• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Szkocja > Hogsmeade i okolice > Szkoła Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie > Izba Pamięci
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
16-10-2025, 00:16

Izba Pamięci
Jest to miejsce ciche pełne powagi, ukryte w jednym z wyższych skrzydeł zamku. Wysokie, łukowate okna wpuszczają do środka miękkie światło, które odbija się od wypolerowanej posadzki i starych, kamiennych ścian. Wzdłuż nich stoją rzeźbione kolumny i marmurowe tablice, na których wyryto nazwiska uczniów, nauczycieli i bohaterów, którzy zapisali się w historii szkoły. W kryształowych szkatułkach przechowywano nagrody, trofea, puchary, tarcze, talerze i statuetki. W tym pomieszczeniu znajduje się również lista Prefektów Naczelnych oraz Specjalna Nagroda za Zasługi dla Szkoły, którą przyznano jedynie nielicznym. Miejsce to zachęca do wspominek oraz rozmytej nostalgii.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
17-11-2025, 11:23
30 kwietnia 1962 - Zjazd Absolwentów

Inauguracja zakończyła się, a Moira Sanderson oddaliła się od centralnej części wydarzenia, chyba mimowolnie, nie rozumiejąc ciężaru naciskającego się na tył jej czaszki. Chociaż od nauki w Hogwarcie minęło niemal tyle czasu ile jej siostrzenica nosiła na własnym karku, uzdrowicielka nigdy nie rozliczyła się ostatecznie z daleką przeszłością. To co bardziej bolesne – wyparła, to co mniej – trzymała gdzieś na pograniczu pamięci, uspokajając się myślą, jakoby to nie była już tą samą osobą, którą była wtedy. Moira Lupin porzuciła swoje nic nie znaczące nazwisko, rodzinę bez zasług i ambicji – pokazała wszystkim drwiącym z jej możliwości swoją niekwestionowaną wartość. Osiągnęła więcej niż się po niej spodziewano, mając pewnie więcej szczęścia niż mogło jej się nawet wymarzyć… A mimo wszystko, wciąż miewała problem ze spojrzeniem w oczy tym dzieciakom (wyrośniętym ich wersjom…), które ze względu na większy majątek i lepsze urodzenie bywały dla niej podłe.
Problem malał z każdym kolejnym miesiącem czy rokiem; malał z każdym kolejnym projektem wykonanym bez udziału wielkiego w swoich zasługach męża.
Może medal od Ministra zapewniłby jej ostateczne rozliczenie z przeszłością? A może nie ma sposobu by zadowolić Moirę Sanderson do reszty?
Kątem oka widzi Leonie witającą (żegnającą?) się z kimś, kto ją rozpoznał. Spotyka się z nią spojrzeniem i wita ubogim w entuzjazm uśmiechem. Za chwilę spotkają się i powitają słowami – na zjeździe absolwentów, nawet jeżeli je same dzieliło niemal jedno pokolenie.
Przystanąwszy pod tablicą pamiątkową z nazwiskami wszystkich prefektów naczelnych doskonale wie co czuje. W latach w których uczęszczała do Hogwartu status krwi wydawał się jeszcze ważniejszy niż obecnie. Niegdyś mugoslki Minister Magii nigdy nie byłby rozważaną opcją. Przed otoczeniem się wianuszkiem obojętnych na pochodzenie akolitów często bywała… Nikim szczególnym.
W czasie szkolnym bardzo chciała być tu wymienioną. Teraz jednak cieszy się, że tak nie jest. Dawne nazwisko ciążyłoby jej tylko bardziej.
– Leonie, w życiu nie ma przypadków skoro spotykam cię tak szybko i w tak tłumnych warunkach – uśmiecha się jakby sympatyczniej, chociaż nie pędzi do niej z uściskami czy całusami. Figg zna Sanderson nie od dziś – wie, że spodziewanie się po niej czegokolwiek innego nie byłoby podejściem rozsądnym. Przemieszczają się powolnym krokiem wzdłuż ścian Izby Pamięci. – Miałaś dobre relacje ze swoim Naczelnym? Ja miałam ochotę odgryźć mu głowę – a ciężko określić czy żartuje, czy być może faktycznie posiadała usposobienie modliszki. – Chociaż może nie powinnam tego mówić. Kto wie czy ściany nie mają uszu, z takim dyrektorem… – dodaje ciszej, przystając pod obrazem… Innego dyrektora. Fineas Black, nazwisko dla Moiry jeszcze mniej strawne. Chory na punkcie czystości krwi ród budził w niej tylko nieprzyjemne wspomnienia. – Zmieniam zdanie. Byli gorsi.
