• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Północny Londyn > Szpital św. Munga > Apteka przyszpitalna
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
23-01-2026, 14:26

Apteka przyszpitalna
Apteka szpitalna mieści się w wydzielonej części budynku, w łatwej lokalizacji. Prowadzą do niej szklane drzwi, za którymi panuje porządek i skupiona cisza. Oświetlenie jest jasne, chłodne, równomiernie rozłożone, podkreślające sterylność i precyzję tego miejsca. Wnętrze wypełniają wysokie regały sięgające niemal sufitu, gęsto ustawione i starannie opisane. Na półkach stoją rzędy fiolek z eliksirami i pojemniczków z maściami. Szuflady z etykietami kryją substancje recepturowe, a zamknięte szafki zabezpieczają preparaty wymagające szczególnej kontroli.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Henry Teyssier
Zwolennicy Dumbledore’a
there's no man as terrified as the man who stands to lose you
Wiek
22
Zawód
auror, poczatkujący klątwołamacz
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
16
0
OPCM
Transmutacja
19
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
13
10
Brak karty postaci
25-02-2026, 18:59
17 maja 1962

Minęło tak wiele czasu.
Po raz ostatni odwiedził matkę w styczniu, gdy szron jeszcze osiadał na okryciach wierzchnich, a mróz rysował na szybach wymyślne wzory — matka w milczeniu wodziła po nich palcem, wyglądając przez okna szpitala pustym wzrokiem i zdawała się zupełnie nie zdawać sobie sprawy z obecności syna. A ten stał przecież zaraz obok. Pamiętał, miał wtedy strasznie zaróżowione policzki, bo chłód wbił swoje igiełki głęboko pod skórę. Nie mógł się rozgrzać, drżał na całym ciele i myślał jedynie o tym, że przecież rolą opiekuńczej matki było wziąć swego syna w ramiona i, rozcierając zmarznięte przedramiona, po prostu go ogrzać. Nie miał podobnych wspomnień — tworzył je jedynie w umyśle, tak jak snuje się marzenia, powtarzając w myślach pobożne życzenia.
Dzisiaj to wyrzuty sumienia wywołały na jego twarzy podobny rumieniec, wspinając się po karku, pozostawiając po sobie nieprzyjemne uczucie rozczarowania.
Samym sobą.
Sytuacją.
Matką.
Bo jej stan pozostawał bez zmian.
Lubił ciszę przyszpitalnej apteki. Chłodne światło, jedynie lekko otulające swym dotykiem rozstawione na półkach fiolki z eliksirami, dawało mu poczucie, że wnikał w przestrzeń niczym cień. W nozdrza wciągał specyficzną mieszankę zapachów. Ziół, świeżo przygotowanych maści, warzonych naprędce eliksirów. Była to woń zupełnie inna niż ta unosząca się na korytarzach szpitala — pozbawiona charakterystycznej nuty sterylności, tak częstej dla podobnych przybytków.
Łatwo było się tu schować, szukać w sobie odwagi, aby przekroczyć drzwi, które nie prowadziły do żadnego przełomu. Matka niemal się nie zmieniała. Pozostawała tak samo blada, nieco zbyt koścista — usilnie brał ją na powitanie w ramiona, chociaż ona opadała w nich jak szmaciana lalka, marionetka o nitkach pozbawionych jakiegokolwiek napięcia. Wrażenie, że jego obecność nic nie zmienia była usprawiedliwieniem — marnym, ale jedynie ono pozwalało mu przetrwać.
Kiedyś miewał nadzieję, że pewnego dnia odwiedzi ją znowu w szpitalu, a ona spojrzy na niego jak dawniej — że znowu usłyszy jej melodyjny głos, którym opowiadała mu bajki, ale którym do tej pory nigdy nie przeprowadziła z nim żadnej poważnej, dorosłej rozmowy. Pragnął nie tylko jej matczynej miłości, ale i odbijającej się w twarzy rodzicielskiej złości, ludzkiego zagubienia, czy nieposkromionej radości — tego wszystkiego, co mogli doświadczać inni.
