• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Londyn, Vauxhall Road 119/4 > Pokój dzienny
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
30-11-2025, 22:45

Pokój dzienny
Pokój dzienny pełni funkcję jadalni oraz salonu. Ze względu na niewielki metraż mieszkania Manon, nie mogła wydzielić osobnych pomieszczeń do pełnienia tych funkcji. Niedaleko okna ustawiono ciemny stół wraz z drewnianymi, rzeźbionymi krzesłami. Blat jest zawsze przykryty obrusem lub przynajmniej bieżnikiem, zazwyczaj w jasnym kolorze i z drobnym wzorem. Niedaleko stołu ustawiono dwa obite miękkim materiałem fotele, z czego najczęściej używany jest ten stojący po prawej - jest on bowiem ulubionym fotelem właścicielki. Zaraz obok ustawiono stare, używane bardzo sporadycznie pianino, które jest w rodzinie Baudelaire od wielu lat, a do Manon trafiło za sprawą jej ojca. Choć Manon obiecuje sobie, że kiedyś na poważnie zacznie naukę gry na instrumencie, do tej pory pianino pełni funkcję dekoracyjną.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Manon Baudelaire
Śmierciożercy
normal is an illusion. what is normal for the spider is chaos for the fly.
Wiek
25
Zawód
alchemiczka w szpitalu św. munga
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
10
OPCM
Transmutacja
4
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
23
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
7
Brak karty postaci
13-12-2025, 17:02
3 kwietnia 1962

Ciemnowłosa kobieta spoczywała na jednym z dwóch foteli ustawionych w pokoju dziennym. Było już późno, świat za oknami zgasł i tylko łagodne światło porozstawianych w kluczowych, celowo wybranych punktach świec sprawiało, że pomieszczenie wypełniło się ciepłą łuną. Z ustawionego niedaleko drzwi gramofonu płynęła cicho muzyka klasyczna — Manon spytana o kompozytora utworu, nie byłaby w stanie podać konkretnego nazwiska, a nawet tytułu przygrywającej jej melodii. Niemniej jednak muzyka wprawiała ją w rozluźnienie jeszcze lepiej niż porzucenie ubrań dziennych na rzecz miękkiej piżamy i związanego niedbale w pasie szlafroka.
W uniesionej dłoni trzymała niewielki kawałek pergaminu. Zamówienie spisane ręką kobiety, która nie była jej bliska, ale wystarczyło, że była znana. Znana podobnie, jak historia małżeństwa owej kobiety, na którą cieniem kładła się postać matki jej męża. Złośliwa teściowa nie była niczym, co powinno unosić brwi Manon w zdziwieniu. W trakcie ich krótkiej rozmowy najbardziej zaciekawiła ją jednak rywalizacja o spadek po teściowej. Starsza kobieta oznajmiła bowiem, że nigdy w życiu nie przekaże swojego majątku synowi, aby nie wpadł w paszczę tej żmii. Doprawdy, wyborne poczucie humoru. Próbująca zabezpieczyć finansowo przyszłość swoją, męża i dzieci kobieta zwróciła się więc o pomoc do poleconej przez swoją przyjaciółkę dyskretnej alchemiczki. Potrzebowała czegoś, co chociaż na moment wizyty u przedstawiciela Banku Gringotta sprawi, że teściowa przestanie pałać do niej niechęcią i będzie bardziej skłonna do powierzenia jej przyszłego spadku.
Rozwiązanie problemu było niemalże dziecinnie proste, spoglądało na Manon z pergaminu potraktowanego czarnym tuszem, który układał się w następujące słowa: "Eliksir Grzegorza Przymilnego, 80 G".
I tak nie miała innych planów na odpowiednie spożytkowanie tego wieczoru. Odłożyła kartkę z zamówieniem na stolik niedaleko zajmowanego przez nią fotela, po czym podniosła się z miejsca i przeciągnęła. Mikstury, które według standardów zawodu alchemika kwalifikowano jako wstrętne, wykonywała tylko i wyłącznie w bezpieczeństwie własnego domu. Czasami zastanawiała się, czy nie powinna wynająć jakiejś przestrzeni, w której mogłaby otworzyć swoje laboratorium, ale ostatecznie nie chciała zwracać na siebie przesadnej uwagi. Praca w Św. Mungu przynosiła jej wystarczająco zadowolenia, tworzenie wszelkiego rodzaju trucizn w domowym zaciszu tylko uzupełniało tę pulę.
