• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Inne miejsca > Thetford Forest (Norfolk)
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-07-2025, 23:27

Thetford Forest (Norfolk)
Rozległy kompleks leśny, pełen wysokich sosen i gęstych zarośli, które rozciągają się na wiele kilometrów. Ścieżki wiją się między drzewami, prowadząc w głąb cichej, spokojnej przestrzeni, gdzie światło słoneczne przebija się przez korony liści, tworząc migotliwe wzory na miękkim lesie. Powietrze jest tu rześkie, pachnie żywicą i wilgotną ziemią. Wśród drzew można usłyszeć śpiew ptaków, szelest liści i odgłosy dzikich zwierząt. Las to także dom dla wielu gatunków zwierząt; od saren i dzików po różnorodne ptactwo. W chłodniejsze dni, pod korą drzew można dostrzec ślady małych stworzeń, a w porze wiosennej las rozkwita feerią barw i zapachów. Liczne ścieżki i szlaki prowadzą przez las, zachęcając do długich wędrówek i odkrywania ukrytych zakątków. Miejscami las ustępuje pola, tworząc przestrzeń do odpoczynku i podziwiania nieba.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Lizzy Evans
Zwolennicy Dumbledore’a
have a kind heart, fierce mind & brave spirit
Wiek
19
Zawód
Kadetka aurorska
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
12
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
6
10
Brak karty postaci
09-11-2025, 20:51
30 marca 1962

— Wie pan, to bardzo miłe, że zgodził się pan mi pomóc — jeszcze kilka dni temu spotkali się w dość nieformalnej okazji w Dziurawym Kotle, pili ognistą whisky przy jednym stoliku i dość odważnie wymieniali się ze sobą uwagami do działań Biura Aurorów jako takiego; to jednak było kiedyś, pomimo krótkiego upływu czasu kroczący niewiele przed nią Ned Rineheart wydawał się równie odległą postacią co zazwyczaj. Zupełnie nie potrafiła go rozgryźć i to chyba była jego największa zaleta jako aurora. Nie sprawiał pozorów przesadnej koleżeńskości względem każdego napotkanego człowieka, ale coś powstrzymywało Evans przed przyklejeniem do niego miana mruka i gbura. Przede wszystkim posiadał wyćwiczony latami służby umysł i — jak okazało się na zaprzysiężeniu Ministra Leacha — potrafił z łatwością wpadać na te rozwiązania, które wydawały się Lizzy niemożliwe, co więcej, wprowadzał je w życie zupełnie naturalnie. Łatwo było więc pojąć, dlaczego początkowo sama myśl o spytanie kogoś pokroju Rinehearta o pomoc w treningu sprawiła, że niemająca zazwyczaj problemów z podobnymi zadaniami Evans musiała najpierw rozchodzić stres, a później możliwie szybko przedstawić swoimi słowami ową prośbę. Na szczęście Ned okazał się nie mieć serca z kamienia i zgodził się na pomoc.
Dopiero gdy przechodzili przez las w Norfolku szukając odpowiedniego miejsca na ćwiczenia pojedynków Lizzy uświadomiła sobie, że Ned prawdopodobnie nie zgodził się z samej dobroci serca. Aurorzy ze stażem również potrzebowali takich treningów, aby nie wypaść z formy. Zdecydowanie lepiej walczyło się również z celem ruchomym, który w domyśle miał być już o wiele bardziej doświadczony w boju niż przeciętny przechodzień na Pokątnej. Wśród kadetów rozeszły się zresztą plotki, że auror Rineheart powracał po jakiejś nieobecności, a w takim wypadku podobny trening mógł być dla niego jeszcze ważniejszy.
— Właściwie jak długo jest pan aurorem? — spytała, przerywając zapadłą między nimi ciszę. Nie czuła się w niej szczególnie komfortowo. Ned nie był Teyssierem, którego myśli zdawała się słyszeć z daleka, tak dobrze się znali. Nieznane z kolei zawsze zostawiało na Lizzy nieprzyjemnie chłodne uczucie, nawet mimo tego, że jej umiejętności rozpoznawania emocji i swoistego czytania z ludzi znacząco poprawiły się w przeciągu niecałego roku od dołączenia do formacji. Na razie myśl o tym, że mogłaby być w tym tak zaawansowana, aby móc z całą pewnością przewidzieć reakcję aurora, wydawała się być bardzo odległym marzeniem.
