• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Organizacja > Akta postaci > Zaakceptowane > Czarodzieje > Sawyer Whitfield
Sawyer Whitfield
Obrazek postaci
Dusza
Personalia rodziców
Joseph i Grace Whitfield
Aspiracje
uznanie zdobyte szczególnym osiągnięciem lub przełomowym odkryciem
Amortencja
petrichor, kwiat cytryny, mirt, chłodna stal
Różdżka
11 cali, giętka, ze srebrną inkrustracją przypominającą żyłkowanie; ząb mleczny wozaka i cedr
Hobby, pasje
hodowla zwierząt; fauna magiczna; naginanie granic i wszelka niepoważność
Bogin
ciasna klatka
Umysł
Data urodzenia
07.04.1932
Miejsce urodzenia
Sheffield, Anglia
Miejsce zamieszkania
Sheffield, Anglia
Język ojczysty
angielski
Genetyka
Czarodziej
Ukończona szkoła
Hogwart, Slytherin
Zawód
hodowca bydła, garbarz, przemytnik; dziedzic majątku Whitfieldów
Czystość krwi
Czysta
Status majątkowy
Stabilna sakiewka
Ciało
30
181
73
Wiek
Wzrost
Waga
zielony
blond
Kolor oczu
Kolor włosów
Budowa ciała
niepozorna, sucha sylwetka uwarunkowana genetycznie, jednak zauważalnie wyrobiona pracą fizyczną; nieszerokie, ale mocne ramiona
Znaki szczególne
krzywy, lekko garbaty grzbiet nosa; liczne znamiona ciele – na szyi, widoczne nad kołnierzem ubrania, zdradliwie ułatwiające identyfikację; drobne, jasne blizny rozsiane na prawym boku; mały, prosty kształt litery W wytatuowany na grzbiecie serdecznego palca lewej ręki
Preferowany ubiór
na co dzień – w Sheffield – nosi ubrania przede wszystkim wygodne, często znoszone, nie przykłada większej uwagi do schludności; poza rodzinną miejscowością wybiera bardziej eleganckie spodnie w kant, koszule, dopasowane kamizelki, marynarki lub peleryny zdradzające status jakością wykonania
Zajęty wizerunek
Quentin Demeester
Obrazek postaci

rodzina Whitfield

W 1740 roku w Sheffield przyjezdny zegarmistrz poszukujący lepszych surowców do produkcji wahadeł wynajduje metodę uzyskiwania stali twardszej i czystszej niż znana dotychczas. Większość ludzi nie widzi w tym odkryciu przełomu, a Huntsman nie patentuje swojej metody; małe przedsiębiorstwo Whitfield produkujące noże i sztućce zbije na niej majątek, kiedy wkrótce popyt na produkowaną nowym sposobem stal gwałtownie wzrośnie w całej Europie. Według rodzinnych legend ówczesny Whitfield posiadał zdolności jasnowidzenia, brakuje jednak na to dowodów, choć tendencje do zapisywania każdej myśli w dziennikach Whitfieldowie przekazują sobie z krwią. Sheffield z małego miasteczka urasta w końcu do rangi jednego z najważniejszych miast przemysłowych w Europie, a Whitfield Company staje się w nim jednym z najważniejszych producentów wyrobów stalowych. Kiedy w latach 40. XIX wieku w kraju intensywnie zaczyna rozwijać się transport kolejowy i wzrasta zapotrzebowanie na stal do produkcji szyn, Whitfield inwestuje w nowe technologie, a inwestycja zwraca się po wielokroć – w walucie mugolskiej i w galeonach. Później produkcja kociołków alchemicznych ulokowana w podziemiu jednej z fabryk zapewnia niewysoki, ale stabilny zysk w walucie czarodziejskiej; w przyszłości podejmą się również produkcji wyrobów srebrnych dla czarodziejów. Tymczasem wojna na horyzoncie prowadzi do ponownej zmiany w niemagicznych zakładach i rozpoczęcia produkcji zbrojeniowej – o zbitym na wojnie majątku Whitfieldowie wolą milczeć, tak jak milczą o ofiarach krzemicy wśród pracowników w latach przeszłych. Choć dziadek Sawyera nie posiada zdolności jasnowidzenia, rodzinne fabryki sprzedaje za kolejny majątek przed  końcem wojny, po którym intratność przemysłu zbrojeniowego pikuje na złamanie karku. Gdyby widział przyszłość, być może przeczekałby lata międzywojenne pod groźbą bankructwa w wyrachowanej cierpliwości – Gilbert Whitfield zdaje się jednak pierwszym potomkiem Whitfieldów, u którego wyewoluowało sumienie. Wykupuje spore połacie terenów otaczających Sheffield i z pomocą bliźniaczego brata, który w młodości wyjechał do Stanów Zjednoczonych i daną mu przez ojca kwotę ulokował w ranczo w Arizonie, wiąże przyszłość rodziny w Anglii z hodowlą bydła mlecznego i mięsnego, widząc w tym bezpieczny i spokojny interes; zgromadzony majątek zabezpiecza inwestycjami.

