• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Szkocja > Hogsmeade i okolice > Pub "Pod Trzema Miotłami" > Główne wejście
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-06-2025, 15:34

Główne wejście
W sercu czarodziejskiej wioski Hogsmeade, pub “Pod Trzema Miotłami” pozostaje niezmącnie żywy nawet w chłodne, mglistawe popołudnia. Każdy czarodziej z tych stron dobrze zna ten przybytek. Drewniana karczma o niskich stropach i zadymionych kątach przyciąga czarodziejów i czarownice spragnionych ognistej whisky oraz kremowego piwa. Nad ladą unosi się woń dymu, cynamonu i mokrego płaszcza. Ściany prezentują zacną - choć zdecydowanie przykurzoną - kolekcję starych mioteł, magicznych trofeów i portretów, które szepczą między sobą, zerkając na gości. Penelopa Figg, młoda i pełna energii barmanka, obsługuje z werwą i wdziękiem, budząc zainteresowanie każdego klienta. Rozmowy mieszają się z trzaskiem drewna w kominku i skrzypieniem podłogi. To miejsce to nie tylko karczma – to azyl, informacyjne centrum i wiecznie żywa scena czarodziejskiego życia.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Willow Weasley
Zwolennicy Dumbledore’a
Nothing you can take from me was ever worth keeping.
Wiek
25
Zawód
Służba w Policji Magicznej
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
22
0
OPCM
Transmutacja
21
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
06-02-2026, 15:04
3 maja 1962
Każdemu zdarzy się czegoś zapomnieć, a jej najwyraźniej Zjazd Absolwentów zawrócił w głowie, że  aż zostawiła parę szpargałów. Nikt jej nie strofował, ale proszono grzecznie, aby następnym razem uważniej zbierała to, co do niej należało. W ten sposób, mijając sylwetki uczniów, wybyła z zamczyska, kierując swe kroki do Hogsmeade. Właściwie w połowie drogi, mogła już przeteleportować się do domu, zaszyć w swojej małej, londyńskiej kryjówce i wyspać przed poranną służbą. Jednak coś ją tknęło – sentyment? Nostalgia?
Kamienista ścieżka ozdobiona widokiem pól, pagórków i lasu wyglądała zbyt zachęcająco. Dziwnie było wracać w takiej miejsca, ile zostawiła tam wspomnień? A ile znajomości? Lekki uśmiech tańczył po ustach, bez szukania powodów. Wszak obiecała sobie, żeby na przekór wszystkim być weselszą, a to – ten spacer właśnie nakręcał kolejną pulę punktów radości. Drobiazg, a tak ważny. Małe przyjemności, drobne, ulotne chwile, to ona przywracały umysłowi harmonię. Tak krok za krokiem, wreszcie wyrosła przed nią dobrze znana wioska. Kręte uliczki, strzeliste daszki, kolorowe okiennice – tak jak zapamiętała, magiczny świat, który miał w sobie tak wiele uroku, znacznie więcej od wąskich uliczek miasta. Nie mogła ukrywać, że ją ciągnęło w takie rejony, w końcu były tym, co znała od dzieciństwa, z drugiej strony to miasto dawało anonimowość i inny rodzaj spokoju, którego zaznać na wsi nie można było. Jak wszystko: miało to swoje plusy i minusy.
Kiwnęła głową do paru znanych jej twarzy, zachód słońca sprowadzał ludzi na zewnątrz, gdy zamykali swoje interesy. Część kierowała się do domu, a inni szukali wrażeń towarzyskich. Gdzieś szwendały się odważniejsze niedobitki uczniów, którzy po odbytych zajęciach zapędzili się do Hogsmeade.
Idyllicznie, sielsko, spokojnie – inaczej, tak zupełnie inaczej. Przez to wszystko czarownica stanęła przed wejściem do Pubu Pod Trzema Miotłami, ile to razy w szczenięcych latach tam bywała? Chyba nie dało się tego zliczyć. Cóż, jej, więc szkodziło zajrzeć do środka, chociaż na momencik?