Dłuższą chwilę zajęło jej przygotowanie przestrzeni do pracy. Na szczęście okazało się, że miała wszystkie składniki i nie musiała udawać się do apteki lub sklepu zielarskiego po dostanie konkretnych ingrediencji. Mogła rozpocząć od wlania do kociołka skrystalizowanej wody. W czasie, gdy woda się podgrzewała, wyciągnęła z szafki słoik z suszonymi płatkami tojadu. Przy pomocy szklanki odmierzyła odpowiednią porcję, a następnie wrzuciła płatki do przybierającej na temperaturze wody. Niedługo później płatki zaczęły barwić wodę na kolor jasnego fioletu, jeden z ulubionych kolorów Manon. Pozwoliła płatkom i wodzie wchodzić ze sobą w interakcję, gdy sama zajęła się wyciskaniem soku z łodyg diabelskiego sidła. To zadanie było zawsze najmniej lubianym zajęciem alchemiczki przy przygotowywaniu eliksiru Grzegorza Przymilnego — wymagało od niej bowiem najwięcej siły, a odmierzenie idealnie półtorej fiolki płynu stanowiło wyzwanie dla precyzji. Niemniej jednak, po jakimś czasie udało się jej to, a sok z łodyg diabelskiego sidła w ilości półtorej fiolki trafił do kociołka. Następnie przyszedł czas na wymieszanie mikstury. Sześć obrotów w prawo, jeden w lewo. Zmniejszyła ogień pod miksturą, pozwalając wszystkim składnikom dokładnie się ze sobą wymieszać i przeżreć.
Miała jeszcze sporo czasu, aż eliksir zacznie wydzielać jaskrawozielone opary, które były pewnym znakiem o gotowości mikstury. Poświęciła ten czas na napisanie krótkiego listu do zamawiającej czarownicy. Poprosiła ją o wizytę następnego dnia, niedługo po śniadaniu. Manon wsunęła lakoniczny list do koperty, zakleiła ją i podała oczekującej na parapecie sowie. Atropa doskonale wiedziała, co robić — wzbiła się w powietrze bez gadania, a jej pani z kolei odprowadziła ją wzrokiem, aż ptak zniknął zupełnie z jej pola widzenia.
Po upływie dwóch godzin i jedenastu minut, przelała gotową miksturę do fiolki i zabezpieczyła ją przed rozlaniem. Nie oznaczało to jeszcze końca jej pracy, ponieważ dla zupełnej pewności postanowiła sprawdzić, czy nie ma przypadkiem zapasu mikstury, w razie gdyby przygotowana tego wieczoru fiolka okazała się jednak bezużyteczna. Na całe szczęście jej domowe zapasy były kompletne. Manon z westchnieniem ulgi zamknęła jedną z szafek znajdującą się w pokoju dziennym. Była prawdziwie gotowa na przyjęcie zleceniodawczyni następnego dnia.

***

Pukanie do drzwi wejściowych mieszkania przy Vauxhall Road 119/4 nie zaskoczyło mieszkającej w nim kobiety. Manon przeszła spokojnym krokiem z sypialni do korytarza, gdzie po otworzeniu drzwi wejściowych spotkała się z obrazem poddenerwowanej kobiety. Och, ile razy widziała już to spojrzenie, które każdemu doświadczonemu detektywowi czy innemu magipolicjantowi pokazałoby winę tak wyraźnie, jakby złożona była na złotej tacy.
