• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Walia > Cardiff > Plac zabaw
Strony (2): 1 2 Dalej
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
22-06-2025, 22:44

Plac zabaw
Mały plac, wbity między tył kamienicy a zniszczony mur, który kiedyś coś oddzielał, ale teraz już nie wiadomo co. Dwie huśtawki na żelaznej ramie, farba łuszczy się płatami, łańcuchy skrzypią przy każdym ruchu, pod spodem twarda ziemia, gdzieniegdzie gołe błoto. Piaskownica jest już trochę zaniedbana, pęki nieskoszonej trawy wyłażą spomiędzy jej drewnianych ram. Ktoś przyniósł tu cegły i poustawiał w rzędzie, żeby było na czym siedzieć. Dzieci bawią się tu w dzień, wieczorem zostają butelki, pety, czasami nawet stary materac wyżarty przez mole. Latem słychać śmiech, zimą panuje tu jednak cisza, tylko czasami ktoś zostawia ślady swoich butów. Pobliska kamienica patrzy z góry, przez brudne okna i stare zasłony. Czasem ktoś z nich wygląda, ale nigdy na długo. Huśtawki się ruszają nawet wtedy, gdy nikt na nich nie siedzi — od wiatru, od wspomnień, albo tak po prostu. Bo mechanizm jeszcze działa.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Lillie Wellers
Czarodzieje
Wiek
20
Zawód
Ścigająca Harpii z Holyhead
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
1
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
15
25
Brak karty postaci
04-02-2026, 19:14
03 maj 1962 r

Cardiff było dla Lillie domem. Znała tutaj zdecydowanie więcej zakamarków, niż można się było spodziewać. Jednym z takim miejsc był mały plac zabaw, na którym lubiła się bawić. I często to robiła, nawet już jako dorosła osoba. Zwłaszcza wieczorami - gdy kręciło się tutaj mało ludzi, a najlepiej nikt. Wtedy mogła robić co tylko chciała.
Co prawda ostatnio nie miała za dużo czasu. Prawie każdy moment w jej życiu był przepełniony treningami, czasem pomaganiem rodzicom, ale głównie poświęcała się Quidditchowi. Nawet na spotkania ze znajomymi nie miała czasu. Do tego - nie pojechała nawet na Zjazd Absolwentów. Nie wiedziała, czy powinna, a gdy stwierdziła, że jednak powinna się tam pojawić - po prostu nie mogła. Zabrakło czasu, możliwości i tak... Cudowny bal minął jej koło nosa. Ale to nic, Lillie nie należała do osób, które przejmują się zbyt długo, jeśli sprawa nie była pilna. Dlatego też nie zamierzała zbyt długo zaprzętać sobie tym głowy. Nic już nie mogła na to poradzić, czemu więc miałaby się zastanawiać, co by było gdyby?
Z cichym westchnięciem weszła na plac zabaw. Miała wrażenie, że ostatnio nie miała chwili wytchnienia i spokoju. To chyba pierwszy taki luźniejszy wieczór przez ostatnich parę tygodni. Owszem, bywały sytuacje, że mogła odetchnąć. Stanąć w porcie, wziąć głęboki oddech i na moment odłączyć się od świata. Nie myśleć. Dzisiaj jednak miała za sobą cięższy trening. Również dla głowy - potrzebowała takiej chwili odpoczynku na świeżym powietrzu, bez tłumów ludzi, wracając myślami - i trochę zachowaniem... - do tych beztroskich chwil, kiedy była dzieckiem i wiele na głowie nie miała problemów.
Rozejrzała się dookoła. Nie widziała nikogo. Pusto i cicho. Idealnie. Poprawiła kurtkę, którą miała na sobie i podeszła spokojnym krokiem do huśtawek. Opadła na jedną z nich i westchnęła. Ile ona czasu tutaj kiedyś spędzała? To było tak dawno temu.. A może huśtawki nadal działają? Może warto było sprawdzić? Wprawiła huśtawkę w ruch, wyraźnie w pierwszym momencie zaskoczona, że ta nadal działa. Że nadal można się bujać. Oh, a kiedyś była dobra w te klocki! Dlatego nie przejmując się niczym, zaczęła czym prędzej się huśtać - nadając szybkości i wysokości huśtawce. A gdy była już zdecydowanie wyżej - po prostu zeskoczyła z niej do przodu. Przy lądowaniu poślizgnęła się na błocie, z głośniejszym piskiem - bardziej zaskoczenia, niż czegokolwiek innego - próbowała złapać równowagę. I koniec końców jej się udało, choć mogła wyglądać odrobinę pokracznie. Odetchnęła, jeszcze przez moment stając w tej dziwnej pozycji, z rękami po bokach - jedną wyżej, drugą niżej - i dopiero gdy poczuła się pewniej, wyprostowała się.
- Było blisko - mruknęła cicho, rozpuszczając włosy i szybko związując je w niesfornego koka. Nie przeszkadzał jej chaos we włosach. Często miała problem z utrzymaniem nienagannej fryzury, głównie ze względu na pracę. Będzie musiała znaleźć jakoś na ten sposób, bo w końcu przez wpadające w oczy włosy zrobi sobie krzywdę, czy przeoczy ważną piłkę... Otrzepała się z niewidocznego pyłu na spódnicy i rozejrzała. Ze zdziwieniem na twarzy zauważyła znajomą postać niedaleko. - Keith?
Nie spodziewała się tutaj spotkać nikogo. Z zaskoczeniem przechyliła głowę w bok, wpatrując się w niego, a po chwili uśmiechnęła się lekko. Ruszyła spokojnym krokiem w jego stronę.
