• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Organizacja > Akta postaci > Zaakceptowane > Czarodzieje > Dahlia Rosier
Dahlia Anthea Rosier (zd. Parkinson)
Obrazek postaci
Dusza
Personalia rodziców
Thaddeus Parkinson, Daphne Parkinson (zd. Malfoy)
Aspiracje
otworzenie domu mody i rozwój swojej marki w synonim piękna i luksusu
Amortencja
olejek różany, chrupiąca bagietka, dobre wino, farba olejna, jedwab, barwniki do tkanin
Różdżka
pióro z ogona gromoptaka, figowiec, 10 cali, sztywna
Hobby, pasje
transmutacja i magiczne wzornictwo, sztuka i muzyka, moda, taniec, literatura, teatr i opera
Bogin
ciała martwych dzieci
Umysł
Data urodzenia
07.08.1927
Miejsce urodzenia
Gloucestershire, Aurelia Hall
Miejsce zamieszkania
Sussex, Le Palais des Roses
Język ojczysty
angielski
Genetyka
Czarownica
Ukończona szkoła
Akademia Magii Beauxbatons (Papillonlisse), Evershire College (Ars Mirabilis)
Zawód
kostiumograf w Teatrze Arkadia, projektantka, patronka młodych artystów
Czystość krwi
Błękitna krew
Status majątkowy
Bezdenna sakiewka
Ciało
35
170
60
Wiek
Wzrost
Waga
błękitne
ciemne
Kolor oczu
Kolor włosów
Budowa ciała
smukła, lecz kilka ciąż pozostawiło sobie nieco bardziej zaokrąglony ślad; jest w dobrej formie dzięki regularnemu tańcu i jeździe konnej
Znaki szczególne
zakrzywiony nos z niewielkim garbkiem; bardzo jasny odcień błękitu tęczówek; duże jedynki i drobna przerwa pomiędzy nimi
Preferowany ubiór
eleganckie suknie, spódnice i koszule; raczej klasyczne, niż staromodne, lecz unika skojarzeń z tym co liberalne i niemagiczne. Dahlia nigdy nie pokazuje kolan, prawie zawsze nosi rękawiczki, ma słabość do drogiej biżuterii i drogich dodatków.
Zajęty wizerunek
Bianca Balti
Obrazek postaci

1927 - świt istnienia

Wyglądaj jako kwiat niewinny, ale niechaj pod kwiatem tym wąż się ukrywa.

Dahlio Parkinson, czego ostatnio się nauczyłaś? pytał ojciec, reżyser spektakli teatralnych w rodzinnej Arcadii, za każdym razem, gdy stawała przed nim, nie zdarzało się to zaś zbyt często. Thaddeusa zdecydowaną większość swego czasu poświęcał teatralnej karierze, którą determinowała rodzinna tradycja, zamiłowanie do sztuki i chorobliwa wręcz ambicja. Był surowy, dla siebie i dzieci, jakie zrodziły się z małżeństwa z panną Malfoy; choć gdy mógł, wolał spędzić czas z pierworodnym synem, Theseusem, to równie wiele wymagał od trzech córek. Dahlii, jako pierwszej z nich, przyszło mierzyć się z wysokimi wymaganiami rodziców. Niemalże drżała, kiedy stawała przed ojcem, by zarecytować kolejny wiersz, ponad głowy wznieść się na dziecięcej miotle jak przystało na czarownicę, gdy odpowiadała na liczne pytania, mające na celu sprawdzić, czy aby na pewno przykłada się do nauki języka francuskiego, tańca, heraldyki i historii magii. Tak jak większość przedstawicieli rodziny Parkinson - nie miała umysłu ścisłego, została zaś obdarzona talentem artystycznym; nauka rysunku i tańca nie tylko szły jej nader dobrze, lecz sprawiały także ogromną przyjemność. 
Wrodzony perfekcjonizm i presja ze strony rodziny, tak dbającej o nieskalaną reputację, motywowały Dahlię do starań i pracy nad sobą – niczego nie lubiła bardziej tak jak zadowolonych uśmiechów matki i ojca, ich pochwał i słów zapewniających o jej wyjątkowości. Przyszła na świat w rodzinie starej, cieszącej się statusem błękitnej krwi i wielowiekową tradycją, była więc przekonana, że zajdzie równie wysoko jak wspaniali przodkowie, że ktoś tak jak ona nie może pozwolić sobie, by upaść nisko. W blasku cudzej uwagi kwitła niczym dalia późnym latem, wielobarwny kwiat o skomplikowanej strukturze płatków, któremu zawdzięczała swe imię. Jako bystra dziewczynka prędko pojęła, że taniec w rytm cudzej melodii może przynieść jej więcej korzyści, niż bunt i próby postawienia na swoim, na co ojciec wydawał się niemalże uczulony. Czarowała więc rodziców i rodzeństwo rozkosznym uśmiechem, kiwała głową i robiła to, czego od niej oczekiwali, by zaraz potem zażądać w zamian tego, czego pragnęła – dziesiątej porcelanowej lalki, kolejnej sukienki i pantofelków, nowych baletek do tańca. 
Ku zadowoleniu ojca urok osobisty nie był jedynym czarem, którym Dahlia miała władać; objawienie magii nastąpiło w jej życiu bardzo szybko, a później lubiła sobie wmawiać, że stało się to nieprzypadkowo, bo na oczach państwa Parkinson, gdy po kolacji prezentowała im kolejny układ taneczny, który zdążyła opanować, a kręcąc się wokół własnej osi, w pewnym momencie uniosła się w powietrzu, jakby stała się lżejsza od niego i nie przestawała tańczyć, śmiejąc się przy tym radośnie, a gdy jej baletki znów dotknęły desek dębowej podłogi - wokół niej rozkwitły wiosenne kwiaty. Skłoniła się wówczas przed rodzicami nisko, dumna z siebie, a Thaddeus pochylił ku Daphne, podejmując cichą dyskusję o przyszłości ich najstarszej córki. Wtedy jeszcze sądzili, że gdy dorośnie, świat wyglądać będzie inaczej; panna Parkinson od maleńkości słyszała bowiem dziwnie brzmiące nazwisko, przeplatające się często w rozmowach dorosłych - Grindelwald. W ich domu mówiono o nim z podziwem i nadzieją, że zaprowadzi w Wielkiej Brytanii pożądany przez nich porządek; Dahlii i zarówno jej rodzeństwu, jak i kuzynostwu powtarzano, że jego idee są słuszne i wreszcie wyprowadzą czarodziejów z cienia. Państwo Parkinson łudzili się więc, że w chwili gdy ich latorośle osiągną dorosłość, mugole znajdą się tam gdzie ich miejsce - pod nimi.


