• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Szkocja > Hogsmeade i okolice > Szkoła Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie > Izba Pamięci
Izba Pamięci
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
16-10-2025, 00:16

Izba Pamięci
Jest to miejsce ciche pełne powagi, ukryte w jednym z wyższych skrzydeł zamku. Wysokie, łukowate okna wpuszczają do środka miękkie światło, które odbija się od wypolerowanej posadzki i starych, kamiennych ścian. Wzdłuż nich stoją rzeźbione kolumny i marmurowe tablice, na których wyryto nazwiska uczniów, nauczycieli i bohaterów, którzy zapisali się w historii szkoły. W kryształowych szkatułkach przechowywano nagrody, trofea, puchary, tarcze, talerze i statuetki. W tym pomieszczeniu znajduje się również lista Prefektów Naczelnych oraz Specjalna Nagroda za Zasługi dla Szkoły, którą przyznano jedynie nielicznym. Miejsce to zachęca do wspominek oraz rozmytej nostalgii.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Leonie Figg
Akolici
together, toward the future, we will paint the chiaroscuro.
Wiek
25
Zawód
magibotaniczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
8
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
13
Brak karty postaci
14-01-2026, 20:53
Temat przywołany przez Moirę przeciągnął przez jej skórę mrowisko zimnych dreszczy. Leonie nie wyczuła, że za brakiem dostępu do książek miały stać wojenne bombardowania, a odkąd zebrali się grupą w domu Medici, lękliwe wątpliwości odnośnie przyszłości na nich czekającej coraz częściej przyczyniały się do obolałego napięcia mięśni w jej ciele. Mimo naturalnych predyspozycji bojowych nie była gotowa bezmyślnie wskoczyć w ognie wojny, nie chciała rozłamu świata, który okazał się dla niej już dostatecznie bolesny - przynajmniej nie świata magicznego, bo gdyby chodziło o mugoli... O sprowadzenie ich do parteru, o wymierzenie kary za krzywdy, których doznała... Chyba szybko poddałaby się żądzy krwi. Nadzieja, że Dumbledore i Leach pokojowo zrzekną się kontroli nad losami społeczności magicznej raczej jednak nie wchodziła w grę. Gdzie był Grindelwald? Nie widziano go od czasu zaprzysiężenia mugolaczego Ministra, nie mieli pojęcia, co planował i w jaki sposób zamierzał to osiągnąć. Gdyby przyszło co do czego, byłaby gotowa zginąć za jego - i jej - ideały? Obawiała się zadać sobie to pytanie, bo nie była pewna, jak by na nie odpowiedziała. Teraz, kiedy na horyzoncie życia pojawiło się światełko.
Obraz kreślony słowami Sanderson okazał się tak ponury, tak przygnębiający i oprószony bitewnymi popiołami, że Leonie jedynie niemrawo kiwnęła głową. Co powinna odpowiedzieć? "Przykro mi"? W świecie kobiet pokroju naukowczyni to chyba niczego nie zmieni, nie sądziła, że ciocia podzieliła się nią wspomnieniem w poszukiwaniu empatii, nie miała w zwyczaju domagać się czegoś tak przyziemnego i niewiele wnoszącego. Wstyd jej było, że nigdy nie zapytała o to mamy, czasem zapominając, że Dora i Ted też przeżyli jakąś młodość. Że oni także nosili w sobie drzazgi horrorów, do których nie chcieliby wracać, a które swego czasu musiały nękać ich koszmarami podczas snu.
- Ścisły kok pasuje do mojego wyobrażenia o tobie z tamtych lat - przyznała, humorem próbując strząsnąć ciężar wcześniejszych rozmyślań. Powrót do rzeczywistości, do swobodnej i wesołej aury Zjazdu Absolwentów, nie był łatwy, ale odkąd zaczęła rozumieć, że Sanderson podzieliła się z nią zaskakująco dużą garścią szczegółów o swojej przeszłości, ofiarowując je siostrzenicy jak prezent, uśmiech szybciej rozganiał burzowe chmury znad głowy. - Ja bardzo lubiłam herbifors. Też w temacie włosów - rozpogodziła się nareszcie. Od dawna nie sprawiła sobie przyjemności przemianą czekoladowych kosmyków w kwiaty, może powinna zrobić to przy Jasperze? Na pewno byłby zachwycony, jeśli wcześniej nie widział na żywo działania czaru. Ciekawe, jak w takim wydaniu wyglądałaby Moira. Jej uroda była raczej posągowa, marmurowa, nie mająca zbyt wiele wspólnego z polnymi kolorami.
Nieomal zakrztusiła się śliną, słysząc, jak ciocia nazywa narzeczonego Oriany "strasznie zadufanym dupkiem". Aż dziw, że takie określenie w ogóle przeszło jej przez gardło! Leonie popatrzyła na nią oczami okrągłymi jak galeony, a potem parsknęła śmiechem, który przez moment niósł się echem wzdłuż korytarzowego pasma; obrócony do góry nogami dyrektor Black pomyślał zapewne, że śmieją się z niego. - Chętnie bym posłuchała, jak to się stało, że ten zadufany dupek stał się dobrym kolegą, którego lubi nawet Harry - stwierdziła chochliczo, z nadzieją, że zanim dzień dobiegnie końca zdoła wydobyć z Moiry jeszcze jedną opowieść. Do Gumochłonka zostało trochę czasu, tak jak do jej nadchodzącego niebawem felernego spotkania z Irytkiem w okolicach biblioteki, gdzie magia obróci się przeciwko niej i podłoga spróbuje ją połknąć na wzór ruchomych piasków; mogły spędzić te chwile razem.
- Na drugim roku wysadziłam kociołek - przypomniała sobie odnośnie alchemii i uśmiechnęła się szeroko. Nie mogła liczyć na aprobatę metodycznej, perfekcyjnej uczennicy drzemiącej w Sanderson, a i tak zdecydowała się o tym opowiedzieć. - Nie swój, kolegi. Kiedy nie patrzył, wsypałam do jego mikstury garść krążków gryzącej cebuli, która musiała wejść w interakcję z innym składnikiem. Ale miał minę - zachichotała niemalże z dumą, po czym przewróciła oczami i westchnęła. - A ja miałam szlaban - oczywiście, że tak, nie było od tego ucieczki. Z jej wrodzonym talentem do psot i przyciągania szkolnych konsekwencji aż dziwne, że nie spróbowała wspiąć się na Wierzbę Bijącą, łamiąc przy tym kręgosłup, albo dopłynąć do Wielkiej Kałamarnicy, topiąc się po drodze. - Chcę powiedzieć, że gdybyś była alchemiczką w moim otoczeniu, pewnie byś się nie nudziła - dodała żartobliwie. Jasperowi nigdy nie wycięłaby jednak takiego numeru.