You make this world a little wild, We love it on the other side
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
06-02-2026, 15:15
Kolejna zmiana za nim, wszystko zrobił co trzeba i przekazał pałeczkę kolejnym pracownikom, którzy mieli tego dnia zamykać restaurację. Jeszcze chwilę kręcił się po restauracji, pomędził na kuchni i dopiero kiedy Qiang wywalił go ze swojego królestwa, wciskając w ręce talerz z obiadem, udał się na górę do swojego pokoju. Zjadł na spokojnie ryż z kurczakiem, a potem położył się na łóżku. Nie mógł tak tutaj siedzieć, nie nic nie robiąc w każdym razie. Za szysbko odpływał myślami, a wcale tego nie chciał. Sięgnął po książkę, którą dwa dni wziął z biblioteczki Oriany. Zadziwiało go jak wiele książek miała w swoich zbiorach, miał wrażenie, że za każdym razem kiedy pojawiał się w Medicei, na półkach czekały już nowe tomy, a Oriana zawsze mówiła, że może sobie je pożyczyć, bo ona już je przeczytała. Co prawda wiele tytułów było dla niego zbyt zaawansowanych, ale nie zniechęcało go to, bo przecież zawsze może sobie zrobić jakieś notatki na przyszłość i zabłysnąć wiedzą w obceności swojego nauczyciela.
Przesiadł się do małego biurka i zabrał się więc za czytanie, notatnik i pióro, może już trochę zużyte, leżało obok i co chwila do nich siegał aby zrobić szkice i zapisać interesujące i ważne w jego mniemaniu informację. To było dobre zajęcie, a biorąc pod uwagę, że był typowym wzrokowcem, zdecydowanie łatwiej szło mu zaoamiętywanie wszystkiego co czytał. Oczywiście nie za pierwszym razem, ale kiedy wróci do notatek za jakiś czas z całą pewnościa nauka pójdzie mu o wiele lepiej i łatwiej. W szkole był raczej słabym uczniem, ledwo udało mu się nauczyć na zadowalający, a jednak w dzienniku pod jego naziwskiem przeważnie widniało nędzny, no nie licząc eliksirów i zielarstwa, bo tak przeważnie miał Powyżej Oczekiwań. Nie lubił się po prostu uczyć, miał z tym problemy, ale teraz, im starszy był, tym bardziej do niego docierało jak zaprzepaścił swoje życie nie skupiając się bardziej w szkole. Dlatego teraz nadrabiał, chociaż zdecydowanie skupiał się na tym co go w tym momencie interesowała najbardziej. Na magii leczniczej, eliksirach i nadal zielarstwie, co pomagało mu podczas jego dorywczej pracy w aptece pani Lian.
Nawet nie zauważył kiedy na dworze zaczęło się ściemniać. Dopiero kiedy rozbolały go już oczy od czytania, postanowił zrobić sobie przerwę. Potrzebował też zdecydowanie świeżego powietrza jako, że cały dzień spędził w budynku. Ubrał więc buty, narzucił na siebie luźniejsza kurtkę, bo pogoda była już zdecydowanie dużo lepsza, po czym wyszedł z restauracji tylnym wyjściem. Wciskając dłonie w kieszenie, ruszył przed siebie, tak doskonale znanymi sobie uliczkami. Mieszkał w Crardiff już sześć lat i chyba nie chciałby wrócić do Londynu. Co prawda to tam się wychował, ale to jednak Cardiff miało dla niego większy urok. Miał wrażenie, że tutaj ludzie tak nie pędzą, że są spokojniejsi i jakoś mniej problemowi, czego zdecydowanie nie można było powiedzieć o mieszkańcach stolicy.
Nawet nie zauważył kiedy nogi poprowadziły go na tyły starej kamienicy. Sam nie wiedział jak tu trafił, ale kiedy rozejrzał się w około, to nawet mimo panującego mroku, rozpoznał to miejsce. Był tu kilka razy w przeszłości, przeważnie tak jak dzisiaj, trafiając tutaj przez przypadek. Ten plac zabaw miał w sobie jednak coś niecodziennego. Było to miejsce zabaw dzieci, ale też wieczornych schadzek dorosłych, o czym świadczyły gdzieniegdzie rzucone butelki czy niedopałki po papierosach. Teraz też tu ktoś był i dopiero po chwili dotarło do niego, że zna tego ktosia. Nie widzieli się od ich wyjścia na lodowisko, gdzie Croft spektakularnie zaliczył kilka wywrotek i obił sobie tyłek. Nie wspominał jednak tego wyjścia źle, przezwyciężył wtedy swoje lęki i po prostu dobrze się bawił.
- Lillie, co za niespodzienka. – odezwał się widząc, że dziewczyna zmierza w jego kierunku i sam ruszył do niej – Co tu robisz? I to sama? – uniósł brew ku górze przyglądając się jej uważnie w świetle starej lampy stojącej nieopodal i księżyca.
Po chwili jednak rozejrzał się ponownie po placu zabaw, zatrzymując spojrzenie na huśtawce.
- Działają? – zerknął na dziewczynę unosząc brew ku górze, ale nie czekał na jej odpowiedź i usiadł na jednej z nich, lekko huśtnął się do tyłu i do przodu, ale nie odrywał nóg od ziemi nawet na moment.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Lillie Wellers
Czarodzieje
Wiek
20
Zawód
Ścigająca Harpii z Holyhead
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
1
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
15
25
Brak karty postaci
06-02-2026, 23:09
Cardiff wieczorami niby nie różniło się jakoś bardzo od miasta za dnia. Nadal było faktycznie zdecydowanie spokojniejsze, niż Londyn, lub inne miejsca w których bywała Lillie. Nadal jednak uważała, że wieczorem to miejsce nabiera jakiś specyficzny charakter. I ona go uwielbiała. Spokój, cisza, trochę melancholijny i tajemniczy Cardiff. W każdym miejscu potrafiła znaleźć coś ciekawego - czy głupi szczegół wyglądu, czy zastosowanie danego miejsca, a jeszcze kiedy indziej pojedyncza rzecz. Na placu zabaw bywała jako dziecko. Spędzała tutaj czas ze swoimi braćmi. Bawiła się, skakała, śmiała... Po ich śmierci unikała tego miejsca jak ognia. Zawsze obchodziła je szerokim łukiem i starała się znaleźć jak najdalej stąd. Bała się zalewających wspomnień, że sobie z nimi nie poradzi. Że wszystko sprowadzi się do tęsknoty i smutku, z którym wtedy nie potrafiła sobie poradzić. Dopiero po jakimś czasie odważyła się zajść w to miejsce. Gdy już pogodziła się z tym, co się stało i potrafiła ruszyć dalej.