Wreszcie spomiędzy wysoko rosnących drzew wyłoniła się wolna przestrzeń. Polana. Idealne miejsce na pojedynek. Lizzy zmrużyła oczy i poczęła nasłuchiwać — przede wszystkim chciała dowiedzieć się, czy w okolicy nie znajdowały się jakieś zwierzęta, które mogły zostać spłoszone ich pojawieniem się, a co gorsza, zaklęciami, które mieli za niedługo rzucać. Nie widziała jednak nikogo ani niczego. Po ciszy, w której zapadł las, przerywanej oczywiście od czasu do czasu szelestem pierwszych rozwijających się na drzewach i krzewach liści oraz dalekich śpiewów ptaków, wnioskowała, że znajdowali się tu sami.
— Powinniśmy rzucić monetą na to, kto zaatakuje pierwszy? — dokładnie w ten sposób decydowali między sobą kadeci, chociaż poszła już fama, że jeden z nich używał monet zaczarowanych tak, aby zawsze wyrzucały reszki, dzięki czemu zyskiwał przewagę nad innymi. — Czy decyduje refleks? — zagryzła lekko wnętrze policzka; metoda z monetą była bardziej sprawiedliwa, ale to refleks liczył się w przypadku faktycznego pojedynku. Musiała pozwolić Nedowi zdecydować.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Ned Rineheart
Akolici
Wiek
34
Zawód
auror
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
16
0
OPCM
Transmutacja
21
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
11
10
Brak karty postaci
25-11-2025, 21:12
Suche gałęzie łamały się pod naciskiem kroków Neda, który szedł przez Thetford Forest z pewnością osoby, która bywała tu wielokrotnie. W Biurze Aurorów nie było dużo miejsca na ćwiczenia, dlatego funkcjonariusze musieli sobie radzić inaczej – takich miejsc jak las w Norfolk Ned znał na pęczki. Będąc kadetem każdą wolną chwilę spędzał na ćwiczeniach, chcąc udowodnić sobie i całemu światu, że nie trafił na kurs przypadkiem czy (co wydawało mu się jeszcze gorsze) przez nazwisko. Był pewny, że ojciec nigdy nie zniżyłby się do tego poziomu i nie załatwił mu miejsca w grupie, bo uwłaczałoby to jego godności, ale nie musieli o tym wiedzieć wszyscy dookoła. Po latach służby Ned utracił ten szaleńczy zapał i pęd, tak charakterystyczny dla początkujących kadetów, ale dalej starał się utrzymać w formie. Trening z Evans miał mu w tym pomóc, ale nie tylko dlatego się zgodził – chciał poznać ją lepiej, gdyby przyszło im kiedyś współpracować. Poza tym nie zamierzał skrywać swojej wiedzy i doświadczenia, dobrze pamiętając, jak cenił sobie takie treningi w przeszłości.
– Wliczając kurs to będzie szesnaście, siedemnaście lat? – Odpowiedź nie przyszła łatwo, bo nawet jemu wydawała się absurdalna. To już tyle lat? Dostał się na kurs od razu po skończeniu szkoły, więc obliczenia nie chciały wyjść inaczej. Równie prawdziwą odpowiedzią zapewne byłoby: od zawsze, bo w jego rodzinnym domu panowała tak samo wymagająca dyscyplina, ale nie zamierzał dzielić się z Lizzy takimi szczegółami ze swojego życia. Nie lubił się uzewnętrzniać.
Schylił się przed sporą gałęzią, nieopodal której rozciągała się już nieco naderwana pajęczyna. Wreszcie dotarli na polanę, która zdawała się być idealna na ćwiczenia – wystarczająco oddalona od pozostałych ścieżek, żeby nie obawiać postronnych obserwatorów. – A ty czemu postanowiłaś zostać aurorem? – Podpytał, na wszelki wypadek rozglądając się dookoła za niechcianymi gośćmi, ale wyglądało na to, że faktycznie byli tu sami.