1937-1945 - faza siewki; nauka w Beauxbatons

Thaddeus Parkinson nie miał wątpliwości, gdy kreślił list do dyrekcji francuskiej szkoły magii, prosząc o zapis dla wszystkich swych potomków, mając przy tym błogosławieństwo ciotki Arabelii, doceniającej ich nacisk na przedmioty humanistyczne i artystyczne. Panienka Parkinson oszalała więc z radości, gdy w dniu swych dziesiątych urodzin otrzymała list informujący o przyjęciu jej do Akademii Magii Beauxbatons i nie mogła doczekać wyjazdu na południe, nie lękała się tego wcale, przekonana, że potrafi owinąć sobie dorosłych wokół palca - tak jak wydawało jej się, że czyni to z członkami swej rodziny, ulegającymi dziewczęcym kaprysom.
Podobny urok potrafiła rzucić na nauczycieli w Beauxbatons, gdzie z dumą nosiła symbol złotego motyla na błękitnej szacie. W szkole błyszczała, lecz blask ten jaśniał wraz z upływem czasu. Początki nie wyglądały bowiem tak jak sobie to Dahlia wyobrażała. Francuzi, jak mało który naród na świecie, bywali ksenofobiczni i choć panna Parkinson od najmłodszych lat uczyła się języka francuskiego, to nie posługiwała się nim na co dzień, wyczuwalny w jej słowach brytyjski akcent, na który wielu prychało i wzdychało. Przylgnęła do niej łatka Brytyjki i wiele łez wylała za zamkniętymi drzwiami łazienki, bądź schowku na miotły, lecz zawsze wychodziła z kryjówki z dumnie uniesioną brodą i silnym przekonaniem, że jeszcze im wszystkim pokaże. Miała dobry słuch, z każdym miesiącem szlifowała swój akcent, nie zrażała się i dawała innym drugie szanse; nierzadko bywała bliska granicy poddania się, lecz z wolna kruszała pozorna niechęć południowych sąsiadów - i wreszcie zaczęli przyjęli ją do swego grona. Ujęła ich perlistym śmiechem, ciepłą aurą jaką emanowała i talentami artystycznymi, którymi pragnęła dzielić się z innymi. 
W przeciwieństwie do innych Dahlii wiele uchodziło na sucho – nieodrobiona praca domowa, zła ocena, małe oszustwo podczas egzaminu. Zawsze wiedziała co powiedzieć, kiedy i jak się uśmiechnąć, a kiedy spuścić pokornie wzrok i wpleść w swe tłumaczenia płaczliwą nutę i szloch, by dowieść jak głęboko żałuje, to było przypadkiem, niechcący, a nawet jeśli chcący - to naprawdę jest jej wstyd. Wybaczano Dahlii, odpuszczano, utwierdzano w przekonaniu, że wolno jej więcej, choćby ze względu na rodowe, ważne w Wielkiej Brytanii nazwisko, a nauczyciele pozostawali świadomi darowizn przekazywanych przez jej ojca na rzecz francuskiej szkoły magii; nigdy nie wahała się przed tym by to wykorzystać, podkreślić, że pochodzi z angielskiego, ważnego rodu, że nosi nazwisko Parkinson i chętnie przechodziła przez drzwi, które otwierało. Rówieśnicy lgnęli do niej zarówno przez nie, jak i samą osobowość – uchodziła wszak za czarującą, uśmiechniętą dziewczynę; miała dar zjednywania sobie ludzi, potrafiła wzbudzać sympatię i lubiła otaczać się wianuszkiem przyjaciółek, choć prawdziwie szczerych przyjaciół miała niewielu. Potrafiła mówić dużo, lecz nie zawsze szczerze. Mówiła innym to co chcieli usłyszeć i jedynie to, co sama chciała o sobie zdradzić. Ojciec zaś powtarzał, że prawdziwie ufać może jedynie własnej rodzinie, przyjaźnie z obcymi zaś kruche są jak szkło.
Od najmłodszych lat mawiano o niej żywe srebro, jako mała dziewczynka uwielbiała wirować w tańcu i uprzyjemniać rodzinne wieczory swymi pokazami. Błyszczała w szczególności w trzech dziedzinach - na lekcjach tańca, rysunku i transmutacji. Dwie ostatnie łączyły się dla niej ze sobą, bo dzięki nim świat wokół niej stawał się piękniejszy, panna Parkinson zaś ceniła piękno i elegancję. Nie było też piękniejszego rodzaju tańca niż balet, który trenowała od najmłodszych lat. Wymagał od niej ogromnej dyscypliny, samokontroli i zaparcia; ojciec powtarzał, że balet szlifował charakter. Kapryśna panienka musiała przełknąć łzy, gdy słyszała surową krytykę nauczycieli i pomstowała nań pod niebiosa, lecz następnego dnia zawsze powracała, a powroty te determinowała chora niekiedy ambicja. Marzeniem Dahlii od zawsze była ona sama na deskach Teatru Arkadia w roli primabaleriny i była zdecydowana, aby osiągnąć ten cel. Jako wychowanka Papillonlisse uczęszczała na zajęcia taneczne w Beauxbatons, a w czasie ferii świątecznych i przerw wakacyjnych trenowała pod okiem zatrudnionych przez rodziców nauczycieli. A kiedy brakowało jej już sił fizycznych, towarzyszyła swej ciotce, która specjalizowała się w magicznych pieczęciach - i to dzięki jej czarom baletki Dahlii dodawały lekkości każdemu piruetowi dziewczyny; chłonęła wiedzę, którą przekazywała jej krewna, pragnąc posiąść podobną umiejętność. Dzięki transmutacji mogła upiększać świat wokół siebie, a dzięki wzornictwu zaś - sprawiać, że rzeczy te będą nie tylko piękne, ale i pełne magii oraz użyteczne.