 

Współcześnie ostatnie, co jeszcze łączy ich żywo z dawną działalnością, to mała manufaktura wytwarzająca srebrne elementy, akcesoria i zastawy na zlecenia czarodziejskiej klienteli oraz chętnie powtarzana przez ojca historia o jego ojcu, który podczas nalotu zeppelinów nad Sheffield w 1916 roku odmówił opuszczenia fabryki, jak kapitan na tonącym statku (zakłady podczas nalotu nie ucierpiały wcale). Joseph Whitfield lojalnie kontynuuje plany Gilberta, inwestując również weń żywy kapitał – jego pierwszy syn, starszy od Sawyera o sześć lat, na jego polecenie ukończył mugolską weterynarię, drugi syn – starszy o trzy lata – zgodnie z wolą ojca zajmuje się agrotechniką; oboje traktują wypełnienie tego obowiązku przede wszystkim jako gwarant uzyskania spadku i ostatecznie zamieszkują w Londynie, z rodzinnym pogłowiem bydła mając styczność głównie podczas spotkań z ojcem w jego gabinecie, gdzie zwierzęta stają się zapisanymi w rejestrach liczbami, przeliczanymi na koszty i zysk. Starsi bracia dbają przede wszystkim o dobre relacje z innymi bogatymi rodzinami, choć Whitfieldowie traktowani są z pewną pobłażliwością wśród rodów krwi błękitnej; oboje też dbają najbardziej o działalność manufaktury i podniesienie wartości wytwarzanych w niej przedmiotów do rangi rzeczy marki luksusowej.

 

1932 - narodziny Sawyera

Dom w Sheffield, w którym 7 kwietnia 1932 roku rodzi się Sawyer, pełen jest noży i stalowych artefaktów przeszłości pogrzebanej przed jego narodzinami. Podobnie do swoich braci, jest wychowywany w świadomości planu stworzonego dla niego – na niego – już w momencie, w którym u Grace Whitfield pojawiły się mdłości. Od początku wypełnia ten plan wiernie – po pierwsze: jest synem. Ojciec nie popełnia z nim tych samych błędów, które popełnił przy poprzednich dzieciach: zamiast wychowywać go przy książkach w opływających bogactwem pokojach starej posiadłości na obrzeżach Sheffield, pod okiem zbyt łagodnej matki, łatwych do zastraszenia opiekunek i niewystarczająco surowych nauczycieli, zabiera go ze sobą często do gospodarstw; pozwala mu droczyć byki, znakować cielętom uszy, nadawać krowom imiona i drzemać na słomie, kiedy się zmęczy. Pomniejsza dla niego widły, by mógł naśladować go przy pracy fizycznej i od wczesnych lat przyzwyczaja go do naturalistycznych widoków, nieuniknionych w pracy ze zwierzęciem użytkowym, którego życie zaczyna się i kończy na ich farmie, odnotowane w prowadzonych skrupulatnie dokumentach hodowlanych. Nieobyta ze wsią Grace uważa, że to okrutne i że wychowuje ich syna na człowieka nieczułego, jednak jej sprzeciw spotyka się z chłodną stanowczością męża, a w końcu się poddaje – najwyraźniej uznaje, że to uczciwa ofiara: jeden stracony syn za dwoje wychowanych na jej podobieństwo. Sawyer dostrzega, że matka traktuje go inaczej niż braci i przez całe dzieciństwo usilnie próbuje zrozumieć, czym zawinił; w końcu mały dworek przy farmach staje się bliższy definicji domu niż główna rodzinna posiadłość, w której w większości spraw prym wiedzie słowo pani Whitfield.

