• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Walia > Wrzosowiska Brecon Beacons
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
07-09-2025, 12:55

Wrzosowiska Brecon Beacons
W samym sercu południowej Walii ciągną się wrzosowiska Brecon Beacons - rozległe, falujące połacie, które co roku barwią się na purpurowo i złoto. Mgła często przetacza się tu nisko, zasnuwając doliny i ukrywając ścieżki prowadzące na szczyty. Stare kamienne murki wiją się przez wzgórza, a ich linie znikają w nieskończoności. Na przestrzeni godzin krajobraz zmienia się dramatycznie - od jasnego blasku słońca po ciężkie, ołowiane chmury, które sprowadzają deszcz. Pasterze znają te wrzosowiska lepiej niż ktokolwiek, a ich stada owiec od wieków wydeptują wśród roślin te same ścieżki.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Ned Rineheart
Akolici
Wiek
34
Zawód
auror
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
16
0
OPCM
Transmutacja
21
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
11
10
Brak karty postaci
30-12-2025, 00:46
15 kwietnia 1962 r.

Pierwsze wiosenne promienie słońca przedzierały się przez zachmurzone niebo, ocieplając surowy krajobraz Brecon Beacons. Zamiast malowniczego jesiennego fioletu dominowała nieśmiała zieleń budzących się do życia wrzosów, poprzetykana brązem suchych zeszłorocznych gałązek. Ziemia była podmokła, nawodniona deszczem, który ostatnio zdawał się nie przestawać padać. Dzisiaj wyjątkowo zapowiadała się całkiem ładna pogoda, jakby sam Merlin uznał, że w tym spotkaniu nie powinien przeszkadzać.
Ned szedł wzdłuż starego kamiennego murku w umówione miejsce. Celowo przyszedł kilka minut przed czasem; lubił przychodzić wcześniej, wydawało mu się, że ma wtedy większą kontrolę nad spotkaniem. Może to wrodzona cecha charakteru, może to cecha wypracowana po latach w specyficznym zawodzie – czujność nie opuszczała go na krok, choć tu na wrzosowiskach Brecon Beacons nie powinien spotkać nikogo poza owcami i Leonie Figg.
Podczas pamiętnego spotkania u Oriany kilkukrotnie padło z ust części zebranych, że nie potrafią się pojedynkować. Uważał to za niedopatrzenie ze strony każdego z nich, za poważny błąd, który mógł kosztować ich życie i zdrowie. Mimo to nie zaproponował im pomocy. Nie miał czasu na prowadzenie szkoły wieczorowej, poza tym wychodził z założenia, że to oni powinni dojrzeć i sami wyciągnąć do niego rękę z prośbą o wsparcie. Tak zrobiła Leonie, nieco niespodziewanie, ale postarał się znaleźć dla niej czas w swoim zabieganym życiu. Trening miał dobrze zrobić również jemu, szczególnie po ostatnich miesiącach spędzonych głównie za biurkiem.
Po kilkunastu minutach marszu dotarł w umówione miejsce przy samotnym drzewie. Tak jak podejrzewał nikogo tu nie było poza chłodnym wiatrem, delikatnie smagającym go po twarzy, jakby dla przypomnienia, że zima jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa. Oparł się o niewysoki murek i zerknął na zegarek – Leonie lada moment powinna się pojawić, o ile dbała o punktualność. Odetchnął głęboko, spoglądając na rozległą przestrzeń naprzeciwko. Dawno nie przebywał sam w takiej dziczy, choć przecież swego czasu bardzo to lubił. Czasem tęsknił za taką ciszą, za samotnością, pomagało mu to w ułożeniu rozbieganych myśli, a tych ostatnio mu nie brakowało. Przymknął na chwilę oczy, korzystając z tej rzadkiej okazji. W zasadzie nie przeszkadzałoby mu, gdyby Leonie postanowiła się jednak trochę spóźnić...
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Leonie Figg
Akolici
he was hanged from the gallows that he built for me.
Wiek
25
Zawód
magibotaniczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
8
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
13
Brak karty postaci
03-01-2026, 21:12
Brodząca przez zarośla Helga była wniebowzięta zaplanowaną na dziś wycieczką. Purpurowy jęzor zwisał z zajętego dyszeniem pyska, oczy śledziły lot ptaków tnących szaro-błękitne niebo, a uszy strzygły raz na jakiś czas, kiedy w chaszczach poruszyło się jedno z tutejszych żyjątek, czmychające przed włochatym intruzem, któremu najchętniej uplotłaby kwiecistą koronę. Wytresowana do obrony, o dziwo sprawiała wrażenie przytulanki, doceniona w tej roli przez syna Neda, uroczego chłopca o równie wielkich oczach i nienagannych manierach, pytającego o pozwolenie, zanim rzuciłby się w objęcia baśniowego lwa.