zt x2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Gethen H. Scamander
Czarodzieje
Wiek
34
Zawód
Pracownik MM
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
13
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
5
Brak karty postaci
21-01-2026, 19:59
30 kwietnia 1962 - Zjazd Absolwentów

Odwiedziny w Hogwarcie coraz bardziej stawało się dla Gethena spacerem po wspomnieniach. Znajome korytarze, sale lekcyjne, które ani odrobine się nie zmieniły, przestronna biblioteka niezmiennie przyciągała a zapach w Skrzydle Szpitalnym przywoływał wspomnienia. W tym swoim spacerze Scamander przemykał niezauważony licznymi, tajemniczymi przejściami, które odkrył lata temu, kiedy był jeszcze uczniem tej szkoły, oraz poznał później, czytając na temat zamczyska w opracowaniach historycznych. Już od pierwszej klasy Scamander zgłębiał wiedze na temat zamku, doszukując się ciekawostek, wypytując duchy i eksplorując nieskoczone korytarze w pojedynkę.
Dziś sentyment bardzo mocno nim zawładnął, przechadzał się nieśpiesznie, odwiedzajac ulubione miejsca w zamku. W końcu dotarł również do Izby Pamięci zaciekawiony tym, co działo się po tym, jak opuścił szkołę. Nie spiesząc się zaczął przeglądać gabloty ze zdjęciami, listami i trofeami. Ruchome obrazy przedstawiały uczniów, prefektów i nauczycieli, którzy zmieniali się, starzeli i znikali w końcu zastępowani przez nową twarz. Swoją podróż w czasie rozpoczął od gabloty poświęconej Krukonom. Tam szybko odnalazł zdjęcia sprzed ponad dwudziestu lat, kiedy to był pierwszorocznym, tam znalazło się rownież zdjęcie dziewczyny, która była w tamtym czasie prefektem. Jej rysy wydawały się Scamanderowi znajome, ale nie pamiętał jej zbyt dobrze z tamtych czasów. Musiała być dużo starsza od niego, przez co nie mieli za wiele ze soba do czynienia. Podpis "Moira Lupin" zatrzymała go na dłużej, a to dość charakterystyczne imię od razu skojarzyło mu się z doktor Sanderson.
- Nie może być... - Mruknął pod nosem prostując się z lekkim uśmiechem.
Sam Scamander nie zastanawiał się nad tym, czy Moira jest od niego starsza i ile. Ta kwestia była dla niego do tej chwili praktycznie nieważna, ważniejsze było to, że mieli podobny zapal do prac badawczych i ich rozmowa z początku miesiąca przyniosła ciekawą współpracę. Nie myślał za długo nad tym, ile lat ich dzieli, a raczej nie mógł uwierzyć w to, że już kiedyś się spotkali i kompletnie o sobie nie pamiętali.
Cofnął się o kilka zdjęć w przeszłość, przeglądając kolejne znajome twarze, starszych od niego czarodziei, którzy przewijali się w jego życiu mniej lub bardziej. Jego myśli na chwilę objęła ciekawość, czy te osoby są tutaj skuszone wizją powrotu do przeszłości.
On w tej chwili mial dość tłumów i jak nigdy nie był chętny na przesiadywanie w Wielkiej Sali, tak i teraz nie czuł wielkiej potrzeby, by spędzać tam zbyt dużo czasu. Teraz było tam ciasno, głośno i cała sala była przeładowana magią od zaklęć, które dekorowały salę, nagłaśniały ją i powodowały te wszystkie efekty pod sufitem. Nie czuł się dziś wybitnie zestresowany, ale wolał być ostrożny i nie prowokować migreny, by popsuła mu ten wieczór. Następna okazja na takie swobodne wędrówki po korytarzach Hogwartu na pewno nie nastąpią szybko, wiec korzystał z okazji.
W tej chwili przeglądał trofea i zdjęcia drużyn Quidditcha. Nigdy nie grał, trochę latał na miotle ale jego zdrowie mu na to nie pozwalało, by robił to wyczynowo. Zdarzyło mu się z raz, czy dwa napisać relacje z meczu do szkolnej gazetki. Ale nie poczuł wielkiego zaangażowana do dziennikarskich tekstów, więc jego osoba w szkolnych kronikach nie zapisała się jakoś wybitnie. Widniał jedynie na zdjęciach rocznikowych Krukonów, które również obejrzał, przyglądając się sobie i swoim rówieśnikom, jak bardzo się zmieniali przez czas nauki. On głównie zyskiwał na wzroście, grube okulary i kędzierzawa fryzura były dla niego zawsze charakterystyczne.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
22-01-2026, 20:18
Cały wieczór, jak i bal był… Przyjemny. Otoczony atmosferą znośnej muzyki i magii zawieszonej nad wielką salą, przyciągnął uwagę Sanderson na dłuższy moment, w którym zdążyła już zamienić kilka słów z wieloma pięknymi osobami (w szkole myślała o nich, jako o zakutych łbach), zjeść kilka zbyt słodkich przekąsek i wypić z trzy kieliszki szampana. Dowiedzieć się mogła o narzeczeństwie jednego z przyjaciół (brawo on, jeszcze kilka godzin temu wspominała go z dziwnym przekąsem), przegrać olimpiadę wiedzy (zabawne, ludzie mówili do niej pani doktor – a ona nie potrafiła nawet wykonać zupełnie prawidłowo kilku zaklęć z dziedziny transmutacji) i stwierdzić, że nigdzie na horyzoncie nie widziała swojej siostrzenicy, o której słuch zaginął… Od razu po Gumochłonku. Nie wygrała – to pewne, w końcu Sanderson została na placu boju do samego końca, byle gromkimi brawami pogratulować znajomym zwycięzcom – młodszym, pewnie sprawniejszym i pewnie pamiętającym ze szkoły zdecydowanie więcej niż ona, kończąca ją ponad dwadzieścia lat temu.
W trakcie roztańczonego wieczora dotarło do niej, że obróciła do góry nogami portret dyrektora Blacka. Kilka wesołych bąbelków szalejących jej po czaszce zastanawiać zaczęło się nad kwestią prostą jak drut – czy właściwie wciąż tkwił jeszcze w tej pozycji? Czy wciąż złorzeczył jej tak, jak czynił to kiedy opuszczały we dwójkę Izbę Pamięci?
Gdy dociera na miejsce – zauważa, że obraz nie znajduje się już tam, gdzie wcześniej. Że pomieszczenia nie wypełnia już pełen wyższości głos błękitnokrwistego czarodzieja, a ona sama… Czuje dziwne ukłucie smutku. Jeszcze jakiś czas temu być może mogła obawiać się, że impuls szaleństwa jej zaszkodzi. Obecnie żałowała chyba, że żartu tego nie mogła kontynuować, jakby emocje niewyżyte za dziecka, trafiały do niej dopiero teraz.
– Dusza towarzystwa – mówi bezmyślnie, kiedy tylko widzi profil jego twarzy. Rozpoznaje mężczyznę, a znając jego zdolności – nie wierzy dłużej w przypadki. Większość czarodziei przebywa obecnie w sali bankietowej – bawi się lepiej czy gorzej, ale jednak wśród innych. Ale chyba nie ma prawa oceniać go zbyt surowo – sama wróciła do miejsca, w którym była już dzisiaj. Znów do miejsca, które otaczało uczucie przyjemnej nostalgii. – Pokaż mi zdjęcie swojego rocznika, ocenię jak bardzo się zmieniłeś. – Zagaduje zaczepnie, przystając w pobliżu gabloty, z której podnieść może ciężki album. Nim jednak zajrzy do środka, rozejrzy się jeszcze raz po pomieszczeniu – w poszukiwaniu czujnego spojrzenia jego mości Blacka.
– Wszystko dobrze? – dopytuje z uprzejmej troski. – ...od kiedy ostatnio się widzieliśmy? – podnosi wzrok, ale tylko na chwilę - potem znowu przerzuca kartki. – Nie chciałam ci tego mówić, kiedy siedzieliśmy przy stole, ale podobno istnieją badania udowadniające korelację spożywania czerwonego wina i występowania migreny. Klasycznej, nie Kruczej – ale może ktoś zweryfikuje i to… Pij rozważnie – język trochę się jej rozplątuje, kiedy znajduje zdjęcie ze swojego ostatniego roku. Cała klasa wyrośniętych nastolatków, z Moirą Lupin na samym boku – jako prefektką domu.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#14
Violet Macnair
Czarodzieje
her lips were soft like winter
Wiek
21
Zawód
wróżbitka
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
5
OPCM
Transmutacja
0
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
19
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
10
Brak karty postaci
23-01-2026, 18:25
30 kwietnia 1962, około godziny 17:30