— Musi się pani wziąć w garść, inaczej byle pies wywęszy, że ma pani niecodzienne zamiary — uwaga została ubrana w miękki ton i dźwięczny śmiech, który wydostał się zaraz z ust Baudelaire, choć poruszana przez nią tematyka była poważna. Gdy działało się na granicy prawa — lub umyślnie się nią przekraczało — należało brać pod uwagę wszystkie możliwe scenariusze, także te, gdy coś pójdzie nie tak. — Zapraszam, napije się pani herbaty? — spytała kobiety, która odmówiła napoju, wyraźnie zdeterminowana, aby jak najszybciej posiąść w swoje władanie zamówiony eliksir. Manon pokierowała ją do pokoju dziennego, wskazała dłonią na jedno z krzeseł. Gdy gość zajął swoje miejsce, Manon wyciągnęła przygotowaną wcześniej fiolkę eliksiru. Nie podała jej kobiecie od razu. Najpierw spojrzała na siedzącą, skrzywdzoną synową wyjątkowo wymownie, aż ta zrozumiała, o co chodziło w tej niemej prośbie. Prędko sięgnęła do swojej sakiewki, z której wyciągnęła umówioną kwotę pieniędzy. Dopiero wtedy Manon odłożyła fiolkę na blat naprzeciwko kobiety, a następnie jednym, prostym ruchem zgarnęła wszystkie pieniądze ze stołu i włożyła je do szkatułki stojącej na fortepianie.
— Najlepiej będzie, jeżeli poda ją pani w jakimś napoju. Jeżeli teściowa jest podejrzliwa, lepiej będzie przemycić eliksir w jedzeniu, ale wtedy istotne będzie zużycie całej fiolki, aż do ostatniej kropli. Oczywiście nie muszę powtarzać, żeby była pani ostrożna i pod żadnym pozorem nie próbowała czegoś przyprawionego eliksirem? — ⁣dopiero gdy kobieta kiwnęła głową, dając znak, że rozumie, Manon pozwoliła sobie na szerszy uśmiech. Ludzie bywali czasami skrajnie głupi i przez ową głupotę najczęściej sprawiali sobie krzywdę. Dlatego warto było przejść przez zasady bezpieczeństwa z klientem jeszcze przed opuszczeniem przez niego mieszkania trucicielki.
Jeżeli wszystko dobrze pójdzie to kto wie — może za jakiś czas otrzyma od tej samej kobiety zamówienie na inny, bardziej groźny eliksir? Och, wtedy powinna zdecydowanie podnieść cenę swoich usług. W końcu na biedną już nie trafi.

| z/t
1x k100 (Eliksir Grzegorza Przymilnego):
22
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Manon Baudelaire
Śmierciożercy
normal is an illusion. what is normal for the spider is chaos for the fly.
Wiek
25
Zawód
alchemiczka w szpitalu św. munga
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
10
OPCM
Transmutacja
4
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
23
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
7
Brak karty postaci
13-12-2025, 19:03
20 kwietnia 1962

Gdy wysyłała list do Mitcha z prośbą o pomoc, wierzyła, że jej nie odmówi — i nie myliła się. List od mężczyzny dotarł do niej bez zbędnego opóźnienia, a zawarte w nim słowa stanowiły bardzo dobrą wróżbę przyszłości. Zgodnie z prośbą, którą Macnair wyraził w swoim liście, Manon przygotowała kilka rolek pergaminu, dwa pióra, kałamarze oraz słownik norwesko—angielski. Wszystkie te przedmioty, mające służyć asyście ich pierwszej (i oby nie ostatniej) lekcji zostały ułożone w równych rządkach naprzeciwko dwóch stojących obok siebie krzeseł. Manon lubiła przykładać wagę do szczegółów — całe jej mieszkanie było tego dowodem, żaden z przedmiotów nie znajdował się w przypadkowym miejscu, wszystko miało swoje konkretne miejsce i przeznaczenie.
Zanim wybiła umówiona godzina, Manon miała przed sobą jeszcze jedno zadanie — przygotowanie obiecanego posiłku. Lubiła gotować, bowiem czynność ta przypominała trochę warzenie mikstur. W kuchni również panowały przepisy, lecz dania wydawały się być bardziej wybaczające, gdy odchodziło się od konkretnej receptury. Wśród garnków, patelni, misek i talerzyków było więcej przestrzeni na eksperymenty i to właśnie, w pewnym stopniu, sprawiało jej najwięcej przyjemności. Dziś jednak postanowiła postawić na klasykę — nie znała podniebienia Macnaira, właściwie nie wiedziała o nim przesadnie wiele. Mgliście kojarzyła jego sylwetkę jeszcze z czasów szkolnych, gdy za każdym razem, gdy go widziała, oddany był szkicowaniu czegoś w swoim zeszycie. Nie należeli do tego samego domu — on nosił niebiesko—brązowe barwy Ravenclaw, ona z dumą reprezentowała zielono—srebrne kolory Slytherinu — a różnica dwóch lat, dzisiaj niewielka, niemal nieistniejąca, stanowiła na tamten czas dodatkową, trudną do przejścia przeszkodę. Dziś jednak, po kilku latach od zakończenia nauki, los ponownie przeciął ich ścieżki.
