• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Walia > Cardiff > Tawerna "Pod Mewą i Księżycem" > Pod portretem krakena
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
24-09-2025, 19:46

Pod portretem krakena
Stolik ustawiony jest w bocznej części głównej sali, dokładnie pod dużym, ruchomym portretem przedstawiającym krakena. Obraz, oprawiony w ciężką drewnianą ramę, nieco pociemniał od dymu i świec, ale wciąż zwraca uwagę gości. Sam stolik jest niewielki, z dwoma krzesłami, a jego blat nosi ślady częstego użytkowania – rysy, zadrapania i ślady po kuflach. Niektórzy twierdzą, że to morskie stwór wysuwa z obrazu swe macki, by potłuc szkło i poharatać drewniany blat. Choć malowidło jest bezgłośne, przy dłuższym wpatrywaniu się w nie można usłyszeć trzask łamanych przez wodną bestię masztów.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
02-01-2026, 16:40
| 15 kwietnia 1962

Decyzja została podjęta. Przyszła tak naturalnie, jak myśl o kawie o poranku. Kenneth nie wypłynął na długo, nie miałam więc dużo czasu by wszystko przemyśleć. Musiałam się przede wszystkim zastanowić czy znajdę w sobie tyle siły, aby w trudzie i tęsknocie wytrwać w swoim postanowieniu. Bycie kobietą kapitana, jego kochanką dawało dużo, ale było też pełne wyrzeczeń. Jednak nie tylko moje zdanie się tu liczyło, sam pan Fernsby musiał tego chcieć, a do tego czasu ja chciałam pozamykać wszystkie sprawy. W tym rozmówić się z Keithem.
Moja myśl jakby ściągnęła go do tawerny. Było jeszcze wcześnie, mały ruch więc spokojnie mogliśmy sobie porozmawiać. Gdy pojawił się w progu uśmiechnęłam się do niego szeroko. Bałam się, że mimo iż ustaliliśmy, że pomiędzy nami nic się nie zmieniło, to jednak coś było inne. Bałam się, że będzie mnie unikać lub zacznie traktować inaczej. Po naszej wspólnej nocy miałam okropnego moralnego kaca, czułam się tak, jakbym go wykorzystała.
- Keith - przywitałam go i zaprosiłam do środka. - To co zawsze?
Nie musiał odpowiadać. Gdy zajął miejsce postawiłam przed nim dwa pełne kufle. Jeden dla niego i drugi dla mnie. Usiadłam obok i zerknęłam na niego uważnie. Mimowolnie przetarłam dłonią szyję, po namiętnych pocałunkach jakie składał na mojej szyi nie było już śladu. Na początku żałowałam, że nic nie pamiętałam z tej nocy. Teraz uważałam, że to może i lepiej. Może podjęcie decyzji nie byłoby takie proste? Zniknięcie tych śladów było też mi potrzebne, aby móc kontynuować rozmowę z kapitanem, taki był jego warunek. To też znak, że podczas jego nieobecności żaden inny mężczyzna nie składał na moim ciele żadnych pocałunków. Tak jak obiecałam - czekałam.
- Dowiedziałeś się może o co chodziło z tym klubem? - Zagadnęłam. - Pytałeś grubego?
Nadal nie wiedziałam co nam dosypali, czym nas tak złożyli. Popchnęło nas to do czynów, które nie powinny mieć miejsca, czego żałowałam mocno, ciągle drżąc o naszą przyjaźń. Była ona dla mnie niezwykle cenna i chociaż moje życie miało się niedługo zmienić, a przynajmniej tak podejrzewałam, tak chciałam by Keith był nadal jego stałym punktem. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że mógłby się ode mnie odwrócić. A to, że ja ostatnio doświadczyłam czegoś nowego i podjęłam pewne, niosące za sobą konsekwencje, decyzję, to również nie oznaczało, że chcę się odwrócić od starych przyjaciół. Wręcz przeciwnie.
