• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Walia > Jezioro Llyn Tegid (Bala Lake)
Strony (2): 1 2 Dalej
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
08-09-2025, 18:17

Jezioro Llyn Tegid (Bala Lake)
Na północnym zachodzie leży Llyn Tegid - największe naturalne jezioro Walii, spokojne i ciemne jak obsydian. Otaczają je zalesione zbocza i łagodne pagórki, które w odbiciu tworzą złudzenie podwójnego świata. Legenda mówi, że pod powierzchnią kryje się zatopiona wioska - a w wietrzne noce można usłyszeć dzwony jej dawnego kościoła. Woda jest zimna i głęboka, a jej barwa zmienia się wraz z niebem - od błękitu po stalową szarość. Miejsce to przyciąga zarówno rybaków, jak i wędrowców, ale każdy, kto patrzy w taflę jeziora zbyt długo, czuje dziwne, niepokojące przyciąganie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
05-12-2025, 22:05
|08.04.1962, przychodzimy z Neath Port Talbot

Cichy trzask oznajmił, że świstoklik zadziałał i znaleźli się we właściwym miejscu. Llyn Tegid rozciągało się przed nimi niczym wielkie, milczące oko świata; ciemne, lśniące, gładkie jak polerowany obsydian. Powierzchnia jeziora była niemal nieruchoma, tylko miejscami marszczona delikatnym tchnieniem wiatru, który schodził z pagórków, niosąc ze sobą zapach wilgotnej ziemi i żywicznej gęstwiny lasu. W powietrzu czuło się chłód echa zimy. Łagodne wzgórza od północy i wschodu odbijały się w wodzie, tworząc iluzję świata odwróconego, krainy bliźniaczej, istniejącej pod lustrzaną granicą jeziora. Chmury, wysoko rozciągnięte po niebie, sunęły powoli, a ich blade cienie wślizgiwały się w odbicie, barwiąc wodę raz na błękit, raz na stal. Wokół panowała dziwna cisza. Co jakiś czas z głębi lasu dobiegał głos ptaka, który otulał swym głosem okolicę. Z dala słychać było szmer drobnych fal muskających kamienistą linię brzegową.
Drzewa porastające zbocza i sam brzeg wyglądały, jakby wyrastały nie tylko z ziemi, lecz także z mgły. Niektóre były smukłe, jasne, z liśćmi kołyszącymi się w rytm szumu wody. Inne rosły masywne, rozłożyste, o korze pociemniałej od czasu i od szorstkich podmuchów wiatru znad jeziora. Właśnie jedno z tych drzew przyciągnęło uwagę Kennetha. Rosło nieco na uboczu, tuż przy miejscu, gdzie las otwierał się na niewielką, trawiastą polanę. Było większe od wszystkich innych; nie tylko wyższe, lecz jakby dumniejsze, bardziej świadome własnego miejsca w krajobrazie. Pień miało masywny, poprzecinany ciemnymi rowkami. Korona drzewa rozpościerała się szeroko, dając wrażenie ogromnego, naturalnego sklepienia. Zatrzymał się przed drzewem. Uniósł różdżkę. Drewno w jego dłoni wyglądało skromnie, lecz pewnie spoczywało w palcach, jak narzędzie, którego właściciel używa z pełną świadomością jego mocy. Kenneth zbliżył się o krok i delikatnie, prawie czułe, postukał końcówką różdżki w korę. Raz. Drugi. Trzeci. Drzewo nie poruszyło się w żaden widoczny sposób, ale powietrze wokół nich na moment zgęstniało, jakby wciągnęło głębszy oddech. Z pnia dobiegł cichy, głuchy dźwięk. Czarodziej cofnął różdżkę, a jego uśmiech poszerzył się, jakby właśnie otworzył przed widzami kulisy spektaklu. Kora w miejscu, gdzie stukał, zaczęła się rozsuwać. Nie pękała jednak ani nie kruszyła się; raczej odsuwała gładko, w sposób, który bardziej pasowałby do drzwi niż do żywego drzewa. Z wnętrza pnia dobiegł ciepły blask, po czym coś wysunęło się na zewnątrz. Najpierw róg wiklinowego koszyka, potem jego cały, idealnie upleciony kształt.
Za koszykiem, niczym towarzysze dobrze zorganizowanej wyprawy, wysunęły się dwa koce: jeden gruby, miękki, przeznaczony do okrycia w chłodniejsze chwile, drugi cieńszy, piknikowy, w ciepłych odcieniach brązu i czerwieni, idealny do rozłożenia na ziemi. Kenneth odwrócił się powoli w stronę Riven, prezentując koszyk z dumą kuglarza, który właśnie zakończył popisowy numer. W jego oczach błyszczało zadowolenie, jakby doskonale wiedział, że jego mała demonstracja zrobi wrażenie. Za plecami drzewo zamknęło się cicho, jakby nic szczególnego się nie wydarzyło. -Zapraszam. - Jeden ruch różdżką, a koc piknikowy ułożył się niemal idealnie na ziemi, a z koszyka wyskoczyły talerze i poczęstunek. Jeden z talerzy poszybował wysoko w górę, prawie rozbijając się o jedną z gałęzi, a metalowy kubeczek został pochwycony przez kapitana kiedy wystrzelił jak z procy prosto w jego twarz. Reszta naczyń okazała się bardziej skora do współpracy.