- Ach, tak. Kolejny... gość - mruknął Phineas, udając entuzjazm, jednocześnie zmierzył ją spojrzeniem od stóp do głów, po czym powrócił do poprawiania finezyjnego kołnierza swojej koszuli. - Widzę, że obecny Albus Dumbledore kontynuuje niechlubną tradycję wpuszczania w mury szkoły wszystkich, kto tylko znajdzie się w zasięgu jego wzroku - mówił cicho, właściwie bardziej pod nosem, niż do kobiet. - Obym ujrzał dzień, gdy słowa świętej pamięci Salazara nabiorą wreszcie mocy. Póki co jestem zmuszony tu tkwić i obserwować upadek standardów... Powiedz mi, chyba Dumbledore w porozumieniu z tym... nowym, pożal się Merlinie, ministrem magii, nie zaplanowali występu mugoli na bankiecie?
– Boi się dyrektor ze porwą pana do tańca? – drwi z Phineasa Blacka, szybko zapominając o pojęciu dobrych manier. Dochodzi do wniosku, że wyżycie się na obrazie Blacka, a nie na jednym z żywych członków ich rodziny jest… Wygodne. Niezwykle wygodne.

Kość zdarzeń
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Leonie Figg
Akolici
he was hanged from the gallows that he built for me.
Wiek
25
Zawód
magibotaniczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
8
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
13
Brak karty postaci
24-11-2025, 11:28
Wesołość Dumbledore'a nadal smakowała dla niej goryczą.
Cieszył się na widok swoich absolwentów, a co z tymi, których dziś zabrakło? Co z tymi, którzy poświęcili życie, poświęcili wszystko, dla jego pogubionych ideałów? Gdzieś w tłumie stał Arlo, patrzył w twarz człowieka, który odebrał mu brata bliźniaka, a Leonie bała się, że mimo to mógł nie widzieć w nim winowajcy. Kiedy opowiadał o powiązaniu z ludźmi dyrektora Hogwartu, u boku których Basil próbował wywalczyć bezpieczniejszy świat, nie miał w sobie tej zapalczywej urazy, która wykształciła się w ich młodszej siostrze. Naprawdę był aż tak ślepy? Albo tak dobry, by wybaczyć... Nie bez powodu nie wytrzymała do końca przemowy, tylko oddaliła się z błoni mniej więcej w połowie, pewna, że jeśli tego nie zrobi, za moment wynajdzie skądś gumochłona i Merlina ducha winnym stworzeniem rzuci w przemawiającego. Ewentualnie w Ministra Magii, który dumnie prężył pierś, a z tego, co mówił Grindelwald, okazał się wyłącznie marionetką na sznureczkach Albusa Dumbledore'a.
Poza tym uciekła z jeszcze jednego powodu: nie chciała spotkać się z bratem, który jej pozostał, nie chciała musieć odpowiadać na pytania o to, dlaczego znów nie odpisała na jego ostatnie listy. Nie zasługiwał na takie traktowanie, a jednak kiedy tylko ujmowała pióro w dłoń, słowa po prostu nie płynęły. Poczucie winy zamrażało palce, przyznanie się do złego traktowania przerażało. Lepiej będzie, jeśli dziś na siebie nie wpadną.
Szukała oddechu, przerzedzenia tłumu wypełniającego Hogwart. Takim sposobem zawędrowała do Izby Pamięci, po drodze spotykając dawnego dobrego kolegę, z którym się przywitała. Upływające lata zaokrągliły jego brzuch i dodały mu drugiego podbródka, ale jego usposobienie pozostało tak samo beztroskie, młodzieńcze i wesołe jak kiedyś - co przyjęła z zaskoczonym uśmiechem. Zdawał się nie widzieć w niej kogoś innego. Kogoś, kto przeszedł przez półroczne piekło i wyszedł z niego odmieniony. Może to lepiej, że ich rozmowa trwała krótko, dzięki temu Leonie mogła pozostać w jego pamięci tamtą swobodną i pogodną dziewczyną; sama zaś pomachała delikatnie do dostrzeżonej na horyzoncie Moiry i zbliżyła się do niej, wdzięczna za stały grunt w postaci osoby cioci.
