• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Walia > Cardiff > Tawerna "Pod Mewą i Księżycem" > Stoliki pod oknami
Stoliki pod oknami
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
22-06-2025, 22:00

Stoliki pod oknami
Pod oknami stoją niewielkie stoliki. Każdy inny, każdy stary, każdy kołysze się na swoich nierównych nogach. Krzesła też są nie do pary, ale przynajmniej chwieją się w podobnym rytmie. Blaty są lepkie od rozlanych drinków, a brzeg przy ścianie zawsze zimny. Widok na ulicę słaby — szyby są przybrudzone, często zaparowane. Siadają tu ci, co chcą patrzeć, jak ktoś wchodzi. Albo jak i z kim wychodzi — czasem w drzwiach widać parę, czasem samotnego faceta z gazetą albo kawałkiem gulaszu między zębami, czasem zaś kogoś z walizką, kogoś tymczasowego, kto jeszcze się na coś w życiu łudzi. Stąd wszystko widać i dobrze słychać — być może lepiej, niż niektórzy by sobie tego życzyli.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Thalia Wellers
Zwolennicy Dumbledore’a
I disgust you, repulse you, oh babe we’re the same
Wiek
32
Zawód
żeglarka, przemytniczka
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
10
15
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
13
7
Brak karty postaci
06-01-2026, 00:01
25.04.1962

Jeżeli miałaby wskazać, z kim najlepiej się jej rozmawiało kiedy nastrój zdecydowanie jej siadał, to Riven była na pewno jedną z takich osób. Może dlatego, że po prostu obydwie rozumiały swoje życie portowe, może dlatego, że obydwie, mimo różnicy wiekowej, potrafiły zrozumieć wzajemne bolączki. A może chodziło jeszcze o coś innego, czego Thalia dokładnie nie umiała wychwycić, ale co było całkiem przyjemne i wypadało to akceptować takim, jakim się to dostawało.
Ostatnimi czasy miała wrażenie, że życie pędzi jej bez żadnego składu i ładu, dlatego ostatecznie zdecydowała, że zamiast spędzić wieczór na samotnym pochłanianiu kolejnej szklanki alkoholu za drugą i wypalaniu kolejnej paczki papierosów. Ubrała się nawet nieco lepiej niż normalnie, wybierając ubrania które wciąż nie wpakują jej w kłopoty (kto normalny ubierałby się wystawnie na wyjście do portowego pubu), ale które nie były przeznaczone na pracę przy olinowaniu, morskich stworach i innych istotach oraz substancjach które mogłyby sprawić, że wróciłaby do domu zmęczona, posiniaczona i z kolejną dziurą w materiale do zaszycia.
Wstąpiła nawet po specjalne ciastka, takie o których wiedziała, że Riven na pewno je polubi, po czym skierowała się w stronę przybytku. Miała naprawdę nadzieję, że nic nie wydarzy się po drodze, nie spóźni się, nie zacznie się dziwny przypadek spadku galeonów z nieb-nie, to by było akurat całkiem dobre wyjaśnienie do spóźnienia się, nie mogłaby wtedy też narzekać. I pewnie Riven też nie, gdyby zobaczyła co dzieje się za oknem.
Kiedy dotarła na miejsce, było już całkiem tłoczno – całkiem na rękę dla niej, bo wolała niknąć w tłumie, zwłaszcza w niektórych miejscach w porcie. A jeżeli gdzieś w tłumie miałaby być jej przybrana matka, tym lepiej było nie pokazywać się w tym samym miejscu, zwłaszcza po latach kontaktu który specjalnie zignorowała.
Dostrzegła Riven w tłumie która gdzieś rozmawiała jeszcze z kimś – czy była jeszcze w pracy czy właśnie ją kończyła, wolała się nie wtrącać, zwłaszcza jeżeli była to konkretna rozmowa – dlatego wybrała sobie miejsce gdzieś pod oknem, w którym nie rzucałaby się mocno w oczy, spoglądając po tym miejscu. Czuła jakąś nostalgię, a jednocześnie jakiś jej element sprawiał, że nie do końca czuła się na miejscu. Może to lata spędzone na podróżach, a może to fakt, że mniej osób w Cardiff znała, które zbliżone by było do niej wiekiem, tak czy inaczej czuła że jest jednak elementem układanki, który wpasowuje się w otoczenie nie do końca odpowiednio.