Leonie głowiła się, czy podać Rineheartowi adres czarodziejów prowadzących hodowlę chow-chowów, skąd pochodziła jej własna najbliższa przyjaciółka; istniała szansa, że już o niej zapomnieli, ale jak wielka? Czy dało się zapomnieć wychudzoną, poobijaną dziewczynę, poprzypalaną papierosem i bosą, o spłoszonych oczach i drżących wargach, która wpada przez próg ogrodzenia, prosząc o pomoc? W kulawych słowach, "proszę" powtarzanym bez końca tylko po to, by zamilknąć, gdy w obrębie wzroku pojawiły się mundury magipolicjantów. Tamci ludzie wiedzieli o niej zbyt wiele, widzieli ją w jednym z najgorszych, najbardziej rozpaczliwych momentów życia i obawiała się, że pewien element przeszłości, nawet maleńki, przedostałby się do ich rozmowy z Nedem. Nie, chyba nie chciała ryzykować. Nie mogła ryzykować.  Byli najlepsi, jednak oprócz nich znała jeszcze jedną renomowaną hodowlę, w której Leon mógłby znaleźć nowego przyjaciela, własnego obrońcę na chwile ojcowskiej pracy, gdy Ned nie będzie mógł mieć na niego oka.
Poprawiła golf grubego żółtego swetra wystający znad kurtki, sięgający prawie do połowy podbródka. Dzień nie był zimny, wręcz przeciwnie - jak na kwiecień temperatura okazała się wyjątkowo wysoka, a ani deszcz, ani wiatr nie smagały wrzosowisk, mimo czego Figg wolała nie ryzykować. Zaufanie do brytyjskiej pogody? Nie ma mowy, nie z nią takie numery. Hasająca bez smyczy Helga posłusznie wróciła w pobliże nogi, kiedy czarownica gwizdnęła na nią, widząc, jak psina zabiera się do rozkopywania ziemi, zapewne tam, gdzie nadal było można znaleźć ostatnie kałuże; im większa się stawała, tym większy rósł jej talent do znajdowania największego brudu, w którym mogła unurzać łapy. Towarzyszyła dziś Leonie... profilaktycznie. Nie tyle z powodu nieufności do Neda, co świata jako takiego. Kto wie, kto poza nimi będzie kręcić się po Brecon Beacons? 
Bez trudu zauważyła leżącego pod drzewem czarodzieja i choć otworzyła usta, gotowa go zawołać, szybko z powrotem je zamknęła, przechylając głowę lekko pod kątem, pod naciskiem chochliczego pomysłu. Helga już paliła się do startu, więc pozwoliła jej na to ruchem ręki; psina wyrwała w kierunku Rinehearta i przywitała się z nim solidnym liźnięciem, pozostawiającym błyszczącą, wilgotną plamę przez całą długość jego twarzy, aż do ciemnych loków. - Przeszkadzam wam w zacieśnianiu więzi? Rozumiem, mogę sobie iść - rzuciła z teatralną powagą, która szybko runęła, zastąpiona uśmiechem. - Dzień dobry. Teraz też poznałeś Helgę - powiedziała, kątem oka spojrzawszy na merdającą ogonem istotę, która przysiadła obok mężczyzny. Musiała go polubić.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Ned Rineheart
Akolici
Wiek
34
Zawód
auror
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
16
0
OPCM
Transmutacja
21
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
11
10
Brak karty postaci
28-01-2026, 22:58
Stracił na chwilę czujność. Odpłynął myślami gdzieś daleko poza wrzosowiska, wracając na chwilę wspomnieniami do pamiętnego wydarzenia w ogrodach Middle Temple. Od tego momentu wszystko zaczęło się toczyć dużo szybciej: spotkanie u Medicich i poznanie (w końcu!) osób, z którymi związała go wspólna sprawa. Wyczekany powrót do czynnej służby, a więc powrót do normalności. Coraz więcej życia w biegu, coraz mniej czasu dla siebie – zazwyczaj mu to nie przeszkadzało, nie lubił bezczynności, myśli wędrowały wtedy w niepokojące miejsca. Ale zdarzały się takie momenty jak ten, kiedy jednak miał ochotę na chwilę się zatrzymać.