Byłam portową kobietą i znam realia. Wiedziałam jak wygląda życie kochanki, żony, matki marynarza. To jest ciągłe czekanie, cieszenie się ze wspólnych krótkich chwil, tkliwe pożegnania i gorące powitania. Pomiędzy tymi momentami, kiedy miałam zostawać w porcie, chciałam aby moje życie było jak najbardziej normalne. Musiałam zajmować się swoimi starymi zobowiązaniami, pracą. Z Keithem łączyły mnie również wspólne cele, poglądy - podążaliśmy przecież oboje za samym Grindelwaldem. Mieliśmy współpracować w zdobywaniu informacji, wyczuwaniu atmosfery w porcie, o czym mówią ludzie i jakie jest ich nastawienie.
- Chciałam cię… przeprosić - zaczęłam niewinnie.
Na chwile złapałam jego spojrzenie, rumieniec wpłynął na moje policzki i chcąc ukryć zawstydzenie upiłam łyk piwa. Biała pianka została na moich wargach, którą otarłam wierzchem dłoni. Drzwi do tawerny raz po raz się otwierały, ktoś wchodził, ktoś inny wychodził. Za każdym razem, mimowolnie, moja głowa wędrowała w tamtym kierunku. W końcu od kilku dni czekałam na informacje o powrocie “Złotej Łani” do portu. Frunęłam, w postaci wrony, za statkiem przez jakiś czas odprowadzając do ujścia portu. Teraz nie mogłam doczekać się jego powrotu.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
02-01-2026, 22:19
Dopiero niedawno zdał sobie sprawę, że podświadomie unikał Pod Mewą i Księżycem od dobrych kilku dni. Normalnie bywał tam średnio trzy razy w tygodniu, wpadał na piwko, na jakieś jedzenie czy tak po prostu, żeby pogadać. Jednak od tamtego poranka w londyńskim hotelu i rozmowie jaką przeprowadził z Raven nie pojawił się w tawernie ani razu. Ustawili, że to co między nimi zaszło nic nie zmieni, że to był błąd, coś na co nie powinni sobie pozwolić. Do tamtego poranka nigdy nie myślał o niej w takich kategoriach. Znali się jeszcze ze szkoły, połączyła ich przyjaźń, która przetrwała lata i nie mogli pozwolić na to aby jeden błąd to wszystko zepsuł. I o ile złożyli sobie obietnice, to on nie mógł mimo wszystko przestać o tym myśleć. Najgorsze było to, że pamiętał fragmenty tamtej nocy i emocje jakie mu wtedy towarzyszyły. Kac moralny był prawie nie do wytrzymania, pluł sobie w brodę, że w ogóle do tego wszystkiego dopuścił. Długo o tym wszystkim myślał, malinki na jego szyi zdążyły już całkowicie zniknąć, ale to wcale nie znaczyło, że on zapomniał.
Postanowił się jednak z tym zmierzyć. Jeśli okaże się, że po tym jak ją zobaczy nie poczuje nic innego jak do tej pory będzie miał czyste sumienie. Przed wyjściem z domu ubrał na siebie czarną koszulę w typowo chińskim stylu, z kołnierzykiem wyszywanym czerwoną nitką na wzór smoka. Włosy, dzisiaj w odcieniu ciemnego blondu zaczesał do tyłu i w końcu opuścił swój pokój. Irytowało go, że im bliżej tawerny się znajdował bardziej się denerwował. Przecież nic się nie działo, po prostu szedł na śniadanie.
Kiedy w końcu wszedł do środka od razu dotarły do niego znajome odgłosy i zapachy. Lekki uśmiech pojawił się na jego ustach, przynajmniej tutaj nic się nie zmieniło. Zauważyła go pierwsza i spojrzał na nią gdy go zawołała. Do niej również się uśmiechnął, a na jej pytanie skinął głową. Po chwili skierował się do jednego z wolnych stolików, po czym ściągnął kurtkę przerzucił ją przez oparcie krzesła. Powiódł wzrokiem do baru gdzie Riven już nalewała dla nich piwa. Piwo na ścianie brzmiało ciekawie, nie miał zamiaru odmawiać, ale potem pewnie poprosi o jakieś jedzenie. Obserwował ją w milczeniu, wyciągając z kieszeni paczkę papierosów by po chwili odpalić jednego i zaciągnąć się porządnie. Normalnie nie palił, ale ostatnio zaczął i wystarczyło kilka dni by zawsze miał w kieszeni paczkę. Patrzył na nią przez dym i dotarło do niego, że nic się nie zmieniło. Nie poczuł uczucia zażenowania, nic nie szarpało go w dołku, nie uciekał wzrokiem. Wychodziło na to, że na całe szczęście nic się nie zmieniło. Poczuł jakby wielki kamień spadł mu z serca.