Podejście do niej panny Thorne sprawiło, że mimo wszystko uśmiech pojawił się na jej twarzy, a sama podniosła się z miejsca, ściskając drobniejszą kobietę na przywitanie.
- Jak cię dobrze widzieć! Mam nadzieję, że cię tutaj dużo nie zajmują, co nie? Mam dać komuś w głowę za złe zachowanie? – Zaczęła rozmowę jak zawsze po swojemu, ale nigdy nie szła by się z kimś bić w jej imieniu bez jej zgody. W końcu Riven miała też prawo do własnych zachowań.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
06-01-2026, 12:37
Dzisiejszy dzień nie należał to najbardziej pracowitych. Nie mogłam powiedzieć, że nic się nie dzieje, klienci byli, ale nie na tyle bym nie mogła złapać oddechu. Od kilku dni na mojej szyi coś się zmieniło. Nie było już kolorowych koralików, tanich i tandetnych, które lubiłam nosić. Z dłoni zniknęły też tanie pierścionki. Ponieważ ani jedno ani drugie nie pasowały do pięknego, złotego naszyjnika zdobiącego mój dekolt. Tak jak postanowiłam, miałam go zawsze na szyi. Zawsze na wierzchu. Kamień księżycowy przyciągał wzrok, chociaż nie błyszczał. Jedynie mienił się, za każdym razem inaczej gdy oddychałam, gdy łapał światło. To nie było coś, co mogłabym sobie kupić - wszyscy o tym wiedzieli. Prawdziwe złoto, prawdziwy kamień, było to widać z odległości. Od razu wiadomo było, że to prezent. A jeśli dodać do tego krążące po porcie plotki, że kapitan “Złotej Łani” znalazł sobie kobietę, o tym że barmanka Thorne była widziana na pokładzie jego statku i że Kenneth odbierał ją z pracy wieczorem… trzeba być głupim, aby nie połączyć faktów.
Dwa dni go nie było. Wyruszył w kolejną podróż, dość krótką więc z pewnością nawet nie zauważę zbytnio jego nieobecności. Nie mogłam być w porcie gdy odpływał, jedynie urwałam się na krótką chwilę w ramach przerwy w pracy i w postaci siwej wrony leciałam obok masztu do momentu, gdy minął bramy portu. Wróciłam wtedy w uliczkę za tawerną, przemieniłam się w swoją prawdziwą postać i wróciłam za bar. Jak gdyby nigdy nic. Póki co pan Fernsby nie wiedział co potrafię. Musiał mnie jeszcze trochę poznać.
Nie dostrzegłam Thali od razu pochłonięta rozmową z marynarzami, którzy dopiero co przybyli do portu i chcieli trochę odpocząć. Podawałam im piwo i przekąski, wypytywałam o trasę, o warunki i o ciekawe historie, a oni mimo zmęczenia byli chętni do opowieści. A ja byłam chętna do słuchania, to się absolutnie nie zmieniło. I bycie kochanką jednego z kapitanów, zmiana mojego statusu, nie sprawiło że i ja się zmieniłam. A przynajmniej nie w pełni. Gdy żeglarka wpadła w moje oko posłałam jej uśmiech, uniosłam rękę w geście przywitania i podeszłam do niej tak szybko, jak tylko mogłam. Widziałyśmy się ostatni raz na zaprzysiężeniu nowego Ministra. Wtedy byłam ubrana odpowiednio do uroczystości, dzisiaj jednak królował typowy barmański strój. Włosy związane kolorową chustką, tym razem w błękitach i różach, białą koszulę miałam lekko rozpiętą (ale w granicach przyzwoitości), spódniczka przed kolano, podwinięte rękawy i rumieńce na policzkach od temperatury jaka panowała w tawernie. Powoli robiło się coraz cieplej.
