• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Horyzontalna > Lodowisko "Permafrost"
Lodowisko "Permafrost"
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
23-11-2025, 10:10

Lodowisko "Permafrost"
Na końcu wąskiej, brukowanej uliczki w alei Horyzontalnej, za łukiem stworzonym z figur lodowych, znajduje się całoroczne lodowisko Permafrost. Dzięki zaklęciom tafla lodu nigdy nie jest zbyt rozjeżdżona, a w jej głębi migają drobne błękitne iskierki, jakby ktoś ukrył tam świetlne drobinki. Wokół stoją wysmukłe latarenki pokryte szronem, oświetlające przestrzeń ciepłym blaskiem. Gdy tylko postawi się na lodzie pierwszy krok, słychać delikatną melodię, spokojną i łagodną, wypełniającą całe lodowisko. W pobliżu znajduje się mała kawiarnia serwująca ciepłe przekąski i napoje wszelkiej maści, oraz bezosobowa wypożyczalnia łyżew. Wystarczy wypowiedzieć numer buta do lodowego posągu, a u jego podstawy natychmiast pojawiają się odpowiednie łyżwy.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Jasper Prince
Akolici
Wiek
38
Zawód
Uzdrowiciel, toksykolog
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
25
15
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
6
Brak karty postaci
02-12-2025, 03:11
- Wiem... - westchnął z rozbawieniem, bo Leonie (zadająca mu na drugiej randce zagadki o złotym zniczu) chyba naprawdę nie wierzyła, że cokolwiek wiedział o Dolinie Godryka. Nie mógł odczytać ponurych wspomnień z jej miny, a dzisiejsza okazja była (póki co) zbyt wesoła by sięgnął wyobraźnią do zeszłych lat i uświadomił sobie, kiedy powinna była znaleźć się w szpitalu. Nie, póki co cieszył się, że najwyraźniej nie była kiedyś dzieckiem (ani tym bardziej dorosłym) łamiącym nogi ani jedzącym toksyczne kwiatki.
- Ogólnych podstaw, wystarczających do udzielania pierwszej pomocy... choćby w miejscach, w których nie ma szpitala. - odpowiedział, radośnie chwytając Leonie za słówka. Nie kpił jednak, Cardiff naprawdę potrzebowało uzdrowicieli pierwszego kontaktu. W teorii czarodzieje mogli teleportować się wszędzie, w praktyce w sytuacji choroby było to trudne, o licencji nie wspominając. Może gdyby nie konieczność ukrywania się przed mugolami, placówek takich jak święty Mung byłoby więcej? Tymczasem, nawet jego prestiżowe miejsce pracy było ukryte przed niemagicznymi w dość upokarzający sposób, ugh. - Do specjalizacji wymagane jest Evershire i choć nauczają z najwyższym rygorem, to... osobiście nie sądzę, że dostęp do tego rodzaju powinien być aż tak ograniczony. - rzucił z pozorną nonszalancją. Właściwie, być może nie broniłby tak demokratyzowania wiedzy gdyby do Evershire dostawali się tylko najlepsi, ale widział jak rodzinne fortuny—stokroć większe od tej Prince'ów, choć jego przodkowie pracowali przecież na swoje dziedzictwo przez pokolenia i niejednokrotnie dopisywało im szczęście—otwierają wiele drzwi. Fortuna Sandersonów, chociażby. - To ważne, by więcej czarodziejów miało dostęp do magii leczniczej, zwłaszcza jeśli wykazuja zapał, zdolności i dyscyplinę. - nie podjąłby się nauczania nikogo, kto podchodzi do tej magii lekceważąco, wszak ważyła na życiu i śmierci. Choćby ten lekkoduszny kolega Leonie, zmieniający dziewczyny jak rękawiczki, nie brzmiał z jej opisu jak kandydat na poważnego profesjonalistę—ale na szczęście na świecie istnieli poważni młodzi ludzie, jak Keith Croft, których dostęp do edukacji nie powinien być ograniczony tylko dlatego, że ich ojciec nie miał stosów złota w piwnicy (albo nie żył) albo dlatego, że zdecydowali się na naukę w dorosłości, a nie na poziomie zakuwania do owutemów.
- Ha, chcesz wystraszyć klientów Fruwokwiatu? Zgoda, ale na twoją odpowiedzialność. - parsknął śmiechem. - Zwłaszcza, jeśli wypłoszy to innych stałych klientów Leonie Figg... - dywagował, zerkając na nią wymownie i zastanawiając się, czy miała w sklepie jakiś innych adoratorów. Starszych panów na pewno, widział jak kiedyś cierpliwie tłumaczyła coś ledwo stojącemu na dwóch nogach staremu czarodziejowi. Ale kto wie—może bywały u niej gwiazdy rocka?
- Ustatkować. - powtórzył za Leonie. - Nawet ja brałem ślub później, a to było... młodo. - wyrwało mu się w żartobliwym geście męskiej solidarności, ale przecież sama Leonie okropnie narzekała niedawno na jego rodziców i presję. - Spokojnie, Lee - zanim wyznałby, że samemu ożenił się w wieku lat dwudziestu pięciu, przytomnie ugryzł się w język. Po pierwsze, nie lubiła tego tematu, a po drugie nie chciał sabotować ich kiedyś. W zamian przekierował jej uwagę: - Mężczyźni czasem tak mówią, o zabawie i w ogóle, gdy nie chcą się po prostu przyznać, że pragną czegoś więcej albo że już ktoś im się podoba. I zanim zaprotestujesz, że twój przyjaciel na pewno by cię nie nabrał, to nawet mnie choćby Atticus zaskoczył tym, że najpierw się zaręczył a dopiero potem mi powiedział. - ugh, chyba radą na plotkowanie nie było plotkowanie bardziej i o kimś innym, ale przy Leonie słowa czasem płynęły same.
I było to lepsze niż ciężka cisza, która zapadła gdy Leonie zdawała się zamknięta w swoich wspomnieniach i w nieswoim świecie.
Czasami bał się o to, jak samemu wygląda gdy przebłyski wizji odciągają go na moment od rzeczywistości—na szczęście w świetle dnia były to ledwo momenty, nie licząc tamtego razu z Ingrid. Jak wariat, myślał, przekonany, że może to budzić jedynie pogardę. Ale teraz, usiłując uspokoić Leonie zaklęciem, czuł tylko zmartwienie. Pokiwał głową, w porządku, choć nie rozumiał czy naprawdę go o to pytała czy też jej niepewne słowa miały być stwierdzeniem i próbą uspokojenia ich obojga. Bezpiecznie zeszli z lodowiska, nic się przecież nie stało, zresztą najgorszym co mogło się stać byłaby stłuczona lub złamana kończyna—nic, z czym nie mogliby sobie poradzić, choć oczywiście żadne z nich nie byłoby tym zachwycone, bo Szkiele-Wzro bolało.
Może jednak bolało mniej niż widok mugolskiej mody w miejscach dla czarodziejów. Pokiwał głową ponownie, kucając już przed Leonie. Domyślił się, po samym stroju. Jakiś czas temu może zadałby więcej pytań albo zaczął zastanawiać się, co miała na myśli poprzez wygląd—sam strój, czy fizyczne podobieństwo? Teraz jednak te kwestie nie przeszły mu przez myśl, bo już raz ośmielił się spytać i został uspokojony. Samemu nie był do n i e g o podobny.
- Liczyłem na to, że w miejscu i w dzielnicy dla czarodziejów nie zobaczymy... tej mody. - westchnął z mieszanką irytacji skierowanej w stronę mugolaka (w końcu nie byłoby tu mugola, a nikt normalny czystszej krwi by się tak nie ubrał) i smutnego zakłopotania. Naprawdę chciał, by czuła się na Horyzontalnej dobrze i bezpiecznie, by zechciała kiedyś...
...no nic, nieważne. Mieli czas. Mieli perspektywę kiedyś.
