• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Kornwalia, Falmouth > Sypialnia
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
11-10-2025, 21:55

Sypialnia
Znajdująca się na piętrze główna sypialnia, obecnie zajmowana przez Atticusa, dawniej pełniła funkcję pokoju gościnnego. Po przeprowadzce do domu — niegdyś letniej rezydencji jego rodziny — niewiele zmienił w jej wystroju. Utrzymane w ciemnozielonych i złotych tonach wnętrze wciąż zachowało dawną elegancję: ciężkie zasłony, drewniane meble i ozdobne detale tworzą atmosferę spokojnego, nieco melancholijnego luksusu. W centrum stoi szerokie łóżko z wysokim wezgłowiem, a światło kryształowego żyrandola odbija się w lustrze nad komodą, rozlewając po pokoju ciepły, przytłumiony blask.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Oriana Medici
Akolici
niepokorne myśli, niepokoje
Wiek
25
Zawód
magimedyczka, genetyczka, badaczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
4
0
OPCM
Transmutacja
4
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
25
9
Siła
Wyt.
Szybkość
5
6
8
Brak karty postaci
28-11-2025, 18:41
23 kwietnia 1962, wczesnym rankiem

Audelii nie było, jak zwykle. Zawsze powtarzała, niemalże jak mantrę, że nie nadaje się na matkę — zbyt ostra, zbyt ruchliwa, zbyt głodna wolności, by zamknąć ją w rytmie karmienia, bezsenności, w małych obowiązkach, które dzień po dniu potrafią wyżłobić bruzdy głębsze niż wojna, w której polegały całe wojska. A jednak teraz była zaręczona. Wiedziała, że kocha mężczyznę, który poprosił ją o rękę. Ale wiedziała też, że rodzina; czuła, a jednocześnie dusząca idea — była jej najczystszym strachem, nie tylko jej własna, w której walczyła o władzę, co i jego. Właściwie, przede wszystkim jego.
W stoliku po lewej stronie zawsze leżała książka, którą czytała przed snem. Niewiele przesunęła się w ciągu kilku ostatnich miesięcy, kurz także nie obejmował lekko pozłacanych brzegów. Satyna powiewała łagodnie z każdym jej krokiem, nie uginając się chrzęstom drewnianej podłogi, gdzieś po drodze poprawiła bukiet w kwiatami; przecież wymagała ich od tak dawna, że się przyzwyczaiła do świeżego bukietu ranem i nawet ładnie wyglądał w tym pseudoartystycznym nieładzie jej notatek, rozrzuconych ubrań i zapachu kawy, który roznosił się po całej sypialni. Nie spięła nawet włosów, puszące się loki pozostawiając w nieładzie, jak gdyby splątana struktura miała stanowić odzwierciedlenie burzy mózgów, którą ponoć mieli przeprowadzić.
— On mnie ma za głupią dzikuskę!? — wykrzyknęła na początek, chociaż spodziewała się takich wieści od rodziny Atticusa. Nie odebrała tego listu źle, na początek, nawet jeśli wspomnienie o długach spotęgowało widoczne pod oczyma sińce i zaczerwienienie dekoltu. Wiatr zmroził nagie ciało, ubrane w cienką warstwę szlafroka, kiedy dłonią sięgnęła do okna i z rozmachem je otworzyła, aby zgarnąć z parapetu różdżkę i fajki. O tym właśnie mówili; o szaleństwie czającym się pod kopułą mózgu, o wyuzdaniu i prymitywnej wściekłości, którą dobra dama od stuleci powinna chować pod uroczym uśmiechem. O tym, że nie powinna tu być i oddawać swojego ciała; o tym, że nie powinna postępować pochopnie i podnosić głosu na narzeczonego.