Teraz przychodziła tutaj gdy miała ochotę. Najczęściej wieczorami, nie chcąc napatoczyć się na innych ludzi. Wiedziała, że nie mogłaby wtedy usiąść chociażby na jednej huśtawce, bo wszystko było oblegane przez dzieci. A wieczorami? Cisza, spokój. Co prawda oczy się trochę męczyły przez ciemność dookoła, a nie była na tyle odważna by przy tej kamienicy wyjmować różdżkę i rozjaśniać sobie plan zabaw... Wolała jednak tego nie robić. Musiało jej wystarczyć to, jak kierowało się tutaj światło.
Gdy wydawało jej się, że to Keith, w pierwszym momencie nie do końca była pewna, czy to on. A co, jeśli to jakiś szemrany typek? Wiadomo, mogła zawsze sobie poradzić różdżką - możliwe, że zwinnością również i nie musiała uciekać do czarów... - ale nadal mogło być niebezpiecznie. Na szczęście jej intyuicja jej nie zawiodła i gdy usłyszała znajomy głos, na jej twarzy pojawił się jeszcze szerszy uśmiech. Dobrze wspominała ich wypad na lodowisko - była dumna z Keitha, że przełamał swoje lęki i mógł skupić się na dobrej zabawie. A to właśnie chciała mu pokazać - że łyżwy nie są niebezpieczne czy straszne, ale że można również przyjemnie spędzić na nich czas.
- Nie spodziewałam się Ciebie tutaj! - podejrzewała, że on jej również. Momentami trafiała na ludzi w dziwnych naprawdę miejscach. I często była to dla niej niezła niespodzianka, mówiąc szczerze! Gdy podszedł do jednej z huśtawek, przez moment mu się przyglądała. - Działają! I to jeszcze jak!
Podskoczyła do drugiej huśtawki, sadowiąc się na niej wygodnie i zaczęła się huśtać. Coraz mocniej i mocniej... W końcu musiała co chwilę poprawiać włosy wpadające jej na twarz, poruszane mocnymi podmuchami wiatru, raz z przodu raz z tyłu. Nie osiągnęła jeszcze nie wiadomo jak wielkiej wysokości i szybkości, ale widać było, że wcale nie zamierza zwalniać.
- Co tutaj robisz? Przechadzasz się poszukując nowych doznań? - uniosła parę razy brwi w górę. - Czy może potrzebowałeś wrócić myślami do dzieciństwa?
You make this world a little wild, We love it on the other side
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
08-02-2026, 14:26
To tutaj był jego dom i nie zamieniłby go na żaden inny. Nawet jeśli zaproponowano by mu powrót do rodzinnej rezydencji, nawet jeśli macocha by się z niej wyprowadziła, on nigdy by tam nie wrócił. Odkąd nie było już ojca, to nie był jego dom. Nawet w dzieciństwie nie był tam do końca akceptowany, chociaż nikt nigdy nie powiedział mu tego wprost. Teraz, kiedy był starszy i wracał czasami wspomnieniami do czasów dzieciństwa, dostrzegał te subtelne gesty, słowa i spojrzenia. Był bękartem, nieślubnym dzieckiem, które nigdy nie miało odziedziczyć ojcowskiego majątku. Nie zależało mu na tym tak naprawdę. chociaż wiedział, że pieniądze w życiu były ważne, to dla niego nie najważniejsze. W zasadzie nawet nie wiedział jak brzmiały zapisy w ojcowskim testamencie, czy w ogóle zdążył takowy sporządzić, bo nie został w domu dłużej niż dzień po pogrzebie. Teraz było już za późno, minęło zbyt wiele lat od tamtych wydarzeń i chociaż tęsknota za ojcem nigdy go nie opuściła, to jednak ruszył dalej. Otrząsnął się z tego wszystkiego i po prostu żył pełnią życia, bo wiedział, że tego chciałby jego staruszek.
Pomimo mieszkania w Cardiff już tak długo, nadal nie znał całego miasta. Czasami, tak jak dzisiaj, wychodził na spacer i odkrywał nowe miejsca, a przecież miasto wcale nie było tak duże. Kręcił się jednak większość czasu w okolicach portu, tą część akurat znał jak własną kieszeń, do centrum jednak wybierał się rzadziej. Wolał zdecydowanie przebywać wśród czarodziei, nie musieć się martwić, że ktoś go zobaczy kiedy praktykuje magię. Może nie unikał mugoli jak ognia, ale zdecydowanie ograniczał kontakty z nimi do bezwzględnego minimum. Tego wieczoru jednak nogi poprowadziły go do zdecydowanie tej bardziej mugolskiej części miasta. Plac zabaw był miejscem, do którego przeważnie trafiał przez przypadek podczas swoich spacerów. Chyba nie zdarzyło mu się aby kiedykolwiek pojawił sie tutaj intencjonalnie. Gdyby ktoś go zapytał jak tutaj trafić, z całą pewnością nie miałby pojęcia i nie potrafiłby wskazać odpowiedniej drogi. Dzisiaj jednak nie miał zamiaru narzekać, że się tutaj znalazł.
Obecność Lillie w tym miejscu sprawiła, że na moment delikatny uśmiech pojawił się na jego ustach. Panna Wellers miała w sobie coś takiego, że człowiek po prostu chciał się uśmiechać w jej obecności. Jakieś magiczne światło i ciepło emanowało wokoło niech, sprawiając, że człowiek po prostu czuł się dobrze. Siedząc już na huśtawce spojrzał w jej kierunku i kącik jego warg znów uniósł się lekko ku górze widząc jak ta beztrosko huśta się na huśtawce.
- No cóż, ja również nie spodziewałem się tutaj ciebie spotkać. - odparł zgodnie z prawdą na moment zatrzymując spojrzenie na latarni nieopodal, a moment później sięgając do kieszeni kurtki, skąd wyjął paczkę papierosów.
Wyciągnął zębami jednego fajka, by po chwili zwykła zapalniczką go odpalić i zaciągnąć się porządnie. Normalnie użyłby różdżki do odpalenia, ale jako, że znajdowali się w niepewnej lokalizacji, wolał nie ryzykować ujawnienia swoich umiejętności. Dlatego też zawsze nosił przy sobie zapalniczkę, właśnie na takie okazje.
