• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Szkocja > Ariundle Oakwood (Ardnamurchan)
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
27-09-2025, 21:16

Ariundle Oakwood (Ardnamurchan)
Na zachodnim wybrzeżu leży Ariundle Oakwood - pradawny dębowy las, którego powyginane pnie wyglądają jak zastygłe w ruchu postacie. Ziemię porasta gruby dywan mchu, a powietrze wypełnia zapach wilgoci i liści. Potoki spływają tu z gór wąskimi kaskadami, a ich szum miesza się z pohukiwaniem sów. W słońcu Ariundle wydaje się baśniowy, w mgle - mroczny i pełen sekretów. To miejsce, które wygląda tak, jakby nie zmieniło się od tysięcy lat.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Leonie Figg
Akolici
i dug my heels into the gravel, as evidence for you to unravel. can you find me?
Wiek
25
Zawód
magibotaniczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
8
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
13
Brak karty postaci
27-02-2026, 14:39
8 MAJA 1962

Arlo czuł się lepiej, a wraz z tą informacją powietrze wróciło do płuc wszystkich Figgów.  Do tej pory tkwili w stanie zawieszenia, włącznie z Jasperem, który dokładał wszelkich starań, żeby ustabilizować pacjenta, utrzymać jego świadomość i pracować nad przyswajalnością najpierw płynów, a potem posiłków. Ręka jednak nie wróciła do sprawności i nic nie zapowiadało w tym temacie szybkiej poprawy. Leonie wiązała nadzieje z propozycją Moiry, która obiecała, że odwiedzi z siostrzenicą Lysandra w jego pracowni i wypytają szkolnego nemezis o możliwości w zakresie magicznych ortez - sam Arlo zresztą wydawał się tym nieco pokrzepiony, kiedy opowiedziała mu o pomyśle. Był zbyt wycieńczony toksyną jadowitej tentakuli, żeby w pełni zdawać sobie sprawę z ograniczeń zawodowych z niesprawną ręką dominującą, a Leonie nie próbowała go w to wtajemniczać, podobnie Jasper. Ryzykiem był tylko trzepnięty we wszystkie klepki doktor Berg, ale on na szczęście nie zaglądał do Arlo na dłużej od czasu przejętego ostatnio dyżuru.
Wycieczka do Szkocji na jeden dzień i jedną noc była... impulsywna. Oboje z Jasperem potrzebowali zmiany krajobrazu, oddechu, oderwania od londyńskiej i walijskiej rzeczywistości; czegoś, co będzie tylko i wyłącznie ich. Baśnie otaczające Ariundle Oakwood przesądziły sprawę: spakowali magiczny namiot mający być ich schronieniem, ubrania, jedzenie i kilka innych drobiazgów, wzięli Helgę i ruszyli w paszczę przygody. Przywitało ich rześkie leśne powietrze, związane z nici mchu, liści i ziół rosnących nieopodal szemrzącego strumyka. Chow-chow skakał przez nierówności terenu z wywieszonym jęzorem, a poskręcane nad ich głowami gałęzie i pnie wiekowych drzew rzeczywiście wyglądało jak coś rodem ze szkockiego mitu. W końcu znaleźli w miarę płaskie poletko, gdzie mogli zainstalować namiot, w którym zostawili swoje rzeczy, przechadzając się potem po pięknym pejzażu. Leonie raz po raz zatrzymywała ich małą piechotę, żeby pokazać Jasperowi jakieś rośliny, nawet rozglądali się za grzybami, kiedy w pewnej chwili spojrzała na niego z chochliczą iskrą, co bynajmniej nie zapowiadało spokojnego ciągu dalszego wycieczki.
