• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Walia > Cardiff > Restauracja "Złota Krewetka"
Restauracja "Złota Krewetka"
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
11-10-2025, 13:14

Restauracja "Złota Krewetka"
Gdzieś pomiędzy dokami, a centrum miasta, przy ulicy Wanguard Way mieści się mała, restauracyjka serwująca dania azjatyckie. Prowadzona przez poczciwego pana Hao, urządzona w tradycyjnym chińskim stylu przeniesie cię w odległe kraje. Liczne lampiony w chińskim stylu, powietrze pachnące przyprawami, cicho pogrywająca z kąta muzyka i pyszne jedzenie pozwalają poczuć się jakby kroczyło się do innego świata. W restauracyjnej sali stoi kilka stolików, na których na każdego gościa na wstępie czeka ciasteczko z wróżbą. Ściany przyozdobione typowymi chińskimi rycinami, przedstawiającymi smoki i różne sceny z życia codziennego. Za barem można obserwować jak kucharz uwija się aby przygotować zamówione dania, a miła obsługa zawsze doradzi w wyborze jedzenia, które z trafi w twoje gusta. W lokalu panuje miła i spokojna atmosfera, każdy może się tu poczuć mile widziany.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Francesca Goldsmith
Zwolennicy Dumbledore’a
As I watched them I knew I'd probably never be like that
Wiek
25
Zawód
Auror
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
20
0
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
11
Brak karty postaci
05-01-2026, 22:37
Każda rodzina miała swoje dramaty, sekrety szeptane w ciemnych pokojach. Ponure uśmiechy na pożegnanie, ściszone głosy, gdy dziecko wchodziło do pokoju. Krępujące milczenie, które przedłużało się w niekończące się minuty. Za drzwiami każdego domu odgrywała się pewna scena, nie mogli tego doświadczyć. Czasem jednak drzwi zaczynały być wyważone, słychać było krzyk.
To nie było zadanie aurorów, to magiczna policja reagowała w takich momentach. Wchodziła z butami do rodzinnych domów i zastawała tragedie rodzinnego miru. Była to rzadkość, ludzie nie lubili, aby rodzinne zawiłości wychodziły poza wąskie grono zaufanych. Do ostatniego tchu utrzymywane były tajemnice, które niszczyły lub spajały rodzinę.
Ona sama pochodziła ze sławetnego „dobrego domu”. Tak się przecież mówi, oddaje się hołd pieniądzom jej rodziców. Jedynaczka z dobrze sytuowanej rodziny na przedmieściach Londynu, szczęściem było urodzić się w takim miejscu. Móc pozwolić sobie na prywatne szkoły, dodatkowe zajęcia językowe i taneczne. Pamiętała swoich kolegów ze szkolnej ławki, dzieci dyplomatów i prawników, obecnie zapewne kończący Oxford lub Cambridge, każda inna uczelnia byłaby porażką. Z idealnie dystyngowanym angielskim, prawie jakby co sobotę spijali herbatę z Elżbietą. Ona i jej rodzice mieli podobny akcent, idealnie skrojony na czasy i miejsce, do którego dążyli. Nie można by rozpoznać w nich niemieckich żydów, nie na pierwszy rzut oka. Wtedy przeszukano, by ich kartoteki i wtedy cały genealogiczny bagaż zostałby wyciągnięty na powierzchnie.
Pochodzenie miało w świecie mugoli równie istotne znaczenie, co u czarodziejów. Keith musiał to rozumieć, odczuwać na sobie ciężar własnych genów i wyboru rodziców. Obydwoje byli naznaczeni, struga krwi, która płynęła w ich żyłach była całym dowodem, który wystarczył przeciwnikom. Mania krwi, czarodzieje oddawali kult tej płynnej mazi. Było przekleństwem Keitha, że nie dzielił krwi ze swą macochą czy jego największym skarbem, że nie posiadał tego ciężaru?
– Czasem zdaje się, że powiedzenie na głos prawdy staje się wręcz niemożliwym zadaniem – stwierdziła, spoglądając najpierw na swoje notatki, by ponownie odnaleźć go wzrokiem. – Przynajmniej tak chcą oprawcy, abyśmy myśleli.
Tacy jak jego macocha, która wykorzystywała brak wsparcia od innych, by móc rządzić strachem całym domostwem. Pozbawiony oparcia, nie miał do kogo się zwrócić. Tym razem było jednak inaczej, nieprawdaż? Nie był już sam, miał wsparcie i może właśnie zauważenie tego było jednym z etapów zrywania kajdan, jakie zostały nałożone. Jego ojcu nie udało się uciec, choć nadal posiadała swoje wątpliwości.
