• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Walia > Torfowiska Mynydd Preseli
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
07-09-2025, 13:02

Torfowiska Mynydd Preseli
W zachodniej Walii leżą torfowiska Preseli – dzikie, wilgotne krainy, które od setek lat związane są z legendą o kamieniach przeniesionych stąd do Stonehenge. Podłoże jest miękkie i zdradliwe, pełne traw i ukrytych strumieni. Mgła często opada tu nagle, odcinając widok na świat i zmuszając do zatrzymania się w ciszy. Woda zbiera się w małych oczkach, które lśnią niczym ciemne lustra, a wokół nich rośnie żółtawy mech i purpurowy wrzos. Nocą powietrze pachnie wilgocią i torfowym dymem, a wiatr niesie szept, który mieszkańcy uważają za głosy przodków. Preseli to miejsce, w którym łatwo zgubić drogę – ale jeszcze łatwiej zgubić poczucie czasu.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Leonie Figg
Akolici
he was hanged from the gallows that he built for me.
Wiek
25
Zawód
magibotaniczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
8
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
13
Brak karty postaci
24-01-2026, 11:10
28 kwietnia 1962

Rzadko dochodziły do nich wieści o rosnącym dziko sopophorusie. Roślina lubiła kwitnąć z dala od ludzkich oczu, w wilgoci i półcieniu, gdzie przeżywali tylko najwytrwalsi mieszkańcy grzęzawisk, uodpornieni na niewygodę, na osamotnienie i mętne mgły snujące się sinusoidami wzniesień i zapadnięć terenu. Nieopodal torfowisk Mynydd Preseli, gdzie ściana drzew gęstniała, a ziemia płatała figle, myśliwi tropiący zgraję czerwonych kapturków (skąd wzięły się w okolicy i czyją krew przelano w tej części Walii, trudno powiedzieć; mieszkańcy z okolicznej wioski wspominali o nagłym zniknięciu kilku młodych mężczyzn i nikt nie potrafił powiedzieć, co się z nimi stało) natknęli się na ślady niepospolitej magicznej rośliny. Tak się złożyło, że jeden z nich był dobrym przyjacielem właściciela Sennego Fruwokwiatu i bezzwłocznie pospieszył z nadaniem listu do swojego druha, wiedząc, że będzie to dla niego nie lada gratka.
Miał rację, niedługo później szef poprosił Leonie i Harrisa, żeby udali się tam i sprawdzili doniesienia o sopophorusie, poleciwszy im zebrać tyle fasolek, ile zdołają. Teren był niepewny, moczary zawsze testowały cierpliwość i ostrożność wędrowców, ale ani ona, ani on nie odmówili kierownikowi, tylko następnego dnia zostawili mężczyznę za ladą sklepu, a sami ruszyli tropem perłowych strączków. Pod kurtyną drzew pnących się wysoko do nieba powietrze zdawało się ciężkie i niechętnie trafiało do płuc, jak gdyby przy każdym oddechu oblepiało je od środka coraz większą ilością mchu. Poranny chłód próbował zaglądać pod szaliki, natomiast każdy krok był okupiony metodycznym sprawdzeniem, czy nie okaże się ostatnim. Mimo że szlak, który wybrali, na pozór wyglądał na stabilny, Leonie wiedziała, jak łatwo grunt mógł się załamać i wchłonąć nieostrożnego spacerowicza, po którym ślad w miejscu takim jak to natychmiast by zaginął. Z tego powodu zdecydowała się opierać na kiju przewyższającym ją wysokością: zanim stanęła w upatrzonym punkcie sprawdzała bezpieczeństwo za pomocą jego końcówki pod różnymi stopniami nacisku.
Mokradła jako takie nie były im straszne, jeśli nie sięgały zbyt głęboko. Ubrani w specjalne wodery zielarze powoli przemierzali niepewne odmęty, rozglądając się uważnie w poszukiwaniu śladu sopophorusa. Na pierwszy rzut oka roślina wyglądała bardzo niepozornie, ot, jeden z wielu wypłowiałych gatunków spotykanych w tych częściach lasu. Wypatrywali zatem przepięknych alabastrowych błysków wystających spod liści, owoców, które kierownik polecił im zebrać. Okalające ich głowy bańki zaklęcia bullapio zapewniały stały dostęp do tlenu. I nie bez powodu, w końcu sopophorus słynął z usypiania podchodzących zbyt blisko ludzi, a to pierwszy i najprostszy sposób na śmiertelny wypadek na bagnach.