— Ja mu, puttana, pokażę południowy temperament!!! — rzuciła listem na łóżko, z mieszanką wściekłości i zaskoczenia na twarzy. Jak Atticus mógł sobie tak spokojnie leżeć w łóżku i popijać cholerną, włoską kawę od jej wuja, kiedy ktoś tam sobie na górze tej hierarchii sugerował, że w znamienitości swojej osoby, musi im wszakże odstawić teatrzyk. Zabawić, zatańczyć, może pokazać, że umie używać widelca i noża? Wyolbrzymiała te słowa, miała absolutną świadomość, ale chyba potrzebowała ujść poczuciu, które rodziło się wewnątrz i rozniecało ogień, którego nie miała możliwości ugasić. Była egzotyczna, była dobrą sztuką, była tym pierdolonym, południowym temperamentem, który nakazywał spoglądać na nią z pobłażaniem i oczekiwać, że zamiast elokwencji okaże się innym zdolnościami oralnymi. Przecież nie wyglądała jak angielka, nie była nią nawet w połowie; a amerykanie są głupi, włosi leniwi i tak oto, ona we własnej osobie, uosabiała wszystkie te cechy i do tego emocje, które komentowano pod nosem cichym śmiechem. Nie oceniała słów, oceniała powielany schemat i przypuszczenia, że gdyby wybrał sobie kobietę z brytyjskiej rodziny, problemy byłyby mniejsze, a oczekiwania określone klarownie.
I po prostu była wściekła, na wszystko, co przez lata usłyszała. Bo seksualizowani przez nich Francuzi byli żabojadami, Włosi matołami, Hiszpanie to już kolorowi, a Portugalczycy to nie wiadomo gdzie ich kraj leży na mapie. Nie było istotne, że pełniła dla tych ludzi służbę i codziennie ratowała im życia; nie miało znaczenia, że urodziła się i wychowywała w Anglii. Nawet specjalnie nie była zła na te konkretne słowa, co na ciągłość powtarzanych schematów. Samo nazwisko sprawiało, że ludzie dziwili się płynnością jej angielskiego, sama płeć sprawiała, że oskarżano ją o uzyskiwanie wszystkiego przez oddawanie ciała. Nie mogła temu zaprzeczyć, bycie ładną obniżało prób wstępu, ale podnosiło możliwość udowodnienia światu swoich racji, kiedy każdy z pobłażliwością spoglądał na kobiecą atrakcyjność i odbierał jej tym samym rozum.
Wdech, wydech, leniwe zaciągnięcie się papierosem.
Musiała przyznać, że Hadrian Lestrange miał rację — miała w sobie ten nieugaszony niczym temperament.
Uspokoiwszy się, oparła dłonie o ramę łóżka, spoglądając po skrytym w połowie pod kołdrą ciele narzeczonego, który w milczeniu i akceptacji pozwolił jej na pierwszy odruch wściekłości. Nie reagował, nie musiał — równie szybko co wzniecała ogień, opadała w głębię spokoju.
— Spotkam się z nim. Ale najpierw spotkam się z twoją matką — zaczęła, a słowa opadły bez dozy akceptacji na odmowę. Wiedziała, że pani Lestrange nie będzie najbardziej zachwycona jej osobą; starsze arystokratki, które leczyła, choć spoglądały na jej aparycję, ubiór i zawód z akceptacją, zwykle nie wznosiły się w tym zachwycie. Było jej za dużo, ona chciała za dużo i zdecydowanie nie w dziedzinach, w których powinna jako kobieta. Ale wiedziała też, że to ona najlepiej wskaże jej, czym powinna się wykazać poza byciem sobą, bo to nie wystarczy w ich świecie. Zawód, wykształcenie, wiek i uroda może i działały na jej plus, ale bez okraszenia ich wyniosłą kurtuazją, szanse na wygraną były nikłe. I w tym czuła się zagubiona. Musiała nauczyć się roli tak starej jak herb rodowy, który miał kiedyś spocząć obok jej imienia, ale to nie były obowiązki wypowiadane wprost. Arystokracja rzadko mówiła głośno — sugerowała, szeptała, patrzyła, a spojrzenie bywało cięższe niż jakiekolwiek słowo, które obelgą obciążało jej umysł. Jak prowadzić rozmowy, które nic nie znaczyły, ale znaczyły wszystko. Jak siedzieć prosto, jak iść powoli, jak nie wypaść z ich wyćwiczonej choreografii, mówiąc zbyt wiele i zdradzając zbyt łatwo. Atticus urodził się w sztywnych kołnierzach, w szeptach o honorze, w słowach odmierzanych perfekcyjnie, co od pierwszych chwil budowało w jej oczach obraz nieomylności.