- Miło cię widzieć - uściskałam Thalie, składając na jej policzku delikatny pocałunek. - Wszyscy zachowują się bardzo dobrze, dziękuję za troskę. Co ci podać? Trochę się tu u nas dzisiaj dzieje, ale może znajdę chwilę by się przysiąść.
Przyjęłam od niej zamówienie i w podskokach ruszyłam za bar, aby je zrealizować. Krótka wymiana zdań z innym barmanem, zajrzenie na kuchnię czy wszystko w porządku i niosąc do kobiety trunek, który sobie wybrała, uśmiechałam się szeroko. Postawiłam zamówienie przed nią, a sama usiadłam tuż obok. Dzisiaj w tawernie było głośno, jeśli chciałyśmy sobie porozmawiać, to musiałam być bliżej, aby dobrze ją słyszeć.
- Jestem absolutnie zawiedziona częstością twoich odwiedzin w tawernie - zaczęłam, nadymając policzki. - Czyżbyś specjalnie omijała Cardiff i częściej bywała w innych portach? Albo może jakiś bar bardziej ci przypadł do gustu?
Droczyłam się z nią, specjalnie wystosowując zaczepki, jednak podszyte były one prawdziwymi odczuciami. Thalia bywała tutaj ostatnio bardzo rzadko, co lekko mnie smuciło. Lubiłam ją, chociaż dzieliła nas spora różnica wieku. Rozmowa nam się zawsze kleiła, nawiązałam z nią dziwną, przyjacielską relację i gdy długo się nie pojawiała - wręcz martwiłam się o jej bezpieczeństwo.
- Co tam masz? - Kiwnęłam w stronę pakunku zaciekawiona.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Thalia Wellers
Zwolennicy Dumbledore’a
I disgust you, repulse you, oh babe we’re the same
Wiek
32
Zawód
żeglarka, przemytniczka
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
10
15
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
13
7
Brak karty postaci
06-01-2026, 18:39
Śledziła plotki i wydarzenia, nawet jeżeli los wywiewał ją w inne przestrzenie niż Cardiff. Z domem miała dość skomplikowane relacje, gdzie miłość do jednych osób przeplatała się z niechęcią do drugich, a gdzie port milcząco zbywał ją, kiedy chodziło o marynarzy i ich relacje z kobietami z którymi nie decydowali się na przygodny bądź nie romans. Metamorfomagia była dla niej wyzwoleniem, ale oznaczało to, że dawała jej tę nutę wolności która sprawiała że usiedzieć w miejscu też nie mogła i kiedy statek wyczekiwał załadowania towaru albo kiedy akurat dogadywali kontrakt.
A i ostatnie spotkania poza Cardiff wydawały się nieco porwać jej umysł i serce – wyjście na miasto z Lizzy, ucieczka przed policją z przystojnym tancerzem czy nawet odwiedziny w Ministerstwie z wyjątkowo miłą urzędniczką. Może miała nigdy nie osiąść w miejscu, ciekawa jakie jeszcze spotkania mogły stanąć na jej drodze.
- To dobrze, nie sądzę aby ktoś sprawiał ci kłopoty, ale gdyby tak było to wiesz, chętnie ich postraszę w każdej postaci. – Dygnęła lekko, chociaż w tej pozie jedyne co mogła złapać to poły lekkiego płaszcza. Spodnie zawsze były jej pierwszym wyborem, głównie dlatego że nigdy nie wiedziała, kiedy nie miałaby się stać mężczyzną na potrzeby danej sytuacji. Przydawało się to, że była większa od przeciętnej kobiety, co oznaczało, że wzrostem i umięśnieniem pasowała jednak do męskiej sylwetki. Natomiast znalezienie porządniejszej sukienki było niemal koszmarem.
