• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Szkocja > Hogsmeade i okolice > Szkoła Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie > Zakazany Las
Zakazany Las
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-06-2025, 20:29

Zakazany Las
Nieopodal magicznej szkoły zwanej Hogwartem znajduje się głęboki las. Stare korzenie drzew wystają z wilgotnej ziemi, stając na drodze zbłąkanym wędrowcom. Powietrze ma specyficzny chłód – ciężkie, nasycone wonią mchu i butwiejących liści. Między gałęziami przemykają smugi księżycowego światła, na moment rozświetlając fragmenty mrocznej ścieżki. Co jakiś czas dobiegają odgłosy życia – subtelne szmery, szelesty, niepokojące trzaski gałązek. Magia w Zakazanym Lesie nie jest efektowna, lecz przenika każdy cień, każdą ciszę. Jest w cichym oddechu lasu, w milczeniu jednorożców przesuwających się bezszelestnie przez mgłę, w cichym spojrzeniu istot, których nikt nie powinien widzieć. Tajemnica przykrywa tajemnicę, czyniąc to miejsce jedną z największych niewiadomych w świecie czarodziejów.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (6): « Wstecz 1 … 4 5 6
 
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#51
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
26-01-2026, 11:26
|Dla Keitha i Riven

Dostrzegał napięcie jakie trwało między Croftem a panną Thorne. Domyślał się, że może być przyczyną tego stanu. Obserwował więc kątem oka zmagania tej dwójki zastanawiając się czy chce im powiedzieć, żeby odpuścili sobie tę walkę, bo on i tak już dawno połączył kropki. Dzisiejsze zachowanie zaś utwierdziło go jedynie, że intuicja go nie zawiodła. Uznał jednak, że tego nie zrobi. Muszą sami sobie wypracować rozwiązanie, on nie był piastunką, aby dzieci rozsadzać po kątach i kazać im się godzić. Choć młodsi od niego, byli już dorośli. Pomimo miny cierpiętnika u Keitha i zmieszania Riven nie wkroczył na scenę młodzieńczej boleści by zdjąć balast niepewności z ich ramion.
Poruszał się po Zakazanym Lesie z typową dla siebie swobodą człowieka, który już niejedno przeżył i nie bał się opowieści o potworach czy niebezpiecznych stworzeniach. Nie ufał ślepo magii, ale też wiedział, że mają w swoim zanadrzu zdecydowanie więcej niż zwykli uczniowie Hogwartu. Wrodzona ciekawość kapitana Złotej Łani, jego głód przygód były w nim silniejsze niż wołania Keitha o tym, że skończą jako przegryzka dla olbrzymów. Zaśmiał się pod nosem, kręcąc z rozbawieniem głową. Teoretycznie, to on, powinien być tym, który nawołuje do rozsądku i spokoju. Próżno tego u niego szukać, chyba, że znajdował się na statku, a na szali było życie załogi lub zaufanie jakim kogoś obdarował zostało mocno naruszone. W prywatnych relacjach jawił się wszystkim tym niefrasobliwym, trochę teatralnym kapitanem, który a to zaśpiewa szanty w tawernie, a to postawi kielicha i jak trzeba to obije mordę komu trzeba. -Możliwe, że to jeden i ten sam. - Szczerze wątpił, że w Zakazanym Lesie znajduje się cała kolonia Olbrzymów. Nie zdziwiłby się za to, gdyby przybyły tu na zaproszenie samego dyrektora. Nie od dziś wiadomo, że Dumbledore był ekscentryczny w swoim działaniu. Ujął dłoń Riven pomagając jej zeskoczyć z korzenia na ziemię i następnie skierował się w głąb lasu ignorując obiekcje kumpla, który szedł za nimi. -Zakładasz, że będę chciał nawiązać stosunki przyjacielskie z olbrzymami. - Odpowiedział ze spokojem w głosie, wręcz nie pasującym do tego co właśnie mieli zamiar zrobić. -A ja jedynie chcę im się przyjrzeć, z daleka.