Wyjątkowo nie usłyszał kiedy Leonie zbliżała się do samotnego drzewa przy którym stał, nie usłyszał nawet sapania psa dopóki nie poczuł czegoś mokrego na swoim policzku. Otworzył oczy, widząc przed sobą wielką głowę puchatego psa, która wpatrywała się w niego z niemałym zainteresowaniem. – A idź ty, do cholery – burknął, próbując odsunąć od siebie psa. Wytarł policzek rękawem kurtki, krzywiąc się przy tym lekko – nie chciał myśleć co ten pies mógł mieć wcześniej w pysku. Mimo to przyglądał mu się z ciekawością, w końcu widząc na własne oczy lwa, o którym tyle razy opowiadał mu syn. Co prawda Ned nigdy żadnego nie widział na żywo, ale i tak uznał, że było to dalekie skojarzenie. Mały Leon miał bujną wyobraźnię, na pewno dużo bogatszą od ojcowskiej.
– Domyślam się, że to nie jest pies obronny – zagaił, czując na swojej nodze ciężar psa, który mimo dość chłodnego powitania postanowił usiąść przy jego boku. Czy to normalne, że od razu rzucił się do pieszczot, choć nigdy nawet nie widział go na własne oczy? – Nie będzie nam przeszkadzać? – Dopytał, zanurzając jednak dłoń w miękkiej sierści, drapiąc spokojnie Helgę za uchem. W końcu mieli ze sobą walczyć – treningowo, najpewniej z niedużym zacięciem, lecz wciąż mieli mierzyć do siebie z różdżek. Wolał nie zostać przy okazji pogryziony przez psa. Co prawda Helga nie sprawiała wrażenia agresorki, ale nie chciał na sobie testować jakie myśli kłębią się pod tą kupą futra, a tym bardziej nie chciał poczuć jej zębów zatopionych w jego skórze.
– No dobra, nie traćmy czasu – westchnął po chwili, wyciągając różdżkę z kabury schowanej pod kurtką. – Pisałaś, że chcesz poćwiczyć zaklęcia defensywne i nabrać wprawy w walce. W takim razie najpierw pokaż mi jak sobie radzisz – odsunął się od murku i stanął naprzeciwko kobiety. Ciężko było nie wspomnieć niedawnego spotkania z Lizzy – nie sądził, że na stare lata przyjdzie mu bawić się w nauczyciela, ale na razie odnajdował się w tym zaskakująco dobrze. Może odnajdzie w tym wygodne zajęcie na emeryturę, o ile szczęśliwie uda mu się do niej dożyć.
– Levicorpus – wprawnym ruchem zaatakował Leonie, zamierzenie nie sięgając po nic skomplikowanego ani szczególnie bolesnego. Nie spotkali się tutaj po to, żeby zaraz zrobić sobie krzywdę. Najpierw niech pokaże co już umie, może od razu będą mogli przejść do obiecanego protego totalum.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Leonie Figg
Akolici
he was hanged from the gallows that he built for me.
Wiek
25
Zawód
magibotaniczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
8
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
13
Brak karty postaci
30-01-2026, 14:35
Burkliwa niechęć Neda do budzącej go Helgi rozbawiła Leonie, która parsknęła niezbyt dyskretnym śmiechem. Psina jeszcze nie pozwoliła się zaś tak łatwo odgonić. Obiegła Rinehearta z drugiej strony, tym razem węsząc i usiłując mokrym jęzorem dotknąć jego ucha w dość inwazyjnej próbie powitania, ale zanim zdołałaby oślinić małżowinę czarodzieja jej właścicielka gwizdnęła i ta jak na komendę odpuściła aurorowi. Helga wróciła w pobliże nogi swojej pani i klapnęła w trawie, z zadowoleniem omiatając wzrokiem najpierw wracające do życia wrzosowisko, a potem kierując paciorkowate ślepia ku mężczyźnie, w którym nie wyczuła zagrożenia, przynajmniej na tę chwilę.
- Błąd - odrzekła z przekonaniem, bo Ned nie był jedynym człowiekiem w jej życiu, który poczynił takie założenie względem jej przyjaciółki. Wyglądała niepozornie, uroczo, w sam raz, by chwytać za serca małych chłopców i rozniecać ich wyobraźnię, lecz jeżeli na drodze Leonie stawało niebezpieczeństwo, zęby ukryte w paszczy chow-chowa były bezlitosne. - Została wytresowana do tego, żeby mnie bronić i pilnować domu, między innymi dlatego ją mam. Zazwyczaj jest bardzo nieufna wobec obcych, chyba że pozwolę jej na czułości - co jednoznacznie wskazywało na to, że wcześniej zezwoliła Heldze na powitanie Rinehearta tak a nie inaczej, ale oczywiście nie dodała tego głośno, nie dokładając winy do swojego konta. Bracia i siostry Helgi świetnie sprawdzali się przede wszystkim jako stróżujący strażnicy i ona nie była wyjątkiem, ale Leonie zadbała o... dodatkowe umiejętności. O to, by mogła odegnać zagrożenie, gdyby Figg nie miała w dłoniach różdżki.
