• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Rozgrywka > Mgły czasu > Izba Pamięci > 22.09.1959 r. - Just take a walk down Lonely Street
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
13-01-2026, 10:34
Axel Devereaux x Gabriel Holloway, Londyn, Soho 1959 r.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
13-01-2026, 11:06
Powoli zapadała noc, kiedyś wyjątkowa i magiczna, dziś już tylko nieliczni o tym pamiętali. Wrześniowy wieczor przynosił ze soba zapach jesieni, lato konało w objęciach czerwonego słońca znikającego za czarnymi bryłami budynków pochylających się nad chłodnymi wodami Tamizy. Kiedy uczciwi zasypiali, podziemie się budziło. Echa muzyki i dobrej zabawy roznosiły się po ulicach śniącego Londynu, prowadząc nocnych marków wprost w objęcia Soho, które nigdy nie zasypiało.
W ciasnej garderobie panował tłok, zapach perfum mieszał się ze słodkawą wonią pudru, alkoholu i narkotyków. Skupiona atmosfera powoli rozpraszała się, główne show właśnie się skończyło. Teraz przyszedł czas na rozluźnienie atmosfery, wyjście na bar i pomniejsze lady, gdzie goście lokalu mogli dalej bawić się, cieszyć oko obserwując zmysłowy taniec. Barmani urobieni po pachy nie wyrabiali z produkcją drinków, a kelnerki i kelnerzy przepychali się wśród przerzedzającego się tłumu. Po koncercie większość uciekała na zewnątrz, by zapalić i zaczerpnąć powietrza.
Pośród tego całego zgiełku przemykał się również Axel, który dopiero co zbiegł ze sceny, przebierał się po raz któryś tego wieczora. Poprawiając brokatowe smugi na twarzy przyglądał się przez chwilę swojemu odbiciu w lustrze. Wyglądał świetnie i czuł się świetnie. Trening w teatrze dawał widoczne efekty, jego mięśnie stały się wyraźniejsze a ciało zyskało gibkości. Co prawda więcej wydawał pieniędzy na jedzenie, ale jeśli miała być to inwestycja w wyrwanie się stad, była jak najbardziej zasadna.
- Słonko! Nie zapomnij o olejku! Wychodzicie za dwie minuty! - Ktoś go szturchnął przechodząc obok, ponaglając do przyspieszenia przygotowań i tak na jednym tchu dokończył poprawianie makijażu podkreślając barwę swoich oczu i roztarł na piersi i barkach pachnący migdałami olejek, który sprawił, że jego ciało nabrało blasku i każdy mięsień był widoczny.
No to czas zarobić solidny napiwek, z tą myślą Axel dołączył do grupki tancerzy i tancerek, którzy po chwili rozproszyli się po wszelkich zakamarkach lokalu. Axel rozglądał się uważnie, wyławiając w tłumie twarze i poszukując kogoś, kogo mógłby tego wieczoru obrać sobie za cel, a zwłaszcza jego portfel. Po kilku wspiął się na jeden ze stolików, który był osadzony wokół solidnej rury kończącej się w suficie. Sięgając do kieszeni po odrobine talku chwycił się metalowej nawierzchni i wydźwignął ponad głowy siedzących. Muzyka stała się głośniejsza, w całym lokalu ludzie zaczęli tańczyć, rozmawiać a raczej przekrzykiwać się i obserwować tancerzy, którzy wykonywali na swoich stanowiskach przeróżne akrobacje i wygibasy.
Muzyka była przyjemna, odrobine zmysłowa, dzięki czemu Axel bardzo szybko pochwycił odpowiedni rytm w swoim tańcu, hipnotyzując okolicznych gapiów swoim pokazem. Jego ruchy były powłóczyste i subtelne, wyglądał jakby płynął w powietrzu. Jego wzrok przemykał po obserwatorkach sprawiając, że dreszcz ekscytacji przebiegał po plecach każdego, kto złapał z nim kontakt wzrokowy. Kilka dłoni uniosło się niedługo później ze zwitkiem pieniędzy w jego kierunku, a on zgrabnie zagarniał swoją wypłatę chowając ja w ukrytej kieszeni pasa luźnych spodni zaciskającego się pod pępkiem.
Po pewnym czasie uwagę tancerza skradła pewna postać, mężczyzny o blond włosach i tak specyficznej twarzy, że mógłby dać sobie uciąć rękę, że skądś te rysy były mu znajome. Lecz przy tym ciężkim od dymu papierosów i nie tylko powietrzu o zawrót głowy było bardzo łatwo. Mogło mu się zdawać, a mogla to być jego wyobraźnia. Zaintrygowany postanowił zrobić sobie krótka przerwę spływając na wolny, wysoki stołek tuż obok Gabriela.
