• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Reading, Rezydencja Scamanderów > Salon
Strony (2): 1 2 Dalej
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
04-02-2026, 23:11

Salon
Przytulne pomieszczenie, którego ściany w większość zastawiają regały z książkami. Stolik kawowy przysunięto do sporej wielkości skórzanej kanapy. Ciepłe światło sączy się z magicznych lamp, które zasilają świecące kamienie. Kominek zastawiony jest parawanem i wyglada na nieużywany od lat.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Gethen H. Scamander
Czarodzieje
Wiek
34
Zawód
Pracownik MM
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
13
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
5
Brak karty postaci
10-02-2026, 12:31
10 maja 1962 r.

Malownicze Reading przycupnięte nad Tamizą znajdowało się około godziny drogi koleją z centrum Londynu. Miasteczko samo w sobie było urocze, osiemnasto i dziewiętnastowieczne zabudowania tworzyły otoczenie, które mogło dawać wrażenie zatrzymanego w czasie. Schludne ulice i brak tłoku był zdecydowanie kontrastowy w porównaniu do Londyńskiego centrum. Do domu Scamandera droga nie była trudna, wiodła z dworca wzdłuż parku i kierowała się w kierunku widocznych z miasteczka jezior. W podróży na pewno pomocna była obecność samego gospodarza, który zjawił się na dworcu, aby odebrać Moirę, a potem przejechali ten kawałek autobusem, który jechał w stronę Oksfordu.
Samo domostwo znajdowało się nad brzegiem jednego z jezior w otoczeniu parku przechodzącego w dziki las. Szum wiatru poruszał soczyście zielona szata zieleni, zapach wiosny, kwiecia i wody był odświeżający i tak bardzo inny od tego, który panował w Londynie, że można było doznać zawrotu głowy. Dom, nazywany hucznie Rezydencją Scamanderów był nieregularną bryłą zbudowaną z czerwonej cegły i pokrytą czarnym dachem. Po ścianach budynku wspinał się bluszcz okalając większość ich powierzchni, okna były duże by wpuścić do środka jak najwiecej światła. Ogrody wokół budynku wyglądały na odrobinę zdziczałe, chociaż nie odejmowało im to uroku sprawiając, że całość miała bardzo melancholijny i romantyczny odbiór.
Dom wewnątrz nie do końca wyglądał zwyczajnie, jak to wśród czarodziejów bywało. Widać było, że przechodził z pokolenia na pokolenie i mial już swoje lata, a aktualny gospodarz wydawał się bardzo pasować do tego miejsca. Ilość książek znajdująca się we wnętrzu z powodzeniem wystarczyłaby na wybudowanie drugiego domu, gdyby używać ich jako cegły. Mocny związek z historią i lingwistyką również był widoczny, ilość literatury historycznej oraz słowników przeważała. Samej magii nie było tutaj przesadnie dużo, urządzenia w kuchni same nie pracowały w tej chwili, nie było tez tutaj wielu magicznych przedmiotów i wiele wskazywało na samodzielność Gethena. W całym domu przy oknach wisiały ciężkie zasłony, które zapewne były zasuwane, kiedy atakowała go migrena.
Scamander wyglądał na odrobinę zestresowanego, lecz to było normą, kiedy miał gości i to takich, którzy przyjeżdżali do niego pierwszy raz. Zaprosił Moirę do salonu, przeprosił ją na chwilę by przygotować poczęstunek i wrócił lewitując przed soba tacę z herbatą, talerzykami, łyżeczkami i słodkim poczęstunkiem. Jego różdżka wyglądała podobnie jak w zamku, skrzat się jak złote pióro w jego dłoni.
- Mam nadzieję, że droga nie była męcząca. Studenci potrafią być czasami utrapieniem, kiedy są głośno. - Gethen wskazał różdżką na stolik, gdzie z tacy spłynęły wszystkie elementy na niej ustawione, potem odfrunęła w stronę kuchni. Następnie bez magii już zabrał się za rozlewanie herbaty. W skupieniu rozlewał napar do filiżanek, a w powietrzu czuć było intensywny zapach herbaty i owoców. W kuchni Scamandera można było zauważyć, że ma on zamiłowanie do herbat i bardzo dba o sposób parzenia i podania w zależności od rodzaju serwowanej herbaty.
Podał filiżankę Moirze spoglądając na nią z zaciekawieniem, od momentu, kiedy ją zaprosił, intrygowało go, jak zareaguje na to miejsce i jak bardzo stwierdzi, że jest lekkomyślny, ze faktycznie mieszka tutaj sam.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
13-02-2026, 13:38
To chyba najdłuższa podróż na jaką zdecydowała się w przeciągu ostatnich miesięcy. Do trzeciego przystanku swojej kolejowej przygody nie była właściwie pewna czy jest w stanie usiedzieć tak długo w jednym miejscu – co chwilę oglądając się po ludziach, którzy pozostawali dużo skutecznie zatraceni w swoich sprawach.
Ostatecznie i ona zdecydowała się na wyjęcie z torby teczki ze sprawozdaniami, ostatecznie i ona zdołała spisać listy niezbędnych do pracy zamówień. Ostatecznie odnalazła się w roli podróżniczki, znalazła odpowiednią koncentrację na wypełnianych pobocznie obowiązkach i ostatecznie niemal ominęła odpowiednią stację. Gdy opuściła wagon w pośpiechu, ganiąc konduktora za zbyt szybkie zamykanie drzwi wyjściowych i zbyt ciche odczytanie nazwy stacji (ten nie zrobił nic źle, ale zestresowała się…), wiosenny wiatr niemal zwiał jej z głowy kapelusz.
– Południowy wiatr – ciepły – powiedział uśmiechający się do niej emeryt siedzący na stacji, a mijany w momencie, w którym wreszcie wyznaczyła swoim krokom odpowiedni cel. Cieszy się, że Scamander był już na miejscu. Mógł posiadać jej sympatię, jednak nawet ona nie wyleczy poczucia marnowania własnego czasu. Chyba uzależniła się już od funkcjonowania w niedoczasie. Chyba podróż pociągiem, a potem autobusem… I tak była sporym gestem i objawem wyjścia poza własną strefę komfortu.
Dom Gethena był miłym miejscem, a znając już rąbek jego usposobienia, mogła zrozumieć czemu był w stanie znosić niedogodności płynące z odleglejszej lokalizacji. Chyba rozumie, że człowiek taki jak on – brodzący w meandrach przeszłości – nie opuścił miejsca niosącego w sobie odpowiednią porcję rodzinnej historii. Dom nie był wyposażony w wiele magicznych udogodnień, ale nie budziło to jej zdziwienia – Sanderson zna w końcu jego przypadłości.