Już w pierwszych tygodniach swojej nauki w Hogwarcie Violet doszła do wniosku, że Hogwart jest głośny i rzadko zapada tu cisza. Wychowana na mokradłach pośród kumbryjskich jezior, z dala od dużych miast, przywykła do samotności i izolacji, do milczenia i wsłuchiwania się w odgłosy natury. Matka często miewała gości, przybywali do niej po wróżbę, pomoc i pociechę, lecz nigdy nie było ich wielu na raz. W szkole zaś musiała przywyknąć do nieustannej obecności innych uczniów. Niezwykle licznych uczniów. Niełatwo było VIolet odnaleźć się w tłumie, chyba nigdy się do tego nie przyzwyczaiła.
Hogwart z jej wspomnień z pewnością nie był jednak tak głośny jak dziś.
Nigdy wcześniej nie widziała na szkolnych korytarzach tak wielu czarodziejów i czarownic z różnych stron świata. Mijała wiele twarzy, w większości obcych i starszych, z trudem wyławiała spośród nich te znajome. Niektórych miała nadzieję nie oglądać już wcale. Przed trzema laty opuszczała mury szkockiego z myślą, że już nigdy tu nie wróci, że Hogwart pozostanie w jej głowie jedynie wspomnieniem, które wkrótce zatrze czas. Wydarzenie jak dzisiejsze nigdy wcześniej nie miało miejsca, a Violet całkiem nieźle orientowała się w jego historii. Przed laty nawet wertowanie opasłego tomu Historii Hogwartu wydawało się ciekawsze od słuchania większości rówieśników. Międzynarodowy Zjazd Absolwentów był zatem wyjątkowy i miał zapisać się na kartach historii, panna Trelawney więc nie mogła go przegapić. Do ostatniej chwili wahała się, czy aby na pewno powinna była wyruszać w podróż do Szkocji, ostatecznie jednak ciekawość zwyciężyła.
Gdyby nie własna opieszałość może miałaby szansę na wygranie stu galeonów, na jej szkolnej wiedzy i nie tylko nie osiadł jeszcze przecież kurz, lecz gdy dotarła na miejsce, okazało się, że olimpiada naukowa Gumochłonek już trwała, zapisy zostały zamknięte. Nie czuła się na siłach, aby stawać w szranki z bardziej uzdolnionymi w boju czarodziejami, zawsze bowiem wiedziała, że jej miejsce jest przy kryształowej kuli i nad kociołkiem - nie zaś na arenie pojedynków. Razem z innymi gośćmi Zjazdu podążyła jednak do komnat, gdzie odbywały się zazwyczaj spotkania szkolnego klubu pojedynków, zasiadła na trybunach.
Oglądanie zmagań innych, tego jak zadają sobie rany i urazy, nie przyniosło jednak Violet ani większej przyjemności, ani nawet ekscytacji. Wymknęła się z trybun po cichu, stwierdziwszy, że jest to dobry moment, aby pomyszkować. Przejść się szkolnymi korytarzami, które teraz, tak jak przypuszczała, były nieco cichsze i bardziej puste. Nogi poniosły ją ku Izbie Pamięci, gdzie jednak nie spodziewała się nigdzie odnaleźć swojego nazwiska. Miała po prostu przeczucie, że właśnie tam powinna iść, a Violet zawsze słuchała swego wewnętrznego instynktu.
Przekroczywszy próg komnaty, gdzie podziwiać można było liczne puchary domów, quidditcha i inne nagrody zdobyte przez uczniów, ich portrety i fotografie, dostrzegła znajomą twarz. Zmrużyła lekko oczy, przez krótką chwilę szukając w pamięci właściwego nazwiska, gdy...
- Margaret! - zawołała, pragnąc zwrócić na siebie uwagę blondynki, zbliżając się do niej. - Nie widziałam cię od dnia ukończenia szkoły, lecz widziałam twoje zdjęcia w gazetach. Gratuluję kariery. Dobrze pamiętam, że przyjęto cię do Harpii z Holyhead? - zagaiła lekkim, niemal pogodnym tonem, przywołując na usta nieprzewrotny uśmiech, choć oczy pozostały raczej chłodne. Miała ochotę zapytać o coś zupełnie innego, lecz ugryzła się w język. - Tutaj, na szkolnym boisku wszystko się dla ciebie zaczęło, czyż nie? - wyrzekła, mając na myśli oczywiście mugolskie pochodzenie ścigającej.
I have three eyes. Two to look, one to see.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#15
Gethen H. Scamander
Czarodzieje
Wiek
34
Zawód
Pracownik MM
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
13
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
5
Brak karty postaci
25-01-2026, 22:41
Odpowiedź dla Moira Sanderson