Po uniesieniu wieka ze środka uniósł się delikatny, kuszący zapach: mieszanina słodkich owoców, świeżego pieczywa i czegoś, co przypominało lekko dymną nutę serów dojrzewających w chłodnych, kamiennych piwnicach. Nie zabrakło także czegoś bardziej sycącego. Pod kolejną warstwą tkaniny znajdował się ceramiczny pojemnik, w którym spoczywała zapiekana potrawa; warzywna tarta z tymiankiem i karmelizowaną cebulą, sądząc po zapachu, który wydostał się na wolność, gdy Kenneth uchylił pokrywkę. Jej powierzchnia była złocista, lekko popękana, jakby zapraszała do wcięcia w nią pierwszego kawałka. Na samym dnie, zabezpieczona przed przewróceniem się miękkimi ściankami koszyka, leżała butelka owinięta w płócienny materiał. Po rozchyleniu materiału ukazała się etykieta, starannie kaligrafowana: był to cydr z lokalnych sadów, idealny do popijania w chłodne popołudnie nad jeziorem. Kapitan rozsiadł się wygodnie na kocu i spojrzał wyczekująco na Riven.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
05-12-2025, 23:42
Kiedy się teleportowaliśmy, rumieniec nadal rósł na moich policzkach. Wciąż czułam dotyk jego dłoni na swoim czole, kiedy niezwykle delikatnie zgarniał z niego mokre kosmyki moich włosów. Wciąż widziałam wyraz jego twarzy, tę szaleńczą radość. Wciąż słyszałam pochwałę, jaką mnie obdarzył. I jak spojrzenie zatrzymywał na mojej szyi. W dłoni bardzo mocno trzymałam woreczek z bursztynami, a w głosie huczały mi słowa o byciu piratem i pierwszym odnalezionym skarbie. W głowie mi wirowało i nie do końca była to kwestia podróży Świstoklikiem.
Gdy moje stopy dotknęły podłoża byliśmy już w zupełnie innym miejscu. Jakże różnym od tego, w którym byliśmy przed chwilą. Gdy mówił o byciu głodnej, to myślałam, że zabierze mnie do jakiejś restauracji, knajpy, czy tego typu miejsca. Jakież zdziwienie musiało się wymalować na mojej twarzy, gdy zorientowałam się gdzie jesteśmy. Nie miałam pojęcia, czy to nadal Walia, a może Anglia lub już Szkocja? Nie wiedziałam gdzie jestem, nie wiedziałam właściwie która godzina. Czy minęło już południe? A może było znacznie później niż mi się wydawało? Kompletnie straciłam rachubę czasu.
Miejsce było piękne i oderwane znowu od miejskiego życia. Byłam pewna, że nie spotkamy tutaj nikogo, kolejne miejsce, które spokojnie mogłabym nazwać cudem. Nie pamiętam kiedy ostatni raz miałam możliwość tak podróżować, zwiedzić nowe miejsca, zobaczyć coś niesamowitego na własne oczy. Ciągle tylko tawerna-dom, tawerna-dom-impreza-tawerna. Cardiff, czasem Londyn. Nic więcej. A dzisiaj? Dzisiaj przeżyłam już więcej niż w ciągu ostatniego roku, zobaczyłam więcej niż… nawet nie pamiętałam od jakiego czasu.
Obserwowałam Kennetha bez słowa, gdy ten kierował swoje kroki w stronę jednego z drzew. Z początku nie widziałam w nim nic nadzwyczajnego, ot normalne drzewo, ale im dłużej mu się przyglądałam, tym lepiej dostrzegałam tę dumę, siłę, to drzewo było tu nie byle jakim drzewem. A drzewem-panem tego miejsca. Zrobiłam kilka kroków, aby lepiej widzieć co robił Kenneth. Ten uniósł różdżkę, zastukał w korę. Raz. Dwa. Trzy. I drzewo się poruszyło. Rozchyliłam usta, ze zdziwieniem obserwując jak pojawia się koszyk i dwa koce. Zdziwienie przekształciło się w szeroki uśmiech, a patrząc na kapitana “Złotej Łani” prezentującego mi swoją zdobycz, zaklaskałam kilka razy w dłonie w szczerym podziwie. Zaśmiałam się obserwując latające talerze i śmigające kubeczki. Po chwili jednak było już wszystko przygotowane, a ja zostałam zaproszona do uczty.
Woreczek z bursztynami wrzuciłam do swojej torby i zbliżyłam się w stronę Kennetha. Stanęłam nad nim i uśmiechnęłam się złośliwie.
- Jak ostatni raz poszłam z jakimś chłopcem na piknik, to nazywaliśmy to randką - poruszyłam brwiami, i chociaż miał być to żart, to delikatnie policzki znowu mnie zapiekły. - Dostałam bursztyny, teraz ten poczęstunek. Kenneth, czy ja na pewno spłacam swój dług?
Kucnęłam cicho chichocząc. Ściągnęłam torbę, kładąc ją na trawie obok koca by nie zajmować na niej miejsca. Zsunęłam ze stóp trzewiki i weszłam na koc. Nie mogłam usiąść zbyt swobodnie, bo spódnica, więc wysunęłam nóżki przed siebie i bokiem zajrzałam do koszyka. Pachniało z niego cudownie, wszystko też wyglądało pięknie. Były owoce, sery, dodatki, których w życiu na oczy nie widziałam i nie miałam pojęcia jak smakują. Zerknęłam na butelkę, czytając napis kiwnęłam parę razy głową. Sięgnęłam do środka, chwyciłam kilka winogron i wsunęłam kilka do buzi.
- Doble - pochwaliłam, wpychając do ust jeszcze jedną. Były bardzo słodkie, na pewno dojrzałe. - Chcesz?
Wysunęłam w jego kierunku dłoń z gałązką, na której zostały jeszcze dwa owoce. Uśmiechnęłam się lekko i rozejrzałam po okolicy. Omijałam wzrokiem taflę jeziora, nie chcąc kusić losu. Bardziej interesował mnie las i polana. Cudownie by się tu latało. Poprawiłam chustkę na szyi.
- Gdzie jesteśmy? - Zapytałam, sięgając po kolejny owoc z koszyka.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
11-12-2025, 16:38
Lubił teatralizację, lubił chodzić na granicy nad przepaścią - drażnić, testować, sprawdzać na ile może sobie pozwolić. Mówili, że przeciągał niebezpiecznie linę, że bywał bezczelny i zbyt pewny siebie co kiedyś się na nim odbije. Nic sobie z tego nie robił i brał życie takim jakim było. Nie tworzył w swojej głowie wielu scenariuszy, choć nie żył z dnia na dzień, jak niektórzy sądzili. Zawsze miał przed sobą cel, ale zdawał sobie sprawę, że twarde trzymanie się planów sprawi, że nigdy do niego nie dotrze. Życie na morzu nauczyło go, że na wiele spraw nie miał wpływu, ale mógł je przewidzieć i się przygotować. Nie potrzeba było do tego daru jasnowidzenia, a zwykłą kalkulację.