Tropienie tych istot nie było trudne zważywszy na fakt, że ślady były nad wyraz widoczne. Nie tylko te na ziemi, ale te na drzewach również. Ich kory zaznaczone były szramami jakby czymś ciężkim zostały uderzone, połamane gałęzie, a część powyrywana z korzeniami. To wszystko świadczyło o tym, że idą w dobrym kierunku. Zwłaszcza, że im dłużej i głębiej szli, tym coraz częściej mogli natrafić na dowody bytowania co najmniej jednego olbrzyma. W trakcie drogi, obejrzał się we wskazanym kierunku i dostrzegł Testrale, które również ich obserwowały, ale nie niepokojone nie uciekały. Ot, tkwiły w swoim miejscu. Nie pamiętał kiedy po raz pierwszy je zobaczył, ale na pewno miało to miejsce kiedy wrócił z morza, na którym był świadkiem śmierci jednego z majtków, z którym się mocno zaprzyjaźnił. Wiedli podobne życie, podobne wydarzenia pchnęły ich na statek, jednak tamten stracił życie, pochłonięty przez wysokie i ryczące fale. Obserwując Testrale nie zwrócił uwagi na to co miał pod nogami i czubkiem buta trącił puszkę po fasoli. Zmarszczył brwi. Zatrzymał się zaciskając mocniej palce na dłoni Riven chcąc, aby również zwolniła. -Raczej nie spotyka się otwartych puszek tak głęboko w Zakazanym Lesie. - Mruknął i rozejrzał się wokół. Ślady, za którymi podążali wskazywały kierunek tuż gęstym poszyciem. Tam właśnie mogło się kryć miejsce do którego właśnie zmierzali. Nie wiedział czy olbrzym tam jest, czy może natrafią na puste leże, ale chciał je zobaczyć. Z olbrzymami nie miał do czynienia, podobnie jak z trollami, choć te drugie były zdecydowanie głupsze i ciężko było jakiekolwiek porozumienie. Olbrzymy tworzyły całe klany i posiadawały swoje hierarchie w społecznościach w jakich żyły. Sięgnął dłonią po różdżkę.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#52
Almyra Warren
Czarodzieje
Hovering like your shadow and whispering to you - I’m your light and your darkness.
Wiek
24
Zawód
Artystka, pianistka
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
21
Magia Lecznicza
Eliksiry
10
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
15
Brak karty postaci
26-01-2026, 13:36
Odpowiedź dla Melusine i Axela

Almyra była przekonana, że brat idzie za nimi z grymasem na twarzy. I mówiąc całkowicie szczerze, nie mogła go za to winić. Zapewne sama by z taką mimiką szła, gdyby jednak w pewien sposób nie czuła dreszczyku emocji, przechodzącego po plecach. No i trochę miała świadomość, że za łatwo dała się zaciągnąć Melusine wprost do Zakazanego Lasu. Czyli jednak gdzieś w środku chciała sama też tutaj wejść, tylko potrzebowała małego bodźca, starszej koleżanki u boku, ktora popchnęła ją do dzialania. Almyra byla gryfonem, ale starała się nie robić bardzo głupich rzeczy. A jeśli już takowe robiła, to nie sama - raczej przy kimś, by mogli sobie od razu nawzajem pomóc, to wszystko.
Idąc tak przez Zakazany Las, ze starszą prawiesiostrą u boku, rozglądała się dookoła. Las nie był bardzo zachęcający - ale z tego, co czuła, nic się nie zmienił na przestrzeni tych lat. Nic. Nadal był tajemniczy, nadal zakazany i nadal... wywolujący ciarki przechodzące po plecach. Czuła, jakby cofnęła się w czasie, jakby mając zaledwie tych naście lat właśnie do niego weszła. chętna jakichś niebezpiecznych przygód.
- Myślę, że mogę się z Tobą ewentualną karą podzielić. - uśmiechnęła się do Melusine, puszczając jej oczko. Przecież nie zaciągnęła jej tutaj siłą, czyż nie? Byłoby co najmniej nie na miejscu nie wstawić się za starszą koleżanką w takim przypadku. Zaraz jednak Alex do nich dołączył, rzucił słowa, które spowodowały większe i mniej przyjemne dreszcze na plecach Almyry. Obserowala uważnie zachowanie dwójki obok siebie, samej stojąc nieco z tyłu. Po kilku chwilach jednak, sama kucnęła przy jednym ze śladzie, wyjmując swoją różdżkę i rzuciła ciche Lumos, by móc się przyjrzeć śladom. Wyciągnęła dłoń i bardzo delikatnie, jakby było to kruche szkło, przesunęła opuszkami palców po ziemi. Przez moment jakby zapomniała o obecności jeszcze innych osób. Zastanawiała się nad czymś, dość intensywnie. Czy aby na pewno powinni tutaj być? Sam fakt bycia w Zakazanym Lesie nie był bezpieczny, i na pewno nie odgradzał ich od ewentualnego niebezpieczeństwa, a skoro już weszli na teren olbrzymów, czy nie powinni sie wycofać? Almyra nie do końca miała ochotę przekonać się na własnej skórze, co to znaczy zmierzyć się z olbrzymem, mówiąc tak całkowicie szczerze...
