Wakacje powinny być czasem na odpoczynek, na wyluzowanie i zrobienie czegoś szalonego, przeżycie przygody i oderwanie się od codzienności. W ich wieku niewiele było trzeba, aby tak się stało, rutyna szkolnych dni zanikała i robiło się wiele innych rzeczy niż w szkolnych murach. Jedni robili nic, inni pielęgnowali swoje pasje, a jeszcze inni wybywali z domu, by doświadczyć czegoś nowego. Axel spędzał większość wakacji w Paryżu, ale to nie dlatego, że nie mógł sobie pozwolić na wyjazd, wtedy intensywnie trenował balet, dzień w dzień, po kilka godzin, nadrabiał dziesięć miesięcy zamknięcia w szkolnych murach. Marzył o tym, by juz ten czas szkoły się skończył i by mógł się skupić tylko na tańcu. Wiedział, że wtedy madame Petit będzie prowadziła zajęcia na swojej sali, ale również będą częściej wybywać do teatru, gdzie z czasem przekaże go pod skrzydła tamtejszych trenerów i choreografów. To był ten punkt, cel który obrał i był na nim skupiony praktycznie od momentu, kiedy madame Petit stała się jego mentorką.
Ten radosny czas beztroski jednak nie był bez skazy. Rodzinne waśnie wpływały na samopoczucie Axela i jego nastrój, sprawiając, że w domu stawał się głownie gościem, przemykając jak niewidzialny duch od sypiani do kuchni, w stronę wejściowych drzwi. Wakacje zbliżały się ku połowie, a po nim było widać, że cos się zmieniło, z jednej strony schudł, ale i tak jakby nabrał masy mięśniowej, ale cienie pod oczami tylko się pogłębiały.
Chwila konsternacji ze strony Almyry po jej niefortunnej propozycji wprowadziła odrobine rozluźnienia pomiędzy nią a Axela, chłopak w końcu się uśmiechnął i jego twarz pojaśniała. Chyba tego teraz potrzebowali, śmiechu i pozytywnych myśli. Chociaż Axel na początku zaskoczony, uznał po jakimś czasie, że nie chce wracać do domu, a kanapa u Almyry brzmi o niebo lepiej niż grobowa cisza w rezydencji Delacour.
Skinął jej głową na razie nie deklarując niczego, musiał się z tym przejść i przemyśleć. Ciekaw był, czy ktokolwiek zauważy w domu jego brak, czy ktoś się tym przejmie. Na pewno Charlotte będzie na niego czekała, była jego oczkiem w głowie i nie potrafił odmówić niczego siostrze. Był cierpliwym i kochanym bratem dla najmłodszej z ich trójki. Nigdy się na nią nie irytował, nie podniósł głosu, zawsze spokojny, słuchał jej pomimo, ze miała dopiero cztery lata. Dla ich matki to było duże odciążenie, zwłaszcza że młodszy brat Axela nie poczuwał się w ogóle do opieki nad siostrą, za to Axel przejmował rolę jej opiekuna z ochotą.
Ta myśl trochę go gryzła, bo mała mogla się smucić, jeżeli nie znajdzie go rano w jego sypialni. Zwykle wracał tak późno, że Charlotte i tak już spała, ale za to o poranku musiał nadrobić z nią czytanie baśni.
Po chwili zamyślenia Axel spojrzał na Almyrę, której policzki zaróżowiły się z przejęcia. Uśmiechnął się do niej łagodnie i nic juz nie mówił na temat jej propozycji, wystarczajaco się zestresowała. Pogadają o tym później, jak emocje opadną, a on w końcu zdecyduje, co zrobić.
Objął palcami jej dłoń i dostosowując krok do kroku Almyry ruszyli w kierunku przepięknych ogrodów, które wcale tak daleko nie były, ale mało kto o nich pamiętał i żyły sobie swoim życiem. Idealnie na tą chwilę i na odgonienie złych myśli. Jeszcze nie pokazał Almyrze całego Paryża, wiec należało ten plan realizować, póki nie nadejdzie czas jej powrotu do Anglii.
W drodze do ogrodów długo milczał, ale sam nie wytrzymał w końcu tej dziwnej ciszy i po prostu rozpoczął jakiś temat odnośnie sztuki, historii i szkole, czyli o czymś, o czym najlepiej im się zawsze rozmawiało. Powrót do rutyny spotkań był w tym momencie najlepszym wyjściem, aby oboje mogli opanować emocje.