• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Południowy Londyn > Posterunek Magicznej Policji > Dyżurka
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
13-07-2025, 22:23

Dyżurka
Największe pomieszczenie w budynku. Otwarta przestrzeń podzielona rzędami biurek – każde z nich zastawione papierami, raportami i magicznymi maszynami do pisania. Na ścianach wiszą plany operacyjne, listy gończe z ruchomymi sylwetkami podejrzanych i instrukcje służbowe. W rogu znajduje się tablica z aktualnymi zgłoszeniami i rozkładem patroli. Wzdłuż jednej ze ścian ciągną się szafki na akta i regały z segregatorami. Podłoga jest kamienna, a światło surowe, rzutowane z lamp sufitowych. Pracuje tu stale kilku funkcjonariuszy, którzy odbierają zgłoszenia, sporządzają protokoły, przesłuchują świadków i koordynują działania patroli terenowych. Ruch panuje niemal bez przerwy – ktoś wchodzi, ktoś wychodzi, ktoś podnosi głos nad raportem. Dyżurka sąsiaduje z celą, pokojem przesłuchań i pokojem socjalnym. To pierwsze miejsce, do którego trafia każdy podejrzany wprowadzony na posterunek. Dostępu pilnuje wartownik przy drzwiach wejściowych.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Titus Harrison
Czarodzieje
Życie wewnętrzne miało barwy tyle co witraż
Tyle było emocji, a żadna przykra
Wiek
37
Zawód
Magipolicjant
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
11
0
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
08-02-2026, 14:04
29 kwietnia 1962