- Raczej nie jest tutaj bezpiecznie. - rzuciła w powietrze, nie była tylko pewna, czy bardziej sama do siebie, czy może do swoich towarzyszy. Powoli podniosła się do pozycji stojącej, zaciskając mocniej palce na różdżce. Poprawiła suknię wieczorową, po czym odwróciła się do reszty. - Czy nie powinniśmy się stąd... ewakuować, póki na żadnego nie trafiliśmy?
Nie była pewna, czy nie wezmą jej za tchórza, ale nie chciała chyba ryzykować ewentualnych uszczerbków na zdrowiu...
Fly up
Fall into the Sunkiss
I’ll embrace you fearlessly
I’ll kiss you in that red light
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#53
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
26-01-2026, 18:22
Odpowiedź dla Kennetha i Keitha

Podążyłam za Kennethem, ale słow Keitha nie zignorowałam. Obejrzałam się za nim z lekkim rozbawieniem na twarzy, próbowałam ukryć chichot, ale on sam się jakoś napatoczył na moją twarz. Croft wyglądał jakby w ogóle nas nie znał, a skoro bardzo dobrze znał mnie i, jak się przed chwilą dowiedziałam, też całkiem dobrze znał Kennetha, to musiał wiedzieć, że jesteśmy pierwsi do tego, aby ruszyć ku przygodzie. Spoglądałam na niego i z lekkim uśmiechem na twarzy kiwnęłam głową.
- Taaak, chcemy iść za olbrzymem. Chodź, będzie fajnie, zobaczysz - zaśmiałam się znowu, błysk w moim oku nie znikał.
Byłam przekonana, że wszystko będzie dobrze. Była nas trójka, dorosłych czarodziejów, a troll prawdopodobnie jeden. Nawet jeśli byśmy na niego natrafili, to przecież nikt z nas nie zacznie go wołać czy rzucać w niego patykami. Nie było go słychać w okolicy, gdy byłam z Lizzy to wyraźnie czułyśmy i słyszałyśmy jego kroki, a teraz nic. Żadnego dudnienia, żadnego szelestu, żadnego wstrząsu ziemi. Nic. Może spał. A może tylko tędy przeszedł i poszedł dalej? Kto wie, zaraz się przekonamy.
- Oh, wiedziałam, że pójdziesz! W razie czego ratuj mnie tak, abym nie miała potem żadnych blizn, dobrze? - Znów odwróciłam się do niego i puściłam mu oczko.
Gdy przechodziliśmy obok testrali w pewnym sensie mi ulżyło, że nie tylko ja je widziałam. Zawsze głupio było mówić komuś, że się je widzi, kiedy ta druga osoba ich nie widziała. Z drugiej strony przeszedł mi po plecach dreszcz, bo rzadko obserwowałam je z innymi osobami, które też je widzą. Ciekawe zjawisko. Tak jak Keith stwierdził, nie będziemy im przeszkadzać, a i one po chwili odeszły.
Poruszaliśmy się w głąb lasu śladami olbrzyma. Nie tylko odciski jego stóp na ziemi były naszą wskazówką, w którym kierunku powinniśmy się poruszać. Ale były też połamane gałęzie, ślady na drzewach, fragmenty materiału czy chociażby pusta puszka. Usłyszałam jej brzdąk, spojrzałam pod nogi i zwolniłam czując ucisk na swojej dłoni. Czułam ciepło jego skóry cały czas, a Kenneth mimo że by mógł nie puścił mnie ani na chwilę. Nawet teraz, a może przede wszystkim teraz.
- Chyba jesteśmy blisko - mruknęłam, odwracając się w stronę przyjaciela. - Razem weszliśmy do lasu i razem wychodzimy, no nie? Nie oddalamy się od siebie - zawiesiłam spojrzenie na przyjacielu, a dłoń kapitana w tym samym czasie ścisnęłam mocniej, aby wiedział, że i do niego teraz mówiłam.
To była główna zasada jaką miałam wraz ze znajomymi, z którymi zapuszczałam się do lasu jeszcze w czasach szkolnych. Pilnowaliśmy siebie nawzajem, nikt się nigdy nie oddalał, a jeśli już się rozdzielaliśmy to zawsze przynajmniej na pary, aby każdy miał kogoś obok siebie. To co teraz powiedziałam nie było prośbą, bardziej nakazem. I do Keitha i do Kennetha. Bezpieczeństwo przede wszystkim. Może byliśmy szaleni, idiotami jak to nas Keith określił, to jednak przynajmniej ja miałam trochę oleju w głowie. Nie chciałam stać się zabawką dla olbrzyma i jego przekąską między posiłkami.
