, zagubiony w życiu i zagubiony na studiach, gdzie każdy wydawał się bogatszy od niego, gdzie pierwszy raz w życiu czuł się obco.
Jak obco mogła czuć się młoda kobieta—o nazwisku, o którym nie słyszał—w Biurze Aurorów?
Pewnie nie połączyła jeszcze błędów systemu z Kodeksem Tajności, z bezsensownymi zasadami i uginaniem karku przed nie-ich światem. Może nigdy nie trafiła na czarodziejów, którzy uświadomili jej, że w solidarności tkwi siła i że głowę należy nosić wysoko.
Może mógł być takim czarodziejem, kiedyś, nie od razu.
Na razie tylko uśmiechnął się serdecznie. Bywały trucizny, których kropla w eliksirze smakowała nieco słodko, ale zarazem prawie nie rzucała się w oczy. Chyba zachowywał się trochę podobnie gdy usiłował wybadać poglądy nowopoznanych czarodziejów, choć osobiście wolał myśleć o swoich starannie ukrywanych poglądach jako o antidotum na wszystko, co w ich świecie było nie tak.
- Tak czy siak - jego słowa były słodkie, choć ton pozostał neutralny - cieszę się, że było nam dane współpracować w tym systemie. Jako jednostkom dążącym do prawdy. I kto wie, może Milicent Fawley zasługuje na porządny audyt. - zadarł lekko głowę do góry. Jego mentor powinien obawiać się przesłuchania, ale samemu czuł, że zrobił wszystko jak najlepiej wedle własnych kompetencji i dostępnych informacji.
- Tak... to wielka tragedia. - przytaknął wymownie, mrużąc oczy jakby również był kotem, który natknął się na nową zabawkę.
Milczenie Franceski w odpowiedzi na jego kolejne pytanie było wymowne. Ktoś inny uznałby je za znak do zostawienia tematu w spokoju. Jasper wychwycił ten znak, ale zostawić tematu nie zamierzał. Ktoś kto nie myli ofiar, to oczywiste, że reputacji Fawleyów to wszystko było nie na rękę.
- Pewnie są trudni w obejściu, prawda? - mylnie założył, że Francesca rozciągnęła wici śledztwa szeroko i być może próbowała już przesłuchać całą rodzinę. Spróbował sobie przypomnieć, co wiedział o Fawleyach. Jako, że przyjaźnił się z Lestrange'ami—słyszał rzeczy równie lekceważące. Samemu nie lekceważył jednak nikogo z taką tradycją i z tak ciężką sakiewką. - Do ich świata trudno się przebić, ale to możliwe. Gdy uwierzą, że wasze interesy są zbieżne. - a śledztwo dyskretne, ale tego Goldsmith nie mogła im przecież obiecać. - Mój ojciec jest Anglikiem, ale matka nie pochodzi stąd. - powiedział niespodziewanie. - Wszystkiego o etykiecie i tradycjach rodzin błękitnej krwi nauczyła mnie ona. Musiała starać się dwa razy bardziej, ojca ceniono po prostu za profesjonalizm. - profesjonalizm w budowaniu sieci interesów i zawieraniu odpowiednich małżeństw. Dwa-trzy pokolenia wcześniej Prince mógłby nawet ubiegać się o rękę brzydszej córki z bogatego rodu. Czasem zastanawiał się, czy matka też dostrzegała tego rodzaju chciwość w opowieściach ojca o dziadkach i pradziadkach. Czy czuła się drugim wyborem, nawet jeśli wybór ten przyniósł Prince'om wiele galeonów. - Teraz to też moje śledztwo, prawda? Jeśli będą trudni... mogę spróbować pomóc. - zaoferował, choć bardziej dla własnej ciekawości niż dla Milicent Fawley. O wiele bardziej od losów martwej kobiety ciekawiło go, jak Francesca Goldsmith—coś w jej oczach i nazwisku wciąż go intrygowało, ale nie mógł uchwycić co—poradzi sobie wśród stada wilków. To wymowne, że zamilkła akurat na wspomnienie tej rodziny.