Unosząc spojrzenie na stojącą nad nim Riven błysnął bielą zębów w bezczelnym uśmiechu. -Dobrze się składa, że nie jestem chłopcem. - Odpowiedział dostrzegając cień rumieńców na kobiecych policzkach. -Spłacasz i to bardzo gorliwie. - Jego wzrok spoczął znów na apaszce, którą bardzo dokładnie zawiązała wokół szyi chcąc ukryć to, co już zdołał dojrzeć. Zaintrygowało go to, że tak bardzo zasłaniała ślady namiętności, której zapewne się oddała nie tak dawno. Nie jemu oceniać, tym bardziej jemu, któremu można było zarzucić wiele, ale nie to, że się moralnie prowadził. Patrzył teraz z rozbawieniem jak Riven buszuje we wnętrzu koszyka wyciągając soczyste winogrona, a potem gałązkę z paroma podsunęła w jego stronę. Bez wahania chwycił owoc zębami przyglądając się jej w tym czasie. Następnie sięgnął do koszyka w tym samym czasie co czarownica. Musnął wierzchem swojej dłoni jej palce i wyciągnął tartę oraz butelkę cydru. Korek wyskoczył z cichym pyknięciem, a kapitan rozlał trunek do metalowych kubeczków, które wcześniej ochoczo wyskakiwały z koszyka. Teraz jednak nie sprawiały żadnych problemów. Pociągnął solidny łyk orzeźwiającego napoju. -Jezioro Llyn Tegid. - Wyjaśnił i wskazał na gładką taflę jeziora. -Legenda mówi, że pod powierzchnią kryje się zatopiona wioska - a w wietrzne noce można usłyszeć dzwony jej dawnego kościoła. - Zabrał się za krojenie tarty. -Ponoć woda przyciąga, a my dzisiaj sprawdzimy ile prawdy jest w legendzie. - Z tymi słowami podał jej talerz z tartą, a w oczach znów pojawił się ten błysk. -Okazałaś odwagę więc uznałem, że mogę zabrać cię na kolejną wyprawę.
Jaki w tym wszystkim miał cel, ciężko było stwierdzić. Wydawał się być w iście szampańskim humorze i zdecydowanie dobrze się bawił. Nie chciał za wiele zdradzać, ani tym bardziej jaki miał cel w tej całej spłacie długów. Niektórzy mówili, że ciężko było nadążyć za kapitanem “Złotej Łani” i próba była z góry skazana na porażkę. Na razie siedział wyciągnięty na kocu z miną kota, który zjadł całą miskę śmietanki. Spoglądał w stronę jeziora, a potem znów zerknął na towarzyszącą mu kobietę. -Powiedz mi River, jak się czujesz z zaglądaniem w miejsca, do których co do zasady jest zakaz wejścia lub jest ono niewskazane?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
16-12-2025, 20:23
Życie płynęło, dzień za dniem, a ja już dawno przestałam przejmować się przyszłością czy przeszłością. Starałam się żyć tym co tu i teraz, bawić się, korzystać, popełniać też błędy. Nie myślałam o tym, co przyniesie mi przyszłość, chociaż ona przychodziła do mnie nie zapraszana. Wizje towarzyszyły mi od najmłodszych lat, widziałam sceny, które już zaraz, niedługo, miały się wydarzyć i czy chciałam czy nie - działy się. Po co więc zaprzątać sobie głowę czasem przyszłym, jeśli nie miałam na nią żadnego wpływu? Była zaplanowana, od A do Z dla każdego z osobna. I dla mnie i dla Kennetha, grunt to wykorzystać ten czas który mieliśmy jak najlepiej. I to chciałam w swoim życiu osiągnąć. Zniknąć z tego świata z poczuciem, że wykorzystałam swój teraźniejszy czas najlepiej jak mogłam. Na naukę, ćwicząc animagię. Na zabawie, nie bojąc się postawić nogę na parkiecie. Na realizacji własnych idei, podążając za głosem człowieka, który mówił mądrze, którego chciałam słuchać i plan realizować. W swoim planie dnia miałam jedynie kilka punktów stałych, reszta była jedną wielką improwizacją. Tak jak dzisiejszy dzień, improwizowałam, próbowałam się dobrze bawić i wyczytać, z tego uśmiechu kapitana Złotej Łani, co mu chodzi po głowie.
- Szkoda - mruknęłam tylko, lekko się uśmiechając i spoglądając na Kennetha.
Gdy odparł, że tak gorliwie spłacam swój dług, a następnie jego wzrok spoczął na mojej szyi, jedynie zarumieniłam się jeszcze bardziej i nerwowo poprawiłam apaszkę. Nie chciałam by widział te ślady, po innej gorliwie wykonywanej czynności. Nie powinno ich na moim ciele być, ani na szyi, ani nigdzie indziej. Ale jednak były, na co nie mogłam nic poradzić. Całe szczęście zaraz zajęłam się siadaniem na kocyku i szperaniem w koszu z jedzeniem. Udawałam, jakby nic się nie stało, zajadając się winogronami i proponując je Kennethowi. To co potem zrobił i jak się zachował, wprawiło mnie w niemałe osłupienie. Znałam te sztuczki, patrzył mi prosto w oczy, gdy zębami chwytał winogrono z gałązki spoczywającej w mojej dłoni. Patrzyłam na niego, starając się oddychać spokojnie, bardzo starając się nie pozwolić, aby rumieniec znów wpłynął na moje policzki. Jednak to ukłucie w podbrzuszu, szybciej bijące serce… moje ciało dało się złapać na ten trik i chociaż wiedziałam, że Kenneth absolutnie z pełną premedytacją naciąga strunę, to reakcja mojego organizmu była typowa. Taka, w jaki sposób kobieta na taki gest powinna zareagować. Odwróciłam wzrok, sięgnęłam do koszyka chcąc się czymś zająć, ale i pan Fernsby zrobił to w tym samym czasie. Nasze dłonie się zetknęły, poczułam ciepło jego skóry. Cofnęłam rękę na chwilę, miałam ochotę zapiszczeć jak mała podekscytowana dziewczynka. A może wściekła, że Kenneth się ze mną drażni? Zacisnęłam uda, a usta ułożyłam w dzióbek. Trzymałam kubeczek, mocno zaciskając na nim swoje palce.