Popchnąwszy drzwi uderzył ją spory gwar i zapach kremowego piwa. Karczma w dosłownym znaczeniu tego słowa „żyła”. Oddychała, mówiła, a nawet tańczyła, bo jakaś starsza para, trzymając się za ręce bujała się w kącie przy gramofonie. Ścisnęło ją coś w żołądku, a parę czujnych oczu, które spojrzało w jej kierunku, sprawiło, że speszyła się jeszcze bardziej. Była tu sama, obca, wręcz turystka, nie tak jak kiedyś, gdy w szatach Hogwartu mogła być niemal, jak we własnym domu. Przytłoczona tym całym bagażem emocjonalnym zrobiła krok w tył i gdy tylko omiotła spojrzeniem przybytek ostatni raz, otworzyła drzwi, wychodząc na zewnątrz i wpadając z impetem na jakąś kobietę, która chyba z równym impetem chciała otworzyć drzwi.
– Najmocniej przepraszam! – natychmiast skierowała do nieznajomej, a po paru chwilach, gdy odpowiednie niteczki splotły się ze sobą pod rudą czupryną, Willow zrozumiała, że to wcale nie była „jakaś nieznajoma”. Wciąż trzymając dłonie na ramionach kobiety, którą w ten sposób chciała uratować przed upadkiem – w końcu sama wytrąciła ją z równowagi, chcąc wyjść zbyt raptownie – przypatrywała się znajomym rysom twarzy, choć starszym. Szczupłe policzki i zmęczone oczy były zupełnie inne, od tych, które patrzyły na nią w korytarzach Hogwartu. A może się myliła? – Darcy? – zapytała wprost. – Darcy Lovegood? Nie może być… – ile lat się nie widziały? Że też nawet nie wpadły na siebie parę dni temu, a teraz?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Darcy Lovegood
Czarodzieje
started bringing up the past, how the things you love don't last.
Wiek
24
Zawód
howodczyni magicznych ropuch
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
3
11
Magia Lecznicza
Eliksiry
15
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
10
Brak karty postaci
06-02-2026, 19:41
Czasem dobrze było wyrwać się z domu. Zostawić za sobą kolorowe firanki i fasadę pokrytą bluszczem, płot o nierównych sztachetkach, klomby z wolna podnoszących się do życia kwiatów i stróżujących ich jak gargulce zimozielonych krzewów, szopę z głupimi, ale niestety ładnymi projektami Caleba, ropuchy, miotłę stojącą na ganku i huśtawkę bujającą się na wietrze, jakby za sprawą umilającego sobie popołudnie ducha. Mimo że uwielbiała Dziuplę, kultywując plany niegdyś dzielone z mężem, to nie mogła udawać, że nie potrzebowała oddechu od kątów, w których zalęgła się ołowiana cisza. Darcy miała nadzieję, że nadchodząca wielkimi krokami wiosna przywróci domowi spokój, pozwoli mu ożywić się nieco, jak starcowi, z którego pleców czas nagle zdejmuje ciężar, pozwalając na wyprostowanie kręgosłupa; albo jak spisanej na straty kończynie, której zakończenia nerwowe jednak dało się wyleczyć. Znając życie, pewnie będzie to kończyna Caleba. Z jego ramionami często było coś nie tak przez bzdurne mordobicie, a z nią - coś nie tak, że nadal go leczyła, zbyt miękka, by powiedzieć "dość". Nie umiała spisać na straty tamtego poznanego na opiece nad magicznymi stworzeniami puchona, choć on już nie istniał, zastąpiony przez człowieka zdolnego do zdrady na własnym bracie. Jesteś zbyt sentymentalna, Suseł, i chłopcy będą potrafili to wykorzystać, zobaczysz, zarzekała się złośliwie jej siostra Xenophilia, w którą zniecierpliwiona Darcy rzucała gumiakami. A może trzeba było słuchać starszej Lovegoodówny, dziś mogłaby lepiej na tym wyjść.
Zwiedziła pół Hogsmeade, włócząc się zarówno bez celu, jak i wpadając na sprawunki, które same pchały się do głowy. W płóciennej torbie z wyhaftowanym wzorem niuchaczy i galeonów niosła właśnie mały zapas eliksirów wzmacniających dla babci, nowe wydanie ulubionej krzyżówki, dwa flakony z atramentem, blaszaną puszeczkę z suszonymi liśćmi melisy i gwoździa programu, absolutnie grzeszną przyjemność, za którą warto pójść na dno z Hipogry-polem: motyle skrzydła w cukrze z Miodowego Królestwa. I wygodnie byłoby to ukryć, ale niestety kupiła też ślimaki-gumiaki, kociołkowe pieguski, gały czekoladowe oraz lodowe płatki śniegu... A poza tym już ani grama słodyczy, słowo. Na mądrość Merlina i wszystkie inne świętości.