Czarownica pokręciła przecząco głową na jego pytanie i gwizdem o innej barwie zwróciła uwagę psa, wskazując mu pobliskie drzewo; Helga natychmiast podreptała tam i zajęła miejsce, kładąc się w trawie. Nie wstanie bez pozwolenia.
Kiedy Rineheart sięgnął po swoją różdżkę, Leonie zrobiła to samo. Nie czuła się pewnie, stojąc naprzeciwko doświadczonego w walce aurora, stres podgryzał wnętrze jej żołądka, pamiętała jednak, że to trening, nie prawdziwy pojedynek. Tyle dobrego, w faktycznym starciu na pewno nie miała z nim szans. W arsenale zielarki nie brakowało znajomości i praktyki zaklęć, które miała dzisiaj szlifować, problem pojawiał się dopiero przy jej uczuciach i lękach. Po Colinie, po tamtej piwnicy, była zblokowana, zamknięta w sobie, czasem odcięta emocjonalnie od przepływu magii do ręki dominującej. Właśnie nad tym chciała pracować z aurorem, z drugim Akolitą, który na szczęście zaczął od niegroźnego uroku. Kolorowa wiązka mknęła w jej stronę i choć nie zagrażało jej prawdziwe niebezpieczeństwo, nerwy Leonie i tak wywinęły fikołka.
- Protego! - skontrowała, jednak ruch nadgarstka był zbyt szarpany, paniczny, ze szpicu różdżki poleciały zaledwie trzy błyszczące iskry, wyśmiane przez inkantację Rinehearta. Błędnik zielarki zatańczył, gdy uderzona zaklęciem w pierś wzlatywała w powietrze, a niewidzialna dłoń obróciła ją do góry nogami, unosząc za kostkę; na szczęście żółty sweter w wyszywane stokrotki nie odsłonił ani kawałka ciała, ale spłoszony wzrok Leonie i tak musiał się co do tego upewnić. Jej blizny były... prywatne. Bolesne. - Mniej więcej tak sobie radzę - poskarżyła się, zawiedziona samą sobą. Przynajmniej Helga ani drgnęła, udowadniając, że jej posłuszeństwo zostało bezwzględnie wypolerowane za pomocą tresury. - Finite - spróbowała, efekt jednak był taki, że obniżyła się o kilka cali. Za słabo, znów za słabo. Dlaczego nie mogła się skupić? Dlaczego nie mogła przebić się przez ściany, w których została zamurowana? Wstyd jej było patrzeć teraz Rineheartowi w oczy.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Ned Rineheart
Akolici
Wiek
34
Zawód
auror
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
16
0
OPCM
Transmutacja
21
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
11
10
Brak karty postaci
30-01-2026, 20:37
Z trudem uwierzył, że ta puchata kula futra zwana Helgą była w stanie wyrządzić komukolwiek krzywdę. Spojrzał na nią z lekkim powątpiewaniem, kiedy tak siedziała i dyszała z kolorowym językiem na wierzchu po nieudolnej próbie wylizania mu całej twarzy. Nie znał się za dobrze na psach, ale z rasami obronnymi kojarzyły mu się owczarki albo dobermany – na pewno nie to, przypominające bardziej zaczarowanego pluszaka dla dziecka. Nic dziwnego, że tak przypadła do gustu jego synowi.
– Skoro tak mówisz – odparł bez przekonania, nie zamierzając się dłużej o to sprzeczać. Musiał jednak przyznać, że posłuszeństwo Helgi względem Leonie było godne podziwu – wystarczył tylko drobny gest, żeby wiedziała co zrobić – i chyba tylko dlatego całkiem nie zwątpił w jej słowa. Odprowadził psa wzrokiem, a kiedy faktycznie usiadła pod drzewem, ponownie skierował się ku Leonie.
