• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Inne miejsca > Colchester (Essex)
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
23-01-2026, 22:53

Colchester (Essex)
Miasto położone w hrabstwie Essex, o wyraźnie zaznaczonej historii sięgającej czasów rzymskich. Układ miasta łączy zabytkowe centrum z nowszą zabudową mieszkalną i handlową. W centralnej części znajdują się wąskie ulice, place oraz pozostałości rzymskich murów, a także zamek wzniesiony na dawnych fundamentach rzymskiej świątyni. Otoczenie centrum stanowią dzielnice mieszkalne, parki i tereny zielone, które stopniowo przechodzą w obszary podmiejskie. Miasto jest dobrze skomunikowane, z wyraźnym podziałem na strefy historyczne, administracyjne i handlowe. Colchester sprawia wrażenie miejsca uporządkowanego, łączącego współczesne miasto z widocznymi śladami swojej długiej historii.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Mitch Macnair
Śmierciożercy
Wiek
27
Zawód
Architekt i budowniczy
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
8
10
Brak karty postaci
16-02-2026, 21:04
04.05.

Jak na razie odpoczywanie szło mu nieźle, chociaż jednocześnie się tym trochę męczył. Nie był przyzwyczajony do bezczynności, ale w końcu sam to na siebie narzucił. Potrzebował tych kilku dni wolnego i starał je sobie jakoś zająć, w każdym razie czymś innym niż pracą, chociaż korciło go wielokrotnie aby udać się do pracowni albo chociaż rzucić okiem na zalegające projekty. Nie zrobił tego i dzielnie trwał w postanowieniu, że będzie odpoczywał. Spacerował korzystając z ładnej pogody, rysował i nadrabiał zaległą literaturę. Zwłaszcza jedną, którą nabył bardzo niedawno. Po wydarzeniach w sklepie z artykułami piśmienniczymi i odprowadzeniu panny Ashford do kominka w Dziurawym Kotle, od razu wrócił do Esów i Floresów. Zlokalizowanie książki z nazwiskiem jakim nazwała nowo poznana kobietę fanka, nie było ciężko zlokalizować. Stała prawie na wejściu, cały stojak z kilkunastoma egzemplarzami ładnie oprawionych książek, na których, złotym, ładnym pismem widniało nazwisko autora C. Morley. A raczej autorki jak się okazało. Chwycił więc książkę bez mrugnięcia okiem i poszedł z nią do kasy. Teraz w końcu miał czas by ją przeczytać. Okupował kanapę w salonie, a kiedy pogoda dopisywała, to ławeczkę w ogrodzie i z kubkiem kawy lub herbaty powoli zagłębiał się w powieść spisaną ręką panny Ashford…a może C.Morley? Ciężko było powiedzieć, bo czytając książkę miał wrażenie, że pisała ją kompletnie inna osoba niż ta, którą poznał w Londynie tamtego popołudnia. Czytało się to jednak bardzo przyjemnie i nawet nie wiedział kiedy mu mijał ten cały czas, który jej poświęcał. Teraz był tym bardziej ciekawy jej autorki. Podczas ich krótkiego spotkania zdążyła wzbudzić jego zainteresowanie swoją osobą, wydawało mu się więc, że nie zaszkodzi jej poznać bliżej. Nie miał zamiaru od razu się na nią rzucać czy coś w tym stylu, ale przecież zwykła rozmowa jeszcze nikomu nie zaszkodziła, prawda?
Wystosował do niej więc list z zaproszeniem na kawę, tłumacząc swoją decyzję tym, że nadal miał wyrzuty sumienia odnośnie plamy na jej spódnicy, której niefortunnie był sprawcą. Kiedy przyszła pozytywna odpowiedź, przyjął ją z zadowoleniem i od razu odpisał z propozycją miejsca i godziny. Co prawda równie dobrze mogliby się spotkać gdzieś w Londynie, ale Macnair miał pewnego rodzaju słabość do Colchester i odnosił wrażenie, że panna Ashford również znajdzie w tym miasteczku jakiś urok. On lubił w nim przede wszystkim architekturę, pomieszanie nowoczesności ze starożytnością, które nie kolidowało ze sobą w żaden sposób. Z przyjemnością poznałby człowieka, który odpowiadał za to wszystko, był przekonany, że mógłby z nim przeprowadzić bardzo ciekawą rozmowę.
W dniu spotkania pojawił się w miasteczku trochę wcześniej. Chciał się jeszcze przespacerować starówką i przez to, że zatrzymał się na dłużej przy jednym ze starych budynków i zaczął go szkicować o mało się nie spóźnił. Na szczęście szybko się zreflektował i udał się prosto do kawiarni. W środku panowała miła atmosfera. Chociaż na dworze było już coraz cieplej to w kominku lekko tlił się ogień, w powietrzu roznosił się przyjemny zapach domowych wypieków i kawy. Kilka stolików było zajętych, ale na szczęście znalazł wolny na prawo od wejścia. Ściągnął skórzaną kurtkę i powiesił ją na oparciu krzesła. Ubrał na siebie dzisiaj ciemną koszulę i wcisnął je w czarne spodnie. Nie stroił się jakoś specjalnie, jego codzienny strój w zasadzie nie różnił się bardzo od tego co miał na sobie tego dnia. Preferował raczej luźny styl, ale kiedy sytuacja tego wymagała to naturalnie ubierał się adekwatnie. Usiadł w końcu przy stoliku i czekał. Miał nadzieję, że Clara się pojawi, nie był przyzwyczajony do bycia wystawionym do wiatru. Rozglądał się po kawiarni, a za każdym razem gdy słyszał charakterystyczny dzwoneczek gdy drzwi się otwierały kierował ku nim spojrzenie. I w końcu, po kilku minutach zobaczył ją w drzwiach. Uśmiech automatycznie pojawił się na jego ustach, po czym podniósł się z miejsca, jednocześnie lekko unosząc dłoń aby dać jej znać gdzie siedzi.
- Miło panią widzieć. - powiedział spokojnie kiedy do niego podeszła - Cieszę się, że przyjęła pani moje zaproszenie. - dodał pomagając jej z płaszczykiem, który na sobie miała, a potem odsuwając dla niej krzesło.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Clara Ashford
Czarodzieje
We are gonna fly in the blue sky. We are gonna fly...