A chociaż zarówno rodzina Bonesów jak i Teyssierów nie szczędziła mu uczuć, dbając o jego komfort i bezpieczeństwo, mimowolnie czuł się sierotą. Nie zamkniętą w sierocińcu, ale w granicach matczynych ograniczeń i nieobecności ojca.
Westchnął głęboko. Wyprostował się. Już po raz kolejny próbował zebrać się na odwagę, aby opuścić swoje schronienie i przekroczyć próg jej pokoju. Kolejny raz. Bez nadziei. Bez oczekiwań.
Chociaż w głębi duszy chciał wierzyć, że ona w jakiś sposób rejestruje jego obecność — o wiele bardziej milczącą niż kiedyś, ale jednak.
Kiedy po prostu starał się być obok.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Nataša Doherty
Zwolennicy Dumbledore’a
with defiance, with abandon, with hysteria; like an axe dreaming its way through their throats
Wiek
27
Zawód
zielarz w Św. Mungu, alchemiczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
8
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
20
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
09-03-2026, 01:15
W jej pokoju – jak zawsze – panowała cisza, bezwładna jak jej błędne spojrzenie, przesycona drętwym brakiem odpowiedzi na płonne pytania, które dawno przestano jej zadawać, a które teraz zalegały w nim zmieszane z warstwą kurzu i zapomnienia. Na czas wizyty uchyliła okno, przy którym siedziała Helena, prawdopodobnie w pozie dokładnie tej samej, w której ją usadzono, z dłońmi ułożonymi nieruchomo na okrytych pledem kościstych kolanach; do środka wlał się świergot wiosennych ptaków i oddech rześkiego powietrza. Ze swobodnym uśmiechem, na który zdobywała się przy ludziach rzadko, wystawiła twarz pod złotą pieszczotę słońca, zachęcając ją, by zrobiła to samo, choć pani Teyssier nie poruszyła się, odkąd przyszła, nie uniosła nawet spojrzenia; czuje to pani? – pytała, mimo to, uporczywie, nawet jeśli wciąż płonnie. Nigdy jeszcze nie słyszała jej głosu, nigdy nie uzyskała choćby znaku, że jej obecność jest przynajmniej zauważona, wracała jednak regularnie, by z nią rozmawiać – czy właściwie: do niej mówić, zwłaszcza o wszystkim, co dobre, jakby mogła ją w ten sposób do rzeczywistości zachęcić, a kiedy nie miała do powiedzenia nic dobrego (coraz częściej), mówiła o zielarstwie, o pacjentach i personelu świętego Munga, wiedząc, że szpital był znaczną częścią jej życia sprzed klątwy, i o ludziach, których historie spisała, a które chciała zawrzeć kiedyś w książce, wiedząc, że sprawa relacji mugoli i czarodziei była jej też sprawą bliską; choć mówiła o tym dotąd osobom nielicznym, skrupulatnie dobranym, na których zdaniu jej zależało. Bardzo chciałabym poznać pani opinię, zanim pokażę ją ludziom, zapewniała, jakby mogła tym życzeniem przywiązać ją do jawy, przepływającej niestrudzenie poza nią, niemiłosiernie, nie zwalniając kroku, by pozwolić jej ją dogonić. Wyciągała do niej rękę; raz za razem, równie nieustępliwa.