1945-1948 - deszczowa rzeczywistość; powrót do Anglii i studia

Lubiła czuć się wyjątkowa. Wyjątkowa jak kwiat, które inspirowało matkę w chwili nadania jej imienia; chciała błyszczeć w centrum uwagi, ale i wyróżniać się spośród innych. Nie tylko talentem, jaki z chęcią prezentowała światu, ale i tym, na co człek w pierwszej kolejności zwraca uwagę - prezencją. Przykładała do niej ogromną wagę, wyniosła to z domu, lecz zakupy u najlepszych krawców i w najdroższych, paryskich butikach magicznych były dla niej niewystarczające. Dahlia twierdziła, że to ona najlepiej wie, co jej pasuje; w dzieciństwie uczyła się haftowania, igły i nici nie były więc jej obce, już w latach szkolnych zaczęła majstrować przy szkolnych szatach i swoich prywatnych kreacjach, przerabiając je pod własne upodobania i potrzeby. Niekiedy czyniła także podobne przysługi ulubionym koleżankom, choć zawsze miała w tym jakiś interes. Wtedy jeszcze nie wiązała z tym swojej przyszłości, choć w czasie wakacji lubiła myszkować w Teatrze Arkadia i podpatrywać pracę charakteryzatorów i kostiumografów, licząc, że będzie mogła się czegoś od nich nauczyć i później wykorzysta to w Beauxbatons, gdzie w czasie inscenizacji szkolnych korzystać musiały z gotowych kostiumów. 
Głównym planem nastoletniej panny Parkinson był wszak taniec. Balet zajmował w jej miejscu szczególne, na sali tanecznej czuła się jak ryba w wodzie, płynąc po parkiecie z lekkością i wdziękiem, prawdziwą pasją, do tego co robiła. Wyobrażała sobie, że po ukończeniu Akademii postara się o przyjęcie do prestiżowej szkoły baletowej w Paryżu, która jako jedyna w Europie mogła konkurować z rosyjskimi placówkami. Marzenia jej prysły jak mydlana bańka.
Pierw, podczas przerwy świątecznej, stała się świadkiem (och, podsłuchiwała...) rozmów starszych, męskich członków swej rodziny. Szeptem wymieniali pełne żalu i niedowierzania słowa o upadku Grindelwalda, w którego pokładali ogromną wiarę - i teraz zastanawiali się jak to ukryć, by nie ponieść konsekwencji. Trudnym rozmowom zawsze towarzyszył alkohol, a im więcej się go lało, tym bardziej nieobyczajne stały się rozmowy. Tak dowiedziała się, że ojciec zdradzał matkę z tancerką z Teatru Arkadia, a wuj zaśmiewał się do rozpuku, twierdząc, że tancerki nadają się wyłącznie do łóżka, nikt normalny nie żeni się z tancerkami, aktorkami, śpiewaczkami. Ogromnie ją to ubodło. Zdanie rodziny było dla niej ważniejsze od własnych pragnień. Usłyszawszy to, nie potrafiła dojść do ładu ze sobą, wstydziła się powiedzieć ojcu o planach nauki w paryskiej szkole.
On sam rozwiał jej wątpliwości. Nauka tam nie wchodziła bowiem w rachubę.

