• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Śmiertelny Nokturn > Mur Przysiąg
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
31-05-2025, 23:09

Mur Przysiąg
Pewna ponura, kamienna ściana ciągnąca się wzdłuż jednej z bocznych uliczek Nokturnu. Pokryta jest gęstą siecią wyrytych imion i przysiąg, spisanych w różnych językach i stylach – od chaotycznych bazgrołów po eleganckie, kaligraficzne litery. Każde z nich kryje obietnicę, którą ktoś złożył najprawdopodobniej pod wpływem magicznie zawiązanej umowy. Mówi się, że kto zapisze swoją przysięgę na tym murze, zostaje nią związany na wieczność. Złamanie słowa sprawia, że inskrypcja zaczyna krwawić, a imię stopniowo zanika, pozostawiając po sobie jedynie ślad przypominający popiół. W nocy Mur Przysiąg tętni cichym szeptem – echo złamanych obietnic i zdradzonych sekretów. Czasami na powierzchni kamieni można dostrzec ledwo widoczne błyski – rzekome ślady po czarnej magii, która zdaje się czuwać nad każdym zapisanym słowem.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Varya Borgin
Czarodzieje
Wiek
22
Zawód
łowczyni
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
4
OPCM
Transmutacja
5
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
19
13
Brak karty postaci
27-12-2025, 23:08
30 kwietnia 1962 roku. o świcie

Chłód poranka był mi przyjazny, niemal nieodczuwalny w swym negatywnym drażnieniu, bo moje ciało dawno temu nauczyło się znosić największą niewygodę. W nocy musiało padać. Wysokie myśliwskie sztyblety zanurzyły podeszwę w płytkiej, brązowej kałuży rozlewającej się leniwie po nierównym chodniku. Nokturn pogrążony w głębokim śnie, utulony przez mgliste pierzyny wydawał mi się jeszcze bardziej wrogi od gwarnych, tłocznych wieczorów. Wiedziałam, że szczególnie wtedy należało mieć oczy z tyłu głowy. Ja się nie bałam. Wciąż wolałam porę ciszy od dziesiątek głośnych twarzy, które próbowałyby napastliwie pozyskać dla siebie garści mojego istnienia. Moje wybory zazwyczaj ograniczały się do samotnego szlaku. Miast unikałam, choć musiałam nauczyć się akceptować ich tłoczność, bowiem mało który łowca zdoła przehandlować swoje wszystkie łupy na wiejskim targowisku. Miasta płaciły lepiej i miasta szukały zwierza mniej pospolitego, a ja coraz częściej rzucałam sobie groźne wyzwania. By czuć na skórze gryzący oddech niebezpieczeństwa, by rozwijać to, co mogło jeszcze zostać rozwinięte. Zawsze mogłam być lepsza, zawsze mogłam się czegoś nauczyć. Dla ojca zawsze pozostawałam jednak niewystarczająca. Starego Borgina trudno było prześcignąć. Nęciła mnie ta ambicja, choć podchodziłam do świata raczej z rozsądkiem – przynajmniej w tym względzie. Nigdy nie będę mogła się z nim równać i nie szukałam podświadomie drogi ku temu. Chyba.