Tego jednego wieczora ilość wypowiadanych przez Scamandera słów przekroczyła już jego tygodniowy limit. A może i nawet miesięczny. Kwitując większość rozmów uśmiechem i wycofując się, kiedy tylko obejmowało go większe zakłopotanie niewiele odbiegał od tego nastolatka, jakim był jeszcze za czasów szkoły. O wiele ciekawsze dla Scamnadera były przechadzki w ciszy po znajomych korytarzach, przejściach i odwiedzanie swoich ulubionych miejsc. Od czasu zakończenia szkoły, nie mial zbyt wiele okazji, by się tutaj zjawić. A jeśli to miało zawodowy charakter, nie było zbyt wiele czasu na zwiedzanie. 

W Izbie nie było nikogo, kiedy tutaj wszedł i panowała tutaj cisza. Obrazy z ciekawością się mu przyglądały, a niektóre nawet go poznały. Ale Scamander nie wdawał się z nimi w rozmowy, Black milczał nadęty do granic możliwości. Dlatego też Gethen za długo przy nim nie stał obserwując kolejne elementy w gablotach, których jeszcze nie było, kiedy był tutaj ostani raz.
Po chwili stukot obcasów zdradził zbliżającą się osobę, ten ktoś przystał w progu i po chwili Scamander usłyszał znajomy glos. Lekki uśmiech autamtycznie pojawia się na twarzy historyka i ten prostuje się przenosząc spojrzenie na Morię. Poprawia okulary, chociaż nie ma wątpliwości, że to doktor Sanderson. Wzrok Scamandera jest slaby, ale za tło słuch miał zawsze dobry, a nawet lepiej. 

- Moira. - Uśmiechnął się odważniej, nie czując się w cale oceniany przez nią. W końcu i ona wyrwała się z tej całej atmosfery świętowania i dobrej zabawy.

Zachęcony przez Moirę do pokazania zdjęcia swojego rocznika podchodzi bliżej. Wychwytuje jej spojrzenie, kiedy spogląda na milczący obraz dyrektora Blacka.

 - Nie ma go, gdzieś poszedł. - Stając na przeciw uzdrowicielki sięgnął dłonią do trzymanej przez nią księgi i przekartkował ją do właściwej strony, gdzie po lewej stronie było zdjęcie rocznika 28 z pierwszego dnia szkoły, a po prawej z ostatniego dnia. Scamander na pierwszym zdjęciu był drobnym chłopcem z kędzierzawymi wlosam i topornymi okularami. Na tle całej grupy wyglądał na smutnego i cichego, niewiele się poruszał spoglądając w obiektyw nieruchomo. Natomiast na drugim zdjęciu widniał młody mężczyzna o wiele bardziej męskiej aparycji, wciąż szczupły z młodzieńczym zarostem, okularami i równie bujnymi włosami co i teraz. Oba zdjęcia różniło to, że na ostatnim Gethen się uśmiechał i był wyraźnie dumny ze swojego dyplomu, który ściskał w dłoni i widać było na nim charakterystyczny symbol wyróżnienia. 

Uniósł spojrzenie na Morię, kiedy zapytała, czy wszystko w porządku. Scamander kiwnął głową, to było mile, że interesowała się jego kondycją.

 - W porządku, dziękuję. - Ostatni miesiąc okazał się być dla niego bardziej łaskawy i nie doświadczył ataku migreny ani żadnego wypadku związanego z jego predyspozycjami do pecha. 
 - A jak u ciebie? Twój toast sprawił, że od wizyty kontrolnej nie musiałem odwiedzać szpitala. - Uśmiechnął się łagodnie.
- Ciekawe, niestety nie potwierdzę tych przypuszczeń. Sama mogłaś zauważyć, że nie piję za dużo. Ale dziękuję za uprzedzenie, będę mial to na uwadze. - Spojrzał z zainteresowaniem, kiedy Moira cofnęła się o kilka kartek i kiedy zatrzymała się na odpowiednim zdjęciu.
Zmarszczył brwi rozpoznając ją już drugi raz, rok ukończenia przez nią szkoły był rokiem, kiedy to on zaczynał swoja szkolną przygodę.

 - Wszystko wskazuje na to, że już kiedyś się spotkaliśmy, Pani prefekt Lupin. - Uniósł spojrzenie, okulary lekko zsunęły mu się z nosa, kiedy się pochylał. - W murach tej szkoły. - Dodał z uśmiechem. Będąc już dorosłym człowiekiem różnica wieku nie sprawiała, aby nabrał dystansu do Moiry, czy czul się skrępowany.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#16
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
31-01-2026, 23:46
Odpowiedź dla Gethena