Serce jej złamało się po raz wtóry, gdy kilka miesięcy przed ukończeniem Akademii ojciec odbył z nią poważną rozmowę informując o planach ciotki Arabelli względem niej; o podpisanym kontrakcie małżeńskim z nestorem rodu Rosier, dotyczącym młodziutkiej panny Parkinson i kilka lat starszego od niej kawalera, rozmiłowanego w historii sztuki. Przekreślało to plany jej i chłopca, również krwi błękitnej, choć z innej rodziny, którym zauroczona była od kilku lat i w każde ferie oraz przerwy wakacyjne dążyła do tego, by spędzać z nim czas, a w trakcie roku szkolnego wymieniali liczne listy. Ich uczucie nie miało jednak szans z planami politycznymi rodziny, którym żadne z nich nie śmiałoby się sprzeciwiać. Łzy jak grochy spływały po policzkach, gdy jej przyszłość zaplanowano za nią. Nie kariera primabaleriny, a studia w Evershire College, gdzie miała rozwinąć skrzydła jako projektantka i rzemieślnik magicznego wzornictwa - ciotka Arabella dostrzegała w Dahlii potencjał i pragnęła widzieć ją w Teatrze Arkadia, ale nie na jego deskach, a jako kreatorkę sukcesu. Miała rękę do rysunku, wyobraźnię i doskonale radziła sobie z transmutacją. Już w czasie ostatniego roku nauki w Beauxbatons podjęto więc starania, a najwięcej tychże starań włożyła sama Dahlia, nie chcąc zawieść pokładanych weń nadziei, aby przygotować ją do egzaminów wstępnych na prestiżowej uczelni. Przykładała się więc do transmutacji i magii iluzji po stokroć mocniej, ćwiczyła rysunek i władanie pędzlem i farbami, zgłębiała też historię sztuki i muzyki, a jako tancerka z zamiłowania słuch miała więcej niż dobry. Ciężka praca i nauka pozwalały jej zapomnieć o tym, co złamało jej serce jeszcze bardziej. O zaręczynach, których początkowo sama nie chciała, o chłopcu, którego kochała i mieć nie mogła. Znosiła to wszystko z godnością czarownicy krwi błękitnej, nocami jednak łkała w poduszkę, lękając się tego, co przyniesie przyszłość.

Akademię Magii Beauxbatons ukończyła z doskonałymi wynikami, które były zasługą jej ciężkiej pracy i pieniędzy rodziny włożonych w dodatkowe lekcje jakie odbierała w przerwach od roku szkolnego. Powróciwszy do Wielkiej Brytanii, do deszczowej i ponurej wręcz rzeczywistości tego kraju, niemal zwiędła. Choć została obiecana Rosierowi, nie mieli jeszcze sposobności, by lepiej się poznać, a ona odwlekała to jak mogła. Nikt jeszcze nie wspominał o dacie ślubu, ani nawet o kolacji zaręczynowej, gdy oficjalnie miał poprosić ją o rękę, a Dahlia szukała wymówek. Najważniejszą i najbardziej skuteczną z nich było przygotowanie do egzaminów w Evershire College. Uczyła się pod okiem prywatnych nauczycieli i innej ciotki, Elladory, która wprowadzała ją w arkana magicznego wzornictwa, które budziły w pannie Parkinson coraz większą fascynację. Pierwsze wakacje po ukończeniu Akademii spędziła więc w bibliotece i pracowni, nie mając ochoty nawet na spotkania towarzyskie, z do których zamiłowania słynęła jej rodzina. Nawet jeśli nie mogła robić tego, czego naprawdę pragnęła, nie mogła mieć tego, kogo kochała - zamierzała być najlepsza. Ból chować głęboko w sobie, stwarzać pozory szczęśliwej i zadowolonej, nie chcąc pozwolić na to, aby ktokolwiek jej żałował. Litość była dla słabych, ona pożądała poczucia bycia obiektem zazdrości. Nawet jeśli to ona odczuwała ogromną zazdrość, gdy oglądała spektakle baletowe i dziewczęta zachwycające lekkością kroku i niesamowitą techniką. Osiągnęła swój cel, została przyjęta na studia na kierunku Ars Mirabilis, mające potrwać trzy lata. A ciężka praca dopiero się rozpoczynała. 
Nie przypuszczała, że będzie aż tak trudno; nie sądziła ileż spotkań towarzyskich, przyjęć i premier ominie ją, bo nie będzie miała innego wyjścia jak pochylać się nad książkami, spędzać czas w pracowniach artystycznych i na ćwiczeniach kolejnych zaklęć związanych z magią iluzji, transmutacji i dźwięku. Dahlia zaciskała jednak zęby i pracowała dalej, stawiając sobie na cel, aby zostać głównym kostiumografem w Teatrze Arkadia. Projektowała stroje i sama je tworzyła, sięgając po magiczne przybory do szycia; nie ukończyła jeszcze studiów, gdy pierwsze projekty pojawiały się na scenach rodzinnego teatru, z czego była niesłychanie dumna. Widziała ogromny potencjał w tym, aby zakląć w nich magiczne pieczęcie, co miało urozmaicić występy i dodać tancerzom, aktorom i śpiewakom tego, czego potrzebowali. Może wdzięku, może pewności siebie, może łatwości w skupieniu. Pod opieką wykładowców w Evershire College rozwijała skrzydła, czerpała od nich ogromną inspirację, a jej plany na przyszłość były coraz bardziej sprecyzowane. To były niełatwe trzy lata, okupione ciężką pracą, wieloma łzami i nieprzespanymi nocami, lecz dyplom odbierała z uśmiechem i poczuciem satysfakcji, znów pełna wiary w to, że świat stoi przed nią otworem.