Gdy przysiadła się do niego uśmiechnął się do niej łagodnie, opierając wygodnie o krzesło.
- Lekki poranek? - spytał spokojnie zaciągając się ponownie papierosem - Ach tak, wyszarpałem z niego odpowiedzi. Zapomniał mi powiedzieć, że czasami rozpylają opium w powietrzu aby urozmaicić zabawę. Więc niczego nam nie dosypali, po prostu naćpaliśmy się oparami. - westchnął kręcąc głową.
Myślał, że zrobi coś Grubemu kiedy się o tym dowiedział. Wpakował ich w niezłe gówno i nie miał kompletnie żadnych wyrzutów sumienia. Co prawda nic nie powiedział mu o tym co się stało, ale postanowił, że już nigdy nie zaufa mu jeśli ten będzie mu chciał polecić jakikolwiek lokal. Nie mógł dopuścić aby taka sytuacja się powróżyła. Jeśli chodziłoby o jakąś inną dziewczynę, o kompletnie obca pannę nie miałby nic przeciwko. Rozeszliby się i już pewnie nigdy nie spotkali, ale tu chodziło o Riven i to właśnie to sprawiło, że się tak wściekł.
Sięgnął po kufel piwa, ale zatrzymał rękę w połowie ruchu słysząc jej słowa.
- Przeprosić? Za co? Przecież nie masz za co przepraszać. - pokręcił głową patrząc na nią szczerze zaskoczony.
Jeśli ktoś tu powinien przepraszać to on, w końcu unikał tawerny przez ostatni czas, bojąc się jej spojrzeć w oczy. Teraz jednak, kiedy przekonał się, że nie poczuł nic, nie miał więcej powodu by dalej się zamartwiać. Patrzył na nią jednak zaciekawiony o co może jej chodzić. Jednocześnie zauważył jak zerka co chwilę w stronę drzwi, jakby na coś czekała. Na razie się jednak nie odezwał z tym temacie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
03-01-2026, 16:02
Nie ukrywałam zdziwienia na twarzy gdy usłyszałam o tym co chłopakowi udało się dowiedzieć. Prychnęłam pod nosem, nie wiedząc czy bardziej byłam zła, czy rozbawiona, że tak łatwo udało się nas porobić. Nie byle czym, opium było silnym narkotykiem i mogło się to dla nas skończyć zdecydowanie gorzej. Rozpylali je czasami, czyli była duża szansa, że trafiliśmy tam niezbyt odpowiedniego dnia. Ciekawiło mnie, czy Gruby wiedział o tym które to dni i specjalnie nam nie powiedział? Następnym razem napluję mu do piwa.
- Czyli mogę dopisać opium do swojej listy - zaśmiałam się, moje spojrzenie padło na papierosa w ręce i paczkę przed nim. - Nie pal, proszę. Nie pasuje ci fajka…
Kto jak kto, ale w naszej dwójce to ja byłam tą co eksperymentowała z używkami. I nie chciałam, aby i mężczyzna siedzący przede mną zaczął. Keith palił tylko okazjonalnie i wolałabym, aby tak zostało Dlatego bezceremonialnie sięgnęłam po paczkę, wyciągnęłam większość z tego co mu tam zostało i wsadziłam sobie za fartuszek. Uśmiechnęłam się do niego szeroko.
- Nie patrz tak na mnie, zostawiłam ci parę jak będziesz szedł na imprezę - wyszczerzyłam zęby.