 

1939 - pierwszy objaw magii

Kiedy podrasta, ojciec kupuje mu dwa szczenięta owczarka po niemieckich przodkach o mocnym instynkcie – stają się mu nieodłączne, a kiedy wyrastają razem z nim, pozwala mu wałęsać się z nimi po otaczających farmy łąkach, pośród łaciatych, trzymanych półdziko herefordów i mlecznych holsztynek. Podczas jednej z podobnych wędrówek, mając siedem lat, na pustym pastwisku dostrzega puszystego wozaka, który zamiast piszczeć jak znane mu kuny, szczeka wyrazistymi obelgami. Rusza za nim w pogoń przez wysoką trawę, a kiedy wozak chowa się w norze, wsuwa za nim rękę pod ziemię po samą pachę. Czuje się nagle dziwnie, przewraca mu się żołądek i brakuje mu tchu, zaciska powieki, a kiedy je zaraz otwiera, ogarnia go ciemność i ciasnota, wozak kłębi się wściekle przygnieciony jego ciałem, podgryza go w ramię i bok. Nad sobą słyszy ujadanie owczarków stłumione przez warstwy darni i gruntu; słyszy też szemranie psich nosów wciskanych w otwór nory. Nie wie, jak znalazł się pod ziemią – i nie wie, jak się spod niej wydostać, a dłonie szybko zaczynają go boleć od darcia palcami ubitej gleby. 

Kilka godzin później psy przyprowadzają wreszcie pomoc i ojciec rozkopuje ziemię, by go wydostać. Zabiera go w panicznym pośpiechu do domu, gdzie odkrywają, że jego bok jest okrutnie pokąsany i że – ku przerażeniu matki – zdążył nauczyć się wszystkich możliwych bluźnierstw oferowanych przez angielski słownik, zanim psy dopadły pierzchające z nory rozwścieczone zwierzę.

 

Ze względu na rozwinięty przemysł zbrojeniowy Sheffield staje się celem nalotów także podczas II Wojny Światowej. W tym czasie matka i bracia szukają schronienia w Londynie; ci drudzy stają się tam szczególnie zaangażowani w ruch angielskich akolitów. Choć ich majątek zbudowany jest głównie na interesach ubitych w świecie niemagicznym – a może właśnie przez to – żywią silne poczucie wyższości względem mugoli; być może chcą tym sposobem zaznaczyć, że traktują ich i wydarzenia targające ich światem wyłącznie jako narzędzie do pomnażania fortuny, co zgadza się zresztą z poglądami ich przodków. Sawyer wychowuje się więc w podobnych nastrojach politycznych, choć ojciec, który ma na niego największy wpływ, traktuje mugoli  z większym pobłażaniem niż pogardą – jak dobre zwierzę pociągowe, któremu należy się stosowny wikt, ale nie równość. Podczas wojny są zbyt zajęci pilnowaniem farm i posiadłości w Sheffield (Sawyer ma ledwie siedem lat, kiedy ta się zaczyna, ojciec traktuje go jednak nader poważnie, trzyma go blisko siebie jak cień i wszystkie decyzje podejmuje w jego towarzystwie), by uczestniczyć czynniej w wojnie czarodziejów, jednak Sawyer pamięta, że kilkukrotnie przyjmowali w opuszczonym rodzinnym domu akolitów szukających dyskretnego miejsca spotkań. Podobne spotkania należały do nielicznych sytuacji, kiedy rozmowom dorosłych mógł przysłuchiwać się jedynie ukradkiem.