- Daj spokój. - przerwał jej, gdy przyznała, że jej głupio. Przynajmniej nie przepraszała ani nie płakała (nie do końca do niego dotarło, że to tylko ze względu na zaklęcie). Złapał ją za dłonie, poszukał jej spojrzenia. - Wiesz, że w najgłupszych i najmniej odpowiednich momentach... choćby w twojej kuchni, gdy pierwszy raz robiłaś mi herbatę - cofnął się wtedy od jej dotyku, nieświadom, że to zauważyła - miewałem czasem rozpraszające przebłyski... cóż, na szczęście nie koszmarów, ale jeszcze bardziej mi głupio gdy zawieszam się na kilka sekund i nawet nie mogę nic z tego wyczytać? - rzucił lekko, spychając na dno umysłu zarówno emocje związane z wizjami jak i świadomość tego, że akurat wtedy doskonale wiedział, co widzi; siniaki na jasnej skórze.
- Och, a co jeśli mam większą ochotę na gofry niż na wysiłek fizyczny? - udał teatralnie zdziwionego. - Albo na patrzenie, czy nie rozpędzisz się tak by złamać nogę. Sobie, bo niektórzy na to może zasługują. - wypsnęło mu się, choć może roztropniej było nie wspominać tego winnego nieodpowiedniego ubrania człowieka. - Proponuję kompromis. Zjemy dwa gofry w różnych smakach - Merlinie, był głodny - a potem wrócimy na lodowisko, ale wolniej i przy barierce. Rozpędzimy się następnym razem, hm? - albo za pięć razy. Czy Leonie uzna go za nudnego pragmatyka, a nie romantyka, jeśli aż tak jawnie okaże, że nie wierzy w ich natychmiastowe łyżwiarskie postępy?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Leonie Figg
Akolici
he was hanged from the gallows that he built for me.
Wiek
25
Zawód
magibotaniczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
8
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
13
Brak karty postaci
02-12-2025, 13:32
Wspomnienie o Evershire pobudziło wyobraźnię. Leonie zastanowiła się, jak wyglądał ten młodszy Jasper, zakopany w księgach, pergaminach i spieszący się na wykłady; jak radził sobie z nieprzewidywalnością swoich wizji, czy z kimś dzielił ten ciężar, czy świadomie wybierał samotność, udając, że fantazmaty widziane w snach należą tylko i wyłącznie do świata koszmarów. Zakładała, że otaczał się grupą przyjaciół, charyzmatyczny i tak pięknie uśmiechnięty, że ludzie lgnęli do niego ufnie. Pewnie miał wtedy jakąś dziewczynę, a ukłucie zazdrości momentalnie podsunęło, że pewnie była płytka, niezbyt mądra i szybko wydalono ją z wyższej uczelni, bo nie radziła sobie z materiałem. Nie na tym jednak miała się skupić, a na opowieści o ambitnym człowieku, który trafił do Jaspera w poszukiwaniu bardziej dostępnej wiedzy; przypomniawszy sobie o tym, uśmiechnęła się zachęcająco, słuchając go dalej.
- Założę się, że u ciebie szybciej przyswoi wiadomości, niż gdyby miał trafić do Evershire - stwierdziła lekko, bez przymilności, po prostu szczerze. Jasper na pewno potrafił ubierać nużące zagadnienia w ciekawe opowieści, pomagające zapamiętywać jego uczniom - a przynajmniej uczniowi - nowe tematy, był też cierpliwy, a to ważna cecha dla nauczyciela. Pod jego kuratelą nawet Leonie załapałaby to i owo, gdyby uznała, że potrzebuje wdrożenia w sacrum magii leczniczej, uważała jednak, że mając go obok, nie będzie musiała leczyć się sama w razie jakiegoś wypadku. Tak jak on nie musiałby mierzyć się sam z uprawą roślin i ziół na swoje ingrediencje; podobała się jej myśl, że uzupełniali się nawzajem, wypełniali luki. - Wiesz już, czy to ktoś, kto myśli... jak my? - zapytała, nie mogąc powstrzymać ciekawości. Ktoś, kto wyznawał idee głoszone przez Gellerta Grindelwalda, kto widział w świecie mugolskim zagrożenie i chorobę toczącą magiczną tkankę. Bogowie, nie wyobrażała sobie nawet, jak dobrze strzeliła.
- Rysunek będzie dla mnie, nie dla nich! - zaoponowała ze śmiechem. Igiełka zazdrości wyczuwalna w postawie Jaspera rozpaliła ją od środka, golf nagle okazał się zbyt ciepły, a ona miała wrażenie, że lód pod ich łyżwami powinien stopnieć, choć tego nie robił. - Zachowam go w składziku, gdzie trzymamy herbaty, przekąski i rzeczy osobiste. Nikomu go nie pokażę, to będzie mój skarb - dodała teatralnie, niemal jak smok, który przewraca się z boku na bok na górze złota, diamentów i innych kosztowności. Cóż, jeśli przez to inni stali klienci wcale nie wyfruną... Uśmiechnęła się lisio, patrząc w szmaragd jego oczu. Chyba nigdy nie miał znudzić się jej ten pokaz męskiej zaborczości i terytorialności, jedynie w jego wydaniu.
- To co innego - zarzekła się uparcie, wdzięczna, że Jasper nie pociągnął tematu swojego małżeństwa. Naturalnie, że nie było to czymś innym, nie potrafiłaby nawet uzasadnić, czemu uznała inaczej, ale wystarczyło wykrzesane impulsywnie przezwisko, by wyraz jej twarzy zmiękł. Lee. Nikt nie nazywał jej w taki sposób, nikt nie skracał jej imienia tak, jak zrobił to on, człowiek wyjątkowy i niepowtarzalny, nowa nuta na znajomej pięciolinii. Nowy uśmiech rozpromienił jej wargi i teraz zgodziłaby się ze wszystkim, co Prince miał zamiar powiedzieć, ale o dziwo jego tłumaczenie brzmiało bardzo rozsądnie. Naprawdę mogło tak być? Keith ukrywał w sobie cząstkę duszy łaknącą czułej i trwałej miłości, chowając ją pod płaszczykiem nonszalanckiego bawidamka? I dlaczego tego nie zauważyła? Uważała się przecież za jego siostrę, przyjaciółkę tak bliską, że w mig powinna potrafić rozszyfrować każdy jego sekret. - Jesteście potwornie skomplikowani... - podsumowała z westchnięciem i przechyliła głowę do ramienia, lustrując Jaspera uważnym spojrzeniem. Ciekawe, czy mówił z doświadczenia. Tak się tym zaaferowała, że potknęła się na łyżwach i tylko cudem odzyskała równowagę. - Myślałeś, że Atticus skonsultuje z tobą szaleństwo swojej miłości? - uśmiechnęła się szeroko, z muśnięciem politowania. - Za kobietą taką jak Oriana mężczyźni wchodzą w ogień. Długo wzbraniała się przed przysięgami, więc twój przyjaciel musi być dla niej ważny. A skoro tak, powinien był kuć żelazo, póki gorące - ciągnęła, ślizgając się powoli po tafli lodu, nadal z szeroko rozłożonymi rękoma do podtrzymania pionu. Próbowała widzieć w tym nową formę tańca. - "Oriano, postój tutaj i nigdzie się nie ruszaj, a ja najpierw naskrobię list do przyjaciela, bo nie wiem, czy da mi błogosławieństwo. Chociaż może mieć dyżur, więc postoimy tak, dopóki nie odpisze. Nie masz nic przeciwko?" - przedrzeźniła zaczepnie, zakręciła niewprawne koło na łyżwach i przylgnęła do niego, opierając dłonie na jego przedramionach. W innych okolicznościach mogłaby teraz wspiąć się na palce i go pocałować, ale Merlin świadkiem, że jeśli spróbowałaby balansować na szpicach płozów, połamałaby sobie nos, a jemu kość ogonową, zrzucając ich na twardy lód.