Gdy Scamander stresuje się i pojawia się na miejscu z poczęstunkiem – Sanderson bez oporów zajmuje miejsce na kanapie. Dopiero podnosząc spojrzenie na jego nieco zatroskaną twarz (zauważała już schematy jego mimiki, a katalog składał się głównie ze speszenia i niepokojów – kolekcjonowanych w czterech ścianach świętego Munga), marszczy brwi i prostuje się na siedzisku. Czy zrobiła coś nie tak? A może dziś nie było jednak dobrym dniem na spotkanie?
– Pracuję w szpitalu, Gethenie, przywykłam do gwaru – odpowiada, w pokrętny sposób nakazując mu zachowanie troski o jej dobrobyt na inny moment. – Ale droga była męcząca, nie będę mydlić ci oczu. Nie myślałeś może nad połączeniem kominka do sieci? Sam nie skorzystasz, ale inni… – to propozycja rozwiązania czy malkontenctwo? A może i jedno, i drugie? – Rozumiem jednak, jeżeli twój dom jest twoim bastionem i wolisz kiedy gość musi zawalczyć i okazać się determinacją w zdobywaniu go – kokietuje, sięgając po filiżankę i stawiając ją na kolanie. Ciepłe denko styka się z materiałem spodni, a Sanderson przez chwilę wpatruje się w półprzezroczystą ciecz o urzekająco przyjemnym zapachu.
– Pokażesz mi później resztę domu? – nie opanowuje dociekliwości. Angielskie budownictwo często cuchnęło wilgocią i pleśnią. Sama mieszkała w budynku dość nowym – w dzielnicy dość młodej i drogiej. Zakładała, że jej mieszkanie, chociaż pewnie ponad dwa razy mniejsze – musiało być warte podobną kwotę. – Mogę pochwalić go już teraz, jesteś dobrym panem domu i poczułam się zaopiekowana, ale skoro reklamowałeś go ogrodami… Chyba też je pokażesz, prawda? – dobiera słowa tak, by być może go ośmielić. Nie wierzy jednak, że próbuje uzyskać ten efekt… W czyimś domu. – Chyba sama też powinnam kiedyś przenieść się w bardziej… Zielone miejsce. Albo chociaż na parter z ogrodem. Nie wiem kto by o niego dbał, ale pewnie poradziłabym sobie z tym kosztem. Jakoś – wyrosła już ze spodni zwanych biedą. Teraz większość czynności dało się kupić, nie wykonać. – Ostatnio skończyłam w mieszkaniu z kilkoma ropuchami. To nie przenośnia.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Gethen H. Scamander
Czarodzieje
Wiek
34
Zawód
Pracownik MM
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
13
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
5
Brak karty postaci
13-02-2026, 19:49
Kilkanaście lat skutecznie nauczyło Scamandera cierpliwości, poza tym wykorzystywał czas w pociągu na lekturę i nie miał poczucia zmarnowanego czasu. Czasami bywało głośno, znosił to skupiając się tym bardziej na książce, czasami obserwował obraz przemykający za oknem, obserwując jak miejskie zabudowania ustępują powoli sielskim widokom. Czasami jak męczyła go migrena, wtedy każdy szmer pociągu bywał okrutnie głośny i rezonował z każdym skrzyknięciem, puknięciem i słowem wypowiedzianym w otoczeniu. Przywykł do tego, wiedząc że za dużo ryzykuje, jeśli miałby używać kominka albo odkurzyć zdolności teleportacyjne.
Pojawił się na dworcu kilka minut przed czasem, z niecierpliwością spoglądając w kierunku, skąd mial nadjechać pociąg. Już dawno nie czuł takiej ekscytacji, chyba ostatni raz, jak ktoś ze znajomych pierwszy raz mial go tutaj odwiedzić. A było to już lata temu. Było to miłe uczucie, oczekiwać gościa i posiadać perspektywę wspólne spędzonego czasu. Moira zaprzątała coraz częściej myśli Scamandera, od kolacji na początku kwietnia na jej myśl pojawiało się ciepło umiejscowione na wysokości serca, które zaczynało szybciej bić. Nie zwracał na to większej uwagi, nie było to przecież niepokojące, ale może powinien przejść się na badania rutynowe, przecież już nie był wcale taki młody.
Dotarli do domostwa bez przeszkód i Moira mogla w końcu odpocząć po podróży. Potem mial plan zaprosić ją na spacer po ogrodach. Kiedy wchodzi do salonu, Moira unosi się na kanapie i spogląda na niego czujnie. Scamander uniósł lekko brew łapiąc z nią kontakt wzrokowy, nie wyglądał na zagniewanego, ot typowy gospodarski stres, kiedy pojawiał się gość. A tych gości Gethen nie mial wielu, a jeśli już tutaj ktoś przyjedzał, to traktował to miejsce jakby był u siebie.
- To prawda, tam rzeczywiście bywa gwarno. - Uśmiechnął się z rozbawieniem z własnego gapiostwa.
- Przykro mi, mam nadzieje, że wizyta tutaj wynagrodzi ci ten trud. - Wspomnienie, że droga była męcząca odrobine jednak spłyca ten uśmiech i Gethen zaciska usta w cienką linię. Fakt, dostać się tutaj to była jednak wyprawa, może nie długa, ale jak ktoś nie przebył wcześniej tej trasy, no to mógł mieć problem. Wspomnienie o kominku sprawiło, że Scamander spojrzał w stronę dawno temu wygaszonego paleniska. Poczuł lekki dreszcz, kiedy wyobraźnia podpowiedziała umysłowi obraz płomieni i odwrócił prędko wzrok od tego miejsca. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz korzystał z kominka, chyba jeszcze za czasów dzieciństwa, jak jego ojciec żył. Potem magiczne płomienie bardzo go odstręczały od tej formy podróży i migrena dokładała swoje. W domu od lat nie palił ognia, nie robił tego ze względu na fobię, wiedząc, że spowodowałoby to więcej szkód. Podłączenie pod sieć kominka w salonie nie miało racji bytu, stres zapewne by go zadręczył i widok języków ognia, nawet jeśli magicznych mógłby bardzo uprzykrzyć mu życie. Przez chwile rozważał propozycję Moiry i kiwnął głową, zgadzając się z nią. Po chwili Moira dodała żartobliwym tonem kilka słów, porównując jego dom do bastionu. To na pewno rozluźniło spięte mięśnie twarzy Scamandera i tez pokręcił głową.