Należeli do jednej grupy, do Najwierniejszych. Ich ręce zdobił tatuaż z czaszką i wężem, znak ich Pana. Pana, który nakazywał im mieć oczy i uszy otwarte, być gotowymi na wezwanie. Aby jak najlepiej wykonać jego polecenia, musieli zacząć na sobie polegać. Nie wiedziała jeszcze, czy Mitch myślał o tym, jak będzie wyglądać odbieranie zaciągniętego przez Manon długu przysługi. Kobieta miała już pewną wizję: specyfiki alchemiczne o takiej mocy, jakie oferowała Baudelaire nie były dostępne od tak. Ale dla kogoś, kto na to zasłużył, mogłaby przecież zrobić wyjątek, czyż nie?
Górną połowę swych długich, czarnych włosów upięła spinką, pozostałe kosmyki puszczając wolno w dół pleców. Na palcach alchemiczki widniało kilka pierścionków, przeważnie srebrnych, choć palec serdeczny lewej dłoni pozostawał wymownie pusty. W związku z tym, że jej gościem był inny Śmierciożerca, nie czuła potrzeby zakrywania tatuażu materiałem ubrania. Zamiast golfów z długimi rękawami wybrała na ich spotkanie luźną koszulę na krótki rękaw w kolorze ecru, którą to koszulę wsunęła pod brązową, plisowaną spódnicę do połowy łydki. W tym właśnie stroju, noszącym w sobie wszelkie wskazówki o niezobowiązującym charakterze ich dzisiejszego spotkania, podeszła do drzwi, zza których chwilę wcześniej rozległo się pukanie.
— W samą porę — rzuciła miękko, z uśmiechem, chociaż nie od razu wpuściła go do środka. Przez moment utrzymywała wyprostowaną rękę przy drzwiach, blokując przejście — w tym czasie bowiem przechyliła nieco głowę w bok, do prawego ramienia, z tym samym, niezmiennym uśmiechem przyglądając się uważnie swojemu gościowi, od stóp do czubka głowy, aby na koniec skupić spojrzenie swoich zielonych tęczówek wprost w oczach mężczyzny. Chyba jeszcze nie miała okazji przyjrzeć mu się z bliska. — Zapraszam, czuj się jak u siebie — wreszcie opuściła rękę i przestąpiła kilka kroków w tył — Mitch miał zamknąć za sobą drzwi, ale tego chyba nie trzeba było mu przypominać. Sama Manon oparła się bokiem o jedną z szafek w przedpokoju, pozornie od niechcenia bawiąc się końcówką jednego z kosmyków jej włosów. — Właściwie nim zaczniemy, pozwolisz, że spytam — gdy zdjął z siebie okrycie wierzchnie i buty, Manon odbiła się od mebla, swobodnym krokiem przechodząc do pokoju dziennego, który miał zmienić się w ich dzisiejszą naukową przystań. — Wolałbyś, żebym mówiła ci Mitchell, czy Mitch?
by the pricking of my thumbs, something wicked this way comes
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Mitch Macnair
Śmierciożercy
Wiek
27
Zawód
Architekt i budowniczy
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
8
10
Brak karty postaci
16-12-2025, 18:18
List był dla niego nie małym zaskoczeniem z dwóch powodów. Po pierwsze, nie miał pojęcia skąd Manon w ogóle wiedziała, że zna norweski, a po drugie dlatego, że w zasadzie nigdy nie brał siebie pod uwagę jako nauczyciela. Niemniej jednak mimo wszystko mu to schlebiało. Norweski znał naprawdę dobrze zarówno w piśmie jak i w mowie, to był warunek, który postawił mu jego norweski mentor kiedy ten zaczynał u niego nauki. Dodatkowa motywacja w postaci zdobycia o wiele większej wiedzy i umiejętności sprawiła, że opanował ten język na przyzwoitym poziomie w pół roku, a potem przez kolejne lata pracy pod Hopp’em jedynie go udoskonalił.