Ostatnim przystankiem przed powrotem do Dziupli były Trzy Miotły. Piwo kremowe powinno przypieczętować udane zakupy, a do tego podsycić wspomnienia odkopane spod warstw kurzu dzięki niedawnemu Zjazdowi. Tamtego wieczoru uśmiechała się tak często, że mięśnie twarzy, które wyszły z formy, odezwały się ścierpnięciem, ale i tak było warto. Obserwowała pojedynki na Turnieju, wzięła udział w Olimpiadzie (bez szału, ktoś musiał to ustawić), dużo czasu spędziła też w Skrzydle Szpitalnym (dla własnej przyjemności), gdzie przed oczyma mignęła jej bardzo... interesująca scena. Scena ściśle powiązana z płomienną burzą włosów, konstelacją piegów oraz gryfońską odwagą pokazaną podczas pojedynków o tytuł mistrza. Wszystko to razem buchnęło w nią w drzwiach - Darcy zachwiała się, powstrzymana przed upadkiem przez parę zaskakująco znajomych dłoni, należących do zaskakująco znajomej osoby, na której widok jej oczy rozbłysły.
- Cześć, Willow - uśmiechnęła się pogodnie i poprawiła ułożenie stóp, bo mało brakowało, a podeptałaby ją na powitanie, albo sama wywinęłaby gromoptaka na chodniku. - Dobrze cię widzieć. Tym razem z bliższa, niż z trybun w pojedynkowej sali, albo... - urwała, ważąc słowa na języku. Nie, jeśli powie, że widziała ją biegnącą za ręce z Fintanem, Weasley jeszcze teleportuje się do Kanady, a wolała przynajmniej chwilę z nią porozmawiać. - ...w innych częściach Hogwartu - wybrnęła koślawo i spojrzała na szyld, wypalony na szkolnych przygodach niczym drogowskaz do ambrozji. - Trudno się wyplątać z ramion nostalgii, co? - rzuciła ze zrozumieniem. Wiedziałaby, gdyby Willow regularnie pojawiała się w Hogsmeade, wioska nie była w końcu tak duża, a plotki niosły się po niej z tempem nowoczesnej miotły sportowej. Musiało chodzić o coś innego, natomiast bliskość daty Zjazdu była dość wymowna. - Masz czas? Chodź ze mną do środka, pogadamy jak cywilizowane czarownice. Nawet postawię ci piwo kremowe w ramach wartości dodanej - zaproponowała, opuszczając spojrzenie na twarz rudzielca. Tęskniła za nią, naprawdę tęskniła. Czemu dopiero teraz zdała sobie z tego sprawę?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Willow Weasley
Zwolennicy Dumbledore’a
Nothing you can take from me was ever worth keeping.
Wiek
25
Zawód
Służba w Policji Magicznej
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
22
0
OPCM
Transmutacja
21
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
07-02-2026, 22:16
Ile potrzeba było pecha w życiu, żeby mieć takie szczęście w ostatnim czasie do spotkania dawnych znajomych? Może same narodziny w piątek trzynastego by wystarczyły, wszak ktoś inny mógłby potraktować to jak najgorszy pech.