- Mam wrażenie, że widzę cię tutaj pierwszy raz. - Tancerz brzmiał nietypowo, jego akcent zaciągał inaczej niż Brytyjczycy mieli w zwyczaju. Przeciągał słowa i "r" wibrowało w jego gardle.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Gabriel Holloway
Czarodzieje
miłośnik rzeczy niewłasnych
Wiek
37
Zawód
jubiler, twórca wzorów, złodziej
Genetyka
Czystość krwi
potomek wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
3
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
11
12
Brak karty postaci
13-01-2026, 15:29
Londyn — powiew wolności i świeżości. Niewielu zgodziłoby się z tym stwierdzeniem, biorąc pod uwagę ciężar tutejszego smogu, zdolnego zapychać płuca szybciej, niż fastfoody żyły. Dla Gabriela był to istny raj, który śmiało eksplorował, zawsze głodny nowości, doświadczeń oraz ludzi. Dziś wcale nie było inaczej. Swoje obecne stałe lokum miał w zupełnie innym miejscu, niż Soho, a stan upojenia alkoholowego wyraźnie wskazywał na to, że pokonanie tej odległości jednym skokiem teleportacyjnym może skończyć się tragicznie. Snuł się więc po malowniczej dzielnicy, początkowo z zamiarem lekkiego przetrzeźwienia, lecz kiedy zaglądał do kolejnych lokali i wychylał podsuwane sobie kieliszki, plan powrotu do domu coraz to bardziej rozmywał się w otchłani świadomości.
Siedział przy barze, okręcając się na hokerze do rytmu dudniącej głośno piosenki. Długie, szczupłe palce, upstrzone pierścieniami bębniły o blat, wystukując własne wariacje, a błękitne spojrzenie przesuwało się za barmanką, która co rusz zerkała w jego kierunku, z jednej minuty na drugą, coraz bardziej oblewając się rumieńcem. Gabriel nie robił jej na złość, nie próbował rozpraszać, a zwyczajnie posyłał uśmiechy. Może i skutkowały plątaniem kobiecych nóg, potknięciami i myleniem butelek, ale to przecież nie jego wina, że zwyczajnie starał się umilić jej wieczór. Pięknych pań było w lokalu wiele, ale nie oburzył się, kiedy wolne miejsce zajął tancerz. Zauważył go już wcześniej, kiedy z zadziwiającą gracją wspinał się po rurze, wykonując akrobacje niemal przeczące grawitacji. Niemal, bo Holloway zawsze był pod wrażeniem możliwości gibkich ciał i wprost uwielbiał je podziwiać. Napięte mięśnie, wygięte w łuk, najlepiej drżące z przyjemności, jaką sam im sprawiał. Dźwięczne głoski przypominały akcent, z jakim spotykał się we Francji, co momentalnie wyczuł, mając bardzo świeżą możliwość porównania.
Holloway okręcił się na krześle, siadając na wprost rozmówcy, by móc się mu lepiej przyjrzeć. Jego rysy wydawały się jakieś znajome, lecz mocny makijaż w połączeniu z mnogością twarzy, jakie zgromadził w umyśle przez te wszystkie lata, czynił rozpoznanie niemal niemożliwym. Poświęcił chwilę, by bezwstydnie omieść wzrokiem nagi, błyszczący od brokatu i olejków tors. Kiedyś mówił w żartach, że pamięć do nazwisk oraz twarzy miał przeciętną, ale z powodzeniem radził sobie dopasowywaniem biustu, czy pośladków. W tym konkretnym przypadku nadal musiał mierzyć się z tajemnicą.