- Jestem odludkiem, to fakt, ale jednak to mile uczucie, kiedy ktoś mnie odwiedza. Poza tym, nie tylko salon ma faktyczny kominek, jest kilka pokoi, które by się do tego nadawały. - Zamyślił się przenosząc spojrzenie na Morię. Nie musiał się chwalić wielu osobom, że jego dom stałby się bardziej skomunikowany z magicznym światem. Dla Gethena wystarczyłoby, aby dosłownie dwie - trzy osoby o tym wiedziały.  - To faktycznie dobry pomysł. Zwłaszcza, jeśli dzięki temu chętniej i częściej byś była moim gościem. - Zatrzymał na niej spojrzenie, nie będąc pewnym, jak zareaguje na jego słowa. W jego myślach pojawiło się to pragnienie, by spędzać więcej czasu w towarzystwie Moiry.
Pytanie o pokaz reszty domu sprawił, że Scamander z chęcią pokiwał głową. Pasował do tego miejsca, był tutaj zdecydowanie swobodniejszy i spokojniejszy. A obecność gościa już coraz mniej go stresowała.
- Oczywiście. Jest tutaj pare ciekawych miejsc, chociaż sam korzystam tylko z kilku pokoi. - Scamander nie zmieniał wielu rzeczy w domu od kiedy został tutaj sam. A pracownia ojca stala nienaruszona od ponad dwudziestu lat, biblioteka matki również była jak kapsuła czasu, chociaż tam Gethen zaglądał częściej, przeglądając i pielęgnując ulubione zbiory, w których zaczytywała się jego matka.
- Ogrody rozbudzają się z zimowego snu, kwiaty piękne kwitną, kasztany się zabieliły, magnolie są w tym roku bardzo efektowne. Na pewno nie mógłbym sobie wybaczyć, gdybym nie pokazał ci tego miejsca. - Pochwała jego umiejętności jako gospodarz na pewno była miłym komplementem, Scamander starał się jak potrafił, by Moira dobrze czuła się w tym miejscu. - Proponuje wypić herbatę i możemy ruszyć na zwiedzanie, co ty na to? - Uśmiechnął się zachęcony.
- Zawsze można wynająć ogrodnika, myślałem o tym pare razy. Ale przyciąć trawnik to nie jest wielki wysiłek od czasu do czasu i porzuciłem ten pomysł. Podoba mi się, że ogród żyje własnym życiem. Czasami tylko muszę cos przyciąć albo posprzątać liście i opadłe gałęzie. Przy mojej pracy i hobby raczej nie powinienem unikać odrobiny ruchu. - Scamander nie był zbyt majętny, aby zatrudniać kogoś do ogrodu. Proste zajęcia wykonywał sam, chociaż ekspertem w tym był żadnym.
- Ropuchami? - Zdziwienie sprawiło, że na czole Scamandera pojawiły się zmarszczki a spontaniczny uśmiech zadomowił się na jego twarzy. - Co cie podkusiło? Czy ktoś ci je podrzucił? - Zaintrygowany dopytywał podejmując temat ropuch.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
17-02-2026, 12:38
Rzadko decydowała się na towarzyskie wizyty w cudzych domach wyłącznie dla przyjemności – nie miała wielu prawdziwych przyjaciół, raczej ludzi o wspólnych interesach czy wspólnej historii. Obracała się wśród czarodziei bez przerwy, nie mogła narzekać na nudę czy samotność, ale nawet pomimo braku skrępowania – siedzenie na kanapie i picie herbaty z osobą, z którą nie łączyły ją żadne zawodowe relacje (o ile oczywiście pominąć relację pacjent-uzdrowiciel), było czymś nietypowym w miesięcznej skali. Prawda była taka, że była Gethena po ludzku ciekawa. Nie przyjęłaby zaproszenia od każdego – szczególnie, jeżeli zaproszenie wiązałby się z koniecznością podróży tak długiej, niewspieranej odpowiednimi rodzajami magii.
Nie umie zrozumieć co nie tak jest z jego kominkiem – nie umie też zauważyć, że temat budzi w nim niechęć. Rozumie jednak możliwe dziwactwa – jej mąż, pewien czas po wojnie, też wzbraniał się przed podłączaniem kominka do sieci, bojąc się (może słusznie), że po możliwym powiązaniu ich działalności z frakcją Grindelwalda – ktoś zgarnie ich z własnego domu. Sanderson była wtedy bardzo młoda – dopiero po studiach, dopiero po ślubie – była gotowa umierać za ideały i nie bała się konfrontacji. Wiele lat starszy mężczyzna miał do stracenia dużo więcej.
– Z tym kominkiem jest coś nie tak? – docieka, kiedy wspomina o “innych pokojach”. To niedelikatne pytanie, a ona nawet o tym nie wie. Podnosi filiżankę do ust, byle powąchać podany jej napar – dochodzi do wniosku, że płyn jest jeszcze zbyt ciepły. Przyzwyczaiła się do zapominania o herbacie na pół dnia, a potem wypijania ich w temperaturze zdecydowanie zbyt niskiej.
Nieznacznie mruży oczy na wyrażoną otwarcie chęć częstszych spotkań. Byłaby ślepa, gdyby tego nie zauważyła – nie wiedziała jak dużo było w tym czystej sympatii, a jak wiele możliwej kalkulacji o tym, że warto ją znać (pulchne to ego…) – jednak pytanie o szczere intencje spotkało się ostatnio z niezrozumieniem. Musiała się więc domyślać.
– Jesteś pełnym pasji i zainteresowań człowiekiem, Gethenie. Są na tyle różne od mojej ekspertyzy, bym słuchając o nich wciąż się rozwijała. Nie wiem więc czemu miałabym żałować sobie twojego towarzystwa, kiedy tylko ułatwisz dostęp do… – dłonią zatacza małe koło. Ma na myśli… Dostęp do tego wszystkiego. Tłumaczy przy okazji z pełną racjonalnością, bo argumenty te trafiały do niej. Pewnie po tylu latach podobnego myślenia, łatwo było kłamać, że równie chętnie spędzałaby czas z podobnym specjalistą, którego nie darzy nawet cieniem sympatii.
Gdy opowiada o swoim ogrodzie – Sanderson uśmiecha się jedynie uprzejmie. Skoro umiał dbać o niego na własną rękę – mogła uznać to tylko za zaletę, jednak nie coś, co wzbudziło jej przesadne zdziwienie. Był samotny – był więc samodzielny, nawet pomimo choroby. Ona sama samodzielna nie była – od lat korzystała z pomocy niani do dziecka. Ale może było to też kwestią charakteru jej pracy. Charakteru jej dwóch prac.