- Nie powiedziałbym, że szukam nowych doznać. - pokręcił głową i nawet zaśmiał się cicho - Całe popołudnie spędziłem nad książkami, więc pomyślałem, że spacer dobrze mi zrobi na przewietrzenie głowy i tak oto znalazłem się tutaj. Nogi same mnie prowadziły. - spojrzał na nią, wzrokiem rodząc za jej bujającą się sylwetką - Miły zbieg okoliczności, że i ty tutaj jesteś. W zasadzie co tutaj robisz? Nie jest to chyba miejsce, do którego młoda panna powinna się zapuszczać sama w nocy? - uniósł brew ku górze nie spuszczając z niej wzroku.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Lillie Wellers
Czarodzieje
Wiek
20
Zawód
Ścigająca Harpii z Holyhead
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
1
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
15
25
Brak karty postaci
09-02-2026, 23:07
Ona tę mugolską stronę Cardiff znała dość dobrze. Przez znaczną część swojego życia mieszkała wśród mugoli. Dowiedziała się zupełnie przypadkowo, że była magiczna. I że jej ojciec też był. Bracia również nie wiedzieli. Ojciec koniec końców postanowił zrezygnować z typowo magicznego życia, by skupić się na swojej rodzinie mugolskiej. Nie spodziewał się, że którekolwiek z dzieci odziedziczy jego magiczne zdolności. A tu proszę - pojawiła się taka mała kruszyna jak Lillie i nagle świat się odmienił. Mógł się dzielić swoimi doświadczeniami, opowiadać jej o szkole - bo koniec końców miała w niej wylądować. Nie dbała o to w tych pierwszych latach życia - cieszyła się swoim rodzeństwem. Bracia często ją tutaj zabierali - mogła się z nimi bawić całymi dniami, jeśli tylko mogli sobie na to pozwolić. Chodzili również w inne miejsca, parki, fontanny, port... Ale jej, jako małemu dziecku, najbardziej pasował ten plan zabaw. Kochała huśtać się na huśtawkach - albo gdy ktoś ją huśtał.
Potem wszystko się zmieniło. Nie mogła tutaj przebywać. To nie było na jej głowę, nie mogła widzieć miejsc, gdzie przebywała z rodziną. A tutaj wszystko przypominało jej braci. Matkę, która zawsze siedziała gdzieś z boku i przyglądała się swoim dzieciom. Tak naprawdę dopiero niedawno odważyła się tutaj pojawić. Gdy przekonała się, że przebywanie w tym miejscu nie przysparza jej już smutków, zaczęła się tutaj pojawiać. Rzadko, bo rzadko, ale jednak. No i patrzcie, dobrze, że dzisiaj akurat postanowiła tutaj zajrzeć.
Przyglądała się chłopakowi, huśtając się na huśtawce. Początkowo nisko, że łatwo było nawiązać im kontakt wzrokowy. Dobrze się czuła w jego towarzystwie, bardzo dobrze. Coś jej w środku podpowiadało, że to może być jedna z tych osób, przy których mogła być prawdziwą sobą. Zwariowaną, uśmiechniętą i energiczną Wellersówną, zakochaną w Quidditchu i ekscytującą się praktycznie wszystkim. Zresztą, już widział jej eskcytację chociaż lataniem na miotle, grą czy... łyżwiarstwem. Miała jednak nadzieję, że uda im się jeszcze nie raz zajrzeć na lodowisko. Nie sądziła, że będzie chłopaka uczyć jakichś prostych figur, ale jednak może jakiejś nieco odważniejszej jazdy?
- Niespodzewane spotkania są najlepsze, co nie? Zwłaszcza, jak spotykasz kogoś, przy kim dobrze się czujesz, albo chociaż nie czujesz się stłamszony, co? - to może była najprostsza rzecz pod słońcem, ale tak, tak właśnie myślała i nie widziała powodu by kłamać.
Przyglądała mu się, gdy wyciągnął papierosa i zmrużyła powieki. Palenie było dla niej fuj. Sama tego nie robiła, ale chociaż nie przepadała za tym, nie zwracała też innym uwagi. Ona by nie mogła palić, nie jako sportowiec. Nie mniej jednak, nie była mocno zażyła z Keithem, by mu na ten temat cokolwiek powiedzieć. Odchrząknęła cicho i uśmiechnęła się, znów.
- Nad książkami? Co ciekawego czytasz? Uczysz się czegoś? Planujesz, gdzie wyjechać i spędzić część swojego życia, szukając jakiegoś fajnego miejsca? Szukasz informacji, jak zrobić wspaniały banner dla swojej ulubionej graczki Quidditcha? - zaczęła strzelać pytaniami jak z jakiegoś magicznego karabinu, mając cały czas szerszy uśmiech na ustach. Klasnęła w dłonie, po chwili momentalnie znów łapięc się huśtawki. - Przewietrzenie głowy jest dobre, wskazane. A jak chcesz mocno przewietrzyć głowę, należy się mocno rozhustać. Możesz słyszać jak wiatr przelatuje Ci między uszami.
Zaśmiała się cicho, unosząc się coraz wyżej i wyżej. Zaraz jednak padło jego pytanie i jej uśmiech się nieco zmienił. Stał się odrobinkę spokojniejszy, z delikatną nutą melancholii. Nie odpowiedziała mu od razu.
- Kiedyś przychodziłam tutaj z braćmi. Mama nas tutaj wpierw przyprowadzała, a potem oni sprawowali nade mną pieczę. - jej ton głosu był odrobinkę inny, niż przed momentem, ale nie dawała do zrozumienia, że jest jej przykro czy coś ją zasmuciło. Na chwilę zamilkła, ale nie trwało to zbyt długo. Zaraz pokręciła głową, skupiając się na tym, jak wysoko się właśnie huśta. - Uwaga! Skaczę!
No i jak powiedziała tak zrobiła. Zrobiła dokładnie to samo co parę minut temu, zapominając o tym, jak bardzo jest ślisko i tym razem nie do końca jej się powiodło. Poślizgnęła się, wywijając orła na błoto. Tym razem ona, a nie Keith - chociaż na lodowisku by sobie na to nie pozwoliła. Jęknęła cicho, przez dwie sekundy zastanawiając się, gdzie ją boli i czy zrobiła sobie coś poważniejszego, ale po chwili zaczęła się śmiać.
- Coś... coś poszło bardzo nie tak. - leżała w tym błocie, śmiejąc się na głos. Może uderzyła się za mocno w głowę i teraz wariowała?