– Czyli ty też byłaś świadkiem mojej sromotnej porażki – zabrzmiała bardziej dramatycznie, niż tego chciała, a wstydliwy uśmiech zagościł na ustach, rumieniąc lekko policzki. Powtarzała sobie już na początku samego pojedynku, że przegrać z aurorką to żaden wstyd, a mimo to czuła pewien żal do siebie, mogła postarać się przecież bardziej. Zawsze może być lepiej, a nie zawsze po drugiej stronie różdżki stanie ktoś, kto nie będzie chciał jej upokorzenia. Jednak nie o tym powinna myśleć, na to przyjdzie czas. Druga część wypowiedzi czarownicy zastanowiła Weasely, uniosła nawet lekko brwi i choć początkowo korciło ją by zapytać „czemu nie zaczepiłaś mnie wtedy”, to powstrzymała się przed tym. Jakie miała prawa do zarządzania czasem panny Lovegood? Żadne. Sama też mogła wpaść na to, żeby poszukać tak bliskich jej osób, skupić się na znalezieniu naprawdę dawno niewidzianych twarzy. Uśmiechnęła się lekko i zabrała dłonie z ramion kobiety. – Trochę trudno, jak już raz sentyment złapie w garść, to nie potrafi puścić – zażartowała, splatając za sobą dłonie. Mimowolnie też przeanalizowała całą postać Darcy, dostrzegając pokaźnie wypakowaną torbę. Czyżby zakupy? A może również turystyczne zwiedzanie? – A mam trochę czasu – przyznała, lekko kiwając głową. – Nie, nie, za piwo podziękuję, raczej stronię od alkoholi, nawet tak lekkich – przyznała, cofając się w głąb pomieszczenia i przytrzymując drzwi dla drugiej czarownicy. – Ale herbatką nie pogardzę, jeszcze taką  z porządną łychą miodu – zaproponowała, nawiązując też do klasyku herbacianego, który pijała w Hogwarcie. Zdarzało się też, że sam miód nie był ze spiżarni Hogwartu, a ten przysłany z pasieki dziadka. Wiadomo, że taki był lepszy, bo był własny. – Może tam? – zaproponowała, wskazując zwalniający się stolik przy jednym z okien. Chyba było też tam ciszej i bardziej prywatnie, jednak gwar i głośne rozmowy strzępiłyby bardziej nerwy, niż pozwalały cieszyć się towarzystwem dawnej znajomej. Skierowała się do zwolnionego miejsca i zarzuciła ciemny płaszcz na oparcie krzesła. Będąc nastolatką często zostawiała swoje rzeczy na krześle i szła do baru złożyć zamówienie, ale teraz czuła się z tym dziwnie niekomfortowo. Czy to przez świadomość, ilu kieszonkowców i złodziei pałęta się po świecie, czy po prostu przez przezorność – sama nie wiedziała.
Gdy uporały się z zamówieniem, można było rozsiąść się w niewygodnym krześle, zatapiając w nostalgicznej atmosferze Trzech Mioteł. Para z kubka leniwie wędrowała do góry, a lokal co chwilę wypełniał się kolejnymi barwnymi postaciami.
– To, o czym rozmawiają cywilizowane czarownice? – zapytała, trochę figlarnie, aktorząc spojrzeniem, próbując naśladować damulki ze Slytherinu. – O najnowszych trendach modowych? Czy może fryzurach ze Zjazdu Absolwentów? – przeciągnęła żart, śmiejąc się pod nosem. Lekko zamieszała łyżką w kubku, by rozpuścić szybciej miód i móc dobrać się do ciepłego napoju. Nie, żeby wybitnie zmarzła, sam lokal był bardzo ciepły – głównie od ciepła zgromadzonych indywiduów – chodziło o komfort, który oferowała słodycz. – Co u ciebie? – zapytała wreszcie. – Ile to będzie? Pięć lat? Sześć? – zapytała, podnosząc łyżkę i widząc już zaledwie resztkę miodu, nie wytrzymała i wpakowała ją do buzi, wylizując do reszty. – Jak to jest, że ciebie też dziś przywiało do Hogsmeade? – kolejne pytanie, tym razem zadane przy akompaniamencie chwilowego machania łyżeczką w kierunku przesłuchiwanej. Jednak zaraz łyżeczka wylądowała na serwetce, a dłonie rudowłosej czarownicy splotły się na założonym na lewą nogę kolanie. Proszę o sobie opowiadać, panno Lovegood, chcę wiedzieć wszystko.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Darcy Lovegood
Czarodzieje
started bringing up the past, how the things you love don't last.