— A chciałbyś częściej? — spytał, także traktując nieznajomego obcym akcentem, znacznie twardszym, niż te o brytyjskich korzeniach. Potrafił imitować inne, wykorzystywać melodie zasłyszanych słów, ale tu nie widział powodu, by się przesadnie ukrywać z amerykańskim pochodzeniem. W miejscu takie, jak to, musiało się przewijać wielu ludzi, stanowiąc istną mieszankę.  — To się da załatwić, bo widzisz… jestem dość prostym człowiekiem, przemawia do mnie język korzyści, a pierwsza z nich właśnie się zjawiła. — Osadził na nim sugestywne spojrzenie, uśmiechając się szerzej. — Czego się napijesz? — Wskazał otwartą dłonią na bar i pyszniące się na półkach alkohole. W kieszeni wciąż miał trochę skradzionych monet i banknotów, których nie obawiał się pozbyć. Problem wiązania jednego końca z drugim go nie dotyczył, bo od zawsze zgrabnie prześlizgiwał się między finansowymi trudnościami. Jeśli czegoś potrzebował — kradł. Jeśli koniecznie musiał zapłacić — kradł pieniądze. Nawet teraz był wystrojony musztardową marynarkę, zdobytą na wystawie londyńskiego sklepu. Spod jej połów wystawał materiał granatowej koszuli i luźno związanej na szyi apaszki, także skradzionej jednej z kochanek. Czuł się panem swego życia, pozbawiony ograniczeń i nakazów, gotowy przychylić nieba swemu nowemu towarzyszowi.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
13-01-2026, 22:41
Londyn był całkowicie inny od Paryża. I trudno było oba miasta do siebie porównywać, chociaż pod wzgledem kultury i sztuki Axel zawsze będzie bronił Paryża. Jednak wiedział, że nie wróci tam, na pewno nie w tym dziesięcioleciu, nie odważy się postawić stopy na paryskich ulicach, póki nie zapomni i nie stanie się kimś innym. Za to Londyn otwierał przed nim swoje wrota, nauczył się już tego miasta wystarczajaco dobrze, poznał jego tajemnice, ukryte miejsca i wniknął w nie nasiąkając tutejsza atmosferą. Chociaż wciąż brzmiał jak obcy, to miejsce było tak różnorodne, a Soho było istnym wulkanem osobliwości, że bardzo szybko przestał się przejmować swoim pochodzeniem. Pochodzeniem, które w pewnym względzie mu pomagało, przynajmniej w takich miejscach jak ten lokal. Był swego rodzaju maskotką, pozwalano mu na swobodę, na wybieranie klientów i raczenie się alkoholem aż nie stracił przytomności. A wszystko to dlatego, że przynosił zyski, czarował klientów, którzy wracali, często dla niego, ale przy okazji pozostawiali tutaj masę galeonów. I nikogo nie obchodziło to, czy były to uczciwie zarobione, czy ukradzione m pieniądze.
I tak właśnie jego uwagę dzisiejszego wieczora przykuła nowa twarz, której spojrzenie wodziło po obecnych w lokalu od klientów, przez kelnerki po tancerzy. Może nie byłoby to w żaden sposób osobliwe, gdyby nie to, że Axel zauważył, że kontakt wzrokowy z nieznajomym powodował niewielkie potknięcia i zakłopotanie w obsłudze, która widziała w życiu już bardzo wiele. Francuz uznał, że ma szansę, gdy i on został otaksowany od stop do głów, a jego wyeksponowany tors przyciągał wzrok. Takie spojrzenie zwiastowało zainteresowanie, a to naturalnie wskazywało na zysk. A czas mial pokazać, czy to będzie zadowalający zysk.
Nie skupiali się za długo nad tym, czy ich znajome rysy pasują do kogokolwiek, kto zatonął już dawno w głębinach pamięci. Za krotko się znali, widzieli się raptem kilka razy i nie spędzili zbyt wiele czasu razem. Axel mial na sobie makijaż, dość mocny, na tyle wyrazisty, że mógł łatwo zwieść. Tylko jego zimne w barwie oczy były charakterystyczne, które teraz lekko przymrużył zalotnie.
- Mmmmhm.... - Mruknął powoli kiwając głową. Jego sporzenie zawisło na Gabrielu a ciało tancerza poruszało się powoli, nie pozwalając sobie na statyczność. Była to swego rodzaju hipnoza, tak jakby chciał otoczyć swoją osobą swego rozmówcę i skupić tylko na sobie jego uwagę. Specyficzny akcent Amerykanina nie uszedł uwadze tancerza, który zaraz w głowie przetasował przeróżne opcje, kimże mógłby być ten intrygujący osobnik. - Intrygujesz mnie. Jak ci na imię? - Axel pozwolił sobie zbliżyć się do Gabriela i jego dłoń powędrowała do jego mostka opierając na nim smukle palce. Po chwili owinął kilka palców w materiał apaszki delikatnie przyciągając do siebie Amerykanina.
Axel przekrzywił głowę, Gabriel nie cackał się i przechodził od razu do rzeczy. To wywołało na ustach tancerza zadowolony uśmiech i skłoniło do skrócenia dystansu jeszcze bardziej.