Poważnie zastanawiał się jak w ogóle podejść do tej całej lekcji. Domyślał się, że jeśli będzie im nieźle szło to na jednym spotkaniu się nie skończy, będzie to musiał tez jakoś wcisnąć w swój, i tak już napięty, grafik. Miał nadzieję, że jednak Manon nie będzie miała nic przeciwko lawirowaniu terminami. Starał sobie przypomnieć czy w czasach szkolnych w ogóle mieli ze sobą styczność. Macnair był raczej kontaktowym nastolatkiem i chociaż miał kilku wrogów w szkole, to na ogół utrzymywał raczej pozytywne stosunki z innymi uczniami. Często jednak chodził z nosem albo w książce albo w swoim szkicowniku i po prostu nie zauważał ludzi. Jednak im dłużej o tym myślał, tym bardziej kreowała mu się w głowie postać panny Baudelaire. Było od niego młodsza, ale niewiele no i należała do Slytherinu, a z nimi akurat miał dobre kontakty, zdecydowanie lepsze niż z Gryfonami, za dużo mugolaków i innego tałatajstwa się tam kręciło. Jednak to co było w szkole mogli zostawić za plecami, bo w tym momencie liczyło się tu i teraz. W teraz należeli do jednej organizacji, służyli i podążali za tym samym czarodziejem, który otworzył przed nimi nowe ścieżki i możliwości. To było to na czym należało się skupić najbardziej. Na wspólnym celu, więc zacieśnianie więzi między JEGO poplecznikami jak najbardziej było dobrym posunięciem.
Uzbrojony w ,obszerny i trochę już zużyty przez czas, podręcznik do nauki norweskiego i stertę swoich notatek pojawił się w Londynie na pół godziny przed wyznaczonym czasem spotkania. Nie chciał przyjść wcześniej, zwłaszcza, że obiecała posiłek, więc wolał dać jej odpowiednią ilość czasu na jego przygotowanie. Przespacerował się więc na spokojnie do jej mieszkania. Nie wymyślał nic z ubiorem, nie była to żadna oficjalna wizyta ani nic, dlatego postawił na swój standardowy outfit. Ciemna koszula, czarne spodnie i skórzana, ocieplana od wewnątrz kurtka. Rano jednak odpowiednio przystrzygł swój zarost jako, że lubił mimo wszystko prezentować się należycie.
Dotarł pod jej drzwi o wyznaczonej godzinie i zapukał spokojnie. Nie czekał długo, moment później drzwi sie otworzyli i stanęła w nich panna Baudelaire.
- Ależ oczywiście, grubiaństwem byłoby kazanie ci czekać. - powiedział uśmiechając się przy tym z lekkim rozbawieniem, po czym dał jej czas by mu się przyjrzała.
Widział jak taksuje go spojrzeniem, ale chyba nie oceniająco, w każdym razie tak mu się wydawało. Z resztą, sam również sobie nie odmówił przyjrzenia się i jej. Podobało mu się, że tak jak on postawiła na swobodę, wróżyło to dobrze na przyszłość.
- Oj uwierz mi, nie chcesz, żebym czuł się jak w domu. - zaśmiał się w końcu przekraczając próg domostwa.
Zamknął za sobą drzwi, tak jak należało, po czym odłożył na ziemię torbę i ściągnął kurtkę i buty. Co jak co, ale kultury to go babka mimo wszystko nauczyła. Rzucił w międzyczasie okiem na jej mieszkanie. Tak, zdecydowanie nie chciała aby czuł się jak u siebie. U niego panował chaos, notatki i rysunku leżały wszędzie, jak to kiedyś powiedział Drew, większego bajzlu nigdzie nie było. Ale on się w tym wszystkim orientował i to było najważniejsze.
- Zdecydowanie Mitch, na Mitchella trzeba mieć wygląd i pieniądze i o wile to pierwsze mam, to drugie to jeszcze zbieram. - puścił jej oczko chwytając torbę i przewieszając ją sobie przez ramię - Z resztą per Mitchell mówią do mnie tylko klienci, o ile wejdziemy na taki etap znajomości. Dla znajomych po prostu Mitch. - dodał kiwając głową, po czym gestem dłoni wskazał jej, że jest gotowy i by go prowadziła na salony.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Manon Baudelaire
Śmierciożercy
normal is an illusion. what is normal for the spider is chaos for the fly.