- Masz ochotę trochę się pobić? - wypaliła, uśmiechnąwszy się pogodnie. Ich dłonie były splecione, dlatego jeszcze nie zawracała sobie głowy sięgnięciem po różdżkę, nie zamierzała też atakować go znienacka ani zmuszać do potyczki, jeśli nie czułby się na siłach. Bądź co bądź przyjechali tu, żeby odpocząć. - Sporo myślałam o spotkaniu u Oriany i o tym, jak mało jest wśród nas ludzi wprawionych w zaklęciach... Z Nedem to było za mało. Wtedy - niestety na jego oczach - dotarło do mnie, jak zaniedbałam swoją więź z różdżką - westchnęła. Opowiadała mu wcześniej o spotkaniu z Rineheartem i wynikach tamtych prób, ale potrzebowała czasu, by zagłębić się w powody porażek, leżące dosłownie u fundamentów jej magii. W oderwaniu od drewna topoli, w braku harmonii, synchronizacji. Różdżka Jaspera świetnie sprawdzała się zaś w magii leczniczej, ale jak radziliby sobie w ofensywie? I przede wszystkim w defensywie? - Moglibyśmy poćwiczyć - zaproponowała łagodnie, a wolna dłoń sięgnęła do głębokiej kieszeni spodni podróżnych i wyciągnęła topolowe drewienko. - Ariundle Oakwood to całkiem dobre tło dla małego pojedynku. Ale tylko próbnego, nie chciałabym... Wiesz. Korzystać z potężnych zaklęć - zaznaczyła z muśnięciem rumieńca na policzkach. Nie chciała ryzykować, że którekolwiek z nich zrobi drugiemu prawdziwą krzywdę. Nie chciała barwić ich relacji fizycznym bólem. - Same podstawy, co ty na to? - zaproponowała, ufna i czująca się na tyle bezpiecznie w jego towarzystwie, żeby w ogóle to rozważyć.

PRAWIDŁOWA KOŚĆ WIOSNY
Zaczyna mocno wiać. Wiatr porywa płatki kwiatów i kurz. Powietrze wypełnia wir drobnych cząstek. Widoczność pogarsza się na moment. Trzeba osłonić oczy. Ubrania łopoczą głośno. Krajobraz staje się niespokojny. Piasek drażni wasze oczy.
Otrzymujecie -5 HP i karę -10 do końca dnia do wszystkich akcji wymagających celowania.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Jasper Prince
Akolici
But in my dream a wall of wire, stone and iron forged in fire
Wiek
38
Zawód
Uzdrowiciel, toksykolog
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
25
15
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
6
Brak karty postaci
Wczoraj, 00:52
Dzisiaj głównie słuchał, bo prawdę mówiąc wciąż był myślami w szpitalu i zamartwiał się tym, czy cholerny Berg nie zepsuje dziś humoru Arlo albo państwu Figg. Martwiło go też, że kończyna nie wraca do pełni sprawności—a sugestię protezy przyjął z nieco roztargnionym uśmiechem i ukłuciem we własną dumę. Możliwe, że szkody były nieodwracalne, ale póki nie mieli pewności... musiał znaleźć sposób. I siedziałby w szpitalnym laboratorium i myślał nad eksperymentalnymi terapiami, gdyby nie niewinna sugestia narzeczonej. Mówił sobie, że pojechali tutaj głównie dla niej. Po tym, jak rodzinna tragedia i obecność rodziców zaskoczyły ją w Londynie i tym, jak wychlapał państwu Figg gdzie mieszkają... pewnie potrzebowała przestrzeni i miejsca, w którym będą sami. Nawet na jeden dzień, nawet symbolicznie.
Na miejscu dotarło do niego jednak, że ta wyprawa dobrze zrobi również jemu samemu. Dopiero teraz docierało do niego, że—nie licząc upojnych chwil w wannie i w łóżku i rano znowu w łóżku—nieustannie chodził spięty i zestresowany i skupiony na rozmyślaniu o jadzie tentakul.
Rozstawili namiot w spokojnym miejscu, ale im dłużej spacerowali—tym bardziej dokuczał im porywisty wiatr. Im, czy jemu? Leonie zdawała się nieprzejęta.