Wiek
25
Zawód
Pisarka
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
8
7
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
8
Siła
Wyt.
Szybkość
6
8
9
Brak karty postaci
20-02-2026, 22:18
Naprawdę nie spodziewałam się tego listu. Przecież to była tylko plama, a mężczyzna przejął się tym, jakby wydarzyło się Merlin wie co. Przecież już mi się odwdzięczył, poniósł moje zakupy, odprowadził mnie do Dziurawego Kotła gdzie mogłam skorzystać z sieci Fiuu. A jednak, gdy minęło kilka dni, on znowu się odezwał i zaproponował spotkanie.
Po co?
Przyznam szczerze, że głowiłam się nad tym przez te parę dni od momentu otrzymania od niego listu, aż do chwili gdy ruszyłam do Essex gdzie miało odbyć się nasze spotkanie. Głowiłam się i zastanawiałam intensywnie co też może nim kierować. Wydało mi się to jednak niezwykle ekscytujące, w głowie pojawiła się myśl o ciekawym zbiegu okoliczności i jakże nieoczywistym rozpoczęciu jakiejś historii. Ciekawa jej dalszego przebiegu zgodziłam się na spotkanie, co stanowiło dla mnie niezłą inspirację. Parę ciekawych pomysłów zapisałam, korzystając z pióra i atramentu kupionego podczas tamtego dnia, który zakończył się intensywnym praniem spódnicy.
Nigdy nie byłam w Essex, a tym bardziej nigdy nie byłam w Colchester. Zanim tu przybyłam próbowałam zorientować się co to za miejsce i czego mam się spodziewać. Ponoć była tu jakaś historyczna część miasta, z pewnością miejsce to było kiedyś niezwykle istotnym punktem na mapie kraju, ale może niekoniecznie ta wiedza była mi dzisiaj potrzebna? A może specjalnie wcale tak bardzo się nie starałam, aby dowiedzieć się czegoś więcej licząc na to, że to mężczyzna mi coś opowie? To wcale nie tak, że to zaplanowałam, ale to dobry motyw gdyby przypadkiem zabrakło nam tematów do rozmów, a mi głupio byłoby opuścić spotkanie. Ubrałam się więc ładnie w kremową garsonkę, włosy miałam ułożone, a na ustach szminkę w lepszym kolorze moich ust i za pomocą sieci Fiuu udałam się w konkretne miejsce. Musiałam co prawda kawałek przejść, aby dostać się do kawiarni o której wspominał w swoim liście pan Macnair, ale droga była na tyle przyjemna, a pogoda odpowiednia, że wcale mi to nie przeszkadzało. Wręcz mogłam zebrać myśli, przestać się stresować i zacząć czerpać przyjemność z tego wyjścia. Nie pamiętam kiedy ostatni raz byłam na herbacie z mężczyzną, chyba w momencie kiedy pracowałam w Ministerstwie i umawiałam się z tamtym pracownikiem. Cóż, już nawet nie do końca pamiętałam jak miał na imię.
Ludzie, którzy mnie widzieli, musieli sobie pomyśleć, że zachowuje się jakoś dziwnie. Moja twarz, gdyby można było ją czytać, pokazywała ogromną liczbę różnych emocji, które doświadczyłam podczas tej krótkiej podróży od czynnego kominka sieci Fiuu do kawiarni. To unosiłam brwi, to krzywiłam się w dziwnym grymasie. Mówiłam do siebie, wzruszałam ramionami. Parę razy zatrzymywałam się w zamyśleniu, przyglądając jakimś budynkom albo mijanym księgarniom. W jednej, na wystawce, stała moja książka. Wtedy szłam z ogromnym uśmiechem na twarzy, do momentu kiedy jakiś mężczyzna nie zaszedł mi drogi i nawet nie przeprosił. Ale w końcu udało mi się dotrzeć do kawiarni. Miałam nadzieję, że się nie spóźniłam. Naciskając na klamkę i wchodząc do środka poczułam dziwny ucisk w żołądku, podobny do tego, kiedy wychodzę na środek podczas spotkań autorskich. Tym razem jednak nic się nie działo, nie byłam C. Morley, a pojawiałam się tu jako Clara. Powinnam się rozluźnić.
Dostrzegłam go szybko, wstał i lekko machał do mnie ręką chcąc zwrócić na siebie moją uwagę. Podeszłam do niego z lekkim uśmiechem. W tym świetle również był bardzo przystojny, czyli to nie był psikus mojej pamięci, ani atmosfera panująca w sklepie i powodująca, że wszystko i wszyscy wyglądali po stokroć lepiej. Odpowiednia atmosfera potrafiła zdziałać cuda.
- Dzień dobry - odparłam uprzejmie. - Zaintrygował mnie pan i nie mogłam odmówić - kiwnęłam lekko głową, pozwalając aby ściągnął skórzany płaszcz z moich ramion, a potem usiadłam na krześle. - Jeżeli kolejną rozmowę zacznie pan od próby, po raz kolejny, przeproszenia za plamę to proszę sobie darować od razu i lepiej mi powiedzieć po którą herbatę powinnam sięgnąć. Domyślam się, że zna pan to miejsce?
Zaczęłam od razu, dając do zrozumienia, że dla mnie temat atramentu i plamy jest zamknięty. A na pewno temat plamy, ponieważ o atramentach mogłam rozmawiać godzinami.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Mitch Macnair
Śmierciożercy
Wiek
27
Zawód
Architekt i budowniczy
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
8
10
Brak karty postaci
23-02-2026, 19:59
Po ich ostatnim spotkaniu w zasadzie nie wiedział czego się spodziewać. Zanim pojawił się w Colchester starał się jakoś zaciągnąć języka, dowiedzieć się o niej więcej. Jednak o ile C.Morley mógł zdobyć dość sporo informacji, o tyle o Clarze Ashford nie dowiedział się nic. Dodatkowo rozpaliło go jego ciekawość. Kobieta, która zdecydowanie prowadziła podwójne życie, zastanawiał się jak to wszystko godziła. Kiedy się spotkali wydała mu się raczej skrytą, może nawet nieśmiałą osobą, jednak kiedy czytał jej książkę, odniósł całkiem inne wrażenie. Zastanawiał się w jakim wydaniu dzisiaj będzie dane mu ją spotkać i szczerze powiedziawszy nie mógł się doczekać.