Powiodła jeszcze za Riven wzrokiem, czując jak odruchowo na jej twarzy pojawia się uśmiech. Miło było widzieć jak porusza się w tym miejscu, w gronie bywalców którzy dawali jej społeczność. Wiedziała, że żadna z nich nie miała łatwego startu, ale niczym uparta starsza siostra która często znika z życia aby pojawić się w innym jego elemencie, ale zawsze miała na uwadze twoje dobro. Nawet jeżeli nie zawsze tego dobrze umiała wyrazić słowami.
- Oh, najlepsza obsługa tylko w tym miejscu! – Uniosła kufel chłodnego piwa w toaście gdy tylko Riven wręczyła jej trunek. Normalnie preferowałaby mocniejsze napitki, w towarzystwie jednak nie chodziło o to, aby się upić (a przynajmniej nie zawsze), ale żeby coś mogło wspierać rozmowę. Również przysunęła się chcąc lepiej słyszeć co panna Thorne mówi w jej kierunku.
- Ja? Przecież tu mieszkam moja droga! – I to tuż przy morzu, ciężko więc było uniknąć insynuacji, jako by port w Cardiff miała unikać. – Ale obiecuję poprawę! Po prostu praca mnie zabiera w różne miejsca. A i nie zawsze chcę bywać tam, gdzie wiem, że mogą być moi rodzice. Znaczy, nie ci najnowsi, ci wcześniej. Nie biologiczni rzecz jasna. – Nie znała swojej oryginalnej rodziny i nawet gdyby na kogoś spłynęło objawienie, dla niej to inne dzieciaki z sierocińca najbardziej zasługiwały na ten tytuł. No i Lysander.
- Ale ty tak o mnie, ale widzę tutaj, że to nie u mnie zaszły głównie zmiany. – Spojrzeniem powędrowała w stronę jej naszyjnika, unosząc dłoń aby dotknąć go ale czekając na zgodę od Riven. To nie wyglądało jak zwykła ozdoba, a przynajmniej jako osoba która do czynienia miała z podróbkami, albo był to wybitny egzemplarz, albo coś znacznie droższego.
Kiedy Riven zapytała o zawartość paczki, Thalia z szelmowskim uśmiechem przysunęła ciastka w jej stronę, czekając aż ta rozpakuje je sama.
- Powiedzmy że to coś na osłodzenie życia, chociaż nie wydaje mi się, abyś tego mocno potrzebowała ostatnimi czasy.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#14
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
06-01-2026, 22:02
Byłyśmy z Thalią zupełnie inne, a jednak potrafiła nawiązać się pomiędzy nami ta nić porozumienia. Niemal siostrzana miłość, którą siebie darzyłyśmy sprawiła, że była to kobieta zawsze przeze mnie mocno wyczekiwana, niespokojny wzrok szukał ją w tłumie gdy dawno jej nie widziałam, a i nie potrafiłam się na nią gniewać zbyt długo. Dygnięcie przyjęłam ze szczerym uśmiechem, by zaraz zniknąć zgrabnie lawirując pomiędzy klientami baru. Nauczyłam się jak chodzić pomiędzy ludźmi, czułam bicie serca tego miejsca, jego drżenie i napięcie. Byłam w stanie określić atmosferę po jednym spojrzeniu, wyłapać chętnych burdy po jednym dźwięku. Żyłam tym miejscem, a ono żyło we mnie i tak miało pozostać już na zawsze. Tu było moje miejsce, tu przynależałam. Niosąc kufel piwa dla żeglarki szłam z szerokim uśmiechem. Perspektywa spędzenia chwili u jej boku sprawiała, że usta same rozszerzały się szczerze.
- Oczywiście, że najlepsza - odpowiedziałam radośnie przesiadając się obok.
Utkwiłam spojrzenie w przyjaciółce, jak zanurzała usta w trunku i delektowała się jego smakiem. Było chłodne, dobre, ze świeżej dostawy. Najlepsze jakie mogłam dzisiaj jej podać, kosztując nie mogła grymasić. Słuchałam wymówki jakoby to praca była powodem rzadkiego pobytu Thalii w tawernie, słuchałam deklaracji poprawy i wierzyłam jej w pełni. Życie jakie wiodła nie było usłane różami, oj nie. Wiedziałam o wielu sytuacjach i o równie wielu z pewnością nie, a które były faktem. Uśmiechnęłam się do niej ciepło, ręka odgarnęłam jej włosy za ucho.