Wiek
25
Zawód
alchemiczka w szpitalu św. munga
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
10
OPCM
Transmutacja
4
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
23
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
7
Brak karty postaci
06-01-2026, 11:57
Należało przyznać, że Macnair miał w sobie pewien urok. Nie był on z gatunku tych, których najczęściej poszukiwała w mężczyznach, niemniej jednak dość łatwo sprawił, że na ustach Manon pojawił się szczery uśmiech, co w jej kontaktach z ludźmi było raczej rzadkością. Zdecydowanie bezpieczniej i pewniej czuła się bowiem, gdy skrywała się za maską. Ta pozwalała jej kontrolować sytuację, przewidywać ruchy towarzysza bądź przeciwnika, a dzięki temu czuła się zdecydowanie bezpieczniej. Nie mogła przecież zapominać, że pomimo naprawdę przyjemnej aury, którą rozsiewał wokół siebie Mitch, był on człowiekiem skrajnie niebezpiecznym — jak wszyscy, którzy swe życie zawierzyli Lordowi Voldemortowi. Cóż, należało się zatem cieszyć, że miała go po swojej stronie. I że zgodził się jej pomóc.
— Och? — brew Manon powędrowała ku górze, wyraźnie zaintrygowana. Na jej ustach wciąż tańczył zapraszający do rozmowy uśmieszek, także można było na spokojnie stwierdzić, że Mitch swymi słowami nie wywołał żadnego faux-pas w umyśle wymagającej panny Baudelaire. — Gdy już opanuję jakieś podstawy, musisz mi koniecznie wytłumaczyć, co masz na myśli. Po norwesku oczywiście — wypowiedź została zakończona puszczeniem porozumiewawczego oczka. Zależało jej na tej nauce, kto wie — może dzięki niej w jakiś sposób zależeć jej będzie również na Mitchu. Manon doskonale dbała o tych, których uważała sobie bliskich. Nie było ich wielu, mogła policzyć te osoby na palcach jednej ręki, ale dzięki temu mogła poświęcać im zdecydowanie więcej czasu, chęci i energii. Jakość, nie ilość.
Nie mogła się powstrzymać przed parsknięciem śmiechem, gdy wspomniał, że na Mitchella trzeba mieć wygląd i pieniądze. Szczerze śmiała się naprawdę rzadko, ale ta akurat kwestia niespodziewanie ją rozbawiła. W uśmiechu Manon pojawiły się charakterystyczne dołeczki, a ona sama — chyba delikatnie zmieszana tak nagłą ekspresją swego stanu, przyłożyła dłoń do swego policzka. Niedługo później odbiła się od zajmowanej pozycji, wolną dłonią wskazując mu przejście do pokoju dziennego.
— Usiądź tam, gdzie ci wygodnie — początkowo zastanawiała się, czy nie zająć po prostu swojego ulubionego miejsca, ale tę egoistyczną zachciankę szybko utemperowały nauki dobrego wychowania, które odebrała w dzieciństwie. Gość zasługiwał na wszystko, co najlepsze, nawet jeżeli miał pełnić — bądź co bądź — funkcję służalczą, taką jak nauczyciel. Gdy wreszcie Mitch zajął jedno z miejsc, Manon skierowała się do tego po jego lewej stronie. Zdążyła już zauważyć, że jego lewy profil był szczególnie miły do oglądania, a skoro mieli spędzić ze sobą dłuższy czas, czemu nie uczynić go przyjemniejszym? — Chciałam ci bardzo podziękować za to, że zgodziłeś się mi pomóc. Wydaje mi się, że w naszym gronie niemalże wszyscy posługują się norweskim, a to z kolei sprawia, że czuję się, jakby coś mnie omijało — zwierzenie przyszło nagle i prosto; to zaskakujące, bowiem przywykła do trzymania tak intymnych, bądź co bądź przemyśleń wyłącznie dla siebie. Spojrzenie jej zielonych oczu szukało spojrzenia Mitcha, niewypowiedzialnego wyrazu zrozumienia sytuacji, w jakiej się znalazła. Poczucie niedopasowania było podobno uniwersalne dla gatunku ludzkiego, a jednak Manon naprawdę ciężko było sobie wyobrazić, że siedzący obok niej mężczyzna mógł czuć coś podobnego. Albo którykolwiek z przechodniów spacerujących akurat po Vauxhall Road. Myśli niebezpiecznie zboczyły na tor przeznaczony zastanawianiu się nad własną samodzielnością, odcięciem się od durnej masy większości społeczeństwa. Nie, to nie czas na podobne dywagacje. Należało skupić się na zadaniu, które przed nimi postawiła.