Kiedy weszła w końcu do kawiarni, uśmiech mimowolnie pojawił się na jej ustach. Przyjrzał jej się dokładnie, ale nie nachalnie kiedy zmierzała w jego kierunku. Od razu dostrzegł, że błękit jej oczu, które wywarły na nim tak duże wrażenie w półmroku sklepu, teraz wydawały się jeszcze jaśniejsze, co na swój sposób było niesamowite. Nie chciał się jednak gapić, więc skupił się na jej płaszczu, a kiedy odwiesił go odpowiednio, uważając aby go nigdzie nie zagnieść, usiadł na przeciwko niej przy stoliku. Nie rozumiał skąd się wzięło u niego to nagłe zdenerwowanie, przecież to nie był pierwszy raz kiedy zaprosił kobietę na kawę i chyba też nie pierwszy raz kiedy nie miał względem niej żadnych konkretnych planów. Był po prostu ciekaw, a jednak odczuwał lekkie zdenerwowanie, coś na wzór tremy, a to towarzyszyło mu niezwykle rzadko.
- No cóż, mogę powiedzieć, działam tak na ludzi czasami. - powiedział z lekkim rozbawieniem wymalowanym na twarzy i już po chwili poczuł jak napięcie powoli opuszcza jego ramiona.
Oparł się wygodnie o blat stolika, po czym spojrzał na nią z lekkim uśmiechem. Była dokładnie tak samo urodziwa jak tamtego dnia, z tym, że kiedy światło dzienne padało na jej włosy, ich kolor jeszcze bardziej się uwydatniał. W ogóle mu to nie przeszkadzało, wychodził z założenia, że inny kolor włosów w ogóle by jej nie pasował. Na jej kolejne słowa mimowolnie zaśmiał się cicho i uniósł ręce w geście poddańczym.
- Może mi pani wierzyć, że nie miałem zamiaru tego robić. - pokręcił głową z rozbawieniem - Mleko się rozlało…a w zasadzie atrament i to już za nami. - mrugnął do niej, po czym sięgnął po jedną z dwóch kartek menu stojących na stoliku - Hm…to zależy jakie smaki pani lubi? - uniósł brew ku górze zerkając na nią znad menu - Mają tutaj naprawdę różne mieszanki. Jeśli przepada pani za jaśminem polecam pozycję numer cztery, jednak jeśli woli pani coś bardziej tradycyjnego to czarna herbata z różą z pozycji siódmej jest równie dobra. - odparł spokojnie, lekko przy tym kiwając głową - A odpowiadając na pani pytanie, to tak. Colchester samo w sobie jest miejscowością, którą bardzo lubię, a tą kawiarnię odkryłem podczas swojego pierwszego pobytu tutaj. - dodał po chwili - A pani co myśli o tym mieście? - spytał ciekawe jej zdania.
Jako pisarka, wydawało mu się, że byłaby w stanie znaleźć tutaj wiele inspiracji. Świat starożytny przeplatany z nowożytnym, nie tylko poprzez architekturę, ale również i poprzez historię i samego ducha miasteczka. On tutaj niejednokrotnie przybywał w poszukiwaniu pomysłów do nowych projektów. Jeśli rozmowa będzie im się kleić to może zaproponuje jej spacer i pokaże jej najciekawsze miejsca.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Clara Ashford
Czarodzieje
We are gonna fly in the blue sky. We are gonna fly...
Wiek
25
Zawód
Pisarka
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
8
7
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
8
Siła
Wyt.
Szybkość
6
8
9
Brak karty postaci
05-03-2026, 20:36
Przyglądał mi się uważnie, a ja nie bardzo wiedziałam co mam na ten temat myśleć. Nie bardzo wiedziałam dlaczego mi się przygląda i nie bardzo też wiedziałam czy mi się to podoba czy nie. Więc tak jak on przyglądał się mi, tak ja przyglądałam się jemu. Był zadziwiająco szczery i pewny siebie, coś co innego mężczyznę wprowadziłoby w pewnego rodzaju zakłopotanie, on wziął na klatę i zmierzył się z moim stwierdzeniem całkowicie mnie rozbrajając. Czasami tak na ludzi działał, no cóż. Odpowiedziałam mu delikatnym uśmiechem. Najwyraźniej wszystko było ze mną dobrze, skoro dałam się ponieść temu uczuciu zaintrygowania.
- Nie będzie pan znowu przepraszał? Ach, a już myślałam, że taki miał pan plan, a ja sprytnie pana od niego odwiodłam - zażartowałam, unosząc kartę z napojami i spoglądając na niego z zaciekawieniem. Wysłuchałam uważnie jego poleceń dotyczących herbaty i zamknęłam kartę. - Proszę coś dla mnie wybrać.
Jeżeli ktoś pomyślał, to znaczy pan Macnair pomyślał, że nasze spotkanie będzie przebiegać bez żadnych zwrotów akcji, to się grubo pomylił. Bardzo mocno wyczułam, że jest to mężczyzna, który nie lubi nudy. Lubi, gdy coś się dzieje, a ja miałam to do siebie, że bardzo dobrze potrafiłam dopasować się energią do swojego rozmówcy. Od pana Mcnair biła silna energia, wydawało mi się również, że jest lekko zdenerwowany. A przynajmniej był jeszcze przed chwilą. Skoro mnie zaprosił, to niech się trochę postara. Miałam dzisiaj taki nastrój dziwny, zły chochlik siedział na moim ramieniu i szeptał mi do ucha, aby nie ułatwiać nikomu sprawy tak łatwo. Ale może to atmosfera tego miasta i jego miejsca tak na mnie działała?
- Nie zdążyłam się za dużo dowiedzieć o tym mieście - przyznałam ze szczerością, ale nie musiałam dodawać, że zrobiłam to specjalnie tylko po to, aby móc posłuchać historii pana Macnair o tym miejscu. - Natomiast mogę z pewnością stwierdzić, że jest tu bardzo ładnie. I jest tu bardzo ciekawa architektura, pisał mi pan o niej w liście. Stara. Czy nazwa kawiarni nawiązuje do rzymskiej historii tego miejsca?