Wiek
24
Zawód
howodczyni magicznych ropuch
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
3
11
Magia Lecznicza
Eliksiry
15
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
10
Brak karty postaci
09-02-2026, 19:33
- Co ty, zaraz porażka! - zainterweniowała z przekonaniem. Nigdy nie dorobiła się waleczności podobnej umiejętnościom Willow, jej różdżka uwielbiała zamieniać ludzi we wszelkiej maści zwierzęta, począwszy od kwaczących głośno kaczek, przez skołowane fretki, do flegmatycznych żab; dobrze współgrała też z magią leczniczą, ale pojedynki? Bogowie, miałaby większe szanse, transmutując się w krzesło. Choć nawet wtedy pewnie połamano by jej nogi. - Doceńmy, że doszłaś tak daleko, i to w świetnym stylu. Bo niektóre walki były nudne, jak gumochłony z olejem - machnęła ręką, jak gdyby odganiała od nich wizję skończonych szybko, albo nużących potyczek. Nie wszyscy byli aurorami czy magipolicjantami zaprawionymi w boju, nie znali zaawansowanych inkantacji ani nie rzucali ich z wprawą godną munduru. Powtarzali za to do znudzenia jeden czar i od szczęścia oraz koncentracji zależało, który czarodziej jako pierwszy zdoła wykrzesać wiązkę magii i potraktować nią przeciwnika. - Więc jeśli masz zamiar deprecjonować przy mnie Willow Weasley, to lepiej miej na uwadze, że w moim kodeksie to wykroczenie karane lingua mutatą - pouczyła ją Darcy, na moment przybierając poważny wyraz twarzy, nim mięśnie zrelaksowały się radośnie. Minęły lata, a ona nadal pałała do niej sympatią. Ile zmieniło się w ich życiach od ostatniego spotkania, ile zła musiała doświadczyć błękitnokrwista, tropiąc bandziorów i posyłając ich do aresztu za ciężkie przestępstwa... I ile doświadczyła sama Darcy, której życie wywróciło się do góry nogami, jak mozaika kalejdoskopu obróconego dłonią złośliwego losu. - Już wszystko okej? No wiesz - postukała palcem w tył swojej głowy, nawiązując do bombardy rzuconej przez Cybil Burke. Brawurowe i zarazem idiotyczne posunięcie, które mogło kosztować Willow życie. Może przed rozpoczęciem turnieju należało sprawdzić uczestników pod kątem magipsychiatrycznym.
Kamień spadł z serca na przyjęte przez Weasley zaproszenie. Mogła siedzieć tu sama albo dosiąść się do znajomych mieszkańców Hogsmeade, ale z większą przyjemnością spędzi czas z nią, dobrym duchem Hogwartu, płomiennowłosym musem-świstusem w ludzkiej skórze. Darcy potrzebowała normalności, czegoś, co nie było powiązane z Dziuplą, hodowlą, Felixem i Calebem, czegoś, co zdekoncentruje od problemów, rozproszy je i odepchnie poza granicę wzroku, tworząc w głowie nowe, przyjemne wspomnienia. - Z tym miodem to dobry pomysł. Znam tutejszego dostawcę, produkty pierwsza klasa - zaanonsowała i aż sobie przytaknęła. Dzięki uprzejmości pszczelarza z Hogsmeade dużo się nauczyła, już dwukrotnie zmuszona zbierać odłączający się z kolonii rój pszczół z żywopłotu sąsiadów; teraz wiedziała, jak przygotować się na ten moment i oszczędzić sobie stania na drabinie, z gałęziami wpychającymi się pod żebra.
Podeszła razem z rudzielcem do wytypowanego stołu i odwiesiła torbę na oparcie krzesła, szybko uwijając się z zamówieniem piwa kremowego, nucącego do niej melodię lat nastoletnich przez megafon grubej piany, kołyszącej się przy układaniu kufla na blacie, gdy wróciły na swoje miejsca.