Wiele by dała, by dobry humor trwał bez końca, ale pojawienie się tamtego mężczyzny, impulsu wzbudzającego sztorm wspomnień, przeszkodziło im w beztrosce na Permafrost. Nadal lekko dygotała, kiedy Jasper prowadził ją do zejścia z lodowiska, uspokoiwszy kończyny dopiero na krześle w kawiarence. Otaczało ich ciepło i zapach wypieków oraz gorącej czekolady, a taka mieszanka, podobnie jak zaklęcie, dobrze działała na resztę napięcia w ciele Leonie. 
- Chyba jej nie unikniemy - odpowiedziała szeptem i smętnie pokręciła głową, przymknąwszy powieki. - To coś, do czego muszę się... jakoś przyzwyczaić - stwierdziła bezsilnie. Miała nadzieję, że spłoszenie okrzepnie w rytmie upływu czasu, ostatnio w domu Franceski dobrze jej poszło, ale bywały takie kombinacje stresorów, które mimo wszystko nadal wyzwalały w niej najgorszy rodzaj strachu. Gdyby nie Jasper, którego nadal gładziła po chłodnych puklach, załamałaby się na środku lodowiska, przerażając dzieci pędzące na łyżwach pod opieką rodziców. Nie obwiniała dzielnicy, nie obwiniała Permafrost; czarodziej ubrany jak tamten blondyn mógł pojawić się gdziekolwiek, nawet w Ministerstwie Magii w gabinecie Leacha.  - To było to? - olśniło ją wreszcie, oczy otworzyły się szerzej, okrągłe jak monety. Pamiętała tamten moment w kuchni, gdy Jasper nagle stężał, cofnął się. - Myślałam, że po prostu nie miałeś ochoty na dotyk - przyznała i zmarszczyła brwi. Teraz jej dłoń przesunęła się na jego policzek, muskając czule nieco zziębniętą skórę mężczyzny. Bogowie, nie zdawała sobie sprawy, a on został wtedy dźgnięty ostrzem jasnowidzących powidoków. - Później już tego nie zauważyłam... Jak często? - spytała łagodnie, powinna wiedzieć, powinna móc zwracać na to większą uwagę i potrafić stwierdzić, kiedy dopadało go coś trudnego. Jeśli stanie się to w towarzystwie, w którym będą razem, Leonie popędzi mu na ratunek, rozproszy, bezczelnie wtrąci się do jego urwanej rozmowy, cokolwiek.
Wspomnienie gofrów i złamania nogi komuś, kto na to zasługuje, potem znów ją rozpogodziło. Przeniosła wzrok na zadbaną ladę kawiarenki, na zachwalające ilustracje, obrazujące wachlarz menu, i znów przechyliła lekko głowę. - W porządku, dwa gofry. Wybierz drugiego - zdecydowała z rozbawieniem, ale zanim zdołałby odejść i złożyć zamówienie, pochyliła się i oparła ze sobą ich czoła. Chciała coś dodać. Chciała odpowiedzieć na jego niedawne wyznanie, czuła, że może to zrobić, że byłoby to szczere, a jednak słowa znów utknęły w gardle.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Jasper Prince
Akolici
Wiek
38
Zawód
Uzdrowiciel, toksykolog
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
25
15
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
6
Brak karty postaci
02-12-2025, 17:28
- Szybciej to słowo klucz, po prostu uczę go podstaw... - roześmiał się z zakłopotaniem, gdy Leonie porównała wymagający program pięcioletnich studiów do doszkalania, ale nie protestował bardziej, przyzwyczajając się powoli do tego, że jej błędne rozumienie meandrów magimedycyny bywa w rozmowach całkiem urocze. - Tak. - odpowiedział z błyszczącymi oczyma. - Tak do mnie trafił, z polecenia... - nachylił się nagle, mocniej przytrzymał dłonie Leonie. Dla postronnych wyglądali jakby asekurował albo flirtował z nią na lodowisku (niewątpliwie rozbudzając wyobraźnię dziecka, które potem im to wytknęło), ale on chciał zniżyć głos, wyszeptać coś przeznaczonego tylko dla niej. - To mnie przy nich... nas trzymało nawet po przegranej, wiesz? Nie przyszłość, nawet niekoniecznie on - teraz aż trudno było w to uwierzyć, wszystko się zmieniło po powrocie Grindelwalda; zgodnie z przewidywaniami Oriany mieli szansę (lub ryzyko) przyciągnąć nowych akolitów, zwabionych przez niego... ale ostatnie piętnaście lat wyglądało przecież inaczej. - Tylko solidarność, wspólnota, którą zapoczątkował. - nie poznał nigdy Grindelwalda osobiście, nie widział jego bardziej brutalnych metod na wzbudzanie lojalności choć Atticus podejrzewał ich istnienie. Poznał za to jego zwolenników, którzy wyciągnęli do niego rękę gdy w Evershire czuł się samotny i zagubiony. Poznał satysfakcję płynącą z pomocy nieznajomym czarodziejom, z którymi dzielił go status majątkowy i nawet język.  Poznał solidarność, którą—jego zdaniem—mugole i ich zwolennicy im odebrali, bo po śmierci Severusa nie znalazł pocieszenia ani wyjaśnień ani we wspierającym wojnę Ministerstwie ani wśród własnej rodziny, a właśnie wśród tej... nowej.
Gdzieś po drodze stracił kontakt z rodzicami i resztki sympatii do Marcusa i zaufanie Eileen i ciepło wspomnień o tym, co łączyło ich przedtem, ale o tym próbował nie myśleć. A jeśli już, zwalał to na jasnowidzenie, na coś, nad czym nie miał kontroli.
- Och, no dobrze. Może kiedyś stworzę dla ciebie coś, co będziesz mogła pokazać innym... nie wiem, piosenkę? - uśmiechnął się wyzywająco. Od przypalonej jajecznicy nie nucił już przy niej Nocnych Nuciaków, co nie znaczyło, że go nie korciło.
- Skomplkowani, my? Spójrz na kobiety! - nie zdążył dokończyć żartu, bo asekuracyjnie wyciągnął ręce aby objąć Leonie w talii. Nie szło mu na łyżwach jakoś świetnie, cały czas czuł sztywność nóg i wypominał sobie, że nie ćwiczy fizycznie regularniej; ale w przeciwieństwie do niej przynajmniej pamiętał z dzieciństwa jak na nich ustać. - Mężczyźni, liczba mnoga? - podchwycił, korzystając z jej łyżwiarskiego rozproszenia. - Nie wspominał mi, jeśli miał jakiś rywali, jest zbyt dumny... - westchnął teatralnie, zmyślając jak z nut. Atticus nie był zbyt dumny na to, by wysłuchać wszystkich plotek jakie Jasper wyciągnie o innych adoratorach Oriany. - Może zaniedbał list do mnie, prosząc o pozwolenie jej i swoją rodzinę... - dodał dla niepoznaki, ale reakcja brunetki na widok mugolsko ubranego czarodzieja skutecznie ucięła temat i ocaliła Leonie oraz Orianę od próbującego poznać plotki Jaspera.