Był zdrowym mężczyznom, silnym z pasjami, planami i marzeniami na przyszłość
Nie brzmiało jak zapowiedź człowieka, który pragnie końca. Zarazem były to słowa syna w żałobie, a choroba potrafiła zmienić wszystko. Informacja, potrzebowała tego więcej.
– Może trzeba będzie się przyjrzeć zapowiedzianej umowie transportowej – zauważyła na głos, dzieląc się z nimi własnymi uwagami i poszlakami. Wszystko mogło mieć znaczenie, każdy element czasem niepasujący do układanki. – Listy będą przydatne, przyniesiesz je na następne spotkanie? Postaram się poszukać informacji na temat twojej macochy, może dowiem się coś więcej.
Stosowny przegląd wszelkiej możliwej dokumentacji, która wejdzie w ręce aurora. Wszyscy zostawiają ślady, a w ich małym świecie nikt nie był anonimowy. Miała plan, wizje i negatywne przeczucie, że jej praca i tak nie zakończy się wyrokiem. Może jednak przynieść spokój, czasem nie dało się więcej.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
08-01-2026, 15:38
Dzisiaj można by nawet powiedzieć, że pod niektórymi względami wyszedł z domu przemocowego. Ale to nie mężczyzna grał w nim pierwsze skrzypce, a kobieta, która była tak głodna władzy i kontroli, że bardziej się nie dało. Była przy tym fałszywa i wyrachowana do granic możliwości. Na zewnątrz nie było widać nic, nikt nigdy nie pomyślałby, że ta dystyngowana dama, zawsze elegancka i wręcz do bólu idealna po każdym względem mogłaby być potworem za zamkniętymi drzwiami. Tą stronę macochy znał tylko on. Tylko on wiedział jaka jest naprawdę. Tylko on czuł na sobie uderzenia, zimne spojrzenia i cierpkie słowa, bo nigdy nie odpuściła sobie możliwości by zrównać go z poziomem ziemi. Nie przy ojcu, oj nie, przy nim była kochającą macochą, gładzącą chłopca po włosach i poprawiającą mu kołnierzyk. Powinien coś powiedzieć, powinien pokazać siniaki, które nosiło jego ciało, ale nie zrobił tego. Chciał być idealnym synem dla swojego ojca, chciał mu przynosił dumę, nie przysparzać kłopotów. Dlatego znosił to wszystko w milczeniu, a łzy wylewał w poduszkę, która była jedynym światkiem jego tragedii.
Po latach wiedział, że powinien wtedy coś zrobić. Wtedy jednak nie widział takiej opcji. Wielokrotnie myślał o sobie z przeszłości. Chciał przytulić tego chłopca, zapewnić go, że wszystko będzie dobrze, ale nie mógł. Skłamałby mówiąc, że przyszłość przyniesie mu tylko szczęśliwe chwile. Życie nie było usłane różami i przekonał się o tym nie jednokrotnie. Dopiero teraz, w wieku dwudziestu trzech lat mógł powiedzieć, że wiedzie spokojne życie, może nie było ono na takim poziomie jak w posiadłości Croftów, ale było jego i nie musiał się już niczego bać. Zahartował się przez te wszystkie wydarzenia, był twardszy i już nie taki podatny jak wcześniej. Jednocześnie wykształcił w sobie pewnego rodzaju mechanizm, który nie pozwalał mu odwrócić wzroku od niedoli innych. Obcy czy nie, jeśli był w stanie wyciągnąć pomocną dłoń, zawsze to robił.
- Tak było właśnie w moim przypadku. - pokiwał lekko głową chwytając szklankę i biorąc łyka coli - Wiesz, teraz tak sobie myślę, że ona wiedziała, że ja nie pisnę słówkiem. - uśmiechnął się gorzko - Nigdy nie chciałem stwarzać ojcu przykrości i ona o tym wiedziała. - westchnął cicho.
Domyślał się, że Franscesa może pomyśleć, że mówi o ojcu w samych superlatywach dlatego, że był jego synem. Poniekąd tak było, ale Julian nigdy nie dał mu odczuć inaczej. Ich relacja była wyjątkowa, bo chociaż ojciec był wymagający pod wieloma względami, to jednocześnie również kochającym opiekuńczy. Był inteligentnym człowiekiem, biegłym w interesach, wiedział kiedy gra jest warta świeczki.
- Z tego co mi wiadomo umowa została podpisana przez wspólnika ojca, ale co dalej to już nie wiem. Ale nie wykluczam, że warto jej się dokładniej przyjrzeć, ja nie znam szczegółów niestety. - pokręcił głową - Omijam rejony portu, w których znajdował się magazyn ojca, w którym kiedyś pracowałem. Wiesz, uporałem się z żałobą, pogodziłem się z jego śmiercią, ale jednak świadomość, że ta zołza chodzi wolna, bez wyrzutów sumienia doprowadza mnie do szału. - zacisnął mocniej dłonie na szklance - Dobrze, przyniosę na następne spotkanie listy. - dodał kiwając głową.