– Monetą? – Powtórzył z nutą niedowierzania w głosie, po czym spojrzał na Lizzy, żeby sprawdzić czy przypadkiem nie żartuje. Minę miała jednak poważną. – Myślisz, że jak pójdziesz na misję to przeciwnik grzecznie cię zapyta czy wolisz orła czy reszkę? – Pokręcił głową, zastanawiając się czego teraz uczą na kursie i czy wystarczająco dużą wagę przykładają do szkolenia charakteru. Wytrwałość i niezłomność czasem były ważniejsze od umiejętności posługiwania się różdżką. – Oczywiście, że decyduje refleks – żachnął się, oddalając się od Lizzy o kilka sporych kroków. – Wspominałaś po drodze, że chcesz ćwiczyć uroki, tak? Pokaż jak radzisz sobie ze swoim ulubionym – zaproponował. Zaraz potem niepostrzeżenie wyciągnął różdżkę z kabury, odwrócił się i rzucił – Melofors – celując w młodą czarownicę. Zaklęcie proste, nie zadające żadnych obrażeń, ot, dla rozgrzewki. Bez rzucania monetą. Liczył, że nie będzie miała z nim problemów.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Lizzy Evans
Zwolennicy Dumbledore’a
have a kind heart, fierce mind & brave spirit
Wiek
19
Zawód
Kadetka aurorska
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
12
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
6
10
Brak karty postaci
04-12-2025, 21:19
Bardzo łatwo było popaść w często tragiczne w skutkach poczucie spod znaku co to nie ja. Gdy miało się te dziewiętnaście, dwadzieścia lat, wydawało się, że świat leżał u stóp, że wystarczyło tak niewiele, aby podbić go swoją przebojowością, dobrym humorem i niewielką tylko dawką szczęścia. Później przychodziły wybory kariery, w tym ten, który Ned podjął kilkanaście lat wcześniej, Lizzy zaś ledwie kilka lat temu. Treningi i cały szereg aktywności, którym byli poddawani młodzi aurorzy sprawiał, że bardzo prędko do głów młodych osób wbijano faktyczny obraz sytuacji, w której się znaleźli. Obdzierano młodych ludzi z myśli o tym, że są najlepszymi, ale jednocześnie dawano im przestrzeń, aby najlepszymi się stali. To, czy osiągną swój cel, zależało tylko od nich i ich determinacji. Tej ostatniej pannie Evans nie brakowało. Co innego wystarczającej dozy pewności siebie, aby podejść do tego, czy owego aurora i spytać wprost, czy mógłby poświęcić jej (i jej treningowi) trochę czasu. Dla kadetów bowiem każdy pracujący, a nawet i emerytowany auror był gwiazdą lśniącą równie mocno, co te spoglądające na przechodniów z okładek Abrakadabry czy Czarownicy. Możliwość skąpania się w jej blasku — bądź skrzyżowania różdżek — stanowiło niesamowitą nobilitację.
— Naprawdę? — brwi Lizzy uniosły się naprawdę wysoko, gdy tylko usłyszała odpowiedź na zadane przez siebie pytanie. Przez chwilę przyspieszyła kroku, chcąc dokładniej przyjrzeć się profilowi Neda. Nie wyglądał jakoś szczególnie staro, na pewno nie na tyle staro, aby być w zawodzie niemalże tyle samo lat, co żyła Evans. Dopiero po jakimś czasie dotarło do niej, że nie może jej początkowy komentarz nie był szczególnie przemyślany. Złożona w dłoń pięść przytknięta została do ust kadetki, która odkaszlnęła momentalnie, próbując pozbyć się niezręcznego uczucia drapania w gardle. — To szmat czasu, musi pan naprawdę bardzo lubić służbę — dodała, jak jej się wydawało, dyplomatycznie. Dzielące ich lata wpływały poniekąd na mające zatrzeć się w przyszłości różnice w subiektywnym postrzeganiu czasu. Podobno im było się starszym, tym mniejsze wrażenie robiły duże fragmenty lat. Z zamyślenia wyrwało ją jednak pytanie Rinehearta. Bardzo trywialne, a jednocześnie takie... odsłaniające. Prawie intymne. Czy to też był test? Czy istniała odpowiedź, która doprowadziłaby do jej skreślenia w oczach aurora?