Przechyliłam lekko głowę z zaciekawieniem spoglądając najpierw na mężczyznę, a potem przez okno na budynki znajdujące się naprzeciwko. Niezbyt znam się na architekturze, nie specjalnie także potrafię rozpoznać czy coś jest rzymskie, greckie czy jakiekolwiek inne. No, może brytyjskie rozpoznam, o ile można było tak nazwać architekturę w Londynie. Jeżeli pan Macnair będzie chciał, abym na konkretny budynek o konkretnej stylistyce zwróciła uwagę, to niestety, będzie musiał mi wręcz pokazać palcem. Ale kto wie, może Essex stanie się jednym z miejsc, w którym będzie odbywać się akcja w mojej kolejnej powieści? Bohaterowie przecież czasem podróżują, nie siedzą cały czas w jednym miejscu. W jednym Londynie.
Nagle, jakby znikąd, wyrosła obok nas kelnerka. Chyba wyhaczyła moment, kiedy odłożyłam swoją kartę przekonana, że to ta chwila gdy podjęliśmy decyzję co chcemy wypić. Uśmiechnęłam się do pana Macnair mrużąc przy tym delikatnie oczy, miał teraz okazję się wykazać. Czy pamiętał, jak wymieniał te wszystkie napary, przy którym z nich uśmiechnęłam się bardziej? Przy którym pojawił się błysk w moich oczach?
- Proszę, śmiało - zachęciłam go, wpatrując się w niego uważnie.
Czy zrobiłam to specjalnie? Tak. Czy sprawiało mi to dziwną przyjemność? Jak najbardziej? Czy cokolwiek wybierze będę zadowolona? Też tak. Ale chciałam sprawdzić jak sobie w tej sytuacji poradzi, jak zareaguje i co ciekawego wymyśli. Och, to było takie fascynujące.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Mitch Macnair
Śmierciożercy
Wiek
27
Zawód
Architekt i budowniczy
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
8
10
Brak karty postaci
09-03-2026, 22:35
Dostrzegł to jak mu się przygląda i nie za bardzo wiedział skąd to się wzięło. Czy to on zbyt długi i zbyt natarczywie się jej przyglądał? Czy to wyłapała i postanowiła odpłacić mu się tym samym? Był to ciekawy rozwój akcji, nie spodziewał się tego z całą pewnością, ale zamierzał zagrać w tą grę. Nigdy nie miał problemu z utrzymywaniem z kimś kontaktu wzrokowego, a jeśli miał dodatkowo sposobność wpatrywać się w tej hipnotyzujący błękit, nie miał nic przeciwko. Co prawda nie był to żaden pojedynek na spojrzenia, delikatny, wyważony uśmiech widniał na jego ustach, a kiedy usłyszał jej słowa, zaśmiał się cicho.
- No cóż, jeśli pani sobie życzy mogę jeszcze tak ze dwa razy przeprosić aby mogła pani mnie od tego odwieść. - powiedział z rozbawieniem - Jednak pani list by na tyle skuteczny, że postanowiłem już więcej tego nie robić. - dodał spokojnie.
Owszem, było mu głupio, chociaż teraz już mniej. Najgorzej było w momencie samego wypadku z atramentem, z każdym dniem coraz bardziej mu przechodziło. Jednak mimo wszystko użył tego jako wymówki do spotkania z nią, bo po prostu na ten moment nie potrafił wymyślić żadnej innej. Zwłaszcza, że naprawdę był ciekaw jej osoby, a kiedy przeczytał jej książkę, jedynie nabrał pewności, że chce się z nią spotkać. Zastanawiał się jak w ogóle zacząć ten temat i czy w ogóle wypada. Wychodziło na to, że panna Ashford nie zdawała sobie, że domyślił się, że powiązał ją z książką. W sklepie papierniczym nie dał po sobie poznać, że odnotował fakt, że młoda dziewczyna nazwała ją inaczej. W zasadzie kropki połączył chwilę później, ale też nie chciał się z tym zdradzać i nie daj Merlinie wprowadzać ją w zakłopotanie. Sytuacja i tak nie była wtedy kolorowa.
- Ja mam coś wybrać? - uniósł brew ku górze - Dobrze, ale zgadza się pani na to na własną odpowiedzialność. - uśmiechnął się pod nosem odkładając również i swoją kartę na blat stołu, bo wiedział już czego on by się napił.
Rzucała mu wyzwanie, a on miał zamiar podnieść tą rękawicę. To była ciekawa odmiana. Przeważnie kiedy spotykał się z kobietami, te zawsze wiedziały co chcą zamówić. W tym momencie było inaczej, postanowiła dać mu szanse zdecydować za siebie. Jakby chciała go sprawdzić. Macnair mimowolnie uśmiechnął się lekko sam do siebie. Cała ta sytuacja pod wieloma względami była dla niego nowa. Sam fakt, że denerwował się chwilę przed jej pojawieniem się w kawiarni, to, że dawała mu się szanse wykazać, a on, nawet jeśli nieświadomie, nie chciał jej zawieść.
- Ach no to w takim razie po herbacie, jeśli nigdzie się pani nie śpieszy, zabieram panią na spacer, z chęcią będę pani przewodnikiem po tym pięknym miasteczku. - pokiwał głową z uśmiechem - Stara część miasta sięga jeszcze czasów starożytnego Rzymu. Szkoda było likwidować starożytne monumenty i fragmenty budynków, więc podczas budowy nowego miasta zachowano je i idealnie wkomponowano w resztę miasta. Wszystko się ze sobą łączy niemal naturalnie, jakby zawsze tak było. Podczas procesu zastosowano szereg niezwykle ciekawych i zmyślnych rozwiązań architektonicznych dzięki którym miasto jedynie zyskało na swym uroku. Nie wszędzie możemy spotkać taki kunszt. - odparł z uśmiechem.
O architekturze mógł mówić godzinami. To była jego pasja, coś co kochał i czemu poświęcił większą część swojego życia. A kiedy spotykał się z projektami, które robiły na nim wrażenie i zglebił ich historię, często gęba mu się nie zamykała. Tym razem jednak szybko zorientował się, że chociaż Clara poniekąd o to zapytała, to zdecydowanie za bardzo się rozgadał.