Dopiero gdy cydr przepłukał moje usta, a Kenneth zaczął opowiadać mi o tym miejscu, zdecydowałam się ponownie na niego spojrzeć. Przechyliłam lekko głowę, zaciekawiona doborem miejsc, w które mnie zabierał. Najpierw jaskinia z bursztynami, teraz przyciągające jezioro. Zerknęłam ponownie w stronę tafli wody, a potem na kapitana.
- Wątpiłeś w moją odwagę? - Wzięłam talerz z tartą, posyłając mu zaczepne spojrzenie. - No tak, młoda barmanka, pewnie myślałeś, że zaraz wezmę nogi za pas i ucieknę, prawda? Po pierwsze, mam dług do spłacenia, a ja swoje długi spłacam - wyszczerzyłam zęby. - A po drugie… lubię dreszczyk emocji, chociaż o tym mogłeś nie wiedzieć.
Wzruszyłam ramionami, wgryzając się w kawałek ciasta. Zostawiłam go z tymi słowami w ciszy, wpatrywałam się przed siebie wzrok zawieszając na linii drzew po drugiej stronie brzegu. Kawałki kruszonki chrupały pomiędzy moimi zębami, a ja czułam coraz większą ekscytację na samą myśl, że zaraz czeka nas kolejna przygoda. Akurat przełknęłam, gdy padło pytanie. Udałam zastanowienie, teatralnie, jak to miałam w zwyczaju, układając usta w dzióbek i odłożyłam talerz na bok. Pochyliłam się lekko w stronę i uśmiechnęłam lekko.
- Nie zliczę ile razy pakowałam się do Zakazanego Lasu, umiem rzeczy, o których ci się nie śniło i chociaż zazwyczaj tego nie planuję, to wpakuję się w jakąś głupią akcję. Myślę, że takie miejsca nie robią na mnie wrażenia - nachyliłam się jeszcze bardziej. - Na czym polega to sprawdzenie tej legendy?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
18-12-2025, 20:01
Obserwował ją z uwagą drapieżnika, który doskonale wie, że ofiara jeszcze nie zdaje sobie sprawy, iż już została zauważona. Rumieniec na jej szyi, nerwowy gest poprawiania apaszki; wszystko to zarejestrował natychmiast i z nieukrywaną satysfakcją. Nie dopytywał, nie naciskał; był zbyt doświadczony, by psuć moment. Wystarczyło mu to krótkie zawahanie, ten cień paniki, który przebiegł jej przez twarz, by wiedzieć, że dotknął granicy i że ona doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Gdy podała mu winogrono, Fernsby podniósł wzrok powoli, świadomie, pozwalając ciszy zgęstnieć między nimi. Patrzył jej prosto w oczy, badając, czy ucieknie pierwsza. Nie uciekła. To wystarczyło, by kącik jego ust drgnął w ledwie zauważalnym, pewnym siebie uśmiechu. Jej przyspieszony oddech i napięcie w ramionach były dla niego odpowiedzią wyraźniejszą niż jakiekolwiek słowa. Testował ją delikatnie, krok po kroku, z premedytacją naciągając strunę nie po to, by ją zerwać, lecz by sprawdzić, na jak wiele może sobie pozwolić.
Kiedy ich dłonie zetknęły się nad koszem, nie cofnął ręki od razu. Przeciwnie, pozwolił temu dotykowi trwać ułamek sekundy dłużej, niż wypadało. Jej gwałtowna reakcja nie umknęła jego uwadze; zapamiętał ją sobie na później, tak jak zapamiętywał mapy i prądy morskie. Widząc jej naburmuszoną minę i zaciśnięte palce na kubku, z trudem powstrzymał cichy śmiech. Drażnienie jej sprawiało mu wyraźną przyjemność, nie z okrucieństwa, lecz z fascynacji tym, jak szybko przechodziła od irytacji do ekscytacji. Gdy w końcu na niego spojrzała, przechylając głowę z wyzwaniem, Kenneth poczuł coś na kształt uznania. Słuchał jej przechwałek o Zakazanym Lesie z uwagą, mierząc ją spojrzeniem od stóp do głów, jakby po raz pierwszy oceniał, z kim naprawdę ma do czynienia. Wiedział już, że nie ma przed sobą kruchej barmanki, lecz kobietę, która lubi ryzyko a przynajmniej się go nie obawia. A to sprawiało, że dalsza gra zapowiadała się znacznie ciekawiej, niż pierwotnie zakładał.
Kiedy zjedli odstawił swój talerz i kubek do koszyka. Wstał dziarsko ze swojego miejsca i wyciągnął w jej stronę dłoń. -Dobrze. Zatem… - Kiedy ujął jej palce i pomógł wstać uśmiechnął się bielą swoich zębów. -Zapraszam na kolejną wyprawę. - Odwrócił się w stronę jeziora. -Przeprawimy się na drugą stronę. Tam znajdują się ruiny jedynego, ocalałego budynku po zalaniu. Ponoć skrywa jakąś tajemnicę. I zawsze mnie kusiło, aby sprawdzić co dokładnie, ale brakowało mi kompana. - Wyciągnął różdżkę. Wykonał szybki gest i z zarośli ukazała się łódka, ku której się skierował. -Panie przodem. - Wyciągnął łódkę bardziej na brzeg, aby umożliwić Riven wejście do środka, a gdy się już usadziła pchnął ją mocno w stronę jeziora i szybko sam wskoczył. Pochwycił wiosła i zaczął wiosłować kierując na środek wodnego akwenu.