— Wiem, jak to jest być kimś z zewnątrz — zaczęła ściszonym głosem, zadzierając głowę ku górze. Spomiędzy gołych jeszcze gałęzi drzew wyłaniało się szarawobłękitne niebo. — Wiem, jakie to uczucie, gdy ktoś wykorzystuje swoją przewagę nad kimś, kto często jest nieświadomy zagrożenia. Może to naiwne myślenie, ale chcę mieć wpływ na ten świat. Uczynić go lepszym. Nie po to, żeby być bohaterem, nie po to, żeby na własną rękę wymierzać sprawiedliwość taką, jaką uważam za słuszną — czy taka odpowiedź mogłaby usatysfakcjonować jej towarzysza? Nie miała pojęcia i jeżeli miałaby być ze sobą szczera — odrobinę obawiała się tego werdyktu. — Po części dlatego, że wiem, że jestem zdolna do poświęceń, które są w tym zawodzie wymagane.
Przytaknęła pytaniu o monetę stanowczym ruchem głowy. Nie przyszło jej do głowy, że mogłoby to spotkać się z tak negatywną reakcją na proste bądź co bądź pytanie o zasady. Powstrzymała się jednak od zmarszczenia brwi w niezadowoleniu na kolejne komentarze. Trzymała język za zębami, postanawiając sobie tylko, że jeżeli przyjdzie jej jeszcze trenować z Edmundem Rineheartem, następnym razem wyceluje w niego zaklęciem bez chwili zawahania i ostrzeżenia.
Zupełnie tak, jak uczynił to on.
— Protego! — szarpnęła różdżką w pierwszym odruchu, próbując wyczarować przed sobą tarczę mogącą odbić zaklęcie. Prawie przezroczysta mgiełka utkana z magii oddzieliła ją na sekundę od świata zewnętrznego, lecz była na tyle słaba, że zaklęcie przeszło przez nią bez trudu, godząc prosto w głowę kadetki. Głowę, na której pojawiła się nagle wielka, halloweenowa dynia, ograniczająca pole widzenia i możliwość wyraźnego komunikowania się ze światem zewnętrznym. Może to i lepiej? Ned nie mógł dostrzec tego, jak czerwona zrobiła się ze wstydu i złości; mógł widzieć natomiast napięcie mięśni rąk, mocniejsze wbicie się stopami w grunt, silniejszy uścisk palców na drewnie różdżki kadetki. — Densaugeo! — pod wpływem emocji sięgnęła po pierwszy, równie nieprzyjemny w naturze urok, który miał sprawić, że zęby Neda urosną do wielkich rozmiarów. Na szczęście dla aurora i ku wielkiej frustracji kadetki, zaklęcie to zdawało się być rzucone jeszcze słabiej, niż uprzednio wyczarowana tarcza.
Czy Ned mógł usłyszeć dźwięk zgrzytania zębów swojej przeciwniczki przez dzielącą ich odległość?

| tutaj rzuty, oba nieudane
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Ned Rineheart
Akolici
Wiek
34
Zawód
auror
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
16
0
OPCM
Transmutacja
21
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
11
10
Brak karty postaci
11-01-2026, 13:07
– Co, nie wyglądam tak staro? – Zapytał, kiedy poczuł na sobie uważne spojrzenie dziewczyny. Rozbawiła go jej reakcja, ale nie dał tego po sobie poznać. Zamiast tego dalej brodził przez las w poszukiwaniu odpowiedniej polany na ćwiczenia. Chyba sama zorientowała się, że jej komentarz zabrzmiał dwuznacznie, ale niestety próba ratowania sytuacji nie była dużo lepsza. – Bardzo lubię to za dużo powiedziane, ale ktoś musi to robić – odparł zgodnie z prawdą, nie zamierzając karmić Lizzy podniosłymi tekstami wyssanymi z palca. W byciu aurorem nie było nic przyjemnego, tylko brud, pot, krew i łzy, zmęczenie i stres, duża odpowiedzialność, narażanie własnego życia i zdrowia – niewielu czarodziejów było w stanie tak się poświęcić większej sprawie. Wytropienie przestępcy i obserwowanie jak zamykają go w Azkabanie, satysfakcja z zadbania o choć odrobinę więcej sprawiedliwości na tym ponurym świecie – to chyba był jedyny plus, a przynajmniej jedyny, który na szybko przyszedł Nedowi do głowy. To powołanie, a nie zwykła praca – tak zwykł mawiać jego ojciec, a Ned chyba zaczynał się z nim zgadzać.