Black faktycznie wydaje się nie przejmować dłużej potwarzą której doznał – być może przypomni sobie o niej, kiedy wciąż atakowany będzie dźwiękiem głosu złośliwej czarownicy, która przed kilkoma godzinami zadrwiła z niego i z całego otaczającego go autorytetu. Na ten moment Sanderson kiwa jedynie głową na wspomnienie obrazu błekitnokrwistego czarodzieja. Gethen wydaje się spostrzegawczy… Albo sam poprawił ten obraz? Moira woli tego nie rozważać. Zadziera więc brodę nieco wyżej, byle nie zdradzić swojego zawahania. Albo byle zrównać się powagą ze wzrostem wyższego od niej historyka.
Chciałaby powiedzieć, że mosci dyrektor mógłby już nie wracać, ale chyba tylko podsunięte jej pod nos zdjęcia studzą obudzony bąbelkami entuzjazm do dzielenia się historiami sprzed kilku godzin. Ale nie ostudzą entuzjazmu do dzielenia się opinią o tym, co właśnie widzi.
– To ty? – mówi z pewnym niedowierzaniem, opierając wzrok na wskazanym chłopcu – na Scamanderze z przeszłości – młodym, niepewnym, o melancholijnym spojrzeniu już od jedenastego roku życia. Podnosi spojrzenie na dorosłą wersję jedynie na ułamek chwili, próbując porównać wizerunki, które dzieliło ponad dwadzieścia lat. Rocznik rozpoczęcia jego nauki nie dziwi jej przesadnie – patrzyła na datę urodzin Scamandera tak długo, by wymieniać ją niemalże z pamięci – przy odpowiednim skupieniu. Wie, że była wtedy uczennicą Hogwartu. Chociaż w tamtym czasie… Na pewno nie mieli wielu wspólnych tematów. – A tu proszę, polihistor – słowo wydaje się niemal absurdalnie wielkie jak na chłopaka kończącego Hogwart, ale Sanderson przejeżdża palcem po zdjęciu w miejscu, w którym znajduje się jego wyróżniony dyplom. Chyba mieli tak samo dużo ambicji, które w młodym wieku, w murach szkoły, musiały być ambicjami okrutnie wszechstronnymi. Czy wiedza z poznanych tam dziedzin przydawała się jej po dziś dzień?
Nie, ale bez tego nie miałaby szans na stypendium. A przecież to uwarunkowało jej całe zycie.
– Widzisz, oto siła toastu z uzdrowicielką – kokietuje go, kładąc obie dłonie na kartach albumu, tylko na moment przerywając jego przeglądanie. Unosi spojrzenie i zatrzymuje je na dłużej na twarzy mężczyzny – byle przyjrzeć się łagodnemu uśmiechowi. – Do szpitala mógłbyś wpaść czasami i bez okazji, uprzykrzyć albo umilić mi dzień – w zależności od tego jak byłabym zajęta. To chyba nie problem? I tak bywałeś tam tak często, by nie traktować tego miejsca ze szczególną awersją. A może się mylę? – a potem przerzuca kolejne kartki, by zatrzymać się na kolejnym zdjęciu jego rocznika. Parska cichym śmiechem, kiedy widzi tam siebie. Nie odniesie się więc do stwierdzenia o ilości wypijanego przez mężczyznę alkoholu czy do tego, że jej samej zakręciło się dziś w głowie – to przecież oczywiste, była weselsza niż zwykle.
Odniesie się zaś do ich dawnej “znajomości”.
– No proszę, faktycznie – patrzy na siebie – ubraną w szaty Ravenclawu, uczesaną w nienaganny, ścisły kok i o spojrzeniu z natury – i do dziś dzień – często niezwykle chłodnym. – Mało kto mówi mi po panieńskim nazwisku – gdy ktoś zwrócił się nim do mnie w dniu dzisiejszym, musiał powtórzyć, bym zareagowała – uśmiecha się delikatnie – niemal samymi kącikami ust. Trochę koloruje rzeczywistość – w końcu doskonale pamięta kim była jeszcze kilkanaście lat temu. Teraz… Było jednak lepiej. Teraz wolała być Moirą Sanderson. Kobietą z osiągnięciami, a nie dziewczynką z ograniczoną perspektywą. – Nie pamiętam cię z tamtego okresu, musiałeś być widocznie ułożonym i karnym młodym człowiekiem – stawia się w pewnej pozycji siły – rzucając rozbawione spojrzenie kątem, wypatrując jego reakcji.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#17
Gethen H. Scamander
Czarodzieje
Wiek
34
Zawód
Pracownik MM
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
13
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
5
Brak karty postaci
01-02-2026, 11:39
Izba Pamięci tonęła w specyficznej atmosferze spokoju, na szczęście dla Scamandera kiedy on postanowił przyjść tutaj, Black postanowił wyżalić się na swoje krzywdy obrazom znajdującym się gabinecie dyrektora. Ale kto wie, może za chwile wrócić i na widok Moiry znów się zagotować i rozpocząć swoja tyradę na temat szacunku, a raczej jego braku. Nieświadomy małego konfliktu pokoleń Scamander skupia swoja uwagę na towarzyszącej mu kobiecie, która nie daje po sobie poznać, że cos ją może niepokoić w ich otoczeniu.
Zapytany kiwa lekko głową, sam już dawno nie oglądał siebie z przed tak wielu lat. Pamięć przenosiła go w tej chwili do tamtych lat, kiedy list z Hogwartu stal się dla niego pierwsza od kilku lat szczęśliwą wiadomością. Chociaż było to wręcz pewne, to w tamtym czasie Gethen nie był zbyt optymistycznie nastawiony do życia. Scamander spoglądając na siebie widział chłopca, który zmagał się z traumą, walczył z wizjami, które coraz intensywniej go nawiedzały i migreną, która dokładała mu tylko dodatkowych zmartwień. Przygaszone spojrzenie i tak bardzo kontrastowy spokój, jaki prezentował w porównaniu do rówieśników dla kogoś. kto zajmował się medycyną mogły się wydawać zdecydowanie niepokojące. Ruchome zdjęcie prezentowało cale zbiorowisko roześmianych dzieci, pośrodku którymi było to jedno, które nie uśmiechało się i wydawalo się nieobecne.