– Masz rację, czasami warto rozruszać stawy… Zażywasz jeszcze jakichś aktywności? Pływanie, na przykład? Angażuje wiele partii mięśni… – odnosi się do trybu pracy chyba… Każdego z nich, ale pewnie bardziej do niego – tkwiącego w Ministerstwie. Sanderson miała wrażenie, że sama znajduje się w niekończącym się ruchu – przyłapując się na spostrzeżeniu, jakoby to dopiero przy obiedzie siadała pierwszy raz dzisiejszego dnia. – Albo taniec. Skoro masz taki dobry słuch, na pewno musisz świetnie tańczyć – ona nie, ale nawet pomimo braku szczególnych umiejętności – wciąż to lubiła, kiedy tylko pojawiała się ku temu okazja. – A ropuchy… Cóż. Gethenie, umiałbyś odmówić dziecku? Ropuchy wymagają mniej uwagi niż kociak. Albo szczeniaczek – bada teren.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Gethen H. Scamander
Czarodzieje
Wiek
34
Zawód
Pracownik MM
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
13
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
5
Brak karty postaci
18-02-2026, 11:50
Moira wyglądała na kogoś, kto stąpa stabilnie na niewzruszonym gruncie rzeczywistości, jej działania miały cel a decyzje podparte były faktami i oczekiwaniami. Scamander widział w niej osobę zdecydowana i nie lubiąca marnować czasu na bzdury, która wykorzystywała swój czas maksymalnie wyciskając sto procent możliwości. Z nim było inaczej, on nie trwonił co prawda czasu na bezproduktywne lenienie się, ale zakres jego badan był diametralnie inny. Ślęczał nad książkami w samotności, rozczytywał zapiski w różnych językach i wyciągał z nich kwintesencję treści, pogłębiał wiedze historyczną a przy tym tworzył umagicznione przedmioty. I ta różnorodność w ich osobowościach musiała właśnie zadziałać, sprawiając że zaintrygowali się sobą nawzajem.
Zaproszenie do Reading było spontaniczne ze strony Gethena i jak nie lubił za bardzo tutaj zapraszać za wiele osób, tak Moira bardzo szybko stała się osobą, którą chciał wprowadzić do swojego specyficznego życia. Otwierał się przed nią i znajdował przyjemność w rozmowach i obecności, tak po prostu.
Scamander doceniał, że doktor Sanderson znalazła dla niego czas i chęci, by przyjechać taki kawał z centrum Londynu. Tutaj był bardziej sobą, odrobine swobodniejszy i naturalny w tym specyficznym otoczeniu starego domu. Chociaż obecność gościa sprawiała, że rzeczywiście starał się zapewnić Moirze wygodny i miły pobyt.
Temat kominka prędzej czy później mógłby się napatoczyć, a reakcje Gethena na samo wyobrażenie płonącego paleniska wprawiały go w ten dziwny stan, w którym szpony strachu obraziły go jak stado mrówek. Scamander nie mial paranoicznych myśli odnośnie intruzów, a raczej sama wizja płomieni, nawet magicznych sprawiała, że czuł się nieswojo.
Pytanie Moiry jest proste i uderzające wprost w cel. Gethen powoli przywykał do tego, że nie owijała w bawełnę i po prostu pytała wprost. Scamander odstawił kubek na stolik, wiedząc że sama myśl o ogniu może sprawić, że ręce mu zadrżą i wyleje napar na podłogę. Uniósł dłoń do karku, dotykając blizny i potem oparł łokcie na kolanach starając się nie odwracać wzroku od Moiry.
- Wszystko z nim w porządku, Moiro. - Odparł lekko kręcąc głową. - Ale nie był używany od bardzo dawna, żaden kominek w tym domu. - Brzmiał odrobine zagadkowo, ale on po porostu zbierał odwagę na mówienie o swoim problemie. Moira mogla zauważyć, że w domostwie Scamandera nie ma żadnych świec, ani lampek oliwnych, a w kuchni palenisko wyglądało na nieużywane od lat. Wodę na herbatę Gethen podgrzał z pomocą magii. - Bo problem jest we mnie, a raczej tutaj. - Stuknął palcem w skroń. - Panicznie boje się ognia, nieważne czy to iskra, płomyk zapałki, czy palenisko w kominku. - Przez chwile spoglądał na kobietę, by potem przenieść wzrok na kubek herbaty. Sięgnął do niego dłonią i upił solidny łyk, jakby sama myśl o płomieniach sprawiła, że zrobiło mu się sucho w ustach.
- Z chęcią ułatwię komunikację. - Uśmiechnął się słysząc jej słowa na swój temat. Było to miłe, Scamander wydawał się nabrać odrobine więcej pewności siebie. - Będzie nam łatwiej.... - Co łatwiej? Zacieśniać znajomość? Spędzać razem czas? Te słowa rodziły się w umyśle historyka, który do końca nie rozumiał emocji, jakie rodziły się w jego umyśle od pewnego czasu. - Chociażby działać z tłumaczeniami. Mam nadzieje, że to co ostatnio ci wysłałem spełniło twoje oczekiwania.
Trudno było porównywać ogród do rodzicielstwa, chociaż z jednym i drugim mogło być w huk roboty, to jednak dla Scamandera kwestia ojcostwa była tematem wręcz niemożliwym do wyobrażenia. Nigdy nie myślał o tym, czy chciałby zakładać rodzinę, raczej sięgając do racjonalnych myśli, że jest zbyt obciążony przez geny rodziny i wolałby nie przekazywać tego dalej. Pogodził się z tym już dawno temu, ale tez nie przyszło mu nigdy spotkać kogoś, kto by sprawił, że jego serce mocniej zabiło. Aż do niedawna, chociaż nie był to moment, ani spojrzenie a raczej proces, w którym coraz bardziej go ciągnęło w kierunku Moiry.
- Pływanie? Czasami, dla rozluźnienia ale nigdy wyczynowo. Migrena nie pozwala mi na uprawianie sportów. - Wiedział, że siedzący tryb życia jest zgubny dla jego ciała, a zwłaszcza dla kręgosłupa, który od czasu do czasu zaczynał dawać mu się we znaki. Szczupła budowa ciała na pewno wpływała pozytywnie na to, że nie cierpiał bardziej na żadne schorzenia. W przeciwieństwie do Moiry, Gethen łapał się często na tym, że potrafił większość dnia spędzić w bezruchu, kiedy jego myśli za bardzo odpływały od rzeczywistości i kiedy mózg pracował na najwyższych obrotach, mięśnie zapominały o ruchu.