Gdy zapytał dlaczego chcę go przeprosić zmieszałam się. Właściwie nie miałam powodu, tym bardziej teraz, gdy dowiedziałam się, że za wszystko odpowiedzialne było właśnie opium. Ono tak działało na człowieka, rozgrzewało ciało i myśli. A że w tamtym momencie, moje uczucia mocno ulokowane były w chłopaku, nic więc dziwnego, że mnie wzięło. Z drugiej strony, wiedziałam, że jestem atrakcyjna… Keith po prostu zachował się jak facet, jego również nie mogłam winić. Złapałam jego spojrzenie układając usta w dzióbek.
- Wiesz, tak pomyślałam po prostu, że powinnam cię przeprosić - zaczęłam, nie bardzo wiedząc jak to co myślę i czuję mam ubrać w słowa. - Nie byłam w “Krewecie” ani razu, nie chciałam byś pomyślał, że cię unikam czy coś. I… przyznam ci się szczerze, cały czas mam uczucie, jakbym cię jakoś wykorzystała. Oh, wiem, to głupie! Keith… - spojrzałam na jego piwo, a potem na zegarek. - Czy ty coś jadłeś?
Nie czekając właściwie na odpowiedź, bo szybko domyśliłam się sama, że nie, ruszyłam do kuchni. Ja już od dawna na nogach, po śniadaniu i solidnej kawie, a on z pewnością dopiero wstał. Przecież go znam. Wróciłam po chwili z talerzem pełnym jajecznicy i kawałkiem chleba. Cóż lepszego można było dostać w tawernie o poranku? Gdy stawiałam przed nim talerz i siadałam na krześle drzwi do tawerny otworzyły się. Stanął w nich chłopiec portowy, rozemocjonowany i zgrzany od biegu. Czułam jak serce zaczęło mi bić mocniej, gdy ściągał swój berecik.
- Statek cumuje - zawołał.
- Jaki? - Próbowałam powstrzymać drżenie głosu.
- Czarna Syrena - odparł i pobiegł dalej, gdy ktoś rzucił mu srebrną monetę.
Opadłam na krzesło przez chwilę wpatrując się jeszcze w drzwi, przygryzłam dolną wargę boleśnie, chcąc zmusić się do tego, aby wrócić myślami do chwili, która działa się tu i teraz. Spojrzałam na talerz pełen jajecznicy, potem na przyjaciela. Uśmiechnęłam się lekko.
- Jedz, bo będziesz miał zimne - dodałam ciepło, opierając brodę o nadgarstek.
W sumie, to dobrze, że nie “Złota Łania” teraz cumowała. Musiałabym zostawić przyjaciela samego, biegłabym ile sił w nogach w stronę portu. To byłoby niegrzeczne. A gdybym najpierw chciała mu wszystko wyjaśnić, dokończyć rozmowę, to na spotkanie z kapitanem Fernsby z pewnością bym się spóźniła. I mogłoby być za późno, mógłby to wziąć za odmowę, a tego nie chciałam. Pociągnęła kolejny łyk piwa sprawdzając czy któryś z klientów nie potrzebuje mojej uwagi, ale na szczęście mogłam sobie chwilę odpocząć.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
03-01-2026, 18:33
Pokiwał lekko głową na jej słowa. Może nie do końca mu się podobało to, że jego przyjaciółka czasami bawiła się z używkami nieznanego pochodzenia, ale nie miał na to wpływu. Sam wolał ich nie tykać, nie czuł takiej potrzeby to raz, a dwa, ta jedna przygoda pod wpływem opium wystarczyła mu na całe życie. Popełnił wtedy błąd, nie panował nad sobą i swoim ciałem, a bardzo nie lubił tracić kontroli. Z alkoholem było inaczej, miał dziwną zdolność zawsze panowania nad sobą będąc pod wpływem, może nie zawsze zastanawiał się nad tym co mówi, ale z pewnością nigdy nie wylądowałby z Riven w łóżku pod zakrapianej imprezie.