- Tak. To ja. - Poza tym nie padły żadne inne pytania i Gethen był wdzięczny Moirze, że nie dociekała, dlaczego taki był. Nie przepadał za opowiadaniem o tym, juz zbyt wiele razy musiał wracać do tej historii, o której chciałby nie pamiętać. Moira wykazywała jednak ciekawość w innych aspektach, a szybka kalkulacja pokazywała różnicę ich wieku, która w tej chwili nie była fizycznie widoczna. Co innego wtedy, kiedy Gethen jako jedenastolatek ledwie sięgał Moirze do ramienia.
Określenie go mianem polihistora sprawiło, że uśmiech na twarzy Scamandera rozciągnął się, rozbawiło go to określenie na chłopaka na progu dorosłości. Nie mógł jednak powiedzieć, że nie wpłynęło to na jego ego i sprawiło, że poczuł dumę.
- Daleko wtedy było mi chociażby do Agrippy. - Skromność Scamandera nigdy nie zasypiała i historyk nie uważał siebie za kogoś, kto osiągnął cos niesamowitego. Drzemała w nim ambicja, pracował ciężko nad swoimi badaniami i gdzieś tam w zakątkach tego pokrętnego umysłu znajdowały się marzenia o zdobyciu takiego poważania w środowisku naukowców, jakie posiadał woj Newt.
Scamander z czasów Hogwartu pochłaniał wiedzę, co skutkowało tym, że jego oceny i wyniki z egzaminów robiły wrażenie. To mu potem pomogło, kiedy ledwo stawiając pierwsze kroki w dorosłym życiu został sam.
- Jeszcze takie trzy udane toasty i zacznę cie podejrzewać o rzucanie na mnie uroków. - Zażartował nie mając kompletnie nic przeciwko takim mocom, które by ułatwiały mu życie. A brak stłuczeń i drobnych połamań w ostatnim czasie bardzo go cieszyło. Chociaż łapał się na tym, że miło by było widywać się z Moirą trochę częściej.
I tak jakby odczytała jego myśli, Moira spoglądając na niego wspomniała o odwiedzaniu jej w pracy. Gethen uniósł lekko brwi, spoglądając na Moirę z odrobiną zaskoczenia. Ale nie zmieszał się tak jak zazwyczaj, a wyraz zaskoczenia zastąpił na powrót ciepły uśmiech.
-Raczej czuje się tam bezpiecznie, zwłaszcza kiedy mi cos dolega. A przez ostatni czas, opieka była na najwyższym poziomie. - Wizyty w gabinecie Moiry przebiegały bez zastrzeżeń i Scamander rzeczywiście opuszczał jej gabinet w o wiele lepszym samopoczuciu. - Przechodzę obok szpitala idąc na dworzec, mógłbym przyjść poprzeszkadzać ci trochę na dyżurze. To nie problem. - Opuścił spojrzenie, a dłoń historyka powędrowała na jego kark, naciskając palcami na skórę zmienioną przez blizny. Łagodny uśmiech nie opuszczal jego twarzy. Propozycja Moiry sprawiła, że rzeczywiście chciał widywać ją częściej.
Potem ich uwaga skupiła się na młodej Moirze, która z odznaka prefekta pozowała dumnie do zdjęcia. Scamander nie pamiętał jej za dobrze z tamtych czasów, widywali się rzadko i tez nie pamiętał, aby mieli okazje do rozmowy, poza krotka wymiana zdań na korytarzu.
Wspomnienie o panieńskim nazwisku sprawiło, że Scamander wyprostował się i zerknął na Moirę, próbując wybadać jej nastrój, chociaż nie szlo mu to zwykle za dobrze, to jednak czasami się starał. Po ich spotkaniu w restauracji potwierdziło mu się to, że Moira była wdową, pamiętał o artykule w Proroku na temat śmierci doktora Sandersona i była tam wzmianka na temat jego żony. Lecz w tej chwili Scamander nie chciał poruszać tematu zmarłego męża i psuć nastroju chwili.
- Ludzie się zmieniają, chociaż warto pamiętać o tym co było kiedyś. - Spojrzał na zdjęcie Moiry, której chłodne spojrzenie niemal się nie zmieniło. Chociaż od czasu do czasu raczyła Scamandera odrobine cieplejszym wzrokiem, pełnym zrozumienia. - Bardzo się zmieniłaś, chociaż widzę że upór i pewność siebie towarzyszyły ci już od najmłodszych lat. To przenikliwe spojrzenie nabrało tylko mocy. - Subtelny komplement mial przede wszystkim podkreślić osiągnięcia pani doktor.
- Byłem raczej niewidzialny. - Kiwnął głową, chociaż niewiele pamiętał z pierwszej klasy. - Nigdy nie byłem typem nicponia, a jako jedynak zazwyczaj potrafiłem się soba zająć. A zasady swoja drogą, przestrzeganie ich ułatwia życie. - Uśmiechnął się na zaczepne spojrzenie Moiry, nie okazując przesadnie smutku związanego z przeszłością. Poza tym Krukoni generalnie byli spokojnym typem młodzieży, która wolała przesiadywać w bibliotekach, niż dokazywać na błoniach.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#18
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
04-02-2026, 21:17
Powietrze wypuszczone dynamicznie nosem musi sugerować, że jego żart trafił do jej głowy i został tam chociaż na chwilę. Właściwie – gdyby mogła – faktycznie rzuciłaby na niego odpowiedni urok. Właściwie zrobiłaby to dla każdego chętnego i równie pechowego pacjenta jak on – nie czerpiąc przyjemności z powtarzających się wizyt, powtarzających się uszkodzeń i wypisywania kolejnych zalecanych dawek substancji. Mimo iż kochała swoją pracę – zawsze trzymała się idei, w której świat idealny byłby dopiero wtedy, gdy magimedycyna nie była w nim dłużej potrzebna.
– Uczciwie ostrzegam, że jeżeli będziesz mi przeszkadzał, i to przeszkadzał – bo będę latać po oddziale jak kot z pęcherzem – niestety będę musiała cię odesłać. Ale musisz liczyć się z tym ryzykiem, Gethenie. Chcesz bym posłała ci sową grafik moich dyżurów? – pyta nieco prowokująco. – Czy wolisz niespodzianki? – uśmiecha się nieco szerzej, opierając spojrzenie na jego dłoni – tej wędrującej na kark. Wydaje się ignorować krzywizny blizn, wyraźniej widocznych w ciepłym blasku Izby Pamięci – widziała w życiu tak wiele przeróżnych, by niemal ich nie zauważać. Próbuje za to ocenić jak bardzo propozycja ta go peszy; czy właściwie peszy go to ogółem. – Najbardziej nudzę się na nocnych dyżurach, ale jako osoba troszcząca się o twoje zdrowie – zdecydowanie zalecam ci w tym czasie dobry sen.