Szliśmy powoli i po cichu uważając na leżące na ziemi gałęzie. Już raz dzisiaj wywołałam ogromny hałas łamiąc ledwie jedną suchą gałązkę i zdecydowanie nie chciałam tego powtarzać. W pewnym momencie zobaczyliśmy olbrzyma. Leżał na ziemi, słychać było jak oddycha. Fragment lasu, gdzie nie było zbyt wiele drzew. Duża skałka z wysoką, ale dość płytką grotą. Jednak na tyle, by taki olbrzym mógł się tam zmieścić. Leżał na czymś co wyglądało jak łóżko, tak bym to nazwała. A dookoła niego było pełno różnych śmieci, puszek, porwanych materiałów, a także kości zwierząt. Obok jego głowy leżało coś na kształt maczugi. A przynajmniej to mi przypominało.
Czułam jak bije mi serce. Byliśmy od niego dość daleko, ale to było daleko na nasze, a nie olbrzymie daleko. Wyglądał jakby spał, a może miał tylko lekką drzemkę? Sięgnęłam po różdżkę, tak na wszelki wypadek i poprawiłam uścisk dłoni Kennetha.
- Nie budźmy go - szepnęłam najciszej jak tylko potrafiłam.
Dotarł do nas pomruk śpiącego olbrzyma.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#54
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
26-01-2026, 21:49
Odpowiedź dla Riven i Kenneth'a

Słysząc śmieć Kennetha przewrócił oczyma. Jemu wcale nie było do śmiechu, nie w tym momencie. Wiedział, że zarówno jedno jak i drugie potrafi być hej do przodu, wiedział, że lubią dziwne przygody. On jednak taki nie był i tak naprawdę gdyby nie to, że tak naprawdę nie mógł teraz zawrócić, wiedząc, że na pewno się zgubi sam, zostawiłby ich w cholerę i niech sami idą szukać olbrzyma. Nie miał jednak innego wyjścia. Nie był tak rządny przygód jak Kenneth i Riven. Czy to był właśnie powód dlaczego ona tak do tamtego lgnęła? Bo był odważny? Bo lubił tą adrenalinę, kiedy Croftowi wcale nie była ona potrzebna do życia? Czy to właśnie to ją w nim tak pociągało, że całkowicie straciła dla niego głowę? Nie wykluczał tego, bo znał ją doskonale i wiedział, że ona również ma w sobie tą iskrę i poniekąd mu się to w niej podobało, ale w granicach rozsądku.
- Taaa, będzie rewelacyjnie. - pokręcił głową ze zrezygnowaniem powoli idąc przed siebie.
Po prostu nie chciało mu się wierzyć w to, że mimo, że był najmłodszy z ich trójki, to myślał najbardziej jak dorosły. Słysząc słowa kapitana utkwił w nim spojrzenie. On tak na serio? Po tych wszystkich opowieściach, które mu przekazywał ze swoich podróży, po tym jak wielokrotnie powtarzał, że z całą pewnością by to powtórzył, zadawał mu takie pytania?
- Tak Fernsby, tak właśnie zakładam. - powiedział o wiele mniej milszym tonem niż początkowo zakładał, by moment później przenieść spojrzenie na Riven - Nie, właśnie specjalnie zostawię ci blizny, żebyś pamiętała na przyszłość. - odparł spokojnie, wzruszając przy tym ramionami.
Miał wrażenie, że ich dobry humor był nie na miejscu w zaistniałej sytuacji. A może to po prostu jego wisielczy humor był temu wszystkiemu winny? Jemu wcale nie było do śmiechu i żartów. Nie wiedział w tej wyprawie nic ekscytującego, a jedynie jeżyły mu się włoski na karku za każdym razem jak cokolwiek usłyszał. Szedł spięty do tego stopnia, że po chwili rozbolały go barku. Ale mimo tego szedł do przodu, nadal za nimi. Miał szczerze nadzieję, że jeśli faktycznie trafią na olbrzyma, Merlinie spraw by nie, to będzie tylko jeden. Chociaż ewentualna ucieczka przed olbrzymem pewnie nie byłaby łatwa, to jednak łatwiej uciekać przed jednym niż przed dwoma. Chciał odgonić te czarne myśli, nie był przecież pesymistą. Może to całe miejsce, połączone z sytuacją, w której się znalazł tak na niego działało?
Powietrze było ciężkie, wilgotne, słońce ledwo, ledwo przedzierało się przez wysokie korony drzew. Drzew, które z każdym metrem nosiły coraz co oczywistsze oznaki obecności wielkiego, niebezpiecznego stworzenia. Ślady na ziemie, obdarte konary, połamane krzaki. Jeśli jeszcze chwilę temu miał nadzieję, że może jednak niczego nie znajdą, teraz nie miał już kompletnie żadnych wątpliwości. Oddalali się bardzo od graniczy lasu, zaczął się zastanawiać czy w ogóle uda im się wrócić. On miał beznadziejną orientacje w terenie, może Kenneth ich wyprowadzi, w końcu był kapitanem na statku, mógłby się do czegoś przydać. Wiedział jednak, że nie wrócą dopóki ta dwójka nie naje się wystarczająco dużo adrenaliny.