1948-1961 - rozkwit; małżeństwo i życie rodzinne

Powiedziała tak, na pytanie klęczącego przedeń Rosiera, w ferie zimowe, po pierwszym semestrze nauki na uczelni wyższej. Z niechęcią przyznawała, że był przystojny i czarujący, nawet bardzo. Nie wierzyła, że tak łatwo przyjdzie jej zapomnieć o swym pierwszym zauroczeniu, które wciąż były miłym wspomnieniem, lecz nie wywoływały już motyli w brzuchu. Wiedziała, że i on robił wszystko, by o niej zapomnieć. Rosier zaś zdawał się być zdeterminowany, by ją oczarować, zdobyć jej względy i przychylność. Wpierw lękała się wspólnej przyszłości, a gdy już go poznała - nie mogła doczekać się wręcz kolejnych spotkań. Datę ślubu wyznaczono na lipiec 1948, gdy jej nauka w Evershire College dobiegnie końca. Do ślubnego ołtarza kroczyła mając motyle w brzuchu i głowę pełną marzeń; dwa lata spotkań dłużyło jej się niemiłosiernie, pragnęła mieć go już na własność, uosabiał wszak wszystko co ją pociągało - Rosier był przystojny, pewny siebie, miłował sztukę i elegancję, potrafił godzinami opowiadać o dziełach sztuki w rodzinnej galerii i o tych, które niegdyś tam sprowadzi. Budził w niej uczucia, o których istnienia nawet siebie nie podejrzewała. Zauroczona i zaślepiona, a zarazem zbyt pewna siebie, przeceniła własne talenta zręcznej manipulantki i kłamczuchy, wyparła wszelkie znaki świadczące o tym, że Rosier miał inne oblicze, migające jeszcze przebłyskami w okresie zaręczyn. Ich rodziny były jednak zachwycone, przyjaciółki zieleniały z zazdrości, a gazety wspominały o ich hucznym weselu. A później przyszło otrzeźwienie. Zrozumiała, że wciąż tańczy, lecz wedle melodii wygrywanej przez męża, a im mocniej próbowała się szarpać, tym mocniejszy był jego uścisk i zimniejsze spojrzenie. Miało minąć jeszcze wiele miesięcy, nawet lata nim pojęła jak powinna postępować, aby go udobruchać i ugruntować własną pozycję w La Palais des Roses jako pani Rosier. Sądziła, że podjęcie pracy w Teatrze Arkadia jako asystentka kostiumografa było jej decyzją, lecz uczyniła to dlatego, że on jej na to pozwolił. Nie zaprzestała zgłębiania arkanów magicznego wzornictwa nie tylko dlatego, że tak bardzo pragnęła się tego uczyć i sztuka ta budziła w niej coraz więksżą fascynację, a dlatego, że mąż uznawał to za przydatne. Choć miłował sztukę nie mniej niż ona, więcej miał w sobie z biznesmena, który jeszcze bardziej kochał wpływy i pieniądze. Dahlia była w nim jednak zakochana tak bardzo, że przymykała oko na wszystko, szukała wymówek dla jego występków i trudności charakteru. 
Dwudziestego trzeciego maja tysiąc dziewięćset pięćdziesiątego roku, gdy rodzinne ogrody Rosierów pachniały bzem, po raz pierwszy została matką. Na świat przyszło dwóch chłopców, którym nadano imiona Aurelien i Valerien; po raz pierwszy wówczas poczuła też miłość tak silną, bezwarunkową i wyrozumiałą. Chłopcy stali się centrum jej świata, byli dla niej największym dziełem sztuki, ich uśmiechy na pulchnych buziach najsłodszym widokiem, ich śmiech najpiękniejszą muzyką. Miała do dyspozycji niańki i piastunki, lecz pierwsze miesiące spędziła blisko nich, rzadko bywając w Teatrze Arkadia, skupiona na roli matki. Uwielbiała spędzać z nimi czas, choć gdy chłopcy płakali i marudzili nieustannie, oddawała ich w ramiona czułych niań, wymawiając się bólem głowy. Wkrótce zaczęła tęsknić do pracy artystycznej i coraz częściej pozostawiała bliźnięta pod cudzą opieką, a sama z wolna powróciła do swej właściwej roli - projektantki w teatrze i pani domu. Jej mąż intensywnie rozwijał karierę, ona zaś była mu potrzebna; rola handlarza dzieł sztuki, do której aspirował, wymagała niezwykle częstych spotkań towarzyskich, wyjazdów i organizacji przyjęć. Dahlia miała być jego towarzyszką, ozdobą, lecz prędko stała się kimś więcej - obserwatorką i donosicielką. Zasłyszane plotki powtarzała mu w zaciszu prywatnych komnat, ciesząc się, że może mu pomóc. Doskonale pamiętała słowa matki - sukces męża będzie jej własnym sukcesem. Miała na niego pracować wraz z nim, choć życie w La Palais des Roses nie bywało łatwe. Teściowa wciąż poddawała Dahlię surowym ocenom, krytykowała nieustannie i wtrącała się we wszystko; począwszy od jej własnych przyjęć, po życie małżeńskie i towarzyskie. Prowadziła więc nieustanną walkę o pozycję w rodzinnej posiadłości Rosierów w Sussex, a zarazem musiała ją budować na towarzyskiej płaszczyźnie.