- Oh... interesujące, milo być docenionym. - Uśmiechnął się kokieteryjnie obniżając głos do miłych dla ucha wibracji i zaraz zerknął w stronę baru, gdzie Garbierl zaprezentował mu możliwość wyboru drinka. - Hmm... Gin z tonikiem brzmi pysznie. - Był to dość prosty wybór, ale na pewno zapowiadający to, że tancerz mial mocna głowę i wiedział, do czego zacząć wieczorne upajanie się alkoholem. A ty co wybierasz, złotko? - Oblizał usta, czując pragnienie, które nie tyczyło się jedynie alkoholu. Spojrzenie Gabriela, które w pewien sposób podziwiało i adorowało jego osobę wywoływało pragnienie, dreszczyk emocji, który wyczekiwał w napięciu nadchodzących gestów ze strony mężczyzny. Nie chodziło przecież tylko o pieniądze, ale i o rozrywkę i nowe przygody. Axel spotykał wiele ludzi z różnych stron świata i każde z tych osobowości było ciekawą przygodą.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Gabriel Holloway
Czarodzieje
miłośnik rzeczy niewłasnych
Wiek
37
Zawód
jubiler, twórca wzorów, złodziej
Genetyka
Czystość krwi
potomek wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
3
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
11
12
Brak karty postaci
14-01-2026, 11:30
Przebiegł go lekki, przyjemny dreszcz, kiedy obca dłoń sięgnęła odsłoniętej skóry. Gabriel miał śmiałość we krwi, nie byłby sobą, gdyby zdecydował się na dystans. Nachylił się posłusznie, pociągnięty za chustę i przestawił nogę na hoker Axela, kolanem dotykając jego uda. Subtelny gest mógłby zostać uznany za przypadkowy, lecz Holloway nie lubił zbyt wiele zostawiać w dowolności losu. Jeśli mógł coś kontrolować, brał to w panowanie, pozwalając, by nonszalancka poza robiła swoje.
— Billy — przedstawił się bez zawahania, z łatwością wybierając jedno z imion, jakimi lubił się posługiwać. Miał ich na pęczki, całe historie powtarzane dziesiątki razy, niewinne bajki, które opowiadał każdemu, kto chciał słuchać, dorzucając parę faktów dla ich uwiarygodnienia. — A tobie? — W takich miejscach nie oczekiwał szczerości, która była miłym, acz zbędnym elementem.
Kokieteryjny tembr zadziałał i obaj już wiedzieli, że podejmują się gry, której zasady były im dobrze znane. Złotko było tanim, acz działającym w przypadku Gabriela chwytem, za którym zamierzał pójść bez ociągania. Nie oparł się też przyciąganiu wysuniętego języka, jaki przykuł uwagę na krótki moment, zmuszając kąciki ust do mocniejszego uniesienia w szerokim uśmiechu. Chętnie prawił komplementy, dbając o dobry humor rozmówców. Wiedział, że może się to opłacić, lecz czas miał pokazać, jak bardzo.
Skinął wolną ręką na barmankę, która prędko zjawiła się przed nimi, tym mocniej oblewając się rumieńcem, kiedy jej wzrok spoczął na Gabrielu, skutecznie ignorując obecność Francuza. Do momentu aż potomek wil nie wskazał na niego głową.
— Gin z tonikiem dla mojego towarzysza, a dla mnie dolewkę ognistej. — Podsunął stojącą przed sobą pustą już szklankę. Mocny alkohol szumiał w głowie, nawet jeśli sączył go powoli, nie chcąc urywać sobie filmu zbyt wcześnie. Barmanka o płomiennorudych włosach przez moment zdawała się być zbita z tropu, przeskakując wzrokiem między klientem a współpracownikiem, by wreszcie skinąć głową i zabrać się za realizację zamówienia. Holloway nie poświęcał jej już więcej uwagi, tylko powrócił błękitem spojrzenia do tego, który nie musiał o nią walczyć. — Widziałem cię na scenie, obłędnie się ruszasz. Jestem ciekaw, z czym jeszcze radzisz sobie tak płynnie. — Jasna brew powędrowała do góry, jakby rzucając wyzwanie. Nie miał na myśli niczego konkretnego, lubił być zaskakiwany, a jakiś cichy głos z tyłu głowy podpowiadał, że siedzący przed nim jegomość skrywa całe naręcze ciekawych umiejętności. — Żonglerka, origami, a może językiem zwijasz supeł z szypułek wiśni?
Czy miał zaraz paść ofiarą wstrętnego naciągactwa? Czy obudzi się w ciemnym zaułku pozbawiony kosztowności? Tak, musiałby je przy sobie mieć, tak jak musiałby być doń przywiązany. Duma bolałaby najbardziej, ale czy to pierwszy raz, kiedy znalazłby się w podbramkowej sytuacji? Niejednokrotnie miał okazję się z nich wykręcać, odnajdując drogę wygodnej ucieczki, tym razem też by sobie poradził, ale po co z góry zakładać czarny scenariusz?
— To dla was — odezwała się rudowłosa czarownica, wracając do nich z uzupełnionymi szklankami. Gabriel sięgnął do kieszeni spodni i wydostał zeń kilka monet, które ułożył na ladzie, nie przejmując się, że nominał przekraczał wartość napojów.