Przeprawa przez Llyn Tegid zaczęła się spokojnie, niemal zwodniczo. Wiosła cięły wodę bez plusku, a tafla jeziora była gładka jak lustro, w którym odbijało się stalowe niebo. Im bliżej byli drugiego brzegu, tym wyraźniej w wodzie pojawiały się obrazy nie należące do teraźniejszości: zarysy dachów, cienie ludzi stojących na ulicach, świat sprzed zatopienia. Gdy łódź dotknęła kamienistego brzegu, jezioro ucichło nagle, jakby wstrzymało oddech. Wieża stała samotnie na niewielkim wzniesieniu. Smukła, popękana, porośnięta mchem, jedyny fragment dawnego budynku, który oparł się wodzie i czasowi. W jej wnętrzu ślady czyjegoś czekania. Na kamiennej posadzce leżał naruszony zębem czasu dziecięcy bucik, a na ścianie, wyryte nieporadną ręką, imię — Eira. Kenneth obejrzał się na Riven, a potem wkroczył w czeluść wieży, po której zaczął się wspinać. A wędrówka zaczęła się w półmroku, gdzie chłodne wnętrze wieży pachniało wilgocią i starym kamieniem. Schody wiły się ciasno ku górze, nieregularne, wyszczerbione przez czas i wodę, a każdy krok odbijał się głuchym echem, jakby mury szeptały coś między sobą. Kamienie miały barwę przytłumionej szarości przełamanej zielenią mchu i rdzawego nalotu porostów; w dotyku były zimne, śliskie, żyjące własnym, powolnym życiem. Im wyżej się wspinali, tym światło stawało się śmielsze. Przez wąskie, strzelnicze okna wpadały ostre smugi dnia, tnąc ciemność jak noże. Na ścianach układały się pasma jasnego złota i stalowego błękitu, przesuwające się leniwie wraz z ruchem słońca. Pył unoszący się w powietrzu migotał w nich niczym drobne iskry, a cienie ich sylwetek wydłużały się i splatały na kamieniu, raz zlewając się w jedną formę, raz rozdzielając wyraźnie.
Na wyższych kondygnacjach kamień zmieniał kolor. Stawał się jaśniejszy, niemal kredowy, bardziej wystawiony na działanie wiatru i światła. Chłód ustępował powoli suchemu powietrzu, przesiąkniętemu zapachem nieba i jeziora. Światło było tu miększe, rozproszone, łagodnie osiadające na krawędziach stopni i pęknięciach murów, podkreślając ich kruchość zamiast ją ukrywać. Gdy dotarli niemal na sam szczyt, światło zalało wnętrze wieży szeroką falą. Kamienie rozbłysły ciepłymi odcieniami miodu i starego srebra, a wilgoć zniknęła zupełnie, ustępując suchemu, jasnemu blaskowi. Z dołu dochodziła już tylko cisza, ciężka i daleka, jakby świat, z którego wyszli, został na zawsze pod nimi. Tu, wysoko, wśród światła i kamienia, wieża przestawała być ruiną, a stawała się miejscem zawieszonym między przeszłością a teraźniejszością, gotowym odsłonić to, co przez lata skrywała.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
20-12-2025, 20:47
Wiedziałam, że z niego taki casanova. Podróżnik, uwodził kobiety równie dobrze, co prowadził Złotą Łanię. Być może w każdym porcie miał jakąś swoją pannę. Nigdy jednak nie doświadczyłam tego zachowania w moim kierunku. Zawsze obserwowałam to z boku, zza lady w Tawernie. Nasza relacja była czysto przyjacielska. Chociaż nie znaliśmy się tak dobrze, to potrafiłam go obdarzyć zaufaniem, chociażby wtedy, gdy przychodząc do niego w marcu poprosiłam o pomoc. Nie wiedziałam co mu strzeliło do głowy, ale moje spłacanie długu wyglądało tak jak teraz. Podczas pikniku, z rumieńcem na twarzy, zaciskając uda, gdy on patrzył na mnie drapieżnym wzrokiem, a ja czułam się jak złapana w sidła. O to mu chodziło, wszystko zostało przez niego odpowiednio zaplanowane i graliśmy chyba w jakąś dziwną grę, której zasad nie znałam. Musiałam się dostosować, na czuja rzucać kostką i liczyć, że wynik pozwoli mi poruszać się do przodu, bez natrafienia na przeciwności. Jakoś to przetrwać, doczekać końca. Ale w tym samym czasie rosła we mnie ciekawość, chęć dowiedzenia się co będzie dalej i na ile Kenneth sobie pozwoli. Testował mnie? Moje granice? A może wcale o tym nie myślał, to nie było tak skomplikowane, a ja tylko dopisywałam sobie całą niepotrzebną historię.
Chwyciłam jego rękę gdy wstał, pozwoliłam mu pomóc mi unieść się z kocyka. Chwyciłam tylko swoją torbę, przerzuciłam ją przez ramię szybkim ruchem i już byłam gotowa do dalszej przygody. Gdy stwierdził, że przeprawimy się na drugą stronę, lekko pobladłam (jak dobrze, że Kenneth stał odwrócony do mnie plecami). Już myślałam, że zarządzi jakieś płynięcie wpław, na szczęście jego krótki ruch różdżką sprawił, że zza zarośli wyłoniła się łódka. Odetchnęłam lekko i wyrównałam się z nim. Stając u boku mężczyzny, uniosłam lekko głowę by spojrzeć mu w oczy, uśmiechnęłam się, a następnie dziarsko ruszyłam w stronę naszego transportu.
- Dżentelmen - dodałam radośnie, szybko wskakując do środka.