— Zastanawiałam się, jak podejść do nauki. Czy bardziej stosowne będzie najpierw pojąć zasady gramatyczne, składniowe i inne, czy może postawić na naukę przez praktykę? Mam na myśli symulowanie rozmów, zrozumienie słów—kluczy, które mogłyby być bazą do dalszego rozwoju... — opuściła wzrok na leżącą przed nią kartkę papieru, jeszcze pustą, jak jej zasób słownictwa, ale niosącą specyficzną nadzieję na jej zapełnienie, jeżeli wystarczy jej do tego zaparcia. Wiedziała, że wystarczy. — Ostatecznie doszłam do wniosku, że moje dywagacje do niczego nie prowadzą. To ty jesteś moim nauczycielem, Mitch. Daj znać, gdy zgłodniejesz, zrobimy sobie przerwę.
by the pricking of my thumbs, something wicked this way comes
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Mitch Macnair
Śmierciożercy
Wiek
27
Zawód
Architekt i budowniczy
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
8
10
Brak karty postaci
09-01-2026, 16:57
Macnair rzadko zakładał jakieś maski, w zasadzie chyba nawet nie miał żadnej w swoim arsenale. Stawiał na naturalność, na bycie po prostu sobą. Jedni to akceptowali, inni nie, tymi drugimi nie zawracał sobie głowy. Kiedyś usłyszał, że ma osobowość, której nie da się nie lubić. No cóż, był raczej człowiekiem pozytywnie nastawionym do życia, w każdym razie do niedawna. Miał za sobą ciężki okres, kiedy musiał przewartościować swoje życie. Żałoba nadal była obecna w jego umyślę, ale już nie tak mocno i wyraźnie jak jeszcze miesiąc temu. Pozbierał się względnie i powoli wracał do swojego dawnego ja. Wychodził z założenia, że tak będzie po prostu lepiej, łatwiej dla niego i wszystkich w około. Z resztą zamknięcie się w sobie wcale mu nie służyło, zbyt długie kumulowanie w sobie negatywnych emocji sprawiło, że w ostatnim czasie czuł się źle, nie tylko psychicznie, ale również fizycznie. Ale dość tego, postanowił zamknąć ten rozdział i po prostu przeć do przodu.
Widząc lekkie zaintrygowanie na jej twarzy spowodowane jego pierwszą wypowiedział, mimowolnie uśmiechnął się pod nosem. Nie wywodził się z rodziny, która stawiała duży nacisk na znajomość etykiety i dobrego wychowania, podstawy przekazała mu babka, która była bardzo obytą w świecie kobietą, a reszty nauczył się sam, metodą prób i błędów, najwięcej chyba pod tym względem zyskał we Francji, bo jednak Francuzi co jak co, jednak stawiali na etykietę. Starał się więc to wykorzystywać w swoim codziennym życiu, zwłaszcza podczas spotkań z klientami, którzy pochodzili z dobrych domów. To zawsze stawiało go w dobrym świetle. Nie dziwiła go więc jakoś specjalnie reakcja Manon.
- Dobrze, jak już będziemy na taki poziomie znajomości językowej wyjaśnię ci co miałem na myśli. - pokiwał głową uśmiechając się do niej łagodnie.
Kierując się do salonu, mimowolnie pokręcił głową z lekkim rozbawieniem słysząc jej śmiech. Cieszył się, że jego żart ją rozbawił. Nie umknęły mu również urocze dołeczki, które pojawiły się na jej policzkach gdy się roześmiała. Musiał przyznać, że był to bardzo miły widok dla oka. Nie zawiesił jednak na niej spojrzenia zbyt długo, nie chcąc wprowadzić ją w zakłopotanie. Zajął miejsce na kanapie, po czym wyciągnął z torby podręcznik i niewielki stos notatek zapisanych ładnym, chociaż trochę pochyłym pismem. Teraz jego notatki nie były tak ładne i w zasadzie był jedyną osobą, która mogła się z nich rozczytać. Te jednak pisał lata temu, kiedy jeszcze notatki konsultował ze swoim mentorem, który dawał duży nacisk na to by wszystko było przejrzyste. Teraz nie miał już tego problemu.