- Tak, dokładnie. Właściciele chcieli nadać temu miejscu również trochę ducha. Na tamtej ścianie na przykład - wskazał jej ścianę po drugiej stronie sali, na której znajdował się ciekawy zwór nimf stworzony z drobnych, ceramicznych płytek - cała mozaika jest wyklejona kafelkami, które znaleziono w łaźni, która kiedyś znajdowała się cztery ulice dalej. Nic się w tym mieście nie marnuje. - uśmiechnął się - Mógłbym mówić o takich rzeczach godzinami, więc będzie mnie pani musiała stopować jeśli będę przynudzał. - zaśmiał się cicho, lekko zakłopotany wracając do niej wzrokiem.
Pojawienie się kelnerki na moment odsunęło jego myśli od architektury. Spojrzał jeszcze na Clarę, ale widząc jej uśmiech, jedynie utwierdził się w przekonaniu, że naprawdę chcę aby wybrał za nią. Posłał jej lekki uśmiech, po czym zwrócił się do kelnerki.
- Dla pani poproszę jaśminową herbatę, a dla mnie będzie malinowo cytrynowa. - złożył zamówienie, a kiedy kelnerka odeszła, znów całą swoją uwagę przeniósł na pannę Ashford - A może ma pani ochotę też na jakieś ciasto? - uniósł brew ku górze.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Clara Ashford
Czarodzieje
We are gonna fly in the blue sky. We are gonna fly...
Wiek
25
Zawód
Pisarka
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
8
7
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
8
Siła
Wyt.
Szybkość
6
8
9
Brak karty postaci
22-03-2026, 17:54
Testowanie go sprawiało mi przyjemność. Naprawdę. Właściwie go nie znałam, zgodziłam się na to spotkanie sama nie wiedząc właściwie co mną kierowało. A teraz siedzieliśmy i wpatrywaliśmy się w siebie bez słowa. I zastanawiałam się które z nas pierwsze, że tak powiem, odpadnie. Zawstydzi się. Odwróci wzrok. Dla mnie to był trochę pojedynek na spojrzenia, no ale nie mogliśmy tak cały czas. Mieliśmy przecież… rozmawiać. Więc rozmawialiśmy. Najpierw o jego przepraszaniu, na co lekko się zaśmiałam gdy zaproponował, że jednak może przeprosić mnie jeszcze ze dwa razy. Potem opowiadał mi o herbatach. Rzuciłam mu wyzwanie chcąc, a on z chęcią je podjął. Nawet nie zaprotestował, a przecież nawet mnie nie znał. Był trochę inni niż ci wszyscy mężczyźni, z którymi dotychczas miałam do czynienia. Nasza znajomość rozwinęła się niefortunnie, a ja im dłużej na niego spoglądałam, tym bardziej byłam ciekawa. Chciałam rozgryźć jego schemat zachowania, poznać jego sposób bycia. Był inny, kobieca intuicja mi to podpowiadała. Mógłby być bohaterem mojej książki.
No bo to przecież nie była żadna randka. Żadne poważniejsze spotkanie. My nawet nie przeszliśmy na ty, chociaż jeśli sobie dobrze przypominam, to przedstawił mi się tam w sklepie. Przechyliłam lekko głowę, przez chwilę gorączkowo się nad tym zastanawiałam. Na razie jednak nie zrobiłam nic, nie będę przecież mu przerywać, gdy mówił o odpowiedzialności.
- Uniosę to ryzyko - odparłam tylko z lekkim uśmiechem.
Przejście na temat związany z historią tego miejsca było dla mnie równie ciekawe jak, jak próba testowania mężczyzny pod względem wyboru herbaty. To było bardzo miłe z jego strony, że od razu zaproponował mi spacer i oprowadzenie po tym mieście. A także zaczął opowiadać mi historię tej kawiarni. Słuchałam go uważnie, próbując zapamiętać szczegóły. Takie moje, bym powiedziała, zboczenie zawodowe, bo nigdy nie wiadomo kiedy mi się ta wiedza może przydać. Kto wie, może któryś z bohaterów nowej powieści znajdzie się w Essex, trafi tutaj i wtedy wiedza o tej ścianie, którą mi teraz wskazywał, a ja odwróciłam się aby ją zobaczyć, może być przydatna. Albo do opisu miejsca albo może będzie znaczące fabularnie. Kto wie.
- Nie wiem skąd pomysł, aby słuchanie o historii miało być nudne - odparłam spokojnie. - Proszę jednak wybaczyć jeśli będę zadawać głupie pytania, nie mam pojęcia jak budowano miasta w czasach Rzymskich i nie wszystko mogę rozumieć.
Kelnerka nam przerwała i to był ten moment, kiedy pan Macnair miał wybrać dla mnie odpowiednią herbatę. Zachęcony wybrał dla mnie herbatę jaśminową, a mi lekko brew uniosła się do góry w synchronizacji z kącikami ust. No no no, tego się nie spodziewałam. Gdy zapytał o ciastko lekko kiwnęłam.
- Poproszę, widziałam w karcie tartę owocową - zwróciłam się bezpośrednio do kelnerki.
Gdy ta odeszła spojrzałam na mężczyznę, a potem wyciągnęłam nagle ku niemu swoją dłoń. Spojrzałam na niego najpierw w zamyśleniu, a potem uśmiechnęłam się lekko. Wiedziałam, że się zdziwi. Mój ruch był gwałtowny i nagły, nie pasujący do naszej poprzedniej rozmowy, ale taka byłam. Nic nie mogłam na to poradzić.
- Wydaje mi się, jeśli mnie pamięć nie myli, że przedstawiliśmy się w tamtym sklepie. Proszę mówić mi po imieniu - czekałam aż uściśnie mi dłoń i będziemy mogli spokojnie przejść na ty.