Proste zaklęcie treningowe poszybowało w jej stronę, lecz nie udało jej się wyczarować nawet mglistej tarczy. Ned opuścił różdżkę, obserwując jak magia obraca ją do góry nogami. Nie sądził, że będzie musiał wrócić z nią do takich podstaw. Kontrolnie zerknął na psa, ale Helga posłusznie leżała pod drzewem i chyba nie miała ochoty ugryźć go w łydkę. To go trochę uspokoiło. – Czyli źle – skwitował, nawet nie kryjąc w głosie lekkiego zawodu. Nie każdy Akolita musiał być wojownikiem, ale byłoby dobrze, gdyby przeszkodą nie do pokonania nie okazało się proste levicorpus. Nieudolnego użycia finite już nawet nie skomentował. – Prawdziwa walka nie wygląda jak ta w klubie pojedynków – zaczął, postanawiając podzielić się z Leonie własnym doświadczeniem, bo nie uważał, żeby ćwiczenie tarczy samo w sobie przyniosło duże rezultaty. Każde świetnie wyćwiczone zaklęcie mogło okazać się porażką, jeżeli nad czarodziejem panowały emocje. – To nie zawsze jest jeden czarodziej, który wygodnie stoi naprzeciwko ciebie. Przeciwników może być kilku, może stać za tobą albo schować się za drzewem – spojrzał na samotne rozłożyste drzewo nieopodal. – I ty też nie musisz stać w miejscu i rzucać tarczy za tarczą. To nie jest pusta arena tylko prawdziwa przestrzeń, którą też możesz wykorzystać. Jeżeli czujesz, że nie dasz rady się obronić zaklęciem, możesz próbować się za czymś schować – wskazał niewysoki kamienny murek, który ciągnął się gdzieś daleko w stronę wzgórza. – Jeżeli będziesz wystarczająco szybka, uda ci się uciec – podobne zachowanie widział po młodych kadetach, którzy często wynosili ze szkoły szablonowe myślenie o pojedynkach, co nie do końca miało odzwierciedlenie w rzeczywistości. Doświadczył tego już nie raz, w zeszłym roku szczególnie boleśnie. Odrzucił od siebie tę natrętną myśl. – Teraz za wolno zareagowałaś, niedokładnie machnęłaś różdżką. Samo wypowiedzenie słowa wiele nie zdziała, pamiętaj, że różdżka to przedłużenie twojej ręki. Rozluźnij trochę nadgarstek, wyobraź sobie jaki efekt chcesz osiągnąć. Spróbujemy jeszcze raz – machnął różdżką, kończąc działanie swojego zaklęcia. Dał Leonie chwilę, żeby się pozbierała, ale krótką. – Ventus – rzucił kolejnym urokiem, dla urozmaicenia sięgając po coś innego.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Leonie Figg
Akolici
he was hanged from the gallows that he built for me.
Wiek
25
Zawód
magibotaniczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
8
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
13
Brak karty postaci
31-01-2026, 09:53
Czyli źle, tak, dość trafnie podsumował jej dotychczasowe popisy. Mimo że źródło jej magii wcale nie było wyschnięte, Leonie nie umiała do niego sięgnąć, zaczerpnąć z niego, przebić się przez grubą krę zbudowaną z emocji i jego szeptów o tym, jak przegraną sprawą były jej próby walki czy obrony. Nie było to bezzasadne. Ilekroć próbowała bronić się przed Fairchildem w zatęchłej, przeszytej półmrokiem piwnicy, on przypominał jej, że zachowanie wbrew niemu będzie obfitować w kary wyniszczające jej organizm i ryjące w skórze znaki blizn jak litery, za pomocą których ktoś mógłby odczytać historię najgorszego półrocza w jej życiu. W ból. W strach. Chcąc, nie chcąc przyswoiła sposób myślenia, który wpajał jej przez tamte miesiące. Uległa mu, bo chciała przynajmniej na chwilę wyzwolić się od kaźni, i choć jej demony zaczynały słabnąć dopiero dzięki Jasperowi, to przed nimi - przed nią - nadal daleka droga do tego, by permanentnie odrzuciła od siebie strach.
- Gdyby wyglądała, nie potrzebowałabym twojej pomocy... - wcięła się mimowolnie, z nutą zawstydzonej burkliwości. O tym, jak szybko traciła w jego oczach, wolała nawet nie myśleć. Upokarzająco było słuchać go z głową nakierowaną ku ziemi, z kostką wiszącą pod gołym niebem, z różdżką w dłoni, która nie rozgrzała się jak dotąd ani jednym udanym czarem. A przecież nie mogła być tak zła, na jaką wyglądała, po prostu nie mogła. Niegdyś zaprawiona w szkolnym boju, uwielbiała wszystkie starcia i z każdego wychodziła z nowym wnioskiem, ucząc się zarówno swoich słabych, jak i mocnych stron w chwili zderzenia dwóch przeciwnych intencji, gdzie się to wszystko podziało?
Zamarła, słysząc pouczenie Neda. Jeżeli będziesz wystarczająco szybka, uda ci się uciec. Na boga, czy on wiedział? Musiał wiedzieć; czy raczej użycie tych konkretnych słów tańczyło wokół ram przypadku? Kolory odpłynęły z jej twarzy, mimo że podwieszenie pod szaro-błękitną kopułą powinno raczej czerwienić jej policzki, niż przeistaczać je w alabaster, wymieszany ze składowych barw przerażenia, podejrzliwości i skołowania. Kiedyś szybkością ocaliła swoje życie, a jeśli on jakimś cudem zdawał sobie z tego sprawę, naprawdę sądził, że musi udzielać jej takich porad? Leonie z trudem zmusiła się do skupienia na jego dalszych słowach, a kiedy czar Rinehearta odpuścił, upewniła się, że upadek z wysokości nie zrobi jej krzywdy i rychło podniosła się na nogi. Spojrzenie sarnich oczu nie było już tak wesołe, przygasło teraz, zwiastując, że auror dotknął czułej struny. Jedynie Jasper mógł mu o tym powiedzieć, ale nie wierzyła w ten scenariusz. Prince był strażnikiem jej sekretów, nie plotkarzem.