Chwyciłam się brzegów łódki, zachwiało gdy Kenneth wpychał nas na wodę i sam robił skok z brzegu. Już po chwili słychać było jedynie jego miarowe uderzanie wiosłami o wodę, szum wiatru, dźwięki ptaków latających nam nad głowami. Przez myśl mi przeszło, że pod postacią wrony znalazłabym się na drugim brzegu zdecydowanie szybciej, nawet moglibyśmy zrobić zawody kto pierwszy postawi stopę na lądzie. Z pewnością bym wygrała. I nawet w myślach, nagroda była na tyle satysfakcjonująca, że radosny uśmiech pojawił się na mojej twarzy i nie znikał przez całą podróż. Rozglądałam się z zaciekawieniem, o dziwo towarzyszyła nam cisza, jakbyśmy oboje czuli, że nie wypada tu zbyt głośno i radośnie rozmawiać. W toni wodnej widziałam pozostałości osady, dachy, ulice. Tak bardzo nierealne, że aż niepokojące. Wzdrygnęłam się, czując uderzenia łódki o kamienny brzeg. Wstałam i ostrożnie, postawiłam nogi na lądzie. Znów się lekko uśmiechnęłam, ale nic nie powiedziałam na temat naszego wyścigu, który odbywał się w mojej głowie.
Spoważniałam, spoglądając na wieżę. Wyglądała tak, jakby czas się w tym miejscu zatrzymał, a natura próbowała przejąć kontrolę nad pozostałościami ludzkiej działalności. Górowała nad nami, nie wyróżniała się niczym, a jednak sprawiała wrażenie miejsca tajemniczego, w którym należy uważać. Bo nigdy nie wiadomo, co skrywa się za rogiem.
Kenneth nie czekał na mnie specjalnie, ruszył do przodu, jedynie obejrzał się krótką chwilę i podążył dalej. Mogłam zostać lub pójść za nim. Oczywiście, że poszłam. Minęłam bucik, minęłam napis na ścianie i zaczęłam się również wspinać po schodach, będąc kilka stopni za nim. Nie wiedziałam gdzie patrzeć, przed siebie, dookoła, a może pod nogi, aby się o coś nie potknąć lub nie poślizgnąć. Jedną dłonią sunęłam po ścianie, szukając czegoś na czym mogłabym zaczepić palce. Była zimna, śliska, co jakiś czas czułam mech porastający stare kamienie. Pachniało starością ale i naturą. Wilgocią, ale także roślinnością. Im wyżej się znajdowaliśmy, tym mnie trudniej było utrzymać tempo, zaczęłam oddalać się od Kennetha. Nogi unosiłam z ciężkością, wiedziałam, że jutro ledwo będę mogła chodzić. Dawno temu nie miałam tyle wysiłku co dzisiejszego dnia, a dzień się jeszcze nie skończył. No i noc, w końcu Kenneth kazał mi jeszcze zabrać buty do tańca. A ja już miałam za sobą bieg, a także wspinanie się na szczyt wieży. Gdy dotarliśmy na sam szczyt widok wynagrodził wszystko. Był przepiękny. Na jezioro i otaczające nas lasy. Próbując opanować ciężki oddech, delektowałam się suchym powietrzem, ciepłem światła słonecznego. Wiatr targał moimi włosami. Podeszłam do murku, czy jakkolwiek nazywała się ta część wieży. Nie byłam do końca pewna, czy powinno znajdować się tu sklepienie, które runęło pod wpływem czasu? Oparłam się delikatnie o kamień, upewniając się wcześniej, że się nie ruszy pod wpływem mojego ciężaru. Jedną ręką odgarniałam włosy, drugą przytrzymywałam spódnicę, która niebezpiecznie poruszała się na wietrze.
- Pięknie - powiedziałam ze szczerością, ponieważ widok był naprawdę zapierający wdech w piersi. Gdybym tylko wiedziała co mnie czeka, ubrałabym się inaczej.
Odwracając się w kierunku wiejącego wiatru, strategicznie przytrzymywałam spódnicę, a wzrokiem odszukałam Kennetha.
- Co dalej? Co z tą tajemnicą? Nic nie widziałam po drodze… - złapałam z nim wzrokowy kontakt i lekko przechyliłam głowę.
Włosy już nie zasłaniały mi pół twarzy.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
27-12-2025, 16:06
Co mu strzeliło do głowy? Sam do końca nie wiedział. Pierwotnie miał zamiar porwać ją wyłącznie na tańce i kolację. Podobała mu się od jakiegoś czasu. Ilekroć był tawernie przyglądał się jej kątem oka oraz temu jak ona obserwuje jego poczynania. Kapitan miał słabość do płci pięknej i niejednokrotnie korzystał z tego, że kobiety do niego lgnęły. Nie łudził się, że założy rodzinę, a nawet o niej nie myślał. Jednego dnia był, a drugiego mógł nie wrócić z rejsu, a mimo to słyszał parę razy, że to nie jest ważne. Śmiał się, zbywał ich słowa, doskonale wiedząc, że to stanie się ważne, a zazdrość o inne kobiety, nawet jeśli miało ich nie być, przysłoniła by rozsądek. Riven teraz siedziała w łódce, wyciągnięta przez niego na spłacanie swojego długu, a on sprawdzał jak bardzo jego własne zainteresowanie będzie się pokrywało z jej. Bywał casanovą, ale nigdy nie narzucał się jeżeli otrzymywał wyraźny znak, że nie jest mile widziany. Jak na razie dostrzegał zainteresowanie, choć równie dobrze, dziewczyna była gotowa zrobić wszystko, aby spłacić przysługę. Uśmiechała się i widział, że jej myśli krążą wokół czegoś odmiennego od ich spotkania. Potrafił to dostrzec w lekko nieobecnym spojrzeniu. Nie wyrywał jej z zamyślenia, dobicie do brzegu skutecznie to uczyniło. Wspinaczka odbywała się w ciszy, atmosfera wieży skutecznie tłumiła wszelką chęć do rozmów, poniekąd zmuszając do zachowania ciszy. Krok za krokiem znaleźli się na jej szczycie i dopiero wtedy poczuł jak może złapać oddech. Niespiesznie zbliżył się do Riven stając obok niej by również chłonąć całym sobą widok jaki przed sobą mieli. Był piękny, a jednocześnie tkwiło w nim pewne okrucieństwo. Z tej perspektywy były widoczne dachy domostw, które zostały zalane, płoty i ścieżki, które w swym milczeniu opowiadały o tym miejscu.