To Pan i Pani było już tak męczące.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Mitch Macnair
Śmierciożercy
Wiek
27
Zawód
Architekt i budowniczy
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
8
10
Brak karty postaci
23-03-2026, 19:07
Może było to narcystyczne podejście, ale doskonale zdawał sobie sprawę, że podoba się kobietom. Nie raz wyłapywał te ich zaciekawione spojrzenia, czasami nawet tęskne kiedy szedł ulicą. Kiedy był młodszy korzystał z tego, zagadywał, zapraszał na kawę czy na drinki, a reszta była historią. Teraz jednak, w wieku dwudziestu zaraz siedmiu lat, jego podejście do takich rzeczy zmieniło się. Nie rzucał się już na wszystko co los podsuwał mu pod nos, nie zatrzymywał wzroku na każdej urodziwej kobiecie, która akurat znalazła się w pobliżu. Uspokoił się i chociaż może nie szukał na siłę, bo wiedział, że na dłuższą metę to nie miało żadnego sensu, to jednak rozglądał się za kobietą, która mogłaby go zafascynować w nieoczywisty sposób. I właśnie w tym momencie z jedną z nich siedział w kawiarni. Co prawda na ten moment nie planował nic, nie wychodził myślami w przyszłość. Starał się czerpać z tej chwili ile się dało. Ich pojedynek na spojrzenia, nie oficjalny, a jednak odbyty był ciekawym doświadczeniem. Intrygowała go, miała w sobie coś co powodowało, że chciał się o niej dowiedzieć więcej, a fakt, że chyba sama nie była specjalnie chętna do wyznań i opowiadania o sobie, jeszcze bardziej nasilało jego ciekawość.
Jej cichy śmiech na jego propozycję kolejnego przepraszania sprawił, że delikatny uśmiech pojawił się i na jego ustach. Dostrzegł, że charakterystycznie mrużyła oczy kiedy się śmiała. Doszedł do wniosku, że jej chyba też podoba się w jakimś stopniu ta ich dziwna gra. To ich wyczuwanie siebie, sprawdzanie jakie druga strona ma zamiary. On w sumie na ten moment nie miał żadnych. Ot dwie znajome osoby spędzające ze sobą czas w kawiarni. Kto wie jednak co przyniesie przyszłość.
- W takim razie jest pani bardzo odważna. - pokiwał głową z uznaniem, a po chwili mimowolnie, sam zaśmiał się cicho pod nosem.
Jakby pozostawienie wyboru herbaty na jego barkach było niesamowitym wyzwaniem, godnym bohatera powieści przygodowej. Zaczął się aż zastanawiać ile bohaterowie, których umieściła w swojej książce mieli z niej samej. Wiedział, że autorzy, często bezwiednie, nadawali swoje cechy charakteru swoim postacią, inni z reguły kreowali je kompletnie inaczej, nadając im cechy, które sami chcieli by posiadać. Mitch rzadko czytał coś co nie traktowało o architekturze czy budownictwie, więc jej książka była dla niego ciekawą odmianą. Zaczytywał się w niej godzinami, ciekaw jak rozwinie się fabuła i chociaż wychodził z założenia, że romantyk był z niego raczej lichy, bo nie miał jeszcze prawdziwej okazji by się bardziej na tym nachylić, to podobał mu się również ten wątek w jej powieści. Był odpowiednio wyważony i nie rzucał cienia na resztę fabuły.
- No cóż, nie wszyscy się nią interesują. Ja osobiście nie raz zasnąłem na wykładasz profesora Binns’a. - pokręcił głową z rozbawieniem - Zainteresowanie nią przychodzi chyba z wiekiem, w każdym razie takie jest moje zdanie. Mnie jednak, przede wszystkim, interesują historia architektury i budownictwa w szerokim tego słowa znaczeniu. Można powiedzieć, że to moje takie zboczenie zawodowe. - mrugnął do niej lekko odchylając się na krześle - Śmiało, naprawdę. Ja z chęcią odpowiem na wszystkie pytania najlepiej jak tylko będę mógł. Ogólnie wiele zapisków odnośnie starożytnej architektury niestety przepadło na zawsze i jedyne co nam pozostaje to jedynie obserwowanie gotowych budowli lub ich pozostałości i zachodzenie w głowę jakim cudem ludzie mogli coś takiego osiągnąć. - wzruszył lekko ramionami.
Rozpaczał nad tym faktem w milczeniu. Wiedział, że mogliby się wiele nauczyć od starożytnych architektów, w końcu tworzyli niesamowite konstrukcje nie mając jeszcze w tamtych czasach dostępu do materiałów i zaklęć, które pomagały nowożytnym architektom i budowniczym.
Kiedy wybierał dla niej herbatę, mimowolnie zerknął w jej stronę, chcąc wyczuć czy podjął odpowiednią decyzję. Widząc jak kącik jej ust lekko drgnął ku górze, początkowo nie wiedział czy dokonał odpowiedniego wyboru, jednak wyszedł z złożenia, że skoro nie oponowała, to sprostał jej wymaganiom odpowiednio. Czyżby właśnie przeszedł kolejny test, z którego nie zdawał sobie sprawy? Dla siebie domówił jeszcze sernik, tylko taki bez rodzynek, bo nie był ich fanem, bo skoro ona również wybrała ciasto, to nie wypadało aby jadła w samotności.
Widząc jak nagle, tak totalnie bez zapowiedzi wyciąga dłoń w jego kierunku, spojrzał na nią lekko skonsternowany. Nie za bardzo rozumiał o co w tym momencie chodzi. Wodził wzrokiem między jej twarzą, a dłonią przez krótką chwilę i dopiero kiedy wyjaśniła swoje zamiary, uśmiechnął się kiwając głową.
- Jak najbardziej, przedstawiliśmy się wtedy w sklepie. - odparł spokojnie, po czym uścisnął lekko jej dłoń - Mitch, miło mi cię poznać Claro. - uśmiechnął się do niej szeroko, po czym cofnął dłoń i lekko oparł się łokciami o blat stolika - A więc Claro…nie mogę zapytać - uniósł brew ku górze - …tak się składa, że jestem teraz na krótkim urlopie i dziwnym trafem - tu uśmiechnął się lekko pod nosem - trafiła mi w dłonie pewna książka. Ciekawi mnie skąd czerpiesz natchnienie do swoich powieści? - uniósł brew ku górze, nadal uśmiechając się łagodnie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Clara Ashford
Czarodzieje
We are gonna fly in the blue sky. We are gonna fly...
Wiek
25
Zawód
Pisarka
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
8
7
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
8
Siła
Wyt.