- Okej - podsumowała krótko instruktaż Neda i z całych sił odepchnęła od siebie szkodliwe i bolesne rozważania, zwłaszcza, że czarodziej nie zamierzał dawać jej czasu na odnowienie pewności siebie, tylko przeszedł - zgodnie z jej życzeniem - do następnej próby. Przed ventusem zdążyła poprawić chwyt na rękojeści topoli i potem... - Protego - wypowiedziała Leonie, a błękitne gardło tarczy połknęło wiązkę czaru Rinehearta jak głodna bestia. - Vincula Terrae - odruchowo spróbowała kontrataku na fali jednego sukcesu, lecz różdżka jedynie odkaszlnęła kilkoma iskrami i nic więcej z tego nie wyszło. Do diabła, czy ktoś w samorządzie przeznaczenia zadecydował, że będzie to dzień, kiedy doszczętnie ośmieszy się przy doświadczonym Akolicie? - Chyba za słabo wyobraziłam sobie twoje stopy w ziemi. To miało być zapłatą za moje w powietrzu - westchnęła, nieufnie spoglądając na swój nadgarstek, na palce zaciśnięte wokół oręża. Nie spróbowała ponownie; czekała, aż Ned odpowie swoim czarem, zmuszającym ją do kolejnej obrony.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Ned Rineheart
Akolici
Wiek
34
Zawód
auror
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
16
0
OPCM
Transmutacja
21
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
11
10
Brak karty postaci
Wczoraj, 15:26
Nie sięgał po proste słowa, żeby ją upokorzyć. Nie czuł w stronę Leonie żadnych negatywnych emocji, dlatego nie miał powodu korzystać z tak niskich zagrywek. Wrócił do podstaw, bo z jego perspektywy od tego trzeba było zacząć – poprosiła go w liście o pomoc w walce, a potem nie była w stanie obronić się nawet przed prostym urokiem. Nie znał jej historii i wcale nie czuł potrzeby jej poznawać. Była magibotaniczką, pracowała w Cardiff, miała psa w kształcie lwa i – przede wszystkim – postanowiła żyć pod znakiem Insygniów Śmierci. Jasper jej ufał. Na tę chwilę tyle Nedowi wystarczało. Cała reszta była nieistotnym bagażem, w końcu każdy jakiś ze sobą nosił. Podczas walki nic z tych rzeczy nie było ważne, liczyło się tylko tu i teraz. Zaklęcie przeciwnika i kontratak. Ciężar różdżki w dłoni, czujne spojrzenie, wyrównany oddech. Nie wspomnienia sprzed lat.
Tym razem kobiecie udało się wyczarować wystarczająco silną tarczę, która wchłonęła wiązkę jego ataku. Nie spodziewał się, że zaraz potem postanowi go zaatakować, a ich nieszkodliwy trening zamieni się w pojedynek. Przygotował się do obrony, ale szybko okazało się, że niepotrzebnie – z jej różdżki wydobyło się kilka marnych iskier, które nijak nie mogły mu zaszkodzić. Rozluźnił się, wzdychając cicho. Wyglądało na to, że Leonie potrzebowała dużo więcej treningów, żeby osiągnąć zamierzone przez siebie cele. Zwykłe protego to jedno, ale jeżeli chciała bronić swoich bliskich musiała sięgnąć po bardziej skomplikowane tarcze. A patronus? To zaklęcie wymagało jeszcze więcej skupienia i umiejętności. Czy reszta Akolitów walczyła na podobnym poziomie? Może wstrzemięźliwość na ostatnim spotkaniu Akolitów była błędem i powinien był zaproponować im pomoc w podszlifowaniu swoich umiejętności – wolał nie znaleźć się w podbramkowej sytuacji z czarodziejem, na którym nie mógł polegać. Już wtedy u Medicich zwrócił uwagę na brak doświadczenia w walce większości z nich, teraz faktycznie tego doświadczył.