Kobieca dłoń była – niezmiennie – chłodna i zupełnie omdlała, kiedy ściskała ją lekko na powitanie. Odgarnęła luźny kosmyk włosów za jej ucho, usprawiedliwiając tym gestem to, że się ku niej lekko nachyliła, by upewnić się, że jej nie zaniedbywano; choć Helenie prawda i pozory były równie obojętne – przez cały ten czas letargicznie patrzyła przed siebie, gdzieś poza nią i, jak Natasa podejrzewała, poza ramy pokoju, do którego skarlało jej całe życie. Spoglądając w jej mgliste źrenice, zastanawiała się czasem, co widzi – czy przeżywa jeszcze raz swoje przeszłe życie, czy trwa w nieskończonym śnie o życiu zupełnie innym, czy śni bez snów żadnych, w ciszy, bezwładnej i drętwej. Chciała myśleć, że słucha z nią ptaków i że czuje słońce na skórze, nawet jeśli niezdolna była na nie odpowiedzieć, choć jedna z doglądających jej pielęgniarek twierdziła inaczej. Jeśli pani zaśnie przypadkiem w fotelu i mąż przykryje panią kocem, czy jego troska nie ma znaczenia ani to, że jest pani ciepło? Nie rozmawiały po tym napomnieniu więcej, wymieniając jedynie konieczne grzeczności, od tamtej pory jednak nabrała nawyku upewniania się, że Helena jest pod dobrą opieką. Nie dostrzegła do tej pory żadnych uchybień i miała raczej zaufanie do kompetencji personelu, pozostawała jednak czujna – tym bardziej wiedząc, że Henry przestał ją odwiedzać, bo w rejestrze odwiedzających ostatni jego podpis widniał jeszcze pod styczniową datą. W końcu przestała czuć rozczarowanie, kiedy na podawanej jej liście znów nie odnajdywała jego sygnatury – była, zamiast tego, coraz bliższa zimnej, bezsilnej złości.
Poczuła ją na języku i w gardle, rozpoznając go w aptece, z której zamierzała akurat wyjść po dostarczeniu ingrediencji z cieplarni; ostrą i rozjątrzoną, jakby rozgryzła w ustach pieprz. Przystanęła u wylotu alejki między regałami, w której się znajdował, pozwalając, by odnalazł ją najpierw spojrzeniem i zwietrzył jej złość, zanim upuściła ją z żył, w geście odmierzanej surowo litości:
– Czym się przed sobą usprawiedliwiasz, kiedy o niej myślisz? – darowała sobie powitanie, tym bardziej życzliwość. Mogła trwać z nim na tym samym froncie, spoglądać w przyszłość w tym samym kierunku, stawać w jego obronie w razie konieczności i walczyć razem, kiedy przyjdzie na to czas; to wszystko jednak, według niej, życzliwości nie wymagało. Może nawet oznaczało właśnie, że miała prawo być surowa i wymagać od niego więcej. – Czy nie myślisz o niej już wcale?
chodź do mnie, gryź i kop aż opadniesz z sił, aż Ci minie złość; na co czekasz? choć się boję, to przecież nie uciekam
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Henry Teyssier
Zwolennicy Dumbledore’a
there's no man as terrified as the man who stands to lose you
Wiek
22
Zawód
auror, poczatkujący klątwołamacz
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
16
0
OPCM
Transmutacja
19
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
13
10
Brak karty postaci
10-03-2026, 19:44
Poczucie rozrywającej serce rezygnacji przychodziło do niego stopniowo.
Początkowo dopadało go dopiero w progu pokoju zajmowanego przez matkę. Wspinało się po plecach, karku niczym pająk o cienkich, jednak niezwykle lepkich nogach, pozostawiając na nim ślad, niczym fizyczny powidok drzemiącego w sercu rozgoryczenia. Bo przecież spędzał u wezgłowia matki godziny, mówił do niej niemal bez przerwy — nawet on sam tracił chwilami wątek, słowa więzły mu w gardle, bo chociaż pojawiał się u niej uparcie, tego samego dnia tygodnia, o tej samej porze — podobno rutyna może zdziałać cuda — w jej oczach zawsze odbijała się ta sama co zwykle pustka. Tak głęboka, że gdy w nią spoglądał opanowywał go nagły strach — co zrobi, jeśli w końcu sam do niej wpadnie? Może świat zbudowany przez Helenę nie był jedynie konstruktem opartym na fundamentach klątw a na prawdziwym szaleństwie? Co jeśli i on nosił w sobie podobny pierwiastek umysłowej aberracji?