— Dzięki, nie odchodź za daleko — rzucił przelotnie, puszczając kobiecie oczko. Należało dbać o odpowiednie nawodnienie, a utrzymywanie dobrych kontaktów z polewającym alkohol, to kluczowa sprawa. Bez żalu wrócił wzrokiem do tancerza, unosząc swoją whisky. — Za ciekawy wieczór. — Bo każdemu szczęściu warto trochę dopomóc. Pociągnął łyk, pozwalając, by palący przełyk trunek dalej go rozgrzewał. Nie, żeby potrzebował dodatkowych czynników podnoszących temperaturę ciała, wszak na wyciągnięcie ręki miał chętnego pomocnika, ale skoro już wiedział, że powrót do domu o rozsądnej godzinie przepadł wśród odległych marzeń, nie pozostało nic innego, jak dać się ponieść. Najlepiej gdzieś na zaplecze w towarzystwie przystojnego tancerza, ale na to mógł jeszcze chwilę poczekać.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
14-01-2026, 13:45
Pierwsze tygodnie w Soho były wyzwaniem. Przekraczanie barier, wyzwalanie się i działanie w odpowiedzi, sięgając przez granice przestrzeni osobistej stanowiło dla Axela ciężkie zadanie. Niegdyś nawykły do tego, że był panem swojego ja, stając się bezimiennym wyrzutkiem dla przetrwania poświęcił wiele. Z czasem jednak odnajdując w tym dreszczyk emocji, fale przyjemności i iskrę satysfakcji. Uwodzić nie każdy umiał, a on jako Francuz z krwi i kości mial to wpisane w geny. Nauki matki na temat subtelnego uwodzenia nie poszły w las i dzięki temu Axel bardzo szybko pojął mechanizmy działające w takich miejscach. Nie musiał się wiele wysilać, alkohol, narkotyki i atmosfera pomagały zachęcać do bliskości.
Wyczuwając reakcję ze strony nieznajomego na ustach Axela pojawił się chytry uśmiech. Lubił w drobnych gestach wprawiać innych w ten specyficzny dreszcz. Wtedy spojrzenie ciemniało, źrenice się rozszerzały a ciało stawało się cieplejsze i chętniejsze do bliskości.
W odpowiedzi na jego dotyk Gabriel rownież skrócił dystans, Axel nie mial zamiaru tego ignorować i kiedy poczuł na swoim udzie kolano Gabriela przesunął się zgrabnie ze swojego siedziska na jego udo. Był lekki, a potrafiąc kontrolować mięśnie i ciało, tym bardziej nie obciążał zanadto opacia stworzonego przez nieznajomego.
- Billy... - Mruknął ważąc w słowach to imię, które miało ogromne szanse być jedynie iluzją specjalnie ubraną na tą chwilę. Axel przekrzywił głowę z zaciekawieniem, ten specyficzny akcent i to imię, które raczej rzadko się słyszało na wyspach. - Hmm... brzmi amerykańsko i ty również mój drogi. Trafiłem? - Uśmiechnął się nie ukrywając pewności siebie, bo on już swoje wiedział. Większość Williamów na wyspach raczej Will albo Liam, chociaż i taki Billy tez się znajdzie.
- Félix. - Odparł wybrzmiewając w swoim francuskim akcencie, z dźwięcznym "e" i naciskiem na "x". Był już wieloma innymi osobami, o imionach tak fantazyjnych, że łamano sobie na nich języki. Ale dziś był Felixem, zwinnym tancerzem o zalotnym spojrzeniu i chętnym ciele. Oczywiście nie za darmo, ale jeśli dobrze potraktowany, potrafił się bardzo dobrze odwdzięczyć.
W czasie, kiedy Gabriel zajął się zamawianiem alkoholu i czarowniem barmanki, Axel postanowił objąć szczupłym ramieniem jego bark, a dłoń powędrowała do srebrzysto - blond włosów, które wyrwały mu się w tej chwili takie fascynujące. Rzucił w międzyczasie przeciągle spojrzenie barmance, doskonale wiedział, że oboje mogli nieźle dziś zarobić. O ile fortuna im dziś sprzyjała.
Gabriel vel Billy powrócił do niego uwaga racząc Axela a raczej Feliksa kolejnym komplementem. Tancerz oparł dłoń na własnym barku z rozanielonym uśmiechem i potem przeciągnął się jak kot prezentując swoje walory. Ciało Axela pachniało słodko, zachęcająco i zmysłowo.