- Jak się bawisz? - zagadnęła w odpowiedzi na jej powitanie. Prawdziwe atrakcje jeszcze się nie rozpoczęły, miała jednak nadzieję, że widok dawnych kolegów i przyjaciół podziałał na Sanderson relaksująco. Posągowa postać czarownicy zachwycała doborem subtelnej, eleganckiej kreacji, złote włosy lśniły w światłach hogwarckich świec; wyglądała przepięknie. - Biorąc pod uwagę, że zbierałam szlabany tak chętnie i często, jak stokrotki na wianki... - wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się lisio. Prefekci mieli z nią merlinowskie skaranie, jeśli akurat nie wpadała w kłopoty, to zazwyczaj je prowokowała. I za każdym razem twierdziła, że było warto. - Ale ciebie o to nie podejrzewam. Więc dlaczego? - uniosła brew. Wyobrażenie Moiry na szlabanie było absurdem, może wchodziła w dyskusje z prefektem naczelnym, uważając, że zna zasady lepiej od niego?
Zerknąwszy w bok ku nagle odzywającemu się portretowi, na twarzy Leonie odmalowało się zdziwienie. Phineas Nigellus Black nie dawał się poznać od najlepszej strony, nie do końca pojmowała pretensję zawartą w jego głosie. Co miał im do zarzucenia? Ich pochodzenie nie było nieodpowiednie, Moira zasłynęła w świecie jako wprawna uzdrowicielka, cóż, co najwyżej mógł wątpić w teraźniejszą wartość Figg, ale o niej chyba wiedział niewiele. Albo nic.
- Merlinie, co za zgred - skomentowała z zadartą głową. Przemówiła przez nią brawura dawnych lat, wyzwolona przez mury Hogwartu, ale i to, że rozmawiały z obrazem, który w żaden sposób, choćby bardzo chciał, nie mógł ich skrzywdzić. Nie podniósłby na nie ręki, nie zaciągnąłby ich do ciemnego i zimnego miejsca. Nie sprawiłby, że więcej nie zobaczyłaby Jaspera. Właśnie jego przewidywalność dodawała jej odwagi. - Albo siebie nawzajem - dodała znaczącym szeptem, nawiązując do występu Albusa i Leacha oraz kwestii tańca. Spojrzała przy tym na Sanderson, po czym po chwili wahania owinęła ramię wokół jej łokcia i lekko pociągnęła do tyłu. - Myślisz, że ktoś się pogniewa, jeśli obrócimy go płótnem do ściany? - zapytała konspiracyjnie, z błyskiem w oku. Trudno byłoby powiedzieć, czy Leonie żartuje, czy mówi poważnie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
06-12-2025, 23:00
Na pytanie o dobrą zabawę może jedynie westchnąć bez przekonania.
Nie bawi się źle, ale nie bawi się też dobrze – właściwie prawdziwie bawić będzie się dopiero pod sam koniec, kiedy być może uda jej się wypić kilka kieliszków musującego wina i zjeść kilka zbyt drogich jak na tę ekonomię deserów. Lekarze często bawili się mocniej – byle zapomnieć o upiornych widokach których doświadczyli w trakcie swojej kariery.
Być może będzie bawić się dobrze także w trakcie Olimpiady, na którą miała zamiar się udać tylko i wyłącznie dla własnej rozrywki. Niegdyś wydawałoby się jej to niemożliwe – przystępować do konkursu nie tylko po to by wygrać.
Za dzieciaka ganiała niekiedy nierealne cele, udowadniając światu swoją wartość – niezależnie od tego jak bardzo wpisywały się w jej zainteresowania. Kiedyś była co najmniej dobra z wszystkiego. Obecnie rozumiała więcej, a więcej oznaczało rozwijanie się w konkretnej dziedzinie. Zrozumienie, że nie zostanie nigdy chodzącą encyklopedią i kobietą zaznajomioną z każdą dziedziną nauki i życia.
Nie łudzi się, że wygra Olimpiadę z młodymi ludźmi, dla których nauki w Hogwarcie były wspomnieniem sprzed roku czy dwóch lat.
– Nagroda w Olimpiadzie Naukowej jest bardzo wysoka – mówi sugestywnie. Sanderson świadoma już jest chociaż w pewnym stopniu zamiłowania Leonie Figg do hazardu i ryzyka. Moira nie wie jak wiele szczęścia będzie trzeba posiąść, byle Gumochłonka wygrać – wie jednak, że oczy siostrzenicy na pewno zaświeciły się na wiadomość o stu galeonach znajdujących się w zasięgu ręki… Albo zasięgu umysłu. Nie może wiedzieć jaką uczennicą była magibotaniczka – Moira zawsze pozostawała nieco poza granicami rodzinnego życia sióstr, braci i ich latorośli.