Uśmiechnął się delikatnie słysząc zapewnienia aurorki, że przyjrzy się spawie bardziej wnikliwie. Wiedział, że jak ona się na coś zdecyduje to nie ma zmiłuj się. Będzie kopać i węszyć do upadu dopóki czegoś nie znajdzie. Jednocześnie był bardzo ciekaw co uda jej się znaleźć. W listach, które wymieniał z siostrą unikali tematu macochy, więc nie miał pojęcia co ta kobieta teraz robi. Nie zmieniało to jednak faktu, że był Fran niesamowicie wdzięczny za to, że podeszła do sprawy poważnie.
- A teraz jedz, no naprawdę zaraz ci wszystko wystygnie. - wskazał na miskę przed nią, w której znajdowało się prawie nietknięte jedzenie.

ztx2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
28-01-2026, 09:20
18.04.

Mogłoby się wydawać, że lokal nie ma zbyt dużo klientów. Prawda jednak była inna. Jako jedna z niewielu restauracji w magicznym Cardiff, która serwowała inne jedenie niż angielskie, Złota Krewetka miewała dni prawdziwego oblężenia. Croftowi to odpowiadało, złwaszcza dzisiaj, bo miał przynajmniej czym zająć głowę, nie myśleć o tym czego był świadkiem poprzedniego dnia. Tego wlaśnie potrzebował, rozspraszacza, który pomoże mu się oderwać od własnych myśli. Kiedy pracował działał w zasadzie automatycznie, a dzisiaj zapowiadał się dość duży ruch z tego co zobaczył schodząc na swoją popołudniową zmianę do restauracji.
Kelnerki nie miały czas na pogaduszki, były we dwie, bo tyle przypadało na jedną zmianę. Xue, która była córką jednego ze znajomych pana Hao, dorabiala sobie u nich aby uzbierać na materiały potrzebne jej do dalszej nauki, miała osiemnaście lat i niedawno w zasadzie skończyła szkołę. Isabella nie należała do tutejszej społeczności azjatyckiej jednak zgłosiła się do pracy, zaafascynowana ich kulturą i odnajdywała się tutaj naprawdę dobrze. Keith lubił z nimi pracować, obie były zawsze miłe dla klinetów, znały karty na pamięć i wiedziały co mogą ewentualnie polecić gdyby ktoś nie mógł się zdecydować.
Chociaż on miał dzisiaj stać na barze i zajmować się typowymi obowiązkami szefa sali, to widząc, że w zasadzie tylko jeden stolik w tym momencie jest wolny, postanowił pomóc. Podwinął rękawy białej koszuli, w tylną kieszeń spodni wcisnął sobie czystą ścierkę i bez zbędnego gadania wziął się do roboty. Najpierw wziął w obroty bar. Poprzegladał czy niczego nie brakuje, a potem z listą poszedł na magayn i zaczął z półek ściągać poszczególne kartony, w których znajdowały się szklanki, słomki, zestawy pałeczek czy małe miseczki i serwetki. Przyniósł wszystko za bar i na spokojnie porozkładał tak, aby kelnerki miały do tego dostęp gdyby zabrakło na sali.
- Kei, dwie cole i herbata. – Isabella podeszła do baru opierając się o blat z tacą pod pachą.
- Mówisz i masz. – uśmiechnął się do niej, po czym sprawnie sięgnął do szafki wyciągając dwie szklanki, jednocześnie machnął różdżką, a czajnik poszybowal do zlewu, woda się do niego nalała, a potem wylądował na palniku.
W tym czasie na spokojnie otworzył dwie butelki coli i rozlał je do szklanek. Wyciagnął dłoń po tace dziewczyny, by po chwili położyć na niej dwie serwetki, na których postawił szklanki oraz mały spodeczek z filiżanką i ładną, ozdobną łyżeczką oraz małe ciasteczko z wróżbą jak to miał zawsze w zwyczaju. Do porcelowanego czajniczka wsypał odpowiednie liście suszu, a kiedy woda się zagotowała zalał czajniczek i postawił go na małej podstawce na tacy.
- Lecisz. – puścił oczko dziewczynie, a słysząc dzwonek za plecami od razu sie odwrócił.