- Ej, oddaj. - zmarszczył brwi kiedy zabrała mu większość papierosów - No trochę już na to za późno. - pokręcił głową szybko chowając paczkę do kieszeni nie chcąc aby zabrała mu ich więcej.
Może nie był jeszcze nałogowym palaczem i nie odpalał drugiego od pierwszego jak co poniektórzy, ale mimo wszystko w ciągu tych kilku dni kiedy zaczął palić, zdążył już odkrył uspokajające działanie nikotyny. Nie miał zamiaru się jakoś mocno uzależniać od papierosów, w końcu była to taka sama używka jak narkotyki, ale podobało mu się to, że w stresujących sytuacjach pozwalało mu się to częściowo uspokoić.
Lekko się spiął. Nie miał pojęcia za co mogłaby go chcieć przepraszać. Z tego co było mu wiadomo nie zrobiła nic złego. Chyba, że chodziło jej o tamtą noc. Wtedy tym bardziej nie było za co przepraszać. Nie mieli na to wszystko wpływu, w każdym razie tak starał to sobie wmówić. Oczywiście, myślał nad tym wszystkim, że mógł wyczuć, że coś jest nie tak, że mógł się zatrzymać kiedy poczuł, że sprawy powoli wymykają się spod kontroli. Myślenie o tym wszystkim doprowadzało go do szału, bo wiedział, że nic już nie zmieni, że mleko się rozlało i nie mogą się cofnąć.
- W takim razie ja również powinienem cię przeprosić. - pokręcił głową - Bo jakby nie patrzeć mnie również tutaj nie było ładnych parę dni. - westchnął cicho i w końcu wziął łyka piwa, ale po chwili o mało co się nim nie zadławił - Co ty w ogóle gadasz? Nawet tak nie myśl. - spojrzał na nią poważnie - Tak, to jest mega głupie co mówisz Riven. Nie mieliśmy na to wpływu, zostaliśmy naćpani, a pod wpływem opium ludzie robią różne głupie rzeczy. Nie chcę żebyś myślała, że w jakikolwiek sposób mnie wykorzystałaś. - patrzył jej twardo przy tym w oczy.
Nie zdążył jej odpowiedzieć, że faktycznie nic dzisiaj jeszcze nie jadł kiedy podniosła się z miejsca i pognała do kuchni. Westchnął ciężko i zaciągnął się papierosem. Jeszcze przed chwilą miał wrażenie, że wszystko jest okey, że już nie ma się czym martwić, ale teraz już nie był do końca tego pewny. Zaczynał mieć znowu mieszane uczucia. Gdy postawiła przed nim talerz z jedzeniem posłał jej delikatny uśmiech, a po chwili przeniósł spojrzenie na chłopaka, który wparował do tawerny. Zauważył poruszenie w lokalu, ale to szybka reakcja Riven zwróciła najbardziej jego uwagę. Czy czekała na kogoś? Chyba tak, wychodziło na to, że w ciągu tych kilkunastu dni znalazła ukojenie w innym mężczyźnie. To w sumie dobrze, nie musiała się zamartwiać tym co się wydarzyło. Szkoda, że on nie mógł się tym pochwalić. Przez chwilę wpatrywał się w przyjaciółkę nie za bardzo samemu wiedząc co o tym wszystkim myśleć.
- Jem, jem, dziękuję. - skinął głową chwytając w dłoń widelec, po tym jak zgasił niedopałek papierosa w popielniczce i zabierając się za jedzenie - Jak zwykle niebo w gębie. - posłał jej delikatny uśmiech - Co porabiałaś przez te kilka dni? - spytał po chwili chcąc przerwać tą dziwna niezręczną ciszę, która między nimi zapadła.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
03-01-2026, 21:08
Nie miałam zamiaru mu oddać tych fajek. Dla niego lepiej, a i mnie się przydadzą. Byłam spłukana, do wypłaty jeszcze daleko, a bez porannego papierosa to tak nie wypada. Może nie paliłam jakoś bardzo dużo, zazwyczaj po prostu nie miałam na to czasu, ale były takie momenty w ciągu dnia, albo sytuacje, gdy miałam ochotę się kilka razy zaciągnąć. Nic nie zdały się protesty Keitha, jedynie się zaśmiałam gdy szybko schował paczkę, abym mu reszty nie zabrała. Nie chciałam by wpadł w nałóg, ale nie byłam jego matką, aby go ochrzaniać. Powiedziałam co myślę, a co on zrobi z tą wiedzą, zależało już tylko od niego.