Zwolnił nieco kroku, kiedy słuchał co Lizzy ma do powiedzenia – nie spodziewał się po niej takiej odpowiedzi, a już na pewno nie ostatniego stwierdzenia. Młodzi czarodzieje, którzy postanawiali zostać aurorami, nie zawsze mieli wszystko tak przemyślane. A każdy z nich prędzej czy później będzie zmuszony do poświęceń, co do tego Ned nie miał żadnych wątpliwości. Dobrze było mieć tego świadomość, choć nie potrafił powiedzieć czy dzięki temu łatwiej było się z tym pogodzić. – Brzmi jak świadoma decyzja – kiwnął głową z aprobatą, spoglądając na nią z ciekawością. Może jednak kadetka Evans miała w głowie więcej oleju niż mogłoby się wydawać. – Tylko nie spiesz się do tych poświęceń – dodał, niby żartobliwie, ale jednak z troską, żeby nie szastała tymi poświęceniami na prawo i lewo, nie robiła z siebie niepotrzebnie bohaterki. Żeby nie zgubiła jej zbytnia wiara w idee tego zawodu.
Nawet tego nie skomentował, kiedy pojawiła się przed nią cienka mgiełka, nie będąca w stanie poradzić sobie z niespodziewanym atakiem, choć przecież tak prostym. Pokręcił głową z rozbawieniem, kiedy jej głowa zamieniła się w dorodną dynię. Już miał ją odczarować, kiedy dziewczyna nieszczególnie przejęta swoją porażką wycelowała w niego różdżkę. Szybko przygotował się do obrony i kolejnego ataku, czując pod skórą rosnącą ekscytację – nic nie pobudzało tak jak porządny pojedynek, szczególnie z nie do końca znanym sobie przeciwnikiem. Nic jednak się nie stało. – Defensywę też powinnaś poćwiczyć – stwierdził, po czym rzucił pod nosem ciche – Finite – które miało pozbawić dziewczynę dyni z głowy. Opuścił różdżkę, wzdychając cicho.
– Po pierwsze, nie krzycz. Twój przeciwnik nie musi wiedzieć jakie zaklęcie rzucasz. Ja wiem, że krzyk wydaje się pomagać, szczególnie kiedy buzują w tobie emocje, ale naprawdę nie jest to konieczne, przynajmniej dopóki nie rzucasz trudnych zaklęć – pouczył ją. – Spróbuj nad sobą zapanować, rozluźnij nadgarstek, poczuj ciężar różdżki w dłoni, wyobraź sobie jaki efekt chcesz uzyskać i wtedy wyraźnie wypowiedz zaklęcie – wyjaśnił, zachęcając ją gestem do ponownej próby. – I prosiłem o twój ulubiony urok, to chyba nie jest Densaugeo? – Chciał ją sprowokować do sięgnięcia po coś trudniejszego, kiedy jak nie teraz? Przyjął postawę gotową do obrony przed tym co miało nadejść.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Lizzy Evans
Zwolennicy Dumbledore’a
have a kind heart, fierce mind & brave spirit
Wiek
19
Zawód
Kadetka aurorska
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
12
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
6
10
Brak karty postaci
23-01-2026, 14:34
— Jest pan aurorem prawie tyle samo lat, co żyję — wypaliła wreszcie, chwilowo nie zastanawiając się nad możliwymi konsekwencjami swoich słów. Jedno było pewne — Ned chcąc, nie chcąc na chwilę zniwelował dzielący ich dystans do tego stopnia, że Evans poczuła, iż może odrobinę opuścić zawodową gardę i potraktować go nie tylko jako starszego stopniem, nie tylko jako (skądinąd) przełożonego, a prawdziwego człowieka, takiego z krwi i kości. — Więc w żadnym wypadku nie wygląda pan staro — a przynajmniej do tej pory nie wyglądał. Lizzy w dużej mierze nie była nawet pewna, ile który auror miał lat. W swojej głowie dzieliła ich na dwie kategorie — starszych i młodszych. Do starszych, tych najbardziej doświadczonych w jej opinii należał z pewnością Conrad, do młodszych, ale przecież spełniających te same, rygorystyczne i wysokie standardy szkolenia bezapelacyjnie zaliczali się Henry i Francesca. Ned od początku był dla niej sporą zagadką. Może dlatego, że nie spędziła z nim tyle czasu, co z pozostałą trójką, może dlatego, że dopiero niedawno powrócił do czynnej służby, a może dlatego, że po prostu nie wyglądał aż tak staro, przy nie wyglądaniu przesadnie młodo. Lizzy była święcie przekonana, że gdyby spytała swoich towarzyszy w kadeckiej niedoli o to, ile Rineheart może mieć lat, otrzymałaby zabawnie szeroki rozstrzał odpowiedzi.