- Pamiętaj, jak je zauważysz, to powiedz, zanim się do nich zbliżysz - odezwała się do Harrisa po kilkunastu minutach ciszy przetykanej szumem liści, na co nieco korpulentny mężczyzna o miłych oczach i łagodnych rysach aż podskoczył ze zdziwienia, nie spodziewając się jej głosu. Leonie uśmiechnęła się z rozbawieniem; aż dziwne, że nie zaliczyli jeszcze jakiejś spektakularnej katastrofy, do której zwykle dochodziło w otoczeniu jej współpracownika. Między innymi dlatego poprosiła, żeby nie gnał na złamanie karku do wypatrzonego skarbu, tylko wykazał się cierpliwością. - Jasne, tak - przytaknął z napięciem, widocznie zestresowany, postawiony w gotowości. Odkąd zatrudniono go w Sennym Fruwokwiecie było to jego pierwsze wyjście w teren, coś, do czego Leonie zdążyła przywyknąć.
Jest, jej serce za jakiś czas zgubiło jedno uderzenie, ekscytacja urosła wśród zmysłów i zaalarmowała myśli na widok światła odbitego przez fasolkę. Kilka szczepów rośliny oczekiwało na nich pod kotarą gałęzi drzew, w pobliżu ewidentnego załamania gruntu. Błoto sięgało tutaj do kolan, ale nieco za przylądkiem sopophorusa ziemię pokrywała warstwa wody i płożących się porostów. Musieli być ostrożni, Leonie na wszelki wypadek ponowiła zaklęcie otaczające jej głowę i zaczęła zbliżać się do magicznej flory, bardzo dokładnie sprawdzając grunt swoim kosturem. - Faktycznie nie robią dużego wrażenia - zawyrokował idący z prawej Harris, który pewnie pierwszy raz widział gatunek na oczy, nie tylko w podręczniku zielarskim. - A alchemicy są gotowi sporo zapłacić, żeby wykorzystać strączki w miksturach - kiwnęła głową, zatrzymując się nareszcie przed znaleziskiem. W jednym miejscu ziemia była zaskakująco stabilna, a kawałek dalej wzrok osiadał na kolejnym szczepie sopophorusów, dlatego podzielili się pracą z towarzyszem. Leonie została na miejscu, on zaś ruszył ostrożnie w drugim kierunku.
Figg uważnie obejrzała fasolki. Nie zamierzała zabierać zbyt niedojrzałych egzemplarzy, tylko te, które spęczniały i osiągnęły pełnię swoich właściwości; palce bardzo delikatnie zrywały perłowobiałe groszki, umieszczając je w fiolkach, które potem lądowały w wysłużonym podróżnym plecaku. Te zaś, które jeszcze się nie rozwinęły, obejrzała w zamyśleniu. Szkoda byłoby je tu zostawiać, nie mając gwarancji, że zdołają znaleźć to konkretne miejsce za jakiś czas, dlatego Leonie zdecydowała się na wykopanie dwóch niewielkich krzaczków wraz z systemem korzennym. Długim, ale na szczęście niezbyt skomplikowanym; po kilku minutach wydobyła je z gruntu i odpowiednio zabezpieczyła, układając je w magicznie spreparowanym zielarskim worku przytwierdzonym do boku plecaka. Mogli dzięki temu spróbować przenieść sopophorusa do Sennego Fruwokwiatu, czym szczerze się podekscytowała; i kiedy miała już zawołać do Harrisa, że skończyła, usłyszała głuchy trzask dobiegający z boku, który postawił ją na baczność. Towarzysz leżał na ziemi z lekko rozdziawioną buzią, bez bańki, która miała okalać jego głowę, gwarantując dostęp do czystego tlenu. - Jeju, a przecież mówiłam, żebyś co jakiś czas odnawiał bullapio... - westchnęła ze zrezygnowaniem. Oto katastrofa, której się spodziewała. Jeśli nie nawdychał się za dużo oparów rośliny, drzemka, którą miał uciąć sobie Harris, powinna trwać kilka godzin, ale jeśli do jego dróg oddechowych dostało się sporo wyziewów, można było mówić nawet o kilkunastu, świetnie. Szybko wydobyła różdżkę z kieszeni i rzuciła zaklęcie, które przywołało pęcherz wokół jego kapuścianego łba, po czym podeszła do jego przydziału, zebrała resztę dorodnych fasolek i za pomocą kolejnego czaru zaczęła transportować lewitujące w powietrzu ciało współpracownika w drogę powrotną do ludzkich skupisk. Nie było to łatwe, znów musiała sprawdzać każdy krok kosturem, jednocześnie podtrzymując zaklęcie, więc jeśli nie dostanie za to choć małej premii (biorąc pod uwagę powiązania rodzinne między kierownikiem Fruwokwiatu a Harrisem, jego siostrzeńcem), będzie solidnie rozgoryczona; i chociaż zamierzała sprawdzić tego dnia jeszcze trochę terenu, zbiory i tak okazały się przyjemnie obfite.

zt
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 02-02-2026, 12:09 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.