Kapitan rozejrzał się dookoła siebie, po czym sięgnął po różdżkę. Uniósł ją przed siebie w stronę podłogi i wypowiedział słowa zaklęcia. -Dissendium - nic się jednak nie wydarzyło, a magia nie popłynęła wzdłuż drewna. Dopiero potem spojrzał ponownie na czarownicę. -Słyszałem, że w tej wieży znajduje się ukryty pamiętnik czy też wspomnienia dzwonnika, który opisuje ostatnie wydarzenia. Dość cenna rzecz dla wielu kolekcjonerów. Oczywiście mogą być to bujdy, ale warto takie pogłoski sprawdzać. - Ludzie dużo mówili przy kielichu. Większość słuchaczy traktuje to jako legendę i lokalny koloryt, ale Fernsby wiedział, że w każdej takiej opowieści jest echo prawdy. Nauczony doświadczeniem nigdy nie ignorował takich historii sprawdzając wszystko osobiście. Rozejrzał się wokół siebie. -Możliwe, że gdzieś tutaj jest jakaś skrytka, która może zawierać zapiski albo jakieś pamiątki? Swoista kapsuła czasu. - Posłał Riven ten swój szelmowski uśmiech. -Czas ją odnaleźć. - Z tymi słowami zaczął niespiesznie opukiwać każdy kamień szukając potencjalnej skrytki skoro magia niczego mu nie wskazała. Możliwe, że dzwonnik dokonał specjalnych zabezpieczeń licząc, że wróci tu pewnego dnia i będzie mógł odzyskać to co ukrył. -Jak tu skończymy, pójdziemy w cieplejsze miejsce. - Dodał jeszcze widząc jak materiał spódnicy jest podwiewany przez wiatr, a czarownica stara się okiełznać jakoś niewygodę tej sytuacji. Po krótkim namyśle ściągnął swój płaszcza i narzucił go jej na ramiona nie przyjmując słów sprzeciwu. Samemu został w ciemnej koszuli oraz kamizelce.
Zajęci poszukiwaniami skrytki nie zorientowali się od razu, że wokół nich zapadła przedziwna cisza, nawet wiatr zdawał się nie nieść żadnego dźwięku. Aż nagle usłyszeli bicie dzwonów, które dochodziło z samego środka jeziora, spod jego tafli. Kenneth wyprostował się gwałtownie i obejrzał na Riven. -Słyszałaś to? - Zapytał, chcac się upewnić, że nie miał żadnych omamów i umysł nie podpowiada mu czegoś co nie miało miejsca. Czy za tym dźwiękiem coś się kryło? Czy to oznaczło, że poszukiwania należało czynić pod wodą, a nie na powierzchni?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
27-12-2025, 20:36
Gdybym wiedziała, że Kenneth jest mną zainteresowany, to do tego wszystkiego podeszłabym zupełnie inaczej. Faktem było, że czułam się przy nim dobrze. Miał swoje pomysły, był tajemniczy i nieprzewidywalny, ale nie mogłam powiedzieć, aby mi to jakoś bardzo przeszkadzało. Było na czym oko zawiesić, ale ze względu na jego zachowania, zawsze myślałam, że znajduje się on poza moim zasięgiem. Dlatego nigdy nie myślałam o sobie w kontekście kobiety pana Fernsby. Koleżanki, barmanki-powierniczki tak, ale nie jego kobiety. Tym bardziej nie myślałam o tym teraz, gdy byliśmy na szczycie wieży, a ja byłam zafascynowana tymi wszystkimi widokami. I chociaż latająca spódnica, a także łaskoczące włosy przeszkadzały to i tak byłam w stanie dostrzec to piękno okolicy, która nas otaczała. Oczywiście, że zauważyłam te dachy budynków znajdujące się pod wodą. Widziałam je już z poziomu łódki. Stąd wyglądały jeszcze bardziej przerażająco, dlatego nie zatrzymywałam na nich swojego spojrzenia na dłużej. Po prostu tam były, nie były punktem mojego zainteresowania. Bardziej ciekawiło mnie to, co mówił kapitan.
- Można by było je sprzedać? - Zapytałam od razu.
Nie byłam w niczym wyjątkowa. Dużo rzeczy przekładałam na pieniądze, nauczona, że zdobycie ich wymaga ogromu ciężkiej pracy. Jeżeli zdobycie jakiegoś dziennika, nawet bardzo cennego, przyniesie zysk - było warto. Oczywiście, że byłam ciekawa co ten dziennik skrywał, jaka była prawdziwa historia zatopienia tego miejsca i co tak naprawdę się wydarzyło. Ale czy sama ta wiedza mogła mieć dla mnie większe znaczenie? Raczej nie. Nie byłam zbyt sentymentalna, już dawno przestałam być. Nauczył mnie tego port, nauczyło mnie tego życie. Pieniążki za to były cenne. Przygoda, która może być nie tylko cudowną historią, którą przeżyję razem z Kennethem, ale również namacalnym zyskiem. Zanim jednak podjęliśmy decyzję co zrobić dalej, jak odnaleźć tę kapsułę czasu mężczyzna zbliżył się do mnie. Widząc moją nierówną walkę ze spódnicą ściągnął płaszcz ze swoich ramion i zarzucił na moje.
- Nie, Kenneth, zmarzniesz - zaprotestowałam, on jednak nie przyjął tego do wiadomości i już po chwili opatuliłam się płaszczem. Pachniał specyficznie, inaczej. Morską bryzą i piwem. - Dziękuję - mruknęłam tylko.
Przystąpiłam do pracy. Również zaczęłam ostukiwać kamienie, ruszać wszystko co wyglądało jak nie na swoim miejscu, jak coś co można podnieść, wcisnąć. Nic jednak nie znajdowałam, miałam wrażenie, że nic tu nie ma. A jeśli było, to na pewno ktoś już to dawno znalazł. I wtedy to usłyszałam. Dźwięk dzwonów. Rozbrzmiał niezwykle głośno, ponieważ wokół nas panowała kompletna cisza. Nie zorientowałam się, że nie słyszałam nawet dźwięku wiatru, ptaków, nic. Niemal podskoczyłam, zaskoczyło mnie to. Spojrzałam na Kennetha i z pełnym przekonaniem kiwnęłam głową.