Ona nie. Ona urodziła się w wolności, w niepokorze, w śmiechu, który mógł za głośno odbić się od ścian salonu, w wojnach nad stołem i gestykulacji, która jasno mówiła, kto był jednym z nich, a kto nie należał do potomków rzymskich bogów. Ale kochała go, chyba, i dlatego postanowiła spróbować. Posłuszność nie była jej naturą, ale odpowiedzialność już tak, a kiedy rękawica została rzucona, starą tradycją powinna ją podnieść.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Atticus Lestrange
Akolici
You can tell how dangerous a person is by the way they hold their anger within themselves quietly.
Wiek
40
Zawód
urzędnik MM, bywalec podziemi
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
10
15
OPCM
Transmutacja
6
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
12
13
5
Brak karty postaci
13-12-2025, 14:25
Nigdy nie pamiętał snów.
Pozostawały jedynie przebłyski; niewyraźne majaki sennych mar, które odchodziły w otchłań zapomnienia niemalże od razu po przebudzeniu. Bywały noce, z których wybudzał się gwałtownie, a serce dudniło w piersi rozedrgane niepokojem, którego nie potrafił wyjaśnić; bywały i takie, po których czuł się jak nowonarodzony i gotów na kolejny dzień. Dzisiaj najwyraźniej nie śnił o niczym, bo i pobudka nie nastąpiła samoistnie. Najpierw poczuł ruch po drugiej stronie łóżka, odrzucenie miękkiej kołdry, nagłą pustkę; ręka wylądowała na materacu, nie odnajdując ciepła kobiecego ciała obok. Wymamrotał coś, jakieś słowo, nawet sam nie był pewien, i przewrócił się na drugi bok, próbując z powrotem poddać się drzemce; nim to jednak nastąpiło, poczuł zapach mocnej, włoskiej kawy, od dłuższego czasu ulubionej – i to ostatecznie zmusiło go do otwarcia oczu.
Ziewnął, przeciągnął się, dźwignął do pozycji siedzącej, przy okazji wygodnie układając poduszki za plecami; zerknął w kierunku Oriany, która – ubrana jedynie w cieniutki szlafrok, który ku jego uciesze zakrywał niewiele – krążyła po sypialni i najwyraźniej była wściekła. Nim zdążył zapytać o co chodzi, nagle to ona odezwała się pierwsza, i idylliczny poranek pękł niczym bańka mydlana. Dostrzegł list w jej drżących z nerwów dłoniach.
I to wyjaśniło wszystko.
Wspomniał o wiadomości od Hadriana już wczorajszego wieczoru, ale jeszcze wtedy nie przekazał treści do wglądu – a później wprawnie sprawił, że Oriana nie rozmyślała dłużej o wiadomości. Wezwał ją po to, by porozmawiać, ale skończyło się jak zwykle; długą i namiętną nocą, która jedynie odroczyła to, co nieuniknione – konfrontację z ponurą rzeczywistością, w jakiej przyszło im trwać. Atticus rozważnie przeczekał wybuch, pozwalając Medici na głośną, gwałtowną manifestację uczuć. Sięgnął po filiżankę stojącą na szafce nocnej i popijał kawę w ciszy, nie spuszczając wzroku z kochanki narzeczonej.
- Szczerze nie sądzę, żeby miał coś takiego na myśli – rzucił spokojnie w odpowiedzi na pierwsze słowa krytyki skierowane dla Hadriana. Znał wuja i doskonale rozumiał czym się kierował; dla nestora liczyło się jedynie dobro nazwiska Lestrange, nic więcej. Mógłby spróbować argumentować, ale na razie odpuścił. Sam na początku miał mieszane uczucia, gdy po raz pierwszy zapoznał się z treścią wiadomości; spokój nadszedł później, gdy do głosu doszedł zdrowy rozsądek.
Medici zyskaliby wiele przez ich małżeństwo; teraz wystarczyło udowodnić zysk również dla rodu Lestrange, by otrzymać błogosławieństwo Hadriana.
Bez tego nie mogli się pobrać, a to oznaczałoby powrót do punktu wyjścia.