- Nie nazwałbym tego świetnie, ale znam podstawy. Ale rzadko tańczę, trudno tutaj o partnerkę. - Uśmiechnął się z rozbawieniem, na myśl ze miałby sam tańczyć. Bo na imprezy raczej nie chodził, było tam po prostu za głośno. - Skupiam się raczej na grze na fortepianie. Może chciałabyś posłuchać? - Zagadnął nieśmiało, raz juz jej wspomniał o swoich umiejętnościach i pewny był, że skoro już zaprosił Moirę tutaj, to wypadałoby się pochwalić grą.
Temat powoli przechodził w kierunku całkiem odmiennym, który ujawniał pewne szczegóły na temat Moiry. Bo sama wieść o ropuchach była dość zaskakująca, a teraz wspomnienie o dziecku sprawiło, że Scamander lekko zmarszczył brwi spoglądając na panią doktor z zaciekawieniem.
- To prawda, trudno w takiej sytuacji odmówić. - Zgodził się przypominając sobie dzieci kuzynostwa, które czasem osiadały go w salonie u Nottów żądając od wuja barwnych historii z efektami magicznych iluzji. - Nie chciałbym być wścibski, ale może opowiesz trochę więcej o nim, niej? Nie chciałbym szarpać za przykre wspomnienia, pamietam artykuł o śmierci doktora Sandersona, to był twój mąż prawda? - Scamander starał się być delikatny w swoich słowach, chociaż trudno było mu kluczyć miedzy trudnymi tematami tak, by nie przywołać złych wspomnień. - Oczywiście, jeśli nie chcesz o tym mówić, po prostu chodźmy się przejść. - Dodał otwierając Moirze furtkę, jasno dając jej znać, że szanuje jej wybór.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
21-02-2026, 23:16
Poznała wielu czarodziei z awersją do ognia – głównie tych, którzy w wieku dziecięcym zmierzyć musieli się z gorącymi przejawami magii dziecięcej – toteż uniosła brwi jedynie w krótkim geście. Nie zdziwienia, a zrozumienia; nie miała zamiaru drążyć tego uciążliwie, a prędzej układać w głowie scenariusze, które zweryfikuje przecież w swoim czasie. Bo i teraz weryfikowała swoje spostrzeżenia; właściwie już wcześniej zauważyła blizny na karku pacjenta, właściwie poświęciła im może kilka momentów uwagi, jednak nigdy głośno – nigdy natarczywie. To z pewnością dawny uraz, wyglądający jak dawne poparzenia – były na tyle płaskie, by wydawały się stare, rozciągnięte, może dziecięce – były w na tyle niestandardowym miejscu, by nie wydawały się nieumyślnym dziełem własnych rąk.
Doceniała, że nie uciekł wzrokiem, przyznając się do problemu natury mentalnej. Kąciki ust drgają jednak dopiero wtedy gdy nieco zestresowany rozmówca opuszcza wzrok na własną filiżankę.
W automatycznym geście poprawia włosy i lekko nachylając się nad kanapą w kierunku historyka, wysławia się tylko spokojnym tonem.
– Osób takich jak ty jest wiele – co nie znaczy, że właściwie będzie mu pobłażać. Lęk Scamandera mógł być szczerze uzasadniony, mógł być ugruntowany prawdziwie traumatycznym wspomnieniem, ale nawet jeśli, obecnie przecież tego nie wiedziała. Wiedziała jednak, że ze względu na jego chorobę, była gotowa szybciej wybaczyć jego delikatność i niechęć do mierzenia się ze stresogennym czynnikiem. – Ale kontakt z kontrolowanym, magicznym ogniem może pozwolić ci oswoić lęk. Chyba nie myślisz, że uda ci się przez całe życie unikać czegoś tak… – nie kończy, ale chyba nie musi – czegoś tak naturalnego, codziennego, pierwotnego. – Nie wróżę ci kariery połykacza, ale chciałabym móc zobaczyć, jak zdmuchujesz świeczkę na własnym torcie – uśmiecha się przebiegle, bo przecież gładko przechodzą do tematu ułatwionej komunikacji. Nie upiecze mu tortu, ale gdyby to zrobiła – na pewno nie chciałaby wieźć go pociągiem do Reading.
Pomoc z tłumaczeniami. Prawie zapomniała, że pomógł jej z tłumaczeniem woluminu, który nie okazał się użyteczny na obecnym etapie prac zespołu. Nie dowiedziałaby się tego jednak nigdy, gdyby ktoś nie pomógłby jej w przełknięciu francuskiej formy. Z pewnością wykorzysta jego wiedzę jeszcze nie raz.
– Tłumaczenie tak, tłumaczone dzieło nie. Musiałeś czytać je w trakcie, niemożliwym jest chyba tego uniknąć. Grafomański bełkot, współczuję szczerze – mam wrażenie, że dwieście stron mogło zostać skrócone do stron pięćdziesięciu, nie tracąc wiele na jakości – śmieje się szczerze. Konkurowanie i krytyka zagranicznych naukowców to chyba… To chyba chleb powszedni.
Kiwa głową, kiedy wydaje się nie przepadać za pływaniem, kiwa też głową, kiedy wydaje się nie lubić tańca – powstrzymuje się przed tym, by pokręcić głową nad jego fizycznym losem – był jednak historykiem z naukową smykałką, czego właściwie się spodziewała? Sama nie była przecież atletką.