- Obłędnie... lubię twoje komplementy. To miłe. - Uśmiechnął się wyraźnie ukontentowany. Następne pytanie o kolejne umiejętności sprawiły, że Francuz uniósł lekko brwi i prychnął z rozbawieniem. - Phi... nie jestem cyrkowcem, by bawić się w takie tanie sztuczki. Potrafię o wiele więcej, co mogę udowodnić. - O ile dobrze zapłacisz, zawisło nieodpowiedziane, acz oczywiste pomiędzy nimi. A skoro Gabriel już płacił za drinki, to pewnie będzie skory zapłacić za cos lepszego. -Jesteś ciekawy?
Gdyby Axel usłyszał myśli Gabriela, bardzo możliwe, ze obraziłby się i zniknął szybciej niż się pojawił. Na szczęście dla powodzenia tego wieczoru nie mial w zwyczaju grzebać w umysłach swoich klientów. Z drugiej strony, to nawet i lepiej, mniej problemów. Natomiast zaplecze mieli odpowiednie, a sam Axel nie mial nic przeciwko, aby zmienić miejsce, bo juz nic poza zarobkiem do własnej kieszeni nie trzymało.
Axel dyskretnie rzucił okiem na zapłatę, która Gabriel przekazał rudej i uśmiechnął się. Gościu mial gest i dawał napiwki, bardzo dobrze. Dziewczyna była równie zadowolona i jak na razie było jeden do zera dla niej w tym wyścigu. Axel sięgnął po kieliszek z ginem wolna ręką, zapach alkoholu sprawiał przyjemność i tez w tej chwili dotarło do niego, jak bardzo jest spragniony po tych wygibasach na rurze.
- Mhm. Za ciekawy wieczor pełen przygód - Axel przystał na toast Billego popijając niezbyt łapczywie gin, wolał być w miarę trzeźwy jak najdłużej, zwłaszcza że cala ta przygoda mogla się potoczyć w różnych kierunkach i nie wiedział, czego może od niego oczekiwać przystojny nieznajomy. Tancerz nie wykazywał się żadnymi oporami, a bliskość drugiego mężczyzny widocznie mu pasowała, skoro nie rozglądał się za kobietami, które wyglądały na majętne i zdesperowane.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Gabriel Holloway
Czarodzieje
miłośnik rzeczy niewłasnych
Wiek
37
Zawód
jubiler, twórca wzorów, złodziej
Genetyka
Czystość krwi
potomek wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
3
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
11
12
Brak karty postaci
23-01-2026, 11:01
Kiedy tylko Félix przeniósł na niego ciężar ciała, jego dłoń powędrowała do pasa tancerza w odruchu zabezpieczającym go przed upadkiem — a może czysto przezornie, by zbyt szybko nie zmienił zdania? Wdzięczył się przy nim bez żadnego skrępowania, czego Billy nie zamierzał przerywać. Wyuczonym gestem bezpieczeństwa przesunął niby-niedbałym wzrokiem po okolicy, sprawdzając, czy ktokolwiek im się przygląda, czy chociażby zerka z ukrycia. Wiedział, że w lokalach dla niemagów dochodziło do regularnych nalotów, lecz choć w Anglii panował absolutny zakaz sodomii, to Soho stanowiło wpół bezpieczną przystań dla samych zainteresowanych. O tym barze słyszał pokątnie od znajomych, którzy przy opuszczaniu alkowy tęsknym głosem podsuwali adres, prosząc, by tam się odnaleźli. Dziś szczęśliwie nie widział żadnej z tych twarzy, gotowej posłać mu zazdrosne spojrzenie. Z zadowoleniem mógł wrócić do słodkiego zapachu, jaki uderzał go właśnie ze zdwojoną siłą.
— Widzę, że masz wielu światowych znajomych, Félixie — niejako potwierdził swoje pochodzenie, jak i pochwalił spostrzegawczość młodego mężczyzny. Skąd wyciągnął ten wniosek? Znajomość językowa, czy ciężej stawiane głoski? W to już nie zamierzał wnikać, zsuwając szczegół na dalszy plan.
Wplątana między włosy dłoń rozproszyła na krótką chwilę i Gabriel nie był w stanie powstrzymać mimowolnie wstrzymanego w piersi powietrza. To kolejny dreszcz w wyniku śmiałego dotyku, pod którym chciał się momentalnie rozpłynąć. Podobała mu się bezpośredniość tancerza, sprawiającego wrażenie, że to miejsce, jak i ciało Hollowaya należą do niego. Miła, intrygująca odskocznia, pobudzająca wyobraźnię, stanowiąca przeciwieństwo faktu, że dotąd to on zwykł dyktować warunki.
— Jestem ciekaw, zwłaszcza tych mało oczywistych talentów — to akurat przyznał w pełni szczerze. Jego taniec był hipnotyczny i wprawiający w zachwyt, ale to oczywistość, którą częstował wszystkich tutejszych gości. Wolał coś, co nie było ot tak dostępne dla pierwszego z brzegu klienta, który potrząśnie sakiewką.