Ale spojrzenie opada z jego dłoni, na jej własne dłonie – na sylwetkę siebie z przeszłości. Scamander ma rację – zmieniła się. Zdecydowanie nie była już tak bardzo podporządkowana – nie przestrzegała wszystkich narzuconych jej odgórnie reguł, ustalając natomiast we własnej głowie odpowiedni kodeks, którego trzymała się z należytym oddaniem. Nie wyglądała też jak produkt z katalogu – nosiła to co lubiła i to, co pozwalało jej uzyskać odpowiedni efekt – co pozwalało jej zostać ujrzaną tak, jak chciała być widziana. Była też zdecydowanie mniej sztywna – nawet jeżeli oświadczenie to budziłoby śmiech jej współpracowników i niedowierzanie jej rodziny - ale nie bała się mówić co myśli, nawet wobec starszych autorytetów naukowych.
Chyba dojrzewanie wyszło jej na dobre, ale patrząc na Gethena na zdjęciu rocznika, a potem na tego samego mężczyznę stojącego teraz obok niej… Chyba nie była w tym uczuciu osamotniona. Chyba mogli być tymi, którzy wcale nie tęsknili tak bardzo za młodością.
– Nie wiem jak współgra to z moją nadwzrocznością, ale jest mi niezwykle miło, że umiesz to docenić – odpowiada na komplement, ale nie trzyma się jego na dłużej. Prędzej czepia się myśli o jego poukładanym, młodzieńczym charakterze. – No dobrze, ale właściwie mogłam nie być świadkiem twojej niesubordynacji przez to jak krótko dzieliliśmy mury tego miejsca… Naprawdę nie miałeś sobie nic do zarzucenia do samego końca? – docieka, dynamicznie zamykając księgę ze zdjęciami. Nie znajdą tam wiele prawdy – tylko pojedyncze, wyreżyserowane elementy przeszłości. – Przejdziemy się czy chcesz tu jeszcze zostać?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#19
Gethen H. Scamander
Czarodzieje
Wiek
34
Zawód
Pracownik MM
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
13
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
5
Brak karty postaci
05-02-2026, 10:01
Nie żeby o coś ją podejrzewał, bo nic nie wskazywało na to, by Moirze towarzystwo Scamandera było torturą. Jej reakcja na jego słowa sprawiła, że na twarzy historyka pojawił się uśmiech sięgający jego oczu, gdzie w kącikach pojawiały się pierwsze zmarszczki. Jednak po podejściu Moiry do niego i jej pytaniach o jego samopoczucie, bardziej spodziewałby się podobnego uroku w celu ukręcenia jego cierpienia. I jeżeli tak to mogłoby działać, świat mógłby się stać o wiele mniej trudnym miejscem do życia. Niestety to tak nie działało, a oni jako czarodzieje wypracowali już wiele sposobów na uśmierzenie bólu, leczenie chorób i ratowanie życia w szczególnych wypadkach.
- Miałem właśnie o to pytać, co jeśli będziesz miała trudny dyżur. - Był wdzięczny za nakreślenie zasad, dzięki temu na pewno będzie łatwiej im się skomunikować, a Gethen nie zrazi się po szorstkich słowach Moiry, że lepiej będzie, jeśli wróci do domu. - Hmm... Zdecydowanie wolę grafik. - Uśmiechnął się spoglądając na twarz Moiry, gdzie malował się zaczepny uśmiech. - Będziesz mogla się domyślać, kiedy się zjawię, ale nigdy nie będzie pewności, czy to akurat ten dzień. - Podłapał jej żartobliwy, prowokujący ton, znali się już troszkę bardziej niż tylko ze szpitalnego gabinetu i Gethen nabierał pewności siebie w obecności Moiry. A to na pewno rzucało się w oczy, ponieważ historyk nie grzeszył charyzmą, a przy bliższym poznaniu jednak zyskiwał dzięki swojemu specyficznemu stylowi bycia.
Zakłopotanie było tak jakby wpisane w postać Gethena, jego reakcje zazwyczaj uprzedzał ten odruch, jakby stanowiło to dla niego formę przetworzenia pewnych słów i myśli, które w rozmowie nadchodziły bardzo szybko. A jak już Moira się przekonała, on mistrzem konwersacji nie był, ale za to kiedy dochodziło do tematów mu znanych, potrafił zaskoczyć błyskotliwością i pewnością siebie. Podobnie działo się wtedy, kiedy z kimś łapał wspólny język, czerpał przyjemność z obecności tego kogoś i po prostu rozluźniał się przy tej osobie. Przy Moirze na pewno czul się bezpiecznie, tyle razy mu pomogła i nigdy nie powiedziała mu niczego przykrego na temat migreny kruczej, czy po prostu jego tendencji do wypadków i skłonności do szukania pomocy u medyków. Jego zakłopotanie w jej obecności zaczynało schodzić na dalszy plan, łapał kontakt wzrokowy i uśmiechał się zdecydowanie częściej niż zazwyczaj. Już przy zaproszeniu na kolację, Moira mogla dostrzec, że Scamander tak jakby nie jest niewolnikiem konwenansów, jak na mężczyznę nie mial problemów z tym, że to ona go zapraszała i zachęcała do spotkań. Nie opierał się temu, a wręcz z rosnącą chęcią na to przystawał.
- Owszem, pamietam zalecenia pani doktor. - Posłał jej zaczepny uśmiech, pozwalając się wciągnąć w tą grę słów i znaczeń. - Ale jeśli następnego dnia nie będę musiał iść do pracy, na pewno znajdę czas na regenerację. Klucz, to złoty środek. - Jego spojrzenie wędruje za wzrokiem Moiry i opada na zdjęcie młodziutkiej prefekt.
Młodość w ich wypadku była czasem trudnym, Moira walczyła z oczekiwaniami i systemem wyrastając na piękną kobietę, budując karierę i stając się tą osobą, która teraz stała obok Scamandera. On przepracowywał traumy dzieciństwa, Hogwart pomógł mu skupić się na nauce, zdobyć wiedzę i to tam narodziły się jego pasje, które pielęgnował do dzisiaj. Od smutnego chłopca, po młodzieńca dumnego z siebie i swoich osiągnięć.