Kiwa głową również wtedy, kiedy proponuje się jej lokalny koncert. Nie odmówi mu, nawet jeżeli gryzie się w język, próbując nie dopytać z kim właściwie zatańczy, kiedy on zajęty będzie graniem. Potrzebuje pewnie jeszcze kilku godzin, może kilku spotkań, by poczuć się w jego domu na tyle swobodnie, by z namaszczeniem próbować wprowadzić go w zakłopotanie. Albo by podejmować próby ustawiania wszystkiego na własne dyktando. A może robi to już, podświadomie? Jakże ciężkie bywało życie kierowniczki…
– Tak, mój mąż – stwierdza od razu. – Nie, nie przejmuj się, to nie jest nieprzyjemny temat – mówi od razu. Był nieprzyjemny tylko momentami – tylko kiedy zastanawiała się co w tej sytuacji zrobiłby Adam, a kiedy nie mogła go o to zapytać. Bez niego jej rozwój nie stanął jednak w miejscu, a i pozbyła się wrażenia ginięcia w jego cieniu – tak obecnego w ostatnich latach jego życia. Był nieprzyjemny, kiedy wspominała pozycję jego ciała na sali sekcyjnej. – Spędziłam z moim mężem wiele pięknych, pełnych wspólnej pracy lat. Jego temat nigdy nie jest dla mnie nieprzyjemnym tematem – mam do tamtego czasu ogromny sentyment, nawet jeżeli na dobre pogodziłam się już z jego odejściem – nawet jeżeli czasami wciąż widziała pod powiekami jego twarz – w momentach losowej tęsknoty, elementu nie do uniknięcia w przypadku relacji tak ścisłej – jednocześnie prywatnej i zawodowej, trwającej przecież kilkanaście lat. – Ma na imię Henry. Harry. Ma niemal trzy lata i właściwie nigdy nie poznał ojca. Jest przerażająco bystry jak na swoje lata i odkrył w sobie miłość do magicznych stworzeń – mówi z nieco pobłażliwym uśmiechem. Zapytana o dziecko dwa lata temu, pewnie zbyłaby temat – odcięła się od niego i uznała za nieistotny. Harry stawał się jednak… Obiektem do zniesienia w domowej i życiowej przestrzeni. Nawet bez większych starań potrafił zmiękczyć ją skuteczniej niż inni. – A raczej zmusił nianię do nauki opieki nad magicznymi ropuchami. I tak wolę by nie pchał im palców do paszczy, więc może to lepiej, że sam nie rwie się do skrupulatnej troski.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Gethen H. Scamander
Czarodzieje
Wiek
34
Zawód
Pracownik MM
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
13
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
5
Brak karty postaci
24-02-2026, 11:19
Był świadomy swojego problemu, jednak był to tak silny strach, zakorzeniony w umyśle i ciele, że Scamander wypracował system obejścia. Gdzie mógł, tam unikał ognia, rezygnując często z odwiedzania miejsc, gdzie zapalano świeczki na stoliku dla atmosfery, albo zimą palono kominki. W Ministerstwie Magii opracował już skrót, byleby nie przechodzić za blisko kominków podłączonych do sieci fiuu. Nie mówił o swojej fobii wielu osobom, na pewno nie przypadkowo poznanym, chyba że tak jak w przypadku panny Starwoodsen, okoliczności skłaniały ku temu.
Moira prędzej czy później by się o tym dowiedziała, czy to w szpitalu, kiedy znów potrzebowałby jej pomocy, albo w chwili, kiedy by zajrzała do pełnych akt medycznych Scamandera, które były dość okazale i zawierały kilka tomów. Nie drążyła tematu, szkoda by było skierować rozmowę na tak przykre tematy, kiedy atmosfera spotkania raczej skłaniała się ku miłemu spędzeniu czasu. Taktowność Moiry była czymś, co sprawiało, że Scamander faktycznie czul się w jej towarzystwie swobodnie i bezpiecznie. Dzięki temu coraz bardziej jej ufał i otwierał się, wpuszczając ją do swojego świata.
Uniósł na nią spojrzenie, kiedy pochyliła się w jego stronę, a jej słowa sprawiły, że pokiwał głową, bo taka była prawda. Nie był jedyny.
- To prawda, jest wiele osób cierpiących na tą fobię. - Nigdy nie uważał siebie za kogoś wyjątkowego i niepowtarzalnego, żył w soim małym świecie introwertyka i jakoś mu się to udawało. - Póki to jest samo ciepło i nie wyglada jak płomień, nie jest to większy problem. Gorzej jest ze wszystkim co ma te cechy. Nie panuje nad strachem, strach powoduje stres i wtedy często dopada mnie migrena, - Nie szukał wymówek, a raczej czul bezradność i samodzielnie nie był w stanie poradzić sobie z tym wyzwaniem. - Nie jest to możliwe, chociaż tutaj mi się udało, ale nie przemebluje świata. - Zgadza się z Moirą, wiedząc doskonale, że po prostu to było niemożliwe.
Wzmianka o zdmuchiwaniu świeczki na torcie sprawiła, że Scamander uniósł lekko brew spoglądając na Moirę. Te słowa, pomimo że tak proste, wybrzmiały w myślach Gethena o wiele głębiej. Kąciki ust mężczyzny drgnęły w nieśmiałym uśmiechu, to było miłe co usłyszał i na pewno dodało mu sporo otuchy. A ta świeczka na torcie wcale nie wydawała się teraz wybitnie przerażająca.
- Chciałabyś? - Nie byłby sobą, gdyby nie szukał potwierdzenia tego pragnienia. Odrobinę ośmielony przysunął się do niej bliżej. - Jeszcze sporo czasu do tego dnia. Sprobuje sam, ale... chciałabyś mi z tym pomóc? - Gdzieś tam w myślach, czul się odrobine jak idiota, bo jakim zagrożeniem mogla by być świeczka dla dorosłego mężczyzny? Jednak dla niego nawet zapałka stanowiła nie lada wyzwanie.
Praca z tłumaczeniami była dla Scamandera raczej formą relaksu, lubił to robić i. przychodziło mu to dość swobodnie. Wyzwania językowe traktował raczej jako ciekawostki i nie były dla niego nużące. Tekst, który dala mu Moira w pewien sposób wychodził poza jego wiedzę i mial kilka chwil zawahania, czy aby na pewno dobrze ujął w tłumaczeniu sens. Ale to juz miała zweryfikować Moira, ona się na tym znała zdecydowanie bardziej niż on.
- Siłą rzeczy musiałem pojąć sens tego tekstu, aby oddać pełen wydźwięk tego, co tam napisano. A ekspertem nie jestem, wiec weryfikacja pozostała dla twojej oceny. - Dla niego ważne było, że jego praca została wykonana dobrze, nie mógł brać odpowiedzialności za to, co autor mial na myśli. - Nie martw się, nie było to dla mnie męczące, a raczej odkrywcze. W końcu mogłem skorzystać z fachowego słownika. Nie krępuj się przynosić kolejnych tekstów. - Uśmiecha się słysząc śmiech Moiry.
Spowiadanie się przed lekarzem ze swojej marnej kondycji nie było może najmądrzejsze, ale Scamander nie był teraz na badaniach. Nie oszczędzał sobie spacerów, w końcu zazwyczaj drogę od dworca do domu i odwrotnie pokonywał raczej na nogach, basen czasem się zdarzał, ale z tańcem bywało gorzej, bo do tego zazwyczaj trzeba mieć parę. Może to się niedługo zmieni? Czas pokaże.
Wyrażone chęci na pewno spotkają się w końcu z małym recitalem w wykonaniu Scamandera, chociaż w tej chwili temat zszedł na mniej mile i wesołe zagadnienia. Ale siła rzeczy, w końcu i o tym by porozmawiali, skoro coraz częściej się spotykali i rozmawiali o sobie.