You make this world a little wild, We love it on the other side
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
11-02-2026, 20:11
On w zasadzie od zawsze wiedział, że posiada magiczne zdolności. Początkowo nie zdawał sobie z tego sprawy, ale od urodzenia się otaczał magią. Oboje jego rodziców byli czarodziejami, chociaż nie pamiętał matki w ogóle. Nikt nigdy przed nim tego nie urywał, a sam odkrył w sobie magię kiedy pierwszy raz sprawił, że jego włosy zmieniły kolor z naturalnego czarnego na czerwony. Dopiero potem okazało się, że to jego specjalna umiejętność, że miał to w genach, przekazanych przez matkę. W rodzinie ojca nigdy nie było metamorfomaga, musiał to więc dziedziczyć po kimś z rodziny Xiong. Nie zmieniało to jednak faktu, że z magią miał do czynienia od zawsze i tak naprawdę nie wyobrażał sobie bez niej życia. W przeszłości nie miał problemu w kontaktach z mugolami, chociaż nie miał też do niego zbyt dużo możliwości. Jako ktoś wychowany w rodzinie czarodziei, którzy raczej ograniczali takowe kontakty, wiedział o nich niewiele, ale na tyle dużo by trzymać się na baczności. W zasadzie stosunkowo niedawno wyrobiła się u niego do nich niechęć. Kiedy zdał sobie sprawę, że to oni i ich wojna, byli głównym powodem, dla którego jego rodzina została rozbita. Teraz kiedy Grindwald powrócił jeszcze bardziej utwierdził w swoich przekonaniach.
Lillie miała z mugolami o wiele większe doświadczenie niż on. Potrafiła się wśród nich poruszać i kto wie, może kiedyś i jego nauczy. Chociaż odkąd skończyli szkołę ich kontakt był bardzo ograniczony, to mimo wszystko lubił spędzać z nią czas. Zarażała swoim dobrym humorem, w około niej rozpościerała się taka jakaś aura, że człowiek po prostu chciał się uśmiechać. Jeszcze mu się nie zdarzyło aby w jej towarzystwie towarzyszył mu zły humor. Nawet jeśli w tym momencie miał na głowie wiele zmartwień, które chcąc nie chcąc, sam sobie zafundował, to teraz, kiedy byli tutaj oboje, zerkał na nią z lekkim uśmiechem. Pozwalała mu oderwać myśli od tych wszystkich nieprzyjemnych rzeczy, które go ostatnio spotkały.
- Przede wszystkim te kiedy spotykasz kogoś przy kim nie musisz udawać i czujesz się dobrze. - pokiwał głową patrząc na nią, a papieros powoli palił się między jego palcami.
Na moment odpłynął jednak myślami. Kiedyś taką osobą dla niego była Riven, nie musiał przy niej nic udawać, mógł być po prostu sobą. W tym momencie nie chciał nawet na nią patrzeć i łapał się na tym, że przez ostatnie dni unikał miejsc, w których mógłby ją spotkać. Wiedział, że takie spotkanie mogłoby być dla niego bolesne i mogłoby rozdrapać rany, które teraz za wszelką cenę starał się zasklepić. Na te jednak nie było żadnego zaklęcia, tutaj był potrzebny czas i jego własne samozaparcie. Nie miał najmniejszego zamiaru użalać się nad sobą i swoim losem, ale potrzebował właśnie czasu aby sobie z tym wszystkim poradzić. Zaciągnął się papierosem i przez moment obserwował dym znikający w powietrzu, kiedy nagle zalała go lawiną pytań. Spojrzał na nią na początku lekko zdezorientowany, a po chwili jakoś tak mimowolnie zaśmiał się cicho pod nosem.
- Uczę się magii leczniczej. Mój znajomy uzdrowiciel jest moim nauczycielem w tej dziedzinie. Już jakiś czas temu myślałem aby się w tym kształcić, ale dopiero stosunkowo niedawno nadarzyła się okazja abym mógł wziąć się za to na poważnie. Kiedy mam czas ślęczę nad księgami i pogłębiam swoją wiedzę w tym temacie. - odparł kiwając lekko głową, a po chwili szeroki uśmiech rozświetlił jego twarz - Oj moja droga, baner już mam zaplanowany. Możesz być pewna, że ci nie umknie gdy będziesz śmigać po boisku, ale nic ci nie zdradzę. - puścił jej oczko z rozbawieniem wymalowanym na twarzy.
Nie odrywał od niej spojrzenia i nie umknęło mu, że na jego pytanie o to miejsce, jej uśmiech lekko przygasł. Nadal widniał na jej ustach, ale nabrał jakiejś takiej dziwnej nuty, którą nie do końca był w stanie rozszyfrować. Po chwili odpowiedziała mu na pytanie i w mig zrozumiał skąd to się wzięło.
- Znaczy to bliskie dla ciebie miejsce. - odparł kiwając lekko głową, po czym pstryknięciem palców posłał niedopałek papierosa na kilka metrów do przodu.
Wiedział co czuje i to aż nazbyt dobrze. Ona wychowała się w Cardiff, więc miasto i jego uliczki przypominały jej o rodzinie. On unikał Londynu aby nie pozwolić sobie na powrót wspomnień związanych z ojcem. Mimo upływu kilku lat, ból nadal był w nim głęboko.
Obserwował ją jak coraz mocniej się huśta, jak jest coraz wyżej, kiedy ona tylko siedział i lekko bujał się nogami. Nie odrywał od niej spojrzenia, kiedy odbiła się od huśtawki i wystrzeliła w powietrze, patrzył jak leci z lekkim zachwytem, ale po chwili cały się spiął. Widząc jak ląduje boleśnie na ziemi od razu zerwał się ze swojego siedziska i znalazł się przy niej w jednej sekundzie.
- Nic ci nie jest? Na Merlina Lillie… - jęknął oglądając ją dokładnie, dotykając delikatnie jej rąk i nóg aby sprawdzić czy nigdzie jej nie boli, a po chwili złapał lekko jej twarz w dłonie by obejrzeć jej głowę - Co cię boli? I nie kłam, to był niebezpieczny upadek. - spojrzał na nią uważnie nie puszczając jej twarzy.