- Szkoda, że żyjemy w świecie, w którym musimy być do tego przyzwyczajeni. - szepnął w kawiarni, ujmując dłonie Leonie w swoje (nawet w kucki łatwiej było zachować równowagę niż na łyżwach). - Nie lubię - boję się - ich pojazdów, wiesz? I tych... głośnych wynalazków, ich fajerwerki brzmią inaczej niż nasze. - jak bomby i gruzy. Opowiadał o tym wszystkim by rozproszyć Leonie, choć w normalnych okolicznościach niechętnie przyznałby się jej do tej słabości. I do migawek wizji. Dopiero, gdy dopytała, uciekł wzrokiem, ale tylko na moment. - To nieprzewidywalne, ale na szczęście niezbyt często. Gorzej jest w nocy, za dnia jestem w stanie to... jakoś ukryć - spojrzał na nią nieśmiało, trochę pytająco. Albo i nie, skoro już wtedy zauważyłaś. On za to, oślepiony przebłyskiem wizji, nie zauważył, że jego wzdrygnięcie się sprawiło jej wtedy przykrość. Teraz mówiła już o tym spokojnie(j), więc pozostał w nieświadomości. Odruchowo wyciągnął dłoń i pogładził Leonie po policzku, pamiętając doskonale, co wtedy widział—posiniaczoną kobietę, z ranami w tym samym miejscu, którego teraz dotykał. Wtedy myślał o Eileen, teraz tknęło go podejrzenie, że wcale nie jest już tego pewien; że wizja nadeszła akurat tam, gdy dotykał dłoni Leonie, tak jak przed laty dotykał dłoni Ingrid. Ale nie chciał tego podejrzenia, bał się go, więc prędko zdołał zepchnąć je na dno świadomości. Oparł czoło o jej czoło, bardzo pragnąc mylić się w kwestii wizji i podejrzeń i nie podejrzewając nawet, że w tym czasie Leonie jest na skraju wypowiedzenia słów, które tak bardzo pragnąłby usłyszeć.
- Truskawkowy z bitą śmietaną i... zobaczę jakie mają dodatki? - szepnął, nieświadomie przerywając tą magiczną chwilę — pokusę wyznań, pokusę pocałunków, pokusę czegoś więcej. Odsunął się powoli i poszedł do lady, postanawiając, że o kwestię komentarzy dziecka i tego, czy wolałaby nie być całowaną na lodowisku spyta Leonie już przy gofrze.

/zt x 2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#14
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
21-01-2026, 21:27
29.03.

Praktycznie całą zimę się z tym nosił, ale zawsze udało mu się znaleźć jakąś wymówkę aby tego nie zrobić. A to praca i nie ma czasu, a to zmęczony, a to już był z kimś umówiony albo miał kaca. I nie chodziło o to, że nie chciał się z nią spotkać, ale o to, że po prostu nadal był nie do końca pewny czy to w ogóle jest dla niego. Nie widziało mu się jakoś specjalnie lądować na tyłku co pięć sekund, miał prace stojąca i może jakoś by mu to specjalnie nie przeszkadzało, ale gdyby, nie daj Merlinie, zrobił sobie coś więcej, to nie mógłby pracować.
Lillie już w szkole proponowała mu, że go nauczy, ale on zawsze odmawiał. Nigdy nie był specjalnym fanem sportu, w odróżnieniu od jego młodszej koleżanki. Zdecydowanie wolał stały grunt pod nogami, na miotle latał tyle co na lekcjach i jakoś nie specjalnie potem miał ani ochoty ani sposobności aby poprawić swoje umiejętności w tym zakresie. Do sportów mógł u siebie zaliczyć pływanie, które, kiedy pogoda dopisywała, uprawiał no i przede wszystkim to, że pracował fizycznie. Oczywiście, magia towarzyszyła mu codziennie, również w pracy, ale czasami lubił po prostu popracować fizycznie żeby mięśnie nie zapominały od czego są. Plus lubił to jak wyglądał i nie specjalnie widziało mu się przytyć.
Nadszedł jednak w końcu ten dzień, kiedy przezwyciężył swoje lęki, a w każdym razie miał taki zamiar. Na Horyzontalnej w Londynie było całoroczne lodowisko, co idealnie się składało, bo teraz, kiedy było już cieplej i wiosna powoli zaglądała zza rogu, nie trzeba było nosić tych grubych kurtek i ciuchów, które ograniczały ruchy. Może dzięki temu, że miał dzisiaj na sobie zwykłe, ciemne spodnie, jak zawsze z trochę szerszymi nogawkami oraz luźną brązową koszulę, pod która miał biały t-shirt, a na wierzch lekką kurtkę, nauka będzie łatwiejsza. Zwłaszcza, że jego nauczycielka była bardzo dobrą łyżwiarką, pokładał w niej więc duże nadzieję.
Już nawet nie pamiętał jak się poznali z Lillie. To było na pewno w szkole, trafiła do Puchonów, tak jak on, była charakterystycznej azjatyckiej urody, więc nic dziwnego, że zwrócił na nią uwagę. Nie było wielu takich uczniów, więc zarówno on jak i ona wyróżniali się z tłumu. Pomimo trzech lat różnicy, jakoś nie mieli specjalnie problemu aby nawiązać kontakt, zwłaszcza, że Lillie była zdecydowanie bardziej otwarta i kontaktowa niż on kiedy pojawił się w Hogwarcie. Nie miała problemu żeby odnaleźć się w nowej rzeczywistości, a w każdym razie jemu się tak wydawało, ale nie zmieniało to jednak faktu, że dopóki nie opuścił murów szkoły to miał na nią oko.
Potem różnie bywało. Poznał jej starszą siostrę, Thalię, która stała się jego dobrą znajomą, od niej słyszał, że Lillie udało się po szkole dostać do zawodowej drużyny Quidditcha i nawet planował sie kiedyś wybrać na jej mecz, ale niestety bilety jak na razie były poza jego zasięgiem. Widywali się więc rzadko, ale też nie na tyle rzadko aby całkowicie o sobie zapomnieć. Panna Wellers jeździła świetnie na łyżwach, więc kiedy padła kolejna, niby to mimochodem, propozycja lekcji, tym razem się zgodził.
- Ale musisz obiecać, że nie będziesz się ze mnie śmiać…za bardzo. - spojrzał na nią z rozbawieniem wymalowanym na twarzy kiedy stali w kolejce żeby wypożyczyć łyżwy - I pamiętaj, jestem od ciebie cięższy, więc nie daj Merlinie żebyś mnie chciała łapać, jeszcze coś ci się stanie i wtedy będzie na mnie. - pogroził jej palcem, po czym pokręcił głową i zaczesał, dzisiaj w odcieniu ciemnego blondu, włosy do tyłu - Na Merlina, w co ja się wpakowałem. - zaśmiał się nerwowo zerkając na dziewczynę.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#15
Lillie Wellers
Czarodzieje
Wiek
20
Zawód
Ścigająca Harpii z Holyhead
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
1
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
15
25
Brak karty postaci
25-01-2026, 15:19
Ile razy próbowała go namówić w szkole, by chociaż na chwilę poszli pojeździć na łyżwach? Lillie uwielbiała jeździć na łyżwach - i chociaż nie robiła tego przez parę lat, szybko udało jej się wrócić do nieco bardziej zaawansowanej jazdy. Oczywiście, nie przesadzajmy - nie sądziła, by jej nieco bardziej profesjonalna jazda różniła się czymkolwiek od zwykłych ludzi. Ale Wellers taka była - często odrobinę umniejszała swoim zdolnościom, jakimkolwiek - nawet lataniu na miotle, nad którym pracowała ostatnich parę lat w szkole i w Osach. I zawsze sądziła, że musi się jeszcze wiele nauczyć, że wiele jej brakuje i w ogóle...
Keitha znała ze szkoły. Co prawda, gdy chłopak ją skończył, ich kontakt nieco osłabł. Nie był może zerowy, ale nie będąc obok siebie na co dzień, nie poruszając się po tych samych korytarzach zdecydowanie ciężej było utrzymywać stały i regularny kontakt. Możliwe, że gdyby Lillie była bardziej natrętna, częściej by się do niego odzywała. Ceniła jednak przestrzeń osobistą innych osób i nie narzucała się nikomu. Aczkolwiek przez jakiś czas było jej dość przykro, gdy Keitha zabrakło w szkole. Lubiła jego towarzystwo - może w pierwszym momencie faktycznie było to spowodowane azjatyckim wyglądem chłopaka. Może miała nadzieję, że nie będzie się aż tak rzucać w oczy, gdy będzie się trzymać innego Azjaty? No i koniec końców polubiła mocno Crofta - i niejednokrotnie proponowała mu jazdę na łyżwach, ale nigdy nie próbowała mocno naciskać. Podchodziła do wszystkiego bardzo życiowo. Ktoś musiał chcieć coś zrobić - czyli jeśli chłopak nie miał ochoty, by wybrać się z nią na łyżwy, nie zamierzała przekonywać go na siłę.