Moira potwierdziła, że podejrzenia Gethena nie były błędne, od razu też uspokajając go, że nie jest to dla niej ciężki temat. Takie zapewnienie na pewno sprawiło, że historyk skinął głową przyjmując jej zapewnienia za pewnik. Skoro tak mówiła, tak musiało być. Sposób, w jaki Moira mówiła o zmarłym mężu wywołał na twarzy Scamandera delikatny uśmiech, jakby jej słowa wpisywały się w dobrze zrozumiały dla historyka dialekt literacki, wyczuwał w jej słowach sentyment i romantyczną nutę. I wcale nie zdziwił się, kiedy Moira wspomniała o pogodzeniu się ze stratą, w oczach Scamandera malowała się jako osoba o silnym charakterze, która szla do przodu pomimo trudności jakie los jej podsuwał. W tej chwili jego wrażliwa natura skłoniła go jednak do sięgnięcia do jej dłoni, tak po prostu już nie pytając o przyzwolenie. Delikatnie obejmując palcami jej palce, jakby chciał podzielić się swoim ciepłem i dodać jej otuchy.
Wspomnienie o synku sprawiło, że Scamander przekrzywił lekko głowę, słuchał o Henrym zwanym Harrym i kiedy Moira wspomniała o zamiłowaniu dziecka do magicznych stworzeń, uśmiechnął się.
- Stąd te ropuchy, nie dziwię się, ze go fascynują. Będąc dzieckiem uwielbiałem magiczne stworzenia, kiedyś tutaj było zdecydowanie więcej mieszkańców. - Za życia ojca Gethena w ich domostwie mieszkało wiele różnych magicznych stworzeń, które były obiektem badan jego ojca. Potem jednak z czasem po prostu znikały. - Zaradny od najmłodszych lat. Gdybyś miała dość kolonii ropuch w domu, w moim ogrodzie na pewno znajdzie się dla nich miejsce. Myślę, że w bardziej naturalnych warunkach będą o wiele ciekawszym obiektem do obserwacji dla Harry'ego. - Zaproponował nawet nie zastanawiając się nad tym, że wziąłby na siebie ileś ropuch i musiałby im tutaj stworzyć jakaś zagrodę, by przy kolejnej wizycie Harry nie musiał stanąć przed faktem ich zniknięcia, bo by się po prostu rozlazły po całym terenie wokół.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
28-02-2026, 22:34
– Chciałabym, dosłownie to powiedziałam – ponawia, skoro najwidoczniej ciężko jest mu w to uwierzyć. Nie jest oczywiście śmiertelnie zdeterminowana – jeżeli postanowi, że nie ma zamiaru obchodzić swoich urodzin (co jest zrozumiałe – Sanderson nie obchodziła swoich) albo że wcale nie lubił tortów (to mniej zrozumiałe, zawsze można było zamówić odpowiednio nie za słodki albo mniej czekoladowy…), przejdzie z jego wyborami do porządku dziennego. Urodziny zdarzały się w roku zbyt rzadko, by przejmować się nimi dłużej niż jeden dzień. Ten dzień nie wypadał dzisiaj. – Ale mogę ci pomóc. W najgorszym scenariuszu traktuję cię zaklęciem uspokajającym, ale założę się, że pojedyncza świeczka nie poradzi sobie z dorosłym mężczyzną – znajduje w sobie pokłady cierpliwości, byle podejść do sprawy delikatnie. Trauma była czymś strasznym, a taka tycząca się rzeczy tak wszechobecnej, musiała aktywnie niszczyć mu życie. W gorszym momencie pewnie mogłaby nazwać go tchórzem – bezlitośnie i niepotrzebne – ale w tym czasie nie znała okoliczności, w których je nabył. I znajdowała dla niego wyjątkowo dużo zrozumienia. I przez chorobę, i przez jego łagodne usposobienie. Był stonowany – nie męczył niepotrzebnie kwiecistymi czy przydługimi przemowami, nie wydawał się próżny i niespecjalnie krył się ze słabościami. Odkrywał się przed nią i chyba nawet jej to pasowało – w końcu jednocześnie nie wymagał tego samego od niej. Albo robił to na tyle subtelnie i zmyślnie, by nie poczuła się osaczona.
Dlatego też może odpowiedziała na pytanie o męża od razu, bez urazy i bez rzucania podejrzliwych spojrzeń. Przecież to naturalne, że wiele osób pytało o Adama – nawet jeżeli ten odszedł już ponad dwa lata temu. Nawet jeżeli przypadki te były coraz rzadsze, wciąż dla niektórych pozostawała tylko żoną profesora Sandersona. Ujęta za dłoń nie wyrywa się, nawet jeżeli raczej tego nie oczekiwała i prawdę mówiąc – umiarkowanie chciała. Litość była chyba czymś, co zawsze drażniło jej nerwy – dlatego tak szybko wróciła do pracy, dlatego tak szybko zmusiła się do powrotu na emocjonalnie stabilne tory, dlatego nigdy nie powiedziała nikomu o prawdziwych warunkach jego śmierci i o nieszczęśliwości ich związku tuż przed katastrofą.
– Uznam, że dotykasz mnie z sympatii do mojej osoby i szukasz pretekstu ku temu, Gethenie, a nie z litości – bo naprawdę za tą nie przepadam – nieco go poucza, ale to chyba chleb powszedni – nawet jeżeli do tego nie przywykł. Zimna dłoń Sanderson obraca się w jego palcach, zaciska na kilka sekund w wyuczenie wdzięcznym geście, a potem uwalnia z uścisku. – Twoja rodzina znana jest z kontaktu z magicznymi stworzeniami, taką macie renomę. Ale chyba nie jesteś świadom odpowiedzialności, jaką chcesz na siebie wziąć. Nie widziałam jeszcze twojego ogrodu, a raczej nie widziałam nic poza jego frontową stroną, ale naprawdę chciałbyś rujnować go zagrodą dla ropuch? – czy nie proponuje jej tych rzeczy nieco zbyt pochopnie? – Mój drogi syn chciał zwierzątka – dostał je, a teraz nieco się nimi znudził. Mogłam się tego spodziewać. Myślisz, że nie lubię cię wystarczająco, by zrzucać obowiązek opieki nad moim błędem na ciebie? – ogniskuje spojrzenie na jego twarzy, pytając poważnym tonem. – Podpadnij czymś odpowiednio mocno, a wykorzystam twoją propozycję. Bo o niej nie zapomnę, mogę ci to zagwarantować – śmieje się wreszcie. Nie chce go straszyć. Nie chwilę po tym, jak ten zaoferował jej coś miłego, aczkolwiek nieco zbyt hojnego. Szczególnie, że ropuchy... To ropuchy ognistego typu.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#10
Gethen H. Scamander
Czarodzieje
Wiek
34
Zawód
Pracownik MM
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
13
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
5
Brak karty postaci
02-03-2026, 14:41
Mając na karku ponad trzydzieści lat Gethen juz tak bardzo nie zwracał uwagi na swoje urodziny. Zwykle to nie był przesadnie wyjątkowy dzień, życzenia zwykle pojawiały się w formie listów i niewielkiego toastu w którymś z lokali na Pokątnej, o ile ktoś z nielicznych przyjaciół Scamandera miał akurat wtedy czas.