Ten upadek nie wyglądał dobrze. Widział go niczym w zwolnionym tempie i ani trochę mu się to nie podobało. Przecież mogła sobie zrobić coś poważnego. Miał już większe doświadczenie z takimi urazami, więc jeśli będzie potrzeba to udzieli jej pomocy, ale najpierw musiał wiedzieć gdzie ją ewentualnie boli.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Lillie Wellers
Czarodzieje
Wiek
20
Zawód
Ścigająca Harpii z Holyhead
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
1
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
15
25
Brak karty postaci
11-02-2026, 22:42
Lillie niejednokrotnie się zastanawiała, jak to jest być metamorfomagiem. Nawetm gdyby się udało tego nauczyć - bo to przecież był po prostu talent od urodzenia, co nie? - nigdy nie odważyłaby się chociażby próby nauki tej trudnej sztuki, będąc święcie przekonaną, że szkoda zachodu. To się nie uda, po co miałaby zatem próbować? W szkole słyszała różne rzeczy na swój temat - była tylko półkrwi czarodzieje, niektórzy prócz typowych oszczerstw nazywali ją wybrakowaną. Ciężko było stwierdzić, na ile mała dziewczynka brała sobie te wszystkie wyrażenia do serca. O wielu nie mówiła dookoła, nie chcąc, by ktokolwiek musiał jej bronić. Nie była też mugolakiem, nadal jedno z jej rodziców było czarodziejami - te osoby bez osób magicznych w rodzinach miały zdecydowanie gorzej. Dlatego Lillie starała się nie zwracać na to uwagi. Cóż, owszem, gdy ktoś ruszał tematu jej rodziny - i nie było to w zwykłej rozmowie, w limicie i w ramach, które narzucała Wellersówna - bolało najbardziej. Ale młoda zawodniczka Quidditcha zdawała się świetnie dawać radę. Gdy była przy kimś, nie musiała się martwić. Ale gdy była sama, czasem zamykała się w czterech ścianach - czy to w łazience, czy w dormitorium - i płakała. Zwłaszcza, na początku drogu w Hogwarcie. Bo była tylko mała dziewczynką, tęskniącą za rodzicami i braćmi, a niektóre dzieci były bezduszne. Może nie aż tak, jak te w sierocińcu, ale...
Ale nie będzie przecież tutaj o tym rozmawiać ani myśleć. Teraz, gdy Keith się pojawił w tym miejscu, chciała całkowicie poświęcić mu swój czas i swój dobry humor. Uwielbiała nim zarażać inne osoby, zwłaszcza te bliższe jej. Bo mimo ograniczonego kontaktu, Croft nadal był gdzieś wyżej na jej liście osób, które lubiła i o które dbała. A ostatnio trzeba przyznać, że dość często na niego trafiała... Co w sumie było bardzo przyjemne i pomagało jej być tą energiczną Lillie, wulkanem pozytywnej energii, którą uwielbiała.
Wyszczerzyła się na jego słowa, mając cichą nadzieję, że jednak mówił o niej i nie robi z siebie właśnie największej kretynki, przypisując sobie coś, czego nie powinna. Nie odzywała się przez chwilę, widząc, że chłopak chyba potrzebował chwili dla siebie. Huśtała się, wsłuchując się w tę ciszę dookoła, przecinaną jedynie skrzypieniem huśtawek. Wyczekiwała grzecznie i cierpliwie na odpowiedzi na swoje pytania - bo po pierwsze, serio była ciekawa obecności, a po drugie miała wrażenie, że Keith potrzebuje odrobinę oderwania się od rzeczywistości. I ona zamierzała mu to zafundować.
- Magia lecznicza? To ciężka dziedzina! Wow, serio, podziwiam, pierwsza lepsza osoba nie mogłaby się tym zajmować. Wiem, bo kiedyś próbowałam, znam tylko jakieś totalne podstawy, a mam wrażenie, że nawet pomoc medyczna mugolska jest mi bardziej znana niż magiczna. - no i trajkotka jej się odpaliła, i nie potrafiła przez parę chwil do końca zapanować nad swoim językiem. - Wow, serio, no nie mogę! Znam przyszłego uzdrowiciela! - ona od razu założyła, że chłopak osiągnie dużo na tej płaszczyznie i nie zamierzała w ogóle dać sobie wmówić, że będzie inaczej! - Czy to znaczy, że jeśli zrobię sobie krzywdę, to będziesz w stanie mnie poskładać? Może częściej na mecze będę Cię zapraszać... O, no, zwłąszcza jak już zobaczę ten banner, nie przesadzaj lepiej, bo załatwię Ci wejściówkę na każdy mecz! - na koniec roześmiała się szczerym, ciepłym śmiechem, przymykając powieki i nie mogąc się przez moment uspokoić. Czasami tak miała, za dużo mówiła, nie dawała dojść do słowa innym osobom. Musiała momentami nad tym panować, bo to mogło być na dłuższą metę męczące i mogło odstraszać od niej niektóre osoby.
Ta chwila zamyślenia nawet ją zdziwiła. Z reguły nie dawała sobie pozwolenia na tego typu zachowania wśród innych. Może przy Keithcie czuła się na tyle pewnie, że mogła chociaż chwilę pokazać swoją drugą stronę? Szybko jednak doszły do niej jego słowa i momentalnie się uśmiechnęła, kierując znów na niego spojrzenie.
- Nawet bardzo. To miejsce ma w sobie magię i jest mi bardzo bliskie. - skinęła głową, przyznając mu rację. To na pewno nie był temat rozmowy, który zamierzała ciągnąć. Nie uważała się za kogoś na tyle bliskiego Keithowi, czy ważnego dla niego w tym momencie, by go zanudzać opowieściami o swojej rodzinie. Rzadko kiedy komukolwiek mówiła na ten temat...