Uważał pod nogi za każdym stawianym krokiem. Anonsowanie swojej obecności nie było im w tym momencie na rękę. Zwłaszcza, że po kolejnych kilku minutach dotarli do celu. Był wielki, jak dwa labo trzy Błędne Rycerze postawione jeden na drugim i nawet jeśli znajdowali się daleko od niego to czuł ten okropny smród. Skrzywił się, ale mimo wszystko cały czas się gapił na to coś. Co by nie mówić, zrobiło to na nim wrażenie, ale nie na tyle aby chciał tu zostać dłużej.
- Napatrzeliście się już? Czy chcecie się iść przywitać? - spytał cicho patrząc na tą dwójkę, nadal trzymając się z tyłu, z tego miejsca miał doskonały widok.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#55
Varya Borgin
Czarodzieje
Wiek
22
Zawód
łowczyni
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
4
OPCM
Transmutacja
5
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
19
13
Brak karty postaci
26-01-2026, 22:39
Wciąż chciałam. Wciąż nie udało mi się tego dokonać. Bestia pozostawała poza moim zasięgiem, choć podobno w tych lasach, gdzieś w tej Szkocji widywano olbrzymie pająki o wyjątkowo morderczych skłonnościach. Dotąd nie spotkałam żadnego z nich. Spacer między tymi drzewami mógł naprowadzić mnie na unikatowy trop, ale wtedy…. Wtedy nie powróciłabym na tańce, nie ubrałabym tamtej sukni, którą kupiłam któregoś dnia wspólnie z Antonią i Nastiją, nie uczyniłabym tego wszystkiego, co przyrzekłam sobie owego mglistego poranka na Nokturnie, pod murem krwistych przysiąg. Akromantula. Czy Nathaniel to rozumiał? Wiedziałam, że nie, nawet gdy zdawał się przemawiać całkiem zwyczajnie. Kiwnęłam lekko głową na znak potwierdzenia. Obydwoje z jakiegoś powodu zapamiętaliśmy tamten dzień bardzo dokładnie. Ja zimowe wspomnienia pielęgnowałam w sobie z należytą opieką, uznając to wydarzenie za ważne. Z więcej niż jednego względu. Z pewnością jednak zapamiętałam obraz chłopca wytarganego z lodowego basenu na moment przed ostatnim uderzeniem serca. Dziś stał naprzeciw mnie jako mężczyzna, na innej ziemi. Ziemi naszych ojców.
- Yeti. Widziałam go w Związku Radzieckim. Zabiliśmy go – zreferowałam krótko, oszczędzając mu makabrycznych opowieści. Być może trwałam w przeświadczeniu, że pytał, choć tak naprawdę wolał nie słuchać o tym, jak bestia łamała kręgosłupy druhów, zanim wreszcie padła w ośnieżoną dolinę. Choć samo pytanie zdawało się zdradzać zainteresowanie, mnie towarzyszył jakiś koślawy rodzaj niepewności. Nieznośne uczucie. Gdy mówiłam o bestii, mój głos nie zadrżał, przerażające obrazy nie zdołały przywołać lęków. Stworzenie istniało w mojej pamięci jako kolejny cel, który został złowiony. Triumfów tropicieli, przewaga czarodzieja nad zwierzęciem. Nie wiedział tego, ale przerażały mnie zupełnie inne rzeczy. Próżno było jednak poszukiwać ich w lasach. I zdawałam sobie sprawę z tego, iż były to udręki, które dla niego nie stanowiłyby żadnej przeszkody.
Choć niektóre z nich dało się odnaleźć również wśród tych drzew.
Bo kiedy niedługo później, w labiryncie duszących świateł, trwałam kompletnie sparaliżowana i niezdolna do obrony, mógł być świadkiem dziwacznej formy tego strachu. Pozwalałam, by jasna iskra skutecznie zablokowała moje ruchy, pozwalałam, by żarliwy promień odebrał mi możliwość obrony. Niczego nie mogłam uczynić, w żaden sposób nie mogłam zareagować. Myśli zdawały się drętwieć równomiernie z niezdolnym do ruchu ciałem i tak wszystko zamierało. Powieki ściskały się panicznie, dłonie sztywniały przed twarzą, próbując się osłonić, ale to nie niosło żadnej ulgi. Nie to. On przywołał obronę, on zachował jasny umysł i nie przestraszył się świetlistej bramy, on mnie od niej odgrodził, odpędzając żarliwe groźby od przegrzanego ciała. To były drobne chwile, ledwie mignięcie, w których wydarzyło się tak wiele. Nie do końca zdawałam sobie sprawę z tego działania. Dopiero później, gdy zagrożenie wygasło, dotknęłam dłoni, która trzymała moje ramię i odważyłam się otworzyć oczy. Przyłapana na słabości poczułam się najpierw podle, bo przecież nie wolno mi było się obnażać, nie wolno mi było wyrażać tak znacznej niemocy. Teraz już wiedział.