– Podejrzewałam cię o bycie żywym srebrem – przyznaje na jej wyznanie. Gdyby była na stanowisku naczelnej jej rocznika – z pewnością traktowałaby ją podobnie. Na szczęście była jej ciotką i wciąż miała prawo strofować ją, jeżeli uznała to za słuszne. Nawet jeżeli Leonie już od dawna pozostawała dorosła. – Był zarozumiałym chłopcem z bogatej rodziny i wpływowym nazwisku. Czego nie zrobiłabym – nigdy nie byłabym w stanie przejąć jego pozycji – a była wtedy niezwykle, nieludzko wręcz ambitna; okrutnie zapalona. – Niesprawiedliwość bolała mnie wtedy dużo bardziej niż teraz.
Obecnie nie miała powodów do kompleksów. Nawet obraz nie był w stanie wprawić ją w stan znany w dzieciństwie – kiedy hormonalna karuzela kazała jej niekiedy wrzeszczeć na chłopców, których zawsze uznawała za niedojrzałych i głupich. Chyba była wtedy trochę… Niedojrzała i głupia.
Gdy siostrzenica łapie ją za łokieć, a potem pociąga do tyłu, musi mierzyć się z konsekwencjami; z ciężkim spojrzeniem błękitnych oczu magichirurg, zakotwiczonych uwagą na jej twarzy. Parska na propozycję. Nikt kto nie będzie naocznym świadkiem tej sytuacji i tak nie uwierzy, że Moira Sanderson obróciła obraz Nigellusa Blacka. Było to nieeleganckie, ale wracając myślami i pamięcią do lat młodzieńczych – chętnie odegrałaby się w jakikolwiek sposób na członkach błękitnokrwistych rodzin.
– Do ściany? Jeśli już ruszać jego wielmożność, wolę umieścić go do góry nogami – i w przeciwieństwie do nieodgadnionych nut w głosie Figg – Sanderson z pewnością nie żartuje. Albo kłamie bez mrugnięcia okiem. Do drugiego nie ma jednak talentu – w sytuacji nagłej konieczności, zwykle kłamali za nią inni. – Pilnuj drzwi.
A ona wyciąga różdżkę z torebki.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Leonie Figg
Akolici
he was hanged from the gallows that he built for me.
Wiek
25
Zawód
magibotaniczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
8
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
13
Brak karty postaci
10-12-2025, 15:15
Gdyby wiedziała, że nie będzie jej dane zobaczyć szczerze bawiącego się oblicza Moiry, kiedy Hogwart zostanie osnuty kotarą wieczornych cieni, chyba złamałoby się jej serce. Tak rzadko widziała magichirurg cieszącą się ze zwykłych ludzkich interakcji, choćby uzupełnionych o smacznego szampana, skrzacie wino i tonę ciasteczek z poczęstunku przygotowanego przez niezmordowane szkolne skrzaty. Czy pod strzelistymi sufitami zamkowych komnat wybrzmi dziś jej głośny, prawdziwie rozbawiony śmiech? Czy spojrzy na kogoś z ciepłem budzącym się w spojrzeniu? Da się porwać do tańca, w którym zapomni o powinnościach, trudach pracy i sztywnym gorsecie, noszonym na co dzień? Leonie była ogromnie ciekawa zabawy pisanej Moirze, więc może to dobrze, że w porównaniu do Jaspera nie umiała zobaczyć ani skrawka wizji przyszłości - najpierw rozbrykanego Irytka i kaprysów własnej magii, potem zaś porażki czekającej na nią na Gumochłonku, tak dotkliwie bijącej w duszę zielarki, że jedynym scenariuszem, jaki dla siebie zobaczy, okaże się ucieczka.
Temat rozpoczęty przez Sanderson skutecznie zdekoncentrował ją od rozważań na temat znaczenia westchnięcia, które uleciało spomiędzy warg czarownicy. Gardło Leonie wyschło nieznacznie, zaczęła też wyginać palce w swojej nerwowej manierze, z pozorowaną swobodą wodząc wzrokiem po gablotach w Izbie Pamięci. Suma była kolosalna, bezsprzecznie. W jak ryzykownych grach mogłaby wziąć dzięki niej udział? Ile razy zdołałaby pomnożyć taki kapitał? Wymagałoby to innego miejsca, niż tawerna w Cardiff, innego towarzystwa, ale to przecież nie problem. A gdyby wróciła z sakiewką ciężką, niż wcześniej, mogłaby zafundować Jasperowi i sobie bardzo komfortowe warunki na jakiś czas. Kupiłaby Heldze nowe sznurki do zabawy, sobie kilka nowych ubrań, może kilka nowych roślin, część odłożyłaby na czarną godzinę, spłaciłaby też wszystkie zaległe długi...