A po chwili zrobiła to, co zrobiła... I wszystko poszło nie tak, jak miało pójść. Siedziała na huśtawcem chwilę później była w powietrzu, by dwie sekundy później leżeć plecami na ziemi, w błocie, i wpatrywać się w niebo nad sobą. Pierwszą reakcją było zaskoczenie, że takie coś w ogóle się wydarzyło. Drugą - wkurzenie na siebie, bo przecież dokładnie paręnaście minut temu zrobiła to samo i już wtedy prawie się przewróciła! A trzecią reakcją, kiedy nie chciała martwić chłopaka, był śmiech. Czysty, wesoły śmiech, w którym nie zastanawiała się, gdzie boli i co. Nie mniej chwilę później poczuła, jak Croft zaczyna sprawdzać czy sobie nic nie zrobiła poważnego. Przestała się śmiać, zaskoczona owym faktem - zwłaszcza, gdy ujął jej twarz w dłonie! - i od razu mając do siebie pretensje, że przez jej głupotę i dziecinne zachowanie chłopak się o nią martwił! Rumieniec pojawił się na jej twarzy, ale nic sobie w tym momencie z tego nie zrobiła.
- Daj spokój, Keith, to nic... - powiedziała od razu, próbując szybko zerwać się z ziemi i nie przejmując się tym, że się nad nią pochylał i próbował sprawdzać jej stan, ale gdy już udało jej się podnieść do pozycji siedzącej, ból przeszedł jej ciało. Musiała ładnie paść na ziemię. Westchnęła cicho, poprawiając się, siedząc na ziemi i uniosła dłoń, przykładając ją do skroni. - To nic, zaraz mi przejdzie, musiałam ładnie wyrżnąć. Jak to wyglądało? Leciałam? Ale tak naprawdę, bez miotły? - upadki i kontuzje to były dla niej nic nie znaczące rzeczy. Na miotle robiła sobie zdecydowanie większą krzywdą, niż tutaj! Starała się uśmiechnąć wesoło i spojrzeć na Keitha, by się nie martwił. Kręciło jej się trochę w głowie, ale zaraz jej przejdzie. Przecież jako młody dzieciak niejednokrotnie tak spadła z huśtawki, ba, nawet parę razy dostała nią w głowę! To dopiero było niebezpieczne...
You make this world a little wild, We love it on the other side
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
15-02-2026, 22:37
Dzieci potrafiły być okrutne i często w ogóle nie zdawać sobie sprawy. On doskonale o tym wiedział, przekonał się na własnej skórze w czasach szkolny. Nie raz padał ofiarą głupich kawałów czy wyśmiewania. Z początku brał to jako oznakę sympatii, starał się zaimponować innym kolegom, chciał zostać za wszelką cenę zaakceptowany. Kiedy jednak zdał sobie sprawę, że to w żadnym razie nie jest to co myślał, pojawił się ból i smutek. Ból spowodowany odrzuceniem, a przecież nie był w żadnym razie gorszy od innych. Okey, może nie był orłem jeśli chodziło i naukę, o przyswajanie teorii, szło mu to opornie, ale w żadnym razie nie powodowało to, że był mniej wartościowym człowiekiem od innych. Z czasem nauczył się z tym żyć, a nawet nie zwracać na to uwagi i wtedy właśnie, kiedy wyrobił sobie zdrowe podejście do tego wszystkiego, dokuczanie się skończyło. Domyślał się również, że sporo miało z tym wspólnego, że udało mu się znaleźć kilku przyjaciół, w tym Leonie, która wzięła go pod swoje skrzydła, za co był jej niezmiernie wdzięczny. Nie zmieniało to jednak faktu, że przed tym wszystkim jego wspomnienia związane ze szkołą wcale nie były dobrze. To właśnie przez to wszystko, kiedy Lillie pojawiła się w murach zamku, wziął sobie za punkt honoru aby obronić ją przed tym wszystkim czego on sam doświadczył. Może nie udało mu się to w pełni, bo jednak była od niego młodsza i nie był w stanie być z nią cały czas, ale miał nadzieję, że chociaż w jakimś stopniu udało mu się dzięki swoim działaniom zmniejszyć jej nieprzyjemności związane z docinkami innych uczniów.
Patrząc na nią teraz, widząc ile udało jej się osiągnąć, był jednak dobrej myśli. Radziła sobie świetnie, robiła to co kochała czyli grała w Quidditch’a, a on wiedział jak wiele to dla niej znaczyło. Zdawał sobie również sprawę, że panna Wellers będzie zawsze parła do przodu, wbrew przeciwnością losu, bo właśnie taka była. Kiedy jemu było wygodnie tak jak żył, ona szła do przodu. Było w tym coś inspirującego i powodującego, że uśmiech sam cisnął się na usta.
- No nie jest to łatwy orzech do zgryzienia, to prawda. - pokiwał lekko głową patrząc na nią - Magia lecznicza jest skomplikowana, nadal jeszcze dużo czasu spędzam na zagadnieniami z anatomii człowieka. Jednak podstawy mam opanowane już nad takim poziomie, że nie stwarza mi problemu udzielenie pierwszej pomocy czy chociażby zdiagnozowanie jakiś tam pomniejszych dolegliwości. A to dopiero początek. - poruszał zabawnie brwiami, a po chwili zaśmiał się i machnął ręką - No bez przesady, nigdy nie będę mógł się równać z tymi, którzy chodzili na uniwerek i mają prawdziwe wykształcenie w tym temacie, ale jeśli będę w stanie pomagać tym, którzy pomocy potrzebują na juz na teraz, to będzie zadowolony. - pokiwał głową - No ty może lepiej sobie nic za bardzo nie rób, co? Jesteś zawodowym graczem Quidditch’a, ja wiem, że dla ciebie kontuzje to nic nowego, ale jednak aż tak zaawansowany nie jestem. - spojrzał na nią uważnie - Nawet jeśli bilety na każdy twój mecz to bardzo kusząca propozycja. - puścił jej oczko z rozbawieniem wymalowanym na twarzy.
Keith nie miał problemu z mówieniem o swojej rodzinie. Nie uważał tego za żaden wstydliwy temat, więc jeśli ktoś chciał wiedzieć to mu o tym opowiadał. Jakiś czas temu spotkał się nawet ze swoją dobrą znajomą, która zgodziła się mu pomóc odnoście podejrzeń, które miał. Odpowiadał wtedy na wszystkie jej pytania z lekkością, opowiadając o tym jak macocha się nad tym znęcała, jak go biła i używała werbalnej przemocy, a z każdym jego słowem widział jak z twarzy Fran znikają kolory. Dla niej nie była to normalka, dla niej było to coś strasznego, kiedy dla niego w tamtym czasie to była codzienność. Teraz wiedział, że to było złe, wtedy na to tak jednak nie patrzył.