Harrison nie był złym magipolicjantem, nie był złym śledczym, nie był złym przesłuchującym, nie był zły w łączeniu kropek, nie był też przesadnie zły w kontaktach z innymi ludźmi na komisariacie. Nie był zły w podejmowaniu decyzji szybko i często trafnie, nie był już też zły w wyłapywaniu schematów we własnych snach – niekiedy łączących się ze sprawami rozdrapywanymi na komisariacie magipolicji…
Był w tym nawet dobry, no proszę was państwo – a co, po tylu latach mógł już odkryć przecież swoje forte.
To w czym był jednak szczerze okropny była papierkowa robota. Jego raporty były często fatalne, bo chociaż był mężczyzną często gadatliwym, kreatywnym i snującym naprawdę dobre scenariusze… Przy spotkaniu z papierem wszystkie jego talenty zawsze znikały. Pracując biurko w biurko ze swoim policyjnym partnerem, często mógł liczyć na jego pomoc – na poprawki interpunkcyjne czy ortograficzne. Na piękną kaligrafię, na brak konieczności kreślenia i dobierania kolejnego formularza…
Ale ostatnio do domu wracali oddzielnie. A Harrison został po godzinach, na sam koniec miesiąca, próbując złożyć słowa w raporcie z ostatniego tygodnia pracy. Pochyla się nad blatem i męczy się ze słowem “rewolwer” – przedmiotem zarekwirowanym od czarodzieja, który ewidentnie nie zdawał sobie sprawy z powagi trzymanego w rękach przedmiotu. Chce mu się krzyczeć – dobrze wie w końcu, że nawet jutro, mając w swoim pobliżu Day’a – mogą nie zapisać słowa poprawnie.
Partnera w ogóle nie interesuje bowiem mugolska broń. I może słusznie.
Harrison podrywa się nagle na głos dochodzący zza jego pleców. Postać porusza się i przystaje w zasięgu wzroku.
– Czemu zawsze zostawiasz to na ostatnią chwilę? – wzdycha blond pracownica, pochylając się nad biurkiem Harrisona, obalając kupkę znajdujących się tam teczek. Mężczyzna nie może ignorować słów nadchodzących od wysokiego, stojącego nad nim kata – wyciąga dłonie, żałośnie próbując powstrzymać stertę papierów przed niechybnym upadkiem.
Po co być tak złośliwym?
– Wszystko mi pomieszasz – mówi zakłopotany, wstając z krzesła, próbując złapać kilka papierów, które kołyszą się w powietrzu, a potem opadają na podłogę, zaraz pod nogi wzdychającej na niego funkcjonariuszki. Blondynka nie fatyguje się nawet by podnieść je na własną rękę – po prostu obserwuje, jak kucający Harrison przegląda z dwóch stron strony, które próbuje umieścić w odpowiednim miejscu i czasie – w odpowiednim folderze, który zaraz podniesie z własnego biurka, a który…
– Czy to nie jest teczka, której szukał tydzień temu funkcjonariusz O’Connor? – pyta, ale dobrze wie. Tak, to ta teczka. I tak, Harrison skłamał wtedy, że nie ma pojęcia gdzie się znajduje. Właściwie do teraz… Nie wiedział gdzie dokładnie ją położył. Właściwie chyba zauważał właśnie, że powinien zadbać o porządek swojego miejsca pracy.
– Może – odpowiada jej z opuszczonym we wstydzie wzrokiem. – Zaraz odłożę wszystko na miejsce… – mówi prędko, a potem otwiera jedną z teczek, byle uzupełnić wypadający dokument. – Poza tym – ja wiem gdzie wszystko jest. Tutaj mam raport i dokumenty związane z przesłuchaniem Marthy Woodrow sprzed dwóch dni. Tutaj leżą… leżały, bo ktoś je zrzucił — próbuje silić się na lekką złośliwość, ale brzmi trochę zbyt mało pewnie. — dokumenty związane z zaginięciami obcokrajowców z ostatniego tygodnia… – często ich sprawy traktowano mniej poważnie – konsulowie nie mają tak dużej siły bezpośredniego przebicia jak rodziny, które do skutku stały pod komisariatem, błagając o szybkie sprowadzenie syna do domu… – Tutaj masz to czego szukał O’Connor – położę mu je na biurku – tłumaczy się dalej, poprawiając włosy – nieudolnie próbując umieścić za krótkie kosmyki za uszami. – A tutaj… A tu jedna sprawa sprzed miesiąca. Faktycznie, powinienem odłożyć te akta wcześniej. Na Merlina… Co się tak uśmiechasz?
– Nie no, wiesz dobrze gdzie wszystko jest – pomiędzy wypowiedzianymi spokojnie słowami funkcjonariuszki przebija się lekka kpina, ale jej dłonie zaczynają ogarniać układane na blacie papiery. – Właściwie to ostatecznie chciałam ci z tym pomóc.
Titus zakpiłby pewnie, że pomoc wydaje się użyteczniejsza, gdy nie zrzuca się dokumentów z cudzych biurek, ale podejrzliwość wobec dobroduszności kobiety odbiera miejsce potencjalnej złośliwości.
Nie chciał żeby ktoś się nad nim litował. A może po prostu ktoś uznał, że jest niezdolny do ogarnięcia własnej grzędy?
Nie wiedział czy powinien się irytować czy smucić. Ostatecznie po prostu… Bierze się do roboty. Woli udowodnić swoją użyteczność, zamiast wypytywać o prawdziwe intencje kobiety.
– To… Popatrzysz na to? – podsuwa jej spisywany przed chwilą raport. – Czy nie ma tam żadnych błędów, ale wiesz – nie że brakuje tam sensu, tylko czy różny pisze się tak jak napisałem? – napisał przez rz, ale to i tak połowiczny sukces… - Wiesz co to rewolwer? – ale blondynka nie wie, a po krókim tłumaczeniu mówi, że brzydzi się mugolską bronią…
Harrison może brzydzić się zaś papierkową robotą, ale dotyka jej i tak. Zostając na komisariacie godzinę dłużej, tkwiąc w archiwum w którym zostałby pewnie jeszcze pół godziny dłużej gdyby nie pomoc podejrzanie chętnej do ratunku koleżanki z pracy.

zt
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 10-02-2026, 07:52 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.