- Bardziej pociąga mnie możliwość sprawdzenia się po latach - odchrząknęła kłamliwie, aczkolwiek Moira potrafiła z niej czytać, na pewno nie kupiłaby wymówki Figg w całości. Owszem, perspektywa zmierzenia się w różnych dyscyplinach szkolnych wydawała się absorbująca, ale to pieniądze naprawdę przykuły uwagę, rozbudziły głód podobny uzależnieniu, które zawsze prędzej czy później łamało jej postanowienia i prowadziło ją z powrotem do stołów hazardowych. - Weźmiesz udział? - zapytała, przekonana, że Sanderson także nie odmówi sobie odrobiny naukowego wyścigu. W żadnym stopniu nie mogło się to równać z rywalizacją na międzynarodowej scenie medycznej, więc zastanawiało ją, czy ciocia będzie chciała trwonić czas na niemal dziecięcą zabawę.
Uśmiechu, który rozkwitł na jej wargach wobec podejrzenia kobiety, można było się spodziewać, potem przechyliła głowę pytająco, ściągając brwi. - Właściwie dlaczego? Na pewno miałaś lepsze stopnie od niego i zachowywałaś się porządniej, pewnie też dojrzalej - nawet od nauczycieli zatańczyło na spoiwie myśli, ale Leonie szybko zagryzła ten wniosek między zębami, żeby nie rozjuszyć lwa. Nie wyobrażała sobie, że mogło być to zdeterminowane przez nazwisko czy sytuację materialną, w jej świecie podział klasowy nie był aż tak wyrazisty, szansa po równo przypadała każdemu, bo właśnie tym rzekomo szczycił się Dumbledore. Jak wyglądało to wcześniej - nie wiedziała. Aczkolwiek może dla wszystkich było lepiej, że Moiry nigdy nie odznaczono plakietką Prefekta Naczelnego, bo pod jej strażą Hogwart zamieniłby się we wnętrze dobrze naoliwionego zegarka. Ani jednej psoty, ani jednego żartu, ani jednego przejawu niesubordynacji. Zaburzanie porządku karane rytualną bombardą pod ścianą płaczu.
Najpierw parsknęła z niedowierzaniem, później uśmiechnęła się szeroko, diabelnie, słysząc postanowienie cioci. Tego na pewno się nie spodziewała, tymczasem Zjazd Absolwentów wydobywał z Moiry nowe oblicze. - Tylko szybko - rzuciła konspiracyjnie i z różdżką w dłoni zbliżyła się w kierunku drzwi, gotowa niby przypadkiem zablokować je czarem, jeśli nie wystarczyłoby to, że dosłownie w nich stała. Jeśli ktoś miał dostać się do środka, musiałby po niej przejść - czego Leonie wolała uniknąć, ale dla dobra tej świeżej strony Sanderson była gotowa się poświęcić. - Mama by mi w to nie uwierzyła - wymruczała pod nosem, podekscytowana i rozbawiona. - W sumie tata też nie...
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
16-12-2025, 21:58
Osobą mającą pierwszą rację jest magimedyczka – Leonie na pewno kłamie mówiąc, jakoby to nie rozważała swojego udziału ze względu na kwotę, będącą niemal miesięczną wypłatą Sanderson. Nie ma zamiaru jednak kłócić się z nią o prawdziwość jej intencji – unosi jedynie brwi sugestywnie.
Potem kiwa głową na potencjalny własny udział w Gumochłonku. Siostrzenica również ma dziś rację – Sanderson rzadko odmawiała sobie podobnych atrakcji, lubiła odrobinę rywalizacji i nawet jeżeli nie zależało jej na zwycięstwie – spodziewa się dobrej zabawy. Nie może wiedzieć, że za kilka godzin zacznie wątpić w zdrowe funkcjonowanie swojego mózgu, kiedy wykonanie dziecinnie prostych zaklęć przewyższy jej możliwości.
Może rozmowy przy stole z innymi akolitami nie były bezcelowe. Może faktycznie niedomagała pod względem obycia z magią ofensywną i defensywną?