- Strasznie wieje... - pożalił się, ale w tym momencie brunetka dostrzegła nowy okaz wiosennych kwiatów. Jasper z lekkim niepokojem zdał sobie sprawę, że w maju kwitną wszystkie kwiaty i że może czekać go cały dzień słuchania o każdym gatunku.
Cierpliwie kiwał głową, aż nagle Leonie zmieniła temat i...
- Co? - rzucił z lekkim roztargnieniem (bo to nie tak, że nie słuchał o tych kwiatkach, ale może jego myśli same pomknęły w kierunku wyników badań krwi Arlo...). Pobić? Na szczęście, Lee szybko wyjaśniła, co ma na myśli.
- Z całym szacunkiem, Lee, ale gdybyś wygrała pojedynek z aurorem to zwątpiłbym w to, kogo zrekrutowałem. - westchnął z uśmiechem. Wiedział o sparingu Leonie z Nedem, ale nie rozpatrywał go w kategoriach porażki. Z nagłym zainteresowaniem spojrzał na rozłożyste, targane wiatrem drzewa, gdy wspomniała o więzi z różdżką. Wielokrotnie zastanawiał się, co działo się z różdżką Leonie... wtedy, ale bał się pytać. Teraz też nie spyta, tylko zepsułby nastrój. Jej oczy znów lśniły wesołością, jak wtedy gdy zasypiali obok siebie w Cardiff; ale w ciągu dni spędzanych w szpitalu czaiła się niech troska. Niech ta wesołość potrwa jeszcze trochę. - Jasne, że nic potężnego. Swoją drogą, słyszałaś, że na zjeździe—chyba już pod koniec—ktoś rzucił zaklęcie wywołujące trzęsienie ziemi i zniszczył wszystkie toalety w Hogwarcie? Tak mówiła Barbara, ale ona lubi trochę koloryzować... - musiał chyba zweryfikować tą plotkę u bardziej rzetelnego źródła.
- Obawiam się, że nawet w podstawach się zaniedbałem. Nie pojedynkowałem się od Hogwartu... choć szkoda. Myślę czasem, że gdyby nie konieczność ukrywania magii przy mugolach to wszyscy bylibyśmy w niej stokroć lepsi. - rozpędził się politycznie, cofając się o kilkanaście kroków do tyłu. - Tak dobrze? - naprawdę dawno się nie pojedynkował. Zmrużył oczy, bo wiał w nie wiatr, a wycelowanie różdżką w Leonie wydało się nagle jakieś trudne. Może jednak stał za daleko? - Na trzy? - zaproponował. - Raz... dwa... trzy... Rictusempra! - podszedł do pojedynku niezwykle... poważnie.
1x k100 (Rictusempra):
98
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Leonie Figg
Akolici
i dug my heels into the gravel, as evidence for you to unravel. can you find me?
Wiek
25
Zawód
magibotaniczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
8
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
13
Brak karty postaci
Wczoraj, 10:58
Porywisty wiatr szarpał gałęziami lasu, wzburzając w powietrze zbłąkane witki i pierwsze liście, porwane z drzew przez temperament Ariundle. Leonie nie traciła jednak zapału do tego, by spędzić dzień w tym miejscu. Namiot był dobrze zabezpieczony i względnie oddalony od punktu, w którym intensywność żywiołu zdawała się silniejsza, a to najważniejsze, w zasadzie fundamentalne do tego, by spokojnie spędzili noc - z resztą można było sobie jakoś poradzić. Przed zapuszczeniem się w gęstwinę kniei Leonie sięgnęła jeszcze do podróżnego plecaka, z którego wydobyła gumkę do włosów, i związała kosmyki w dość ciasny koński ogon, by te nie wpadały do oczu aż tak często. Mieli dezerterować tylko ze względu na niekorzystne warunki pogodowe? Błąkać się teraz po szkockich pagórkach w poszukiwaniu nowego scenicznego pejzażu, który ukoi oczy, do tej pory chorobliwie pragnące zmiany przestrzeni? Nie ma mowy, w tej chwili stało się to kwestią honoru.