Potem paraliżował go już sam widok wyrastającego do nieba budynku szpitala. Jawił mu się jak nawiedzony dwór. W środku mieszkały duchy. Kim innym była matka, jeśli nie zjawą utrzymującą się na granicy życia i śmieci, zlewającą się z tłem niczym transparentna powłoka, jakby ktoś narzucił na jej drobne ciało pelerynę niewidkę? Fasada Świętego Munga równocześnie przyciągała i odpychała go od siebie, skrywając w sobie niemą groźbę. Zapowiedź opadającego na barki rozczarowania, coraz cięższego, ciągnącego się za nim niczym niewidzialny płaszcz.
— Ja… Myślałem, że mam w pani sojuszniczkę. — Wyrzut, bardziej do niej czy do siebie? Podbródek uniósł się wyżej, w wyrazie zranionej dumy, a może w próbie oparcia się tej dziwnej sile słów, zdolnej — bardziej jeszcze niż sam widok fasady szpitala, architektonicznego synonimu wszystkich jego boleści powiązanych z matką — sprawić, aby głowa opadła jeszcze niżej, on sam przygarbił się, kryjąc wstyd w skulonych ramionach. Usiłował oprzeć się tej dziwnej sile słów, chociaż ziejąca z nich prawda paliła go tak boleśnie.
— A pani zaczyna od oskarżenia — dodał ciszej, po chwili, jakby dopiero teraz naprawdę zrozumiał jej pytanie. Milczenie, które zapadło między regałami, było ciężkie. Gdzieś dalej stuknęła fiolka, ktoś przesunął krzesło; zwyczajne odgłosy pracy szpitala brzmiały tu jednak ciszej, były przytłumione. jakby docierały z innego świata. Henry odwrócił wzrok, wpatrując się w rząd fiolek stojących na półce. Szklane brzuchy odbijały światło wąskimi smugami, zimnymi jak jego myśli.
— Myślę o niej — powiedział w końcu, powoli. — Częściej, niż powinienem. Czasem… tak często, że łatwiej jest tu nie przychodzić.
Uśmiechnął się krótko, było to jednak jedynie gorzkie, wymuszone uniesienie kącików ust.
— To pewnie brzmi jak usprawiedliwienie, prawda? — uniósł na nią spojrzenie. — Właśnie o to pani pytała. Kiepskie. Przyznaję.
Przez moment wyglądał jeszcze młodziej, niż był w istocie — bardziej jak ten zagubiony chłopiec łaknący nie więcej niż miłości matki.
— Mówię sobie, że i tak mnie nie widzi. Że niczego to nie zmienia. Że siedzenie przy niej godzinami to tylko… teatr dla samego siebie — urwał, przesuwając dłonią po karku, może odganiając w ten sposób wspinający się po nim kolejny dreszcz rozgoryczenia. — A potem przychodzi dzień taki jak dziś i okazuje się, że jednak zmienia.
Wskazał lekko głową w stronę korytarza prowadzącego do sal.
— Bo jeśli przestanę przychodzić całkiem… to znaczyłoby, że naprawdę już nikogo tam nie ma.