– Jeszcze niewystarczająco zalazłem ci za skórę – zażartował, choć wydawało mu się, że nie jest dzisiaj szczególnie wymagający – może to był błąd. Widział na jej twarzy zdenerwowanie i frustrację, nic dziwnego, na jej miejscu czułby to samo. – Protego to podstawa, ale wspominałaś, że zależy ci na obronie innych. Jeżeli ktoś stoi blisko ciebie to sprawdzi się protego maxima. Jeżeli chcesz obronić większy obszar to protego totalum, to zaklęcie jest o tyle fajne, że bariera utrzymuje się jeszcze przez jakiś czas, nie znika od razu. Jest jeszcze protego horribilis, które potrafi nawet odbić zaklęcie, ale to już zaawansowana magia... Natomiast protego maxima jest w twoim zasięgu i na tym bym się skupił – wyjaśnił pokrótce. – Ćwicz codziennie, możesz to robić nawet w domu, szybko powinnaś zobaczyć rezultaty – nie potrzebowała do tego przeciwnika, a już na pewno nie aurora, żeby poczuć się pewniej z tym zaklęciem – nawet jeżeli dopiero prawdziwy pojedynek był w stanie to sprawdzić.
– Inne proste ale przydatne zaklęcia to nebulosa. Wyczarowujesz wokół siebie dym, który znacznie utrudnia celowanie. Depulso, odpychasz przeciwnika i kupujesz sobie trochę czasu. Ale te pewnie znasz skoro byłaś w klubie pojedynków... – kontynuował, szybko przeszukując w głowie swoją biblioteczkę zaklęć defensywnych, którymi mógł się z nią podzielić. – Z trudniejszych jest jeszcze cave inimicum, tworzy coś w rodzaju bariery przez którą nie można nikogo zobaczyć ani usłyszeć. Bez problemu zmieści pod sobą dwie osoby, może nawet trzy jak są wystarczająco blisko – to już była bardziej zaawansowana magia, więc Leonie mogła nie być z nią zaznajomiona. Zerknął na psa, który wciąż grzecznie siedział pod drzewem, dalej nieoczekiwanie będąc pod wrażeniem jego posłuszeństwa. Może ta kupa futra miała jednak więcej rozumu niż zakładał.
Westchnął cicho, wracając spojrzeniem do czarownicy. Było jeszcze jedno zaklęcie, które dobrze znał i które też powinno się wpisać w założenia Leonie. Wymagało od rzucającego nie tylko umiejętności magicznych, ale też silnej psychiki i woli do poświęceń – może tego jej nie brakowało skoro od początku chciała bronić kogoś innego, niekoniecznie siebie. – Jest jeszcze deflectere malum. Ściągasz na siebie zaklęcie, które leci w stronę twojego towarzysza. Przydatne jeżeli stoi daleko i nie jesteś w stanie objąć go tarczą, ale wtedy już nie masz czasu sama obronić się przed atakiem – czyli stosować rozważnie. Czasem zastanawiał się czy Barty sam z niego nie skorzystał na ich wspólnej misji, to byłoby w jego stylu. Cholerny idealista. Męczyło go, że nie pamiętał, że tak był wtedy skupiony na własnym bólu, że w którymś momencie przestał zwracać uwagę na swojego partnera. Może udałoby mu się zrobić coś, co przechyliłoby szalę zwycięstwa na ich stronę, może właśnie to byłoby to jedno zaklęcie, którego wtedy zabrakło.
– Spróbujmy z tą maximą – powiedział po chwili, nie pozwalając sobie na dalsze zanurzanie się we wspomnieniach, to nie był odpowiedni moment. – Quasigravis – tym razem sięgnął po coś trochę trudniejszego, żeby wykorzystać ten czas również na własne ćwiczenia. Różdżka okazała się dzisiaj niezawodna, silna wiązka zaklęcia niebezpiecznie pomknęła w jej stronę.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Leonie Figg
Akolici
he was hanged from the gallows that he built for me.
Wiek
25
Zawód
magibotaniczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
8
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
13
Brak karty postaci
Wczoraj, 19:34
Na szczęście żart Neda pomógł. Spięte mięśnie Leonie odpuściły nieco, kiedy spomiędzy jej warg uleciało zaskoczone parsknięcie, mimowolny dowód rozbawienia słowem "jeszcze", będącym tyleż ostrzeżeniem, ile obietnicą. Nie miała złudzeń, że prędzej czy później poczuje ukłucie irytacji na odmawiającą posłuszeństwa magię i własne ograniczenia, które niełatwo było przeskoczyć, a osoba Neda jako nauczyciela okaże się tylko niewinną ofiarą. Przecież oczekiwała od niego skrupulatnych nauk, po to też do niego napisała, zamiast posiłkować się wsparciem Fran albo innego znajomego biegłego w białej magii; z Rineheartem nie łączyło jej nic poza wspólną przynależnością do grona Akolitów, podchodził więc do niej, a ona do niego jak do czystej karty, bez obciążenia emocjonalnego, które doprawiłoby naukę zbyteczną łagodnością. Chodziło o efekty. Zwykle lubiła otaczać się ludźmi, w których otoczeniu czuła się bezpiecznie, przy nim zaś jeszcze tego nie wypracowała. Polegała na przekonaniu, że nie skrzywdziłby koleżanki z tej samej frakcji, skoro przyczyniłoby się to do choćby jednostkowego osłabienia ich szeregów.