Wypełniała swoje obowiązki jako żona i matka, mąż więc nigdy nie stawał na przeszkodzie, aby rozwijała się jako projektantka i twórczyni magicznych pieczęci. Dopóki priorytetem był dla niej on sam, jego potrzeby i żądania, ich dzieci i nazwisko Rosier, mogła wciąż uczyć się od najlepszych, tworzyć i projektować. Życie Dahlii nabierało pędu. Bliźnięta rosły jak na drożdżach, prędko doszło do objawienia się ich magii i szalała z zachwytu i dumy; żyła wysokich obrotach, lecz wtedy zdawała się nie czuć zmęczenia. Miała zaledwie dwadzieścia parę lat, zdrowe i silne ciało, wytrenowana latami tańca, ogromne ambicje i chęci. Przed pięcioma laty Dumbledore odniósł zwycięstwo nad Grindelwaldem, o którym nie wspominało się już głośno w jej rodzinnym domu i ona o nim nie wspominała, choć wciąż żywiła silną niechęć względem niemagicznych i to samo powtarzała dorastającym chłopcom. Nauczyła się jak kroczyć na linie w kontaktach towarzyskich, gdzie należało zważać na każde słowo; była ostrożna i sprytna, niczym wąż, ukrywający się za maską kobiety ciepłej i czarującej. Salonowe intrygi nierzadko ją wręcz bawiły; lubiła plotkować i bywała po kobiecemu wścibska, lecz mąż uznawał to za jej zaletę - wszystko powtarzała mu do ucha, a on pozostawiał w pamięci jedynie to, co uznawał za przydatne. Ich życie towarzyskie kwitło, osobiste także. Rosier doskonale radził sobie pracując w rodzinnej galerii w Londynie, sporo także podróżował, dzięki czemu Dahlia miała możliwość nieustannej praktyki języka francuskiego i opanowała język włoski. Uwielbiała podróże, kochała nowe miejsca, w szczególności te stare i piękne; z najwyższą chęcią opuszczała deszczową Anglię i tęskniła w szczególności na lazurowym wybrzeżem południa Francji i starą Italią, kolebką sztuki. Gdy zaszła w drugą ciążę znów musiała zwolnić tempo. Drugiego października tysiąc dziewięćset pięćdziesiątego szóstego roku na świat przyszła Lovise. Córeczka, która stała się jej oczkiem w głowie. Aurelien i Valerien coraz więcej czasu spędzali ze swym ojcem, a Dahlia była świadoma tego, że taka jest kolej rzeczy i synowie oddalają się od matki coraz bardziej. Lovise miała być przy niej dopóki nie nadejdzie chwila, aby przyjęła inne nazwisko, ale o tym wolała nie myśleć. To była odległa przyszłość, a ona cieszyła się swymi najlepszymi latami życia. Córka była rozkoszna i urocza, wydawała się być do niej bardziej podobna niż chłopcy, którzy przypominali ojca. Prędko ujawnił się jej kapryśny charakter, a Dahlia zamiast ją dyscyplinować, rozpieszczała córeczkę do granic możliwości, traktując Lovise jak małą królewnę. Gdy podrosła, zaczęła zabierać ją ze sobą do Teatru Arkadia, aby zaznajomić maleńką ze sztuką i wyrabiać w niej dobre nawyki oraz gust. Obserwując jej taneczne popisy, gdy nauczyła się chodzić i biegać, wyobrażała ją sobie na deskach teatru jako balerinę, jakby to córka mogła spełnić jej marzenie. Wolała nie myśleć o tym jakie plany względem ich dzieci miał nestor rodu, mający decydujące zdanie, któremu Dahlia nie śmiałaby się sprzeciwiać. Całe życie spędziła pod cudzym dyktandem, lecz poniekąd lubiła tę złotą klatkę; lubiła otaczać się pięknem i luksusem, uwielbiała podróże i towarzystwo artystów, kochała miejsce, w którym przyszło jej żyć. Ceniła błękitną krew i dobre obyczaje, stare tradycje i wartości, które starała się chronić przed światem zwracającym się ku liberalnym poglądom, co budziło w niej ogromne oburzenie. Jednocześnie dawało to Dahlii ogromną motywację. Inspirację do tego, aby rozwijać swoje magiczne umiejętności - osiągnąć doskonałość w magicznym wzornictwie, transmutacji i projektowaniu czarodziejskich strojów, aby nie pozwolić magii zniknąć, by nie wyparły jej mugolskie obyczaje i wynalazki. Przez wiele lat lawirowała na wysokich obrotach, pomiędzy życiem rodzinnym i rolą żony i matki, a Teatrem Arkadia, gdzie stała się pełnoprawnym kostiumografem i objęła pieczę nad kreacjami do spektakli baletowych oraz operowych. Tam, gdzie tylko mogła wplatała magiczne pieczęcie, co uchodziło za jej znak rozpoznawczy. Po godzinach, często późnymi wieczorami, tworzyła je również dla męża, rodziny i bliższych przyjaciół, wiedząc doskonale, że jedynie dzięki nieustannej praktyce osiągnie mistrzostwo. Zajmowała się także bardziej praktyczną stroną kreacji - osobiście pilnowała, aby zamówienia były składane na najwyższej jakości tkaniny i dodatki, pilnowała budżetu i finansów z tym związanych, a wiedzę tę czerpała również od męża, znacznie bieglejszego w dziedzinie ekonomii i finansów od niej; z biegiem czasu przychodziło jej podejmować negocjacje finansowe z coraz większą pewnością siebie i łatwością. W jej głowie zrodził się ambitny plan, który zyskał aprobatę męża - otwarcie własnego domu mody. Czuła, że jej talent wykracza poza teatr, pragnęła widzieć swoje kreacje także na salonach, noszone przez zamożne czarownice. Nierzadko projektowała już i szyła kreacje dla przyjaciółek i znajomych, wiedziała więc, że ma szansę na odniesienie sukcesu. Mąż zaś wyraził chęć finansowania tego pomysłu, uznawszy, że może to pomóc jego interesom i kontaktom z handlarzami sztuki. Plany pokrzyżowała jej jednak trzecia ciąża.
Na początku listopada tysiąc dziewięćset sześćdziesiątego roku przyszedł na świat Evan. Jej trzeci syn, czwarte dziecko, które obdarzyła nie mniejszą miłością niźli pozostałe.