Jednak teraz, gdy osiągnęła coś w życiu, spełniła w pewnym stopniu swoje marzenie, mogła po raz pierwszy po tych paru latach od szkoły wyhamować. Żyła pełnią życią, ale ostatnie jej lata skupiały się głównie na pracy, na szkoleniu się w lataniu na miotle i próbach dołączenia do Harpii. I teraz - oczywiście, że nadal w jej głowie trzeba było się starać, ale mogła trochę wyhamować. Wrócić do starych kontaktów - nieco mniej lub bardziej - i skoncentrować się na innych aspektach życia. Dlatego, po tych paru latach znów zaproponowała łyżwy Czemu? Nie była pewna i ciężko było jej to ocenić, ale na pewno przyniosło to jakąś korzyść, bo Keith w końcu się zgodził. A ona przyjęła jego odpowiedź z szerokim uśmiechem od ucha do ucha i nawet była na tyle radosna, że podskoczyła i klasnęła parę razy w dłonie. Zrobił jej ogromną przyjemność. Ale trzeba było kuć żelazo póki gorące i gdy tylko obydwoje mogli, umówiła się na miłe spędzenie czasu. Nie przeszkadzało jej całkowicie to, że Keith powtarzał, że nie umie jeździć. Ona go nauczy!
- Oh, nie przesadzaj, nie może być aż tak źle! - powiedziała spokojnie, odwracając się w jego stronę z miłym, acz szerszym uśmiechem na twarzy. Nie mogła się już doczekać, kiedy dostaną łyżwy w swoje ręce. - Nie pozwolę Ci upaść. Albo może lepiej tego też Cię nauczę? Jak upadać by nie zrobić sobie większej krzywdy? - chwilę się zastanowiła, robiąc nieco zamyśloną minę i przekrzywiła głowę w bok. Zaraz jednak przymknęła powieki i pokręciła szybko głową. - Nie, na pewno nie będziesz się przewracał, będę Cię asekurować.
Poprawiła sweter, który miała pod lekką kurtką i wyprostowała dłońmi jasną spódnicę do kolan. Nauczona różnymi sytuacjami przeżytymi przy jeździe na łyżwach miała jeszcze pod nią krótkie spodenki, ale nie było ich widać na pierwszy rzut oka. Ot, przezorny zawsze ubezpieczony.
- Obiecuję Ci, że będziesz się dobrze bawił. I że wyjdziesz stąd pewniejszy. I że będziesz chciał znów tutaj ze mną przyjść. - puściła do niego oczko, wyraźnie zadowolona z tego, że w końcu udało jej się go zaprosić na łyżwy. Oczy jej pojaśniały, gdy zbliżyli się do wypożyczenia łyżew i uśmiechnęła się szerzej.
You make this world a little wild, We love it on the other side
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#16
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
25-01-2026, 18:45
Zadziwiał go jej optymizm. W zasadzie zawsze go w niej podziwiał. Mimo burzliwej przeszłości, z której jako tako zdawał sobie sprawę, rzadko kiedy widział ją bez uśmiechu na twarzy. Czasami miał wrażenie, że mimo wszystkiego co jej się przytrafiło, nosi na nosie różowe okulary. Trochę jej tego zazdrościł musiał przyznać szczerze. Sam nie zawsze patrzył tak pozytywnie na życie, po śmierci ojca już w ogóle. Co prawda udało mu się rozpocząć nowe życie w Cardiff kiedy staruszek zmarł, miał stabilną pracę, dach nad głową i grono przyjaciół, z którymi lubił spędzać czas. Ostatnio nawet rozpoczął naukę u jednego uzdrowiciela, który miał go wprowadzić szczegółowiej w magie leczniczą. Wszystko szło, wydawałoby się, po jego myśli. Mimo wszystko jednak zostawiał sobie furtkę, która mówiła, że to wszystko może się nagle skończyć i będzie musiał sobie jakoś z tym wszystkim poradzić.
Zerknął na nią, kiedy stali w kolejce i pokręcił głową z rozbawieniem.
- Naprawdę schlebia mi twoja wiara we mnie, ale obawiam się, że mogę cię rozczarować. - powiedział uśmiechając się do niej - O nie nie, poważnie Lillie, nie łap mnie. Najwyżej obije sobie tyłek, ale nic mi nie będzie. A ty musisz być cała, musisz mieć możliwość trenowania i brania udziału w meczach. - pokręcił głową - Możesz mnie asekurować, ale w żadnym razie nie łapać.
Cieszył się, że udało jej się dostać do wymarzonej drużyny. Zawsze podziwiał jej umiejętności latania na miotle, nie znał chyba drugiej tak zdolnej osoby. Pamiętał doskonale jak głośno wiwatował z trybun kiedy udało jej się zdobyć gola podczas szkolnych rozrywek. To były fajne czasy, z całą pewnością od tamtej pory stała się tylko lepsza w te klocki.
- A właśnie, jak idą treningi? Jakiś mecz się zbliża niedługo? - zagadną gdy zrobili kilka kroków do przodu w kolejce - Domyślam się, że wymiatasz na boisku jak zawsze, co? - uniósł brew ku górze uśmiechając się do niej.
Po kilku chwilach w końcu nadeszła ich kolej by podejść do okienka. Keith podał swój i Lillie rozmiar stopy, a łyżwy po chwili zmaterializowały się przed nimi. Kiedy wzięli łyżwy, podeszli do małych szafeczek, w których można było zostawić swoje obuwie i usiedli na ławeczce. Już zakładając łyżwy na nogi, Croft wiedział, że wpakował się w niezłe bagno. No trudno, nie było już tak naprawdę odwrotu, słowo się rzekło i byli już na miejscu. Zawiązał łyżwy porządnie, po czym spojrzał w stronę lodu trochę niepewnie.
- No dobra…raz kozie śmierć jak to mówią. - westchnął, zaparł się dłońmi o ławeczkę i powoli się podniósł.
Już samo stanie na tych cienkich ostrzach sprawiało mu problem, a co dopiero jak będzie musiał jeździć? Spojrzał na Leillie uśmiechając się niepewnie, po czym wziął głęboki wdech.
- Mam nadzieję, że nie ma tu nikogo z moich znajomych. - pokręcił głową z rozbawieniem i zażenowaniem jednocześnie, po czym wyciągnął do niej dłoń - Prowadź pani nauczycielko.
Gdy chwyciła jego rękę, powoli, bardzo niepewnie i bardzo spięty ruszył w kierunku tafli lodu. Trzymał ją mocno za dłoń, nie chcąc stracić równowagi zanim wejdzie jeszcze na lód. Dobrze, że były bandy, bo inaczej już po postawieniu pierwszego kroku na lodzie, z całą pewnością, wyrżnąłby orła. Złapał się bandy kurczowo jakby miała mu uratować życie.