Qiang już podawał na wydwkę dwie miski z zupą Pho, by moment później również podsunąć dwa talerze, jeden ze smażonym makaronem, a drugi z kurczakiem kung pao. Osiłek przez moment zawiesił spojrzenie na chłopaku i Keith przestraszył się, że ten wie co go gryzie. Qiang jednak jedynie uśmiechnął się do niego.
- Będzie ogień. – rzucił po chińsku i moment później cofnął sie do kuchni.
Croft pokręcił głową z rozbawieniem, po czym bez najmniejszego problemu na przedramionavh ułożył sobie talerze z daniami, a w dłonie chwycił miski z zupami. Jeden rzut okiem na rozpiskę zamówień i stolików, po czym ruszył na sale. Dziewczyny były zajęte obsługą więc raz dwa rozdał dania na odpowiednie stoliki, przy okazji witają się ze stałymi gośćmi skinieniem głową lub w przypadku bardziej wirnych klientów uściskiem dłoni. Wracając za bar zauważył, że dwa stoliki się w międzyczasie zwolniły, więc od razu do nich podszedł. Zebrał naczynia na jedną kupkę, po czym przetarł dokładnie stoliki, układając przyprawy tak by się dobrze prezentowały. Naczynia zaniósł na zmywak gdzie już same zaczęły się być, a sam zgarnął z baru ozdroben serwetki i poszedł je jeszcze rozłozyć na wolnych stolikach.
Gdy tylko wrócił za bar podeszła Xue z kolejnym zamówieniem, więc od razu się za nie zabrał. Kawa, dwie lemoniady i kieliszek Baijiu, które musiał podgrzać aby miało odpowiedni smak. Zajęło mu to chwilkę, a kiedy Xue wróciła na sale aby rozdać zamówienia, rozejrzał się po lokalu. Zmarszył nos kiedy dotarło do niego, że nie słyszy muzyki, więc przeszedł do tylnej częsci Sali do stojącego tam gramofonu i puścił przyjemną melodię o odpowiedniej głośności aby nie przeszkadzać klientom w rozmowach. Zadowoolony wracał do baru kiedy zatrzymał go jeden czarodziej. Siedział przy stoliku z żoną i synem.
- Przepraszam, czy byłby pan tak miły i może pokazał mojemu synowi jak trzymać pałeczki? Bardzo chciałby się nauczyć. – spytał niepewnie mężczyzna.
- Nie ma problemu. – Keith pokręcił głową z uśmiechem, po czym ukucnął przy chłopku, na oko siedem lat, z kieszeni wyciągając swoją parę pałeczek – Zobacz, musisz odpowiednio ułożyć palce. Chwyć je tak jak ja, nie musisz się śpieszyć. – odparł spokojnym tonem prze następne trzy minuty poprawiając ułożenie palców chłopca na drewnianych pałeczkach, aż ten w końcu z powodzeniem złapał w nie kawałek ryżu.
Uśmiech na twarzy chłopca rozświetlił jego twarz gdy w końcu mu się udało, po czym podziękował Keithowi i Croft z zadowoloną miną wrócił już do swoich obowiązków. Przez kolejne trzy godziny w zasadzie nie miał czasu nawet usiąść. Kręcił się między stolikami, wydawał posiłki i napoje, znosił rzeczy z magazynu. Dopiero około szesnastej ruch zelżał. Widząc, że dziewczyny dają sobie radę postanowił, że skoczy na szybką przerwę. Wyszedł tylnym wyjściem i usiadł na małych schodkach odpalając papierosa. Czekało go jeszcze przynajmniej siedem godzin zmiany, ale nie miał zamairu narzekać. Za jakieś dwie zrobi sobie dłuższą przerwę, najpierw puszczając na nią kelnerki by też mogły odpocząć. Cieszył się, że ma dzisiaj tyle pracy, głowa była zajęta, a on nie myślał o...
- Shūshu Kei, Shūshu Kei! – rozległo się wołanie, a po chwili na podwórko za restauracją wpadła mała dziewczynka z włosami spiętymi w dwa warkoczyki, ubrana w brązową sukieneczkę w azjatyckim stylu.
Keith od razu zgasił papierosa i odrzucił go na bok, by moment później złapać dziewczynkę w objęcia i unieść i cmoknąć w czoło.
- A któż to przyszedł do wujka, czyżby mala Tiang? – spojrzał na dziewczynkę z uśmiechem.
- Nie jestem mała Shūshu. – Tiang pokręciła głową z rozbawieniem.
- Oczywiście, że nie. – puścił jej oczko, po czym sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej małego lizaka – Tylko nie móc tacie. – szepnął konspiracyjnie, po czym z tulącą się do niego dziewczynką ruszył z powrotem do restauracji, gdzie jej tata uwijał się na kuchni.

zt
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 02-02-2026, 10:42 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.