• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Ogród Whitehall
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
07-06-2025, 15:04

Ogród Whitehall
Otoczony historycznymi budynkami ogród kusi porządnie przystrzyżonymi trawnikami, rabatami kwiatów – przede wszystkim tulipanów, hiacyntów i narcyzów – które rozkwitają wiosną, napełniając powietrze delikatnym zapachem. Drewniane ławki rozmieszczone pod rozłożystymi drzewami zachęcają do chwili odpoczynku i zadumy. Spacerowicze – urzędnicy po pracy, artyści szukający inspiracji lub zupełnie przypadkowi przechodnie – zatrzymują się tu, by na chwilę odciąć się od miejskiego zgiełku. Słychać szelest liści, śpiew ptaków i odgłosy miasta w oddali. Latem promienie słońca prześwitują przez korony drzew, tworząc ciepłą, niemal złotą poświatę. To miejsce, gdzie czas zdaje się zwalniać, a codzienność nabiera łagodniejszego rytmu.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
04-01-2026, 22:20
29 kwietnia 1962

Ostatnie spotkanie wydawało się jedynie preludium do dzisiejszej rozmowy – przebiegło przecież szybko, bez pieczętujących decyzji, bez ostatecznych obietnic; przebiegło tak, by chciała wykonać kolejny krok i by mogła poznać postać rzemieślnika lepiej – byle zadać mu więcej pytań, byle doszukać się może cech wspólnych pomiędzy nim, a nią w jego wieku. Być może podejście to było dla niej zgubą i być może chęć zaufania osobie bez doświadczenia sprowadzi na nią nieszczęście, ale Sanderson autentycznie uwierzyć miała, że potrzebowała ludzi takich jak Lysander Hatley – młodych, z olejem w głowie i z ambicją przebijającą sufit podziemi Towarzystwa Naukowego. Wierzyła też, że potrzebuje ludzi bez zobowiązań, bez tak silnie ukształtowanej drabiny wartości i młodych… Na tyle by postrzegali w niej autorytet, który zakwestionują tylko rzadko, może nigdy.
Gdy siedzi na ławce w Whitehall, zauważa zmierzającego tu mężczyznę z daleka – przecież łatwo jest go rozpoznać. Dopiero gdy znajduje się w odpowiednio bliskiej odległości, Sanderson unosi dłoń i wita go mało wylewnym – niemal papieskim – gestem i sztywnym uśmiechem. Przesiadywanie w parku wydaje się czynnością nietypową, ale przedziwnie przyjemną. Pół dnia spędziła dziś w szpitalu, wykonując obchód po oddziale i zapisując zalecenia dla pacjentów na czas jej własnej nieobecności, zaś drugie pół dnia poświęciła na czas z synem – jak zwykle w to jedno popołudnie każdego tygodnia. Wieczór zaś… Wieczór zaś miała dla siebie, nawet jeżeli w czas dla siebie wepchnąć miała towarzystwo angażowanego do pracy zawodowej mężczyznę. Nawet jeżeli pracę pozornie zostawiła za sobą – raporty miesięczne wypełniając już z odpowiednim wyprzedzeniem kilka dni temu.
Ubrana w fioletowy komplet i nienagannie uczesana sugeruje całym swoim jestestwem, że nie skończy dzisiejszego dnia w półmroku biblioteki czy w zimnych murach laboratorium i że z pewnością nie chce skończyć go w domu. Pewnie skończy dziś na hokerze barowym w klubie, obserwując tańczących ludzi i prowadząc z barmanem trzeźwą rozmowę, którą każdy człowiek przeprowadziłby dopiero po pijaku – gdy wszelkie opory opadają, a pan za kontuarem wydaje się najlepszym przyjacielem.
Lubiła robić to pod koniec miesiąca. Lubiła podsumować miesiąc z losowym mężczyzną polerującym szkło, a potem o tym zapomnieć.
– Usiądziesz? – zaproponowała, gdy się zbliżył. W propozycji nie przewidziano wiele miejsca na odmowę – Sanderson siedziała już bowiem, a mowa ciała nie sugerowała, by miała zamiar zaraz podnieść się z miejsca i rozpocząć spacer. Zarzuciła nawet nogę na nogę i przekręciła się na siedzisku w stronę Hatley’a, kiedy ten zajął już miejsce. – Dokończyłeś już projekt nad którym ostatnio pracowałeś? – pytanie rzucone na zachętę, ale przecież nie będą po raz kolejny rozkładać go na czynniki pierwsze. Dopiero gdy odpowiedział mogli kontynuować rozmowę – tak zwyczajną i prozaiczną. – Masz jeszcze jakieś plany na wieczór? Poza naszym spotkaniem.
W końcu na podstawie tego też oceni jego zaangażowanie. Zwykle nie umawiała się z członkami zespołu na wieczorny spacer – zwykle też nie widywała się z nimi sam na sam poza murami College’u, uważając, że ponad dwadzieścia godzin w tygodniu to czas, który wystarcza na rozmówienie się na wszelkie potrzebne tematy.
Nie spodziewa się jednak by musiała wpasowywać się w jego napięty grafik. Spodziewała się, że nie pożałuje jej czasu.
– Jak spędzasz wolny czas? Jesteś młody, robicie coś czego nie robią osoby w moim wieku? – zaznacza różnicę wieku, może różnicę pozycji, jednocześnie zwracając się do niego na ty, wciąż po imieniu. – Relaksujecie się idąc na całość? – pyta, intensyfikując spojrzenie, chociaż w tym pojawia się przewrotna iskra.
Czy mogę spodziewać się, że kiedykolwiek spóźnisz się do pracy bo zabalujesz? Mogłaby zapytać.
- Bo tak robiło się za moich czasów.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:40 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.