- Nie wiem, za ile lat dojdziemy do horribilis, skoro mam problemy z podstawami podstaw jak zasmarkany pierwszoroczny - westchnęła, choć brakowało w tym zrezygnowania, na które miała ochotę. Nie, nie pozwoli sobie na to; przecież spodziewała się trudności i potknięć, spodziewała się, że jej emocje okażą się największym i najtrudniejszym do pokonania oponentem, swoistym kagańcem nałożonym na różdżkę. Tego ranka spoglądała w lustro po umyciu twarzy i prosiła samą siebie, żeby nie poddawała się za szybko, choć byłoby to łatwiejsze, niż stawienie czoła dalszym próbom. - Okej - przytaknęła, brzmiąc, jakby zagrzewała się do walki. Jakby próbowała uwierzyć Nedowi, że naprawdę szybko zobaczy efekty, o których mówił. - Okej, postaram się - podkreśliła dodatkowo, może wtedy słowa zyskają większą moc sprawczą i zamiar zostanie przez los potraktowany jak pewnik.
Leonie skwapliwie pokiwała głową, znała zarówno nebulosę, jak i depulso. Jeszcze kilka lat temu używała ich regularnie i często, przy każdej sparingowej okazji, więc bez trudu przypomniała sobie ruchy nadgarstkiem i intonację zgłosek potrzebne do wykrzesania odpowiednio silnego czaru. Tylko czy będzie umiała przełożyć to na praktykę? Wbrew drzemiącym w niej strachom i kompleksom?
- Pamiętam, że długo opanowywałam cave inimicum i byłam diabelnie dumna, kiedy w końcu się udało - przypomniała sobie z łagodnym uśmiechem. Tamta Leonie była nieustraszona, nie spoczęła, póki nie ujarzmiła zaklęcia, które miała na radarze, dlatego dziś próbowała postawić pierwszy krok na drodze do powrotu do tamtej wersji siebie, przynajmniej pod kątem magii, jeśli nie mogła pozbyć się blizn i cienia, który rzucał na nią dawny oprawca z pętlą wokół pękniętego karku. - A deflectere chyba w ogóle nie znam - zastanowiła się, wiedząc, że bez wahania rzuciłaby ten czar, żeby obronić Jaspera, Morty'ego albo Moirę, najbliższe dla niej dusze spośród Akolitów. Nie zdążyła jednak wyobrazić sobie wszystkich szczegółów takiego scenariusza, bo Ned zarządził powrót do ćwiczeń i Leonie pokiwała głową, skupiając się na przepływie magii w swojej ręce dominującej. Na cichym szumie gotowości spajającym tkanki mięśni, na uważności oczekującej wiązki jego ataku. - Protego maxima - wypowiedziała konkretnie, niskim pomrukiem, przeznaczonym dla nikogo i niczego więcej, niż topolowego drewna. I udało się, świetlista tarcza wyrosła przed nią ze szpicu, wchłaniając w swoją powłokę silną inkantację Rinehearta, zaś serce Leonie momentalnie urosło w piersi. To było to. Dokładnie to uczucie adrenaliny i satysfakcji, które pragnęła odszukać. - No, no, za pierwszym razem - podkreśliła dumnie i nieco zaczepnie, bo kiedyś należało się docenić. Szkoda jedynie, że było to krótkotrwałym zadowoleniem. - W takim razie... Nebulosa! - zainkantowała, na co różdżka kaszlnęła iskrami, przy kolejnej próbie produkując nieco lepszy efekt, czyli spiralę unoszącego się ku niebu mglistego obłoku. Jeden krok wprzód, dwa kroki w tył. Jedna iskra wiary w samą siebie, dwa kompleksy krzyczące do ucha, że i tak do niczego się nie nadaje. Że nie ma po co próbować. - Dlaczego ty w ogóle mnie nie słuchasz? - syknęła do topoli, zirytowana niestałością, z jaką dziś krzesała magię przy Nedzie. Musiał mieć ją za kapuścianego głąba, nawet by mu się nie dziwiła. - Przepraszam, ja... Naprawdę nie wiem, dlaczego tak mi idzie - zarumieniła się, tym razem zwracając się do mężczyzny, na którego nie podniosła wzroku. Ale wiedziała. Wiedziała doskonale, czując za sobą nieistniejącą i paraliżującą obecność pogłosu Colina. - Spróbujmy jeszcze raz.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 02-02-2026, 10:48 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.