- Nie masz za co dziękować, naprawdę. Nie ukrywam, schlebia mi, że to właśnie do mnie zwróciłaś się z taką prośbą. - posłał jej delikatny uśmiech, podwijając rękawy koszuli aby ułatwić sobie ruchy, bo jednak długo rękaw znacznie mu je ograniczał - Szczerze mówiąc, nie wiem czy wszyscy się posługują tym językiem, ja znam raptem może dwie osoby, ale to też nie tak, że znam wszystkich z naszego grona. - czy darzę ich sympatią, przemknęło mu przez głowę, bo jednak był jeden osobnik, który zdecydowanie mu się nie spodobał w momencie ich pierwszego spotkania - Ale rozumiem co masz na myśli. - dodał spokojnie, lekko kiwając głową.
Doskonale ją rozumiał. Może znał norweski i francuski, jednak w jego przypadku, tak zwane wykluczenie polegało na czymś kompletnie innym. Wszyscy w jego otoczeniu potrafili posługiwać się czarną magią, w zasadzie każdy członek jego rodziny był w niej biegły, oprócz niego. W przeszłości nie przewidział takiego obrotu spraw i skupiał się przede wszystkim na transmutacji, która była jego główną dziedziną magiczną w pracy oraz na zaklęciach, które pomagały ustabilizować konstrukcję. Czarnej magii nie poświęcał uwagi w ogóle, a teraz, kiedy chciał się jej nauczyć, miał wrażenie, że mało kto w ogóle chce mu pomóc. Oczywiście, mógł zrobić to sam, wielokrotnie uczył się rożnych rzeczy w pojedynkę, jednak dochodził do wniosku, że w przypadku tak skomplikowanej dziedziny przydałby mu się jakiś przewodnik, ktoś doświadczony, kto będzie wiedział jak nim pokierować. Daleka droga jeszcze przed nim.
Wysłuchał jej uważnie. Sam zastanawiał się jak do tego podejść przez jakiś czas, aż w końcu zdecydował, że najlepiej będzie to zrobić dokładnie tak samo jak on kiedy zaczynał swoją przygodę z norweskim.
- Moje pierwsze pytanie brzmi czy masz już jakiekolwiek podstawy? Czy znasz jakieś słowa, wyrażenia? - spojrzał na nią uważnie unosząc brew ku górze - Jeśli nie, to nic. Wychodzę z założenia, że należy zacząć od początku. Od gramatyki, od poznania czasów i podstawowej składni. - odparł spokojnie - Ogólnie w norweskim występuje pięć podstawowych czasów, Presens - teraźniejszy, Preteritum - prosty przeszły, Perfektum - przeszło-teraźniejszy, Pluskvamperfektum - zaprzeszły i Futurum - jak idzie się domyślić, przyszły. Jeśli chcesz poznać ten język perfekcyjnie, nauczenie się ich rozróżniania jest bardzo ważne, ale z doświadczenia mogę ci powiedzieć, że podobnie jak my Anglicy, Norwegowie używają w zasadzie trzech czasów, teraźniejszego, przeszłego i przyszłego. - wyliczył na palcach - Przyniosłem ze sobą swój stary podręcznik, jak widzisz trochę jest zużyty, ale mi naprawdę dobrze służył. Tutaj również są moje notatki, które ci zostawię i będziesz się mogła nimi posiłkować podczas tworzenia swoich własnych. Cudze się przydają, ale nie ma nic lepszego niż stworzenie swoich własnych, bo podczas ich spisywania jednocześnie też zapamiętujemy. - zatrzymał się by spojrzeć na nią uważnie aby wyłapać czy na razie za nim nadąża - Jeśli cokolwiek będzie dla ciebie niejasne to śmiało mi przerywaj i pytaj, to normalny proces podczas nauki. - posłał jej zachęcający uśmiech.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 10:13 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.