Znów spojrzał na Natasę, jego oczy błysnęły smutno w otaczającym ich półcieniu, gdy przetarł je niezdarnie dłonią, jakby tym gestem chciał powstrzymać zapowiedź łez — te jednak nie nadeszły, powstrzymane. Zastąpił je kolejny, blady uśmiech.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Nataša Doherty
Zwolennicy Dumbledore’a
with defiance, with abandon, with hysteria; like an axe dreaming its way through their throats
Wiek
27
Zawód
zielarz w Św. Mungu, alchemiczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
8
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
20
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
22-03-2026, 22:34
Odruch był bezwiedny, choć wypowiedziana przez Teyssiera sojuszniczka nie zdradzała w istocie postronnym uszom niczego wrażliwego, poza nieprecyzyjnym zarysem ich znajomości – mimo to, pochyliła łagodnie głowę, ruchem nagłym i zesztywniałym, spojrzeniem sięgając w bok, ku zatrzymanej przy dalszej alejce sylwetce, zanim zakotwiczyła go znów na nim z surowym – i niesprawiedliwym – napomnieniem. Od wydarzeń z dwunastego marca żyła w nieustannym, narastającym wciąż napięciu; co wieczór oczekując listu, który nie nadchodził: wezwania do stanowczych działań, zanim będzie za późno. Przytłaczała ją trwająca wciąż bezczynność i uporczywa cisza, konieczność biernego wyczekiwania szargała jej nerwy i wprawiała w paranoiczne przeświadczenie, że może już tę wojnę przegrali, oddając ją walkowerem, bo się nadto ociągali w tym, by rzucone im wyzwanie podjąć. Musiała tymczasem ufać; to przychodziło jej z trudnością. Musiała ufać również Teyssierowi, stojącemu przed nią młodemu mężczyźnie, niezdolnemu stawić czoła prywatnej trudności, która wystawiała na próbę właśnie to, czego od niego – swojego sojusznika – oczekiwała: jego poczucie obowiązku, wytrwałość w walce zdającej się beznadziejną, zdolność zniesienia rzeczy, które były dla niego osobiście bolesne, jego lojalność. Nie byli rodziną; sprawa, która ich łączyła, wymagała tymczasem więcej niż zobowiązania rodzinne – więcej oddania, więcej determinacji, więcej przekonania o słuszności, bo poza tym nie istniało nic, co ich wiązało: nie było krwi, w której mogłoby płynąć przeświadczenie o powinności. Była tylko łącząca ich idea – i to, ile byłby gotowy dla niej znieść. Jeśli tak prędko porzucał własną matkę (to brutalne oskarżenie; i na brutalność była gotowa), z jaką łatwością mógłby porzucić ich sojusz, kiedy zrozumie, że to nie usypana kwiatem droga do opiewanego przez przyszłość bohaterstwa, kiedy odkryje, że to też czasem było krzykiem w pustkę?
Wsunęła się w alejkę, zmniejszając między nimi dystans; jakby obawiała się, że wypowie więcej nieostrożnych słów i chciała je zawczasu sobą zasłonić.
– To nie oznacza, że będę zgrywać grzeczną i udawać, że nie widzę twoich błędów; przeciwnie – upomniała go surowo. Jej złość, wbrew autorytatywnej szorstkości, na którą próbowała się powoływać, zdawała się tylko podkreślać symetryczną młodość jej rysów. Młodość przedwcześnie spoważniałą; pozbawioną złudzeń i zmęczoną. Tak łatwo było zapomnieć, że wciąż była ledwie dorosła; że od Henry'ego dzieliło ją tak niewiele. Zastanawiała się, czy tą newralgiczną różnicą pomiędzy nimi była wojna: ta, którą wciąż czuła pod skórą i ta, której Henry nie mógł tak samo jak ona pamiętać. Mówił do niej pani, to słowo wisiało w powietrzu jak odbite oskarżenie, zaklęte w dwóch sylabach lustro: spójrz, jaka jesteś śmieszna, ty i twoja powaga, twoje wymagania, zuchwałość, by oceniać, kiedy sama nie znasz jeszcze życia. – Najpierw jestem człowiekiem. I córką.