Z obłoków rozmyślań ściągnęły ją kolejne słowa mężczyzny. Tylko nie spiesz się do tych poświęceń. Musiała walczyć sama ze sobą, aby nie stanąć w miejscu. Słowa te, proste, noszące w sobie jasny przekaz, który był kładziony do kadeckich głów od samego początku kursu, były ciężkie w przyjęciu i orzeźwiające jednocześnie. Bezbłędnie zatrzymywały w locie idealistów gotowych sięgać po jak najbardziej efektowne, a często również nie do końca efektywne działania. Lizzy uniosła ostrożnie spojrzenie na Neda, początkowo zagryzając tylko wnętrze swojego policzka. Chciała mu coś odpowiedzieć. Coś rozsądnego może nawet błyskotliwego, bo samo proste zgodzenie się z jego słowami wydawało się jej w tej chwili niewystarczające. Nie mogła jednak znaleźć żadnych własnych słów w swojej głowie. Słyszała tylko stanowczy głos opiekuna ds. kursantów, którego słowa powtórzyła Nedowi niemalże machinalnie.
— Nikomu niepotrzebny jest martwy auror —/b] bo taka właśnie była gorzka prawda ich zawodu. Polegli w walce dostawali wystawny, państwowy pogrzeb, pośmiertny awans i odznaczenie, a ich niewielki portret wieszano w salce pamięci. I tyle. Wspomnienia o tym, że ktoś kiedyś istniał i coś potrafił ,nie pomagały w złapaniu czarnoksiężników. Nie przechylały szali zwycięstwa. [b]— Nasz opiekun mówi, że dobry auror wie, kiedy powinien się wycofać — dokończyła kolejnym prawidłem, które musiało być Nedowi znane. Często w biegu wydarzeń uznawali takie słowa za frazesy bez pokrycia, czcze gadanie mające ugasić pożar idealistycznych zamiarów nagłej zmiany świata i przywrócenia bezwzględnej sprawiedliwości. Lizzy zrozumiała te prawdy dopiero całkiem niedawno. Gdy Conrad powstrzymał ją przed dzikim, nieskoordynowanym pościgiem za Grindewaldem.
A jednak znów wpadała w pułapkę swoich emocji, do tego stopnia, że nie była w stanie ani się obronić, ani posłać w kierunku Rinehearta przygotowanego zaklęcia. Wbiła mocniej pięty w ziemię, tak próbując poradzić sobie ze złością — przecież nie mogła tak po prostu sapać na siebie pod nosem, gdy naprzeciwko stał jej przeciwnik — nawet, jeżeli był to pojedynek w kontrolowanych warunkach ćwiczebnych. Na całe szczęście, za wyjątkiem pierwszej, jak jej się wydawało, kąśliwej uwagi, Ned darował jej jeszcze kilka dobrych rad. Nie krzycz. Skup się. Poczuj różdżkę, przepływ magii, stań się z nią jednością. Ulubiony urok.
Odpowiedź była jasna. Przez chwilę stała po prostu w miejscu, wprawiając nadgarstek ręki trzymającej różdżkę w powolny obrót. Ten czas pozwolił jej zapomnieć o początkowej porażce, o halloweenowej dyni, która pojawiła się na jej głowie. Skupiła się natomiast na strzałach, które zamierzała posłać ze swojej różdżki. Wyobrażała sobie ich kształt, to, jak pędziły we wskazanym przez nią różdżką kierunku. Nie musiała krzyczeć, aby obudzić swoją moc. Bo moc była już w niej, od pierwszego dnia, gdy tylko uświadomiła sobie, że nie była zwykłą dziewczynką, a czarownicą.