 

1943-1950 - nauka w Hogwarcie

W 1943 roku Sawyer rozpoczyna naukę w Hogwarcie. Pierwszego wieczoru dołącza do stołu Ślizgonów, gdzie szybko nabiera rezonu, pomimo pierwotnego onieśmielenia nowym otoczeniem. Od początku jest uczniem ambitnym i skorym do nauki – wychowywany przez większość dzieciństwa w Sheffield wśród zwierząt, łąk i mugolskich pracowników, przy których magii nie używano, ze zniecierpliwionym ferworem zanurza się w magicznym świecie. Okazuje się też wkrótce uczniem nieprzeciętnie zdolnym, co zawdzięcza wpojonej mu przez ojca dyscyplinie, zamiłowaniu do rywalizacji i nieskończonym pokładom ciekawości. W dalszych latach jego uwaga kieruje się wyraźnie ku transmutacji, obronie przed czarną magią, urokom i – wreszcie – magicznej faunie. Napędza go ambicja, potrzeba udowodnienia sobie własnej wartości i zdolności osiągnięcia rzeczy większych niż te, których się od niego oczekuje; zaczyna pielęgnować w sobie przekonanie, że może przerosnąć stawiane mu oczekiwania, potem to przekonanie przedzierzga się w żarliwe postanowienie. 

Nowa odkryta brawura sprawia, że podczas ćwiczeń praktycznych często wyrywa się przed szereg, by podjąć wyzwanie nowych zaklęć, szczególnie na lekcjach Obrony przed Czarną Magią; i ta sama brawura sprawia, że podczas magicznych sparingów wyróżnia się spośród klasy Ślizgonów, co jedynie pogarsza jego skłonności do zuchwałości i impertynencji. Zdaje się mieć też naturalne predyspozycje do transmutacji – zmienia kształt fragmentów rzeczywistości z podobną swobodą, z jaką wszystko obraca w żart, ma zresztą do tego konieczną fantazję. Zaklęcia transmutacyjne szlifuje chętnie – najczęściej uprzykrzając przy tym życie innym uczniom.  Na ostatnim roku popada w silną fascynację animagią i, włócząc się po lasach otaczających Hogwart, podejmuje pierwsze próby odnalezienia swojej zwierzęcej formy, jednak bezskutecznie – medytacje go niecierpliwią, leśna cisza doprowadza do rozdrażnienia, zamiast uspokajać, a sny pozostają milczące i głuche wobec jego starań.

Spodziewaną fascynacją Sawyer darzy też magiczne stworzenia – jest przy tym przyuczony dostrzegać je dwojako: z niewinnym zachwytem nad rozmaitością życia i odruchową determinacją, by całą tę rozmaitość poznać dokładnie – i z przekazanym we krwi sznytem do rozkrawania ich w myśli na części, które później można wartościować. Oprócz oczywistych ingrediencji, strzyże okiem za wszystkim, co można z nich wycenić: skóry, włos, rogi, głowy na zdobyczne trofeum. Nie widzi w tych myślach sprzeczności; w końcu wyrósł wśród zwierząt, którym nadawał imiona, by później nosić miękkie rękawiczki z ich łaciatych grzbietów. Podczas spędzanych w Sheffield wakacji czyta mugolskie podręczniki przeznaczone dla uczniów akademii rolniczej i zootechników; później, znudzony, sięga po książki poświęcone stworzeniom magicznym, we wszystkich doszukując się wybrakowania – wydaje mu się, że nie mówią mu o tych stworzeniach wszystkiego, dopatruje się w tekstach ślepych plam i luk, które możnaby jeszcze dopełnić dokładniejszymi studiami, coraz częściej zaczyna o przedsięwzięciu podobnych studiów myśleć.

 

W szkole wreszcie przypomina sobie też, że jest dzieckiem – zaledwie larwą człowieka, którym się stanie, o skórze jeszcze elastycznej, wybaczającej błędy i świerzbiącej, by sprawdzać granice jej plastyczności. Ku utrapieniu nauczycieli odkrywa, że szczególnym umiłowaniem darzy akt sprawdzania granic cudzych; znajduje zmyślne sposoby, by znaleźć się w złym miejscu i w złym czasie, a w kłopoty wpada z niefrasobliwą wesołością, jakby igranie z konsekwencjami sprawiało mu przewrotną przyjemność. Wydaje się dziwacznym przypadkiem pośród Ślizgonów – spojrzenie ma prawie ciepłe, uśmiech niby nieszkodliwy, nawet kiedy kąsa. Tkwi w nim jednak przyczajona bezwzględność; czuje ją czasem na końcu języka, pod skórą, w koniuszkach palców – jak wstrzemięźliwie zagryzane za zębami pytanie: jak daleko byłby w stanie się posunąć, gdyby miał pewność, że nie dosięgną go konsekwencje? 