Szybkość
6
8
9
Brak karty postaci
30-03-2026, 20:37
Nie wiem czy byłam aż taka odważna. Wszystko zależało od tego, czy byłam Clarą Ashford czy C. Morley. Mam wrażenie, że C. Morley była bardziej odważna. Kiedyś C. Morley był mężczyzną, dziwnym trafem potoczyło się tak, że moi czytelnicy zdecydowanie szybciej dowiedzieli się, że książkę napisała kobieta niż to zakładałam. Starałam się jednak, aby moje prawdziwe nazwisko nie było ujawniane. Pod pewnymi wyjątkami, wtedy kiedy ja sama zdecydowałam, że chcę się przedstawić jako Clara. Nie wiem co mnie podkusiło, aby zrobić to akurat w sklepie z papeterią. Przedstawić się obcemu sobie mężczyźnie, który jeszcze wylał na mnie atrament, nie swoim pseudonimem, a prawdziwymi personaliami. Nie wiedziałam czy mogę mu ufać, a co jeśli już sprzedał tę informację gazetom? Mój cały misterny plan mógł legnąć w gruzach. Ale moja kobieca intuicja, o ile cokolwiek takiego naprawdę istniało, mówiła mi, że nie powinnam się martwić. Los tak chciał.
I nie specjalnie się martwiłam, ledwie parę razy szybciej zabiło mi serce gdy o tym pomyślałam. Ot, nic więcej. Z uśmiechem słuchałam jak opowiada o tej architekturze, a dokładnie takiej starożytnej, o zapiskach, które przestały już istnieć. Widać było, że jest to jego pasja. Ja z taką zażyłością potrafiłam mówić chyba tylko o swojej książce.
- W takim razie postanowione, po herbacie spacer - kiwnęłam lekko głową całkiem zadowolona.
Zamówienie poszło całkiem sprawnie, aczkolwiek lekko uniosłam brwi ku górze słysząc, że zamówił sernik upewniając się przy tym, czy aby na pewno nie znajdują się w nim rodzynki. Jak mógł nie lubić rodzynek? Gdybym mogła, westchnęła bym. Wyborem herbaty zrobił na mnie dobre wrażenie, ale te rodzynki… Ja osobiście byłam wielką fanką rodzynek, winogrona były moim pierwszym wyborem owoców. No ale cóż, nikt nie był przecież idealny. Pan Macnair również musiał mieć wady. Jak każdy z nas. Jego wadą było to, że nie lubił rodzynek. Ale chyba jakoś będę mogła to przeżyć, o ile w przyszłości spotkamy się ponownie. Bo na ten moment nie wiedziałam co się wydarzy i jak potoczy się dalej nasza wspólna znajomość. Bo może to było tylko przelotne spotkanie, a może moja kolejna książka będzie miała jednego z bohaterów-architekta?
Pierwszy raz tego dnia się zarumieniłam. Czyli wtedy usłyszał. Myślałam, że było tak duże zamieszanie w tamtym sklepie, że nie wyłapał różnicy pomiędzy tym jak zawołała do mnie fanka, a jak ja mu się przedstawiłam. Myślałam, że może nie zapamiętał. Przecież nie dał nic po sobie poznać. A nie specjalnie pasował mi do mężczyzny, który tak z własnej woli sięga po romanse. Kryminał romantyczny, co prawda, ale jednak romantyczny. Wpatrywał się we mnie uważnie, a przed odpowiedzią uratowała mnie kelnerka, która dość szybko podała nam nasze zamówienia. Herbaty i ciasta stanęły przed nami, moje spojrzenie powędrowało najpierw za pracownicą kawiarni odprowadzając ją w stronę lady, a dopiero potem w stronę pana Macnair, to znaczy, Mitcha.
- Z życia - odparłam lekko wzruszając ramionami.
O ile jeszcze przed chwilą tryskałam energią i zadowoleniem, tak sama czułam, że cała ta pozytywna otoczka nagle zniknęła. Bo już wiedziałam po co tak naprawdę mnie zaprosił na herbatę. Nie dlatego, aby zadośćuczynić za ubrudzoną spódnicę, tylko po to by pewnie zdobyć autograf, a może liczył nawet na coś więcej? Nie dostawałam dużo takich listów, ledwie parę, ale w mojej skrytce na poczcie na Pokątnej znajdowałam już listy od mężczyzn, jakby to powiedzieć, chętnych poznania mnie inaczej. I chociaż starali się to ładnie ubrać w zdania, to sens ich listów był widoczny na pierwszy rzut oka. A zdradzały ich epitety opisujące moją osobę. I me rude włosy chociażby.
- Jeżeli zaprosiłeś mnie po to, aby otrzymać autograf, to nie trzeba było się kłopotać - odparłam, sięgnęłam do swojej torebki i wyciągnęłam przenośny zestaw pióra i atramentu. - Jeśli masz ją przy sobie to chętnie podpiszę. Mogłeś również po prostu przesłać mi kopię, odesłałabym jeszcze tego samego dnia.
Nie każdemu udawało się C. Morley zaprosić na herbatę, ani nawet dłużej porozmawiać po spotkaniu autorskim. Mitch nieźle zwietrzył szansę. To mu się udało, musiałam mu to przyznać. Sięgnęłam po herbatę i upiłam z niej łyk uśmiechając się do niego uprzejmie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#10
Mitch Macnair
Śmierciożercy
Wiek
27
Zawód
Architekt i budowniczy
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
8
10
Brak karty postaci
31-03-2026, 16:57
Nie miał pojęcia jak to jest wieść podwójne życie. Jakoś nie potrafił sobie wyobrazić czegoś takiego. Czasami nie wyrabiał się ze swoimi obowiązkami, a co dopiero jakby miał ich dwa razy więcej? Co prawda nie zdawał sobie sprawy, że Clara prowadzi takie życie. Podejrzewał, że to jedynie pseudonim artystyczny, nic więcej. Przecież w końcu wielu artystów tworzyło pod przybranymi imionami chcąc mieć spokój prywatnie. Co prawda nie za bardzo wiedział jak to działa skoro upublicznia się swój wizerunek, ale nie poświęcał temu zbyt wielu czasu na przemyślenia. Pewnie gdyby dowiedział się jakie obawy nachodziły pannę Ashford poczułby się lekko dotknięty. W ogóle nie przeszło mu to przez myśl aby sprzedać jej prawdziwe personalia prasie, niby jaki mógłby mieć w tym cel? Sam cenił sobie prywatność, więc nie rozumiał po co miałby psuć ją komuś innemu, skoro nic by z tego nie miał. Z jeśli chodziło o taką sytuację z całą pewnością nie miałby z niej żadnych profitów.