- Śmiejesz się, ale przy fryzurach można by sobie zedrzeć gardło. Widziałaś gniazdo na głowie Constance Burroughs? - uśmiechnęła się zaczepnie. Niestety nie była to metafora, nielubiana niegdyś - i obecnie - ślizgonka rzeczywiście wplotła w swoje sprężyste orzechowe kosmyki ptasie lokum, a niższy o głowę mąż co jakiś czas intonował avifors, żeby nadać stylizacji odpowiedniego charakteru. Niemożliwie ją to rozbawiło. Z drugiej strony sama nie ubrała się zbyt galowo i była pewna, że jeśli dziś w konkurencyjnym pubie, czy raczej kawiarni, siedziały dawne uczennice Slytherinu, była właśnie na ich językach. Wieśniak, bezguście, woźna, przywykła. Przywykła odkąd była mała. Cisza zalęgła się w niej dopiero na pytanie o jej los. No tak, powinna była się tego spodziewać, priorytetowy punkt na liście do odhaczenia po latach obcości. Wzrok Darcy sięgnął kufla, podobnie jak dłoń, która owinęła palce wokół szkła i uniosła je do ust, kupując czas dwoma haustami i językiem lekko obcierającym górną wargę z nadmiaru piany. - Wiesz, jakoś - wybrnęła kulawo. - Ach, bo tu mieszkam, to mnie przywiało. My nie widziałyśmy się od pięćdziesiątego szóstego, o ile dobrze pamiętam... A do Hogsmeade przeniosłam się w pięćdziesiątym ósmym. Mam hodowlę magicznych ropuch - opowiedziała, przemilczawszy póki co kwestię Caleba i tego, że w przedsiębiorstwie nie pracowała sama. Ani nie miała go sama. Odkąd wrócił, iluzja samodzielności i samostanowienia o Dziupli były przez niego nadwyrężane, grożąc utratą zmysłów od częstotliwości gniewu, który wywoływał. - A ty? Co robisz, kiedy nie rzucają w ciebie bombardą przez pół zamku, ani nie biegasz przez korytarze, trzymając już-nie-chłopców za ręce? - spytała, z ulgą przyjmując powracające do oczu iskierki ciekawości i wesołości.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Willow Weasley
Zwolennicy Dumbledore’a
Nothing you can take from me was ever worth keeping.
Wiek
25
Zawód
Służba w Policji Magicznej
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
22
0
OPCM
Transmutacja
21
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
12-02-2026, 23:19
Pokiwała głową, zgadzając się z tym, że wiele walk wyglądało po prostu dennie – ale nie każdy był aurorem, żeby móc zwinnie operować zaklęciami ofensywnymi. Przynajmniej pierwsze rudny miały dać równe szanse, pozwalając jednym zaklęciem wyciągnąć jak najwięcej punktów stylu, ale skończyło się to powtarzalnymi inkantacjami, które nudziły publikę.
– Wiesz, drogi do wygranej są różne, jedni stawiali na powtarzalność, inni próbowali ciągle czegoś nowego, a ja na przykład odkryłam, że moja różdżka potrafi strasznie marudzić – zaintonowała lekkie zirytowanie, zerkając na kaburę, w które spoczywało kapryśne drewno. Mały chochlik, który wymyślał sobie powody, żeby się nie słuchać. Jednak teraz miała już plan na to, musiała być stanowcza, a czasem bezwzględna, bo gdy tylko się wahała, to różdżka czuła wszystko. – Łoł, łoł, łoooł… ostre działa, ktoś wytacza – podniosła lekko ręce, słysząc o karze i zaśmiała się pod nosem. – Chociaż czyja to będzie kara – zauważyła i kolejne zdanie wypowiedziała teatralnie sepleniąc. – Skofoo bfenmdzies musiaa suchaś, jak tak muufie.
Co do samego stanu zdrowia, to czuła się w porządku, nie miała zawrotów głowy, nie bolało jej nic, może była od Zjazdu odrobinę rozkojarzona, ale to wynikało z zupełnie innych powodów.
– Chyba dobrze, nie mdleję, nie zataczam się – zaczęła wymieniać, wzruszając nieco ramionami. – Jedynie irytacja na tę kretynkę mi pozostała – ściszyła głos, pochylając się nieco w stronę czarownicy. Nie wszyscy musieli słyszeć, jak określa tę wiedźmę Burke. Całe szczęście mogła to krótko skwitować i nie wracać, bo ile razy miała to jeszcze opowiadać?
Ciekawszym tematem było obśmiewanie, niektórych bogatych czarownic, mających więcej galeonów niż rozumu. Trywialnym było dla niej przykładanie zbytniej wagi do wyglądu, epatowanie drogimi butami, czy właśnie rzeczonymi gniazdami na głowach.
– O Merlinie, nie, to było okropne – zaśmiała się, wywracając oczami na wspomnienie o Ślizgonce z gniazdem. – Równie dobrze mogła sobie klatkę na głowie postawić – upiła łyk herbatki, czując, że pewnie nie były jedynymi, które niepochlebnie wyrażały się o tej dziwacznej stylizacji. Po co utrudniać sobie tak życie? I jeszcze to nie było ani estetyczne, ani ciekawe – po prostu śmieszne. Tak, jak cała Constance jeszcze za czasów Hogwartu. Cóż, musiała istnieć równowaga we wszechświecie, a kobieta mogła przynajmniej w ten sposób być „wyjątkowa”.