– Dziękuję –
bo i ja nie potrafiłam wyłuskać z siebie jakiegoś odpowiedniejszego słowa, jakiegoś sensownego wytłumaczenia. Leczy czy go potrzebował? To moja potrzeba wydawała się w tym względzie znacznie bardziej widoczna, dyskomfort wzrastał wraz z powrotem świadomości, analiza spychała mnie do roli ofiary, którą nigdy nie miałam prawa się nazwać. Wyprostowałam się – tak samo jak zawsze, w nieco sztywnym ruchu, niemal mechanicznym. Nic mi nie było, nic się nie wydarzyło, nikt nic nie widział. Nie, nieprawda. On przecież okazał się być dobitnym świadkiem mojej udręki. I chociaż z początku mnie to przerażało, później spróbowałam się z tym uczuciem oswoić. Spróbowałam patrzeć mu w oczy i powiedzieć to, czego nie potrafiły wypuścić usta. Za plecami rozpraszały się resztki demonicznej poświaty, ich oddalanie się ułatwiało mi kolejne oddechy. – Możemy wracać? – spytałam cicho, tonem zupełnie dalekim od rozkazu. Gdy opuściłam głowę i popatrzyłam na własne dłonie, rozpoznałam widmo delikatnych śladów, które nie rozlały się na mojej skórze po raz pierwszy. Różowe podrażnienia na dłoniach, ciągnące się nieco pod materiał - niegroźne, ale dla mnie nieprzyjemne. Naciągnęłam mocniej rękawy, aż za nadgarstki.
Wiedziałam, że nie odważę się podążyć dzisiaj w głąb lasów, które już u bram łypały na mnie swym słonecznym okiem.
A czy ty wiesz, że właśnie to jest gorsze od potwora?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#56
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
27-01-2026, 09:42
|Dla Riven i Keitha

Od pierwszej chwili widział, że coś jest nie tak. Kumpel, który zwykle potrafił rzucić ciętą uwagą z rozbawieniem albo przynajmniej zachować obojętny dystans, tym razem był zgryźliwy do granic nieprzyjemności. Odpowiadał półsłówkami, mruczał pod nosem, a każde pytanie kwitował spojrzeniem, jakby samo ich towarzystwo było dla niego przykrym obowiązkiem. Przy każdej próbie żartu odgryzał się ostrzej, niż było trzeba, jakby celowo chciał zaznaczyć, że nie ma ochoty na rozmowę ani na niczyją obecność. Kapitan obserwował to uważnie, wyłapując drobne detale: napięte ramiona, zbyt szybkie ruchy, sposób, w jaki unikał spojrzeń, a jednocześnie reagował z irytacją na najmniejszy bodziec. Przez chwilę rozważał różne możliwości, próbując dopasować je do obrazu, który miał przed sobą. Wiedział, że to nie była jego naturalna maniera, że coś musiało go gryźć, nawet jeśli nie dawał temu konkretnej formy. A jednak, im dłużej szli przez gęstniejący półmrok, tym łatwiej było zrzucić to na miejsce. Atmosfera Zakazanego Lasu potrafiła działać na nerwy, przytłaczać, wyciągać na wierzch to, co zwykle trzymane było pod kontrolą. Do tego dochodziła różnica charakterów, ich odmienny sposób reagowania na napięcie i zagrożenie. Kapitan w końcu machnął na to ręką, uznając, że nie każdy radzi sobie z taką przestrzenią tak samo. Postanowił nie drążyć, nie prowokować dalszych zgrzytów. Jeśli to tylko chwilowa szorstkość wywołana miejscem i nastrojem, przejdzie samo. A jeśli nie, będzie czas, by zapytać później, z dala od mrocznych drzew i ciszy, która zdawała się podsłuchiwać każde słowo.