Przez moment, kiedy na lekcji z magicznych zwierząt widzi po raz pierwszy na żywo hipogryfa i zaczyna ważyć w myśli jego wartość, zastanawia się, czy matka miała rację: czy istotnie jest nieczuły, bo zbyt wcześnie poznał ciężar rzeźnickiego noża i oślepiające mgnienie białek wywracanych ze strachu oczu. W końcu z satysfakcją stwierdza, że musiała się mylić – bo wie na pewno, że byłoby mu go żal. Poza żalem czuje jednak coś jeszcze, znacznie dotkliwiej – to samo uczucie każe mu nie reagować, kiedy dręczony przez Ślizgonów pierwszoklasista zakrywa głową rękoma i zaczyna płakać; to samo uczucie każe mu wziąć podawany mu przez ojca nóż, kiedy stwierdza, że nie opłaca się chorej sztuki ratować; to samo uczucie ściska mu żołądek, kiedy oczy, o których uwagę zabiega, prześlizgują się po nim obojętnie, zamiast się na nim zatrzymać. Sawyer pragnie uznania. I rozumie, że najmiększą skórę ściąga się z cieląt.

 

Naukę w Hogwarcie kończy w roku 1950 z bardzo dobrymi wynikami.

 

1950 - wyjazd do USA

Jego przyszłość zdaje się w tym momencie pękać w szwach od możliwości. Chce zająć się magiczną fauną i zwiedzać świat, oddać się dokładniejszym studiom rzadkich stworzeń (zbadać wszelkie możliwości na ich wykorzystanie), jednocześnie budzi się w nim nieprzemożony kaprys, by przystąpić do kursu na aurora – dla młodego mężczyzny brzmi to w końcu jak obietnica ciekawego życia i okazji do tego, by się wykazać, a on wciąż pragnie sprawdzać swoje możliwości. Ojciec szybko i ostro sprowadza go jednak na ziemię: ma w końcu na niego własny plan. Kiedy kurz kłótni opada, ojciec obiecuje mu, że później – kiedy zdobędzie konieczną wiedzę, by zabezpieczyć przyszłość bydlęcego interesu – może robić, co mu się żywnie podoba; jakby głaskał obolały grzbiet szczeniaka zbitego do posłuszeństwa.

Sawyer wyjeżdża więc do Arizony, by kolejne lata spędzić na ranczu Jamesa Whitfielda. Tam pod okiem wuja i bezbrzeżnym niebem uczy się wszystkiego o hodowli bydła, czego nie nauczyły go angielskie stada. Wuj okazuje się zupełnie różny od ojca – pozwala swoim synom i Sawyerowi na wiele swobody; za błędy i uchybienia kara jednak z tą samą surowością, którą Sawyer zna z domu – twarda ręka dziadka Gilberta zdaje się w Whitfieldach cechą bezwarunkowo dziedziczną.
Uczy się też wiele o amerykańskiej magicznej faunie, na własną rękę i w towarzystwie kuzynów. W Phoenix kupuje ciężkie książki zoologiczne, czyta je później, kiedy lejący się z nieba ukrop staje się zbyt nieznośny, by w nim pracować. Tereny rancza są rozległe – kuzynowie sadzają go w siodło i uczą ścigać horyzont wierzchem. Pędzą razem rozproszone po suchych pastwiskach bydło na końskich grzbietach, zarzucają liny na bydlęce poroża i cielęce pęciny czasem wyłącznie w ramach sportowej rywalizacji i zabawy; szybko uczy się ufać instynktom wierzchowca i popuszczać wodze naprzeciw rozjuszonego bydła, kiedy robi się niebezpiecznie. Wuj hoduje swoje własne konie – Sawyer chętnie rozmawia z nim o strategii hodowlanej, dzięki której osiąga zwierzęta o niezawodnym instynkcie. Mają też psy – krępe, niskie i nieposiadające krzyny strachu ani przed wściekłym bykiem, ani przed wścieklejszą matką, kiedy z kuzynem przyciskają kolanami jej cielę do ziemi, zupełnie jakby wyrwano z nich instynkt przetrwania. Wszystko to utwierdza go w przekonaniu, że każde życie można ukształtować wedle swojej woli (nazywa to w myślach trwałą transmutacją) – wystarczy jedynie konsekwentnie wywierać na nie presję: genetyczną, środowiskową, przede wszystkim – bezwzględną. 