- Daj mi papierosa – zażądał, wyciągając rękę po paczkę; gdy mu podała, sięgnął jednego i odpalił, przez chwilę delektując się smakiem tytoniu i zbierając myśli. – Przecież sama nie spodziewałaś się niczego innego, kochanie. Zamiast dramatyzować, musimy zdecydować jak to dalej rozegrać, i zrobić to na tyle mądrze, żeby wuj podjął decyzję już po pierwszym spotkaniu.
Wiedział, że zadanie nie było łatwe, bo Hadrian Lestrange zasłynął przede wszystkim z bezkompromisowości; decyzje podejmował twardą ręką i nigdy nie dopuszczał do głosu emocji. Liczyły się jedynie suche fakty, a przedstawienie takowych – mając na względzie temperament jego wybranki – mogło okazać się misją skazaną na porażkę.
Mimo tego, gdyby musiał ponownie zdecydować – nadal wybrałby tak samo.
- Chodź tutaj – odchylił kołdrę, by wpuścić ją z powrotem na miejsce, które tak gwałtownie opuściła. – Im szybciej ustalimy co dalej…
Urwał nagle w połowie i z wrażenia niemalże upuścił filiżankę na pościel.
Najpierw spotkam się z twoją matką.
O kurwa.
- Czekaj, co? – odstawił naczynie na stolik, wrzucił niedopalonego papierosa do popielniczki. – Po cholerę chcesz się z nią spotkać? Nie powie nic wartego uwagi, a znając ją to jeszcze zaszkodzi, uwierz mi. Moja matka nie jest… Miła w obyciu.
W sumie nawet sam nie wiedział jak opisać Alcyone Lestrange, bo nawet nosząc miano jej syna – w ogóle jej nie znał. Od dziecka rozumiał wartość matczynego słowa jako rozkaz, niekończące się zasady i wymagania; z całą pewnością nie była dla niego mamą w dobrym tego słowa znaczeniu.
Atticus odrzucił kołdrę i wstał, sięgając po różdżkę; zaklęciem przywołał szlafrok, ubrał się i podszedł do otwartego na oścież okna, tuż obok Oriany.
- Nie wiem czego dokładnie się spodziewasz, ale z góry mówię, że się rozczarujesz – oznajmił wprost, lecz nie powiedział nie; chciał zrozumieć powody nagłej decyzji Medici, która na razie pozostała poza jego rozumowaniem. Odruchowo odgarnął z twarzy kobiety kilka zbłąkanych kosmyków włosów, a potem sięgnął po papierosa, odpalił, zaciągnął się; nie odrywał spojrzenia od oczu Oriany, górując nad nią postawną sylwetką.
I czekał; na gest, na słowa, na kolejny wybuch, którego stanie się ujściem.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Oriana Medici
Akolici
niepokorne myśli, niepokoje
Wiek
25
Zawód
magimedyczka, genetyczka, badaczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
4
0
OPCM
Transmutacja
4
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
25
9
Siła
Wyt.
Szybkość
5
6
8
Brak karty postaci
21-12-2025, 15:34
Służalczo.
Podała mu papierośnicę, popielniczkę stawiając na stoliku nocnym. Była w tym geście pewna utrata własnego ja; butnego i nieroztropnie przeciwnego mężczyznom, nikomu nie pozwalała na to, aby rzucał jej tak sformułowanymi rozkazami. Ale on jeden; daj, chodź, mocniej.