– Mieliśmy podobne stopnie – oboje uczyliśmy się wyjątkowo dobrze – zdradza, próbując kryć pewne rozdrażnienie na powracające wspomnienia. Zauważa, że dociekanie Leonie Figg irytuję ją mocniej niż innych – może przez cień podobieństwa do Isadory, z którą nie chciała dzielić się szczegółami swojego życia? Może przez ogólnie nienajlepszą i nienajbliższą relację z rodziną? A może przez to, że niezwykle rzadko ma okazję rozmawiać z kimś, kto zna ją tak osobiście. Niewiele rzeczy z nastoletniej przeszłości ukryć mogła bowiem przed krewniaczką; wszystko co dziś powie mogłoby zostać zweryfikowane przez starszą siostrę Lupin. – Może dojrzalej – zgadza się. Niedojrzałość chłopców w jej wieku zawsze była powodem, dla którego w młodości nie ciągnęło jej do rówieśników. – Ale prawda jest taka, że nie wszyscy mieliśmy wtedy równe szanse.
W końcu kim była Moira Lupin, która znana była jedynie z licznego rodzeństwa i kuzynostwa będącego tu przed nią przy chłopaczku z zamożnej, wpływowej i pełnej tradycji rodziny? Właśnie w związku z tą falą nieprzyjemnych wspomnień, decyduje się zaryzykować i wyżyć na obrazie przedstawiciela jednej z najbardziej konserwatywnych rodzin magicznych. W końcu nikt nie patrzy… Leonie się nie liczyła.
Skoro była psotnicą – pewnie sama zrobiłaby to z umiłowaniem.
Magimedyk ma nadzieję, że różdżka jej nie odmówi. I nie odmawia.
– Wingardium Leviosa – mówi prędko, wykonując zdecydowany ruch nadgarstkiem. Obraz buntuje się, ale nie może liczyć na wysłuchanie. – Panie Dyrektorze, to tylko drobne przemeblowanie – uspokaja go fałszywie, nie kryjąc nawet cienia złośliwego rozbawienia. Gdy rama z obrazem unosi się - Sanderson wprawia ją w obrót wokół centralnego punktu. Odwiesza ramę na tym samym haczyku. Namalowana postać obserwuje świat do góry nogami – jakby w ogóle robiło to dla niej różnicę.
Dla Sanderson robi. Szczerzy się do swojego dzieła, jednak jedynie w momencie, gdy wciąż pozostaje obrócona plecami do siostrzenicy. Gdy powraca do niej uwagą, znowu przywołuje na twarz element błogiej obojętności.
W oczach wciąż nosi pewien dziwaczny, niemal dziecinny tryumf - uczucie któego nie przeżyła jako idealnie poukładana i karna nastolatka.
– Liczę, że nikt w to nie uwierzy – naciska na nią spojrzeniem. Od ich dwóch – bo zdanie obrazu nie miało dla niej znaczenia. I tak jego narracja nie zgadzała się z doktryną polityczną obecnie wyznawaną przez rządzących. – Bo się nie dowie – naciska jeszcze mocniej, chowając różdżkę do torebki, a potem zaciskając palce na ramieniu siostrzenicy, zapraszając ją na zewnątrz – jakby ten sygnał miał być już ostatecznym przypieczętowaniem tajemnicy - jeśli ta nie wyjdzie dziś na jaw z powodów od nich niezależnych. Nie zamyka za sobą drzwi Izby Pamięci, to byłoby jak przyznanie się do winy.
Resztę rozmowy kontynuują już na korytarzu.
Za kilka chwil i tak ktoś wejdzie do pomieszczenia. Za kilka chwil i tak obraz rzuci oskarżeniem wobec dwójki kobiet - szczególnie wobec blondynki.
Ale ich już tu nie będzie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Leonie Figg
Akolici
he was hanged from the gallows that he built for me.
Wiek
25
Zawód
magibotaniczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
8
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
13
Brak karty postaci
01-01-2026, 20:00
Kłamstwo przyszło łatwo, chociaż ani przez moment nie zakładała, że Moira w nie uwierzy, nie po tym, jak na początku marca nakryła siostrzenicę w tawernie, gotową obstawić część pensji przy stole do gry. Nie mogła dalej udawać pozbawionej problemów duszy, kamuflaż został oderwany od niej jak maska, szczególnie w chwili, gdy przyznała, że półroczna nieobecność nie była jej kaprysem ani wolą, ujawniając przed ciocią tylko tyle, ile przeszło jej wówczas przez gardło. Tym razem udała, że nie dostrzega wyrazu uniesionych brwi, poddających w wątpliwość jej unik, tylko wygodnie odwróciła wzrok na puchary w przeszklonych gablotach, jak gdyby w tej chwili przykuwały większą uwagę, niż wiara lub jej brak w wymówkę co do Gumochłonka.