Kuzyni pokazują mu też mugolską broń, a na urodziny podarowują mu własną strzelbę, która z początku go bawi – dopiero kiedy po raz pierwszy oddaje strzał w stronę człowieka i przykłada dłonie do wyrwanej w ciele rany, nabiera do niej respektu i odtąd obchodzi się z nią wręcz z pieszczotą; ma ją zawsze przy sobie, włócząc się po terenach rancza i okolicy.
Tam też po raz pierwszy ma styczność z przemytem – w latach prohibicji jego kuzyni przemycali do Arizony alkohol; później – także w czasie pobytu Sawyera – zdarzało im się przemycać broń do Meksyku (jako przysługa, za której spłatę później się upomną, bardziej niż dla zysku), w którym legalny dostęp do niej jest ściśle kontrolowany przez wojsko. Sawyer nie uczestniczy w tym procederze, ale o wszystkim wie: amerykańscy Whitfieldowie stają mu się wprawdzie bliżsi niż jego prawdziwi bracia, a pełne zaufanie, jakim ich darzy, jest odwzajemnione.



1954 - animagia

Wieczorami często strzelają do kojotów, które regularnie zagryzają im cielęta, a czasem, kiedy mają szczęście, podrośnięte młode sztuki. W późniejszych latach, poznawszy dobrze tereny i nauczywszy się po nich poruszać, Sawyer coraz częściej podejmuje się tego zajęcia samotnie –  znika na coraz dłuższe godziny, a w końcu zaczyna wychodzić nad ranem bez słowa i wracać po zmroku, i nigdy nie przynosi ciał. Pod nieskończonym błękitem tamtejszego nieba znajduje w końcu spokój, który go nie niecierpliwi; być może zwyczajnie wreszcie do niego dojrzewa. Zaczyna zabierać ze sobą termos z ciepłym naparem z liści mandragory, zakupionych w lokalnym sklepie zdziwaczałej wiedźmy. Z początku nie dzieje się nic – nie jest już jednak rozkiełznanym nastolatkiem, potrafi postawić sobie odległy cel i dążyć do niego konsekwentnie. Cisza nie tylko mu dłużej nie przeszkadza, ale zaczyna mu się podobać – tutaj wydaje się zupełnie inna niż w angielskich lasach, tutaj cisza jest przestrzenią bez granic, oddechem bez dna, nieosiągalną linią horyzontu, przestrzenią, której nigdy nie będzie za mało, choćby spuścił ze smyczy wszystko, co się w nim kłębi. Czasami wyjeżdża na oklep, by na opustoszałym pastwisku puścić wodze, zrzucić z siebie koszulę i położyć się na rozgrzanym grzbiecie, pozwalając by koń pod nim pasł się i niósł go dalej w swoim rytmie. Słońce tańczy mu czerwienią na powiekach i z tej czerwieni w końcu zaczynają wyłaniać się zwierzęce kształty. Trzyma na muszce strzelby kojota prowadzącego sforę, zawiesza ją precyzyjnie pomiędzy złotymi oczami, kiedy zwierzę zatrzymuje się i unosi łeb, szukając zagrożenia. W okolicy nie ma jednak nikogo i niczego więcej: tylko Sawyer, kojoty i białe cielę. Wodzi za rdzawymi łbami lufą strzelby, ale nie pociąga za spust. Patrzy jak czerwony piach spija czerwieńszą krew; jak biała skóra odchodzi od ciała. Kiedy opuszcza broń, palce ma śliskie od ciepłej cielęcej juchy. Wizja się urywa, a kiedy otwiera oczy, zdaje sobie sprawę, że zapadł wieczór, jest mu zimno, a koń zaniósł go pod bramę przy stajniach. Spomiędzy uchylonych drzwi starej stodoły spoglądają na niego ciemne oczy dziewczyny, w której zakocha się bez wzajemności. Wizje wracają jeszcze wiele razy, często równie okrutne.
Trwa to prawie dwa lata, zanim wreszcie udaje mu się przyjąć formę kojota po raz pierwszy, w maju 1957 roku. Tego dnia kuzyni, wyruszywszy po zmroku go szukać, nieomal nabijają mu zwierzęcy łeb śrutem. Po powrocie do Anglii, zgłasza się do rejestru animagów.