- Okey…i co dalej? - spojrzał na dziewczynę pełen nadziei.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#17
Lillie Wellers
Czarodzieje
Wiek
20
Zawód
Ścigająca Harpii z Holyhead
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
1
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
15
25
Brak karty postaci
26-01-2026, 14:51
Przez ostatnich parę lat Lillie raczej starała się być kłębkiem pozytywnej energii. Z początku było to ciężkie - robić ciągle dobrą minę do złej gry. Ale odkąd Wellersowie otoczyli ją opieką, zaczęła powoli odnajdywać radość w życiu. No i widziała, że gdy jest weselsza, ludzie inaczej reagują. Niektórzy biorą ją co prawda za wariatkę, ale to nic - w większości przypadków dobrze działała na innych. Z tym swoim szczerym i ciepłym uśmiechem na ustach, wybuchami pozytywnej energii. Jedno jednak się nie zmieniło. Chowała, jak tylko mogła, swoje blizny. Przy opowiadaniu o sobie raczej nie wspominała o dwóch próbach odebrania sobie życia, nadgarstek musiał być zawsze schowany - czy to pod płaszczem, czy jakimś innym kawałkiem materiału w letnie okresy. Sportowe froty, to było coś, zawsze na czasie w przypadku panienki Wellers. Nie uważała, żeby było to ważne, skoro teraz jest dobrze. Przecież to nie tak, że zamierzała spróbować ponownie, prawda? Dlatego nie sądziła, że dobrze by było, by ktokolwiek był świadomy tego, co się zadziało. Oczywiście, wszystko mogło się zadziać, ale Lillie pokładała naprawdę dużo wiary w swoje aktualne ja. Nie brała pod uwagę, że może się kiedyś zadziać coś, co znów spowoduje tamten stan. Nie, nie dochodziło to teraz do niej. Może właśnie dlatego widziała wszystko w tych diabelnie różowych barwach?
- Skoro sam w siebie nie wierzysz, musisz zaufać innym i pozwolić im wierzyć. Proste. - uśmiech nie schodził z jej twarzy, ale mówiła to, co czuła. Sama przecież wiele razy to slyszała, na początku prób dostania się do drużyny Huffu, kiedy miała momenty zwątpienia. - Wiesz, asekuracja często wystarcza, postaram się mieć na uwadze Twoje słowa, ale niestety nie mogę obiecać...
Bo Lillie często wpierw robiła, a dopiero potem myślała. To była akurat jej wada, bo w zależności od sytuacji - mogła sobie zrobić większą krzywdę. Bo gdy coś spadało, leciało, ona pierwsze co robiła to wystawiała rękę by to złapać. Niezależnie, co to było. To mógł być nawet nóż - ona i tak by go chciała złapać!
- Męcząco. To zupełnie inna liga, niż Hogwart. Już w Osach było ciężko, a teraz czuję jeszcze większą presję, jako pełnoprawna ścigająca Harpii... Ale hej! Nie przeszkadza mi to! W końcu tego chciałam, prawda? Liczyłam się z wszystkimi ciężkimi treningami, wszystkimi kontuzjami i wszystkim, co się z tym łączy. - jej oczy rozbłysły, gdy tylko mówiła o swojej aktualnej pracy, o pozycji, którą zajmowała. Kochała Quidditch i byłaby w stanie prawdopodobnie oddać wszystko, byleby utrzymać tę pozycję. I zawsze miała wrażenie, że jej umiejętności były jeszcze nie wystarczające. Skierowala na Keitha spojrzenie i przechyliła głowę w bok, wysuwając usta w dzióbek. Po chwili jednak zmrużyła powieki i zamyśliła się. -Hmmm, następny chyba jest z Pustułkami, ale to za trochę. Mam chwilę wolnego. Zresztą, przeniesienie się na trening nie jest ciężkie, na szczęście. Wiedziałam, że teleportacja się przyda!
Z początku nie chciała jej robić. Po co niby, skoro mogła latać na miotle, mogła przecież dostać się wszędzie. Do tego jeszcze - proszki Fiuu. Ale namówili ją najbliżsi i teraz życie nagle zrobiła się łatwiejsze. Wow.
Prawdziwa radość po raz kolejny pojawiła się na jej twarzy, gdy dostała w swoje łapki łyżwy. Od razu uśmiechnęła się od ucha do ucha, cicho wzdychając. Podbiegła szybko do szafek, zdejmując swoje buty i chowając je szybko do szafki. Oceniła stan łyżew, spojrzała na ostrze i pokiwała z aprobatą głową. Po minucie już miała je na nogach i stanęła pewnie, szybko łapiąc równowagę. Wygięła parę razy kostki na boki - raz jedną, raz druą - sprawdzając czy nie zawiązała ich za mocno. Wszystko jednak było idealnie i Lillie poczuła dreszczyk emocji.
- Dawaj, dawaj, nie ma co zwlekać. Jak wejdziesz na lodowisko będzie lepiej, obiecuję. - tak naprawdę, to pewno musiał po prostu złapać podstawy, ale nie chciała go zniechęcać. Da przecież radę!
Czekała spokojnie, przyglądając się jak Croft wstaje z ławki i łapie równowagę. Dobrze się zaczynało - pierwszy etap zaliczony. Chwyciła pewnie jego dłoń i spokojnie, powoli, nie chcąc go ciągnąć mimo swojego podekscytowania, zaprowadziła go do tafli lodu. Nic nie powiedziała, nie popędzała, wiedziała, że Keith musi wszystko poznać w swoim tempie. Gdy już był na lodzie i złapał się kurczowo bandy, ta weszła na lodowisko jak gdyby nigdy nic.
- Daj mi chwilkę, sprawdzę przyczepność i stan lodowiska. - bo przecież przy takich lodowisk ogólnie dostępnych mogły być miejsca, na których trzeba było uważać. Nie chciała, by Keith przypadkowo wpadła na jedno z takich miejsc i nie daj Merlinie się przewrócił, czy zrobił sobie krzywdę. Odsunęła się, z gracją odwróciła, ruszając dookoła lodowiska. Pewnie, płynnie, co prawda nie bawiła się w żadne figury, po prostu uważnie obserwowała taflę. Wróciła do chłopaka po niecałej minucie i zatrzymała się przed nim. Wystawiła w jego stronę dłoń. - Pod koniec lodowiska lód może być odrobinę tępy, ale nie powinien przeszkadzać. Trzymaj się jedną dłonią bandy, drugą podaj mi. Poprowadzę Cię bardzo spokojnie. Nie spinaj za bardzo mięśni, na sztywno może być ciężej jeździć. - uśmiechnęła się do niego zachęcająco, unosząc delikatnie brwi w górę.
You make this world a little wild, We love it on the other side
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#18
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
26-01-2026, 19:38
Nie zdawał sobie sprawy z demonów jakie ją prześladowały. Wiedział, że straciła rodziców młodo, jednak nie miał pojęcia jak bardzo się to dla niej odbiło. Gdyby jednak wiedział, z całą pewnością by jej nie oceniał. Nie był z tych ludzi, którzy rzucali opiniami na lewo i prawo. Doskonale zdawał sobie sprawę, że każdy człowiek ma przeszłość, o której nie chce mówić. On sam długo nie mógł się pogodzić ze śmiercią ojca, to był dla niego niewyobrażalny cios. Jako dziecko tęsknił za matką, której nie pamiętał, macocha się nad nim znęcała, ale on nigdy nie pisnął słowa. Nie przyznał się ojcu, bo nie chciał mu sprawiać przykrości, nie chciał niszczyć jego małżeństwa, wiedząc, że już raz stracił kobietę, którą kocha. Od matki nigdy nie dostał żadnego listu, a pisał wielokrotnie, nie wiedział nawet czy przeżyła wojnę, ale to była innego rodzaju tęsknota, bo jej nie pamiętał. Z ojcem jednak spędził wiele lat i kiedy zabrała go choroba, to był dla niego cios, po którym ciężko było się pozbierać. Udało mu się to jednak, znalazł nową rodzinę w Cardiff, zdobyć pracę i dach nad głową. Cały swój smutek skierował na inne tory, przetopił go w determinacje aby poszerzać swoją wiedzę na temat magii leczniczej oraz aby udowodnić macosze, że to właśnie ona doprowadziła do śmierci ojca. Jednocześnie wiódł też spokojne życie, starając sie unikać kłopotów, więc tak naprawdę nie mógł narzekać.
- Dobrze, w takim razie wystarczy mi, że ty we mnie wierzysz. - zaśmiał się cicho, patrząc na nią z rozbawieniem, a po chwili pokręcił głową.