Wznosząca się w powietrzu wilgoć zaczepiała blade policzki, kilka metrów za mną trzaskała któraś z okiennic, choć powietrze zdawało się stać w miejscu. Owa ponura aleja przyciągała jednak anomalie, których nikt z tutejszych nie próbował tłumaczyć. Gościłam tutaj zbyt często, by szukać wyjaśnienia dla tak pozbawionych znaczenia kwestii. Podążałam dalej, mijałam zabite dechami lokale na parterze sypiących się kamienic, mijałam ponure sklepowe ekspozycje, metalowe ramy, w których wisiały upiorne figury i ogarnięte nienormalną ciemnością zakręty prowadzące wprost do zaułków wypchanych ucieleśnieniem najgorszych koszmarów. Jako Borgin narodziłam się być może odporna na podobną makabrę, choć moi rodzice prawdziwe wytrzymałą uczynili mnie swym surowym wychowaniem. Dziś żadne z nich nie odwiedzało stolicy. Mnie gnała tam od czasu do czasu możliwość, choć tym razem zdawałam się kroczyć zwężającą się uliczką zupełnie pozbawiona celu. Od początku wędrówki nie dojrzałam ani żywej duszy, ledwie spodziewane cienie, duszne istnienia, niepokojące ślady po tych, którzy odeszli. Żaden z nich nie potrafił mnie skutecznie rozproszyć. Płaszcz ciężko wisiał na ramionach, spływając do mlecznobiałych basenów, oczy mocno koncentrowały się nad zamazanym celem kilkadziesiąt metrów stąd. Dłonie miałam schowane w głębokich kieszeniach, chłodne, skryte niedaleko noża i różdżki. Okolica nie sprzyjała wyprawom samotnych kobiet. Ja aż za dobrze wiedziałam, że nie sprawiałam wrażenia groźnej - to stanowiło moją broń. Od zasłaniania się budzącym grozę w tych stronach nazwiskiem wolałam sama skutecznie odstraszyć ewentualnego wroga. Inaczej nie byłabym córką swego ojca.
Do zapisanego tysiącem nierównych liter muru dotarłam przypadkiem. Ściana pełna przysiąg nigdy nie stanowiłam mojego celu, ale teraz stałam tuż przed nią. Wpatrzona w czarne i czerwone obietnice trwałam przez chwilę sztywna jak cmentarny posąg. Wcale nie czytałam zapisanych inskrypcji. Pomyślałam o mojej własnej próbie, o mojej osobistej misji. O tym, co zuchwale i wręcz szaleńczo przyrzekłam sama sobie minionej nocy. Gdy ślubowałam sobie spróbować, gdy zobowiązałam się tym razem uczynić wyjątek i złamać niemiłosiernie twardą, osobistą granicę. Podskórnie przecież nie od dziś czułam, że to szansa, która mogła mi się przysłużyć. Nawet jeśli niewidzialnie urastała przed moimi oczami do niemożliwego, cuchnącego upiora. Lęki, które w sobie nosiłam nie nosiły straszliwego miana wśród pospolitych ludzi. Lęki, które nosili oni, dla mnie wydawały się czymś niewielkim. Borginowie nie narodzili się po to, by podążać z prądem, co najwyżej deptali czyjeś niedbale porzucone w świecie tropy.
Z zakamarków czarnej szaty wyjęłam ostrze. Przecięłam wnętrze prawej dłoni, metal zachlapał się krwią. Nie spojrzałam na podłużną ranę. Zamiast tego zmoczyłam w niej końcówkę różdżki i podeszłam bliżej muru. Dwie czerwone krople spłynęły na zabłocony bruk. W gęstwinie liter i obcych znaków umieściłam pierwszą symboliczną linię. Pisałam dalej, korzystając z mowy i alfabetu moich rosyjskich przodków, płynne obietnice szybko wchłaniały się w nasączoną ciemną mocą konstrukcję. Я остаюсь. Даже когда. Moja krew pieczętowała przyrzeczenie. Tylko dla mnie. Choć czy tylko mnie jedną czyniąc świadkiem?
– Prosisz się o to, by twoją krew wchłonęły te ściany – mruknęłam oschle, wcale nie obracając się w stronę tego, kto czaił się kawałek za moimi plecami. – Brutalnie odebraną. Nie lubię, gdy ktoś mnie śledzi– sprecyzowałam.
Nieczęsto reagowałam w ten sposób. Jednak bycie śledzoną stanowiło jedną z kilku sytuacji, których nie mogłam zdzierżyć i w obliczu których zdolna byłam do wyrwania się z roli kamiennej obserwatorki świata. To ja byłam łowcą, to ja podążałam tropem. Nigdy odwrotnie. Mocno ścisnęłam pięść, w której zbierały się wciąż krople posoki. Ta chwila należała wyłącznie do mnie. Powinien oddać to, co mi zabrał.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
29-12-2025, 15:20
Poranek powoli wkraczał w zaspane ulice Londynu. Leniwe słońce przełamywało granat królujący na bezchmurnym niebie pełnym gwiazd. Ten widok często towarzyszył Axelowi, kiedy ten wychodził z Wiwerny, kończąc swoja zmianę kelnerską. Cichy gwar pod lokalem szybko cichł wraz z rozpierzchnięciem się stałych bywalców, którym nigdy nie spieszyło się do domu. Ognista była ich żoną, a oni wiernie trwali przy szklankach aż barman nie zarządził zamknięcia budy. Sen mocno otulał uliczki, w których nie było widać żywego ducha, Nokturn zapadał w swego rodzaju sen, kiedy dzień rozgaszczał się, wszyscy odsypiali pracowitą noc.