Widząc spięcie w jego ramionach i ja się spięłam, nie wiedziałam właściwie dlaczego, ale męczyły mnie wyrzuty sumienia. Już dawno nie dlatego, że poszliśmy razem do łóżka. To nie była nasza wina, co prawda mogliśmy się zorientować, że coś jest na rzeczy, ale nie winiłam ani jego ani siebie. Stało się. Za to bałam się, że to może mieć swoje konsekwencje. Jeśli Keith pamiętał tamtą noc, nawet urywki, to może zacząć o mnie myśleć inaczej. I wtedy będziemy mieli problem. Bardzo duży problem.
Słuchałam go uważnie, gdy karcił mnie za głupie myśli. Wiedziałam, że są głupie, ale nie mogłam nic na to poradzić. Poszłam z nim do łóżka, naćpana czy nie, a teraz miałam zamiar zostać kobietą innego. Nie minął nawet miesiąc, a mi ta decyzja przyszła tak bardzo łatwo. Stąd moje myśli, stąd moje wyrzuty sumienia. Uciekłam, po śniadanie dla niego, w strategicznym momencie, póki się nie rozkręcił w swoim monologu. Tam zdążyłam odetchnąć, zebrać myśli i się uspokoić. Gdy wróciłam z jedzeniem, co innego odwróciło naszą uwagę od prowadzonej rozmowy.
Nie wiedziałam, że na mojej twarzy pojawiły się wypieki. W ogóle nie chciałam tak zareagować, ale sama myśl o tym, że “Złota Łania” cumuje, że to już, zaraz pójdę powiedzieć Kennethowi “jestem gotowa” sprawiło, że serce zaczęło mi bić szybciej, a krew zabuzowała. Czego efektem były chociażby rumieńce. Informację, że to inny statek przycumował przyjęłam jednocześnie z żalem, ulgą ale i spokojem. Cisza faktycznie była niezręczna, gdy pogoniłam przyjaciela do jedzenia sama odpłynęłam myślami, a jego pytanie sprowadziło mnie ponownie na ziemię. Spojrzałam na niego ciesząc się, że tak zajada jajecznicę.
- Właściwie nic ciekawego, wzięłam dwa dni wolnego w tawernie i byłam na wycieczce - odpowiedziałam, nie całkiem niezgodnie z prawdą. - Byłam nad morzem i zbierałam bursztyny, a potem nad takim jeziorem… wiesz, że jest jezioro Llyn Tegid i w nim jest zatopione całe miasteczko? Jest legenda, że gdzieś na wieży, która jako jedyna nie została zatopiona, skrywany jest stary dziennik, w którym opisane są ostatnie chwile tego miejsca? Ponoć jest bardzo cenna…
Ułożyłam usta w dzióbek, by po chwili wziąć spory łyk piwa. Drzwi do tawerny znowu się otworzyły, ale był to jedynie klient. Znów chwila nadziei i emocje, które tak szybko jak się pojawiły tak opadły. Spojrzałam ponownie na przyjaciela, jak zajada śniadanie i uśmiechnęłam się do niego.
- Próbowałam znaleźć ten dziennik, żeby go opchnąć, no może też przeczytać, ale głównie spieniężyć. Ale skończyło się na uciekaniu przed druzgotkami - wzięłam kolejny łyk piwa. - Rozumiesz? Druzgotkami!