Teraz naprawdę miał jeszcze większą determinację aby się nie wywrócić. Nie wybaczyłby sobie gdyby wyrżnął orła i coś jej zrobił. Wbrew pozorom była drobna, szczuplutka i z całą pewnością by jej coś połamał. Może nie był najcięższy, chińska dieta mu służyła, ale jednak siła upadku mogłaby zrobić swoje. A doskonale zdawał sobie sprawę, że Lillie nie zawaha się przed tym by rzucić mu się z pomocą, taka już była. To była ich wspólna cecha, on również rzadko myślał kiedy komuś z jego bliskich zagrażało nawet najmniejsze niebezpieczeństwo. Był gotów rzucić się na ratunek w każdym momencie, nie zważając na konsekwencję.
Uśmiechnął się słuchając jak opowiada o treningach, widział ten błysk w jej oku. Quidditch był całym jej życiem, doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Zawsze miała do tego smykałkę, pamiętał jak w szkole wymiatała na miotle, jak zawsze ciężko trenowała aby dostać się do szkolnej drużyny, a potem w zasadzie sam ją zachęcał do większego wysiłku, bo wiedział jak bardzo jej na tym zależy. A teraz spełniała swoje marzenia i to było w tym wszystkim najpiękniejsze.
- To prawda, sama tego chciałaś. Ale wiesz, mi się wydaje, że najważniejsze w tym wszystkim jest to, że sprawia ci to frajdę. - uśmiechnął się do niej kiwając przy tym lekko głową - Może uda mi się do tego czasu uzbierać trochę pieniędzy i przyjdę na twój mecz. Ale ostrzegam, jeśli mi się uda to narobię ci wstydu jak nic. - roześmiał się wesoło.
Widział to podekscytowanie w jej oczach gdy tylko łyżwy pojawiły się na jej stopach. To było coś nowego, coś odświeżającego. Niestety nie mógł szybciej i musiała pogodzić się z tym, że się guzdrał. Mocno trzymając ją za dłoń przeszedł do tafli lodu. Banda była jego ratunkiem w tym momencie. Chociaż mogło się wydawać, że stał całkiem stabilnie, była to jedynie iluzja. Nie trząsł się może ze strachu, ale zdecydowanie bał się ruszyć. Skinął więc jej tylko głową kiedy poinformowała go, że pojedzie sprawdzić lód. Cokolwiek to miało znaczyć, zgodził się na to. Stał przy tej bandzie, trzymając się jej kurczowo, ale jednocześnie obserwował Lillie. Wystarczyło, że przejechała się chwilę, a zrobiła na nim wielkie wrażenie. Przychodziło jej to z taką łatwością, że miał wrażenie, że urodziła sie w łyżwach na nogach. Do tego wszystkiego była przy tym taka lekka, nic nie sprawiało jej problemu. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego, że się gapi i kiedy na nowo do niego podjechała otrząsnął się.
- Cokolwiek to znaczy, wierzę w twoje słowa. - powiedział uśmiechając sie nerwowo, by po chwili bardzo niechętnie puścić jedną ręką bandy, słowo się rzekło.
Złapał jej dłoń, po czym spojrzał na nią niepewnie.
- Łatwiej powiedzieć niż zrobić, ale sie postaram. - skinął głową - Okey, to co dalej? Jak ja mam nogami poruszać w tym momencie? - naprawdę chciał się postarać.
Nie ważne, że nie widziało mu się wylądować na tyłku. Przyszedł tutaj z myślą, że w końcu nauczy się jeździć na łyżwach i miał zamiar wyjść stąd z chociaż minimalnymi umiejętnościami.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#19
Lillie Wellers
Czarodzieje
Wiek
20
Zawód
Ścigająca Harpii z Holyhead
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
1
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
15
25
Brak karty postaci
27-01-2026, 13:46
Lillie bała się, że gdy zacznie mówić więcej o sobie i o swoich przeżyciach, tym, co się zadziało... Po prostu wszystko pęknie jak bańka mydlana. Bała się, że ludzie tego nie zaakceptują. Że stwierdzą, że jest słaba, że nie ma sensu jej poświęcać czas. Do tej pory co prawda nie spotkała się z takim podejściem. Wellersowie przecież dobrze wiedzieli, z czym dziewczynka się borykała, nim ją adoptowali i jej pomogli. To dzięki nim stanęła na nogi i mogła dalej żyć. Dalej działać w tym świecie.
Miała jednak dziwne przekonanie, niewiadomo skąd, że musi przed światem ukrywać te złe rzeczy. Dlatego właśnie skupiła się na pozytywnych rzeczach. Na cieple, na uśmiechu, na dopingowaniu innych osób. Na wspieraniu, gdy tego potrzebowali. Była również z tych osób, która nie dopytywała o przykre rzeczy. O przeszłość, którą niektórzy chcieli zostawić dla siebie. Starała się w ludziach widzieć dobre rzeczy, do każdego podchodzić z pozytywną energią. Może niektórzy mieli ją za jakiegoś rodzaju wariatkę, ale w ogóle jej to nie przeszkadzało. Lepiej być tak postrzeganym, niż by miała być brana za smutną graczkę w Quidditcha, ot co.
Uśmiechnęła się szeroko na jego słowa o wierze. Tak, wierzyła w niego, że będzie dobrze. A jeśli się wywróci, to zrobi wszystko, by sobie nie zrobić krzywdy. By mogli stąd wyjść uśmiechnięci i zadowoleni, tylko to się dla niej w tym momencie liczyło. Mieli się dobrze bawić, a nie łapać kontuzje! Zresztą, ona jak ona, była do tego przyzwyczajona, ale nie chciała, by ktokolwiek nabawił się jakiejś niechcianej kontuzji. A na pewno nie dobrze znajomi. Keith był takim znajomym, ale też nie mógł sobie pozwolić na kontuzje. Dlatego jej zadaniem było teraz go wspomóc, by wyszedł stąd zadowolony. Bez bólu.
- To na pewno, znaczy... Chyba ważne jest to, zeby mieć frajdę z tego, co się robi w życiu. - tak było najlepiej. Mogłeś codziennie chodzić z uśmiechem na ustach, zadowolony z życia. Spojrzała na niego kątem oka i zaśmiała się. Zaraz jednak odwróciła się do niego przodem i przechyliła głowę na bok z pewnym błyskiem w oku, znów. - Wiesz... Jeśli chcesz, to może uda mi się załatwić VIPowski bilet dla Ciebie, aleee.... nie mogę niczego obiecać. - bo istniała szansa, że uda jej się załatwić ten bilet. Albo będzie tańszy nieco, niż tak ogólnie dostępne. - Obiecuję Ci, że nie odczuję nawet tego wstydu, który niby myślisz, że mi zrobisz. Nie jest to w żadnym stopniu możliwe!
Czekała spokojnie, aż chłopak założy łyżwy na nogi. Nie popędzała go, choć zerknęła parę razy w stronę lodowiska, ale nie miała zamiaru wywierać na chłopaku presji. Patrzyła, ilu ludzi jest w tym momencie na lodowisku, co dokładnie się dzieje, czy będą mogli spokojnie sobie pojeździć. Układała jednocześnie w głowie plan, według którego najwygodniej byłoby poduczyć Keitha. Sposobów na naukę jazdy było wiele, mówiąc szczerze i każdemu pasowało co innego. Coś tam jej w głowie świtało, pamiętała swoje początki, gdy matka zaprowadziła ją na lodowisko i gdy zakochała się w łyżwach. Ach, stare dzieje...
- Nie musisz rozumieć. Ważne, że ja wiem i już moja w tym głowa, by Ci to nie przeszkodziło. - posłała w jego stronę rozbawiony nieco uśmiech, ale dodający otuchy, ciepły. Nie miała zamiaru straszyć chłopaka. To była w sumie głównie dla niej informacja. Ścisnęła delikatnie jego dłoń, gdy poczuła na swojej jego chwyt. - Będzie dobrze, wierzę w to.