— Sagittam Iaculare — wypowiedziała wreszcie, głosem pewnym, ale bez konieczności krzyku. Nadgarstek wykonał precyzyjny ruch, a różdżka wycelowana została prosto w klatkę piersiową doświadczonego aurora. Błękitny prąd zaklęcia rozdzielił się na pięć części, z czego każda przybrała wcześniej wyobrażany sobie przez Lizzy kształt strzał.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Ned Rineheart
Akolici
Wiek
34
Zawód
auror
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
16
0
OPCM
Transmutacja
21
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
11
10
Brak karty postaci
27-01-2026, 23:10
– Evans, nie pogrążaj się tymi komentarzami – surowy ton miał zamaskować rozbawienie, które wzbudzały w nim uwagi dziewczyny i jej zaskoczone spojrzenie. Faktycznie pracował w tym zawodzie już tak długo, że w międzyczasie zdążyło dorosnąć kolejne pokolenie czarodziejów, próbujące swoich sił na tej samej ścieżce – skłamałby, mówiąc, że go to nie zaskoczyło. Nie czuł na sobie tego upływu lat, wręcz przeciwnie, odnosił wrażenie, że jest w dużo lepszej formie niż te kilkanaście lat temu, kiedy stawiał pierwsze kroki w zawodzie aurora. Lepiej rozumiał własne ciało, znał swoje mocne i słabe strony, wreszcie – doświadczył swoich granic. – Bo nie jestem stary. I na tym skończmy – skwitował, spoglądając na dziewczynę kątem oka. Prawdę mówiąc, nieszczególnie go interesowało co młodzi kadeci uważali na jego temat. Nie znał plotek z korytarzy, nie szukał wśród nich przyjaciół.
Słowa Lizzy brzmiały znajomo, była to jedna z częściej powtarzanych mądrości, ale podchodził do niej inaczej niż wcześniej. Nikomu niepotrzebny jest martwy auror – stwierdzenie krótkie i surowe, aż do bólu pragmatyczne. Nie chciał myśleć o swoim poległym partnerze jak o kimś niepotrzebnym, bo zasłużył na wszystkie odznaczenia i pośmiertne pochwały, bo nie powinien zostać tak po prostu zapomniany. To był temat, który powracał do niego falami, jeszcze nie pogodziwszy się ze stratą przyjaciela. Czas jeszcze nie zdążył wyleczyć wszystkich ran. – No właśnie – powiedział w końcu. – Pamiętaj o tym – dodał, nie mając w zanadrzu więcej błyskotliwych życiowych mądrości, którymi mógłby się z nią podzielić.
Przyglądał jej się uważnie, kiedy przygotowywała się do rzucenia zaklęcia. Nie popędzał jej – na to przyjdzie jeszcze czas, na razie chciał, żeby zrozumiała swoje błędy. Poczuł satysfakcję, kiedy tym razem z jej różdżki wydobył się silny promień zaklęcia, który szybko rozbił się na pięć części i uformował w kształt ostrych strzał. – Protego – z ust odruchowo padło znajome słowo, ale zbyt późno. Udało mu się wyczarować jedynie wątłą tarczę, która nie była w stanie zatrzymać ani jednej ze strzał. Każda z nich boleśnie wbiła mu się w ciało, lekko go przy tym raniąc. Skrzywił się z bólu, ale tylko na chwilę – na jego twarzy zaraz potem pojawił się zawadiacki uśmiech, bo właśnie to miało zadatki na prawdziwy pojedynek. – Właśnie o to chodziło – skwitował, wyciągając z cichym stęknięciem strzałę z ramienia, która najgłębiej przebiła się przez skórzaną kurtkę. Reszta sama upadła na ziemię. – To było dobre, Evans. Teraz spróbuj to powtórzyć. Musisz mieć jakieś zaklęcie, w którym czujesz się pewnie. Podczas walki możesz być zbyt zmęczona albo zbyt ranna, żeby próbować czegoś nowego. Możesz nie mieć czasu na wymyślanie wyszukanych ataków. Dobrze mieć chociaż to jedno wyćwiczone, w podbramkowej sytuacji może uratować ci skórę – wyjaśnił, czekając na kolejny atak z jej strony. Był czujny, mimo że tym razem wiedział czego powinien się spodziewać.

257/282
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 02-02-2026, 09:17 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.