Minął szmat czasu, odkąd ostatni raz się widziały z Darcy, więc było to dość oczywiste, że wiele się pozmieniało. Można było się pewnych decyzji spodziewać mniej, a innych bardziej – niemniej Willow była naprawdę żywo zaintrygowana, co działo się u Lovegood.
– Hodowlę ropuch? – uniosła brwi, a oczy zaświeciły jej się delikatnie w ogniu kominka. Może i nie znała się na magicznych stworzeniach, ale coś tam z zajęć w Hogwarcie pamiętała. – Ale że takich różnych czy konkretnych? Masz dla nich szklarnie? Jakieś zagrody? – dopytała zaintrygowana, bo chyba było to ostatnie co obstawiłaby w bingo, że padnie podczas dzisiejszej rozmowy. Jednak to, co wywoła w niej największe zdziwienie, a raczej panikę, miało dopiero nadejść.
… nie biegasz przez korytarze, trzymając już-nie-chłopców za ręce?
Herbata, którą właśnie piła najpierw sprawiła, że czarownica zachłysnęła się, potem część wylądowała na jej spodniach, a część na stoliku. Która była napojem z kubka, a która prosto z ust? Ciężko było określić. Willow natomiast zaczęła kaszleć jak najęta, próbując złapać choćby odrobinę powietrza. Zaraz wokół zrobiło się cichutko, jak makiem zasiał, a salę przerywały tylko łapczywe zagarnięcia powietrza. Gdy udało jej się wreszcie opanować odchrząknęła raz, drugi i trzeci, aż przeciągnęła spojrzeniem po sali skupionej na jej osobie. Wspaniale.
– Nic mi nie jest – spróbowała uspokoić wszystkich, zaraz potem kładąc dłoń na klatce piersiowej i ponownie odchrząkując – głupio wyszło. Zerknęła na zawartość kubka – była tam połowa docelowej zawartości, o tyle dobrze, że nie zmarnowała wiele. Chwyciła więc papierowe serwetki smutno leżące na stoliku i bez słowa zaczęła ścierać rozlane kropelki – z blatu, z talerzyka, z samej siebie. Gwar wokół ponownie wezbrał na sile, a czarownica uśmiechnęła się niemrawo do Darcy, zaraz wracając spojrzeniem na własne ciuchy, które chciała doprowadzić do porządku. – Niezręcznie trochę – zauważyła, ale nie, żeby jej mina była ponura, po prostu stwierdziła fakt, gdy wciąż jej policzki pokrywał delikatny rumieniec. Od braku tchu, czy pytania Lovegood? Pozostawało to małym niedopowiedzeniem.
Kiedy uzbierała się pokaźna kupka wymiętych serwetek na stoliku, doszła do wniosku, że lepiej z jej odzieniem nie będzie, a blatu przecież nie wypoleruje. Opadła na oparcie krzesła i przyjrzała się dawnej znajomej, jakby analizowała czy ta wciąż oczekiwała odpowiedzi, a może należało płynnie przejść do jakiegoś innego tematu?
– Pracuję w magipolicji – wyjaśniła gładko, właściwie, odpowiadając na pytanie. Może nie poruszając dodatkowego kontekstu rzuconego niczym kłoda pod nogi, ale z pewnością, starając się wybrnąć jakoś z tego całego zamieszania. Zaraz sięgnęła do płaszcza wiszącego na oparciu i odchyliła połę z przyczepioną od wewnętrznej strony odznaką. – Spokojnie, dziś już jestem po pracy – dodała, wiedząc, jak na niektórych działało to, że była magipolicjantką. – Zresztą pracuję w Londynie. Ale – machnęła ręką. – Powiedz, jak to się stało, że zajęłaś się hodowlą ropuch? Pamiętam, że rozważałaś wiele ścieżek po szkole, ale… no właśnie, gdzie cię wcięło? – świtało jej w głowie, że jakoś około jej odmów do Evershire zaczął im się kruszyć kontakt, a potem całkiem się urwał. Potencjalnie w ogóle tego nie łączyła ze sobą, bardziej obstawiała, że Lovegood może wyjechała wówczas za granicę.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 18:21 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.