Bo potem zamilkł on, a ona od razu znalazła celne słowa.
Spojrzał na Goldsmith nieco zbity z tropu, a zarazem trochę zadowolony—jakby znalazł równego sobie rozmówcę. Na jej miejscu spytałby przecież o to samo.
- Bardzo poważnie - odpowiedział z naciskiem, usiłując zamaskować własne zakłopotanie. Dłonie obracały jednak rysunek Leonie nieco nerwowo. Wiedział, jak bardzo kobiety potrafiły plotkować. - Ale to wciąż świeże, a Leonie bywa... płochliwa, więc wolałbym powiedzieć jej samemu jak bardzo poważnie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Francesca Goldsmith
Zwolennicy Dumbledore’a
As I watched them I knew I'd probably never be like that
Wiek
25
Zawód
Auror
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
20
0
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
11
Brak karty postaci
21-02-2026, 21:06
Teraz się bawił, mogła rozpoznać ten błysk w oku, lekką prozę rozbawienia. Doskonale rozumiał jej słowa, sam nawet chciał kontynuować grę. Była ona niebezpieczna, rozmawiali o jakże poważnej sprawie – systemowych błędach, które wypaczają prawdę. To wielkie hasło, niosące za sobą ciężar. Oni oprawili to jednak w ramy rozgrywki, może chcieli zmiękczyć siłę konkluzji?
  – Ta niewygoda sprawia, że staje się to niebezpieczne  – gdyż ludzie naprawdę lubili, gdy wszystko było proste i przyjemnie, bezproblemowe. Prawda często stwarzała tylko kolejne kłopoty, lepiej było nie widzieć i nie słyszeć. Czasem wolałaby, aby właśnie ta filozofia prowadziła ją przez aurorskie ścieżki. Nie mogła jednak, zawsze dostrzegała za dużo. Oceniała, osądzała i wydawała wyroki, była w tym bezwzględna. – Wzniosłe ideę, pozostaję mi tylko mieć nadzieje, że okażą się prawdziwe.
Ona raczej wierzyła w odwrotną kolej losu. Zmiana jednostki zmarnuje jej potencjał bez zmiany w systemie. Co więcej, miała dosyć pesymistyczne podejście, co do szans na zmianę. Czarodzieje wielbili pozostawać wierni swoim skansenom, zmiana ich przerażała. Kolejne próby, które będą podejmowane przez nowego Ministra się nie powiodą, zbyt silna będzie opozycja. Wielu dostrzegało w zmianie szanse na utracenie pozycji, będą robić wszystko, aby system pozostawał taki sam, jak za czasów ich dziadków.
Jego kolejne słowa były już czystą kurtuazją. Słodkim zakończeniem, które powoli się do nich zbliżało. Nie było już tam prawdy, tylko cudowne pustosłowie, które sięgnęło ich rozmowy. Jakże przyjemnie, produktywnie spędzony czas, krótkie podsumowanie w cukierkowej formie.
– I żebyśmy nigdy tej prawdy nie pożałowali – pozbawia swoich słów słodkości, były one nawet na swój sposób depresyjne. Były jak zapowiedź, że nie mogło się to dobrze skończyć w tym świecie. To dążenie do prawdy, gdy wszystko otoczone było kłamstwem. W sprawie Millicent Fawley pozostawało wiele pytań, na wiele z nich odpowiedź posiadała tylko ona. Pozostały po niej pamiątki i wspomnienia, pewna iluzja osoby, którą była. Uśmiechnęła się, tego odruchu nie mogła powstrzymać. Tak, Wulfric Fawley był trudny w obejściu. Idealnie podsumowało to jego osobę, powinna była nawet zapisać to w uwagach do śledztwa. Prince pewnie myślał, że współpracowała z całym rodem. Może powinna, niechętnie, lecz była to pewna ścieżka godna zbadania. Zwłaszcza teraz, gdy ta rozmowa ujawniła nowe aspekty zbrodni.

Mój ojciec jest Anglikiem, ale matka nie pochodzi stąd.

Skupiła na nim baczne spojrzenie. Jakoś podświadomie pasowało to do jego osoby, pewna naleciałość obcości. Miała wiele pytań. Nie stąd, więc skąd? Czemu umiała etykietę? Kim była? Kim był Jasper Prince? Jakże wiele zagadnień, których teraz nie winna zgłębiać.
– Jeśli będzie taka potrzeba od razu się z Panem skontaktuje, dziękuje – gdyż może naprawdę była to droga warta przemyślenia. W kwietniu miała jeszcze jedno spotkanie z Wulfriciem, potem może czas będzie rozszerzyć zasięgi śledztwa. Niechętnie, lecz na tym polegała jej praca, nie miała to być jej przyjemność. To wszystko dotyczyło ich pracy, nawet w cięższych temat rozdzielone od emocji.
Leonie była zupełnie innym zagadnieniem. Emocjonalnym, sentymentalnym,  istotnym.
– Nie mam zamiaru jej tego powiedzieć. Myślę, że doceni to bardziej, gdy usłyszy od Ciebie – tego akurat była pewna, nie chciała zepsuć tego momentu. Nie była to jej sprawa, nie były to jej kredki. Niech dwójka dorosłych ludzi sama odnajduje swoje ścieżki. Gdyby tylko zdarzyło mu się zbłądzić, była pewna, że zaraz na jego nieszczęście, by go odnalazła. Ostatni raz spojrzała na rysunek, tak dobrze znany ślad dłoni. Skinęła głową i zaczęła się pakować.
Skończyli tutaj, czas było wracać.

Zt x 2 <33
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 19:24 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.