- Był błękitnokrwisty? Ten naczelny - wywnioskowała na wspomnienie nierównych szans, tylko to przychodziło jej na myśl jako wytłumaczenie - aczkolwiek pokraczne, niezrozumiałe dla Leonie - wyniesienia na piedestał chłopca, któremu Moira w niczym nie ustępowała. Społeczeństwo magiczne w głównej mierze składało się z czarodziejów półkrwi, jednak rodziny krwi błękitnej, nawet mimo postępu zmieniających się czasów, nadal cieszyły się ogromnym poważaniem. Wybaczano im więcej, przyzwalano na więcej, samo wspomnienie nazwiska otwierało drzwi, które dla Figgów i Lupinów pozostawały zamknięte na cztery spusty. Nigdy tego nie kupiła: urodzenie w takiej a nie innej rodzinie determinowało wyłącznie szczęście i nie widziała powodu, dla którego jednych traktowano lepiej niż drugich, chociaż mogli na to nie zasługiwać. Wpisana do Skorowidzu krew nie oznaczała automatycznie dobrego charakteru, a jeśli miała wywnioskować coś po swojej nauce w Hogwarcie, to wręcz przeciwnie. - W takim razie to strata szkoły, nie twoja - oznajmiła z przekonaniem. Moira znała swoją wartość, później udowodniwszy światu, że nie należy jej lekceważyć. Bez niej scena medyczna byłaby uboższa; ale mimo to nie mogła odmówić sobie cienia lisowatego uśmiechu. - Choć jak się nad tym zastanowić, reszta uczniów dobrze na tym wyszła. Mieliby przegryfane, gdybyś zaczęła wlepiać im kary za wszystkie drobne uchybienia - uśmiechnęła się, odsłaniając zęby. Może miała ściągnąć tym na siebie kolejne uniesienie brwi Sanderson, jeśli tak, to trudno.
Dziś to ona dopuszczała się psot, ona obróciła obraz zaklęciem, ona zaimponowała Leonie, która sądziła, że ciocia nie była zdolna do podobnych rzeczy. Zobaczenie jej w innej odsłonie okazało się odświeżające i intrygujące, bo ile jeszcze asów w rękawie chowała Moira? Jak wielu rzeczy nie pokazała dotychczas swojej siostrzenicy? Mimo że zielarka próbowała skruszyć mury postawione wokół niej, czasem łapała się na myśli, że może za kamieniami nie kryje się... nic. Żadna inna twarz, tajemnica, cząsteczka osobowości. Dzisiaj nie była już tak pewna tego przekonania, gdy oglądała, jak Sanderson odgryzała się Blackowi z chochliczą złośliwością, czymś, co aż do teraz rysowało się jako abstrakcja. Puchonka parsknęła i cicho klasnęła kilka razy w dłonie w ramach zasłużonych przez ciocię owacji, po czym odsunęła się od drzwi i zbliżyła w kierunku kobiety. Nadal były tu same. Najwidoczniej Izba Pamięci nie była dziś zbyt obleganym miejscem, nic dziwnego - więcej emocji mieszkało w innych częściach zamku, bliższym częstszym wspomnieniom.