Na jego pytanie, przechyliła głowę w bok i przesunęła spojrzeniem po jego ciele w dół, na łyżwy. No dobra, zatem zacznijmy zabawę. Znaczy, naukę. Wróciła spojrzeniem czekoladowych tęczówek do jego oczu i uśmiechnęła się szeroko.
- Spróbuj stanąć na jednej nodze. To może być nawet delikatne podniesienie drugiej łyżwy, o tak. - uniosła delikatnie prawą nogę, utrzymując się swobodnie na lewej. Nie podnosiła jej bardzo wysoko, zaledwie kilka cm nad taflą lodu, nie spuszczając z niego spojrzenia. - Trzymam Cię, nie bój się. Spróbuj wyczuć, jak najlepiej będzie Ci złapać równowagę. Asekuruj się w razie co drugą nogą, byś się nie przewrócił. A zaraz przejedziemy kawałek do przodu.
Uśmiechnęła się szerzej, przypatrując się poczynaniom Keitha. Gdy stwierdził, że był gotowy, wyjaśniła mu co i jak w następnym zadaniu. Sama przejechała do bandy, trzymając cały czas jego dłoń. Drugą ręką chwyciła bandę, by obrazowo pokazać Craftowi, co chciałaby by zrobił.
- Spójrz, to nic ciężkiego. Jedną dłonią trzymasz się bandy, drugą trzymasz moją dłoń. I bardzo powoli odpychasz się jedną nogą, drugą zostawiając na lodzie i suniesz przed siebie. Nie musisz na razie zmieniać nóg, możesz skupić się na jechaniu na jednej i odpychaniu się na drugiej. Poczuj grunt pod nogami, jakkolwiek to dziwnie nie brzmi w przypadku jazdy na łyżwach.
Zaśmiała się cicho ze swoich słów, będąc bardzo cierpliwą i na spokojnie czekając, aż chłopak odważy się ruszyć.
You make this world a little wild, We love it on the other side
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#20
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
28-01-2026, 17:42
Opinii było tyle co ludzi. W jednym przypadku jej obawy mogłyby być słuszne, w innym nie. Keith jednak należał do tego grona, że gdyby wiedział, z całą pewnością uznałby ją za silną. Oczywiście, miała gorszy czas, wątpliwości nawiedziły jej głowę, na całe szczęście jej się nie udało. Jednak to jedynie spowodowała, że teraz była silniejsza. Ból, którego doświadczyła w dzieciństwie, sprawił, że teraz patrzyła na świat inaczej i czerpała z niego całymi garściami. Mimo wszystko wyszło jej to na dobre i teraz jej myśli nie krążyły w około tamtego tematu, bo to było w przeszłości i powinna to zostawić za sobą, patrząc tylko przed siebie.
Croft niestety nie potrafił widzieć w ludziach tylko dobra. Nie brał za pewnik, że są oni dobrzy z założenia. W szkole niejednokrotnie był celem żartów i kpin, ludzie wykorzystywali fakt, że swojego czasu chciał być lubiany i akceptowany. Już wtedy sie nadział i teraz podchodził do ludzi z dużą rezerwą. Aby zyskać jego zaufanie potrzeba było dużo czasu i pracy, jednak jeśli już komuś zaufał, wiedział, że może na nich polegać, że nie zostanie wykorzystany, oddawał całego siebie. Może też nie było to dość zdrowe podejście, ale mimo wszystko chciał mieć ludzi w około siebie. Człowiek był stworzeniem stadnym i tylko w nielicznych przypadkach unikał towarzystwa innych. Keith nie należał jednak do wyjątków. Lubił spędzać czas z innymi, rozmawiać, żartować i bawić się w towarzystwie znajomych. W porównaniu do czasów szkolnych miał dość spore grono znajomych i był gotowy zrobić dla nich wszystko. Lillie również należała do tego grona.
- Tak, całkowicie się z tobą zgadzam. Bo po co robić coś z czego nie czerpie się przyjemności? - uniósł brew ku górze wcale nie oczekując na odpowiedź.
Chociaż praca w restauracji nie była może pracą marzeń, to jednak dawała mu satysfakcję. Miał możliwość obcowania z ludźmi, obserwowania ich kiedy pierwszy raz smakowali kuchni azjatyckiej. To było miłe. Dodatkowo, biorąc pod uwagę jego przynależność do Akolitów, mógł przysłuchiwać się ich rozmową i zbierać informacje.
- Nie, no przestań. Nie mógłbym cię o to prosić. - pokręcił głową słysząc, że mogłaby mu ewentualnie postarać się załatwić bilet - Bardzo chcę cię zobaczyć w akcji, ale to za dużo, naprawdę. Odłożę sobie trochę z wypłaty, przystopuje z imprezami i kupie biletu. - puścił jej oczko, po czym zaśmiał się cicho - Oj nie wiesz co mówisz. Będę najgłośniej drącym gębę kibicem i przyniosę ze sobą wielki plakat, którym będę wymachiwał na lewo i prawo. - poruszał zabawnie brwiami.
Chociaż nadal czuł się niepewnie, stojąc na lodzie, to jednak im dłużej na nim stał, tym spięcie mniej było widoczne na jego ramionach. Nie wiedział czy to jej obecność i dobre słowo były tego sprawcą, ale najważniejsze, że działało. Wierzył jej na słowo, bo tak naprawdę w tym momencie nie miał innego wyjścia. Wiedział, że nie chce dla niego źle, więc jedyne co mu pozostało to zaufać jej słowu i doświadczeniu w tej kwestii. Słuchał jej więc uważnie, a słysząc, że ma stanąć na jednej nodze spojrzał na nią.
- Na jednej? - prawie szepnął, mocniej zaciskając dłoń, która trzymał na bandzie - Okey…spróbuje. - skinął po chwili głową, po czym spojrzał na swoje nogi.
Wymagało to od niego wiele skupienia i siły woli aby zmusić kończynę do oderwania się od tafli lodu. Zrobił to powoli, delikatnie, poważnie bojąc się o swoje życie, ale w końcu udało mu się oderwać łyżwę lewej nogi od ziemi. Zaledwie na kilka centymetrów, ale jednak. Potrzebował chwili aby złapać równowagę, ale kiedy mu się to w końcu udało nawet uścisk na bandzie trochę zelżał. Zadowolony ze swoich, w jego mniemaniu, wielkich postępów, spojrzał na nią uśmiechając się szeroko. Po chwili spróbował z drugą nogą, chcąc wyczuć, na której łatwiej mu utrzymać równowagę, ale wychodził z założenia, że skoro był praworęczny, to i z prawą nogą będzie wygodniej. Nie pomylił się. Jej optymizm był naprawdę zaraźliwy, bo poczuł się o wiele pewniej.
- Okey…to będę się odpychał lewą w takim razie. - postanowił kiwając głową, po czym przez chwilę patrzył na nią jak mu to wszystko demonstruje, po czym wziął głęboki wdech i odepchnął się delikatnie lewą nogą aby moment później przesunąć się do przodu o kilkanaście centymetrów. Dla niego to była wielka odległość, ale tak się nakręcił, że po chwili odepchnął się znów, wkładając w to o wiele więcej siły niż początkowo zamierzał. Tym razem nie poszło mu tak wspaniale. Jako, że ruszył trochę gwałtowniej, ciało nie zdążyło zareagować i gibnął się do tyłu, tracąc tym samym równowagę. Automatycznie puścił jej dłoń i złapał się obiema bandy, by po chwili zawisnąć na niej z nogami przed sobą, a tyłkiem na lodzie, ale nie przewrócił się w pełni, przytulony do bandy.
- Nic mi nie jest! - powiedział szybko, starając się nieudolnie postawić do pionu, ale zapomniał, że teraz nie ma tarcia i jedynie przebierał nogami cały czas się ślizgając.
W końcu się poddał i puścił bandy, opadając na lód. Spojrzał na Lillie i po chwili wybuchnął śmiechem.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej


Skocz do:

Aktualny czas: 02-02-2026, 07:57 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.