 

1958 - I. powrót do Anglii

Życie w Arizonie podoba mu się tak bardzo, że pozostaje tam na długo po pierwotnie ustalonym terminie powrotu; do Anglii w końcu wraca na stałe dopiero w 1958 roku. Farmy w Sheffield wydają mu się w pierwszych tygodniach klaustrofobicznie małe i irytująco zacofane, zaczyna więc proponować wprowadzenie zmian – z początku z pewną rezerwą, zanim odkrywa, że ojciec nie tylko się mu nie sprzeciwia, ale tego właśnie od niego oczekuje. Podczas jego nieobecności starsi bracia zaczęli interesować się jednak przynoszącym znaczne zyski hodowlom, często przesiadują w ojcowskim gabinecie w dobrze skrojonych eleganckich marynarkach, próbują interweniować i wszczynać dyskusje, kiedy widzą, że Joseph pozwala mu podejmować kolejne decyzje z nadmierną ich zdaniem swobodą. Przypominają, że mają prawo głosu w rodzinnych interesach i uporczywie poddają w wątpliwość każde jego słowo. Ojciec wydaje się obserwować to wszystko z wyrachowanym zadowoleniem, jakby przyszło mu oglądać walkę psów, w której będzie wygranym niezależnie od wyniku.

 

1958 - II. garbarstwo i przemyt

Sawyer pozwala braciom w końcu tryumfować; zaczyna się wycofywać, oddawać im z rozdrażnieniem ostatnie słowo w kwestiach farm. Pozostawszy sam na sam z ojcem, prosi go o decyzyjność w sprawach przyhodowlanej garbarni, która służy dotąd głównie raczej do niwelowania strat, niż generowania zysków. Z braćmi negocjuje przeznaczenie wszystkich buhajków rasy mlecznej na cielęce skóry – przychodzi mu to zaskakująco łatwo, co utwierdza go w podejrzeniu, że rozumieją jeszcze mniej niż mu się z początku wydawało. Układa się z hodowcami w okolicy na wykup buhajków po dobrej cenie, by zwiększyć jeszcze produkcję. Ojciec jest zadowolony, kiedy zaczyna odnotowywać znaczne zyski z tego przedsięwzięcia – a kiedy w końcu przestaje patrzeć mu na ręce, Sawyer trzyma już w garści zbierane dotychczas pokątnie kontakty i wkrótce pod cielęcymi skórami rozprowadza pozyskiwane od kłusowników ingrediencje odzwierzęce, trofea ze stworzeń magicznych, rzadziej, ale regularnie, także kość słoniową, przemycaną na statkach i w portach mugolskich, w których łatwo ukryć je pod warstwą evanesco, ciężarem bydlęcych skór i możliwym do sprawdzenia nazwiskiem.