Olbrzym leżał na boku, częściowo oparty o pień powalonego drzewa, jakby był to tylko niewygodny zagłówek. Jego potężna pierś unosiła się i opadała w powolnym, miarowym rytmie snu, a każdy oddech brzmiał jak cichy pomruk burzy gdzieś w oddali. Skóra miał zszarzałą, pooraną bliznami, włosy splątane i pełne liści, a mimo to było w nim coś zaskakująco spokojnego, niemal majestatycznego. -No no… - wyszeptał. Zatrzymał się i przez chwilę po prostu patrzył. Cała jego wcześniejsza czujność ustąpiła miejsca czystemu zachwytowi. Znał opowieści, widział ryciny, słyszał relacje innych, ale żadne z nich nie oddawały skali ani obecności tego stworzenia. To nie była bestia z legend, lecz żywy dowód na to, jak różnorodny i nieposkromiony potrafił być świat. Czuł w piersi to znajome ukłucie fascynacji, które zawsze pojawiało się, gdy stawał twarzą w twarz z czymś większym od ludzkich wyobrażeń. Dotarł do niego zniecierpliwiony głos Keitha. Obejrzał się na niego, przez dłuższa chwilę przyglądał kumplowi, po czym skinął głową. -Wracajmy. - Zgodził się. Lubił przygody, ale nie uśmiechało mu się stawanie oko w oko z olbrzymem. Doskonale wiedział, że nie mają z nim szans. Ryzyko było wpisane w jego życie, ale wbrew pozorom nie szafował nim bezmyślnie. Zaczął się ostrożnie wycofywać w drogę powrotną. Nie czuł się zagubiony, już wcześniej zapamiętał punkty charakterystyczne mające pomóc w powrocie na skraj lasu gdzie wszystko się zaczęło.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#57
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
27-01-2026, 12:54
Bardzo starałam się ignorować zachowanie Keitha nie bardzo rozumiejąc co się dzieje. Fukał na nas jakbyśmy zrobili mu coś złego, a ja nie rozumiałam o co chodzi. To znaczy, chyba się domyślałam dlaczego jest zły, ale Zakazany Las to nie było miejsce, na eskalację tych negatywnych emocji. A może mi się wydawało? Może to po prostu sam las tak na niego działał, a ja jedynie dorabiałam sobie do tego teorię? Dlatego próbowałam to zignorować, nie dolewać oliwy do ognia i liczyć na to, że za chwilę mu przejdzie. Może po prostu się bał, przecież nigdy tu nie był. Nie chciał zobaczyć olbrzyma. Oh, byłam głupia. Przecież zamiast go zachęcać mogłam go odprowadzić na skraj lasu, przecież widać było po nim, że nie chce z nami iść. Tak, to na pewno to powodowało, że był teraz taki zły. Mogłam najpierw zadbać o jego komfort, a potem cofnąć się razem z Kennethem by na spokojnie zobaczyć tego olbrzyma.
Przyglądałam mu się uważnie, nigdy żadnego nie widziałam i to będzie dodatkowa historia, którą będę mogła opowiadać w tawernie. Może trochę podkoloryzuję, tak by brzmiało bardziej dramatycznie, a klienci słuchali z większym zaciekawieniem? Mało kto mógł pochwalić się tym, że widział prawdziwego olbrzyma. Ułożyłam usta w dzióbek, przechylając głowę raz w jedną, a raz w drugą stronę, rozmyślając sobie o tych stworzeniach i snując w wyobraźni różne historie. Co by się mogło stać, gdyby olbrzym się obudził. Z zamyślenia wyrwało mnie pytanie Keitha. Aż drgnęłam. Odwróciłam się w jego stronę i spojrzałam na skwaszoną minę. Biła od niego dziwna energia. Kenneth zarządził powrót. Jedynie kiwnęłam głową i wycofałam się cicho na bezpieczną odległość.
Wracaliśmy w ciszy, każdemu chyba udzieliła się ta atmosfera. Dla mnie powrót nie był problemem, mijaliśmy te same charakterystyczne elementy. Puszkę, materiał w czerwonym kolorze zawieszony na drzewie, połamane gałęzie, ślady na ziemi. Kiedy znaleźliśmy się już wystarczająco daleko, że nie było słychać, ani czuć, olbrzyma puściłam rękę Kennetha i znowu wskoczyłam na wystające korzenie. Przeskakiwał z jednego na drugi, omijałam dziwne rośliny, próbowałam nie zahaczyć o wystające ciernie, by nie podrzeć spódnicy czy nie zadrapać sobie nóg. Im bliżej znajdowaliśmy się skraju lasu, tym więcej słońca przebijało się przez konary. Było już zdecydowanie później, chyba chwilę nam zajął ten spacer.
Spoglądałam to na Keitha to na Kennetha przeskakując z kawałków korzeni, na powalone konary czy wystające niewielkie głazy. Czy powinnam coś powiedzieć, zacząć jakoś rozmowę? A może właśnie nic nie mówić? Myślałam gorączkowo marszcząc nosek. Coś się zadziało, dobry humor prysł jak bańka mydlana, a ja nie wiedziałam kiedy. I nie chciałam do siebie dopuścić myśli dlaczego.