1962 - teraźniejszość

Nastały dziwne czasy. Władzę objęli ludzie, z którymi nie zgadzała się ani ona, ani jej rodzina. W świecie czarodziejskim coraz więcej było mugolskich wpływów, czemu Dahlia Rosier była przeciwna i starała się z tym walczyć, starannie pielęgnując czarodziejskie tradycje i wartości; zarówno w czasie świąt, jak i codzienności, począwszy od obrzędów, po czarodziejskie szaty. Wychowywała czwórkę swoich dzieci w poszanowaniu dla tychże wartości i poczuciu, że ich błękitna krew znaczy znacznie więcej, niż chce im to wmówić współczesny świat i rząd Nobby'ego Leacha. Starała się nie brać czynnego udziału w życiu politycznym, lecz na salonach jasno wyrażała swoje zdanie - będącego tożsamym ze zdaniem męża i jego rodziny. Od wiadomości ze świata polityki dostawała bólu głowy, starała się więc zająć głowę tym, co sprawiało jej przyjemność. Projektowaniem strojów, tworzeniem magicznych pieczęci, praktykowaniem transmutacji i przede wszystkim - życiem rodzinnym. Starała się dbać także o życie towarzyskie, nie tylko ich własne, ale i magicznych elit, marząc o tym, że to na jej przyjęciach spotykać się będzie śmietanka towarzyska. Odchowawszy Evana, który nauczył się chodzić, powróciła do snucia planów o własnym domu mody, a plan na to rozpisywała z pomocą męża, choć z biegiem czasu sama stała się biegła w dziedzinie finansowej. Dużą część jej czasu wciąż pochłaniała praca w rodzinnym teatrze i tworzenie magicznych pieczęci. Była perfekcjonistką, wszystkiego chciała dopilnować sama. Zarówno w Teatrze, jak i w domu rodzinnym. Starała się spędzać tak wiele czasu z dziećmi, jak tylko mogła. Bliźnięta jednak zostały odesłane do Francji w roku, gdy na świat przyszedł Evan, aby pobierać nauki w Akademii Magii Beauxbatons, co było dla niej znacznym odciążeniem, choć tęskniła za nimi okrutnie. Lovise zawsze była dla niej ogromną pociechą. Wyrastała na uroczą dziewczynkę, objawiła się w niej magia niewiele później, niż było to w przypadku jej starszych braci i wydawała się bardzo przypominać swoją matkę. Jest oczkiem w głowie Dahlii.
W sierpniu tysiąc dziewięćset sześćdziesiątego drugiego roku ma ukończyć trzydziesty piąty rok życia. Nie czuje jednak, aby jej młodość chyliła się ku końcowi. Miała malutkie dzieci i miała nadzieję, że ich rodzina jeszcze się powiększy; miała śmiałe plany na przyszłość i wszelkie środki, aby je spełnić. Dba o siebie z chorym wręcz strachem przed starzeniem się; używa drogich kremów i mazideł, by zachować młodość, dba o ciało, nieustannie praktykując taniec klasyczny i dla przyjemności często jeżdżąc konno - z największą przyjemnością dosiadała aetonany. Uważa się jednak już za kobietę, nie dziewczynę, czarownicę dojrzałą, pewną siebie i swoich talentów. W małżeństwie czuje się szczęśliwa, choć bywają w nim wzloty i upadki. Ostatnimi czasy miewa wrażenie, że mąż oddalił się od