Może dlatego słowa Moiry wywarły na historyku takie wrażenie i potrzebował się upewnić, czy dobrze usłyszał. Chociaż słuch mial bardzo dobry i trudno było tutaj o pomyłkę. Uśmiechnął się, kiedy potwierdziła swoje słowa, a za tym idące zamiary i zgodziła się pomóc mu w tym małym zwycięstwie nad lękiem.
- Dziękuję, Moiro. - To było miłe ze strony Moiry i Scamander faktycznie poczuł chęć sprobowania, może po tylu latach będzie mu łatwiej? Czas pokaże. Chociaż Moira i jej podejście do jego osoby, jego problemów i tego, co dowiadywała się poznając go coraz lepiej, sprawiały, że faktycznie w Scamanderze budziła się motywacja. Chociaż nie znała pełnej historii jego traumy, zachowywała taktowne wyczucie, nie szydząc z niego ale i tez nie litując się nad nim wybitnie.
Już w trakcie wizyt w Mungu Moira wykazywała wobec Scamandera pewne wyczucie, była uważna i nie lekceważyła wpisów innych lekarzy, a tym bardziej wspomnienia o migrenie kruczej. Gethen nie raz w swoich medycznych perypetiach spotkał się z niezrozumieniem, bagatelizowaniem i czasem wręcz szyderczym podejściem, jasno sugerującym mu, że jest słabym mężczyzną i powinien się wziąć za siebie.
- Coś mi mówi, że z twoją pomocą będzie o wiele łatwiej. - Gethen spojrzał na Moirę i wydawal się o wiele pewniejszy siebie, jakby faktycznie miał przeświadczenie, że to ma szansę na sukces.
Scamander był raczej zamkniętym w sobie człowiekiem, małomównym i cichym. Ale im bardziej się do kogoś przekonywał i towarzystwo tej osoby mu odpowiadało, tym chętniej podejmował rozmowy na swój temat, ale i był ciekawy swojego rozmówcy. Przy tym nie był nachalny, raczej chwytając się pewnych zagadnień przy okazji omawianych tematów. Do tego dochodziła jego natura słuchacza, który mial w prawe w poznawaniu historii i nie oceniania tego co usłyszał przesadnie.
Słucha uważnie, kiedy Moira wspomina o mężu i nie widzi w jej twarzy niepokojących grymasów. Nie drąży przy tym tematu, jakby tyle mu wystarczyło wiedzieć. Bo owszem, był ciekawy Moiry i jej otoczenia, ale nie był aż tak ciekawski, aby rozdrapywać ledwo zabliźnione rany. Jego gest był poniekąd spontaniczny i ani przez ułamek sekundy nie pomyślał o litowaniu się nad wdową. Jej słowa w reakcji na dotyk nie sprawiły, że cofnął rękę, a raczej wywołały uśmiech, odrobine rozbawiony na jego twarzy. Spojrzał na ich dłonie, na chwilę splecione palcami.
- W istotce tak jest, Moiro. - Odpowiada unosząc wzrok na twarz kobiety. Skromny w okazywanie emocji historyk w tej chwili nie chował przed Moirą tego co czuł, co w nim kiełkowało. Jego spojrzenie było odrobinę inne, jakby bardziej miękkie i ożywione, nie zasnuwała go typowa dla niego mgła zamyślenia. - I nie, nie przemawia przeze mnie litość. Poznałaś mnie już na tyle, by domyślać się, że i ja nie przepadam za litością. - Dłoń Scamandera jest ciepła i miękka, a kiedy Moira zaciska lekko palce na skórze historyka i potem wycofuje dłoń, on jeszcze przez chwilę spogląda na nią z tym specyficznym błyskiem w oczach.
Przy ich pierwszym spotkaniu poza szpitalem Scamadner czul nieodparta potrzebę bliskości, bycia obok drugiej osoby i spędzenia z kimś czasu. Jakby samotność zaczęła mu przeszkadzać. Miał poniekąd nadzieję, że ten stan minął i to był chwilowy kryzys związany z doświadczonym wypadkiem. Ale później uparcie wracał myślami do Moiry, wspominając z przyjemnością ich spotkanie. Potem w Hogwarcie poznał odrobinę jej historii i zabrał na spacer przez tajne przejścia. Nie potrafił nazwać samodzielnie tych emocji, jaki nim ostatnimi czasy szarpały, ale bez trudu wychwytywał odpowiednie schematy z przeczytanych książek i wierszy. To był ten specyficzny stan, o którym rozpisywali się poeci, a on coraz bardziej uświadczył się tym przekonaniu, że takie emocje budzi w nim tylko Moira.
- To prawda, z tego powodu nieznajomi biorą mnie od razu za eksperta od magicznych stworzeń. - Gethen uśmiechnął się rozbawiony wspomnieniami, kiedy to po przedstawieniu się od razu widział ten błysk w oczach swoich rcozmowocow. Który jednak bardzo szybko gasł przydeptany obcasem zawodu, kiedy nie potwierdzał ich nadziei na ciekawego rozmówcę.
- Bardziej martwiłbym się, że ropuchy po prostu poczują zew natury i zwieją. - Gethen wątpił w to, że ropuchy zdewastują mu ogród, a zwłaszcza, że nie by ogrodzony i łączył się naturalnie z dziką przyrodą wokół.
Dalsze słowa Moiry sprawiają, że Scamander kiwa głową, no tak, dzieci miały wielki wpływ na dorosłych i grając kartą miłości bardzo często dostawały to, czego chciały.
- Zatem pozostawię tę propozycje za otwartą, bez presji. I mam nadzieje, że jeśli z niej skorzystasz, to nie będzie opcja zemsty. - Zaśmiał się na ostrzeżenie Moiry, wtórując jej stonowanym śmiechem.
- Oby tylko ropuchy nie uciekły w miasto, bo tam raczej sobie nie poradzą. - Scamander oczywiście martwił się o los ropuch, nie do końca będąc przekonanym do hodowania ich w mieście. Ale to już raczej takie dyskusje powinien przeprowadzać z hodowcą, który sprzedawał stworzonka na prawo i lewo. Na dodatek nie mial świadomości, jaki rodzaj ropuch upatrzył sobie Harry i musiałby bardzo mocno trzymać się swojego postanowienia, gdyby Moira faktycznie chciała skorzystać z jego propozycji.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): 1 2 Dalej


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 19:11 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.