Było to okrutne – dla niego i dla siebie samej. Córką nie była wprawdzie od dawna; choć nie dlatego, że nie próbowała. Gdyby matka napisała do niej dzisiejszego wieczoru, wzywając ją do siebie, do Pragi, wróciłaby do niej, bez zwłoki, ryzykując zapewne swoją wolnością, bo w Pradze, w tej małej teczce schowanej w biurze bezpieki na Bartolomějskiej, była już tylko dezerterką i zdrajczynią, dziwką, być może angielskim szpiegiem. Wróciłaby i zostałaby, pomimo to – gdyby ją przy sobie chciała; oddałaby wiele, by móc się jej odwdzięczyć za to, że w dzieciństwie dbała o nią, nawet jeśli robiła to szorstko i bez ciepła. Nie potrafiła więc go zrozumieć; i nie zamierzała udawać, że rozumie.
Słuchała go więc i nie łagodniała – jej pierwsza złość zdawała się wprawdzie ostygnąć, jej spojrzenie jednak zamiast zmięknąć, zdawało się tylko zaostrzyć, chłodne i w tym chłodzie dziwnie cierpliwie. Jak gdyby była gotowa opierać się jego wyjaśnieniom bez końca; i choćby bez nadziei, tylko dlatego, że była przekonana, że to słuszne.
Choć chciała, połowicznie, okazać mu wyrozumiałość. Powiedzieć mu, że jest jego sojuszniczką i że chciałaby być też jego przyjaciółką; przyznać, że to musi być dla niego ciężkie i bolesne. Że wystarczyło to, że przynajmniej o niej myślał i że wrócił, że jeszcze o niej nie zapomniał. Że tutaj był, teraz, chociaż sprawiało mu to trudność. Chciała mu to powiedzieć – tylko że to wszystko musiałoby być kłamstwem, białym, wygodnym, ustępliwym kłamstwem. Bo uważała, że był egoistyczny. Że usprawiedliwiała go młodość, owszem; ale młodość musiała minąć, a popełnionych błędów nie będzie mógł cofnąć. Próbowała wyobrazić sobie, jak dusząca musiała być dla niego ta nieprzenikniona cisza wypełniająca przestrzeń pomiędzy nim a matką, jak chłonna, wiecznie głodna, lignina. Próbowała ostudzić swój gniew, oddać mu prawo do tego, by cierpieć.
A potem nie łagodniała, bo nie mogła sobie na łagodność pozwolić. I na błędy.
– Myślisz o niej, ale to za mało. Twoich myśli nie usłyszy. Czy słyszy cię, kiedy do niej mówisz, tego nie wiemy – zwróciła mu uwagę, przytrzymując go spojrzeniem, choć szklane stuknięcie w kolejnej alejce wyraźnie wdarło się w jej nerwy. To nie było miejsce na tego typu rozmowy, ale obawiała się, że nie znajdą innego. Że wszędzie indziej Henry znajdzie sposób, by przed nią uciec. – Niewiedza nie jest porażką, Teyssier, ani zamknięciem, ani usprawiedliwieniem. Jest możliwością. Więc jest nadzieją, której ją pozbawiasz – nie chciała się wycofywać z okrucieństwa, do którego raz się posunęła; w końcu wierzyła, że cel uświęcał środki. Jej głos, choć ściągnięty do szeptu, jakby próbowała tym sposobem uszanować prywatność sprawy, nie wydawał się wcale wybrzmiewać słabiej czy lżej niż głos podniesiony w reprymendzie. – Nie siebie, Teyssier. Bo jeśli przestaniesz tu przychodzić, ona wciąż tutaj będzie. Być może czekając na ciebie po drugiej stronie tej ciszy, nawet jeśli nie może ci odpowiedzieć – nieświadomie pochyliła się ku niemu bardziej, naruszając własne granice komfortu. – To znaczyłoby wyłącznie tyle, że odebrałeś jej tę możliwość, że może wciąż tam jest. Że ją porzuciłeś. Myślisz, że będzie ci łatwiej z tym żyć, kiedy będziesz już wiedzieć na pewno, że cię nie może usłyszeć? Kiedy będzie już za późno?
chodź do mnie, gryź i kop aż opadniesz z sił, aż Ci minie złość; na co czekasz? choć się boję, to przecież nie uciekam
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 18:55 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.