Po chwili jednak skupił się już całkowicie na Lillie. To wszystko stało się tak nagle, nie spodziewał się, że ich miłe spotkanie może mieć taki finał. Klęczał przy nim w tym błocie, kompletnie nie zwracając uwagi na to, że brudzi swoje spodnie i przyglądał jej się uważnie. Wydawało się, że jej ręce i nogi są całe, że nic sobie nie złamała. Bał sie jednak o jej głowę, bo jednak podczas upadku uderzyła nią o ziemię, może i lekko zmiękczoną przez błoto, ale nadal ziemię.
- Nie mów, że to nic. - pokręcił głową karcąc ją spojrzeniem - Z naszej dwójki ja to jestem uzdrowicielem, nawet jeśli jeszcze podczas nauki i mówię ci, że nie możesz takich rzeczy bagatelizować. - powiedział poważnie, a jego spojrzenie szybko złagodniało - Hej, hej, powoli, nie wykonuj żadnych gwałtownych ruchów. - poprosił lekko podtrzymując ją za plecy kiedy podniosła się do pozycji siedzącej.
Nie spodobało mu sie to, że złapała się za skronie. Miał szczerą nadzieję, że nie dostała żadnego wstrząśnienia mózgu, bo z takimi urazami nie potrafił sobie poradzić. Co prawda nie mógłby za dużo zrobić, bo jeśli faktycznie nabawiłaby sie wstrząśnienia potrzeba było natychmiastowego odpoczynku i musiałaby byc pod obserwacją przez najbliższe dwadzieścia cztery godziny aby wykluczyć poważniejsze urazy.
- Proszę cię, siedź teraz spokojnie i nie wykonuj żadnych gwałtownych ruchów. - powiedział spokojnie, delikatnie placami dotykając tyłu jej głowy aby upewnić się, że nie rozcięła sobie skóry.
Odetchnął z ulgą nie widząc na palcach krwi, ale domyślał się, że będzie miała tak niezłego siniaka.
- Posiedzimy tak chwilkę w spokoju, a potem odprowadzę cię powoli do domu. - zarządził nie odrywając od niej wzroku, po czym przysiadł na piętach i pokręcił głową z lekkim rozbawieniem - Tak, leciałaś bez miotły, byłoby to co najmniej imponujący, gdyby nie ten końcowy szlif. - powiedział uśmiechając się do niej łagodnie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#10
Lillie Wellers
Czarodzieje
Wiek
20
Zawód
Ścigająca Harpii z Holyhead
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
1
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
15
25
Brak karty postaci
19-02-2026, 14:59
Odrzucenie przez inne dzieciaki było niewątpliwie bolesne. Lillie próbowala nie pokazywać tego po sobie, że coś jej przeszkadza - przeżyła sporo już, miała w głowie inne rzeczy, niż martwienie się tym, że ktoś ją odrzucił. Jakby nie patrzeć na pierwszym roku trzymała się w cieniu, nie chcąc wychodzić przed szereg. Przyzwyczajała się do swojej nowej sytuacji i jakkolwiek dziwnie to nie brzmi, godziła się ze swoim losem. A to, że ktoś ją wziął pod opiekuńcze skrzydła - to był jedna z niewielu wtedy przyjemnych rzeczy. Nie była typem, która rozpowiada o sobie, raczej zajmowała się innymi sprawami. Starała się uczyć, uważać, gdy Keith jej na coś zwracał uwagę i spędzać czas tak, by niczego nie żałować. A gdy Ccroft skończył szkołę, Lillie nie była już tą szarą myszką, co na pierwszym roku, kiedy to się poznali. Była już tym wulkanem energii, wiedzącą, na co ją stać i co chce osiągnąć w życiu.
- Sam fakt, że próbujesz się tego nauczyć, jest godny podziwu. I nie mów, że nie osiągniesz czyjegoś poziomu! Uniwerek niezawsze oznacza, że ktoś jest świetny w danej dziedzinie. Powiedziałabym nawet, że duzo ludzi się szczyci, a bo on takie i takie studia skończył, ale jeśli nie ma prawdziwego zawzięcia i chęci do działania... Często niewiele z tego wychodzi. - wzruszyła ramionami, jakby mówiła najprawdziwszą prawdę i samą prawdę. Zaraz jednak spojrzała z uśmiechem na ustach na Keitha i wyszczerzyła ząbki. - Oh, no co Ty, nie zrobię sobie krzywdy przecież. Obijanie się jest dla mnie normalne. Naprawdę, jestem do tego przyzwyczajona.
No i chcąc nie chcąc niedługo po tych durnych słowach, wypowiedzianych przez samą siebie, wyrżnęła głową w pięknym stylu w bloto. No i nie dość, że bolało, to jeszcze zrobiło jej się mocno wstyd. Tak go straszyć... Jego reakcja była na pewno na medal, ale Lillie wolałaby, by nie robił z tego problemu... Ona czuła się jak jeden wielki kłopot w tym momencie. Rozmasowała palcami skronie, będąc przekonaną, że zaraz znów stanie na nogi i będzie mogła wariować. To było dla niej typowe, najpierw robiła, a potem myślała. Typowa Lillie.
- Obiecuję nie robić gwałtownych ruchów. - powiedziała spokojnie, czując ciepło rozchodzące się po plecach. W końcu przymknęła powieki i przechyliła się powoli w bok, w stronę Keitha. Chciała się tylko wesprzeć, odpocząć chwilkę - oparła bardzo delikatnie, ledwo wyczuwalnie (przynajmniej taki miała plan) o głowę o jego klatkę piersiową i odetchnęła cicho. - Mogę tak chwilkę zostać?
Wolała się zapytać, bo nie zamierzała tutaj wprawiać go w żadne zawstydzenie, czy cokolwiek innego - bez żadnych podtestków. Przymknęła jedynie oczy i potrzebowała chwilę dychnąć. Istniało prawdopodobieństwo, że adrenalina zaraz z niej zejdzie i wszystko zacznie ją boleć.
- Powtórzyłabym ten skok i latanie bez miotły... Tylko moze w nieco bezpieczniejszych warunkach. - zaśmiała się cicho, biorąc głębszy wdech.
You make this world a little wild, We love it on the other side
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): 1 2 Dalej


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 19:12 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.