niej, lecz nie traci wiary w ich uczucie. W ciągu kilkunastu lat spędzonych razem zdołali się dotrzeć i stworzyć bardzo silną więź. Oboje byli dumni z tego, co tworzyli. Z własnych dzieci i rozwijanych projektów. Dzięki niemu coraz bardziej interesowała się galerią sztuki należącą do Rosierów i również przykładała rękę do tego, aby jej sale wypełniały się nie tylko dziełami uznanych już artystów, lecz także i tych, którzy rozpoczynali swoją drogę. Wspólnie z mężem odszukiwali młodych i zdolnych, w których widzieli potencjał. Nie z dobroci serca, naturalnie, a chęci wykorzystania nich i ich talentu. Mecenat jaki im oferowali przysłaniał im jednak trzeźwy osąd sytuacji, co zarówno Dahlia, jak i jej mąż bezwzględnie wykorzystywali. Łączył ich egoizm i stawanie siebie samych oraz swojej rodziny na piedestale. 
Wiedziała, że niezależnie od wszystkiego wreszcie dopnie swego, a wiosna i lato tysiąc dziewięćset sześćdziesiątego roku będzie doskonałym momentem, aby wreszcie otworzyć własny dom mody.


0
Pozostało PP
mind
0
Pozostało PM
0
0
0
OPCM
Uroki
Czarna magia
25
0
0
Transmutacja
Magia lecznicza
Eliksiry
8
10
11
Siła
Wytrzymałość
Szybkość
Ścieżka VIII — Historia i kultura magiczna
Historia cywilizacji
Znajomość obyczajów i etykiety
Mitologia i folklor
Ścieżka XI — Ekonomia i handel
Zarządzanie finansami
Sztuka negocjacji handlowych
Rozpoznawanie wartości przedmiotów dotyczących profesji postaci
Ścieżka XVI — Społeczeństwo i wpływy
dyplomacja
sztuka kłamstwa i oszustwa
urok osobisty
odczytywanie emocji i czujność
Ścieżka XVII — Artyzm i twórczość
malarstwo i rysunek
Ścieżka XVIII — Sport
taniec
jeździectwo
Ścieżka XIX — Technika i rzemiosło
magiczne wzornictwo
szycie i projektowanie strojów
Ścieżka XX — Poliglotyzm
francuski
włoski

drzewko

Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
23-11-2025, 20:38

Witamy na forum Serpens!

Mistrz Gry utworzył dla Ciebie osobisty dział, w którym została umieszczona Twoja skrytka bankowa. Udaj się do niego i opublikuj temat z sowią pocztą oraz umieść tam swój prywatny kuferek. Na start otrzymujesz też od nas skromny prezent – znajdziesz go w swoim ekwipunku.

Możesz już rozpocząć zabawę na forum! Zachęcamy, abyś sprawdził, co Ci się przyśniło, rozeznał się w aktualnych wydarzeniach oraz spytał, kto zaczyna.

Odtąd Twoje słowa, decyzje i sojusze mają znaczenie. Uważaj, komu zaufasz — wężowe języki są zdradliwe. Dobrej zabawy!

Karta zaakceptowana przez: Vincent Rineheart

    Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
01-04-2026, 14:04

Dahlia Rosier

Ekwipunek

pozostałe przedmioty spoza automatycznego ekwipunku

darmowa sowa pocztowa

Historia rozwoju

[01.04.2026] zatwierdzenie karty postaci, +1 szybkość [prezent powitalny]
    Odpowiedz
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 13:47 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.