Pociągnął łyk whisky, a palący trunek rozlał się po przełyku. Holloway oczekiwań nie miał już na tę noc żadnych. Pierwszym planem było przetrzeźwienie, by móc wrócić do domu w jednym kawałku, ale skoro ten ewidentnie nie wypalił, pozostawał otwarty na wszelkie oferty pokazów, czy wspólnych przygód, szczególnie chętny na te drugie. Odstawił szklankę na blat i ujął szczękę bruneta, delikatnym gestem odwracając ją tak, by mógł przyjrzeć się jego profilowi, a raczej tańczącym na twarzy cieniom. Zadarł lekko jego brodę ku górze, przesuwając opuszkami palców wzdłuż szyi, wyniosłości krtaniowej i w dół do obojczyków. Olejek zmieszany na jego skórze wraz z potem pozostawiał na palcach subtelną wilgoć, nasuwającą na myśl pytanie, jak może smakować.
— Odnoszę nieodparte wrażenie, że mieliśmy się już okazję spotkać — wyznał, bo z każdą chwilą jego pamięć coraz mocniej się gimnastykowała, podsuwając kolejne obrazy twarzy i sylwetek, jakie spotkał na swojej drodze. Kusząco niski głos plątał się z dźwiękami muzyki, nie przynosząc, póki co nikogo konkretnego. Miał poczucie, że ktoś umykał mu stale, majacząc się z tyłu głowy, jakby celowo odciągając go od wychwycenia szczegółów. — Zaspokój moją ciekawość i pochwal się. Najlepiej tym, co sam lubisz. — Robić, pokazywać, doświadczać — to już sprawa drugorzędna. Czy dostawał w swej karierze wiele takich próśb? Czy godził się na nie, odpowiadając szczerze, a może częstował klientów tym, co było dla niego wygodne, dając wyłącznie ułudę spełnianego życzenia? — Lubisz się zamieniać miejscami i pozwalać innym tańczyć pod swoje dyktando? — Dłoń zsunęła się niżej po klatce piersiowej i palce zatoczyły krąg wokół pępka. Wzrok zaś oderwał się od męskiego profilu, a w myślach brutalnie zakończyła się próba przeszukiwania pamięci. Z przymkniętymi powiekami poddał się wreszcie prostemu pragnieniu i policzek przylgnął do nagiej klatki. Oddech spomiędzy rozchylonych warg owiał ją ciepłem i koniuszkiem języka posmakował słonej skóry, śmiało, acz niespiesznie przesuwając się w kierunku sutka. Stanowczo nie był zdesperowany, nie trzeba też być geniuszem spostrzegawczości, by mieć pewność, że jeśli nie Félix, potomek wili mógłby zwrócić się do dowolnej innej osoby w barze. Ale ten podjął się przejęcia jego uwagi, pytanie tylko, na jak długo ją utrzyma?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
26-01-2026, 23:43
Dotyk obcych dłoni przestał stanowić dla Axela problem. Niegdyś nie znosił dotyku, o który nie prosił, na który się nie godził i który po prostu łamał jego granice osobiste. Tych kilka lat w Soho sprawiło, że musiał się z tym pogodzić, a z czasem po prostu znajdował w tym przyjemność. Tak jak teraz gest Billego był tak naturalny, że Felixa przeszły ciarki ekscytacji. To dawało mu w pewnym zakresie pewność, że nie trafił na kogoś niepokojącego, po takich gestach można było odczytać ludzi i ich intencje. A w tej chwili to Felix narzucał swoja bliskość na która ten ciekawy mężczyzna odpowiadał i ani nie przereagowywał, ani nie odtrącał go.
Mając stabilne oparcie Felix mógł skupić się na swoim towarzyszu i skupianiu na sobie jego uwagi. Stanowiąc raczej przyjemny ciężar owiewał Billego swoim zapachem i przyjemna obecnością atrakcyjnego ciała. Zerknął ukradkiem, dostrzegając wędrówkę spojrzenia jego towarzysza po okolicy. To był częsty gest ludzi, którzy znajdowali sobie towarzystwo w takich miejscach, upewniali się, ze nikt znajomy ich nie zauważy.
- Londyn czasem wydaje mi się być wielkim kotłem tak wielu osobowości, że czasem można się zgubić, która z nich to ta tutejsza. - Uśmiechnął się czując w glosie Billego komplement, który oczywiście mu się podobał i póki był raczony miłymi słowami, był tym bardziej chętny do bliskości.