- Pewnie zaraz się uspokoi - zawyrokowała, nie wiążąc z tym jednak za dużych nadziei. Las nieprzerwanie szumiał melodią wiatru, łapiąc słowa Jaspera niczym komplement zachęcający do dalszych figli. Trudno, przecież nie byli zrobieni z soli, chyba nie rozpadną się na drobne kawałeczki, prawda? Leonie chciała w to wierzyć. Potrzebowała w to wierzyć. Potrzebowała drobnych zwycięstw, które wyrównają ostatnie porażki i strachy. Jasper chyba też tego potrzebował: myślami pozostał na obrzeżach Londynu, jakby miasto zamknęło go w pułapce ostrych zębów i nie chciało go wypuścić. Leonie rozumiała, dlaczego tak się działo. Nadal w pocie czoła pracował nad powrotem Arlo do zdrowia, poza tym zderzał się z jej rodzicami w szpitalnych pokojach, gdzie mierzył się też z wtajemniczoną w narzeczeństwo Isadorą.
Leonie wybuchnęła śmiechem na słowa o aurorze i rekrutacji, miał rację, a mimo to spodziewała się po sobie choć trochę lepszego wyniku. Ale wygrać z aurorem, z człowiekiem szkolonym do walki i tłamszenia czarnej magii? To by dopiero było coś. Uśmiechnięta szeroko, w porę złapała w dłonie liść, który zamierzał wpaść jej do ust, jakby Ariundle Oakwood zwęszyło okazję do podobnego Irytkowi psikusa, i odrzuciła dębowe ogniwo na bok.
- Fakt, nie mogę stawać na drodze dobrej rekrutacji - zgodziła się wesoło, po czym przechyliła głowę do ramienia, przypatrując się narzeczonemu z ciekawością. - A ty kiedykolwiek się z nim mierzyłeś? - nie spytała go o to wcześniej i zaintrygowalo ją, czy przed wtajemniczeniem Neda w sekrety Akolitów Jasper wcielił się w rolę bitewnego rekrutera, żeby zweryfikować jego umiejętności i przydatność. Jakoś jej to do niego nie pasowało. - Naprawdę? - zamrugała zdziwiona, słysząc o zniszczeniach w Hogwarcie. Kiedy rozpoczął się Turniej Pojedynków, już nie było jej na miejscu. - Aż żałuję, że tego nie widziałam. Wybuchowy sposób na zakończenie zjazdu. Ciekawe, czy Leach dostał palpitacji na myśl, że powiążą to z jego zaprzysiężeniem i skutecznością... - mruknęła z nutą złośliwości. Oboje nie uznawali nowego Ministra, marionetki w dłoniach Dumbledore'a, mugolaka, który zasiadł na najważniejszym miejscu magicznej społeczności wysp, dlatego nie krępowała się mówić otwarcie przy Jasperze. Od pierwszej kolacji u Medici byli ze sobą w tym temacie szczerzy.
Prince miał rację: przez mugoli i konieczność ukrywania swoich zdolności łatwo było zaniedbać biegłość magiczną, szczególnie jeśli mieszkało się w otoczeniu pozbawionych czarów ludzi. Gorliwie pokiwała głową, odgarnęła kosmyk włosów wpadający przez wiatr do oczu i cofnęła się o dodatkowe kilka kroków, kłaniając się przed Jasperem teatralnie, przez co do jej oczu prawie wpadł kawałek oderwanego od podłoża mchu. Warunki nie były idealne, ale co to dla nich? Wmawiała sobie, że dzięki temu poćwiczą intensywniej. - Jeśli wygrasz, będę miała dla ciebie prezent - zapowiedziała lisio w ramach zachęty i kiwnęła głową, odliczając razem z nim. Wiedziała, że Jasper zaatakuje, dlatego zdecydowała się zacząć od obrony. - Protego!

szafeczka
1x k100 (protego):
60
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 18:00 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.