Tylko raz nakazał jej milczeć i choć zwykła w takich momentach unosić głos, wtedy łagodnie opuściła dłonie w geście oddania. Miał nad nią władzę, kontrolę, która kazała powracać co rusz i widzieć, jak kipi w nim poczucie wyższości, że choć może puścić ją ze smyczy jak psa, to ona i tak wróci do jego nogi, błagając o uwagę. Zwykła Atticusa jednak idealizować; był dojrzały, przystojny, wysoko urodzony i piekielnie inteligentny, a kiedy pierwszy raz zacisnął dłoń na jej szyi i przyciągnął wówczas dwudziestodwuletnie ciało do siebie, wydawało jej się, że nie ma silniejszej osoby od niego i nikt nie potrafił roztopić jej nóg podobną władczością. Wiedziała natomiast, że słowa ludzi będą nachalnie obrzmiałe w krytykę, która nie ujrzy w niej uczucia, a zachłanność i pragmatyczne pragnienie łatwego życia, z owiniętym wokół palca mężem. Bądź miła, wybrzmiewały słowa matki, kiedy spinała jej włosy w koku, odsłaniając nastoletnie ramiona. Z czasem uderzyło w nią to, że matka — nie mając tego w zwyczaju — pozostawiła ich samych w swoim gabinecie,  a kiedy dzień wcześniej wspominała o spotkaniu, równocześnie zasugerowała ładne nogi, które winna pokazywać. Mijały kolejne dni od ich zaręczyn,  Claire wydawała się wyjątkowo pogodzona z zamążpójściem córki i tylko kilka słów, tak, jak przed laty, rozbijało się w głowach młodej kobiety. Musisz być lepsza od ideału, którego od ciebie oczekują.
Matka nauczyła ją chodzenia do salonów piękności, aby wieczorami z uśmiechem przyjmować niezliczone komplementy. Profesorowie wydawali się jąkać i zatracać we własnych wyobrażeniach, gdy mówiła o wolności i przyjemności, przeplatając to z kłamliwymi słowami o miłości i małżeństwie. Nawet Lothaire Baudelaire, ojciec Manon i przyjaciel jej ojca, wydawał się poruszony jej osobą, choć jego nigdy by o to nie posądzała. Teraz widziała  w tym pewien schemat, który kazał jej unosić się negliżem i sensualnością w tej właśnie sypialni od ponad trzech lat, kusząc piętnaście lat starszego mężczyznę, który ledwie kurwy na boku mianował ją miłością swojego życia i nałożył na jej palec pierścionek. Mimo wściekłości, która pierwotnie obudziła się w niej po przeczytaniu listu, nie dziwiła się nestorowi, początek ich relacji nie opierał się przecież na nieskończonej miłości a obustronnej potrzebie dowartościowania; on chciał z niej korzystać, ona chciała korzystać z niego. Gdy oddechy spajały się w jedność, kark czerwienił się od naporu dłoni i czerwona szminka rozmazywała się na jasnej, hotelowej pościeli, on pieprzył ładne ciało, ona pieprzyła budowane za sobą plecy i drogie prezenty, którymi przepraszał ją, gdy to jednak on uciekał z ich relacji. A potem uciekała ona, spłoszona bliskością i zaangażowaniem, w którym poza spazmami przyjemności były plany i wizje, zgodne poglądy i troska, która opatrywała jego rany i prosiła, by wrócił bezpiecznie do domu; ale i ona wracała, za każdym razem, słysząc w skrzypnięciach łóżka szmer otwieranych i momentalnie zamykanych drzwi. Obie: i ona, i matka, doskonale wiedziały, co robić.
— I o to chodzi, Atticusie. Mam być kandydatką na żonę, nie na kochankę — zaczęła, gryząc się w język — i jeśli któraś ze znanych kobiet miałaby mi to pokazać, będzie to twoja matka, nie moja.
Leżała wtulona w nagie ciało,  starając się odnaleźć w tej chwili odrobinę spokoju dla rozszarpanych nerwów.
— Jestem młoda, ładna i do pogadania o czymś ciekawszym niż pogoda... muszę wiedzieć, jak się ubrać, muszę wiedzieć, jakie wady we mnie widzi, abym mogła je zniwelować. Ty nigdy nie spojrzysz na mnie w odpowiednio krytyczny sposób. 