- Niech ci będzie - odpowiedziałam dziarsko. - Obietnicę zapamiętam, wiesz, że zawsze na ciebie czekam.
Gdy zwróciła uwagę na zmianę u mnie, uśmiechnęłam się a rumieniec wypłynął na policzki. Wspomnienia nocy były świeże, wciąż czułam jego dłonie na swoim ciele, a ciężar naszyjnika przypominał mi do kogo teraz należę. Nachyliłam się w stronę Thalii tak, aby mogła ująć wisior w dłoń i obejrzeć go dokładnie, gdy jej ręka zawisła w niepewnym geście w powietrzu. Chwaliłam się nim, nosiłam go z dumą nie ściągając go, jedynie do kąpieli. Piękny złoty naszyjnik, ciężki. W centrum duży kamień księżycowy otoczony tarczą z drobnymi grawerunkami. Misterna robota.
- Specjalny prezent z za morza - uśmiechnęłam się radośnie. - Mogę ci opowiedzieć, jeśli chcesz. Chociaż może już wiesz, port gada głośno.
Ekscytacja w moim głosie była wyczuwalna, duma również. Szczęście malowało się na twarzy, rumiane policzki wzmacniały błysk w oku, który się pojawił. To nie był zwykły prezent. To był podpis własności. Równocześnie ostrzeżenie. Miałam teraz nowy tytuł w porcie, nowe przywileje ale i obostrzenia, których musiałam się trzymać. Póki co jednak, nie były one niedogodne.
Thalia nie musiała mnie długo zachęcać, z chęcią przejęłam od niej pakunek i otworzyłam go szybko. Gdy dostrzegłam w środku ciastka rozpromieniłam się jeszcze bardziej, chociaż nie wiem czy bardziej mogłam.
- Oh, skąd wiedziałaś, że mam ochotę na coś słodkiego? - Zaśmiałam się.
Moja ręka szybciutko wsunęła się do papierowej torebki, wyciągnęłam przysmak, a pierwszy kęs wzięłam delikatnie. Sprawdzałam jaki smak, czy się nie kruszy bądź nie brudzi. Brudna bluzka za barem była nie na miejscu. Na szczęście nie, ciastko było pyszne, a ja z pełnymi policzkami obróciłam pakunek w stronę Thalii, aby i ona się poczęstowała. No przecież nie mogłam zjeść wszystkiego sama! Umarłabym od tej słodyczy.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#15
Thalia Wellers
Zwolennicy Dumbledore’a
I disgust you, repulse you, oh babe we’re the same
Wiek
32
Zawód
żeglarka, przemytniczka
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
10
15
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
13
7
Brak karty postaci
07-01-2026, 22:40
Młoda panna Thorne miała coś w sobie, co potrafiło zjednywać sobie ludzi. Nawet jeżeli różnica wieku sprawiała, że Thalia pewnie skończyłaby Hogwart jeszcze raz. Mimo to, uwielbiała tę znajomość, gdzie mogły sobie powiedzieć o tajemnicach i sekretach i nie czuć się ocenianą.
- Jakaś nowa konkurencja o której powinnam wiedzieć? Czy może jednak jesteś wciąż najlepszą barmanką w całym mieście? – Nie wróżyła Riven zostanie tutaj już na zawsze, wykonując tę samą pracę przez następne pokolenia. Ale miło było mieć ją tutaj, dbającą o towarzystwo z jej łatwym podejściem do innych.
Zakryła szybko usta kiedy wyczuła piankę z piwa pojawiającą się nad jej ustami – szybko odkryła dłonie aby ujawnić prawdziwy wąs, tylko na chwilę i tylko dla Riven. Głupie poczucie humoru, ale pozwalała sobie na pojawienie drobnych zmian aby jednak sprawić, aby ktoś się uśmiechnął. 