- No i prawie wyszliśmy - rzuciłam w końcu, zeskakując ponownie na ścieżkę i równając kroku z mężczyznami. - Chyba nie było aż tak źle, prawda? Będę musiała przy najbliższej okazji złapać Lizzy i opowiedzieć jej o tym trollu. Już widzę jak blednie i morduje mnie wzrokiem.
Zaśmiałam się na tę myśl. Chciałam trochę rozluźnić atmosferę, może słońce i lżejsze, mniej wilgotne, powietrze podziała na nas uspokajająco. Już po chwili widzieliśmy błonia, Hogwart górował nad jeziorem i mnóstwo ludzi krążyło to w jedną, to w drugą stronę ciesząc się powrotu w szkolne mury. Przeciągnęłam się unosząc ręce wysoko nad głowę z cichym mruknięciem.
- To był dobry spacer, chcę jeszcze zajrzeć do pokoju wspólnego Gryfonów, zajść do kuchni i sprawdzić czy nadal mają przy piecu wystawione drożdżówki. Widzimy się później? - Zapytałam, z uśmiechem spoglądając na swoich towarzyszy.
Dobra mina do złej gry, tyle mi pozostało. To nie było miejsce i pora na oczyszczenie atmosfery i dowiadywanie się co się stało, że Keith nagle taki nie w humorze. Mieliśmy się jeszcze dzisiaj spotkać, wspólnie zatańczyć. Może wtedy uda mi się wybadać co się stało mojemu przyjacielowi.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#58
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
29-01-2026, 10:09
Wędrowanie po lesie, który na dodatek został ochrzczony mianem "Zakazanego" sprawiało, że adrenalina przyjemnie buzowała w żyłach, a każdy cień zamieniał się w fantastycznego stwora. Ekscytacja Axela nie była jednak nieskoczona i tancerz miał wyryte w instynkt samozachowawczy unikanie konfrontacji z czymkolwiek, jakby od tego miało zależeć jego życie. Bo tak tez było, jakakolwiek kontuzja wiązała się zagrożeniem jego sprawności, a bez tego mógł zapomnieć o teatrze. Dlatego tez poniekąd podzielał poglądy Morgana, że jest to miejsce niebezpieczne i nie powinni się tutaj zapuszczać. Jednak dwie białogłowe, które kluczyły przed nimi niczym beztroskie sarny miały inne zdanie na ten temat.
Żarty się jednak skończyły i licytowanie się na temat tego, kto poniesie karę, a kto z kim będzie się nią dzielił skończyły się w chwili, kiedy Axel dotarł do Almyry i Melusine. Świadomość obecności ogromnego bytu jakim był olbrzym wcale nie nawala Francuza optymizmem. Taki stwór mógł bez wysiłku połamać kości, zmiażdżyć ciało i po prostu zabić w jedną chwilę. A on nie był typem rycerza na białym koniu, a raczej ostrożnego tchórza, korzy jednak ceni sobie spokój i brak bólu.
Spoglądając na twarze kobiet Axel z ulgą stwierdził, że obie są równie przestraszone co i on, a za tym szła wspólna konkluzja o opuszczeniu tego miejsca.
- Każdy ma do tego prawo, mademoiselle Melusine. - Zgodził się na temat oburzenia w grzebaniu w czyichś ubraniach i nawet nie mial zamiaru sprawdzać, czym owa szmata na gałęzi mogla być. Po potem pokręcił głową wycofując się na ścieżkę która szli. - Non, Akademia Beauxbatons dba o bezpieczeństwo swoich uczniów. Chodźmy stąd, jako zadośćuczynienie proponuje tance w Wielkiej Sali. - Zagadnął z lisim uśmiechem na ustach zgadzając się w pełni z Almyrą, że lepiej stąd odejść.
Axel przepuścił przed sobą obie damy i rozejrzał się jeszcze kontrolnie, czy aby na pewno olbrzym nie uznał, że wróci się po zgubioną część swojego ubrania. Nie podobało mu się to, że miałby zamykać pochód i mieć za plecami tylko i wyłącznie mroki lasu wraz z jego mieszkańcami. Z różdżką w pogotowiu szedł za Almyrą i Melusine aż do polany, gdzie było wejście na Błonia zamku. Po drodze zgarnęli Morgana, który zboczył z drogi i próbował ich odnaleźć, Axel posłał mu porozumiewawcze spojrzenie i teraz to jemu pozostawił ochronę tyłów w tym przyspieszonym spacerze.

Almyra, Melusine i Axel zt
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (6): « Wstecz 1 … 4 5 6
 


Skocz do:

Aktualny czas: 02-02-2026, 14:11 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.