Palcami przesuwała po męskiej klatce, kreśląc tylko sobie znane szlaczki. W pomieszczeniu unosił się aromat kawy i papierosów, idealnego połączenia prowadzącego do budowania schematów, które zwykły kiełkować w środku nocy nad notatkami z badań. Gdzieś na samym dnie pragnęła, by matka Atticusa odradziła im ślub, odrzuciła kandydaturę Medici i wyśmiała ten pomysł; gdyby ona to zrobiła, Oriana nie musiałby go ranić. Ale wiedziała, że kobieta już uległa, a jej przyszło nosić ciężar pereł, złota i kłamstw, które przeplatać się będą z ułudą salonów. Powtarzała to co rusz, wspinając się po szczeblach kariery w Mungu czy na Uniwersytecie. Wulgaryzmy upraszały ją do seksualnego spełnienia, nie mogła mieć talentu, nie można było się w  niej zakochać.  Teraz powtórzą ten schemat, zarówno na wieść o zaręczynach, jak i w każdym kolejnym etapie jej życia. Nigdy nie będzie jedną z nich, zawsze będzie kaprysem wdowca, zawsze będzie młodą i jurną, zawsze będzie miłą. Nie będą sugerować. że wybrał ją przez jej intelekt i karierę, której nie można jej było odmówić. Na szpitalnych korytarzach nadal bywała pielęgniareczką, wśród profesorów zabawką a dla mężczyzn takich jak on, towarzyszką eskapady z loży VIP do restauracyjnej łazienki, gdzie grzecznie połknie i promiennie się uśmiechnie, poprawiając czerwoną szminkę, którą on zmyje, zanim na misjonarza puknie tę dobrą kobietą, która ma mu urodzić potomka.  Tak będzie, tak musiało być, tak zbudowano ich świat. Clou tkwiło w tym, by nestor ujrzał, że ona potrafi być inna; w historię relacji z miłością od pierwszego wejrzenia nie uwierzyłby nikt,  ale mógł uwierzyć w to, że jest godna, aby być żoną i matką. Chociaż, najpierw to ona sama powinna w to uwierzyć. Uniosła oczy w kierunku twarzy mężczyzny, ubierając lico w delikatny uśmiech. Nie musieli nic mówić, oboje wiedzieli, że ich decyzja będzie skazana na próbę. Wszystko chodziło, by on udowodnił, że nie jest głupcem, a ona, że jest nim w wystarczającym stopniu.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Atticus Lestrange
Akolici
You can tell how dangerous a person is by the way they hold their anger within themselves quietly.
Wiek
40
Zawód
urzędnik MM, bywalec podziemi
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
10
15
OPCM
Transmutacja
6
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
12
13
5
Brak karty postaci
27-12-2025, 17:35
Zawsze uważał, że do twarzy jej było z gniewem.
Tak bardzo różniła się od tych wymuskanych, delikatnych mimoz, które poznawał przez całe życie; kobiet pokroju jego matki, siostry, babki i wszystkich innych przed nimi, które od urodzenia zakładały ciasny gorset konwenansów, nosząc go przez całe życie w imię rodowej chwały. Oriana była inna; dzika, emocjonalna i pełna sprzeczności, które – zamiast odrzucać – zdawały się przyciągać go bliżej. Nie chodziło tylko o naturalny powab i urok, które roztaczała wokół siebie z pełną świadomością każdego gestu, lecz bardziej o chaos jej myśli, czynów i słów; niekontrolowaną, rozgrzaną falę emocji, które drążyły ledwo dostrzegalne wyrwy w zbroi spokoju, którą Lestrange zakładał na co dzień.
Na razie opanowanie pozostało nienaruszone; jedynie spojrzenie niebieskich oczu pochłaniało jej najmniejszy ruch, jakby to z nich próbował odczytać kolejną reakcję. Ta taktyka zawodziła niemalże zawsze, bo Oriany Medici nie dało się przewidzieć w żaden sposób, i szczerze wątpił, by nawet zdolności jasnowidzenia Jaspera i Morty’ego razem wzięte dałyby radę. Nigdy jednak nie widział w tym jej wady, lecz kolejną zaletę; coś, co tak dobitnie wyróżniało ją na tle innych kobiet.
Być może dlatego żadna inna nigdy nie wchodziła w grę.
Być może dlatego nie potrafił się od niej uwolnić.
I dlatego teraz byli tutaj – w jego domu, w jego sypialni, po kolejnej, namiętnej nocy, których nigdy przecież nie miał dość. Co więcej, byli zaręczeni; nadal tak określał tą relację w myślach, chociaż oficjalna zgoda jeszcze nie padła.