- A ja się cieszę móc cię odwiedzić! Może kiedyś wpadniesz do mnie na wieczór? Jak będziesz miała wolne, oczywiście, tak abyśmy mogły nadgonić sobie czas. Obiecuję przygotować coś dobrego czego nauczyłam się we Włoszech. – Może i nie była królową gotowania, ale zdecydowanie szybko stała się samodzielna, a jej jedzenie nie było najgorsze. No i miło by było móc nadgonić czas ze swoją przyjaciółką, zwłaszcza kiedy ta wytykała jej nieczęste odwiedziny w Cardiff.
Ostrożnie obróciła medalion w dłoni, pozwalając sobie na ocenienie wszystkiego. Riven wydawała się zachwycona takim prezentem, który sprawił, że zmieniła swój styl ubioru aby wyeksponować naszyjnik. Cieszyło ją to, że otrzymała coś takiego, znak, że coś pomogło jej zmienić podejście. Oby na lepsze. W najgorszym wypadku stanowiło to zabezpieczenie, gdyby potrzebny był jej nagły przypływ gotówki.
- Właśnie widzę, nie kojarzę żadnego rzemieślnika który robiłby rzeczy w tak specyficznym stylu. – Może i nie kojarzyła biżuterii z perspektywy jubilera, ale kojarzyła ją z perspektywy kupca i takiej biżuterii nie dałoby kupić się w tym kraju bez niczego innego jak zamówienia specjalnego. Jeżeli ktoś dał jej taki prezent, musiał naprawdę ją cenić i część panny Wellers była naprawdę szczęśliwa z tego powodu. Za to w kolejnej budziła się lekka obawa, mająca nadzieję że to nie był tylko zabieg na mydlenie jej oczu aby Riven została porzucona kiedy tylko się znudzi.
- Oh, powiedz mi zanim oszaleję. W końcu, sama powiedziałaś, nie było mnie tu tak dawno! Plus, gdybym słyszała każdą plotkę, musiałabym się zgłosić po opinię do osób z którymi rzekomo spałam, nieprawda? – To był najlepszy cios w jej stronę jaki wiele osób mogło wymyślić, chociaż nie przeszkadzało jej to aż tak mocno. Może dlatego że nie sądziła, że coś jeszcze zmieni opinię ludzi o niej na gorsze.
- Żartujesz sobie? Najlepsza piekarnia w Cardiff? Kto by się nie skusił, zwłaszcza na twoje ulubione ciastka? – Być może było to dalekie spojrzenie, ale sama potrafiła odczuć kiedy potrzebowała wsparcia w postaci dodatkowych słodkości. Nie sądziła, aby Riven miała zupełnie inne odczucia, dlatego zaryzykowała zakupy, chcąc zrobić coś miłego dla niej. Sama też sięgnęła po jedno z ciastek, trzymając je delikatnie niczym kolejną okazję do toastu aby ostrożnie spróbować kawałków czekolady.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#16
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
08-01-2026, 21:53
Zaśmiałam się słysząc o konkurencji, żadnej nowej nie było, a przynajmniej nic mi o tym nie było wiadomo. Oczywiście nie byłam tu sama i uważałam, że każdy kto tu pracuje i obsługuje bar jest najlepszy na świecie, ale miło mi się zrobiło słysząc jej komplement. Uśmiechnęłam się więc szeroko, pokazując zęby i zaprzeczyłam.
- Żadnej nowej konkurencji, zresztą, nawet by zbyt długo nie pobyli na rynku. Mamy przyjemny stan równowagi w porcie i tak powinno zostać - odparłam.
Nie byliśmy jedyną tawerną, w mieście były też inne bary, knajpki czy nawet restauracje. Ale każdy lokal ściągał do siebie odpowiedni rodzaj klientów. Jedni mniej inni bardziej bogatych, takich którzy lubili muzykę na żywo i taniec lub takich, co woleli usiąść przy stoliku i po prostu napić się piwa. Było nawet coś dla osób lubiących kuchnię azjatycką. Nic tylko wybierać według własnych upodobań, ale miałam wrażenie, że również niczego nowego tutaj nie potrzebowaliśmy.