Właściwie mówiłam mu prawdę, zatajając jedynie niewielki fakt jakim było to, że nie byłam tam sama. Może powinnam mu powiedzieć, że byłam z kimś? Przecież nie muszę mu od razu zdradzać imienia, pewnie i tak nie zna, a przyjaciół mogę mieć wielu różnych i Keith nie musi ich wszystkich znać.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
04-01-2026, 14:57
To nie tak, że chciał palić, to po prostu przyszło samo. Wystarczył jeden papieros ofiarowany przez kumpla, a potem kolejny przy kielichu i potem już samo poszło. Odnajdywał w rym dziwny spokój, rutyna samego odpalania fajki, pierwsze zaciągnięcie się działało dziwnie uspokajająco na nerwy, które ostatnio były dziwnie zszargane. Nigdy wcześniej się tak nie czuł i nie do końca wiedział jak sobie z tym wszystkim poradzić. Coraz częściej myślał o tym co powiedziała mu Leonie, że powinien się ustatkować, znaleźć jakąś kotwicę, która zatrzyma go w jednym miejscu. Machał na to zawsze lekceważąco ręką twierdząc, że ma czas. W zasadzie taka była prawda, ale teraz, kiedy zaczął myśleć o Riven w sposób jaki nigdy wcześniej nie przyszedł mu do głowy o żadnej dziewczynie, zaczynał myśleć, że może siostra miała racje. Może to był właśnie najlepszy moment na to aby się ustatkować. Jednak teraz, kiedy patrzył na Thorne, która, jak mu się wydawało, zdecydowanie lepiej poradziła sobie z całą tą sytuacją, chociaż to ona pierwsza panikowała, docierało do niego, że się spóźnił. I teraz będzie musiał sobie jakoś z tym poradzić, chociaż pewnie nie będzie łatwo.
To co mówiła uznał za głupie. Nigdy nie pomyślał o tym, że go wykorzystała, jeśli ktoś tutaj kogoś wykorzystał to on ją. Nie wiedział co nim kierowało tamtego wieczoru, nie miał pojęcia dlaczego zareagował tak, a nie inaczej. Owszem, nawdychali się oparów opium rozpylonych w lokalu, przez to nie do końca nad sobą panowali, a w zasadzie w ogóle nad sobą nie panowali, nie mogli tego przewidzieć. Jednak mimo wszystko, kiedy rano obudzili się przy sobie kompletnie nadzy i dotarło do niego co się wydarzyło, miał ogromne wyrzuty sumienia, chociaż robił dobrą minę do złej gry. Nie chciał by Riven panikowała jeszcze bardziej, chciał ją uspokoić, powiedział, że to nic, że to nic nie zmieni, bo w tamtym momencie tak myślał. Teraz jednak nie był tego tak do końca pewny.
Widząc jak jej policzku się zaczerwieniły przez moment patrzył na nią z uwagą, ale w końcu się zreflektował i odwrócił wzrok na nowo skupiając się na swojej jajecznicy. Był głodny więc w zasadzie jego porcja dość szybko zniknęła z talerza i zagryzł wszystko kromką chleba. Wtedy też sięgnął po kufel z piwem i upił kilka łyków by po chwili stłumić w sobie beknięcie. Wrócił w końcu do niej spojrzeniem i wysłuchał uważnie co miała do powiedzenia.
- Nie słyszałem o tym jeziorze. - pokręcił głową - Ciekawa historia, można by się kiedyś pokusić o spróbowanie ponownie, w sensie żeby znaleźć ten dziennik, ciekawe co tam w nim jest zapisane. - odparł, a po chwili zaśmiał się cicho - Druzgotki, poważnie? - uniósł brew ku górze z lekkim rozbawieniem wymalowanym na twarzy - Ale to nurkowałaś tam sama? Nie, czekaj, mówiłaś, że wieża niby nie jest zatopiona, to jak się znalazłaś pod wodą? - spytał nie za bardzo rozumiejąc jak do tego wszystkiego doszło.
Chciał jeszcze dopytać czy była tam sama, bo jakoś średnio bezpiecznie widziało mu się żeby dziewczyna sama wybierała się na takie wycieczki. Doszedł jednak szybko do wniosku, że chyba nie chce znać odpowiedzi, więc nie zadał tego pytania.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:40 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.