Devereaux przemykał uliczkami nie obierając jednej, i tej samej trasy co rusz. Kluczył, jakby mial nadzieje, natrafić na dobrą okazję. Kryjąc się w cieniach i wspinając na niskie dachy oglądał Nokturn z wyższej perspektywy, zaglądając od czasu do czasu przez okna do mieszkań i magazynów, a nóż cos ciekawego zwróci jego uwagę. Był jak zjawa, która kluczy bez celu po okolicy niosąc za soba jedynie smutek i nieszczęście.
I tak się w pewnej chwili stało. Szczupła, drobna postać przemknęła nieopodal, szelest płaszcza i stukot obcasów dotarły do tancerza błyskawicznie, a on jak czujny gończy zlokalizował postać, która zbuntowała się przeciwko nocy. Zainteresowany ruszył za nią trzymając się trasy prowadzącej przez balkony i niskie dachy. Bezszelestnie przeskakiwał pomiędzy konstrukcjami, nie tracąc z oczu zaobserwowanej kobiety. Ciekawość grała pierwsze skrzypce, bo widział po niej, że nie była to przestraszona istota, która zabłądziła. Poruszała się pewnie, wybierając trasę jakby świadomie.
Devereaux w swoich zobowiązaniach wobec Burke'a mial również zadanie obserwować Nokturn, być jego oczami i donosić mu, gdyby zauważył cos nietypowego, kogoś nowego. Handel musiał być pod kontrolą, nie było opcji na to, że cokolwiek się tutaj ukryje.
Postać zatrzymała się przed charakterystyczna ścianą, gdzie naiwni i zdeterminowani składali przysięgi. To miejsce powodowało, że Axel czul na karku ciarki. Nigdy nie skorzystał z magicznych właściwości tego miejsca i nie spieszyło mu się do tego. A raczej go to przerażało, że musiałby wystawić na publiczne miejsce swoje słowa i imię.
Kiedy kobieta się zatrzymała, Axel obserwował ją zza jej pleców kryjąc się w cieniu niedużego balkoniku, obok którego wznosiła się latarnia z charakterystycznym, metalowym koszem na magiczną świecę. Nakreślone przez postać litery były zagadka dla Axela, kojarzył jedynie, że Rosjanie posługują się czymś podobnym. Ale nie był w stanie tego rozczytać, jedynie zapamiętać i ewentualnie później znaleźć kogoś, kto pomoże mu to rozszyfrować.
Drgnął w pewnej chwili, kiedy cisze przeszył kobiecy glos ewidentnie skierowany w jego kierunku. Axel zaklął pod nosem, był pewny, że jest niezauważony i bezszelestny. Zbyt intensywnie przyglądał się, jego obecność wyczuto pomimo, że nie pałał gwałtownymi emocjami wobec osoby, która obserwował.
Powoli uniósł się z cienia i wspiął na barierkę balkonu, skąd mógł się chwycić latarnii i zsunąć na poziom ulicy,
- To z ciekawości. - Odparł nienagannym angielskim, charakterystycznym dla mieszkańców Londynu. Opadł miękko na kamienny chodnik, jedna dłoń skryta była w kieszeni lekkiego płaszcza, który spływał z barków młodego mężczyzny, kończąc się gdzieś na wysokości kolan. Smukłe palce oplotły różdżkę, będąc w każdej chwili gotowym do obrony lub ataku.
- Nie musisz od razu uciekać się do przemocy. - Na twarzy chłopaka pojawił się łagodny uśmiech, a jego chłodne, lodowo niebieskie oczy pozostawały czujne. - To po rosyjsku? - Skinął głową w kierunku muru. Widać było, że bardzo intrygowało go to, co kobieta napisała.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:40 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.