Widząc wąs na jej twarzy parsknęłam śmiechem. Rozejrzałam się, czy aby nikt nas nie widział i rozbawiona pokręciłam głową. Uwielbiałam jak Thalia zmieniała swój wygląd, cóż to był za śmieszny przypadek, że znałam aż dwóch metamorfomagów.
- Wpadnę na pewno, tylko nie wiem kiedy. Teraz będę mieć takie okresy, kiedy będę trochę mniej dostępna - odpowiedziałam lekko tajemniczo, wzruszając ramionami.
Trwałam w bezruchu czekając aż moja przyjaciółka obejrzy naszyjnik. Wiedziałam, że cała promienieje w momencie gdy go chwaliła, było to dla mnie ważne, by i inni dostrzegali jego piękno. Kiwnęłam głową, nie było w okolicy nikogo kto wykonywałby taką biżuterię. Może w Anglii, w Londynie? Na pewno nie tu. Zdecydowanie był to prezent przywieziony z daleka. Może z samego Singapuru? Będę musiała zapytać Kennetha gdy wróci skąd ten medalion jest i gdzie go kupił?
- No dobra, opowiem ci, ale pod dwoma warunkami - zaczęłam, układając usta w dzióbek. - Po pierwsze tak o sobie nie mów. A po drugie musisz mi obiecać, że się nie udławisz, dobrze?
Poczekałam na reakcję Thalii, a następnie wzięłam głęboki wdech zbierając się do opowiedzenia tej nowiny. Plotki. A może bardziej historii? Krótką chwilę zbierałam myśli, zastanawiając się od czego i w jaki sposób zacząć. Trochę się bałam jej reakcji, nie wszyscy pochwalali mój wybór partnera i bardzo chciałam, aby ktoś mnie wsparł i cieszył się moim szczęściem. Bo dla mnie to była bardzo radosna nowina.
- W porcie ma dom pewien kapitan, prowadzi “Złotą Łanię” - spojrzałam niepewnie na Thalię, na jej twarzy szukając pierwszych reakcji. - Weszliśmy w pewien układ? Nie wiem jak to nazwać… Zainteresooował się mną. Nazywa mnie swoją syyreeną - oparłam łokieć o stolik, następnie brodę o nadgarstek. Spoglądałam przed siebie rozmarzonym wzrokiem, widząc go leżącego na łóżku, zmęczonego i oświetlonego światłem księżyca. - Pozwolił mi wejść na statek, do kapitańskiej kajuty…
Nie wiem czy musiałam mówić więcej. Czy Thalia chciała wiedzieć więcej. A ja nie wiedziałam też w jaki sposób to wszystko opowiedzieć. Że zostałam kobietą kapitana, jego ostoją na lądzie, daje mu spełnienie w zamian za co jest tylko mój. Lekko zawstydzona, z rumieńcami na policzkach odwróciłam wzrok. Rozejrzałam się po sali, kilka par oczu zwróconych było w moją stronę, a gdy zobaczyli, że patrzę, odwrócili się szybko. Ostatnio byłam tematem plotek, aż dziw, że Thalia naprawdę nic nie słyszała. Że kapitan Kenneth znalazł sobie kobietę, znalazł sobie kochankę. A tą kochanką byłam ja, naszyjnik miał być jego podpisem, że należę tylko do niego i jednocześnie ostrzeżeniem, aby nikt nie ważył się mnie tknąć.
- Mieszkam u niego czasami… właściwie to wtedy, kiedy “Złota Łania” stoi w porcie - uśmiechnęłam się radośnie.
Czekałam na jej słowa. Jej opinia była dla mnie ważna i miałam nadzieję, że będzie bardziej przychylna, niż się tego spodziewałam. Nawet nie wiedziałam czy zna kapitana “Złotej Łani”, chociaż miałam wrażenie, że jest to mężczyzna dość rozpoznawalny.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:41 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.