Scamander miał odrobinę inne poglądy na życie, co na pewno już Moira mogła dostrzec w nim. On widział człowieka i to co soba reprezentował poprzez swoją inteligencję, wiedzę i to, jak działał w tym świecie. Być może zbyt długo był sam, by przejmować się przesadnymi zasadami, podziałami i tym co wypada.
Uśmiechnął się na słowa Moiry, kiedy przyjęła jego komplement, czuł w jej słowach pewną melancholię ale i dumę z siebie, że ktoś to faktycznie dostrzegał.
- To fakt, pierwszoroczniaki zazwyczaj są zahukane i przytłoczone przez to wszystko. - Zgodził się z nią, za krótko byli w tym samym czasie w szkole. - Jeśli bym potwierdził, byłoby to kłamstwo. - Przyznał w końcu unosząc spojrzenie na Moirę, w jego uśmiechu i spojrzeniu można było dostrzec łobuzerskie cechy.
- Notorycznie podkradałem księgi, których nie można było wynosić z biblioteki. I w piątek klasie podrobiłem klucz do działu ksiąg zakazanych. Kilka razy włamałem się do Pokoju Wspólnego Ślizgonów, bo bardzo chciałem obejrzeć dno jeziora. Tak miedzy nami, słabe maja te zagadki... - Przywołał kilka wspomnień na temat swoich wybryków. Lecz trudno było w osobie Scamandera szukać typowego łobuza, który po prostu był niegrzeczny i łamał zasady dla samego ich łamania. On raczej miał w swoich działaniach cel i jak widać, osiągał go działając wbrew zasadom.
- Możemy iść dalej, byłaś już w wieży? - Z chęcią przystał na dalszą wędrówkę po szkolnych korytarzach. Po zamknięciu księgi pamiątkowej Scamander wyciągnął w kierunku Moiry swoją dłoń, chcąc widocznie użyczyć jej swojego ramienia. - Znam ciekawy skrót. - Zielonkawe oczy Scamnadera zabłysły tajemniczo, a on wcale nie sugerował skierowania się w kierunku drzwi.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#20
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
06-02-2026, 16:08
Dziwi się samej sobie, ale kiwa głową na zgodę. Sanderson nie lubiła niespodzianek i pewnie doceniłaby w swoim życiu element jasnowidzenia, którym dysponował Gethen – gdyby tylko miała ku temu wybór – jednak ta konkretna niespodzianka zajść mogła w warunkach kontrolowanych lub chociaż połowicznie kontrolowanych. Nie wiedziała nawet jak bardzo poważnie potraktuje ją młodszy krukon – jak często faktycznie skorzysta z przewrotnego zaproszenia do miejsca, w którym z natury rzeczy – nie spędzało się czasu przyjemnie. Czy godził się na to z uprzejmości? Czy po prostu droczyli się w dziwaczny sposób i właściwie nigdy nie zobaczy go w progu dyżurki, kiedy to postanowi wypić trzecią kawę byle wytrzymać noc w ryzach czy kiedy postanowi na chwilę przymknąć oko na kanapie – obudzona dopiero przez pielęgniarkę w nagłej potrzebie?
– Albo czy w ogóle – prowokuje, badając chyba czy nie postanowi się wycofać. Pewnie musieli zamienić jeszcze tysiące słów, by Sanderson uznała, że znają się dobrze i że umie przewidzieć szczerość jego słów. Pewnie dojdzie do tego dopiero z czasem – w końcu wzajemnego zaufania nie budowało się z dnia na dzień. – Jesteś dorosły, a ja nie jestem dziś w medycznym kitlu – nie będę ci niczego zabraniać.
Może nawet było jej miło, że rozważał w ogóle umilenie jej czasu w trakcie najnudniejszej części miesiąca. Może było jej nawet miło, bo doskonale wiedziała jak dużym poświęceniem musiało być to dla mężczyzny mieszkającego poza Londynem i niechętnie korzystającego z teleportacji i to nie ze względu na jakieś dziwaczne kwestie światopoglądowe, a wyłącznie stan własnego zdrowia.
Czasami brakowało jej ogłady, kiedy do głosu przechodziła dociekliwość. Mogłaby pewnie zapytać czy faktycznie spędza się z nią czas na tyle przyjemnie, by w ogóle rozważał poświęcanie połowy nocy dla niej. Ale chyba nie interesuje ją to aż tak bardzo jak inna drażniąca kwestia. Przecież już wcześniej zadawała mu bezczelne pytania. Może zadać je znowu.
– Czemu właściwie nie mieszkasz w Londynie? – to dobre pytanie, to sensowne pytanie. Jeśli zajmował się rodzicami – to szlachetne. Wiedziała jednak, że nie miał nikogo, kto zajmował się nim – doświadczyła tego w trakcie ostatniej wizyty na izbie przyjęć. – To musi być dla ciebie strasznie niewygodne.
Sanderson nie mieszkała nigdy nigdzie indziej – nawet na College teleportowała się codziennie, wynajmując pokój w samym centrum stolicy, mieszkając drzwi w drzwi ze swoją długoletnią przyjaciółką.
Zaś psikusy młodego Gethena… Wydają się psikusami na miarę jego domu. Kpiną z głupich regulaminów, ale nie podyktowane przemocą, złośliwością czy negatywnymi emocjami. Ona sama… Może ma sobie trochę więcej do zarzucenia, ale starania o pozycję prefektki były działaniami politycznymi w najbardziej trywialnym – jeszcze dziecięcym – wydaniu.
– Dobrze, że nie jesteś starszy – podobno jako prefektka byłam prawdziwym katem – wzdycha, a mimika nie zdradza rozbawienia, które kotłuje się gdzieś na granicy spojrzenia. Właściwie nie kłamie nawet – gdyby przyłapała go, ukarałaby go, nawet nie zauważając w jego zachowaniu cech prawdziwej szkodliwości.
Przyjmuje jego ramię – i tak jest już zmęczona całym dniem paradowania na obcasach. Nie porzuci ich jednak, próbując do końca dnia prezentować się dobrze.
– Chyba nas tam nie… Teleportujesz? – wydaje się nieco zaniepokojona, kiedy wcale nie zmierzają w kierunku drzwi. Czy ktoś o jego przypadłości w ogóle posiadałby takie umiejętności? – Na pewno jesteś zmęczony i nie powinieneś teraz używać tych zdolności. Nie wypiłam tak dużo, dam radę wejść po schodach… – oburza się nie rozumiejąc.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej


Skocz do:

Aktualny czas: 10-02-2026, 08:10 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.