- Tak - odparłam i poszłam w stronę, skąd było widać jezioro. - Tam.
Wyciągnęłam dłoń w stronę wody. Pod wodą widać było dach kościoła, przygryzłam dolną wargę raz z jednej, raz z drugiej strony. Jeszcze raz spojrzałam na mężczyznę, jakby zachęcając go do reakcji i ruszyłam w stronę kamiennych schodów, którymi przed chwilą weszliśmy do góry. Teraz zaczęłam schodzić w dół. Nie wiem dlaczego, ale poczułam się bardzo podekscytowana. Dziwne uczucie, lekko niepokojące. Miałam wrażenie, że ta woda mnie woła. Z ostatnich schodków niemal zeskoczyłam, zatrzymałam się dopiero przed samą wodą, praktycznie dotykałam ją butami. Tuż obok łódki.
- Widać stąd tę wieżę. Nadal dzwoni - mruknęłam, wpatrując się w taflę wody.
Już nie miałam tej świadomości, że nie powinnam wpatrywać się w nią zbyt długo. Teraz chciałam znaleźć się jak najbliżej tego miejsca.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#10
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
27-12-2025, 23:36
Zastukał w kolejne kamienie szukając tej skrytki, bo być może nie będzie pamiętników, ale coś innego. Podniósł głowę słysząc pytanie i kiwnął głową na potwierdzenie wcześniejszych słów. -Tak. Jest wielu, którzy dadzą wiele za takie pamiątki. Jedni upłynniają je dalej, inni będą trzymać we własnych kolekcjach. - Wyjaśnił przechodząc do kolejnego rzędu kamieni, które zaczął opukiwać, próbował podważyć. Z magią mogło pójść łatwiej, ale istniała niemała szansa, że zaklęcie uruchomi zabezpieczenia, jeżeli tylko istniały. Nie dbał o to, że coś mogło być cenne i warto, aby zostało zachowane w jakieś formie dla społeczności czarodziejskiej. Od tego byli inni, ci wyżej urodzeni, którzy mieli przestrzeń na to, aby zajmować się takimi sprawami, aby przykładać do tego wagę i przejmować się, że dany przedmiot zaginie na czarnym rynku. Jego życiem kierowały inne priorytety, kręciło się zdecydowanie wokół innych wartości, które dla wielu mogły być oburzające.
Obraz Riven w jego własnym płaszczu poruszyło w nim tę jedną strunę, która raczej dawno było uśpiona. To sprawiło, że co jakiś czas zerkał w jej stronę ignorując sprzeciwy jakie padały. Skupiony na poszukiwaniach nie zwracał zbytniej uwagi na temperaturę wokół. Dopiero dźwięk dzwonu wyrwał go z pracy, a kiedy czarownica potwierdziła to co sam usłyszał podążył za nią. Dostrzegając podekscytowanie w jej oczach, ożywione ruchy na schodach zaśmiał się pod nosem. Prawie biegła do brzegu, a on był tuż za nią, a potem zatrzymał się obok dziewczyny. -Wskakuj do łódki! - Zarządził, a kiedy obydwoje byli już w jej wnętrzu zaczął płynął w stronę środka jeziora, gdzie była widoczna wieża kościelna. Dźwięk bijącego dzwonu nadal im towarzyszył, choć zdawał się cichnąć. Naparł mocniej na wiosła, mięśnie barków napięły się mocniej kiedy woda stawiała opór, ale miał teraz cel do którego płynął i chciał tam dotrzeć jak najszybciej. Woda zmieniała kolor z ciemnego błękitu przechodziła w stalową szarość, aż w końcu stała się niemal przezroczysta. Światło słońca, rozbite przez chmury, opadło na taflę miękkimi plamami, które drżały i falowały przy każdym poruszeniu łodzi. Wtedy ją zobaczyli. Pod powierzchnią wody, wyraźną i jednocześnie nierealną, wznosiła się wieża kościelna. Smukła, kamienna, pochłonięta przez jezioro. Jej kontury były lekko zniekształcone przez ruch wody. Kamienie miały przytłumiony, zielonkawoszary odcień, a w szczelinach murów tańczyły smugi światła. Czuł, że jezioro wzywa, aby zanurzył się w jego fale i poszukał to czego za czym tu przybył. Zaczął zdejmować buty oraz zrzucił z siebie bez namysłu koszulę oraz kamizelkę. Na ramieniu prezentował się tatuaż w kształcie róży wiatrów, a skóra nosiła parę blizn, które zapewne związane były z licznymi podróżami kapitana. Obejrzał się na Riven. -Poczekaj tutaj. Zejdę pod wodę i sprawdzę co tam się kryje. - Był gotowy na starcie z druzgotkami i innymi istotami więc upewnił się, że holder na różdżkę był mocno przypiety do pasa spodni. Zresztą została mu jeszcze jedna rzecz do zrobienia nim skoczy śmiało do wody. Wyciągnął różdżkę i wypowiedział zaklęcie. -Bullapio - Wokół jego głowy pojawiła się bańka powietrza, która miała dać mu możliwość oddychania pod wodą. Zaraz wskoczył z pewnością w wodę i poczuł jak zimno otacza jego skórę i przenika aż do kości. Przez chwilę miał ochotę krzyczeć z szoku, ale zaraz skupił się na wieży kościelnej. Nadal miała dzwon, który teraz był poruszany nieznana mu siłą, a dźwięk dochodził do niego, przytłumiony, ale wyraźny. Rozejrzał się dookoła, po czym rozpoczął opływanie wieży dookoła licząc na to, że coś znajdzie.

|Udany rzut na Bullapio, st.94

|Rzut k3 na to co się wydarzy:
k1 - Kennetha pochwycają druzgotki i musi z nimi walczyć
k2 - Coś uderza w łódkę, na której siedzi Riven i prawie ją wywraca, po chwili następuje kolejny atak i wywraca łódkę do góry nogami
k3 - Dzieje się wszystko na raz
1x k3 (na wydarzenie):
2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): 1 2 Dalej


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:41 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.