Axel lekko zmrużył oczy, widząc reakcje Billego na jego dotyk. Nie zabrał dłoni, a wręcz przeciwnie, wtopił palce miedzy jasne kosmyki pozwalając sobie na więcej. Muskał jego włosy, które przyciągały jego uwagę, jasne pasma zawsze mu się podobały i lubił je zawijać wokół palców. Delikatnie zaczął muskać palcami bok głowy Billego i śmielej bawić się jego włosami.
- Nie mam powodu odmawiać ci ich doświadczenia. - Chłopak przekrzywił głowę przymykając oczy, Axel nie tylko czuł okazje na zarobek, ale cos go przyciągało do tego czarodzieja. Chciał spędzić z nim ten wieczór, coraz bardziej chciał. - Dopijmy drinki i chodźmy... - Axel przekalkulował szybko w głowie, czy warto jest iść do jakiegoś pokoju przygotowanego na takie okazje tutaj, czy jednak przenieść się w bardziej komfortowe miejsce. - do mnie.
Trzymając w dłoni kieliszek z ginem Axel obserwował jak jego towarzysz smakuje whisky, obserwując jego szyje z zainteresowaniem. Axel lubił ten widok, jak pracują mięśnie i Jabłko Adama przemyka pod skórą. Dłoń Billego po chwili sięga do jego podrobodka, na co Felix się nie cofa, a wręcz pozwala mu na ten gest i pozwala prowadzić swoje ciało. Czuje na sobie uważne spojrzenie, wędrówkę spojrzenia po jego czole, zarysie nosa, ustach, brodzie i kończąc na szyi. Axel przymyka oczy opierając ciężar głowy na palcach Billego, dając mu w ten sposób znać, że tancerz przyzwala n jego gesty.
- Hmm... - Axel mruczy przeciągle z zastanowieniem w glosie. Trzymając go za szczękę Billy może bez trudu wyczuć wibracje powodowane głosem tancerza. - Może, a może nie. Myślę, że możemy o tym pomyśleć później. - Axel spojrzał na Billego odrobine uważniej i jego również nawiedziło to dziwne przeświadczenie, że ta twarz i to spojrzenie nie jest mu obce. Ale nie potrafił w tej chwili dopasować tego do okoliczności i imienia.
- Jesteś na tyle odważny, aby pozwolić mi na to? - Zagadnął spoglądając Amerykaninowi w oczy wyczekująco. Skoro tak bardzo chciał zaspokoić swoja ciekawość, to Axel był ciekaw, jak daleko były przesunięte jego granice. - Pokażę ci, co lubię i jestem pewny, że i ty to też polubisz. - Chłopak uśmiechnął się a dreszcz przeszył jego ciało, kiedy Billy postanowił skupić się na jego ciele i rozpocząć wędrówkę palców po nagim torsie tancerza. Wychwycił, że jego dłoń zawędrowała nisko i nie bał się, że odnajdzie skrytkę na monety, chociaż pozostał czujny.
W tej chwili Axel również przestał myśleć o tym, czy może rzeczywiście się znają, nadchodzące bodźce sprawiły, że jego serce zabiło mocniej pod klatka żeber a oddech stał się płytszy. Dotyk sprawiał, że jego ciało reagowało, na policzkach pojawił się rumieniec, a chłodne oczy rozpalały się intensywnie.
Billy zbliżył się do jego ciała twarzą, policzek blondyna oparł się poniżej linii obojczyków, a ciepły oddech owiał spoconą skórę tancerza pachnąca migdałami. Axel zadrżał w jego objęciach, a dotyk języka w pobliżu sutka sprawił, że z gardła tancerza wydobył się przeciągły pomruk. Ciało chłopaka wyprężyło się zachęcająco, w odpowiedzi na gesty Amerykanina. Po chwili Felix ujął w palce twarz Billego i wymruczał mu do ucha.
- Chodź, znam przyjemniejsze miejsce. - Wsunął palce w dłoń mężczyzny, która opierała się na jego brzuchu i wymknął się z jego objęć z niesamowita gracją i zwinnością.
Lekkie szarpniecie było zachęta, by Billy podążył za Axelem wprost w labirynt korytarzy i przejść, schodów i drzwi. Aż w końcu trafili na najwyższa kondygnacje jednej z sąsiadujących kamienic, gdzie na strychu znajdował się średniej wielkości pokoik, który przywodził na myśl miejsce wręcz idealne dla kogoś takiego jak Felix. Przepych kolorów, zapach perfum i kadzideł, dość duże łóżko zasnute miękkimi materiałami i poduszkami, a obok niego duże lustro na którym wisiały elementy strojów scenicznych. Przytłumione światło dodawało temu miejscu dodatkowego klimatu. Felix pchnął drzwi, które zatrzasnely się a on skrócił dystans, przyciągając do siebie Billego.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 02-02-2026, 10:43 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.