Uśmiech na jego ustach poszerzył się kiedy usłyszał, że zgadza się na spacer. Wydawałoby się, że Colchester nie było wcale dużą miejscowością, a jednak Mitch znał je na tyle dobrze, że mógł spędzić tutaj dobre kilka godzin na pokazywaniu wszystkiego co, jego skromnym zdaniem, było warte zobaczenia i dalszego zgłębienia.
- Obiecuję, że nie pożałujesz. – pokiwał lekko głową – Ale tak jak mówiłem, jakbym cię wtedy jednak zaczął zanudzać to daj mi znać. – puścił jej oczko, kręcąc lekko głową z rozbawieniem.
Doskonale zdawał sobie sprawę, że czasami potrafił się rozgadać. Zwłaszcza jeśli ktoś chciał go słuchać, kiedy opowiada o rzeczach, które go fascynują. Nie miał wielu takich osób w swoim życiu. Klienci owszem, słuchali to co miał im do powiedzenia do czasu kiedy chodziło o projekt, który ich dotyczył, ale jeśli tylko trochę schodził z tematu, tracili zainteresowanie. Dlatego z taką chęcią Mitch uczęszczał na różnego rodzaju sympozja i konferencje, bo wiedział, że znajdą się tam też ludzi, który podzielają jego fascynacje, i z którymi będzie mógł po prostu usiąść przy szklaneczce czegoś mocniejszego i godzinami rozmawiać o architekturze i wszystkim innym co było z nią związane.
Widząc jak Clara unosi lekko brew ku górze kiedy zamawiał sernik, lekko zmrużył oczy i uśmiechnął się pod nosem. Jakoś od razu dotarło do niego o co chodzi i w ogóle go to nie dziwiło.
- Do rodzynek samych w sobie nic nie mam, ale wara od mojego sernika. – pokręcił głową z rozbawieniem patrząc na nią z uśmiechem.
Znał wiele osób, które w ogóle nie akceptowały rodzynek w żadnej postaci czy jakimkolwiek dodatku do czegokolwiek. On nie miał nic przeciwko, mógł je jeść jako przekąskę pomiędzy posiłkami, ale jednak nie był w stanie zjeść ich w serniku. Ogólnie kiedy były chociaż trochę mokre, suche jak najbardziej, winogrona kiedy miał sposobność, potrafił pochłaniać tonami, ale mokre rodzynki, nie dziękuję.
Nie wiedział czy w ogóle wypadało zadawać to pytanie, ale był po prostu ciekaw jej odpowiedzi. Z własnego doświadczenia wiedział, że natchnienie i pomysły na swoje prace przychodziły nagle, pod wpływem chwili, wystarczyło czasami coś zobaczyć czy nawet usłyszeć ten jeden dźwięk i wszystko nagle trafiało na swoje miejsce w głowie i tworzył się plan. Miał tak dość często, ostatnio coraz częściej też pracował na dworze, bo to właśnie na świeżym powietrzu lepiej mu się myślało i wpadał na nowe pomysły. Widząc lekki rumieniec na jej policzku doszedł do wniosku, że chyba nie spodziewała się takiego pytania z jego strony. To prawda, nie dał po sobie poznać wtedy w sklepie, że zarejestrował fakt iż fanka nazwała ją innym imieniem. Nie zrobił tego, bo wychodził wtedy z założenia, że raz, to nie jego sprawa, a dwa nie miało to dla niego żadnego znaczenia.
- Czyli w sumie podobnie jak ja. – pokiwał lekko głową na jej odpowiedź – Może nie jestem artystą w dosłownym tego słowa znaczeniu, ale poniekąd się za takiego postrzegam. Może mało to skromne, ale cóż mogę powiedzieć. – wzruszył ramionami z lekkim rozbawieniem wymalowanym na ustach.
Dopiero po chwili dotarły do niego jej kolejne słowa. Z początkiem nie za bardzo zrozumiał co miała na myśli, ale kiedy w końcu pojął ich znaczenie, aż się wyprostował. Czy to naprawdę mogło tak wyglądać? Nawet mu to przez myśl nie przeszło. Czy miała już takie sytuacje? Czy ktoś kiedyś próbował ją w taki sposób wykorzystać? Normalnie aż mu się, przysłowiowy, scyzoryk w kieszeni otwierał na samą myśl, że ktoś mógł być tak perfidny.
- Nie nie – uniósł dłonie aby zaprzeczyć – To nic z tych rzeczy, przysięgam. – pokręcił szybko głową patrząc na nią uważnie, ale jak najbardziej szczerze – Nawet mi to nie przeszło przez głowę na Merlina. – spojrzał na jej przenośny zestaw do pisania i szczerze zaskoczony uniósł brew ku górze – Jeju ty poważnie myślisz, że zaprosiłem cię tutaj tylko po to żeby zdobyć twój autograf? – spojrzał na nią z niedowierzaniem, po czym westchnął ciężko.
Aż musiał to popić, bo zaschło mu w ustach. Sięgnął po filiżankę z herbatą i wziął łyka, kompletnie zapominając w tym momencie, że przecież ma tam kompletny wrzątek. Zachłysnął się po chwili powietrzem kiedy poparzył sobie język, a po chwili zacisnął mocno szczęki aby przetrwać ten chwilowy ból.
- Zaprosiłem cię tutaj, bo po prostu chciałem cię lepiej poznać. Twoja książka wpadła mi w ręce dopiero po naszym poznaniu, a że naprawdę rzadko czytam coś innego niż literaturę naukową, było to ciekawa odmiana dla mnie. Ale uwierz mi, nie zrobiłbym czegoś takiego, nie jestem jakąś świnią. – pokręcił głową patrząc na nią uważnie, jednocześnie nakładając sobie na widelczyk trochę sernika aby zajeść chociaż to oparzenie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 16:36 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.