- Och, spokojnie, nie musisz mnie przemieniać w puchar - przewróciła oczami, wciąż uśmiechnięta, bo nacisk ze strony Moiry na to, by ta sytuacja pozostała między nimi wydał się jej zabawny, nie groźny. Nigdy nie czuła, jakby w otoczeniu magimedyczki była zagrożona. Łączyły je więzy krwi i przede wszystkim pokonana próba czasu, pozwalająca im na zachowanie kontaktu w porównaniu do reszty rodziny. - Nie wydam cię, twój sekret jest ze mną bezpieczny - obiecała i teatralnie ułożyła rękę na sercu, żeby podkreślić wagę przyrzeczenia. Rodzice i tak naprawdę by jej nie uwierzyli, nawet Arlo miałby poważne wątpliwości. - Jakie szkolne wspomnienie jest twoim ulubionym? - spytała potem, już na korytarzu, patrząc na ciocine oblicze z łagodnością przemieszaną z ciekawością, zaintrygowaniem przeszłością, w której jeszcze jej nie było.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
09-01-2026, 16:04
Przegryfane. Tak, Leonie zarobiła sobie na kolejne uniesienie brwi blond ciotki. Oczywiście, że mieliby przerąbane – Sanderson lubiła święty spokój, porządek, a w tamtym czasie – nie kwestionowała również żadnych regulaminów i pogardzała tymi, którzy odwagę mieli myśleć inaczej. Nie ściągała, nie biła się, nie knuła. Uczyła się i samą wiedzą czy wyszkoloną uprzejmością, zdobywała sympatię nauczycieli. Nie była przesadnie lubiana wśród rówieśników, ale do kontaktu z nimi też nie lgnęła. Miała jedną czy dwie przyjaciółki, żadnych poważnych kolegów (w tamtym czasie, bo po ukończeniu szkoły część z nich pozostała nawet jej przyjaciółmi) i duże ambicje, do których spełnienia znajomość młodzieży była jej zupełnie niepotrzebna. No może poza znajomościami z błękitnokrwistymi – mogła przyłożyć się do nich bardziej, ale w tamtym czasie czuła do nich jasną niechęć. Z wzajemnością – w końcu według niektórych nie znała swojego miejsca.
– Na pewno nie zrobiłabym w tamtym czasie tego, czego wcale nie zrobiłam chwilę temu – honorowo przyznaje jej rację. – I na pewno nie byłabym litościwą naczelną, to bez dwóch zdań, ale za moich czasów naczelnych z Ravenclawu bano się najbardziej. Umieliśmy czytać zasady i dobrze je zrozumieć – uśmiecha się ukradkiem. Teraz wciąż je rozumiała – czasami jednak kwestionowała, szczególnie gdy uznawała je za ograniczające dla rozwoju jej i zespołu. W granicach swoich norm moralnych poruszała się jednak… Ściśle i sztywno. Rzadko zmieniała zdanie i chociaż nie było tak zawsze – właśnie taka dała się poznać Leonie za jej świadomego życia.
– Nie miałam zamiaru – komentuje z powagą jej obawy. Nie wiedziała nawet czy wciąż znała zaklęcie, które mogłoby przemienić kobietę w przedmiot. Nie wiedziała nawet czy chciała do tej wiedzy powracać, z wiekiem coraz dobitniej zauważając, że w głowie nigdy nie zmieści się cała wiedza we wszechświecie. Każda kolejna dokładana cegiełka wypychała inną cegiełkę i porządkowanie wiedzy wydawało się coraz trudniejsze.
Z każdym kolejnym rokiem coraz mocniej imponował jej geniusz zmarłego męża. I z każdym kolejnym rokiem tęskniła coraz mocniej za jego ekspertyzą. Coraz mniej brakowało jej zaś jego fizycznego towarzystwa, a ostatnie lata wspólnego życia nie były w jej mniemaniu… Preferencyjne.
Kiwa głową na zapewnienie dotyczące sekretu. Nie wie czy powinna ufać Leonie, ale nie ma zamiaru prosić jej o wieczyste obietnice. Sprawa wydaje się zbyt… Błaha. Na koniec dnia portret Blacka nie będzie obchodził już nikogo, a po zakrapianym balu i tak mógł on skończyć w gorszym miejscu. W końcu nie jedyna musiała pałać do niego umiarkowaną sympatią.
– Poza jej zakończeniem…? – śmieje się cicho, niemal mechanicznie. – Śmiałaś się z przemiany w puchar, ale naprawdę dobrze wspominam zajęcia z transmutacji. Byłam prymuską w tej dziedzinie i chociaż dzisiaj nie pamiętam większości niezbędnych ruchów nadgarstka, kiedyś zamieniłam powłoczkę na poduszkę capaciusem extremisem i ukryłam tam znaczną część książek, którymi nie chciałam się dzielić – opowiada z nutką nostalgii w głosie. Dziś dzieliła się dużo chętniej – szczególnie wiedzą, wyznaczając sobie dobro nauki jako główny, życiowy cel. – Możesz zapytać mamę, ale w naszym domu nad Tamizą nie było żadnych książek. Ani nikt nie lubił czytać, ani nikogo nie było za bardzo stać na własne. Czasami coś się wypożyczało – wzdycha, a potem dodaje z przekąsem: – Nawet wakacje wspominam jak jakieś nieporozumienie. Czasami próbowałam kłamać by nie wracać na nie do domu… Ale szło mi to marnie. Ty musisz wspominać ten czas lepiej - w pewien sposób... Naciska do wzajemnych zwierzeń.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:46 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.