 

1961 - chów dwurożców

Kiedy w 1960 roku składa przed ojcem projekt hodowli małego stada dwurożców, słyszy wiele krytycznych pytań, ale nie napotyka oporu – wykupują więc połać ziemi daleko poza miastem i zabezpieczają odpowiednio (i kosztownie) teren magicznymi barierami przed wzrokiem mugoli oraz przed ucieczką agresywnych zwierząt.  Tam, na modłę amerykańskiego chowu, trzymają początkowo dwadzieścia (obecnie czterdzieści jeden) sztuk dwurożców prawie dziko, z możliwie minimalną ingerencją w ich naturalny rytm życia. Wszelkie obserwacje prowadzone są z wysokości, a w razie konieczności interwencji pojedyncze sztuki są magicznie pętane lub usypiane, a później doglądane w odosobnieniu od reszty stada. Ich rogi, zrzucane raz do roku, stanowią oczywiste źródło niewielkiego zysku przy równie małych kosztach – zwierzęta w większości chowają się wprawdzie same. Sawyer podejmuje się tymczasem pierwszych prób przekształcenia gatunku magicznego w gatunek udomowiony – chce wyplewić z dwurożców agresję, zaszczepić w nich zaś bydlęcą uległość, która pozwala prowadzić byka na postronku i przeganiać stado przy pomocy wierzbowej witki. Tak, by umożliwić utrzymywanie dużych stad i produkcję rogów na skalę odpowiadającą zapotrzebowaniu, niezależnie od jego wielkości – ale najpierw, zanim łatwiejsza dostępność obniży ich wartość, pragnie zbić na nich kolejną fortunę. 

Przekonuje się jednak szybko, że spełnienie tego zamiaru nie będzie ani prędkie, ani nawet pewne.

 

Z natury nie jest tymczasem człowiekiem cierpliwym. Nie jest też skłonny poświęcać się całkiem jednej tylko, niepewnej zresztą, ambicji. Kojoty są w końcu oportunistami – kiedy więc odrywa się od pracy i interesów, instynktownie strzyże wciąż za nowymi możliwościami; lub przynajmniej za zajmującymi kaprysami.

0
Pozostało PP
wand
0
Pozostało PM
13
13
0
OPCM
Uroki
Czarna magia
20
0
0
Transmutacja
Magia lecznicza
Eliksiry
11
6
5
Siła
Wytrzymałość
Szybkość
Ścieżka III — Opieka nad magicznymi stworzeniami
Hodowla magicznych stworzeń
Wiedza i zrozumienie magicznych stworzeń
Tropienie i śledzenie
Ścieżka IX — Mugoloznawstwo
Historia i kultura mugoli
Mugolska broń
Ścieżka XI — Ekonomia i handel
Rozpoznawanie wartości przedmiotów dotyczących profesji postaci
Ścieżka XII — Przestępczość
Fałszerstwo i manipulacja dowodami
Przemyt i czarny rynek
Ścieżka XIII — Szpiegostwo
Fałszerstwo i manipulacja dokumentami
Ścieżka XV — Przetrwanie
Łowiectwo i polowanie
Ścieżka XVIII — Sport
jazda konna
Ścieżka XIX — Technika i rzemiosło
garbarstwo
tresura zwierząt udomowionych
Ścieżka XXI — Magiczna umiejętność
Animagia

drzewko

Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
08-01-2026, 18:58

Witamy na forum Serpens!

Mistrz Gry utworzył dla Ciebie osobisty dział, w którym została umieszczona Twoja skrytka bankowa. Udaj się do niego i opublikuj temat z sowią pocztą oraz umieść tam swój prywatny kuferek. Na start otrzymujesz też od nas skromny prezent – znajdziesz go w swoim ekwipunku.

Możesz już rozpocząć zabawę na forum! Zachęcamy, abyś sprawdził, co Ci się przyśniło, rozeznał się w aktualnych wydarzeniach oraz spytał, kto zaczyna.

Odtąd Twoje słowa, decyzje i sojusze mają znaczenie. Uważaj, komu zaufasz — wężowe języki są zdradliwe. Dobrej zabawy!

Karta zaakceptowana przez: Vincent Rineheart

    Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
15-01-2026, 00:29

Sawyer Whitfield

Ekwipunek

pozostałe przedmioty spoza automatycznego ekwipunku

darmowa sowa pocztowa

Historia rozwoju

[25.07.2025] zatwierdzenie karty postaci, +1 [Wytrzymałość]
    Odpowiedz
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 02-02-2026, 10:48 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.