Nie myślał zbyt wiele o tym co ludzie powiedzą, bo wizja przyszłych plotek i szeptów niedomówień ciążyła wystarczająco w chwilach, w których zawracał sobie tym głowę. Wiedział czego tak dokładnie obawiał się Hadrian Lestrange, który nakreślił swe obawy w wyjątkowo uprzejmą formę. Czasami zastanawiał się jednak czy to aby na pewno Oriana stanowiła zalążek widzianego przez nestora problemu, czy może to on sam nim był; ostatecznie który facet po czterdziestce oświadcza się dwudziesto-kilku latce? Mógłby nazwać to żądzą, mógłby określić miłością, ale i tak nie byłby w stanie zniwelować negatywnego rozgłosu. Kiedyś takie praktyki były na porządku dziennym, lecz czasy się zmieniały – a gdyby jego wybranka nosiła nazwisko Malfoy, Rosier czy Carrow, problem w ogóle by nie istniał. Wybór jednak padł, i Atticus miał zamiar zmierzyć się z konsekwencjami – bez względu na koszty.
Kiedy papierosy zostały wypalone, a zapach tytoniu ulotnił się wraz z kolejnym podmuchem nadmorskiej bryzy, wrócili w ciepłe objęcia wygodnego łóżka. Nie spodziewał się tak szybkiej kapitulacji Medici, ale pod tą nagłą uległością wyczuł coś jeszcze.
Zawahanie.
- Wydaje mi się, że sama już wiesz jakie serwetki najlepiej pasują do srebrnej zastawy, i kogo posadzić z kim podczas przyjęcia by obyło się bez rozlewu krwi – rzucił z przekąsem, władczym gestem przyciągając kobietę bliżej; pozwolił, by wygodnie ułożyła głowę na jego ramieniu, palcami leniwie sunąc po jej plecach. – Bo właśnie takie porady może dać ci moja matka.
Nawet, jeśli kiedyś – w dalekiej przeszłości – Alcyone Lestrange miała jakieś pragnienia i zdolności przez zamążpójściem, on nigdy ich nie poznał. Jego matka była mu obca w równym stopniu, co rodzicielki jego kolegów ze szkolnych lat. Nie byłby w stanie wymienić chociażby kilku faktów na jej temat, i nie ubolewał z tego powodu. Kiedy nie miał Audelii, uważał to za zupełnie normalne; samemu jednak wychowywał córkę zupełnie inaczej, niż rodzice wychowywali jego. W końcu jednak wyraźnie skapitulował, rzucając Orianie raczej rozczarowane spojrzenie; nie miał zamiaru dłużej odwodzić jej od pomysłu spotkania z jego matką. Jeśli uznawała, że w jakimś stopniu taka wizyta miałaby pomóc – dlaczego mimo oczywistej niechęci miałby oponować?
Zaśmiał się cicho, słysząc dalszą wypowiedź Oriany; pokręcił głową i zmienił pozycję, górując nad kobietą sylwetką.
- Naprawdę? To nie opowiesz mi żadnej ciekawostki pogodowej? – mruknął z ustami tuż przy wrażliwej skórze szyi, po chwili podnosząc spojrzenie na twarz Medici. – To ja znam cię najlepiej, Oriano. Zamiast wad, skupiam się na zaletach, a masz ich więcej niż wszystkie błękitnokrwiste panny razem wzięte.
W jego głosie wybrzmiała szczerość. Nie okłamał jej prawie nigdy; żałował, że nie potrafiła spojrzeć na siebie jego oczami i ujrzeć wszystko to, co zobaczył w niej przed niemal trzema latami – i widział do tej pory.
- Rozmawiałaś ze swoją matką?
O obawach, o całych zaręczynach, o dalszych planach; pytanie wybrzmiało ostrożnie, ale nie zamierzał ciągnąć tematu, jeśli nie wyraziłaby dalszej chęci na rozmowę. Jego uwaga szybko też została rozproszona; dłoń, sunąca łagodnie wzdłuż kobiecego boku, z dozą dominacji zacisnęła palce na jej biodrze. Oriana działała jak najlepszy narkotyk; nigdy nie miał jej wystarczająco dużo, i zawsze pragnął więcej.
Nawet teraz, gdy teoretycznie powinni planować dalsze kroki, a nie skupiać się na przyjemnościach ciała.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:41 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.